Sztyft z kurkumą na niedoskonałości

Gdzieś kiedyś natknęłam się na krótki materiał filmowy, o tym, jak to gwiazdy hollywoodu zachwycają się sztyftami z kurkumą. Wtedy to postanowiłam, że zrobię sobie sama własną wersję tego cuda. I wiecie co? Wyszło wspaniale! I naprawdę działa!

Co to ten sztyft? To prosty w wykonaniu kosmetyk w formie pomadki, który stosujemy w walce z niedoskonałościami. Tymi, które, jak czujemy, zaraz nam wyskoczą i tymi, z którymi już się borykamy. Jego najważniejszym składnikiem jest właśnie kurkuma o bardzo silnych właściwościach przeciwzapalnych, antybakteryjnych, rozjaśniających i kojących. Kurkuma przyspiesza gojenie się ran i działa przy tym przeciwbólowo. To taka nasza broń na problemy skórne, która jest przy okazji tania i łatwo dostępna. Jej minusem jest fakt, że zabarwia skórę na żółto i wcale nie tak łatwo to zmyć, mimo jednak wszystko – warto się troszkę pomęczyć.

 

Sztyft opatrzyłam także w inne składniki, które świetnie sprawdzają się w walce z niedoskonałościami. Mamy więc sporo oleju z krokosza barwierskiego, który bardzo polecany jest do pielęgnacji skóry trądzikowej. Mamy też silny antyseptyk w postaci olejku z tymianku i mamy przyspieszający gojenie ran, osuszający je wręcz – tlenek cynku. Mamy w końcu regenerującą dawkę wosku pszczelego, który to pozwala zachować naszemu sztyftowi formę sztyftu.

Takie połączenie składników sprawia, że problematyczne miejsca nie tylko będą odkażone i wysuszone, ale przy okazji goją się i regenerują, aby w końcu łagodnie zniknąć.

Jak stosujemy taki sztyft? Najlepiej wieczorem, na oczyszczoną, wilgotną jeszcze skórę. Sztyftem delikatnie maziamy po newralgicznych miejscach, aż pokryje je leciutka warstwa kosmetyku i staną się żółte. Pozostawiamy, jak maseczkę, na około 20 minut, a następnie zmywamy – najlepiej płynem micelarnym na waciku.  Zabieg powtarzamy tak często, jak mamy potrzebę.

Jest to bardzo wydajny kosmetyk, starczy Wam na baaardzo długo. Spokojnie też może długo postać, jeśli tylko zachowacie podstawowe zasady higieny przy jego tworzeniu i przechowywaniu.

Do dzieła!

 

Sztyft z kurkumą na niedoskonałości

Składniki / na 2 sztyfty:

  • 2 łyżeczki wosku pszczelego – bielonego lub żółtego
  • 5 łyżeczek oleju z krokosza barwierskiego (np. ze Zrób Sobie Krem)
  • 1 łyżeczka kurkumy (mielonej, takiej z torebek z marketu)
  • 1/2 łyżeczki tlenku cynku (mój z Zielony Klub)
  • 4 kropelki olejku tymiankowego

Przygotowujemy dwa opakowania na pomadki (ze sklepów z półproduktami kosmetycznymi). W zlewce szklanej z dzióbkiem (z takiej będzie najwygodniej przelewać do pojemniczków, ale może to być i zwykła ceramiczna miseczka) w kąpieli wodnej roztapiamy wosk. Dopiero kiedy będzie już rozpuszczony, zmniejszamy ogień do minimum i dolewamy olej z krokosza, który nie lubi wysokich temperatur. Mieszamy szybko, aż całość się połączy i powstanie nam olejek i ściągamy zlewkę z kąpieli wodnej. Dosypujemy po kolei kurkumę i tlenek cynku, intensywnie mieszając za każdym razem, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Na końcu dolewamy olejek tymiankowy, ponownie mieszamy. Całość powinna już delikatnie chcieć zastygać, przelewamy więc mieszaninę do pojemniczków i odkładamy je w chłodne miejsce na ok. godzinę, do pełnego stwardnienia.

 

 

Baby it’s cold outside

Brrrrr… zimno, co?

Pora na zimowe odświeżenie szafy. Pora na coś ciepłego!

Pora też więc na nowe inspiracje modowe!

