KategorieŚwięta

Magia Świąt

Kochani, mamy wigilię wigilii Świąt. Właśnie skończyłam pakować prezenty dla bliskich, korzystając z ostatniej chwili, kiedy moja Róża ma zajęcia poza domem. Jutro już czekamy na Aniołka. Rano zbierzemy się i pojedziemy spędzić większość dnia u rodziców. W miarę spokojni, bo oboje są niedawnymi ozdrowieńcami.

Rano jeszcze, wierząc, że taka jestem genialna, skoczyłam na zakupy. Specjalnie z rana, przed godzinami dla seniorów, myśląc, że będzie nieco spokojniej. Myliłam się. Nie tylko ja miałam taki genialny pomysł. Jednak mimo masy ludzi, wszyscy byli tacy jacyś spokojni, uśmiechnięci (patrząc po oczach i rozmowach). Szykowali się do świętowania. I nawet te zakupy nie były takie straszne.

U nas już od dawna pachnie choinką, piernikami i mandarynkami. Pachniało już kapustą i grzybami. Teraz dojdzie jeszcze zapach gotowanego suszu z jabłkami. Pozostałe zapachy, tak cudownie piękne zapachy, dopiero jutro, u rodziców. Ile wspomnień potrafi skryć się w zapachach! Ile pięknych chwil!

Jadąc przez nasze okoliczne wsie, wypatrujemy z Różą świątecznych światełek i dekoracji. To taka nasza gra. Kto zobaczy więcej, ten wygrywa. Choć nie jest łatwo, bo mgła i smog wszystko ostatnio skrywają. Ale wciąż ich poszukujemy. Wciąż zachwycamy się tymi światełkami.

Ostatnio w lesie, pierwszy raz, znaleźliśmy jemiołę. Leżała taka piękna, jako pozostałość jakiejś wycinki leśniczego. Pośród gałązek i igieł. Cała pokryta szronem, wyglądała jakby tylko czekała, aż ktoś ją przygarnie. Przygarnęłam więc i teraz patrzy na mnie ze stołu.



Magia jest wokół nas. Ta świąteczna oczywiście. Ale nie tylko. Magia ukryta w promieniach słońca przebijających się przez mgłę. I w radości psa skaczącego po lesie. W oczekiwaniu pełnym ekscytacji mojej córki. W gwieździe betlejemskiej – poinsecji, która przeżyła od zeszłego roku i teraz ponownie obdarzyła mnie czerwonymi kwiatami. W radości bycia razem, pomimo wszelkich trudności i smutków, którymi obdarzył nas ten rok.

Wypatrujmy tej magii!

Załączam trochę zdjęć z niedzielnego wypadu do lasu. Och, ile tam było magii!


Pomysł na prezent – zestaw kojący do snu

Wiem, wiem… Święta tuż tuż, a ja dopiero teraz spieszę z takim fajnym pomysłem na prezent… Spokojna głowa! Mój dzisiejszy zestaw kojący do snu jest tak uniwersalny, tak ponadczasowy i tak nieraz potrzebny, że możecie wykorzystać tę inspirację przez cały rok, na przeróżne okazje!

Zestaw pokazuję na samym końcu świątecznych wpisów, ponieważ będzie on prezentem z bliskiej osoby. Nie zdradzę dla kogo, ale mam nadzieję, że bardzo się przyda!

Jest to prezent w połowie kupiony, w połowie własnoręcznie robiony. Czyli coś miłego dla każdego! A dokładniej, zależało mi na skomponowaniu produktów, które w łagodny i naturalny sposób będą wspomagać zasypianie. Odstresują, zrelaksują, ukoją zmysły i nerwy i pomogą się wyłączyć. A potem spać, smacznie spać aż do rana.

Mój zestaw w dużej mierze bazuje na dobroczynnych właściwościach lawendy, bo to ona jest uznanym i cenionym od wieków remedium na kłopoty ze snem. To ona tak cudownie uspokaja i łagodzi. Ona pomaga zapomnieć o problemach dnia codziennego i w końcu porządnie odpocząć! Lawendę więc skomponowałam z innymi roślinkami i w ten sposób powstało prawdziwe pudełko rozmaitości!

