NapisałaAdriana Sadkiewicz

Piwne eliksiry do kąpieli bąbelkowej

Weekend się zbliża, więc… może piwko?

A tak poważnie, pytaliście o piwne kosmetyki, które robiliśmy niedawno na warsztatach podczas Lubelskiego Festiwalu Kultury Piwnej w Browarze Perła. Spieszę więc z przepisem na jeden z nich!

Najbardziej piwny płyn do kąpieli! A właściwie wypełniony piwem eliksir do kąpieli bąbelkowej! Wystarczy bowiem wlać go do wanny pod strumień wody, aby stworzyć sobie w domu prawdziwe, rozkoszne wręcz piwne spa – relaksującą kąpiel w piwnej pianie! Jestem pewna, że wszyscy panowie będą zachwyceni, a i panie go pokochają, bo…

Piwo to bardzo zdrowy trunek! Wbrew pozorom!



Prowadzący pozostałe warsztaty piwne na lubelskim festiwalu, bardzo miły chłopak, pasjonat piwnego tematu, określił piwo zawadiacko jako płynne B comlex! Piwo, a dokładniej drożdże, z którego piwo powstało, to źródło witamin z grupy B! Tych tak ważnych dla skóry i włosów! Mamy więc witaminę B1- tiaminę, która wzmaga gojenie, witaminę B2 – ryboflawinę, która poprawia stan włosów, skóry i nawet paznokci, witaminę B3 – niacynę, wspomagającą kuracje przeciwłupieżowe i zwalczająca przebarwienia, witaminę B4 – kwas pantotenowy, który zapobiega łysieniu i siwieniu włosów, witaminę B6 – pirodoksynę – o działaniu przeciwzapalnym, wspomagającą leczenie AZS, witaminę B7 – słynną biotynę, która zwalcza stany zapalne skóry, łagodzi egzemę i zmiany łuszczycowe i co równie ważne – wzmacnia włosy, a także spowalniający procesy starzenia kwas orotowy – witaminę B13. Znajduje się tu też bogactwo minerałów – zwróćcie uwagę zwłaszcza na cynk, oraz flawonoidy – o działaniu przeciwutleniającym i przeciwzapalnym.

Piwo ponadto oczywiście uspokaja! A to za sprawą szyszek chmielu i zawartej w nich kojącej lupulinie.

Piwne kąpiele to zatem samo dobro! Relaksują i koją zmysły, wspomagają regenerację i gojenie skóry problematycznej, przeciwdziałają nadmiernemu rogowaceniu i trądzikowi, pobudzają krążenie krwi i redukują napięcie mięśniowe. Wygładzają skórę i poprawiają jej ogólny stan. Włosom natomiast dodają blasku, spowalniają ich przetłuszczanie, zapobiegają wypadaniu, a do tego wspomagają kuracje przeciwłupieżowe.

Samo dobro, powtarzam! A mamy w tym naszym eliksirze jeszcze nieco odżywczego miodu, pielęgnującego olejku i piękny zapach!

Ach, muszę dodać, że do kąpieli można dolewać sobie piwo tak po prostu! Najlepiej to najzwyklejsze, jasne, odgazowane. Ja jednak bardzo polecam nasz dzisiejszy eliksir! Bomba witaminowa i pianowe doznania gwarantowane!



Piwny eliksir do kąpieli bąbelkowej


Składniki / na 150 ml:

  • 60 ml jasnego piwa
  • 60 ml betainy kokamidopropylowej (Cocomidopropyl Betaine)
  • 20 ml oleju z pestek winogron
  • 10 ml płynnego miodu
  • 15 kropelek olejku limonkowego
  • opcjonalnie 2 kropelki eko konserwantu

Piwo odstawiamy na chwilę do odgazowania. Wszystkie składniki przelewamy po kolei do zlewki, delikatnie je przy tym mieszając lub bezpośrednio do buteleczki. Wstrząsamy nią delikatnie przez chwilę, aby połączyły się w całość i dobrze zmieszały. Jeżeli zamierzamy przechowywać go długo, warto dodać jeszcze eko konserwant. Eliksir wlewamy do wanny, w trakcie jej napełniania.

Dodam jeszcze, że wybrałam tutaj zapach – olejek limonkowy, bo cudownie komponuje się z piwem, tworząc taki przyjemny wakacyjny klimat piwa smakowego. Możecie oczywiście nadać Waszemu eliksirowi inny zapach.

