KategoriePrzepisy na kosmetyki

Regenerujące kąpielowe… jaja

Tak i zbliża się Wielkanoc. I wiosna w końcu dotarła. I słońce sobie o nas przypomniało. Jeszcze tylko tę pandemię przetrzymać i będzie dobrze, prawda?

Ale tymczasem skupmy się na świętach! No bo, skoro Wielkanoc to i jaja, prawda?

Mam więc dla Was dzisiaj prawdziwe jaja… kąpielowe!


Które wybieracie? Z różami czy piwoniami? Bo ja nie umiem wybrać! Ozdobiłam je płatkami kwiatów, bo tak cudownie kojarzą się dzięki temu z wiosną. No i któż nie lubi kwiatów? A jeśli jeszcze można wśród nich pływać… Och…

Ale od początku – czym są nasze jaja? Wielkanocną wersją kuli kąpielowych! Musujących, pachnących kuli! Dodatkowo, w wersji bardzo kremowej, wypełniłam je bowiem specjalnie cudownym regenerująco-kojącym dobrem – maceratem z rumianków i nagietków! Dzięki temu jaja zyskują łagodzącą moc i przywracają skórze piękny wygląd. Kilka takich kąpieli i jesteście gotowe na wiosnę!

Jeśli nie macie maceratu, możecie oczywiście zastąpić go innym ulubionym olejem. Polecam jednak to złote cudo, bo naprawdę świetnie działa na skórę.

Aby zrobić taki ziołowy macerat czyli olejowy wyciąg z ziół, wystarczy w np. słoiku zalać garść suszonych kwiatów rumianku i drugą garść kwiatów nagietka (dostępne w każdym sklepie zielarskim) wybranym olejem – polecam tutaj olej z pestek winogron, ryżowy, ze słodkich migdałów, pestek moreli lub brzoskwini. Olej ma w pełni zakrywać kwiaty. Całość mieszamy, zakręcamy i odstawiamy w ciepłe, suche miejsce na 2-8 tygodni, co jakiś czas wstrząsając. Po tym czasie przecedzamy olej. Wykorzystujemy jako oliwkę do ciała, olejek do masażu, do kąpieli czy dodatek do innych kosmetyków.

A jak już mamy macerat, robimy nasze wielkanocne jaja!


Regenerujące kąpielowe wielkanocne jaja

Składniki – na 3 jaja:

(w przypadku tego typu kąpielowych bomb możemy się nieco pobawić i nie musimy trzymać się idealnie dokładnych gramatur. Dzisiejsze wielkości podaję więc w łyżkach i zachęcam do zabaw z dziećmi! Idealne w czasie pandemicznego zamknięcia.)

  • 10 kopiastych łyżek sody oczyszczonej
  • 6 dużych łyżek kwasku cytrynowego
  • 3 duże łyżki mąki lub skrobi ziemniaczanej
  • 10 łyżek maceratu rumiankowo-nagietkowego lub ulubionego oleju
  • 40 kropelek olejku eterycznego, użyłam limonkowego
  • odrobina wody
  • foremki w kształcie jaja (użyłam 8-centymetrowych – TYCH)
  • łyżka rafinowanego masła shea
  • suszone płatki kwiatów – róży i piwonii


W misce mieszamy sodę, kwasek i mąkę. Dolewamy macerat/olej i olejek i zaczynamy wyrabiać nasze ciasto ręką. Wybrałam olejek limonkowy aby trochę złagodził mocno-ziołowy aromat maceratu. Dobierzcie zapach do własnych preferencji. Masę bardzo delikatnie spryskujemy dwa razy kilkoma kroplami wody. Posłuży nam za dodatkowe lepiszcze. Musowanie od razu gasimy, wyrabiając dalej ciasto. Ma mieć idealnie jednolitą konsystencję.

Do połówek foremki-jajka nakładamy naszą masę. Staramy się, aby zapełniła całą przestrzeń i jeszcze trochę wystawała. Następnie zlepiamy połówki, mocno je dociskając i lekko szurając na boki, aby nadmiar ciasta “wyszedł” bokami. Kiedy będą już możliwie najlepiej złączone, dociskamy mocno przez kilka sekund, po czym lekko opukujemy foremki i równie lekko ściągamy je z jajek. Powinny zachować już stałą formę. Możemy je tu też palcami wygładzić, zwłaszcza w miejscu złączenia. Jajka odstawiamy na godzinę.

