Co powiecie na glicerynowe mydełko, przez które prześwituje tropikalne słońce?
Czyli znowuż sięgamy do mojej książki Cukiernia kosmetyczna i odkrywamy kolejny słodki przepis!
Tym razem zrobimy mydełka w kształcie lodów! Najlepsze! I to jeszcze takie totalnie wakacyjne!
Mydlane lody tropikalne
Składniki:
250 g transparentnej glicerynowej bazy mydlanej
ok 40 kropelek olejku o zapachu owoców tropikalnych
3-4 krople żółtego barwnika do mydeł
3-4 krople pomarańczowego barwnika do mydeł
patyczki do lodów
Przygotowujemy mydlane pomarańcze. Roztapiamy w kąpieli wodnej 50 g bazy. Ściągamy z ognia, dodajemy pomarańczowy barwnik, mieszamy i przelewamy do 4 foremek silikonowych w kształcie pomarańczy. Po chwili stwardnieją.
Po jednym plasterku pomarańczy przekładamy od razu do dwóch foremek na lody. Roztapiamy pozostałą bazę. Do płynnej dolewamy żółty barwnik i olejek zapachowy i kiedy lekko się ostudzi przelewamy ją do foremek. Kiedy stanie się gęsta, powoli wkładamy pozostałe pomarańcze oraz patyczki, które przytrzymujemy palcami lub za pomocą poziomo ustawionych wykałaczek, aż mydła stwardnieją. Wtedy odstawiamy je na około godzinę. Przed wyciągnięciem z foremek warto włożyć je na chwilę do zamrażalnika i podważyć nożem.
Lodami myjemy się jak standardowym mydłem.
Powstają: 2 lodowe mydła Czas przygotowania: 30 minut + 1 godzina na stwardnienie
Rozkwitamy tej wiosny, prawda? Budzimy się razem z przyrodą. Piękniejemy!
Postanowiłam więc zaserwować Wam kilka magicznych sztuczek pielęgnacyjnych. Abyśmy mogły zachwycać się swoim obliczem w lustrze, uśmiechać się do niego, głaskać się po twarzy i rozpocząć nowy sezon z cudowną energią.
Tak więc zaprosiłam do Lili – Rosę! A dokładniej markę Rosa. Panna Poranna!
Po drugie, Rosa to magia, prawda? No i jest to dla mnie marka szczególnie ważna, bo stworzyłam jej identyfikację wizualną i projekty wszystkich etykiet. Traktuję ją więc jak moje małe dziecko. I za każdym razem i sama się zachwycam, bo lubię zwyczajnie te opakowania.
No, a o ile ja zadbałam o to, żeby magię było czuć na zewnątrz, to Monika – właścicielka maraki – dba o to co najistotniejsze – o zawartość! Mamy więc ogromny wachlarz olejków, masełek i niesamowitych hydrolatów z różnorakich roślin, owoców i kwiatów! Są też czyste peelingi z pestek i pyłu bursztynowego. I są urocze masełka do noszenia w torebce, zawsze pod ręką.
Mam więc dziś dla Was trzy/cztery pomysły na to, jak to wszystko połączyć w spójną całość. W wiosenny rytuał pielęgnacyjny, który pozwoli cerze odetchnąć po zimie i nabrać siły do ciepełka. Połączymy coś niecoś w pary i stworzymy kosmetyki niemal genialne w swej prostocie i działaniu.
Potem to już tylko to głaskanie po twarzy i uśmiechanie do lustra pozostanie!
Wiec co mówię – wszystko już przetestowane porządnie!
Demakijaż Wiśnia / Piwonia
Och, żeby oczyszczanie skóry zamienić w tak cudownie pachnące przeżycie! Bo ten hydrolat z kwiatów piwonii pachnie obłędnie! No, ten bzowy, o którym zaraz, to jeszcze obłędniej. Ale piwonia też cudowna! Oczyszczajmy więc skórę piwonią połączoną z mocą pestek wiśni!
A jest to naprawdę bardzo prosta sztuczka, która pozwala w jedną chwilę wyczarować dwufazowy płyn do demakijażu. Wystarczy na wacik kosmetyczny nalać
jedną pipetkę olejku z pestek wiśni
i kilka razy spryskać go hydrolatem z piwonii – tak, aby był odpowiednio wilgotny.
Takim wacikiem oczyszczamy skórę. Jest to połączenie bardzo skuteczne, ale i łagodne. Skóra przy tym pozostaje miękka i od razu nawilżona i odżywiona.
