NapisałaAdriana Sadkiewicz

ETNOmania

Cóż… może i byłoby fajnie, gdyby nie te dzikie tłumy…

Przyznam, że nie przyszło mi do głowy, że festiwal ETNOmania w skansenie w Wygiełzowie może wzbudzić aż takie zainteresowanie! No bo jak? W skansenie (uwielbiam skanseny!)? Całe takie etno? No jak?

A tu niespodzianka! Tłumy gęste i wciąż napływające. Jak nic – klęska urodzaju. A tłumów to my niestety bardzo nie lubimy… Kolejki do każdej atrakcji, pełno zwiedzających w każdej chałupce, ledwie się przejść da… A do stanowisk z jedzeniem to naprawdę trzeba było wytężyć cierpliwość, żeby się dostać. A wręcz w niektórych to już w porze obiadowej brakowało jedzenia!

Tak więc, moi drodzy, byłaby to doprawdy świetna impreza, gdyby nie te dzikie tłumy. Domyślam się, że dla organizatorów i wystawców to naprawdę dobrze, ale dla nas było to nielekkie przeżycie.

Z początku… potem bowiem się okazało, że co rusz napotykamy znajomych, że i moja książka – Cukiernia Kosmetyczna pojawiła się na jednym ze stanowisk, że naprawdę sporo pięknych rzeczy odkryłam. I nawet te tłumy przestały aż tak przeszkadzać.

Zobaczcie więc najpiękniejsze znaleziska, na które natknęłam się wśród festiwalowych wystawców. Jest naprawdę sporo niezwykłych perełek!

Ale zacznijmy odpowiednio! Zacznijmy wprowadzeniem do tematu, do skansenu. Zaczynamy pięknymi wnętrzami uroczego dworku 🙂

(Ach, muszę jeszcze dodać, że nie mam namiarów na wszystkich wystawców – po dokładną listę zajrzyjcie na stronę ETNOmanii!)

A to są cuda Kingi z ceramiki Muskam, o której pisałam Wam cały post TUTAJ.

Wyobraźcie sobie, że Kinga tworzy teraz aromaterapeutyczne mobile, czyli piękne zawieszki z ceramicznymi liśćmi lub księżycowe, które nasącza się olejkami eterycznymi. Glina uwalnia olejki stopniowo, sprawia że całe otoczenie pięknie pachnie, a olejki mogą czynić swoją dobroczynna pracę. Fajne, prawda?

I takie fajne wieloryby też Kinga robi!

Powyżej piękne działa z Pracowni T. Anna Sawicz-Pilas – zajrzyjcie na jej Facebooka!

Przechodzimy do mojego ulubionego stanowiska! Oglądałam tam wszystko kilka razy! Polecam też sklep Rzeczy Same – co jakiś czas i tak Wam coś niecoś do niego linkuję 🙂

Na stoisku Rzeczy Same znalazłam moje ulubione kolaże Aleksandry Morawiak i…

…równie ulubione skarpetki Many Mornings! Te tutaj musiałam sobie kupić 😀

Taka pastelową krainę wyczarowała Malandia.

Powyżej cudownie lawendowe stoisko Lavendziarni Stoki 6, której genialny ocet lawendowy już Wam kiedyś pokazywałam 🙂

Och, to powyżej też koniecznie muszę Wam podlinkować! Piękne doniczki geometryczne od Szlify!

Poniżej – niezwykłe, tajemnicze koszulki i mebelki od Mhf Concept

A na koniec – moja Cukiernia Kosmetyczna na stanowisku Ziołowo.pl 😀

W roli głównej: BIO Krem pod oczy Orientana

Mała gwiazdka dzisiaj zaświeci na naszym nieboskłonie. Mała – dosłownie. Bo tak naprawdę gwiazdą powinna być sporą. Dzisiaj w roli głównej zaprezentuje się Wam Naturalny Kompleksowy BIO KREM POD OCZY regenerująco – odmładzający marki Orientana.

Uff… przyznajcie, że nazwę to ma wybitnie długą. Mam wrażenie, ze producent w samej nazwie chciał po prostu zawrzeć całe sedno i wszystkie zalety kremu. Nie da się jednak ukryć, że nie jest to taki sobie o – zwyczajny kremik. Może więc i na długą nazwę zasługuje?