Po tym czasie przekładamy masło shea do małej miseczki i lekko roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali. Dosłownie – leciutko i króciutko. Masło mam nam tu posłużyć za klej, którym dokleimy płatki kwiatów do jajek. Ma mieć więc konsystencję szkolnego kleju, a nie płynnego oleju. Masełko nakładamy niczym właśnie klej pędzelkiem na wybrane miejsce na jajku i dolepiamy płatki kwiatów według własnego uznania. Jeżeli płatki są mniejsze, tak jak tutaj te róży, możemy zanurzyć część jajka w maśle, a następnie ponownie zanurzyć w płatkach, które się do niego przykleją.

Jaja odstawiamy na noc do stwardnienia.

Jako, że nasze jaja zawierają całkiem sporo olejku, proponuję do kąpieli wykorzystać połowę takiego jajeczka, a drugą osuszyć (lub oderwać) i zamknąć w słoiczku do następnej kąpieli.


Kryształowe ultra słodkie mydełka

Mam takie wrażenie, że ostatnimi czasy ze szczególnym uwielbieniem spotyka się wszystko to, co błyszczące, słodkie, kryształkowe, serduchowo-kwiatowe i brokatowe. Uwielbiamy jednorożce, wróżki i gwiezdne girlandy. Cóż, sama się tu odnajduję! Ja i oczywiście moja córa. Czy nie jest to bowiem jeden z najprostszych sposobów, ale wprowadzić w codzienność nieco magii?

A dobrze wiecie, że taką magię to ja bardzo lubię!

Wyczarowałam więc kolejne magiczne mydełka! Kryształowe, ultra słodkie mydełka! Mydełka z bajecznymi mydlanymi kamieniami, które przy każdym myciu coraz bardziej zadziwiają i odsłaniają swoje pobłyskujące wnętrze. Mydełka okraszone sowicie brokatem, kryształkami różowej soli himalajskiej i mini mydełkami w kształcie serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków.

Czy może być bardziej słodko?


No, po prostu je uwielbiamy! I niech ich kształt Was nie myli – wcale trudno się nimi nie myje. Wystarczy pokroić je na trzy części – jedną dać do kuchni, drugą trzymać przy umywalce w łazience, a trzecią pod prysznicem – i mamy magię otaczającą cały dom! A ileż radości z tak teraz częstego mycia dłoni!

Od razu też dodam, że zawierają specjalny dodatek masełka shea, aby to częste mycie dłoni nie wysuszało skóry, a pozostawiało ją miękką i delikatną.

Bo, tak w ogóle, chyba te kamienne-kryształowe mydła to ja lubię najbardziej. Tworzyć, oczywiście! Ale i podziwiać u innych. I używać na co dzień. Dają tyle niezwykłej radości. A co najważniejsze – nawet jak coś nie wychodzi w trakcie tworzenia, to i tak wychodzi! Bo natura nie jest idealna! A kamienie mają najróżniejsze struktury, wzory, inkluzje. Można się więc bawić dosyć bezpiecznie, a na pewno – bardzo kreatywnie.



Dzisiejszy przepis nie będzie standardowym przepisem. Mydełka są na tyle różnorodne i nieregularne, że podpowiem Wam po prostu jak je zrobić. A potem musicie uruchomić wyobraźnię, zapasy i zamienić się w mydlaną wróżkę!

Zaznaczam bowiem raz jeszcze – te mydlane kryształki zawsze, ale to zawsze wychodzą inaczej. I w tym właśnie tkwi ich piękno. Nie da się zrobić dwóch takich samych i dlatego macie ogromne pole do popisu. Wybierzcie własne ulubione miki-kolory, własne brokaty, twórzcie własne kształty. Wykorzystajcie foremki jakie macie lub stwórzcie je z dostępnych pojemniczków, pudełek po mleku, jogurtach, serkach feta itp. Szukajcie inspiracji wokół siebie, w sklepie spożywczym we własnej kuchni. Zawsze można coś wykombinować!




Jak zatem powstały moje mydełka?

Wykorzystałam:

  • Bazę mydlaną przeźroczystą (wykorzystałam Forbury Clear) – około 500 g
  • Bazę mydlaną białą (wykorzystałam Forbury z kozim mlekiem) – około 300 g
  • 3 łyżeczki masła shea rafinowanego
  • miki i brokaty – wybrałam mikę różową, fioletową, złotą, biało-srebrną i dwa rodzaje brokatów – srebrny i bardziej złotawy
  • olejki eteryczne i zapachowe
  • garść gruboziarnistej różowej soli himalajskiej
  • foremki – małą plastikową na drobne elementy dekoracyjne (Ikea), dużą silikonową na bryłę mydlaną (możecie tutaj wykorzystać np. karton po mleku) oraz mniejszą silikonową owalną (tutaj także znajdziecie sporo zamienników w kuchni, a nawet możecie wykorzystać choćby foremki na muffinki i zrobić takie kryształkowe babeczki)
  • opcjonalnie – alkohol izopropylowy w spryskiwaczu do pozbywania się bąbelków z powierzchni mydełka
  • sporo wyobraźni i chęci tworzenia

Większość składników, a zwłaszcza dobre bazy mydlane Forbury znajdziecie w sklepie ZróbMydełko, który tu bardzo polecam!