A w nim…



Woreczek z lawendą

Możecie taki znaleźć w internecie lub sklepach zielarskich, albo po prostu sami zrobić! Wystarczy zapakować w mały woreczek z materiału sporą ilość lawendy (jest w każdym sklepie zielarskim i w większości aptek) i zawiązać całość wstążeczką. Mój woreczek przywędrował do mnie wraz z kosmetykami Biolaven. Taki woreczek wkładamy pod poduszkę i za każdym razem, kiedy poruszamy głową podczas snu, rozchodzi się z niego delikatny, przepiękny lawendowy aromat.


Badger Sleep Balm


O balsamach marki Badger słyszałam już dużo dobrego, zdecydowałam się więc postawić tu na jeden z nich – Spokojny Sen. Znajdziemy w nim mieszaninę olejów i wosku pszczelego oraz kilka ciekawych olejków eterycznych. “Rozmaryn jest klasycznym zielem, który wspiera jasność myśli oraz pewność siebie i pamięć. Bergamotka pobudza ducha, a imbir działa wzmacniająco. Lawenda jest klasycznym zielem stymulującym sen, odświeża oraz relaksuje.” Mamy tu jeszcze jodłę balsamiczną, która działa kojąco i wzmacniająco. Taki balsam należy wetrzeć w okolice nosa, ust, skroni oraz w inne punkty pulsacyjne, aby mogły zadziałać olejki eteryczne. Balsam znajdziecie np. w Ecco Verde lub Notino.


Pukka Ziołowa herbata do snu – Night Time


Taką herbatkę najlepiej wypić tuż przed spaniem.

Herbata ziołowa idealna przed snem, kiedy męczy Cię niepokój i stres. Wyśmienicie koi nerwy i pomaga zapomnieć o troskach codziennego dnia, tym samym ułatwia zasypianie.
Zawiera kwiat owsa bogaty we flawonoidowy działające antyoksydacyjnie, zatem chronią przed przedwczesnym starzeniem się organizmu oraz oznakami stresu. Korzeń lukrecji polecany jest przy dolegliwościach żołądkowo-jelitowych, ponieważ za sprawą właściwości przeciwzapalnych reguluje pracę, a także regeneruje błony śluzowe, szczególnie przy zatruciu pokarmowym, wrzodów i zgagi.
Mieszanka zawiera również kozłek lekarski, zwany walerianą, który wykazuje działanie uspokajające i wyciszające. Nie brakuje również kwiatów lawendy o właściwościach relaksujących i usypiających. Dzięki tym składnikom herbata jest przydatna zwłaszcza w stanach łagodnego napięcia nerwowego oraz przy trudnościach w zasypianiu.

Herbatkę znajdziecie w Triny



Lawendowo-pomarańczowy roll-on


Jest to łagodny olejek ogólnie poprawiający nastrój o lekkim, kojącym armacie. Połączyłam tutaj moc lawendy z energetyzującym, dodającym uśmiechu i radości zapachem pomarańczy. Takim roll-onem delikatnie smarujemy nadgarstki i skórę za uszami i pozwalamy zapachom unosić się wokół nas! Dodam jeszcze, ze bazą olejku jest leciusieńki, tzw. suchy frakcjonowany olej kokosowy, który nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.

Składniki:

  • 10 ml frakcjonowanego oleju kokosowego
  • 10 kropelek olejku pomarańczowego
  • 10 kropelek olejku lawendowego

Składniki przelewamy do buteleczki z roll-onem (moją kupiłam na Allegro). Olejkiem smarujemy nadgarstki i skórę za uszami zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy ukoić zmysły. W tym, jak najbardziej, także przed snem.



Lawendowo-bergamotowy spray


Czyli lawendowa klasyka! Takim sprayem zraszamy sypialnię na chwilę przed snem lub zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy się wyciszyć. Lawenda zacznie czynić swoją magię wokół nas, a dodatek bergamotki sprawi, że powróci nam dobry nastrój, a łóżko stanie się przytulną przyjemnością.

