KategoriePrzepisy na kosmetyki

Białe proszki

Dosyć często ostatnio je wykorzystuję. W głównej mierze podczas warsztatów, ale i sama chętnie czerpię z ich mocy. I nie tylko ja, bo i moi bliscy. Poznajcie cztery wyjątkowe białe proszki… Wszystkie legalne, zaręczam!

A może już je znacie? Wszak pisałam już o niektórych, a nawet publikowałam kilka proszkowych przepisów. Jeśli jednak ich nie poznajecie, bardzo polecam zaopatrzyć się w białą glinkę, tlenek cynku, mączkę owsianą i mączkę kokosową!

Jak je wykorzystać? Mam dzisiaj dla Was 4 sprawdzone przepisy na domowe kosmetyki z wykorzystaniem naszych proszkowych gwiazd!

 

BIAŁA GLINKA / KAOLIN

To moja ulubiona z glinek. W zasadzie nie używam innych, chyba, że w gotowych glinkowych maskach. Z nią bowiem tak bardzo się polubiłam, że kupuję ją dosłownie na kilogramy. No dobra… to na warsztaty, ale sporo i dla mnie pozostaje.

To najłagodniejsza z glinek, polecana osobom o nawet bardzo wrażliwej skórze. Jest niedroga i bardzo wydajna. Zawiera wapń, cynk, krzem i magnez. Uwielbiam ją za jej lekkość, zdolność matowienia przetłuszczającej się skóry, za jej właściwości ograniczające rozwój stanów zapalnych i odkażające, podsuszające wypryski i niedoskonałości. Glinka świetnie oczyszcza. W połączeniu z olejami, miodem, hydrolatem lub po prostu – z wodą, zamienia się w lekki, ale naprawdę bardzo skuteczny czyścik do każdego rodzaju cery. Absorbuje zanieczyszczenia, reguluje funkcjonowanie skóry, wygładza i pozostawia przyjemne uczucie lekkości, bez ściągnięcia, za to ze wspomnianym wcześniej – zmatowieniem.

Sama najczęściej robię sobie glinkowe czyściki do twarzy. Nawet teraz ze trzy różne stoją w mojej łazience. Chciałabym jednak zaproponować Wam dzisiaj bardzo przyjemną maseczkę z białą glinką. Będzie to maska kojąca i rozjaśniająca skórę. Polecam teraz – po lecie, ale świetnie też sprawdzi się do przywrócenia blasku skórze zmęczonej zimą.

 

Kojąco-rozjaśniająca maska z ogórkiem i białą glinką

Składniki:

  • 2 małe gruntowe ogórki (ewentualnie 1/3 dużego)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżeczki białej glinki

Ogórki obieramy i miksujemy w blenderze do uzyskania konsystencji jednolitej papki. Dodajemy sok i glinkę, mieszamy. Maskę nakładamy na twarz i/lub ciało, pozostawiamy na 15 minut i zmywamy letnią wodą.

 

 

TLENEK CYNKU

Oj, to stanowczo jeden z moich must have łazienkowych. Przydaje się często i zawsze pomaga. Jest to idealnie biały, lekki proszek – naturalny minerał pigmentowy. Zapewne każdy go zna, bo stosowany jest często w terapiach dermatologicznych, polecany na wszelkiego typu problemy skórne, ale także do pielęgnacji wrażliwej skóry niemowląt – często dodaje się go do posypek i kremów na odparzenia. Zasłynął swymi właściwościami gojącymi i przeciwzapalnymi, ale także jako mineralny filtr przeciwsłoneczny (blokuje całe spektrum UV, odbija i rozprasza światło). Ma działanie antybakteryjne, ściągające, leczy stany zapalne skóry.

Mam go więc zawsze pod ręką. Czasami nakładam jego maluteńką ilość na potrzebującą zagojenia skórę, czasami dodaję do łagodzącego pudru (przepis TUTAJ). Zazwyczaj jednak ucieram szybką i mega skuteczną pastę na niedoskonałości. Bywa to pasta z TEGO przepisu, dzisiaj jednak polecam Wam coś, co przygotujecie w kilka sekund, a sprawdzi się o niebo lepiej niż te wszystkie dostępne w aptekach maści cynkowe, pełne zapychających wypełniaczy.