Zacznijmy jednak od opakowania. Muszę przyznać, że po prostu takie lubię. Cała oprawa graficzna jest lekka, przejrzysta, bardzo kobieca i osadzona w trendach. Szczególnego czaru dodają jej malowane chińskie piwonie, które to odgrywają istotną rolę w składzie kosmetyku. Sam pojemniczek na krem jest mały – jak to w przypadku kremów pod oczy, ale praktyczny i gwarantujący swobodę używania. Choć osobiście wolałaby jednak, żeby był go więcej…

 

 

Co jednak znajdziemy w środku? Krem o przyjemnych, nieoczywistym zapachu, o gładkiej i lekkiej konsystencji, w której jednak czuć bogate wypełnienie odżywczymi składnikami. Nie jest ani za lekki, ani zbyt tłusty. Wchłania się po krótkiej chwili wklepywania w okolice oczu, pozostawiając skórę faktycznie i widocznie odżywioną, napiętą i miłą w dotyku.

I może już od razu napiszę, że to jeden z najlepszych kremów pod oczy, jakie stosowałam. I że w ogóle – używanie go to czysta przyjemność. Mam wrażenie, że skóra wokół oczu stała się gładsza i bardziej sprężysta. Mam też nadzieję, że zyskał na tym mój uśmiech 🙂 Bo uśmiechać się bardzo lubię.

Producent zapewnia, że krem gwarantuje “zwiększenie elastyczności skóry, widoczny efekt spłycenia zmarszczek, zregenerowaną delikatną skórę okolic oczu, rozświetlone spojrzenie, optymalnie napiętą skórę wokół oczu.” I są to faktyczne efekty codziennego stosowania kremu.

Skład mamy tu.. hmmm… bogaty. Składników jest sporo, ale są to dobre składniki, oleje i ekstrakty roślinne. Na pierwszych miejscach znajdujemy wodę i glicerynę, co bywa czasem nie za dobrze odbierana. Osobiście jednak sama glicerynę lubię i stosuję. Nie widzę także problemu w zastosowaniu w fazie wodnej właśnie wody, choć przyznaję, że na hydrolaty jakoś tak lepiej reaguję. To, na co zwraca szczególną uwagę producent w składzie kremu to: “piwonia chińska, która poprawia obszar włókien i strukturę skóry, kofeina 0 usprawnia przepływ limfy, zmniejsza obrzęki i worki pod oczami, mika – daje efekt naturalnego rozświetlenia i rozjaśnienia skóry, alpinia lekarska – regeneruje funkcje barierowe naskórka, imbir – ma silne właściwości antyoksydacyjne i chroni skórę przed czynnikami powodującymi starzenie.”

Krem ma więc wszystko to, co krem pod oczy mieć powinien. Szczególnie osobiście lubię zawartość kofeiny w tego typu kosmetykach. Ona po prostu faktycznie dobrze skórze wokół oczu robi!

Gratuluję więc marce Orientana kolejnej dobrej nowości. Z przyjemnością podglądam kierunki, w których się rozwija. I trzymam mocno kciuki za dalsze sukcesy, za zaskakiwanie klientów, za jakość produktów i dobry marketing. Z przyjemnością poznam nowe azjatyckie cuda podane nam przez rodzimego producenta.

Krem dostępny na stronie Orientana.

 

Wnętrzarskie zachwyty i aktualności 10

Wrócił mój mąż. Nie było go grubo ponad dwa miesiące. Do normalnej w takim momencie ekscytacji doszedł tym razem fakt, że w tym czasie nadzorowałam wykańczanie naszego mieszkania. I choć on wszystko bardziej lub mniej chętnie aprobował, trzeba przyznać, że większość to jednak moje pomysły. Miałam więc wrażenie jakbym przeniosła się do jednego z tych telewizyjnych programów wnętrzarskich, w których rodzina odwiedza swój dom pierwszy raz po remoncie. I czekałam tylko tego “OMG”!

I cóż… okrzyków i płaczów jak w telewizji nie było. Ale kamień spadł mi z serca, a zastąpiła go radość i ulga. Wszystko się bardzo podoba!

Pora więc kończyć niedługo to wykańczanie!

Czekam jeszcze na pana od tapet, elektryka i końcówkę pracy stolarzy. Musimy pozałatwiać jeszcze masę formalności, podłączyć internet, podpisać gaz, prąd, wodę i śmieci. No i jeszcze sporo mebli by się przydało…

Ale koniec już bliski!

Zapraszam więc na kolejny, jeszcze mały, wgląd w nasze mieszkanie. Zobaczcie, co tam się pozmieniało.