Mój spray zrobiłam w całości na wódce, a w niej niestety nie połączą się dokładnie olejki eteryczne. Trzeba będzie przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczką. Lepiej zadziała tutaj spirytus. Znam też sporo przepisów z użyciem wody, najlepiej destylowanej, w proporcjach pół na pół z alkoholem. Wtedy jednak nie dodawajcie na wszelki wypadek gałązki lawendy.

Składniki:

  • 100 ml wódki
  • 40 kropelek olejku lawendowego
  • 40 kropelek olejku bergamotowego
  • opcjonalnie na ozdobę gałązka lawendy

Do buteleczki z atomizerem wkładamy gałązkę i wlewamy olejki. Jak wspominałam powyżej, przed każdym użyciem należy sprayem wstrząsnąć.


Nasze dzisiejsze kosmetyki są ogólnie bardzo łagodne i bezpieczne, należy jednak się z nimi wstrzymać na wszelki wypadek w pierwszym trymestrze ciąży. Zarówno olejek, jak i spray wytrzymają bardzo długo, jeżeli zapewnimy odpowiednią higienę przy ich tworzeniu i przechowywaniu. Po dłuższym czasie mogą jednak ulotnić się olejki.


Śniadaniowe miodki smakowe

W Lili lubimy proste, a fajne pomysły, prawda? Coś co można zrobić w chwilkę, a przynosi radość. Czy to nam, czy bliskim obdarowanym osobom!

Tak i spieszę do Was z kolejnym świątecznym pomysłem. Świątecznym, choć spokojnie można go wykorzystać o każdej porze dnia i roku. Ale jakże cudownie nadają się nasze dzisiejsze śniadaniowe miodki smakowe na prezent!

Miody są inspirowane tymi z Pasieki Rodziny Sadowskich, które kupowałam w zeszłym roku na prezent świąteczny. Zajrzyjcie koniecznie na stronę Pasieki – TUTAJ, bo ofertę mają przepiękną.



Moje miodki ukręciłam z córcią i zapakowałam w słoiczki 30 ml (z Allegro), a następnie w kartonik. Wyglądają i smakują pysznie!

Postawiłam na trzy smaki – miodki z kakao (moja córka uwielbia), piernikowe i z mielonymi orzechami włoskimi. Spokojnie jednak możecie tutaj kombinować! Tak jak ja! Wymieszajcie miód z mielonymi liofilizowanymi owocami, z cynamonem czy imbirem lub z całym bogactwem nasion czy orzechów. Wszystko na pewno będzie smakowało pysznie!



Śniadaniowe miodki smakowe


Na każdy smak wykorzystałam 80 ml miodu (wybierzcie po prostu Wasz ulubiony rodzaj), do którego dodałam

  • do miodu kakaowego – 1 dużą łyżeczkę kakao (czasami dodaję więcej specjalnie dla córki)
  • do miodu piernikowego – 1 łyżeczkę przyprawy piernikowej
  • do miodu z orzechami – 4 łyżeczki mielonych orzechów włoskich

Wszystkie miody należy dokładnie, długo i intensywnie wymieszać, aby nie było żadnych grudek. Potem przelewamy je do słoiczka i gotowe.

Miody stosujemy do czego nam się podoba! Do herbatek, na kanapki, na naleśniki i pankejki, do ciast, croissantów i drożdżówek i po prostu – do wyjadania łyżką.


Rozjaśniające umysł pachnące zawieszki do samochodu

Jak tam stoicie z prezentami? Macie już wszystkie? A może brakuje Wam pomysłów na coś niedużego, ale od serca, dla kogoś bardzo bliskiego? Na coś cudownie praktycznego, a jednocześnie tworzonego z miłością i radością?

Spieszę z ratunkiem!

Mam dla Was pomysł na idealny prezent dla każdego kierowcy! A już na pewno dla takiego, który czasem wybiera się w dalsze trasy!

Wykorzystamy dzisiaj moc olejków eterycznych, moc aromaterapii i stworzymy urocze zawieszki rozjaśniające umysł w czasie jazdy samochodem, wzmagające koncentrację, dodające energii i pobudzające!