Po dłuższym staniu eliksiru, zauważycie, że składniki zaczną się rozwarstwiać. Wystarczy je po prostu na nowo zmieszać, wstrząsając butelką.


Orientana Kali Musli Dzień i Noc

Dzień i noc. Jedno uzupełnia drugie. Odwieczna para, która odnajduje się na chwilę tuż przed wschodem i tuż przed zachodem słońca, w tym czasie przejściowym, magicznym, szarości, złamanej ostatnimi i pierwszymi promieniami.

I o dziwo, to właśnie nowości Orientany, tak bardzo mi tę wieczną pogoń dnia za nocą, czy nocy za dniem – przypomniały.

Mamy tu bowiem dwa doskonale się uzupełniające kremy – na noc i na dzień właśnie. Kremy, które idealnie współgrają, każdy w swoim czasie, zapewniając nam spokój i ukojenie.

Dzisiaj w roli głównej Kojąca Kuracja Kali Musli do twarzy na noc i Krem Kali Musli do twarzy na dzień marki Orientana.



W zasadzie cała nowa seria Kali Musli przypadła mi do gustu. Zawiera ona wspomniane kremy oraz płyn micelarny i peeling enzymatyczny. O peelingu pisałam w niezbędniku wakacyjnym – TUTAJ. Polecam zajrzeć do tego wpisu, bo sam kosmetyk oparty na papainie i bromelinie jest niezwykle ciekawy.

Dzisiaj jednak królują kremy! One to okazały się być tym kojącym plastrem na skórę, którego czasami tak potrzeba! Uspokajają ją, wyciszają.

Ale skąd nazwa Kali Musli?

Będę się tu posiłkować informacjami od producenta, bo i dla mnie jest to całkiem nowa nazwa:

Curculigo orchioides, nazywane w medycynie naturalnej KALI MUSLI to roślina należąca do rodziny amarylkowatych (Amaryllidaceae). Jest wieloletnią rośliną o wysokości ok. 30 cm, z bulwiastym kłączem i czarnymi korzeniami bocznymi, podłużnymi liśćmi i żółtymi kwiatami. Jest jedną z najstarszych roślin indyjskiej Ajurwedy.

Głównym komponentem KALI MUSLI glikozydy, polisacharydy, tłuszcze oraz mannoza, ksyloza i kwas glukuronowy. Ponadto z kłączy KALI MUSLI wyizolowano także fenolowy glikozyd o nazwie kurkuligozyd oraz sapogeninę jukageninę.

Taka dobroczynnie wpływająca na skórę wrażliwą kompozycja nie występuję w żadnym innym składniku botanicznym.


Korzeń Curculigo orchioides jest tradycyjnie wykorzystywany w indyjskiej Ajurwedzie dzięki swemu korzystnemu wpływowi na zdrowie, m.in. w zwalczaniu swędzenia i chorób skórnych, skaleczeń czy ran. Ale to nie wszystko. KALI MUSLI jest afrodyzjakiem, ma działanie przeciwzapalne, zioło stosuje się przy problemach układu oddechowego, trawiennego, reprodukcyjnego i moczowego. Roślina ta stanowi również cześć tradycyjnej medycyny chińskiej głównie ze względu na jej właściwości wzmacniające. Jest adaptogenem, czyli wytwarza specjalne składniki wspierające wzmacnianie organizmu i zwiększanie jego witalności.”



Seria przeznaczona jest dla osób o wrażliwej i naczynkowej cerze. Osobiście jednak uważam ją za bardzo uniwersalną. Naprawdę bowiem ukoiła moją mieszaną, skłonną do niedoskonałości skórę.

Tak jakby… przywróciła jej spokój!

Oba kremy mają lekką, bardzo podobną konsystencję i subtelny zapach. Wchłaniają się po chwili, pozostawiając bardzo wyczuwalne uczucie odżywienia. Tez tłustej warstwy, ale skóra od razu jakby stawała się silniejsza i chroniona.

Producent pisze o kremie na dzień: “Tworzy nieodczuwalny, ale skuteczny efekt drugiej skóry i ogranicza utratę nawilżenia. Regeneruje naskórek przywracając miękkość, gładkość i młody wygląd.” Zgadzam się w pełni. Zwłaszcza na to wyrażenie o efekcie drugiej skóry. Coś w tym jest!