Gwiazdki, serduszka

Zaczynamy od tych drobnych elementów dekoracyjnych czyli serduszek, gwiazdek, kwiatuszków i motylków. A przynajmniej ja miałam dokładnie taką foremkę, ale jak zajrzycie do ZróbMydełko lub na Allegro, na pewno znajdziecie sporo innych ciekawych. Wystarczy roztopić w kąpieli wodnej lub mikrofali niewielką ilość dowolnej bazy mydlanej (uwaga – niewielkie ilości bardzo szybko się roztapiają, trzeba szczególnie uważać, aby mydełka się nie zagotowały), a potem zmieszać je z odrobiną wybranej miki – jej ilość dopasowujemy do preferencji – zawsze można dosypać odrobinę więcej, aby kolor był wyrazistszy. Całość przelewamy do foremek i odstawiamy na pół godziny do stwardnienia. Jeśli mydełka wylały se poza formę, ich nadmiar zsuwamy/obcinamy nożem, przesuwając nim po powierzchni foremki. Zależy nam tylko na tym, co pozostało w zagłębieniach foremki. Po wyciągnięciu mini mydełek możemy także wyrównać ich brzegi i kształty wykałaczkami, które nam bardzo delikatnie obcinają nadmiar mydlanej masy.



Kryształy

Przygotowujemy foremkę – ja wybrałam prostokątną o wymiarach 15 x 6 cm i głębokości 7 cm. Wielkość, grubość i skład warstw dopasowujemy do potrzeb i preferencji. I tak, na przykład, postawiłam na trzy różne zapachy, które dodawałam do kolejnych warstw, dzięki czemu wyszedł całkiem nowy, bardzo przyjemny aromat. Wykorzystałam olejki zapachowe ze ZwróbMydełko – Amalia i owocowy oraz olejek bergamotowy.

Ja postawiłam na następujące warstwy:

  • warstwa różowa – 200 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1 łyżeczka miki różowej, 40 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa fioletowa – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki różowej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa srebrna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 1/2 łyżeczki miki biało-srebrnej, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • warstwa transparentna – 100 g transparentnej bazy mydlanej, 1/2 łyżeczki drobnego srebrnego brokatu, 20 kropelek olejku zapachowego lub eterycznego
  • złote inkluzje – dwie łyżeczki miki złotej


Bazę mydlaną na pierwszą warstwę kroimy na mniejsze elementy, przekładamy do zlewki/miseczki/kubeczka ceramicznego i roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali, uważając, aby nie doprowadzić do wrzenia. Do płynnego mydła dodajemy miki, brokaty i zapachy, dokładnie mieszamy i przelewamy do formy. Jeśli na powierzchni pojawiły się bąbelki, spryskujemy je alkoholem izopropylowym. Odstawiamy na chwilę.

Roztapiamy bazę na kolejną warstwę jak powyżej i mieszamy z dodatkami. Bardzo ważne, aby przed wylaniem kolejnej warstwy upewnić się, że obie mają podobne temperatury. Oznacza to, że świeżo roztopiona baza ma temperaturę w miarę pokojową – nie parzy palców, nie jest za gorąca. Natomiast na powierzchni mydełka stygnącego w foremce powinna już pojawić się widoczna zastygła powłoczka. Wtedy dopiero wlewamy powolnym, małym strumieniem kolejną warstwę. W tym przypadku zależy nam na tym, aby się obie nieco wymieszały. Jeśli same tego nie “zrobią” (widać, jak różowe mydełko wychodzi na wierzch fioletowego), wystarczy sięgnąć po np. drewniany patyczek i lekko przejechać nim w foremce, tworząc zygzaki lub dziurki. Jeżeli chcielibyście, aby warstwy się nie połączyły, a zlepiły, musicie odczekać jeszcze chwilę, aż spadnie temperatura ich obu.


W ten sam sposób wylewamy kolejne warstwy. W między czasie tworzymy osobą warstwę ze złotymi okluzjami – po prostu wysypujemy na powierzchnię warstwy mydlanej dwie łyżeczki złotej miki. Na to wylewamy kolejną mydlaną warstwę.

Tak przygotowaną formę odstawiamy na 2 godziny do stwardnienia. Po tym czasie mydełko wyciągamy z formy, kroimy na plastry, a te każdorazowo na trzy prostokątne bryłki i małym nożykiem wycinamy kształty kryształów.