 

Szybka pasta cynkowa na niedoskonałości i otarcia

Składniki:

  • 2 łyżeczki tlenku cynku
  • 3 łyżki żelu ALOESOVE

Chwila moment i lekka, łagodząca, gojąca pasta gotowa. W przepisie z linku, który wkleiłam powyżej użyłam żelu aloesowego 98%. On wymagał dodatku oleju, w przeciwnym wypadku za bardzo ściągałby skórę, a nie o to nam tu chodzi. W żelu ALOESOVE, który ostatnio często i chętnie stosuję, mamy nie tylko aloes, ale i sporo innych kojących i regenerujących składników (zobaczcie na stronie Sylveco), co czyni go idealnym nośnikiem dla naszego tlenku cynku. Oba składniki wystarczy dokładnie wymieszać. Można także na bieżąco produkować sobie taką pastę na dłoni, tuż przed użyciem. Pasta, naniesiona w niewielkiej ilości na potrzebujące partie skóry, szybko goi i regeneruje. Polecam także po depilacji.

 

MĄCZKA OWSIANA

A dokładniej – koloidalna mączka owsiana.

Ja tu może zacytuję po prostu ze strony sklepu ZielonyKlub.pl, bo ładnie tam całość opisali:

Otrzymywana jest z owsa w oparciu o opatentowany proces, który umożliwia zwiększenie biodostępności beta glukanu, co skutkuje silnym działaniem anty-aging i nawilżającym. Zwiększone jest również działanie oczyszczające i kojące.

Zawiera wiele związków bioaktywnych, szczególnie o właściwościach przeciwutleniających. Są to między innymi beta glukan, polifenole, awenantramidy, fitosterole, NNKT, witaminy E, A, D, K, witaminy z grupy B, zwłaszcza tiamina (B1), składniki mineralne (żelazo, mangan, miedź, fosfor, wapń, magnez) i inne.

Jest uniwersalnym i wszechstronnym składnikiem o sprawdzonym działaniu przeciwstarzeniowym. Posiada właściwości kojące, regeneracyjne, ochronne. Łagodzi objawy uczulenia i alergii zmniejszając swędzenie i zaczerwienienie, głównie za sprawą awenantramid, związków, które mają silne właściwości antyalergiczne, antyoksydacyjne i przeciwzapalne.

Ma naturalne działanie oczyszczające, normalizuje wytwarzanie sebum, pochłania nadmiar tłuszczu i bród ze skóry. Przywraca naturalną równowagę pH skóry. Zmniejsza utratę wody przez skórę, również zastosowana preparatach suchych. Promuje wytwarzanie kolagenu w skórze i poprawia skuteczność ochrony przed wolnymi rodnikami. W efekcie skóra jest zdrowsza i młodsza a zmarszczki ulegają wygładzeniu.

Bardzo ją lubię i często wykorzystuję. Dodawałam ją do kremów, ale najczęściej służy mi w moich pastach myjących. Co ciekawe, mączka ma działanie emulgujące. Sprawia, że kosmetyki nabierają takiej przyjemnej jedwabistej, gładkiej konsystencji. A na skórze? Cudnie oczyszcza, zmiękcza, wygładza. Można się tylko zachwycać! No… może nie pachnie najprzyjemniej, ale zawsze można pokusić się o dodatek jakiegoś olejku.

Dzisiaj zaproponowałam Wam dosłownie dwuskładnikową pastę myjącą, która jest zwyczajnie genialna! Połączenie odżywczego, antybakteryjnego, regenerującego miodu z mączką owsianą musi tworzyć wyjątkowy kosmetyk do mycia twarzy. Spróbujcie, zakochacie się! Polecam też inną miodulkę do mycia twarzy – z TEGO przepisu!

 

Miodowo-owsiana delikatna pasta do mycia twarzy

Składniki:

  • 2 łyżki mączki owsianej koloidalnej
  • 4 łyżki płynnego miodu

Oba składniki dokładnie ucieramy, do uzyskania jednolitej konsystencji. Niewielką ilością pasty myjemy wilgotną twarz. Spokojnymi, okrężnymi ruchami wykonujemy przy tym masaż twarzy. Zmywamy letnią wodą.

