Zauroczona: Anthropologie c.d.

Gdybym miała wskazać sklep, którym jestem całkowicie zauroczona, w którym wręcz jestem wprost zakochana i to od tak dawna… W którym absolutnie każda rzecz jest wyjątkowa, unikatowa i niezwykła… Który zawsze, ale to zawsze potrafi mnie zaskoczyć czymś całkowicie nowym… Do którego wchodzę, choć niestety tylko online, aby zachłannie przeglądać kolejne karty, zachwycać się i inspirować… Który niestety też jest wciąż nieosiągalny… Byłby to Anthropologie!

Niezwykły zbiór unikalnych, pozytywnych, oryginalnych przedmiotów, ubrań, mebli, dodatków i kosmetyków. Choć przyznam, że najbardziej lubię podglądać tę domową kategorię. I to i w amerykańskiej i w europejskiej wersji sklepu.

Z resztą, już nie raz pokazywałam Wam cuda rodem z Anthropologie!

Kiedy ostatnio weszłam sobie pooglądać, co tam nowego, znalazłam taką masę dobra, że musiałam się nią i z Wami podzielić! Stąd ten post i kilka przemyśleń. Wydaje mi się bowiem, ze estetyka Anthropologie jeszcze do naszego kraju nie dotarła. Wciąż króluje tu biały, zimny, północny minimalizm. Tymczasem na Zachodzie bardzo docenia się tak oryginalny styl, tak unikatowe przedmioty, tę energetyczną przestrzeń barw, ornamentów, struktur i wytworów nieco zwariowanej wyobraźni. Ogromnie żałuję, że tak daleko nam do oferty sklepu. Że wciąż jesteśmy szarzy i zachowawczy – ze mną na czele. Choć coraz mocniej się ku temu szaleństwu przełamuję. Coraz skrupulatniej wyszukuję do naszego mieszkania dodatki, które dodałyby mu nieco zwariowanej energii.

Jeśli nadal nie wiecie, co mam na myśli, zajrzyjcie koniecznie do Anthropologie. Albo zauroczcie się zdjęciami, które dzisiaj wybrałam!

S.O.S. dla Skóry

Mam oto dobrą wiadomość dla wszystkich alergików! Znana mi od dłuższego czasu koleżanka po fachu, autorka bloga Wielki Kufer, dziewczyna pełna pasji, zaangażowania i dobrej energii, zawsze oferująca dobre słowo i uśmiech, ona to, Monika Laskowska, moi drodzy, otworzyła niedawno sklep! Ale jaki! Jest to sklep „dedykowany wymagającej skórze” – S.O.S. DLA SKÓRY!

Jeśli więc borykacie się z problemami skórnymi, z alergią, atopią, egzemą, koniecznie poznajcie bardzo ciekawą ofertę kosmetyków pielęgnacyjnych dostępnych w sklepie Moniki.

Ja tymczasem poprosiłam samą Monikę o  kilka zdań na temat jej nowej działalności. Oto, czego się dowiedziałam!

 

Otworzyłaś wyjątkowy sklep. Opowiesz nam o nim? Co oferujesz, dla kogo.

W czerwcu otworzyłam sklep internetowy S.O.S DLA SKÓRY dedykowany osobom z wrażliwą i wymagającą skórą, która narażona jest na egzemę, AZS, alergie na składy kosmetyków i detergentów.  Takich osób jest coraz więcej, a wiem, że mają duży problem ze znalezieniem delikatnych kosmetyków i środków czystości. Błądzą, testując różne produkty, często narażając po drodze skórę na wysuszenie, świąd i zaczerwienienie. Obsługa w drogeriach stacjonarnych i internetowych często nie ma wiedzy co polecić takiej osobie i odsyłają klienta z kwitkiem lub oferują produkty, które są zbyt drażniące i zamiast pomagać – szkodzą. Sama borykam się z alergią kontaktową na dłoniach i wiem jak ciężko jest znaleźć dobry krem do rąk czy łagodny żel pod prysznic. W asortymencie mojego sklepu znajdują się delikatne kosmetyki do mycia i pielęgnacji  skóry dla dzieci i dorosłych z wrażliwą i wymagającą skórą,  detergenty i akcesoria takie jak gąbki do mycia naczyń, rękawiczki.