I koniecznie zajrzyjcie na koniec – sporo mam tym razem pięknych wnętrzarskich inspiracji!

 

A zaczynamy od sypialni…

 

No nie mam za dużo jeszcze rzeczy w tej naszej sypialni…

Wciąż i wciąż jednak zachwycam się tym jej granatem. I cieszę się bardzo, że właśnie na niego się zdecydowaliśmy (to Dulux, farba “Granat pierwsza klasa”). A że ma to być w zamyśle sypialnia z elementami stylu boho, skusiłam się ostatnio na wyprzedaży w Komforcie na taką oto afrykańską piękną poduchę, która pasuje mi tu idealnie!

A stanowczo, bardzo i w ogóle naj naj to zadowolona jestem z naszego narożnika! Przypomnę, że to model Jesper (ten), sprzedawany w salonach Black Red White.

Poniżej pierwsze z jego zdjęć. Jest tu jeszcze wysunięty na środek pokoju, abym mogła wszędzie porządnie posprzątać.

 

 

Pora na kuchnię i kuchenne zachwyty 🙂

 

 

Wspominałam już kilka razy, że taki oto granitowy zlew chciałam zawsze mieć. I w końcu jest. I woda nawet leci ciepła i zimna. I leci doprawdy pięknym strumieniem. Zlew i całe oprzyrządowanie pochodzi z Alezlewy.pl – to zlew Lavello Luxor z automatycznym syfonem i jeszcze jednym fajnym gadżetem – dozownikiem na płyn do mycia naczyń. Do zlewu dobrałam baterię tej samej marki (). Całość jest więc spójna i dobrze współgra z kuchnią.

I wiecie co? Myłam już tam naczynia kilka razy i autentycznie – sprawiało mi to przyjemność!

Tak, tak, wiem, że to minie, że stanie się codziennością. Dobrze to wiem. Ale co z tego? 🙂

 

 

Jeszcze jednym moim kuchennym nabytkiem muszę się koniecznie podzielić!

To misa na owoce, która pojawiła się we wpisie z miedzianymi dodatkami (tym). Nie mogłam się jej oprzeć! To patera Wired z pt, store.

 

 

A tak – poniżej – wygląda część kuchni, której Wam jeszcze nie pokazywałam. Zdecydowaliśmy się na taką połowiczną zabudowę, dzięki czemu kuchnia jest nieco otwarta, nieco zamknięta. A tam z drugiej strony, stanie moje biurko.

Największą wnękę zajmie tu jeszcze piekarnik, na który czekamy. Jedną z mniejszych zamieszka nasza stara mikrofalówka, którą używamy bardzo rzadko, ale jednak czasem się przydaje. Uznaliśmy więc, że takie rozwiązanie będzie lepsze od zakupu nowej do zabudowy. Powyżej niej znajduje się po prostu półeczka na różne ważne rzeczy. Jest też zmywarka i słupek z cargo, który marzył mi się od dawna.

 

 

A teraz pierwszy, choć jeszcze malutki wgląd w łazienkę!

A dokładniej na ścianę nad wanną i pierwsze mydełka, które do tej łazienki wybrałam. To moje ostatnio ulubione – Nawilżający żel do mycia rąk Sylveco i mydło figowe YOPE. Uwielbiam oba! Za zapach, za łagodne mycie, za przyjemne dłonie po tym myciu i za to, że po prostu tak ładnie wyglądają. No… w tej mojej łazience 🙂

 

 

Zaglądamy przez lustro… a tam… środki do mycia łazienki francuskiej marki Jacques Briochin, które ostatnio testuję, podświetlone ledami moje ukochane kafelki, kawałek wanny i toalety. Taki klimacik udało nam się wyczarować 🙂

 

 

Zobaczcie jeszcze jak ładnie wpisała się w to mieszkanie nasza Misia. Pisałam już, że podłogę dobraliśmy właśnie pod nią, choć jej sierść jest nieco bardziej żółta i intensywna.

Misia coraz częściej bywa w mieszkaniu i mam wrażenie, że już prawie się z nim oswoiła. Z pewnością podoba jej się ogród, szczeka już na sąsiadów, podjada trawę i tarza się w niej. Muszę jej jeszcze wymyślić jakiś jej osobisty, psi kącik w środku. Choć i tak pewnie większość czasu będzie spędzać na kanapie…

 

 

No dobra – pora na zachwyty!