 

 

MĄCZKA KOKOSOWA

 

Na koniec coś, co umieściłabym w kategorii domowego SPA! Mączka kokosowa nie tylko nadaje się do wszelakich wypieków, polecam wypróbowanie jej w przeróżnej maści delikatnych peelingach, maskach i czyścikach. Jest to po prostu drobniutko zmielony kokos o słodkawym smaku. Mączka jest łagodna na tyle, że można ją wykorzystać jako delikatny mechaniczny peeling do twarzy. Sprawdza się także jako zagęstnik do maseczek z owoców czy jogurtu. Odżywia skórę, wygładza ją i oczyszcza.

Lubię dodawać ją do szybkich kosmetyków do ciała – czegoś na pograniczu maski, scrubu i pasty myjącej. Takie cudo zabieramy po prostu do łazienki, pod prysznic i myjemy nim skórę pod strumieniem orzeźwiającej wody.

Proponuję Wam więc taki właśnie kosmetyk o mocno energetyzującym działaniu. Coś, po czym skóra nabierze blasku i życia. Będzie miękka i doskonale oczyszczona. Chętnie wchłonie Wasz ulubiony balsam. Taki prysznic stanie się cudownie pozytywnym, dodającym wigoru doznanie.

 

Pomarańczowa pasta-maska do ciała

Składniki:

  • pół obranej pomarańczy
  • skóra starta z połowy pomarańczy
  • 3 łyżeczki mączki kokosowej

 

Pomarańczę miksujemy w blenderze na drobną, jednolitą papkę. Dodajemy do niej skórkę i mączkę. Dokładnie mieszamy. Pastę-maskę stosujemy, jak opisałam powyżej. Masujemy nią ciało pod prysznicem, wdychając naturalny olejek pomarańczowy, unoszący się z owocu.

 

 

Mydlane lody NEON FUN

No nie… w samym środku lata nie może być nudno! Musi być kolorowo, zwariowanie, szaleńczo wręcz pozytywnie i neonowo!

Bo zabawa neonowa jest świetna! A jeśli do neonowych kolorów dołączymy lody – czyż może być bardziej wakacyjnie?

Dzisiaj więc bawimy się w neonowe lody mydlane! Szalejemy z intensywnością barwy, łączymy zapach słodkiego kokosa z orzeźwiającą cytryną i… myjemy się!

Będzie soczyście, wesoło i neonowo. Dzisiaj zrobimy mydlane lody NEON FUN!

 

 

Mydlane lody NEON FUN

Składniki na 2 szt.:

  • 100 g białej bazy mydlanej (użyłam Bazy mydlanej Forbury SHEA SLS Free / Zeem.pl)
  • 100 g przeźroczystej bazy mydlanej (użyłam Bazy mydlanej Forbury Super Clear SLS Free / Zeem.pl)
  • łyżeczka pigmentu do mydła różowy NEON / Zeem.pl
  • łyżeczka pigmentu do mydła żółty NEON / Zeem.pl
  • 2-3 ml kokosowego aromatu do mydełek / Zeem.pl
  • 2-3 ml cytrynowego olejku eterycznego
  • patyczki i foremki do lodów
  • opcjonalnie – alkohol izopropylowy w spryskiwaczu

 

 

Przygotowujemy pierwszą, różową warstwę. Białą bazę kroimy na mniejsze kawałeczki, przekładamy do ceramicznej miseczki. Roztapiamy w mikrofali lub w kąpieli wodnej, nie doprowadzając do wrzenia. Do płynnej dodajemy różowy pigment, intensywnie mieszamy, najlepiej małym mikserem lub mieszadełkiem. Dolewamy zapach kokosowy. Przelewamy do podpartych z jednej strony foremek – w ten sposób mydło zastygnie po skosie. Spryskujemy alkoholem, dzięki czemu nie powstaną nam bąbelki z powietrzem i odstawiamy w chłodne miejsce. Kiedy już prawie stwardnieją, wbijamy w nie patyczki. Powinny same utrzymać się po środku. Jeśli mydło jest jeszcze za płynne, patyczki należy lekko podtrzymać palcami, aż wszystko zastygnie.