Jak to działa?

Ja zrobiłam serduszka i księżyce – jeden wisi od jakiegoś czasu u mnie w samochodzie. Ale kształt zawieszek zależy od Waszej fantazji. Jest to po prostu masa solna, czyli coś naprawdę prostego, ale może pokusicie się o nieco trudniejsze zawieszki gliniane czy ceramiczne? Chodzi o to, że mają one stać się nośnikiem dla olejków eterycznych!

Taką zawieszkę zawieszamy na lusterku w samochodzie. Ma tam się kiwać i się bujać i pięknie wyglądać. A kiedy ruszamy w trasę, sięgamy po tę niebieską buteleczkę i nakładamy dobrych kilka kropelek naszego magicznego olejku na zawieszkę. On w nią wsiąka, ale kiedy tak ta się kiwa i buja, to rozprowadza tenże olejek po całym samochodzie, uwalniając jego moce.

W buteleczce znajduje się mieszanina olejków, które cudownie sprawdzają się w podróży. Poniżej znajdziecie przepis na moją mieszankę, ale możecie także po prostu zakupić olejki osobno, podarować je jako pełne buteleczki i stosować samodzielnie lub mieszać w trakcie nakładania na zawieszkę. Warto znaleźć taką kompozycję, która jednocześnie działa pobudzająco i bardzo nam się podoba!



Sięgnijcie tutaj po następujące olejki:

  • rozmaryn – to ten najważniejszy i najpopularniejszy. Rozjaśnia umysł, stymuluje pracę mózgu i znacząco wzmaga koncentrację. Ma charakterystyczny zapach, który trzeba polubić, ale naprawdę warto! Jest silnym antyseptykiem i wzmaga odporność, działa też przeciwwirusowo (jak wiele innych olejków), co jest niezwykle ważne w tych czasach.
  • miętowy – działa pobudzająco i orzeźwiająco.
  • bazylia – ma podobne działanie do rozmarynu, a jednocześnie działa rozluźniająco i antystresowo.
  • cytrusy – cudownie, niemal magicznie dodają energii i chęci do działania. Pobudzają i zamieniają znużenie w konstruktywne, pozytywne nastawienie. Są silnymi antydepresantami, poprawią nastrój, redukują stres. A co ważne – w zasadzie wszyscy lubią te zapachy, są też bardzo bezpieczne, doskonale więc uzupełnią nasze stymulujące mieszanki. Stawiamy tu zwłaszcza na
    • pomarańczę
    • cytrynę
    • mandarynkę
    • grejpfrut
    • limonkę
  • eukaliptus – olejek o trudnym zapachu, kojarzonym raczej z udrażnianiem górnych dróg oddechowych, ale pomaga także przezwyciężyć zmęczenie psychiczne i naturalne w jego konsekwencji spowolnienie w ruchach i myślach. Pozwala zachować czujność na drodze.


UWAGA Przy używaniu naszej mieszaniny olejków pamiętajcie o kilku ważnych zasadach. Olejek nakładamy na zawieszkę, około 10 kropelek, natomiast nigdy nie na skórę. Ewentualnie można nałożyć go w niewielkich ilościach na inne elementy wnętrza samochodu. Kiedy przestajemy go czuć, można dołożyć kolejne kropelki.

Mieszanki nie stosujemy, jeżeli przewozimy dzieci poniżej 3 roku życia. W przypadku obecności starszych, stosujemy ją z dużym umiarem. Warto także wstrzymać się w obecności kobiet w ciąży.

Jeżeli zapach mieszaniny wydaje Wam się nieprzyjemny, a wręcz rozdrażniający – nie używajcie go. Nie ma co się męczyć, organizm jasno wyraził swój sprzeciw. Polecam wtedy próbować olejków pojedynczo i mieszać te zapachy, które sprawiają Wam przyjemność, a jednocześnie działają stymulująco.

Jeżeli olejek Wam się wyleje w samochodzie, wyjdźcie z niego i pozostawcie otwarte okna. Choć jeszcze długo będzie pachniało 🙂

Niemniej jednak – bardzo polecam!