Mydełka

Kiedy mamy już gotowe kryształki i dekoracje, zabieramy się za składanie całości. Wykorzystałam tutaj owalną foremkę o długości 10 cm i głębokości 3,5 cm, ale, jak wspominałam, wystarczy, że rozejrzycie się dobrze w swojej kuchni i na pewno znajdziecie odpowiedni zamiennik. Polecam też najprostsze foremki silikonowe na muffinki – powstaną wtedy kryształowe babeczki.

Na jedno mydełko roztopiłam 100 g bazy mydlanej białej, do płynnej dodałam płaską łyżeczkę masła shea i 30 kropelek olejku zapachowego. Całość dokładnie zmieszałam i wylałam do formy. Kiedy lekko ostygła, a na jej powierzchni pojawiła się delikatna błona, włożyłam kilka kryształowych mydełek, układając je w miarę swobodnie i organicznie. Pomiędzy nimi ułożyłam mini mydełka i kryształki soli. Tutaj koniecznie trzeba poczekać, aż baza na tyle stwardnieje, że te dodatki nam się w niej nie zatopią. Kryształki soli dodatkowo dociskałam lekko wykałaczką, aby na pewno się dobrze przylepiły do mydełka. Całość oprószyłam złotawym brokatem.

Gotowe odkładamy na pół godziny do stwardnienia, po czym wyciągamy z foremki. Przed użyciem polecam przekroić je dużym nożem na trzy części.


Pomysł na prezent – zestaw kojący do snu

Wiem, wiem… Święta tuż tuż, a ja dopiero teraz spieszę z takim fajnym pomysłem na prezent… Spokojna głowa! Mój dzisiejszy zestaw kojący do snu jest tak uniwersalny, tak ponadczasowy i tak nieraz potrzebny, że możecie wykorzystać tę inspirację przez cały rok, na przeróżne okazje!

Zestaw pokazuję na samym końcu świątecznych wpisów, ponieważ będzie on prezentem z bliskiej osoby. Nie zdradzę dla kogo, ale mam nadzieję, że bardzo się przyda!

Jest to prezent w połowie kupiony, w połowie własnoręcznie robiony. Czyli coś miłego dla każdego! A dokładniej, zależało mi na skomponowaniu produktów, które w łagodny i naturalny sposób będą wspomagać zasypianie. Odstresują, zrelaksują, ukoją zmysły i nerwy i pomogą się wyłączyć. A potem spać, smacznie spać aż do rana.

Mój zestaw w dużej mierze bazuje na dobroczynnych właściwościach lawendy, bo to ona jest uznanym i cenionym od wieków remedium na kłopoty ze snem. To ona tak cudownie uspokaja i łagodzi. Ona pomaga zapomnieć o problemach dnia codziennego i w końcu porządnie odpocząć! Lawendę więc skomponowałam z innymi roślinkami i w ten sposób powstało prawdziwe pudełko rozmaitości!

A w nim…



Woreczek z lawendą

Możecie taki znaleźć w internecie lub sklepach zielarskich, albo po prostu sami zrobić! Wystarczy zapakować w mały woreczek z materiału sporą ilość lawendy (jest w każdym sklepie zielarskim i w większości aptek) i zawiązać całość wstążeczką. Mój woreczek przywędrował do mnie wraz z kosmetykami Biolaven. Taki woreczek wkładamy pod poduszkę i za każdym razem, kiedy poruszamy głową podczas snu, rozchodzi się z niego delikatny, przepiękny lawendowy aromat.


Badger Sleep Balm


O balsamach marki Badger słyszałam już dużo dobrego, zdecydowałam się więc postawić tu na jeden z nich – Spokojny Sen. Znajdziemy w nim mieszaninę olejów i wosku pszczelego oraz kilka ciekawych olejków eterycznych. “Rozmaryn jest klasycznym zielem, który wspiera jasność myśli oraz pewność siebie i pamięć. Bergamotka pobudza ducha, a imbir działa wzmacniająco. Lawenda jest klasycznym zielem stymulującym sen, odświeża oraz relaksuje.” Mamy tu jeszcze jodłę balsamiczną, która działa kojąco i wzmacniająco. Taki balsam należy wetrzeć w okolice nosa, ust, skroni oraz w inne punkty pulsacyjne, aby mogły zadziałać olejki eteryczne. Balsam znajdziecie np. w Ecco Verde lub Notino.


Pukka Ziołowa herbata do snu – Night Time


Taką herbatkę najlepiej wypić tuż przed spaniem.