W między czasie, w taki sam sposób roztapiamy bazę transparentną, dodajemy żółty pigment i olejek cytrynowy.

Obie warstwy muszą mieć podobną temperaturę, odczekujemy więc chwilę, aż żółta roztopiona warstwa lekko się ochłodzi, ale jeszcze nie będzie twardnieć. Wtedy przelewamy ją do foremek. Całość odstawiamy na godzinę do stwardnienia. Po tym czasie przekładamy formy do zamrażalnika na 15 minut, a przed wyciągnięciem mydeł polewamy foremki od spodu gorącą wodą – to ułatwi wyciąganie mydełek.

Neonowe pigmenty nie roztapiają się w mydle, mogą pozostać widoczne drobinki. Jeśli mydełka lub warstwy nie są równe, możemy delikatnie wyrównać je wykałaczkami, odcinając też w ten sposób wystające kawałeczki lub końcówki.

Miłego mycia!

 

Herbaciano-chabrowa esencja pod oczy

Postanowiłam wypróbować nowy, ciekawy składnik! Nazywa się Sucragel i co jakiś czas dochodzą mnie o nim same ochy i achy. Co to takiego?

Cytuję za Zielonyklub.pl:

“Sucragel jest nowym i interesującym składnikiem „zielonych” kosmetyków. Jest całkowicie naturalny na bazie estrów cukrowych, gliceryny i olejów roślinnych. Ma on unikalną właściwość zagęszczania oleju i tworzenia z niego żelu. Dzięki niemu tworzenie profesjonalnych olejowych żeli i emulsji jest banalnie proste. Co ciekawe, przy użyciu sucragelu można robić emulsje i żele całkowicie na zimno. Ale w razie potrzeby sucragel może być podgrzany do 80C.

By przygotować żel używa się 20 – 25% sucragelu i 80 – 75% oleju. Olej dodaje się stopniowo do sucragelu, ciągle mieszając aż do otrzymania jednolitego żelu. Tak przygotowany żel w zetknięciu z wodą spontanicznie emulguje, co jest kolejną cechą, która pozwala jeszcze bardziej powiększyć wachlarz jego zastosowań. Dodając do żelu wodę można bardzo łatwo otrzymać bazę dla kremu, mleczka, preparatu oczyszczającego skórę czy do mycia włosów. Łatwość wykonywania różnych receptur z użyciem sucragelu czyni go bardzo wdzięcznym materiałem i jednym z najlepszych wyborów do domowej produkcji kosmetyków.

Sucragel poza właściwościami zagęszczania, emulgowaniem i stabilizowaniem emulsji posiada również znakomite właściwości nawilżające oraz łagodnie oczyszczające.”

Brzmi bardzo ciekawie prawda?

Jeśli i Was zaintrygował, zobaczcie też koniecznie filmik instruktażowy, jak wykonać żel olejowy:

 

Zrobiłam więc kilka eksperymentów, licząc na piękny, gęsty żel. Niestety, prawdopodobnie przez fakt, że niestety nie posiadam takiego fajnego miksera, a może też przez moją niecierpliwość, taka idealna konsystencja mi nie wyszła…

Nie ma jednak tego złego! Powstało coś, z czym polubiłam się bardzo! Na żel zatem przyjdzie pora, być może następnym razem, jak zaopatrzę się w kolejną porcję składnika.

 

 

Tymczasem chciałam przedstawić Wam kosmetyk, który jest nieco łatwiej zrobić samemu, ot po prostu w domu, za pomocą zwykłego blendera. Powstaje nam coś w rodzaju lekkiej, żelowo-olejowej esencji, którą skóra fajnie przyjmuje i szybko wchłania. Bardzo więc polecam nie poddawanie się, jeśli nie uzyskujemy oczekiwanego rezultatu w naszych domowych laboratoriach. Spróbujcie zerknąć na swoją pracę nietypowo, odkryjcie coś nowego, ćwiczcie wyobraźnię. Jednocześnie nie przestawajcie próbować osiągnąć wcześniej zamierzonego celu. Najlepiej powiem połączyć kreatywność z wytrwałością.