Moja aromaterapeutyczna mieszanka do samochodu


na buteleczkę 10 ml

  • 3 ml olejku rozmarynowego
  • 2 ml olejku pomarańczowego
  • 2 ml olejku grejpfrutowego
  • 2 ml olejku limonkowego
  • 1 ml olejku bazyliowego

Olejki przelewamy do buteleczki, lekko nią zakręcamy, aby się wszystko połączyło. Buteleczkę przechowujemy w ciemnym, nie gorącym miejscu.


Zawieszki z masy solnej

  • pół szklanki mąki
  • pół szklanki soli
  • nieduża ilość wody
  • polecam towarzystwo dziecka, które chętnie zajmie się nadmiarem masy

W misce łączymy mąkę i sól i dodajemy po trochu nieduże ilości wody. Ugniatamy ciasto, aż stanie się elastyczne. Ciasto rozwałkowujemy na grubość około 3-4 mm i wykrawamy z niego ulubione kształty za pomocą foremek do pierników. Nie zapominamy o dziurkach – moje wykroiłam papierowymi rurkami.

Kształty przekładamy na blachę wyłożona papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego na 50-60 stopni. Dobrze, aby posiedziały w nim dobrych kilka godzin. Co jakiś czas, warto je obrócić na drugą stronę – zdarza się, choć mi się teraz nie zdarzyło, że zawijają się końce kształtów.

Gotowe zawieszki możemy delikatnie udekorować np. pisakiem lub farbkami, pozostawiając wolną dolną połowę na aplikacje olejku.

Wybrane zawieszki z olejkiem lub olejkami pakujemy jak najpiękniejszy zestaw prezentowy.


Kremowe ciasteczka kąpielowe

Co powiecie na pachnącą kąpiel, która zadziała jak łagodzący plaster na naszą zimową,wymagającą, szorstką i poszarzałą skórę? Jednocześnie ukoi zmysły i ciało. Bajka? Nie! Zrobimy dzisiaj bowiem świąteczne kremowe ciasteczka do kąpieli!

Przyznajcie, że wyglądają apetycznie! Bo nie tylko pierniczki można teraz tworzyć i dekorować! Takie kąpielowe ciasteczka tym bardziej!



Co to jest dokładnie? Po angielsku nazywają to bath melts czyli dodatki kąpielowe składające się z odżywczych masełek, które roztapiają się pod wpływem ciepła wody zamieniając kąpiel w prawdziwie odżywczy i aromaterapeutyczny zabieg! Są nośnikami olejków eterycznych oraz prawdziwą bombą nawilżająco-pielęgnacyjną.

Warto tylko uważać, aby nie dodawać do kąpieli za dużo takich dodatków, bo woda stanie się po prostu zbyt tłusta. Masełka w dużej ilości będą się osadzać na skórze i wannie, co nie jest przyjemne i ciężko potem siebie i tęże wannę domyć. Dodajemy więc naszych ciasteczek naprawdę nie dużo – na jedną kąpiel 1/4-1/3 takich krążków i cieszymy się kąpielą!



Ciasteczka są dwukolorowe, dzięki naturalnym składnikom, które same w sobie mają silne właściwości pielęgnacyjne. I tak – odżywczą kąpiel morską zapewni nam dodatek zielonej spiruliny! Tutaj wykorzystałam spirulinę Rosa. Panna Poranna, o której pisze twórczyni markie: Spirulina Platensis to szmaragdowozielona mikroalga, posiadająca wspaniałe właściwości. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Bogata w wiele cennych składników była ceniona już przez Rzymian. Obecnie nazywana jest “mlekiem Matki Ziemi” ze względu na bardzo duże stężenie kwasu  gamma-linolenowego (GLA). Jest także bogatym źródłem witamin z grupy B oraz witamin, A, E i minerałów potas, wapń, magnez, cynk, selen, fosfor.