Skąd pomysł na taki właśnie asortyment?

Tak jak już wspomniałam wyżej sama od kilku lat cierpię na alergię kontaktową na dłoniach. Wiecznie sucha i piekąca skóra, swędzące czerwone plamy, czasem pękająca skóra lub pęcherzyki wypełnione płynem surowiczym i ogromny dyskomfort to główne cechy egzemy (wyprysku kontaktowego). Wszystko zaczęło się kilka lat temu kiedy to z racji pracy bardzo często myłam ręce, używając kosmetyków o nieciekawym składzie (tanie mydła w płynie). Miałam kilka sytuacji kiedy używałam żrących detergentów bez rękawic ochronnych. Do tego doszedł duży stres i moja skóra na dłoniach zaczęła silnie reagować na wszystko co się pieniło. Wszelkie szampony, mydła w płynie, żele pod prysznic czy płyny do naczyń. Wszystko co wytwarza pianę uczulało mnie potwornie. Oczywiście pierwsze co zrobiłam to wizyta u dermatologa, ale każde spotkanie w gabinecie kończyło się przepisaniem leków ze sterydami. Żaden lekarz nie zwrócił mojej uwagi na składy kosmetyków, nie zalecił zmiany stylu życia i rezygnacji z drażniącej chemii. Wypisywał receptę i twierdził, że tak już musi być. Uważam, że to nie jest wyjście, dlatego zaczęłam na własną rękę doszukiwać się przyczyn alergii. I tak po nitce do kłębka doszłam do wniosku, że głównymi winowajcami są kosmetyki z SLS i SLES czyli te, z drażniącymi środkami spieniającymi. Zaczęłam diametralnie zmieniać swoją pielęgnację. Zmieniłam kosmetyki, proszki do prania, całą chemię domową. Zaczęłam też o tym pisać na blogu i ku mojemu zaskoczeniu zaczęły się do mnie odzywać osoby z podobnym problemem. Okazało się, że takich osób jest znacznie więcej i każda ma mętlik w głowie czym myć naczynia, czego używać do kąpieli i czym smarować dłonie, aby problem z egzemą nie narastał. Do tego dochodził problem gdzie znaleźć delikatne produkty i kosmetyki. Chodzenie po mieście i zaglądanie do każdej drogerii czy apteki nie jest wyjściem. I tak pewnego dnia stwierdziłam, że chcę pójść z tym tematem dalej i otworzyć sklep, gdzie będą tylko delikatne, przeznaczone dla alergików kosmetyki i chemia domowa. Dzięki temu osoby, które borykają się z nadmiernie wysuszoną czy zniszczoną skórą, alergiami czy egzemą będą mieć swoje miejsce. Oszczędzą przy tym czas i pieniądze.

 

Jak wybierasz produkty, które oferujesz? Gdzie je wyszukujesz?

Produkty do sklepu wybieram z dużą starannością. Większość z nich sama przetestowałam na sobie lub polecają je inne osoby z podobnymi dolegliwościami. Ufam, że skoro sprawdziły się u dużej grupy osób, inni potrzebujący też będą zadowoleni.

Inspiracji na nowy asortyment szukam na forach internetowych przeznaczonych dla alergików, podczas rozmów z osobami o podobnych problemach, w katalogach z asortymentem firm kosmetycznych.

Staram się wyszukiwać mniej znane firmy, które robią bardzo dobre kosmetyki. Produktów z koncernów farmaceutycznych jest bardzo dużo i są w każdej aptece czy drogerii. Nie chcę tego powielać. Daję szansę małym producentom, którzy podchodzą do produkcji z misją, wkładają serce i ogrom wiedzy. Niestety nie mają tak dużych nakładów finansowych na reklamę.  Mam wiele takich produktów w sklepie, co bardzo mnie cieszy.

Co polecasz najbardziej. Czy masz swoje ulubione produkty?