Polecam stosować po przyjściu do domu – na odświeżenie. Lub jako początek naszego wiosennego rytuału!
Peeling Bursztyn / Róża
Myślę, że spokojnie można to połączenie traktować jako luksusowe! Cudownie energetyzująca dawka pomarańczowej energii! Pełnej słońca i witaminy C. Te drobinki bursztynowe wprost hipnotyzują. Jestem nimi zauroczona od samego początku. Uwielbiam zresztą całą morską serię – to chyba moja ulubiona w Rosie. Ogromną przyjemność sprawiło mi tworzenie do niej etykiet. Choć seria różana też jest wspaniała!
A tutaj postanowiłam te dwa światy połączyć! Zakląć je w rytuał piękności!
Bazą naszego peelingu jest
łyżeczka bursztynowego pyłku
i łyżeczka oleju z dzikiej róży
Mieszamy je razem w małej miseczce. Jak już mamy gotową bazę, łączymy ją z ulubionym żelem do mycia twarzy lub mleczkiem do demakijażu. Dodajemy mniej więcej łyżeczkę kosmetyku – aby całość miała taką pół lejącą konsystencję, którą łatwo nałożyć na twarz. Buzię zwilżamy wodą i masujemy skórę mieszanką przez kilka dłuższych chwil. Cieszymy się tym łagodnym dotykiem, lekkim masażem, pobudzamy krążenie i delikatnie usuwamy zimowe niedoskonałości. Pozwalamy bursztynowi oczyścić twarz i umysł, a dzikiej róży rozświetlić i odżywić skórę.
Zmywamy letnią wodą i gładzimy mięciutką skórę w zachwycie!
Maska cytrynowa
Na koniec nakładamy opaskę na włosy, żeby nam nie przeszkadzały i wyciągamy z szafki zapas ulubionej glinki! Ja polecam tę najłagodniejszą – białą. To ją łączę z kolejnym olejkowym cudem – olejem z pestek cytryn. Do tego od siebie dodaję jeszcze odrobinę kwasu hialuronowego i znowuż – jeden z hydrolatów. Maska świetnie odżywia, rozjaśnia i nawilża skórę, a dzięki glince także lekko matuje. Pozwala się skórze regenerować i wysusza niedoskonałości.
Bazą naszej maski jest
łyżeczka białej glinki
łyżeczka olejku z pestek cytryn
Kiedy połączymy dobrze bazę, musimy ją jeszcze odpowiednio nawilżyć – aby maska miała konsystencję gęstej pasty, która łatwo rozprowadza się na skórze. Ja dodaję jeszcze łyżeczkę kwasu hialuronowego i 1-2 łyżeczki hydrolatu. Jeśli nie macie takich składników, dobrze sprawdzi się też po prostu woda lub napar np. z rumianku lub zielonej herbaty.
Maskę rozprowadzamy na buzi i trzymamy ją tak 15-20 minut. Ważne, aby nie doprowadzić do zaschnięcia glinki. Jeśli czujemy, że nam wysycha, spryskujemy ją hydrolatem!
Na koniec gwiazda, która zasługuje na osobny akapit 🙂
Hydrolat z kwiatów bzu (tak, tak – lilaka) to mój najulubieńszy z hydrolatów. Pachnie bowiem – a jakże -bzem! Stosowanie go jest więc przeżyciem samym w sobie. Wiosennym, słonecznym odświeżeniem! Uwielbiam!
Polecam więc zastosowanie bzu na koniec naszego wiosennego rytuału! Odświeżmy nim cerę i nałóżmy lekki krem nawilżający!
A potem spryskujmy się tym bzem kiedy nam się żywnie podoba!
Jak Wam się spodobał mój pomysł na wiosenny rytuał pielęgnacyjny?
Albo inaczej – fajne, te moje magiczne naturalne sztuczki, co?
Bo każdą z nich możecie stosować osobno, albo dowolnie je łączyć. I to jest w tym najlepsze! Sięgacie po super produkty/półprodukty Rosa. Panna Poranna i same tworzycie tę magię! Łączycie je według uznania, ciesząc się możliwościami, jakie dają i rezultatami na skórze.
Pozostaje nam już tylko się sobą zachwycać!
I etykietami Rosy też of kors! :p
Nie umiem powiedzieć, czy to jest współpraca reklamowa 🙂 Sama Rosę zaprosiłam, bo ją lubię bardzo 🙂
Komu przeszkadza suchość warg i skórki? A może po prostu chcielibyście na co dzień mieć mięciutkie, odżywione usteczka, które tylko proszą się o całusy?