Czyli dawka inspiracji i kilka moich wyborów. A otwieramy je obrazem, który wybrała do salonu, jako tło tej naszej pięknej lampy (nasza jest złota – Step Into Design, poniżej wersja czarna).

 

 

1.Lampa Modern Orchid bursztynowo-czarna / Step Into Design

2. Obraz Congelado 2 / Mix Gallery

3. Fotel z podnóżkiem Vital / Zfabryki.pl

4. Lustro szlifowane fifty fifty / Zlutowana

5. Poszewka z bawełny / H&M Home

6. Poszewka z frędzlami / H&M Home

7. Piękne krzesło Berion szare vintage / Mebel Partner

8. Fotel Introl / Zfabryki.pl

 

Miałam ostatnio spory problem z wyborem obrazu do przedpokoju. Być może widzieliście na Facebooku? Może pomagaliście mi się zdecydować?

Bo w tym naszym przedpokoju wkrótce pojawi się piękna tapeta Rebel Walls (poniżej), na jednej ze ścian. Zależało mi więc na dobraniu do niej czegoś, co razem ciekawie się skomponuje. Kandydatów znalazłam w Mix Gallery. Na co się ostatecznie zdecydowałam? Zobaczycie niebawem!

I zobaczcie jakie genialne poduchy odkryłam dzisiaj w H&M! Czyż nie pasują idealnie? I taka poszewka teraz, na wyprzedaży kosztuje 9,90 zł! Kupiłam zieloną, znajdzie swoje miejsce na narożniku i zamknie mi ładnie wszystko w całość.

 

1.Obraz Albero Sul Fiume / Mix Gallery

2. Obraz La Foresta Esotica / Mix Gallery

3. Tapeta Jungle Land Verdant / Rebel Walls

4. Plakat z liśćmi / Mix Gallery

5. Obraz Tre Alte Sorelle / Mix Gallery

6. Piękny pejzaż – plakat / Mix Gallery

7. Zielona poszewka z dawną ryciną / H&M Home

8. Fioletowa poszewka / H&M Home

 

W końcu, co nie było łatwe, bo wybór był baaaardzo ciężki, zdecydowałam się na grafiki do granatowej sypialni. To, że będzie to coś ze sklepu Złote Plakaty, to było pewne od dawna – zakochałam się od pierwszego wrażenia. Nie mogłam jednak wybrać tych najlepszych. Pokazywałam już Wam nawet dwie inne opcje. Ostatecznie zdecydowałam się na te poniżej, które mają za zadanie połączyć kolorystycznie sypialnię z resztą mieszkania.

Niedługo dojdą! Ale jestem ich ciekawa!

 

1. Plakat Gray Beige Pastel Stripes / Złote Plakaty

2. Plakat Gray Beige Pastel White Circle / Złote Plakaty

3. Biurko Oase Kare Design / Sfmeble.pl

4. Dywan tkany ręcznie “Wedgwood” Tonquin Blue / BBHome

5. Małe biurko Borr / Mebel Partner

6. Stolik kawowy z drewna tekowego / Vidaxl.pl

Na plażę w dawnym stylu

Dzisiaj będzie troszkę sentymentalnie… Ale każe piękne są ostatnio akcesoria i ubrania plażowe w dawnym stylu! Wraca na nie moda, co cieszy mnie bardzo.

Cofamy się więc w lata 60-te i 70-te i czerpiemy z nich to, co najlepsze. Ze szczyptą współczesności!

 

 

1.Szorty Bold / Parfois

2. Top bralette z haftem / Zara

3. Dla plażowego wyglądu włosów – Morska mgiełka – sól morska w sprayu z lawendą / John Masters Organic

4. Paris+Hendzel Handcrafted Goods, Kapelusz Biscuit Bolero / Showroom

5. Okulary typu kocie oczy / Zara

6. Bardotka wiązana na plecach CHAKA / RUSHES / Bodymaps

7. Wzorzysty kostium kąpielowy z wiązaniem / Zara

8. Najmodniejszy koszyk 70 VINTAGE BASKET / WOOD / Bodymaps

9. Jednoczęściowy kostium BIANCA / STARFLOWERS / Bodymaps

10. Opaska typu turban / Zara

11. SWEET LIFE Mus do ciała – ponoć pachnie jak beztroska i wakacje – malinowe chwile zapomnienia i porzeczkowe tajemnice / Be The Sky Girl

12. Peeling do ciała-pomarańczowy sorbet / Nacomi

13. Plakat „Play with shapes” 3, Aleksandra Morawiak / liquid memory collages / Rzeczy Same

14. Wzorzysta saszetka / Promod

15. Torba shopper z siateczką / Oysho

16. Sukienka Africa Total Look / Parfois

17. Ręcznik Zajęte 2018 / Pan Tu Nie Stał

Zauroczona: Norse Interiors

Ponoć to globalny koncept. Chętnie adaptowany przez kolejne marki i kolejne kraje. Trudno się dziwić, bo mi osobiście pomysł ten bardzo się podoba. O co chodzi?