Herbata ziołowa idealna przed snem, kiedy męczy Cię niepokój i stres. Wyśmienicie koi nerwy i pomaga zapomnieć o troskach codziennego dnia, tym samym ułatwia zasypianie.
Zawiera kwiat owsa bogaty we flawonoidowy działające antyoksydacyjnie, zatem chronią przed przedwczesnym starzeniem się organizmu oraz oznakami stresu. Korzeń lukrecji polecany jest przy dolegliwościach żołądkowo-jelitowych, ponieważ za sprawą właściwości przeciwzapalnych reguluje pracę, a także regeneruje błony śluzowe, szczególnie przy zatruciu pokarmowym, wrzodów i zgagi.
Mieszanka zawiera również kozłek lekarski, zwany walerianą, który wykazuje działanie uspokajające i wyciszające. Nie brakuje również kwiatów lawendy o właściwościach relaksujących i usypiających. Dzięki tym składnikom herbata jest przydatna zwłaszcza w stanach łagodnego napięcia nerwowego oraz przy trudnościach w zasypianiu.

Herbatkę znajdziecie w Triny



Lawendowo-pomarańczowy roll-on


Jest to łagodny olejek ogólnie poprawiający nastrój o lekkim, kojącym armacie. Połączyłam tutaj moc lawendy z energetyzującym, dodającym uśmiechu i radości zapachem pomarańczy. Takim roll-onem delikatnie smarujemy nadgarstki i skórę za uszami i pozwalamy zapachom unosić się wokół nas! Dodam jeszcze, ze bazą olejku jest leciusieńki, tzw. suchy frakcjonowany olej kokosowy, który nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.

Składniki:

  • 10 ml frakcjonowanego oleju kokosowego
  • 10 kropelek olejku pomarańczowego
  • 10 kropelek olejku lawendowego

Składniki przelewamy do buteleczki z roll-onem (moją kupiłam na Allegro). Olejkiem smarujemy nadgarstki i skórę za uszami zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy ukoić zmysły. W tym, jak najbardziej, także przed snem.



Lawendowo-bergamotowy spray


Czyli lawendowa klasyka! Takim sprayem zraszamy sypialnię na chwilę przed snem lub zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy się wyciszyć. Lawenda zacznie czynić swoją magię wokół nas, a dodatek bergamotki sprawi, że powróci nam dobry nastrój, a łóżko stanie się przytulną przyjemnością.

Mój spray zrobiłam w całości na wódce, a w niej niestety nie połączą się dokładnie olejki eteryczne. Trzeba będzie przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczką. Lepiej zadziała tutaj spirytus. Znam też sporo przepisów z użyciem wody, najlepiej destylowanej, w proporcjach pół na pół z alkoholem. Wtedy jednak nie dodawajcie na wszelki wypadek gałązki lawendy.

Składniki:

  • 100 ml wódki
  • 40 kropelek olejku lawendowego
  • 40 kropelek olejku bergamotowego
  • opcjonalnie na ozdobę gałązka lawendy

Do buteleczki z atomizerem wkładamy gałązkę i wlewamy olejki. Jak wspominałam powyżej, przed każdym użyciem należy sprayem wstrząsnąć.


Nasze dzisiejsze kosmetyki są ogólnie bardzo łagodne i bezpieczne, należy jednak się z nimi wstrzymać na wszelki wypadek w pierwszym trymestrze ciąży. Zarówno olejek, jak i spray wytrzymają bardzo długo, jeżeli zapewnimy odpowiednią higienę przy ich tworzeniu i przechowywaniu. Po dłuższym czasie mogą jednak ulotnić się olejki.


Rozjaśniające umysł pachnące zawieszki do samochodu

Jak tam stoicie z prezentami? Macie już wszystkie? A może brakuje Wam pomysłów na coś niedużego, ale od serca, dla kogoś bardzo bliskiego? Na coś cudownie praktycznego, a jednocześnie tworzonego z miłością i radością?

Spieszę z ratunkiem!

Mam dla Was pomysł na idealny prezent dla każdego kierowcy! A już na pewno dla takiego, który czasem wybiera się w dalsze trasy!

Wykorzystamy dzisiaj moc olejków eterycznych, moc aromaterapii i stworzymy urocze zawieszki rozjaśniające umysł w czasie jazdy samochodem, wzmagające koncentrację, dodające energii i pobudzające!



Jak to działa?

Ja zrobiłam serduszka i księżyce – jeden wisi od jakiegoś czasu u mnie w samochodzie. Ale kształt zawieszek zależy od Waszej fantazji. Jest to po prostu masa solna, czyli coś naprawdę prostego, ale może pokusicie się o nieco trudniejsze zawieszki gliniane czy ceramiczne? Chodzi o to, że mają one stać się nośnikiem dla olejków eterycznych!