Na tą chwilę mogę śmiało polecić Krem do pielęgnacji rąk z różnymi stanami zapalnymi skóry z polskiej firmy AVA. Kosmetyk zostawia na dłoniach delikatną powłoczkę niczym niewidzialne rękawiczki. To sprawia, ze skóra jest przez długi czas pod ochroną, nie jest sucha czy spierzchnięta. Nie ma też uczucia lepkości, która często towarzyszy treściwym kremom. No i podoba mi się to, że od razu po rozsmarowaniu można kontynuować pracę. To dla mnie bardzo ważne, bo pracuję w biurze z dokumentami i nie wyobrażam sobie mieć tłustych rąk, które mogłyby zabrudzić dokumenty.

Świetna jest też cała seria Białego Jelenia – Apteka Alergika. Delikatne kosmetyki myjące, bez drażniących SLS i SLES nadają się do pielęgnacji nawet bardzo wymagającej i wrażliwej skóry.

Klientom polecam też krem Paraderm z olejem konopnym, który ma bardzo dobre właściwości dla skóry zniszczonej egzemą, rybią łuską, łuszczycą. Polecany jest też pacjentom z wywiadem atopowym. Ma lekką lejącą się konsystencję, jest bezzapachowy, a w składzie ma olej konopny i miód! Poza tym fosfolipidy, kwas hialuronowy oraz witaminy B,E,F . To naprawdę dobry kosmetyk za nieduże pieniądze (tuba 85 g kosztuje 17,80 zł).

Zachęcam do przejrzenia oferty sklepu, bo naprawdę można znaleźć wiele perełek.

 

 

Opowiedz nam jeszcze o Twojej pozostałej działalności, bo jest tego warta!

Od 2012 prowadzę bloga Wielki Kufer, jest to blog bliski naturze. Oznacza to, że na swojej stronie poruszam tematy związane ze zdrowym stylem życia, zdrowym jedzeniem i obcowaniem w bliskości z naturą. Nie obce są mi tematy zero waste i less waste, bardzo zależy mi na tym, by propagować ekologiczny styl życia – wybieranie szklanych opakowań zamiast plastiku, rezygnowanie z reklamówek i wykorzystywania Eko toreb lub materiałowych woreczków na warzywa i owoce, nie marnowania żywności i dawania jej drugiego życia. Fascynuje mnie też naturalna pielęgnacja – tworzę podobnie jak Ty naturalne kosmetyki i środki czystości. Pasja tworzenia przerodziła się 4 lata temu w organizowanie warsztatów tworzenia naturalnych kosmetyków Eko warsztaty Wielki Kufer. Warsztaty prowadzę nie tylko w Trójmieście, robimy też wyjazdowe spotkania. Na każdym warsztacie tworzymy naturalne kosmetyki  z wysokiej jakości składników, pakujemy je w eleganckie opakowania, ozdabiamy rafią. Po spotkaniu każda uczestniczka zabiera kosmetyki ze sobą do domu. Zapakowane wyglądają jak śliczne, luksusowe prezenty z prawdziwego SPA. Każdy warsztat to także dawka solidnej wiedzy. Uczę jak wykorzystywać to, co dała nam Matka Natura, jak dobierać składniki, jaką pielęgnację stosować. Warsztaty są więc świetnym sposobem na spędzenie czasu w babskim gronie. Bardzo się z tym utożsamiam i jest to część mnie, a to chyba jest bardzo ważne, prawda?

Zapraszamy na S.O.S. DLA SKÓRY!

IN LOVE 15 i Ekocuda

Spójrzcie, jakie to cudowności znalazłam ostatnimi czasy!