Pozostaję przy palecie, która ostatnio nie chce mi wyjść z głowy, a którą pokazywałam Wam także w jednym z niedawnych postów. Jest w niej coś tak bardzo listopadowego, tak przytulnego i rozgrzewającego, że trzyma się mnie i sięgam po nią sama bardzo chętnie. Tym razem dodałam jednak mały pazur 🙂

W paletę oblekłam kilka codziennych inspiracji – na spacer, po dziecko do szkoły, na zakupy, uczelnię, do przyjaciół. Niechaj będzie wygodnie, praktycznie, ale nie nudno! Nie, nie!

 

 

1.Bawełniana granatowa parka z futerkiem Goodlookin / tę i inne kurtki znajdziecie na Domodi

2. Kolczyki szylkretowe – ładne, ładne! / Mango

3. Wzorzysty, cieplutki sweter z frędzlami / Zara

4. Baaaaardzo futrzasty i milusi shopper fury / Parfois

5. Oryginalny wzorzysty sweter Apo Love / Femi Stories

6. Proste dżinsy s.Oliver RED LABEL / Peek & Cloppenburg

7. Ciepła czapka Wiewiórki dla niej i da niego / Republic of Patterns

8. Koniakowe botki Roberto / eobuwie.pl

9. Ciepły trójkolorowy szalik w kratę / Mango

10. Skarpetki Mustard Blue Soxstory / Pakamera

11. Bardzo ładna i praktyczna torebka Saddle / Parfois

Święta w Lili – zapowiedź i najlepsze projekty z ostatnich lat

Wiem, dobrze wiem, że mamy jeszcze listopad, ale jest to naprawdę idealny czas na zapowiedź tegorocznych Świąt w Lili!

Bo, jak co roku, będziemy je tu celebrować szczególnie! Będzie klimatycznie, inspirująco i ciekawie. Już kilka naprawdę fajnych pomysłów czeka na realizację i zaprezentowanie się Wam. Już cała lista gwiazdkowych prezentów oczekuje na pokazanie. Już w głowie słyszę świąteczne piosenki i mam ogromną ochotę na udekorowanie domu. Ale spokojnie, spokojnie – z tym jeszcze chwilę zaczekam.

Bo ja uwielbiam Święta i cały ten okres przygotowań do nich!

W tym roku mam jedną zmianę. Wiem, że spora część z Was zawsze bardzo się cieszyła na kolejne edycje Wielkiego Świątecznego Lili Konkursu. Tym razem jednak postanowiłam z niego zrezygnować, z różnych powodów. Mam nadzieję, że nie będzie Wam za smutno i że pomimo tego z chęcią będzie tu zaglądać!

Przypominam, że Święta w Lili to:

  • Pomysły, inspiracje i polecenia!
  • Lili Katalog Prezentów – polecenia prezentów dla niej, dla niego, dla dzieci oraz na wiele specjalnych okazji;
  • Wyjątkowe przepisy na aromatyczne prezenty kosmetyczne, unikatowe, pomysłowe i do wykonania przez każdego;
  • Inspiracje opakunkowe i dekoracyjne pełne świątecznej radości;
  • Bezpłatne etykiety z motywami świątecznymi do ściągnięcia dla każdego;
  • Ogromna dawka pomysłów i dobrej energii okraszona wiedzą, ciekawostkami i poradami.

–

Jeśli chcielibyście zaprezentować przy tej okazji swoje produkty, pokazać je czytelnikom, zaciekawić ich, jeśli produkujecie lub dystrybuujecie coś wartościowego, niebanalnego, pięknego, czy to kosmetyki, czy dekoracje, elementy wyposażenia domu, akcesoria modowe lub urodowe – zapraszam do kontaktu. Chętnie zapoznam się ze szczegółami i przedstawię pomysły na promocję!

–

Przy okazji zapowiedzi świątecznej, chciałabym przypomnieć Wam także pomysły i projekty z poprzednich lat, które sama najbardziej lubię. Może wykorzystacie je w tym roku i przygotujecie wyjątkowe prezenty dla bliskich?

Bardzo polecam!

 

– Świąteczne etykiety do druku edycja 2017 –

– Świąteczne tapety i karty do ściągnięcia –

 

– Gwiazdkowe balsamy w kostce –

– Sosnowy zestaw dla Niego – balsam na żywicy i peeling z sosnowymi igłami –

 

– Gwiazdkowe złote olejki perfumowane w roll-onie –

– Gwiazdki z nieba –

 

– Musujące babeczki do kąpieli z polewą lub lukrem –

– Klimatyczne zapachy do pomieszczeń –

 

– Oliwa grzybowa –

– Świąteczne etykiety do druku edycja 2016 –

 

– Bajkowe eliksiry olejkowe –

– Bombki olejkowe –

 

– Tropikalno-śnieżne serniczki kąpielowe –

– Lodowe torciki kąpielowe –

 

I na koniec polecam moje przepisy – część powyższych, część z mojej Cukierni Kosmetycznej – w magazynie Dobre Rady!