I te poranki, kiedy skóra po takiej nocnej kuracji budzi się do życia i od razu jest jakby promienniejsza. O kremie na noc przeczytamy: “Naturalna kuracja kojąca na noc w formie kremowej emulsji bogatej w ekstrakty roślinne, która efektywnie złagodzi objawy podrażnienia skóry wrażliwej i naczynkowej. Kuracja regeneruje i ujędrnia skórę oraz spowalnia proces jej starzenia się.” Czyli to, czego każdej z nas potrzeba!

Chwalę więc, chwalę, bo chwalić trzeba! Mamy dobre, uczciwe składy, wypełnione ekstraktami roślinnymi, mamy działanie zgodne z tym, które zostało nam obiecane. Mamy też pewien efekt dodany – wrażenie egzotyki, odkrywania nieznanego, powiewu indyjskiej tajemnej medycyny. Bo choć doceniam bardzo to, co lokalne, wciąż jednak ciągnie mnie do tego, co dalekie.

Przyczepić mogłabym się jedynie do tego, że oba kremy są tak podobne, że ciężko rozróżnić ten na noc i na dzień tak na szybko. Niemniej jednak opakowania są praktyczne, higieniczne i w porządnej 50 ml pojemności.

Po więcej odsyłam Was na stronę Orientany!

Wyjątkowe mieszkanie Oli i Adriana

Nie znam Oli Morawiak osobiście, choć tak często pojawia się na moim blogu i tak wiele już wymieniłam z nią wiadomości, i jeszcze – z taką uwagą śledzę jej rozwój i każdą nową współpracę czy realizację, że chyba śmiało mogę zaryzykować pewne stwierdzenie…

Na początek jednak zaproszę Was na profile Oli, bo być może jeszcze niektórym mogły one umknąć. Ola Morawiak jest szalenie zdolną artystką, twórczynią kolaży, które każdorazowo wprawiają mnie w zachwyt i drgnienie serca. Bardzo polecam śledzić ją i jej Liquid Memory Collages na stronie, Facebooku i Instagramie!

Wracając do tego pewnego stwierdzenia… Chodzi mi o jej mieszkanie! Mieszkanie, które jak żadne inne tak w pełni, tak fantastycznie nie odzwierciedla charakteru i talentu swoich mieszkańców! Oli i jej męża Adriana, który jest równie szaloną, kolorową duszą – twórcą marki najfajniejszych skarpetek Many Mornings. To mieszkanie, moi drodzy, całe wygląda jakby żywcem wyciągnięte z Oli kolaży!



Muszę też Wam tu napisać, że mieszkanie Oli i Adriana zwyciężyło w tym roku w konkursie Porta O!Twórz Mieszkanie! I doprawdy, zasłużyło w pełni. Jest tak cudownie spójne, tak niebanalne, kolorowe, pomysłowe! Pełno tutaj perełek vintage, które idealnie współgrają ze współczesnymi meblami i dodatkami.

Całe mieszkanie to 105 metrów kwadratowych w łódzkiej kamienicy. I o ile sama nigdy kamienic nie czułam, tak tutaj muszę przyznać – zakochałam się w pełni. Jest to eklektyzm w swym najlepszym wydaniu. Przepełniony na dodatek magiczną atmosferą kolaży Oli. Wszędzie ich tu z resztą pełno!

Najbardziej podoba mi się różowy kącik pracy Oli, który sam w sobie jest subtelnym kolażem. I ta kuchnia! Kolor jej głęboki w połączeniu ze złotem! Zwróćcie też uwagę na ten charakterystyczny wielki “obraz” na ścianie w salonie. I wyobraźcie sobie, że nie jest to żaden obraz, tylko oryginalna ściana, która w trakcie remontu ukazała całe swoje piękno, i którą Ola i Adrian postanowili w ten genialny sposób zachować i wyeksponować!

Pozostawiam Was z tym niezwykłym mieszkaniem. Nacieszcie nim oczy! Jest bowiem czym, oj jest! I wiecie co? Ola szykuje już swoją pracownię! Przygotowania możecie śledzić na jej Instastory. Cóż no… sama nie mogę doczekać się efektów!


Zdjęcia z archiwum Oli Morawiak.