1.Taki prosty a taki genialny! W sumie czasem to właśnie w prostocie tkwi piękno i siła. Tygodniowy planner z możliwością wyrywania kartek. Super! / Papierniczeni

2. Czy nie piękne? Kolczyki Naia z pozłacanego srebra, dwa różne, idealne, z masą perłową i białym howlitem / P D PAOLA w Showroom

3. Cudna! Teraz powiesiłabym taką właśnie! Lampa wisząca BUBBLES – tutaj pojedyncza / Step Into Design

4. Niezwykła szafa w kolorze indygo Blue Dandelion z gałeczkami z… dmuchawcami! / Migaloo

5. Jedna z cudniejszych nowych tapet Rebel Walls – Mirage! Markę, jak wiecie, lubię bardzo, co i na moich dwóch ścianach widać. Ten wzór to mój kolejny faworyt! / Rebel Walls

6. Ogromnie spodobała mi się idea pisania w pamiętniku tylko jednej linijki dziennie. Nigdy bowiem nie miałam cierpliwości do pamiętnikowej regularności… Pamiętnik „One Line a Day” kosmos / Rzeczownik

7. …i lampa BUBBLES w wersji mnogiej, z 14 szklanymi kloszami! Piękna! / Step Into Design

8. Podoba mi się idea takiej formy sprzedaży czystego, nierafinowanego masła shea, wrost z Ghany. Ciekawa jestem czy różni sie od tego, które znam na co dzień. / African Gold

9. Ten dywan zauroczył mnie od razu, choć niestety nie jest specjalnie… realny. Ale tyle w nim energii i radości! All Roads Texture-Striped Flatweave Rug / Anthropologie

10. Wzór ma boski, ciekawe tylko, jak leży! Trzeba będzie mierzyć! Wzorzysta sukienka / H&M

 

Cudowności, prawda?

Na koniec – dobra wiadomość! Mam dla Was zaproszenie na aż 3 edycje Targów Kosmetyków Naturalnych EKOCUDA!

Poznań, Gdańsk, Warszawa – to w tych miastach miłośnicy kosmetyków naturalnych będą mogli jesienią wziąć udział w Ekocudach, czyli największych targach prezentujących ofertę polskich i zagranicznych producentów kosmetyków naturalnych. Szeroka gama marek, z których można wybrać swoje ulubione „cuda”, w połączeniu z dużą dawką wiedzy ekspertów – to znak rozpoznawczy wydarzenia, które już od dwóch lat integruje społeczność zorientowaną na świadome i naturalne wybory. Wstęp jest bezpłatny.

Ekocuda to jedyne wydarzenie, podczas którego można poznać bliżej tak szeroką ofertę kosmetyków naturalnych, zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorowych. Wystarczy przyjść, by mieć możliwość poznania, przetestowania i zakupienia szerokiej gamy kosmetyków naturalnych. Poza częścią wystawienniczą, odwiedzający mogą także liczyć na atrakcje, takie jak warsztaty makijażu wykonywanego naturalnymi kosmetykami kolorowymi oraz wykłady.

 

fot. Kamila Panasiuk

Wpadajcie więc na targi:

20-21 października – Gdańsk, Stadion Energa Gdańsk

27-28 października – Poznań, Concordia Design

17-18 listopada – Warszawa, Centrum Praskie Koneser

Najbliższe w Gdańsku!

 

W roli głównej: Mgiełka Intensywnie Rozświetlająca La Fare 1789

To taki typ marki, która od razu przykuwa uwagę. Którą można zauroczyć się od pierwszego spojrzenia. Która jest tak bardzo francuska, że bardziej chyba być nie może. Tak bardzo prowansalska, że uruchamia najtkliwsze marzenia o własnej, położonej wśród rozległych pól lawendy, ukrytej w kamiennym budynku manufakturze kosmetycznej. A przynajmniej o podróży w te romantyczne zakątki Francji.

Dzisiaj w roli głównej zaprezentuje Wam się marka La Fare 1789 , a dokładniej jej Mgiełka Intensywnie Rozjaśniająca!

 

 

Piękna, prawda… Nie mogę od tego nie zacząć! Taki kosmetyk, a i nie tylko on, bo wszystkie produkty La Fare 1789, to doprawdy ozdobą łazienki! To marka totalna, wyróżniająca się, przemyślana. Nie postawiła na tak popularne opakowania z brązowego szkła, które powiela spora część manufaktur kosmetycznych, ale ściśle do nich nawiązuje. Buteleczki są duże i praktyczne z wyraźnie wytłoczonym logo, a słoiczki kremów ewidentnie stwarzają wrażenie długich kosmetycznych tradycji.