 

Dzień z życia

Znalazłam nowy sposób na dobry nastrój.

Postanowiłam sobie nie umniejszać.

Miałam niegdyś tendencję do tłumaczenia sobie, że co ja tam narzekam, skoro inni mają o wiele ciężej. Ano mają, mają. Zawsze ktoś będzie miał ciężej. Że ja to jedno dziecko ledwie ogarnąć muszę, i to jeszcze całkiem fajne, mądre i zdrowe, a inne matki to ogarniają i po kilka i dają radę. Że ja tylko pół roku w zasadzie jestem samotną matką, ze wsparciem mocnym, ale jednak, a inne to mają tak po prostu cały czas. Że nie umiem wystarczająco dobrze zorganizować pracy i domu, aby wszystko było na tip top, a pieniądze wpływały niczym ta rwąca rzeka. I wiele jeszcze takich i owakich.

I oduczyłam się tego. I dobrze mi z tym!

Bo po pierwsze – najgorsze, to porównywać się do innych. Po drugie, przecież robię wszystko w miarę moich możliwości, staram się, pcham ten kamień wielki i ciężki, ale wciąż do przodu i wcale, ale to wcale nie jest mi źle.

Wiecie więc jak wygląda dzień z życia Wonder Woman w skali mikro?

Jest szalony, totalnie niepoukładany, ale dobry. A wieczorem mówię sobie – jestem super! Bo zrobiłam to, to i to. A jak tu jeszcze, pomimo zmęczenia, na maila odpowiem, grafikę skończę, projekt zamknę, albo wymyślę coś ekstra, to w ogóle – oj, jaka super jestem. Bo dziecko śpi spokojnie, cztery ściany stoją, w kurzu nie tonę, pies najedzony chrapie obok.

Zrobię pranie i je jeszcze rozwieszę – super! Fajnie, że zrobiłam!

Ugotuję obiad, który moje dziecko zje, co wierzcie mi – nie jest takie łatwe i oczywiste – oj, jak super!

Pójdę biegać, kiedy Róża jest na gimnastyce artystycznej – łoooo jak super!

A jakaż ja byłam super, kiedy skosiłam trawę, zasadziłam czereśnię i kupiłam łopatę do odśnieżania! Toż z tej dumy myślałam, że się rozpłynę!

Byłabym zapewne jeszcze bardziej super, gdybym wymieniła opony na zimowe, ale to już jednak zostawię mężowi, który jutro, po dwóch miesiącach, wraca do nas. Niechaj też poczuje się super 🙂

Bo w ogóle, odkąd Róża zaczęła szkołę, a my mieszkamy na wsi naszej podmiejskiej, wszystko się zmieniło. Cała organizacja dnia przewróciła się do góry nogami. Dziecko każdego dnia ma na inną godzinę – rozstrzał od 8 do 13. Nie siedzi długo w świetlicy, więc chodzę po nią w kółko. Zdecydowaliśmy, że nie będzie jadła obiadów w szkole, więc jeszcze codziennie trzeba ugotować coś porządnego. Męża akurat nie ma, więc sama latam wszędzie, zawożę na zajęcia, objeżdżam znajomych, robię zakupy. A pracy mam coraz więcej. Pracuję więc nie tylko wtedy, kiedy akurat Róża jest w szkole, ale głównie wieczorami. I nocami. Najbardziej lubię te noce, spokojne, pełne twórczej energii, kiedy tak się rozkręcam, że wcale nie chce mi się spać, kiedy nikt nie przeszkadza. I kiedy wiem, że rano mogę odespać, bo dziecko ma do szkoły dopiero na 13. Zamieniam się więc w małą sówkę. Ale jest to super sówka! Sówka, która stara się jak może i daje radę.

A jak szalone są te dni, kiedy wyjeżdżam na warsztaty! To to już na osobną historię zasługuje!

Kiedy więc w końcu kładę głowę na poduszce, kiedy obok pochrapuje dziecko (czasem sypia ze mną, kiedy nie ma męża) i pies, myślę sobie – super, zrobiłam, co miałam zrobić i jest dobrze. I nawet jak nie zdążę zrobić wszystkiego, kiedy pranie wciąż zalega w łazience, a podłoga prosi się o odkurzanie – i tak jest super. Bo przecież to dziecko obok śpi szczęśliwe, a w lekkim przebudzeniu mówi do mnie: „ja ciebie też”.