Mam dzisiaj dla Was bardzo prosty, a GENIALNY pomysł na domowy bardzo malinowy scrub do ust.
Scrub nie tylko wygląda apetycznie (tutaj na zdjęciu, zaraz po zmieszaniu, wygląda jak konfitura malinowa), ale wspaniale pielęgnuje usta. Sięgamy po kiedy czujemy taką potrzebę, nakładamy trochę na palec, potem masujemy nim usta i ich okolice, a następnie zmywamy całość wodą. Wargi i skóra dookoła nich stają się naprawdę mięciutkie, gładkie i nawilżone. A najlepsze jest to, że resztki można spokojnie z tych ust zlizać – poczujemy po prostu maliny w cukrze!
Bo to właśnie cukier jest tutaj naszą peelingującą bazą. Dodałam do niego mega odżywcze masełko shea i odrobinę wosku pszczelego. Całość uzupełnił malinowy pył! Cudownie różowo-czerwony, kwaskowaty symbol letnich wieczorów. Skąd wzięłam taki pył? To maliny liofilizowane, które bez problemu dostaniecie w marketach. Zmiksowałam je w blenderze. Ot, i cała trudność. A efekt? Raz jeszcze – cudny!
Bardzo malinowy scrub do ust
Składniki na dwa słoiczki 15 ml:
łyżka/mała garstka malin liofilizowanych
łyżka masła shea rafinowanego
odrobina wosku pszczelego (użyłam 4-5 „ziarenek” wosku bielonego – jest on sprzedawany właśnie w takiej formie. Możecie jednak także wykorzystać ten żółty, świeży)
4 łyżeczki białego cukru
Maliny przekładamy do blendera i miksujemy na malinowy pył.
W kąpieli wodnej, w szklanej lub ceramicznej miseczce / zlewce roztapiamy masło shea i wosk. Kiedy będą już płynne, ściągamy je z ognia, dosypujemy cukier i dwie łyżeczki malinowego pyłku. Całość dokładnie mieszamy. Nasz scrub zaraz po mieszaniu ma konsystencję i wygląd konfitury malinowej. Po odstawieniu nieco stwardnieje, ale będzie się pięknie roztapiał na ustach.
Scrubem masujemy usta i skórę wokół nich przez kilka chwil. Całość zmywamy wodą, osuszamy ręcznikiem lub resztki… zlizujemy! Usta stają się gładkie, miękkie i odżywione.
Przechowujemy w suchym miejscu i pamiętamy, aby dokładnie zamykać słoiczek po każdym użyciu.
Zaczął się nam oto kolejny już rok, w którym zapraszam Was do zorganizowania w Waszych firmach, instytucjach czy grupach przyjaciół najfajniejszych warsztatów słodyczy kosmetycznych i kosmetyków naturalnych!
A będzie to już od początku mojej warsztatowej działalności jakoś… 15 lat. Jak ten cza spłynie! A ja wciąż odnajduję tak wiele radości z przyjeżdżania do Was i wspólnej twórczej pracy! Bo zawsze jest wesoło, kreatywnie i inspirująco. Zawsze poznajemy masę ciekawostek ze świata naturalnej pielęgnacji, porad do stosowania na co dzień i… siebie nawzajem. Zanurzamy się w świecie zapachów i czasami naprawdę prostych składników, które każdy posiada we własnej kuchni. No i czarujemy! Tworzymy własne kosmetyczne cuda, dopasowujemy je do naszych preferencji, uczymy się i rozpoczynamy nową przygodę.
A ja Wam w niej towarzyszę!
Czym one są?
To moje autorskie warsztaty, które prowadzę już, jak wspomniałam powyżej, od 15 lat. Specjalizuję się wsłodyczach kosmetycznych czyli kosmetykach, które wyglądają jak słodycze lub składają się ze słodkich składników. Mam też liczne programy skupiające się na naturalnej pielęgnacji oraz proponuję warsztaty tematyczne np. świąteczne, afrodyzujące, oparte na piwie, azjatyckie itp.
Warsztaty to wspaniały, wesoły, kreatywny czas, który pozwala na integrację w swobodnej i twórczej atmosferze. Moje uczestniczki twierdzą, że to najwspanialsze warsztaty, w jakich uczestniczyły. Odnajdą się tu także panowie, którzy zawsze się rozkręcają. Mamy też specjalne propozycje dla rodzin i dzieci.