Naturalny wrześniowy wish list

Jako, że natknęłam się ostatnio na kilka niezwykle ciekawych nowości w świecie kosmetyki naturalnej, spiszę do Was z nową wish listą!

A w niej 8 perełek do przyjrzenia się bliżej i wypróbowania! Ot, wyzwanie na jesień!

A może już coś znacie? Ciekawa jestem Waszych opinii!


  1. Magiczny olejek do twarzy Róża Stulistna From a Friend – Lekki, nawilżający olejek do twarzy skomponowany z cennych bio-olei, olejków eterycznych, ekstraktów i witaminy C. Bestseller From a Friend i absolutne must have dla tych, którzy kochają różę za jej zapach i działanie. Bazą olejku jest olej kukui i macerat z róży damasceńskiej w skwalanie, wzbogacony organicznymi olejami: arganowym, z nasion wiesiołka i dzikiej róży. Zawiera też rzadko spotykany olej Cacay, najbogatsze znane wśród olei źródło naturalnej witaminy A (3 razy tyle co olej z dzikiej róży!). Naturalna alantoina z żywokostu, fitosterole z awokado i ekstrakt z orchidei, a także olejek z drzewa sandałowego intensywnie regenerują i wygładzają twarz, a doskonała stabilna pochodna witaminy C oraz witamina E pobudzają skórę i – wraz z ekstraktem z nawrotu lekarskiego – wyrównują jej koloryt / From a Friend
  2. ILIA Stella by Starlight – Multi-Stick – Rozświetlacz – w odcieniu ciepłego różu bogaty w organiczne składniki roślinne (odcień Rose Gold)! Pięknie ożywia skórę nadając jej naturalny blask. Podkreśla górne kości policzkowe, brwi, wewnętrzny kącik oczu, grzbiet nosa i środek wzdłuż łuku amora, aby dodać natychmiastowy zastrzyk świetlistości i witalności swojej skórze / Organicall
  3. Fresh Adds effect Booster pielęgnacyjny dla jędrnej skóry Ringana – Produkt “SOS”, zapewniający natychmiastowy efekt napinający. Innowacyjne składniki przenikają do głębokich warstw skóry, gdzie ujawniają swoje wyjątkowe działanie przeciwzmarszczkowe. Zastrzyk piękna z efektem liftingu, błyskawicznie wygładza i odmładza skórę / Ringana
  4. Krem to twarzy Bergamotka & Orzech Laskowy Sapunoteka – Krem zawiera wyłącznie składniki pochodzenia naturalnego. Olej jojoba, olej z orzechów laskowych regenerują, nadają skórze miękkość. Olejek z drzewa herbacianego działa przeciwbakteryjnie. Olej z bergamotki zmniejsza świecenie się skóry, obkurcza pory. Witamina B3 oraz E regenerują skórę. Kwas hialuronowy intensywnie nawilża / Sapunoteka
  5. Bosphaera Dwufazowe serum ujędrniające przeciw zmarszczkom – Innowacyjna formuła serum łączy ze sobą 18 aktywnych składników, w tym oleje – z pestek śliwki, z pestek malin, z pestek arbuza, z lnianki siewnej, z nasion czarnej porzeczki oraz jojoba. Tak kompleksowe połączenie synergistycznie działających składników wzbogaconych o 5 witamin i komórki macierzyste jeżówki wąskolistnej, sprawia że skóra wokół oczu zostaje wzmocniona, a cienie zmniejszone / Biofresa
  6. Hydrolat malinowo-aloesowy Manufaktura Natura – hydrolat malinowy na bazie wody aloesowej działa na skórę kojąco, bakteriobójczo, zmniejsza stany zapalne, łagodzi podrażnienia, odżywia, nawilża, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Polecany do wszystkich typów cery, szczególnie do cery dojrzałej, zmęczonej i trądzikowej / Manufaktura Natura
  7. Benecos Podkład w sztyfcie IVORY – wegański podkład w sztyfcie to wysoki stopień krycia i naturalny efekt. Odpowiedni do każdego rodzaju cery. Może pełnić zarówno funkcję podkładu, jak i korektora czy produktu do konturowania twarzy / BIOECO
  8. Baby Anthyllis Zero, Płyn do kąpieli dla dzieci – produkt stworzony w celu zapewnienia komfortu i nawilżenia skóry dziecka. Zawiera ekstrakt z organicznych migdałów, który wraz z lekką pianką zapewnia czystość skóry i wyjątkową delikatność. Jest to produkt bezzapachowy, zmniejszając tym samym ryzyko występowania alergii. Dzięki zawartym w produkcie prebiotykom naturalnego pochodzenia, pomaga wzmocnić naturalną barierę ochronną dziecięcej skóry / Ekomaluch