I wiecie co? Jestem pewna, że każda z Was jest taką Wonder Woman!

Kalendarze adwentowe

Jestem ogromną wielbicielką kalendarzy adwentowych. Te szczególne emocje związane z oczekiwaniem na Święta i połączone z odkrywaniem drobnych upominków, słodkości lub dobrych słów tworzą magię tego wyjątkowego czasu. Co roku sama przygotowuję coś specjalnego moje Róży – jeśli śledzicie świąteczne wpisy w Lili, to z pewnością pamiętacie moje kalendarzowe pomysły. Może i tym razem mi się uda coś stworzyć. Jeśli jednak nie, być może wybiorę którąś z moich dzisiejszych propozycji!

Znalazłam bowiem całą masę uroczych, pięknych i pomysłowych kalendarzy adwentowych! Coś nie tylko dla małych dziewczynek, ale w zasadzie – dla każdego! Coś do wykorzystania co roku i coś tylko na ten grudzień.

To co? Który najfajniejszy? 🙂

 

 

1.Kalendarz Świąteczna Osada – czy nie piękny? / Allegro

2. Całkowicie uroczy – Kalendarz adwentowy z bransoletką i charmsami – Dziadek do orzechów – MERI MERI / Kalaluszek

3. Lebensbaum – Kalendarz adwentowy 24 saszetki różnorodnych herbat / Blisko Natury

4. Chyba najpiękniejsze etykietki do własnoręcznie przygotowanych kalendarzy! I to do pobranie bezpłatnie! Autorstwa Katarzyny Stróżyńskiej Goraj / Mysi Ogonek

5. Kalendarz Adwentowy Classic z bestsellerami marki / L’Occitane

6. Mixitkowy kalendarz adwentowy – pełen zdrowych batoników / Mixit

 

1.Kalendarz adwentowy – Nostalgiczny Domek – uroczy! / Epinokio

2. Meri Meri: kalendarz adwentowy Stempelki Świąteczne – coś kreatywnego! / Noski Noski

3. Podświetlany kalendarz – domek / Zara Home

4. Króliczkowy kalendarz do powieszenia na ścianie, co roku! / H&M Home

5. VINTER 2018 – Jakiż cudowny pomysł na kalendarz z Ikei! Nie wiem, czy jednak w tym roku na niego się nie skuszę! / Ikea

 

 

1.Kalendarz Adwentowy THE BOMB – Bomb Cosmetics, a w nim słodkie mydełka i kule kąpielowe / Aromatella

2. Bajkowy kalendarz adwentowy – wypełniony ślicznymi czekoladkami / Chocolissimo

3. 24 Days of the Enchanted Advent Calendar – przepięknie wydany kalendarz z produktami do pielęgnacji urody, zaczynając od kąpieli poprzez pielęgnację, make-up i akcesoria / The Body Shop

4. Coś dla każdej dziewczynki – Meri Meri: kalendarz adwentowy Wsuwki / Noski Noski

5. Busy Bee Candles Advent Calendar 2018 – Kalendarz Adwentowy z pachnącymi świętami woskami z wosku sojowego / Kosmetyki z Ameryki

6. Bardzo ciekawy Kalendarz adwentowy – Saszetki – pełen oryginalnych, zdrowych… saszetek! / Mixit

 

W roli głównej: Intensywny krem na noc La Fare 1789

Poszukujecie czegoś naprawdę dobrego na cały zimny okres? Czegoś, co ochroni i wzmocni Waszą skórę zimą?

Mam coś dla Was!

Dzisiaj w roli głównej wystąpi Intensywny krem na noc znanej nam już marki La Fare 1789!

 

Całkiem niedawno pisałam Wam o Mgiełce intensywnie rozświetlającej La Fare 1789 – dokładnie w TYM poście. Zajrzyjcie tam koniecznie, zawarłam tam bowiem wstęp na temat marki. Dodam tylko, że wciąż bardzo podoba mi się ta całkowicie francuska identyfikacja wizualna. Ile się tu dzieje! Zobaczcie chociażby na powyższe zdjęcie z opakowaniem samego kremu. Chaos i totalne przeciwieństwo minimalizmu. A jednak… w całym tym chaosie tkwi metoda. Przekornie wręcz mogę stwierdzić, że chaos jest uporządkowany, że ma swoje uzasadnienie, że to on wytwarza tę szczególną francuską atmosferę. Pasuje idealnie do charakteru marki i jej tradycji.