Otóż bierzemy oto najpopularniejsze szafki i komody Ikea i dodajemy do nich to coś. A tym czymś są zupełnie nowe fronty, uchwyty i nogi. W naszych polskich internetach mogę Wam od razu polecić FRØPT z pięknymi kolorami frontów oraz nieco mniej zaawansowane, bo jedynie z nogami i gałkami Little Form Studio.

W pełni jednak i najbardziej zauroczyło mnie amerykańskie Norse Interiors.

To marka stworzona przez Szwedkę Lottę Lundaas, która w 2013 roku przeprowadziła się do Stanów. Tam odkryła, że meble, które są wyjątkowe i wysokiej jakości niestety nie są dostępne cenowo dla większości. Wybierała więc to, co dobrze znała – ofertę Ikei. Dzięki jednak swoim stolarskim umiejętnościom i pasji do mebli, przekazanej jej przez dziadka i tatę, potrafiło wszystko sama zmodyfikować i zmienić. Wkrótce odkryła, że to jest to, co che robić – łączyć skandynawski design z amerykańskimi wytwórcami i wprowadzić na rynek coś, co jednocześnie jest piękne i dostępne cenowo.

Sama pisze, że zamienia meble Ikei w dzieła sztuki. Trudno się z nią nie zgodzić!

Wzory jej frontów zyskały nazwy od imion wybitnych kobiet, które zmieniały świat. Mamy więc serię Astrid Lindgren, Eleanor Roosevelt, Rosę Parks, Marię Curie (piękny polski akcent i cudowny wzór), Fridę Khalo, Evę Peron i Amelię Earhart.  Do wzorów dobieramy jeden z modnych siedmiu kolorów, proste, ale zachwycające uchwyty i piękne, zgodne z trendami nóżki.

Który wzór podoba Wam się najbardziej? Sama przyznam, że trudno się zdecydować. Zajrzyjcie więc koniecznie na Norse Interiors i znajdźcie ten idealny.

Uratował jej życie

Mam kolegę bohatera.

Siedzimy wszyscy na werandzie. Na końcu końca światów. Albo inaczej – w samym środku polskiej wsi. Tu kończy się droga. Tu, jak okiem sięgnąć, pola, lasy i miedze. Opuszczone stodoły, rumianki, nagietki i jaskółki. Spokój… I na zewnątrz i ten wewnętrzny. Śmiejemy się z tych samy żartów od lat. Dzieci biegają samopas. Podglądają żabę, podjadają borówki. Brudne i szczęśliwe.

I wtedy ją zauważamy…

Usiadła na barierce naszej werandy. Zmęczona, bez sił, śnięta. Zapytałam, czy umiera. Wyglądało, na to, że tak…

Pszczoła, która do nas doleciała, nie miała już sił na powrót do ula. Pogoda była wietrzna, burzowa. Może zbłądziła, może wiatr nie pozwalał jej wrócić do domu. W każdym razie przystanęła obok nas w tym swoim niemym okrzyku rozpaczy.

Wtedy kolega zorganizował pomoc. Taką, która niestety mi samej nie przyszłaby do głowy.

Poprosił o łyżeczkę, zmieszał na niej nieco cukru z wodą i postawił przed pszczołą. Od razu się na nią rzuciła. Piła i piła. Zbierała siły. Powoli powstawała. Zrobiła się bardziej ruchliwa. Podchodziła do łyżki i odchodziła nie dalej niż na 1-2 centymetry.

Obserwowaliśmy ją dłuższą chwilę. Widzieliśmy, jak odzyskuje siły. Jak podnosi swoje skrzydełka.

Jak odlatuje.

Mam kolegę bohatera. Ocalił istnienie.

Jeśli więc zauważycie taką pszczółkę, albo po prostu – z myślą o nich, wystawiajcie łyżeczki z cukrem lub wodą z cukrem.

Niechaj nam żyją!

 

Facebook