Każdy warsztat to spora dawka praktycznej wiedzy i ciekawostek ze świata naturalnej pielęgnacji, aromaterapii i ziołolecznictwa. To porady do wykorzystania na co dzień i life hacki, które w naturalny sposób wspierają nasz organizm. To także oczywiście tworzenie własnych kosmetyków, które każdy uczestnik dopasowuje do swoich potrzeb i preferencji. Jest kolorowo, inspirująco i pachnąco!
Jak zorganizować warsztaty?
Dojeżdżamy do Was na terenie całego kraju – tam gdzie organizujecie spotkanie integracyjne, event, piknik itp. Dopasowujemy się do potrzeb eventu i wielkości grup. Oferujemy standardowe warsztaty 2-godzinne, ale także na przykład otwarte stoiska warsztatowe czy serie krótkich warsztatów. Polecamy się i na kameralne integracje firmowe i na atrakcję w galeriach handlowych.
w mailu opisz swój pomysł lub planowany event. Koniecznie podaj lokalizację warsztatów. Istotne informacje to także ilość uczestników, czas warsztatów i ewentualne specjalne wymagania. Nasze standardowe warsztaty trwają 2 godziny, ale oferujemy także wszelkie inne formy – króciutkie warsztaty, stoiska warsztatowe czy dłuższe spotkania.
w niedługim czasie odeślę ofertę z dokładnymi kosztami i proponowanymi programami warsztatów. Każda wycena dopasowana jest do konkretnego zapytania i zależy od wielu czynników, jak choćby dojazd, konieczność nocowania czy niezbędna ilość osób do obsługi.
pamiętaj, że wszelkie formalności musimy ustalić wcześniej – najlepiej maksymalnie dwa tygodnie przed eventem. Dzięki temu możemy odpowiednio przygotować wszelkie niezbędne akcesoria i materiały.
Chcesz podejrzeć nasze realizacje? Znajdziesz je z w wyróżnionych relacjach „Warsztaty” na Instagramie – TUTAJ!
Tak się zastanawiam czy to nie jest aby najlepszy z peellingów, które w swojej kosmetycznej karierze zrobiłam…
Jest bowiem totalnie rozkoszny! Całkowicie rozpieszczający. Kojący zmysły i… o jeju… pozostawiający skórę tak cudownie gładziutką, mięciutką i pachnącą!
Czego potrzeba nam przed Świętami?
Chwili spokoju, prawda!
Proponuję więc dzisiaj krótką krzątaninę w kuchni, a potem małą ucieczkę do łazienki. Zamykamy się, sięgamy po nasze własnoręcznie przygotowane ekspresowo cudo i działamy.
Bo kiedy skóra tak odżywa, to i w głowie przyjemniej, radośniej. A te zapachy! Mmmm!
Przygotowanie peelingu jest naprawdę bardzo proste. To kilka totalnie zwyczajnych kuchennych składników, ale połączone razem, tworzą kosmetyczną magię. Naszą bazą jest kilka świeżych śliwek. Uwielbiam peelingi na świeżych owocach. Trzeba je wprawdzie zużyć szybko, ale dodają genialnej energii w nasz pielęgnacyjny rytuał. Sok robi swoje – mamy więc dodatkowy efekt peelingujący.
Peeling wzbogaciłam także dosyć sporą ilością cynamonu i imbiru. One to nadają świąteczny rozpieszczający zapach, ale też pobudzają skórę do regeneracji, rozgrzewają, wzmagają krążenie. Tylko jedna uwaga – nie używamy takich przypraw w przypadku skóry bardzo wrażliwej, podrażnionej, skłonnej do żylaków, mocno unaczynionej.
Równie ważnym składnikiem jest tu także olej lniany. To nasze na nowo odkrywane dobro narodowe, które coraz chętniej spożywamy dla sporej ilości kwasów omega 3. Ja dzisiaj zachęcam do zastosowania go na skórze. Wspaniale wygładza, odżywia i zamyka wilgoć.
To co? Robimy nasz peeling?
Rozpieszczający peeling do ciała DIY korzenna śliwka
Składniki:
ok 150 g świeżych śliwek
350-400 g cukru
30 ml oleju lnianego
2 duże łyżki cynamonu
1 łyżka imbiru mielonego
Śliwki myjemy, wyciągamy pestki i miksujemy w blenderze. Wszystkie składniki mieszamy. Możemy modyfikować ilość cukru – jeśli peeling będzie zbyt lejący, dodajemy go więcej.