Natomiast do tych pierniczkowo-ciemniejszych ciasteczek wykorzystałam czerwoną glinkę z Ecoflores, o której tak wyczytamy na stronie: swój kolor zawdzięcza dużej zawartości tlenku żelaza. Jest doskonałą propozycją dla osób borykających się  z pękającymi naczynkami krwionośnymi, trądzikiem różowatym czy wrażliwością skóry objawiającą się zaczerwieniem i rozszerzeniem naczynek.  Glinka czerwona ma właściwości oczyszczające, łagodzące i pielęgnacyjne. Doskonale usuwa ze skóry zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Jest polecana osobom o cerze wrażliwej ale również skłonnej do zanieczyszczeń. Sprawia, że skóra staje się gładka, oczyszczona i odświeżona.

Oczywiście w kąpieli nie będą to znaczące ilości pielęgnacyjne, ale zawsze warto o ten dodatkowy aspekt zadbać!

Dodam jeszcze, że moje ciasteczka mają relaksująco-energetyczny zapach, co oznacza, że po kąpieli z nimi wyjdziecie cudownie odświeżeni z przepełnionym radością umysłem! Znajduje się w nich bowiem olejek lawendowy i pomarańczowy! Pachną cudownie!



Kremowe ciasteczka kąpielowe


Składniki / na 12 sztuk (6 zielonych, 6 brązowych):

Warstwa brązowa z glinką

  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 1 łyżeczka czerwonej glinki / ok. 4 g (Ecoflores)
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej / ok. 5 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa zielona ze spiruliną

  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 1 łyżeczka spiruliny/ ok. 2 g (Rosa. Panna Poranna)
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej / ok. 5 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa biała

  • 150 g masła shea rafinowanego
  • 45 g wosku pszczelego bielonego
  • 2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej / ok. 10 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego
  • 60 kropelek olejku lawendowego

Opcjonalnie – cukrowe posypki do dekoracji. Moje Sprinkles Holly Mix i Gingerbread Boy marki Wilton.

Foremki silikonowe na muffinki.



Rozkładamy 12 foremek silikonowych. W zlewce lub ceramicznym kubeczku roztapiamy masło shea i wosk na warstwę brązową (w kąpieli wodnej lub mikrofali). Kiedy będą płynne, dosypujemy skrobię i glinkę, dolewamy olejek eteryczny i dokładnie mieszamy tak, aby nie było grudek. Przelewamy po równo do 6 foremek.

Tak samo robimy z warstwą zieloną – tylko zamiast glinki dodajemy spirulinę i rozlewamy do pozostałych foremek. Odkładamy je na 20 minut, aż lekko zastygną.

W między czasie roztapiamy masło shea i wosk na warstwę białą, dodajemy olejki eteryczne i skrobię, mieszamy i odkładamy do lodówki – musi lekko ostygnąć, aby nie rozpuścić kolorowych warstw. Będzie gotowe, kiedy od spodu zacznie lekko mętnieć, czyli zastygać. Można też leciutko je dotknąć – powinno mieć temperaturę pokojową.

Kiedy warstwy kolorowe lekko stwardnieją, nożykiem lub patyczkiem drewnianym rysujemy delikatnie na ich powierzchni kilka poziomych i pionowych linii. Dzięki temu dobrze połączą nam się z warstwą białą. Tę ostatnią wylewamy po równo do foremek i odstawiamy na godzinę do stwardnienia. Przed wyciągnięciem z foremek warto włożyć je na chwilę do lodówki.

Gotowe ciasteczka możemy ozdobić posypkami cukrowymi. Aby to zrobić podgrzewamy leciutko zapalniczką miejsce, które chcemy udekorować, aż masełka się roztopią, tworząc swoisty klej. Przykładamy w to miejsce posypkę i dociskamy. Po chwili będzie się dobrze trzymać.

Ciasteczka najlepiej podarować i przechowywać w szczelnym słoiku – dbamy o to, aby nie dostała się do nich w łazience wilgoć.

Do wanny z ciepłą wodą wrzucamy 1/3-1/4 takiego ciasteczka.



Na koniec same nasze tegoroczne pierniczki!