Taką zawieszkę zawieszamy na lusterku w samochodzie. Ma tam się kiwać i się bujać i pięknie wyglądać. A kiedy ruszamy w trasę, sięgamy po tę niebieską buteleczkę i nakładamy dobrych kilka kropelek naszego magicznego olejku na zawieszkę. On w nią wsiąka, ale kiedy tak ta się kiwa i buja, to rozprowadza tenże olejek po całym samochodzie, uwalniając jego moce.

W buteleczce znajduje się mieszanina olejków, które cudownie sprawdzają się w podróży. Poniżej znajdziecie przepis na moją mieszankę, ale możecie także po prostu zakupić olejki osobno, podarować je jako pełne buteleczki i stosować samodzielnie lub mieszać w trakcie nakładania na zawieszkę. Warto znaleźć taką kompozycję, która jednocześnie działa pobudzająco i bardzo nam się podoba!



Sięgnijcie tutaj po następujące olejki:

  • rozmaryn – to ten najważniejszy i najpopularniejszy. Rozjaśnia umysł, stymuluje pracę mózgu i znacząco wzmaga koncentrację. Ma charakterystyczny zapach, który trzeba polubić, ale naprawdę warto! Jest silnym antyseptykiem i wzmaga odporność, działa też przeciwwirusowo (jak wiele innych olejków), co jest niezwykle ważne w tych czasach.
  • miętowy – działa pobudzająco i orzeźwiająco.
  • bazylia – ma podobne działanie do rozmarynu, a jednocześnie działa rozluźniająco i antystresowo.
  • cytrusy – cudownie, niemal magicznie dodają energii i chęci do działania. Pobudzają i zamieniają znużenie w konstruktywne, pozytywne nastawienie. Są silnymi antydepresantami, poprawią nastrój, redukują stres. A co ważne – w zasadzie wszyscy lubią te zapachy, są też bardzo bezpieczne, doskonale więc uzupełnią nasze stymulujące mieszanki. Stawiamy tu zwłaszcza na
    • pomarańczę
    • cytrynę
    • mandarynkę
    • grejpfrut
    • limonkę
  • eukaliptus – olejek o trudnym zapachu, kojarzonym raczej z udrażnianiem górnych dróg oddechowych, ale pomaga także przezwyciężyć zmęczenie psychiczne i naturalne w jego konsekwencji spowolnienie w ruchach i myślach. Pozwala zachować czujność na drodze.


UWAGA Przy używaniu naszej mieszaniny olejków pamiętajcie o kilku ważnych zasadach. Olejek nakładamy na zawieszkę, około 10 kropelek, natomiast nigdy nie na skórę. Ewentualnie można nałożyć go w niewielkich ilościach na inne elementy wnętrza samochodu. Kiedy przestajemy go czuć, można dołożyć kolejne kropelki.

Mieszanki nie stosujemy, jeżeli przewozimy dzieci poniżej 3 roku życia. W przypadku obecności starszych, stosujemy ją z dużym umiarem. Warto także wstrzymać się w obecności kobiet w ciąży.

Jeżeli zapach mieszaniny wydaje Wam się nieprzyjemny, a wręcz rozdrażniający – nie używajcie go. Nie ma co się męczyć, organizm jasno wyraził swój sprzeciw. Polecam wtedy próbować olejków pojedynczo i mieszać te zapachy, które sprawiają Wam przyjemność, a jednocześnie działają stymulująco.

Jeżeli olejek Wam się wyleje w samochodzie, wyjdźcie z niego i pozostawcie otwarte okna. Choć jeszcze długo będzie pachniało 🙂

Niemniej jednak – bardzo polecam!



Moja aromaterapeutyczna mieszanka do samochodu


na buteleczkę 10 ml

  • 3 ml olejku rozmarynowego
  • 2 ml olejku pomarańczowego
  • 2 ml olejku grejpfrutowego
  • 2 ml olejku limonkowego
  • 1 ml olejku bazyliowego

Olejki przelewamy do buteleczki, lekko nią zakręcamy, aby się wszystko połączyło. Buteleczkę przechowujemy w ciemnym, nie gorącym miejscu.


Zawieszki z masy solnej

  • pół szklanki mąki
  • pół szklanki soli
  • nieduża ilość wody
  • polecam towarzystwo dziecka, które chętnie zajmie się nadmiarem masy

W misce łączymy mąkę i sól i dodajemy po trochu nieduże ilości wody. Ugniatamy ciasto, aż stanie się elastyczne. Ciasto rozwałkowujemy na grubość około 3-4 mm i wykrawamy z niego ulubione kształty za pomocą foremek do pierników. Nie zapominamy o dziurkach – moje wykroiłam papierowymi rurkami.