Ostateczną konsystencję dopasujcie do własnych preferencji.
Peeling powinien wystarczyć na dwa użycia. Przechowujemy go w lodówce 2-3 dni.
Peelingiem masujemy ciało w kąpieli lub pod prysznicem. Spłukujemy ciepłą wodą i cieszymy się gładkością skóry.
Raz jeszcze – nie używamy przypraw w przypadku skóry bardzo wrażliwej, podrażnionej, skłonnej do żylaków, mocno unaczynionej.
Pora na kolejną porcję przepisów na najwspanialsze musujące kąpielowe lili babeczki!
Dla tych, którzy nie wiedzą co to – jest to inna forma kuli do kąpieli. Taka… słodsza. Babeczki to takie moje małe musujące dzieci. Pochodzą z książki Cukiernia kosmetyczna, której nakład niestety jest już wyczerpany.
Wcześniejsze cztery przepisy na takie babeczki DIY znajdziecie TUTAJ.
A tymczasem zaczynamy od babeczek gwiazdkowych! W końcu zaraz Święta!
Babeczka kąpielowa gwiazdkowa
Musująca babeczka kąpielowa ma przytulny pomarańczowo-piernikowy zapach. Wspaniale roznieca ciepłą atmosferę Świąt, a i idealnie nadaje się na własnoręcznie przygotowany prezent dla bliskiej osoby.
Składniki:
90 g sody oczyszczonej
45 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 ml / 20 g roztopionego masła kakaowego
woda w spryskiwaczu
5-7 g przyprawy do piernika
40 kropelek olejku pomarańczowego
5 kropelek olejku cynamonowego
5 kropelek olejku goździkowego
kandyzowana skórka pomarańczy
Dzień przed przygotowaniem babeczek wykonujemy gwiazdki. Mieszamy 10 g sody, 5 g kwasku i tyle przyprawy piernikowej, aż uzyskamy lekko brązowy kolor. Masę spryskujemy wodą z butelki z atomizerem, aż stanie się lekko wilgotna (jak niżej opisane babeczki). Przekładamy ją do dwóch małych foremek na czekoladowe pralinki w kształcie gwiazdek. Odkładamy na noc do stwardnienia.
Nazajutrz przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Na ich dnie układamy pośrodku piernikową gwiazdkę, a pomiędzy jej ramionami kawałeczki karmelizowanej skórki pomarańczowej.
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię i sól, dolewamy do tego roztopione w kąpieli wodnej masło kakaowe oraz olejki eteryczne, całość dokładnie mieszamy. ¼ mieszaniny przekładamy do mniejszej miseczki i odkładamy na chwilę. Pozostałą masę mieszamy ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Nawilżamy ją, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Gotową masę przekładamy po równo do foremek. Najpierw na spód sypiemy małą jej ilość i dociskamy palcami, aby gwiazdki i skórka pomarańczy pozostały na swoim miejscu. Następnie dodajemy resztę, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi.
Sięgamy po mniejszą miseczkę, dosypujemy do niej pozostałą przyprawę do piernika – ma przybrać podobny kolor do gwiazdki. Przygotowujemy ciasto w taki sam sposób, jak powyżej. Wypełniamy nim pozostałe w foremkach miejsce. Całość dokładnie dociskamy i wyrównujemy. Jeśli zbyt duża ilość wody sprawi, że babeczki zaczną rosnąć, cierpliwie ugniatamy je w foremkach, aż przestaną. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą.
Pomysł
Zapakuj babeczkę w celofan lub w brązowy papier i przewiąż wstążką. Tak przygotowany prezent postaw pod choinką.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 30 minut + 2 dni na stwardnienie
Przechowuj: 6 miesięcy w suchym miejscu
Babeczka kąpielowa serniczek truskawkowy
Musujące babeczki do kąpieli z dodatkiem brązowego cukru, o smakowitym zapachu truskawkowego serniczka.
Składniki:
80 g sody oczyszczonej
40 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 ml / 20 g roztopionego masła kakaowego
woda w spryskiwaczu
10 g cukru trzcinowego
10 kropelek czerwonego barwnika do mydeł
8 kropelek żółtego barwnika do mydeł
45 kropelek olejku o zapachu truskawkowego serniczkach (lub połącz olejki o zapachu truskawki i wanilii)
Przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Na ich dno sypiemy równomiernie brązowy cukier.