Sam koncept tak oryginalnego opakowania dla kremu bardzo przypadł mi do gustu. Kartonik – spięty na górze, z wyciętym otworem na wieczko kremu, różni się całkowicie od znanych nam opakowań i wyróżnia markę. Jestem pewna, że to właśnie na nią pierwszą zwróciłabym uwagę w drogerii. Prowansalski klimat i od razu rzucające się w oczy certyfikaty ekologiczne zachęcają do pochwycenia produktu i przejrzenia mu się z bliska.

Sam słoiczek także po prostu – uroczy. Niby wszystko standardowe – mamy szkło, aluminiową nakrętkę, w sumie prostą naklejkę na wieczku zamiast standardowej bocznej etykiety. Ale jakże to wszystko przy tym inne! I znowuż, tak samo jak w przypadku mgiełki, muszę napisać, że kosmetyki marki najzwyczajniej w świecie ozdabiają łazienkę! Jeśli więc do czegoś tutaj miałabym się przyczepić to do pojemności kremu – te 30 ml zawsze za szybko się kończą…

A sam krem…

 

Po pierwsze – przepięknie pachnie! Bardzo delikatnie, ale wyczuwalnie. Nienachalnie, ale dzięki niemu nakładanie kremu staje się przyjemne. Skład wskazuje nam, że oprócz tajemnej substancji zapachowej mamy tu też naturalne olejki z cedru, cytryny i palmarosa, które sama bardzo lubię także, za ich działanie na skórę.

Do samej nazwy „intensywny” dodałabym jeszcze określenie „ochronny”. Mamy tu bowiem krem z rodzaju tych nieco cięższych, ale zarazem nie za ciężki. Krem, który osobiście bardzo polecam, jak już wspominałam, na te chłodniejsze okresy, kiedy to skóra narażona jest przesuszenie, podrażnienie, kiedy jest poszarzała i brakuje jej energii. Mamy więc krem, który zadba o odpowiednie jej nawilżenie nocą, a jednocześnie ją zregeneruje i ukoi. Zabezpieczy ją przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi i stworzy barierę dla zanieczyszczeń zawieszonych w powietrzu.

 

 

Krem jest więc dosyć tłusty, ale nie jest to typowy, gęsty, masłowy tłuścioch. Przy całej swej tłustości wchłania się całkiem szybko i pozostawia skórę od razu i widocznie miękką i przyjemną w dotyku. Producent zapewnia, że zawarto w nim 99,3 %  składników pochodzenia naturalnego i 32,6 % z upraw organicznych. Faktycznie – skład jest bogaty w naturalne oleje i ekstrakty roślinne. Muszę jednak zaznaczyć osobom, zwracającym na to uwagę, że są i składniki uważane za komedogenne, których przeznaczeniem jest pozostawienie ochronnego filmu na skórze i zabezpieczenie jej w ten sposób, odpowiednie nawilżenie czy zapewnienie konsystencji. Niemniej jednak w moim przypadku krem nie wywołał żadnych niechcianych sytuacji, a wręcz przeciwnie – sprawia, że buzia rano jest promienna i wypoczęta.

W kremie znajdziemy tak lubiany przeze mnie olejek jojoba, ale jest też makadamia, oliwa z oliwek, olej ze słodkich migdałów i sezamowy. Zacytuję tu opis kosmetyku: ” Krem zawiera ponadto szereg innych starannie dobranych składników pochodzenia organicznego takich jak: hibiskus, szarotka alpejska, aloes, zielona herbata czy liść oliwny, które odżywiają skórę nocą i wspierają proces odbudowy komórek, zapewniając głębokie nawilżenie i regenerację. Krem działa na skórę jak koktajl witaminowy (naturalna mezoterapia) i stosowany codziennie zapewnia widoczne rezultaty takie jak poprawa ogólnego wyglądu estetycznego skóry, wzrost nawilżenia czy też wzmocnienie bariery ochronnej.”

Polecam ten nocny krem – jako kojący plaster, jako zimową ochronę, jako intensywną regenerację podrażnionej skóry. Polecam właścicielom cery suchej, normalnej, dojrzałej lub z pierwszymi oznakami starzenia. Polecam jako kosmetyk ochronny i przeciwstarzeniowy. Jako wzmocnienie skóry i sposób na jej dobre nawilżenie.

Po więcej szczegółów zajrzyjcie na Facebooka La Fare 1789 – TUTAJ.

Kosmetyki marki dostępne są od niedawna w aptekach ZIKO oraz w drogeriach internetowych (choćby Skarbiec Natury).

 

 

 

 

Facebook