Kształty przekładamy na blachę wyłożona papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego na 50-60 stopni. Dobrze, aby posiedziały w nim dobrych kilka godzin. Co jakiś czas, warto je obrócić na drugą stronę – zdarza się, choć mi się teraz nie zdarzyło, że zawijają się końce kształtów.

Gotowe zawieszki możemy delikatnie udekorować np. pisakiem lub farbkami, pozostawiając wolną dolną połowę na aplikacje olejku.

Wybrane zawieszki z olejkiem lub olejkami pakujemy jak najpiękniejszy zestaw prezentowy.


Kremowe ciasteczka kąpielowe

Co powiecie na pachnącą kąpiel, która zadziała jak łagodzący plaster na naszą zimową,wymagającą, szorstką i poszarzałą skórę? Jednocześnie ukoi zmysły i ciało. Bajka? Nie! Zrobimy dzisiaj bowiem świąteczne kremowe ciasteczka do kąpieli!

Przyznajcie, że wyglądają apetycznie! Bo nie tylko pierniczki można teraz tworzyć i dekorować! Takie kąpielowe ciasteczka tym bardziej!



Co to jest dokładnie? Po angielsku nazywają to bath melts czyli dodatki kąpielowe składające się z odżywczych masełek, które roztapiają się pod wpływem ciepła wody zamieniając kąpiel w prawdziwie odżywczy i aromaterapeutyczny zabieg! Są nośnikami olejków eterycznych oraz prawdziwą bombą nawilżająco-pielęgnacyjną.

Warto tylko uważać, aby nie dodawać do kąpieli za dużo takich dodatków, bo woda stanie się po prostu zbyt tłusta. Masełka w dużej ilości będą się osadzać na skórze i wannie, co nie jest przyjemne i ciężko potem siebie i tęże wannę domyć. Dodajemy więc naszych ciasteczek naprawdę nie dużo – na jedną kąpiel 1/4-1/3 takich krążków i cieszymy się kąpielą!



Ciasteczka są dwukolorowe, dzięki naturalnym składnikom, które same w sobie mają silne właściwości pielęgnacyjne. I tak – odżywczą kąpiel morską zapewni nam dodatek zielonej spiruliny! Tutaj wykorzystałam spirulinę Rosa. Panna Poranna, o której pisze twórczyni markie: Spirulina Platensis to szmaragdowozielona mikroalga, posiadająca wspaniałe właściwości. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Bogata w wiele cennych składników była ceniona już przez Rzymian. Obecnie nazywana jest “mlekiem Matki Ziemi” ze względu na bardzo duże stężenie kwasu  gamma-linolenowego (GLA). Jest także bogatym źródłem witamin z grupy B oraz witamin, A, E i minerałów potas, wapń, magnez, cynk, selen, fosfor.



Natomiast do tych pierniczkowo-ciemniejszych ciasteczek wykorzystałam czerwoną glinkę z Ecoflores, o której tak wyczytamy na stronie: swój kolor zawdzięcza dużej zawartości tlenku żelaza. Jest doskonałą propozycją dla osób borykających się  z pękającymi naczynkami krwionośnymi, trądzikiem różowatym czy wrażliwością skóry objawiającą się zaczerwieniem i rozszerzeniem naczynek.  Glinka czerwona ma właściwości oczyszczające, łagodzące i pielęgnacyjne. Doskonale usuwa ze skóry zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Jest polecana osobom o cerze wrażliwej ale również skłonnej do zanieczyszczeń. Sprawia, że skóra staje się gładka, oczyszczona i odświeżona.

Oczywiście w kąpieli nie będą to znaczące ilości pielęgnacyjne, ale zawsze warto o ten dodatkowy aspekt zadbać!

Dodam jeszcze, że moje ciasteczka mają relaksująco-energetyczny zapach, co oznacza, że po kąpieli z nimi wyjdziecie cudownie odświeżeni z przepełnionym radością umysłem! Znajduje się w nich bowiem olejek lawendowy i pomarańczowy! Pachną cudownie!



Kremowe ciasteczka kąpielowe


Składniki / na 12 sztuk (6 zielonych, 6 brązowych):

Warstwa brązowa z glinką

  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 1 łyżeczka czerwonej glinki / ok. 4 g (Ecoflores)
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej / ok. 5 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa zielona ze spiruliną

  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 1 łyżeczka spiruliny/ ok. 2 g (Rosa. Panna Poranna)
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej / ok. 5 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa biała

  • 150 g masła shea rafinowanego
  • 45 g wosku pszczelego bielonego
  • 2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej / ok. 10 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego
  • 60 kropelek olejku lawendowego

Opcjonalnie – cukrowe posypki do dekoracji. Moje Sprinkles Holly Mix i Gingerbread Boy marki Wilton.