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię i sól, dolewamy do tego roztopione w kąpieli wodnej masło kakaowe i olejek zapachowy. ¼ mieszaniny przekładamy do mniejszej miseczki i odkładamy na chwilę. Do pozostałej masy dolewamy czerwony barwnik. Mieszamy całość ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Masę nawilżamy, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Gotową masę przekładamy po równo do foremek. Na spód sypiemy małą jej ilość i dociskamy palcami, aby cukier pozostał na swoim miejscu. Następnie dodajemy resztę, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi.
Sięgamy po mniejszą miseczkę, dolewamy żółty barwnik i ponownie, jak powyżej, przygotowujemy masę. Wypełniamy nią pozostałe w foremkach miejsce. Całość dokładnie dociskamy i wyrównujemy. Jeśli zbyt duża ilość wody sprawi, że babeczki zaczną rosnąć, cierpliwie ugniatamy je w foremkach, aż przestaną. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 25 minut + 12 godzin na stwardnienie
Przechowuj: 6 miesięcy w suchym miejscu
Babeczka kąpielowa Straciatella
Popularny włoski deser wypełniony drobinkami czekolady przeniesiony do łazienki. Musujące kąpielowe doznanie dla czekoladowych łasuchów!
Składniki:
80 g sody oczyszczonej
40 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 ml / 20 g roztopionego masła kakaowego
woda w spryskiwaczu
2 kostki ciemnej czekolady
10 g startej ciemnej czekolady
40-50 kropelek olejku o zapachu czekolady
Przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Kostki czekolady kroimy na nierówne części i układamy na dnie foremek.
W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię i sól, dolewamy do tego roztopione w kąpieli wodnej masło kakaowe i olejek zapachowy. Mieszamy całość ręką, co chwilę spryskując lekko wodą. Masę nawilżamy, aż do momentu, w którym przybierze konsystencję piasku do budowania zamków – kiedy ściśniemy ją w dłoni, pozostanie w niej zwarty kształt. Ewentualne delikatne musowanie, gasimy palcami. Na samym końcu dosypujemy startą czekoladę i delikatnie mieszamy z resztą masy. Całość przekładamy po równo do foremek. Najpierw na spód sypiemy małą ilość i dociskamy palcami, aby pokrojona czekolada pozostała na swoim miejscu. Następnie dodajemy resztę, mocno utwardzamy i wyrównujemy dłońmi. Jeśli zbyt duża ilość wody sprawi, że babeczki zaczną rosnąć, cierpliwie ugniatamy je w foremkach, aż przestaną. Babeczki odkładamy na całą noc do stwardnienia. Po tym czasie, wyciągamy je z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 25 minut + 12 godzin na stwardnienie
Przechowuj: 6 miesięcy w suchym miejscu
Babeczka kąpielowa kokosowa z migdałami
Idealne połączenie czystego, świeżego oleju kokosowego z kokosowymi wiórkami i cząstkami migdałów w musującej słodyczy do kąpieli. Coś dla wielbicieli Rafaello!
Składniki:
80 g sody oczyszczonej
40 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
10 g soli morskiej drobnoziarnistej
30 g oleju kokosowego nierafinowanego bio
10 g wiórek kokosowych
2 migdały
opcjonalnie – 30 kropelek olejku o zapachu lodów kokosowych, kokosa lub marcepanu
Przygotowujemy 2 foremki na muffinki. Migdały kroimy na mniejsze, nierówne części i układamy je na dnie foremek.
Olej kokosowy roztapiamy w kąpieli wodnej. W wysokiej misce mieszamy sodę, kwasek, skrobię, sól i wiórki kokosowe, dolewamy do tego olej kokosowy i opcjonalnie – olejek zapachowy (sam olej kokosowy już nada przyjemny zapach). Całość dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Mieszaninę przekładamy do foremek, najpierw bardzo powoli, aby migdały pozostały na miejscu, następnie uzupełniamy foremki do końca. Gotowe odstawiamy do lodówki do stwardnienia na 2 godziny, po czym wyciągamy z foremek.
Sposób użycia
Po jednej babeczce wrzucamy do wanny z ciepłą wodą. W babeczce znajduje się sporo natłuszczającego oleju, jeśli więc uznamy, że jest go zbyt dużo, dzielimy babeczkę na dwie kąpiele.
Powstają: 2 babeczki
Czas przygotowania: 20 minut + 2 godziny na stwardnienie