Z dbałością o każdy detal x3

Przyznam, że kiedyś ich nie doceniałam. Ich mocy wielkiej. Mocy przeobrażania zwykłych nawet, najzwyklejszych produktów, w coś większego. Coś, co zachwyca, co tworzy atmosferę, co chce się mieć. I za co można zapłacić odpowiednio więcej.

Detale!

Trzy razy w ostatnim czasie zachwyciłam się niezwykłą wręcz dbałością o detale właśnie. Tym, jak potrafią zaczarować, utkwić w pamięci, jak kreują historię, wokół której nie można przejść obojętnie.

Są to trzy różne historie, trzy inne produkty, w końcu – trzy krańce świata. Niemniej jednak wszystkie dzisiejsze przykłady cechują się ogromnym talentem ich twórców i dbałością o każdy, najmniejszy szczegół.

Zachwyćcie się nimi tak jak ja!



Iga Sarzyńska “Wzrusza Toruń”


Zaczynamy od projektu, który wzbudził mój największy zachwyt!

Całkiem niedawno Ola Morawiak z Liquid Memory Collages, artystka którą podziwiam od dawna i o której już Wam niejednokrotnie pisałam, pokazała na swoich profilach efekty współpracy z pracownią Igi Sarzyńskiej “Wzrusza Toruń”.

To właśnie w Toruniu znajduje się butik, w którym znajdziecie pierniki, ciasteczka i czekolady autorstwa Igi Sarzyńskiej. Nie są to jednak takie zwyczajne pierniki. Mam wrażenie, że to raczej małe dzieła sztuki (te z płatkami kwiatów! No cuda!), które potrzebowały tylko jednego… odpowiedniego opakowania!

I tutaj pojawia się Ola Morawiak, która stworzyła obłędny kolaż, który z kolei ozdobił nowe pudełeczka na smakołyki Igi. Za identyfikację odpowiada studio graficzne Parastudio* . Całość, przyznajcie, wyszła genialnie. Jest przemyślana, spójna i po prostu – piękna. O wszystko tu zadbano! Każdy element do siebie pasuje – od samego produktu, po najmniejszą bibułkę.

Czyż można o lepszą pamiątkę z Torunia?


Zdjęcia – Ola Morawiak – Liquid Memor Collages

Zachęcam Was do odwiedzenia profili Igi Sarzyńskiej “Wzrusza Toruń” na Facebooku i Instagramie



Dream Journal Cocorrina


Nie tylko sam wspomniany tu w tytule dziennik, ale równie dobrze każdy z produktów dostępnych w sklepie Coriny nadaje się idealnie do tego wpisu!

Corina Nika jest artystką i grafikiem, mieszkającą na bajecznej wyspie Kefalonia i tworzącą tam najbardziej magiczny ze światów – świat gwiazd, snów, kart runicznych i słońca, dużo, dużo tam słońca. I złota! Czerni i złota!

Corina tworzy swoje magiczne projekty, a potem jej mąż, tam na miejscu, je drukuje i zamienia w coś realnego! Do zawieszenia na ścianie, do podarowania bliskim, to zapisywania najskrytszych tajemnic.

Nie tylko każda z tych grafik jest tak dopieszczona, tak szczegółowa. Podoba mi się ogromnie sposób prezentacji ich w sklepie, ale także z dużym zaciekawienie podglądam na Instastory, jak cudownie jest to wszystko tworzone, ileż tam detali, których na co dzień nie zauważamy, i jak to jest pięknie wysyłane do nowych właścicieli!

Zobaczcie koniecznie sklep Cocorriny i jej Instagram!



Zaproszenia ślubne Design Love Fest


Przechodzimy do nieco innej bajki, ale równie wspaniałej!

Tym razem zaproszę Was na blog Design Love Fest, abyście zobaczyli jak szalenie ciekawy i oryginalny był proces tworzenia najładniejszych zaproszeń ślubnych autorki bloga – Bri Emery.