Foremki silikonowe na muffinki.



Rozkładamy 12 foremek silikonowych. W zlewce lub ceramicznym kubeczku roztapiamy masło shea i wosk na warstwę brązową (w kąpieli wodnej lub mikrofali). Kiedy będą płynne, dosypujemy skrobię i glinkę, dolewamy olejek eteryczny i dokładnie mieszamy tak, aby nie było grudek. Przelewamy po równo do 6 foremek.

Tak samo robimy z warstwą zieloną – tylko zamiast glinki dodajemy spirulinę i rozlewamy do pozostałych foremek. Odkładamy je na 20 minut, aż lekko zastygną.

W między czasie roztapiamy masło shea i wosk na warstwę białą, dodajemy olejki eteryczne i skrobię, mieszamy i odkładamy do lodówki – musi lekko ostygnąć, aby nie rozpuścić kolorowych warstw. Będzie gotowe, kiedy od spodu zacznie lekko mętnieć, czyli zastygać. Można też leciutko je dotknąć – powinno mieć temperaturę pokojową.

Kiedy warstwy kolorowe lekko stwardnieją, nożykiem lub patyczkiem drewnianym rysujemy delikatnie na ich powierzchni kilka poziomych i pionowych linii. Dzięki temu dobrze połączą nam się z warstwą białą. Tę ostatnią wylewamy po równo do foremek i odstawiamy na godzinę do stwardnienia. Przed wyciągnięciem z foremek warto włożyć je na chwilę do lodówki.

Gotowe ciasteczka możemy ozdobić posypkami cukrowymi. Aby to zrobić podgrzewamy leciutko zapalniczką miejsce, które chcemy udekorować, aż masełka się roztopią, tworząc swoisty klej. Przykładamy w to miejsce posypkę i dociskamy. Po chwili będzie się dobrze trzymać.

Ciasteczka najlepiej podarować i przechowywać w szczelnym słoiku – dbamy o to, aby nie dostała się do nich w łazience wilgoć.

Do wanny z ciepłą wodą wrzucamy 1/3-1/4 takiego ciasteczka.



Na koniec same nasze tegoroczne pierniczki!


Czekoladowo-pomarańczowe mleczko do kąpieli

To jedne z tych pomysłów z cyklu o-jeju-jakie-to-proste, a jednocześnie o- -jeju-jakie-to-super! To jeden z tych pomysłów, które zrobicie sami w chwilkę, abo z dziećmi podczas zabawy, albo nawet dzieci mogą zrobić same dla swoich przyjaciół.

A jak już zrobicie to… znowuż – o jeju! Jaka to przyjemna czekoladowo-mleczna kąpiel o energetyzującym zapachu pomarańczy!

Takie bowiem połączenie mleka i kakao wraz z olejkiem morelowym ma cudowne właściwości pielęgnacyjne dla skóry. Odżywia ją, koi i regeneruje. Różowa sól himalajska, która tutaj wygląda jak małe landrynki, cudownie sprawdza się jako sól do kąpieli, a olejek pomarańczowy orzeźwia, koi nerwy i dodaje energii.

No, a poza tym, przyznajcie – czyż nie są to urocze świąteczne prezenty? A już na pewno – genialne umilacze okresu gwiazdkowych przygotowań 🙂


Czekoladowo-pomarańczowe mleczko do kąpieli


Składniki:

  • 200 g mleka w proszku
  • 30 g dobrego ciemnego kakao
  • 250 g różowej soli himalajskiej
  • 2 łyżki oleju z pestek moreli (lub innego ulubionego)
  • 40 kropelek olejku pomarańczowego

W misce mieszamy mleko w proszku z kakao, tak, aby było jak najmniej grudek. W osobnej miseczce mieszamy sól, olej i olejek pomarańczowy. Do czystego, szklanego pojemniczka (buteleczki, słoika) przekładamy obie mieszaniny – 2/3 pojemniczka mleka i 1/3 pojemnika soli.

Taka ilość wystarczy na 3-4 kąpiele. A także na 3 szklane buteleczki ze zdjęć, które znalazłam w sklepie Tedi. Spokojnie jednak możecie tutaj wykorzystać słoiczki na przykład po konfiturach lub pojemniczki kosmetyczne.

Kosmetyk może stać długo pod warunkiem, że do środka nie dostanie się wilgoć, a przygotowany został w higienicznych warunkach. Niemniej jednak polecam kierować się tutaj datą do spożycia mleka w proszku. Uprzedzam też, że nadmiar olejku z soli może lekko przenikać w mleczko, tworząc ciemniejsze jakby plamki, ale to nic nie szkodzi.

Przed użyciem można wymieszać sól z mleczkiem.


Facebook