Wracając do kosmetyku – ostatecznie powstała lekka esencja na bazie lnianego maceratu do stosowania wokół oczu. Wieczorem, po oczyszczeniu skóry, w trakcie codziennej pielęgnacji, wklepujemy 2-3 kropelki esencji na lekko jeszcze wilgotną po tonizacji skórę i idziemy spać. Zaczęłam stosować odkąd skończył mi się krem Orientany, o którym Wam ostatnio pisałam i muszę przyznać, ze spisuje się równie dobrze.

W esencji zawarłam bowiem antyoksydacyjną i usuwającą ze skóry wokół oczu zmęczenie i opuchliznę – zieloną herbatę, kojące i skórę i same oczy – kwiaty chabrów oraz mocno łagodzące – rumianek i lawendę. Te zioła macerowały się w mocno odżywczym oleju lnianym. Całość w połączeniu z nawilżającymi właściwościami sucragelu stworzyła prawdziwą petardę.

Polecam więc eksperymenty z sucragelem, a jeśli chcecie zdać się na prosty i szybki przepis na pielęgnacyjne cudo i wykorzystać przy tym tradycyjny blender – do dzieła!

 

Herbaciano-chabrowa esencja pod oczy

Składniki:

  • 20 ml sucragelu
  • 100 ml oleju lnianego
  • łyżka zielonej herbaty
  • łyżka suszonych chabrów
  • łyżka suszonych rumianków
  • łyżka suszonej lawendy

 

Do ceramicznej miseczki wsypujemy zioła i zalewamy olejem. Mieszaninę podgrzewamy na maluteńkim, malutenieczkim ogniu, w kąpieli wodnej, co jakiś czas mieszając. Nie pozwalamy, aby temperatura nadto się podniosła, a już na pewno nie dopuszczamy do wrzenia oleju.  W ten sposób macerujemy zioła przez 3-4 godziny. Po tym czasie odstawiamy macerat do ostygnięcia i przecedzamy olej przez sitko.

Do zlewki wlewamy sucragel. Włączamy blender na najmniejsze obroty i bardzo powoli, jak na powyższym filmiku, dolewamy 80 ml maceratu (dodałam też, co osobiście polecam, 1 ml eco konserwantu z Ecospa). Mieszamy aż do uzyskania możliwie jednolitej, żelowej konsystencji. Gotową esencję-żel przekładamy do pojemniczka z pompką. Źle zmieszana esencja, będzie się po jakimś czasie rozwarstwiać. Wystarczy wtedy strząsnąć pojemniczkiem.

Esencję, jak już wspominałam, nakładamy w trakcie wieczornej pielęgnacji, na oczyszczoną, stonizowaną skórę wokół oczu, wklepując 2-3 kropelki.

Powodzenia w pracy nad esencją i jeszcze bardziej – w tworzeniu żeli!

I za mnie trzymajcie kciuku! 🙂

 

Ziołowy olejek śródziemnomorski

Mam dla Was świetny pomysł na pamiątkę z wakacji! Jeśli tylko wybieracie się gdzieś w regiony śródziemnomorskie, koniecznie, ale to koniecznie zaopatrzcie się w zioła! Czy to takie sprzedawane w bukietach w małych sklepikach, czy, jeszcze lepiej, zebrane samemu, podczas spaceru po odludnej łące z widokiem na morze. Oj tak, zioła i przyprawy to coś, co uwielbiam zwozić do domu!

W tym roku niestety nie będą nam dane śródziemnomorskie wyprawy, ale nic straconego! Moja siostra niedawno wróciła z Sycylii i przywiozła mi całą, pachnącą, już zasuszoną gorącym włoskim słońcem wiązkę (wraz z migdałowymi ciasteczkami)! Co to? Któraś z odmian macierzanki, najprawdopodobniej ta piaskowa (Thymus serpyllum). Ale nie będziemy się kłócić czy aby nie na pewno macierzanka zwyczajna (Thymus pulegioides) czy macierzanka tymianek (Thymus vulgaris) czyli po prostu tymianek. Pachnie w każdym razie cudownie, świeżo, intensywnie! Już wylądowała w kilku obiadach!