Polecam przejrzeć nieco więcej niż ten jeden wpis i zgłębić nieco temat całego ślubu i wesela. Zobaczycie wtedy, jak idealnie wpisywały się te zaproszenia w całą koncepcję weselną, jak pasowały klimatem. Co ciekawe, sama grafika jest tez bardzo symboliczna, pełna ukrytych przekazów, które Bri pokazuje we wpisie. Jest więc w pełni spersonalizowana, idealnie oddająca charakter okazji i jednocześnie – młodej pary.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak dokładnie zostało tu wszystko przemyślane i jak pięknie tę ideę przeniesiono na papier.

I nawet znaczki nie są tu przypadkowe!

Zobaczcie koniecznie całość na Design Love Fest!


Miętowe żelowe plastry pod oczy

Tak i oto rozpoczął się wrzesień. A wraz z nim – pogoda iście jesienna. Posłałam dziś dziecko do drugiej klasy, a sama nieco osłabłam po intensywnym weekendzie. Rozpoczęliśmy bowiem sezon warsztatowy w przepięknym Lublinie, podczas Lubelskiego Festiwalu Kultury Piwnej w Browarze Perła. Było wspaniale! Zrobiliśmy eliksiry do kąpieli piwnej i peelingi słodowe, a ja zakochałam się w tym mieście, w jego energii, klimacie i tych wszystkich tajemnych zaułkach.

Był to jednak czas bardzo wyczerpujący, co najwyraźniej odbiło się na moim zdrowiu. A muszę je szybko podreperować, bo w piątek ponownie ruszamy w trasę warsztatową. I ponownie – kawał drogi przed nami!

Zdrowie, zdrowiem… ale czy wiecie jak ekspresowo przywrócić swoim oczom blask? A dokładniej – co zrobić, aby po ciężkim dniu w pracy, po wyczerpujących chwilach codziennych, w kilka chwil przywrócić oczom pełen komfort i znowu uśmiechnąć się do swojego oblicza w lustrze?



Mam dzisiaj dla Was baaaardzo prosty sposób na genialne żelowe plastry pod oczy!

To takie cudo, które w kilka chwil przywróci skórze pod oczami jędrność i miękkość, wygładzi ją, odświeży, zadziała jak ekspresowy lifting, ukoi i ochłodzi, zmniejszy opuchliznę i podkrążenia oczu. Naprawdę!

A to tylko trzy składniki!

Takie plastry robimy sobie raz, wkładamy do lodówki i mamy na kilka dni. Na te dni, kiedy potrzebujemy odpocząć po pracy, aby wróciła równowaga. Ale równie dobrze sprawdzą się przed wielkim wyjściem, przed weekendową imprezą, kiedy to znowuż potrzebujemy szybkiego efektu!

Przejdźcie się więc do pobliskiego ogródka lub na łąkę, nazbierajcie orzeźwiającej mięty, sięgnijcie po kojącą wodę różaną i do dzieła!



Miętowe żelowe plastry pod oczy


Składniki:

  • 60 ml wody różanej
  • łyżeczka żelatyny
  • kilka gałązek świeżej mięty

Żelatynę przesypujemy do wody różanej, mieszamy do rozpuszczenia.

Miętę blendujemy, aby była dobrze rozdrobniona. Potrzebujemy około 4 łyżeczki takiej rozdrobnionej mięty.

Miętę przekładamy do wody z żelatyną, dokładnie mieszamy. Całość przelewamy na płaski talerz. Na żelową pastę nakładamy arkusz papieru do pieczenia, który pozwoli nam równomiernie ją spłaszczyć (do około 3-4 mm grubości). Delikatnie dłońmi dociskamy papierem do talerza miętową pastę. Całość, razem z papierem przekładamy do lodówki na godzinę. Po tym czasie odklejamy papier i wycinamy bardzo delikatnie nożem plasterki do nałożenia pod oczy. Nie muszą być równe, nie muszą być idealne. Gotowe plasterki ponownie chowamy do lodówki. Przechowujemy je w niej do kilku dni.

Takie chłodne plasterki naklejamy sobie na skórę pod oczy i na kilka minut kładziemy się spokojnie. Kiedy plasterki zaczną się roztapiać, ściągamy je chusteczkami.

No, cudo!


Facebook