Plakat pod choinkę

Niedawno rozpoczęła się tegoroczna edycja Targów Plakatu. Specjalna, jak wiadomo, bo online. Dla mnie te targi są wyjątkową okazją do zapoznania się z twórczością ogromnej ilości polskich artystów, co jest i fascynujące i szalenie wciąga.

A że takie plakaty mogą stać się pięknymi prezentami, postanowiłam zaprezentować Wam dzieła kliku uczestników Targów, które przykuły moją szczególną uwagę.

Same targi trwają do 13.12, ale z pewnością znajdziecie tych artystów i te grafiki także później w internecie!

Polecam stronę Targi Plakatu



Anita Tomala


Ukończyłam ASP w Katowicach na kierunku Grafika. Jestem projektantką i ilustratorką, prowadzę swój sklep anitatomala.pl gdzie sprzedaję ilustracje w formie plakatów do wnętrz. Tworzę także projekty z zakresu wzorów na tkaniny i designu.

Strona na Targach



Jakub Cichecki


Cześć! Jestem Jakub i zajmuję się ilustracją, sztuką cyfrową i projektowaniem graficznym – tworzę m. in. grafiki do gier, animacji, filmów i reklam. Poniżej możesz zobaczyć kilka ilustracji pochodzących głównie z mojego cyfrowego szkicownika, inspirowanego podróżami, niezwykłymi zakątkami i historiami. Mam nadzieję, że znajdziesz wśród nich miejsce dla siebie. Jeśli masz ochotę zobaczyć więcej moich prac, zapraszam tu: www.jakubcichecki.com

Strona na Targach



Sandra Chojecka


Tworzę ilustracje inspirowane naturą, codziennością i zwykłą chwilą. Instynktownie dobieram barwy ziemi i elementy tworzące harmonię. Zamiłowanie do szczegółu pochłania większą część mojej pracy. 

Strona na Targach



Kamila Lenarcik


Graficzka pochodząca ze Szczecina. Tworzy ilustracje w technice cyfrowego kolażu. Każdy z jej plakatów zawiera w sobie historię celebrującą więź kobiecości z naturą.

Strona na Targach



Into collage


Cześć! Nazywam się Patrycja Lewandowska. Tworzę kolaże techniką cyfrową. Daję drugie życie starym publikacjom oraz wykorzystuję w nowy sposób, mniej lub bardziej znane, dzieła sztuki. Inspirują mnie kobiety, podróże i przyroda. Moje prace można kupić w formie wydruków na papierze lub płótnie.

Strona na Targach



Mary Zaleska


Mary Zaleska jest grafikiem oraz ilustratorem. W jej ilustracjach dominują wizerunek silnej, niezależnej kobiety, tolerancji oraz tematy tabu. Jej prace opierają się na wzornictwie oraz uproszczonych formach i teksturach. Współpracuje z markami oraz czasopismami takimi jak Looks by Luks, Glamour, Newsweek czy Magazyn Pismo. W wolnym czasie tworzy grafiki i plakaty artystyczne.

Strona na Targach


SCRAPS


Składam, recyklinguję, lepię, wyławiam, kojarzę perspektywy i konteksty – nadaję inny sens pogubionym fragmentom. Ze skrawków obrazów, myśli, wspomnień, idei, skojarzeń. Stare stwarzam na nowo.

Strona na Targach



Monika Ostrowska


Fotografka, a wolnym czasie kolażystka. O ile w fotografii skupia się na świecie realnym, to w pracy nad kolażem cieszy ją możliwość kreowania własnej rzeczywistości. Ręcznie wycina zdjęcia i obrazki ze znalezionych w piwnicach i na strychach gazet i albumów, by skomponować je w obrazy o nowym znaczeniu. Ostatnio bardzo polubiła robienie kolaży na monitorze komputera. Eksperymentuje też z haftem na zdjęciach z okładek starych magazynów. Inspiruje się pop-kulturą, ale zawsze słucha intuicji. Wszystkie jej kolaże są drukowane w limitowanych edycjach na papierze archiwalnym, ręcznie numerowane i sygnowane. W tym roku seria “Lost World” była częścią Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Pieknych w Kranji.

Strona na Targach

Facebook