I nie musicie akurat dokładnie macierzanki szukać. W zeszłym roku to my przywieźliśmy gałązki rozmarynu z Grecji. Dowiedzcie się z czego słynie region w którym akurat jesteście. Zioła śródziemnomorskie mają bowiem dużą moc, trochę podobną w każdym z nich!

 

 

Dzisiaj pokażę Wam, jak wspaniale takie skarby z wakacji wykorzystać!

Możecie oczywiście zalać je zwykłym kuchennym olejem lub oliwą i zrobić sobie w ten sposób olej aromatyzowany. Jak najbardziej! Ja proponuję jednak wykorzystać ich aromaterapeutyczną moc i stworzyć lekki, a piękny ziołowy olejek śródziemnomorski!

Będzie to olejek doprawdy wyjątkowy.

Olejek, który ma moc przywracania dobrego nastroju.

Olejek, który, jeśli na niego tylko popatrzycie, wywoła uśmiech na twarzy i zaleje Was lawiną pięknych, słonecznych wspomnień.

Olejek, który stanie się ozdobą każdej kuchni i łazienki.

Olejek, będący aromaterapeutyczną petardą!

Olejek orzeźwiający, poprawiający jasność myślenia i bystrość umysłu.

Olejek jednocześnie kojący nerwy i przywracający spokój.

Olejek o silnym działaniu antybakteryjnym i przeciwzapalnym.

Olejek idealny na wszelkie ukąszenia czy wypryski, o działaniu antyseptycznym i uśmierzającym swędzenie.

Olejek ułatwiający oddychanie i udrażniający górne drogi oddechowe.

Sami widzicie – warto zrobić! Bo nie tylko stworzycie coś, co faktycznie się przyda, ale jednocześnie stanie się piękną dekoracją.

Ach, dodam jeszcze, że będzie to połączenie maceratu z olejkiem aromaterapeutycznym, bo nie tylko będziemy wyciągać to, co najlepsze z samej rośliny, ale dodamy do niego nieco olejków eterycznych.

Będzie to też bardzo leciutki, tzw. suchy olejek. Jako bazę wybrałam tu bowiem frakcjonowany olej kokosowy, który charakteryzuje się także idealną przejrzystością, dzięki czemu wzmacnia także doznania wizualne.

Do dzieła!

 

 

Ziołowy olejek śródziemnomorski

Składniki:

  • nieco zebranych w wakacje ziół śródziemnomorskich – macierzanka, tymianek, rozmaryn, oregano, itp., ewentualnie doniczkowe
  • 50 ml frakcjonowanego oleju kokosowego (Ecospa.pl)
  • 10 kropelek olejku rozmarynowego
  • 10 kropelek olejku tymiankowego
  • 5 kropelek olejku miętowego lub oregano

 

Do szklanej butelki przekładamy suche zioła. Zalewamy je olejem, dolewamy olejki, lekko mieszamy. Całość odstawiamy na kilka dni, najlepiej na 2 tygodnie w spokojne miejsce, co jakiś czas delikatnie wstrząsając. Po tym czasie stosujemy według uznania. Polecam smarować odrobiną olejku nadgarstki, aby olejki eteryczny wciąż się wokół nas unosiły. W okresach zimowych, przy niedrożności górnych dróg oddechowych, smarujemy olejkiem klatkę piersiową. Przydatny jest także na ukąszenia owadów czy wypryski, nakładamy go wtedy punktowo na skórę. Warto dolewać łyżkę oleju do kąpieli.

 

Najlepsze na upały – odświeżające i kojące kosteczki aloesowo-jogurtowe

Upały chwilowo zelżały, przynajmniej tu, na południu. Wrócą jednak szybko! Trzeba się więc na nie przygotować.

Mam dzisiaj dla Was baaaardzo prosty pomysł na najlepsze pod słońcem remedium na rozgrzaną, zmęczoną, zbyt długo wystawianą na słońce skórę. Coś co każda z Was koniecznie musi mieć w swoim… zamrażalniku.