Bo tradycje kosmetyczne są tutaj bardzo istotne. Marka została stworzona przez Laurenta Baussan, syna założyciela tak popularnej i w naszym kraju i jakże podobnej wizerunkowo – L’OCCITANE en Provence. „Nazwa kosmetyków La Fare 1789 pochodzi od niewielkiego wzniesienia położonego w górzystej części Prowansji, gdzie znajduje się rodzinna posesja założycieli firmy. Jego usytuowanie między dwoma skrajnymi klimatami: gorącym śródziemnomorskim i ostrym górskim sprawia, że miejsce to obfituje w bujną, różnorodną i nieskażoną roślinność, której niespotykane właściwości wykorzystywane są w naszych produktach.„

Z ważnych informacji dodam jeszcze, że kosmetyki marki posiadają certyfikat ECOCERT i COSMEBIO, a opakowania podlegają recyklingowi.

 

 

Zaprosiłam więc słoneczny powiew Prowansji, w postaci tej uroczej mgiełki, do swojej łazienki. I dobrze mi z nim! I nie tylko dlatego, że wygląda w niej tak pięknie. Choć estetyczna część mojej duszy raduje się bardzo i wiem już na pewno, że buteleczki (tej i kolejnych!) to ja nigdy nie wyrzucę. Jednak sama mgiełka, którą otrzymałam do przetestowania, jest doprawdy warta polecenia.

Co my tu mamy… Masę dobra! Flagowymi składnikami produktu są aloes, liść oliwny, ogórek, zielona herbata, szarotka alpejska i olejek palmarosa. Część niestety w bardzo małych stężeniach. Wspomniałabym tu jeszcze o olejku cedrowym i cytrynowym, bo warte są tego. Najwięcej, poza wodą mamy soku aloesowego, co osobiście bardzo mnie cieszy. Aloes uwielbiam, moja skóra go lubi. Jego kojące i regenerujące działanie znane jest dobrze zapewne wszystkim. Odrobinę bałam się dużej ilości alkoholu, choć wspomniano, że stworzony został na bazie składników organicznych. Obawy moje rozwiały się już po pierwszym użyciu – skóra przyjęła mgiełkę bardzo dobrze, a co ważne  – po jej użyciu miałam wrażenie, że jest już od razu dobrze nawilżona!

Mgiełkę uważam za świetny produkt oczyszczający o niezwykle przyjemnym, subtelnym zapachu. Mamy w niej łagodne składniki myjące, które tworzą leciutką pianę – i w buteleczce i po spryskaniu, na twarzy. One też pozwalają dokładnie, choć wciąż delikatnie oczyścić cerę. Spryskuję więc nią twarz rano i wieczorem. Czasami od razu na wacik, czasami, jak sugeruje producent, bezpośrednio na cerę. Po chwili nadmiar ściągam wacikiem i nakładam krem.

Na opakowaniu napisano, że mgiełka wydobywa ze skóry jej naturalny blask i energię. No coś w tym jest. Bo chociaż spektakularnych właściwości rozświetlających nie stwierdziłam, skóra po prostu czuje się przy niej dobrze i co najważniejsze – świeżo! Lekko i promiennie. Chętnie przyjmuje krem, a ja chętnie się uśmiecham. I chyba o to chodzi!

Przyjrzyjcie się więc dokładniej marce La Fare 1789. Polecam śledzenie nowinek o marce na Facebooku! 

Wybierzcie się też do aptek Ziko, bo od niedawna w wybranych aptekach sieci znajdziecie asortyment La Fare 1789. Kosmetyki marki dostępne są również w coraz większej ilości sklepów z kosmetykami naturalnymi, a także na coraz częstszych targach kosmetycznych.

Polecam!

 

Before & After: Nasz zwariowany przedpokój

Nadeszła pora na kolejny post z serii „before & after”! Tym razem przedstawiam Wam nasz szalony przedpokój!

Przedpokój, w którym nie nie jest normalne i standardowe. No… może dużą szafą wnękową z lustrzanymi drzwiami – polecam, genialna rzecz!

Jest to przedpokój, który osobiście uwielbiam! Który wita mnie dobrą energią.

Uwielbiam moje granatowe drzwiczki do schowka pod schodami do sąsiadów, uwielbiam też ich złotą gałeczkę.

Uwielbiam dżunglę, która wita gości i skrywa masę tajemnych zwierząt.

Uwielbiam kojący widok morskiego wybrzeża na brązowej ścianie.

Uwielbiam moje złote kuliste plafony.

Uwielbiam równie złoty wieszak.

I jeszcze, och jak uwielbiam moją ławę z trawy morskiej!

Uwielbiam też zwariowaną podłogę. Kiedyś myślałam, ze położę na niej jakiś chodniczek. Zmieniłam jednak zdanie po pierwszym uruchomieniu ogrzewania, które w przedpokoju jest podłogowe. Jak przyjemnie się po tym chodzi!

Wciąż jednak czekamy na zabudowę wodomierza, który tutaj sprytnie na razie skrywa za sobą mała palma (czy tam cycas). Będzie to biała szafka do sufitu. Taka na wszystko. Ale to jeszcze chwilę na nią poczekamy. Cycas jednak pasuje wyśmienicie. Przynajmniej chwilowo. Bo w sumie coraz częściej wypiera go rower róży, który najprościej nam tymczasowo tu stawiać.

Z braku szafki lub komody do położenia kluczy (tę funkcję będzie pełniła zabudowa wodomierza, a dokładniej dwie otwarte półki), zdecydowaliśmy się zamontować mały biały organizer na klucze i okulary. Sprawdza się wybornie. Zostanie już na zawsze!

 

Ale do rzeczy… na początku było tak…

 

 

A teraz tak!

 

W przedpokoju:

1.Lampa plafon Colours Cimon / Castorama

2. Tapeta Jungle Land Verdant – do zamówienia pod konkretny wymiar ściany / Rebel Walls

3. Plakat nadmorski – pejzaż 55 / Mix Gallery

4. Wieszak – organizer na klucze – ja kupiłam w Tchibo (już nie widzę), ale jest też na Allegro

5. Wieszak Saturnus gold, black XL by pt, / Exito Design

6. Ława z siedziskiem z trawy morskiej / Emako

 

FARBY

Na jednej ścianie –  brąz z palety przytulnego domu – z mieszalnika D2.11.43 Dulux

Na pozostałych – Nieskazitelna biel Easy Care Dulux

 

 

W przygotowaniu wpisu pomogły mi marki Dulux i Mix Gallery. Bardzo dziękuję!

Wyspa Świętej Heleny

Byliście może na Wyspie Świętej Heleny?

Pewnie nie… Ja nie byłam… Mało kto chyba był. No… Napoleon był na pewno. I to przez kilka lat, aż do śmierci… Dla niego było to zesłanie, ale wiecie co? Takie zesłanie to chyba raczej czysta przyjemność!

Od kilku miesięcy tkwię w całkowitym zauroczeniu tą malutką wysepką, ukrytą jakoś w połowie oceanu, w połowie drogi między Afryką a Ameryką Południową. A to za sprawą niezwykłych filmików bardzo utalentowanych twórców z Green Renaissance – kolektywu skupiającego 4 filmowców – wśród nich Warren, Jacky, Michael i Justine. To oni właśnie potrafili w tak malowniczy, subtelny, pełen dobrej energii sposób uchwycić piękno wyspy i jej mieszkańców. Potrafili pokazać czym może być szczęście. Jak żyć, by to życie było dobre.

Wyspa Świętej Heleny jest częścią terytorium zamorskiego Wielkiej Brytanii. Jest maleńka, ma ledwie 122 km², a zamieszkuje ją jedynie ponad 4200 mieszkańców. A jakże zachwyca! Musiałam Wam więc tych kilka filmików pokazać. Są po angielsku, ale mam nadzieję, że uda Was się wsłuchać w słowa, dosłyszeć ich przesłanie. I tak samo jak ja – zauroczyć się!

Zobaczcie też więcej niezwykłych filmów z różnych zakątków świata na Green Renaissance.

 

 

Facebook