Wyobraźcie sobie, że cały dzień biegacie w tym upale, że praca wymęczyła, że załatwiałyście coś latając od miejsca do miejsca. Padacie, a tu jeszcze czeka Was wieczorne spotkanie z przyjaciółmi. Skóra domaga się odpoczynku i ukojenia. Sięgacie wtedy do lodówki, bierzecie jedną z naszych kosteczek aloesowo-jogurtowych i masujecie nimi twarz. Spokojnie, delikatnie wykonujecie zimny masaż okrężnymi ruchami, uwalniając kojącą moc aloesu i jogurtu. To coś w rodzaju mroźnej, ekspresowej maski. Aż całość się rozpłynie, a skóra odżyje.

Albo inaczej…

Dzieci wróciły do domu z przegrzaną lub poparzoną już słońcem skórą. I to samo – sięgacie do lodówki, wyciągacie kilka kosteczek i zapewniacie im aloesowo-jogurtowy plaster, lodowe złagodzenie, kojący, regenerujący chłód.

No przyznajcie – warto mieć w zamrażalniku nasze dzisiejsze kosteczki. Zwłaszcza, ze to TYLKO dwa składniki!

 

Odświeżające i kojące kosteczki aloesowo-jogurtowe

Składniki

  • Sok aloesowy (kupiłam ten)
  • Jogurt naturalny

 

Przygotujcie foremki na lód. Do każdej wlejcie nieco soku aloesowego i dodajcie łyżeczką trochę jogurtu. Całość przełóżcie do zamrażalnika i pozostawcie w nim, aż do momentu, kiedy okażą się potrzebne.

 

 

Smakowite… kremowe mydełka!

To taki przepis, który aż prosi się o określenie mianem “super fun”! Idealny do zrobienia podczas zabawy z dziećmi, albo na miłe spotkanie z przyjaciółkami. Wspaniały na prezent, albo po prostu – na co dzień. Można się bowiem uzależnić od naszych dzisiejszych gwiazd – kremowych mydełek!

A jakie to proste! Chwila moment, a tyle radości!

Zrobiłam trzy wersje kremowych mydełek – zielone gruszkowe, och-jak-cudownie-czekoladowe i mooocno-kokosowe z olejem kokosowym. Każde jedno chce się zjeść. Trzeba się niestety powstrzymywać i uprzedzić domowników, aby tego nie zrobili. Myślę jednak, że sama przyjemność mycia się takimi kremami wystarczy!

Ach, każde z nich jest dodatkowo słodkie… w każdym bowiem znajduje się sporo cukru, który peelinguje skórę podczas mycia. Mamy więc kosmetyczne 2w1!

Mydełka powstały na podstawie kremowej bazy mydlanej. Pierwszy raz miałam z taką do czynienia, a wiecie, że bazy mydlane od dawna lubię i od dawna z nimi kombinuję. Ta kremowa spodobała mi się od razu i mnie nie zawiodła. Nie trzeba jej nawet rozpuszczać! Wystarczy wszystko dokładnie zmiksować. A jeśli dodacie do tego trochę cukrowych kolorowych posypek – wychodzi naprawdę wspomniane powyżej “super fun”!

Bo czasami naprawdę niewiele trzeba, aby zrobić coś fajnego, prawda?

 

Smakowite… kremowe mydełka

Składniki:

Mydełko czekoladowe

  • 150 g bazy mydlanej kremowej Crystal OPC
  • 50 g białego cukru
  • według uznania – 3-5 ml zapachu do mydełek czekolada (nadaje również kolor)

Mydełko gruszkowe

Mydełko kokosowe

  • 150 g bazy mydlanej kremowej Crystal OPC
  • 50 g białego cukru
  • 10 g oleju kokosowego nierafinowanego BIO
  • według uznania – 3-5 ml zapachu do mydełek kokos

Wszystkie składniki pochodzą ze sklepu Zeem.pl

 

Jak lody!

 

Do każdego mydełka przygotowałam pojemniczek 250 ml, ponieważ podczas miksowania stają się puszyste i zajmują więcej miejsca.

W przypadku każdego mydła – wszystkie składniki przekładamy do wysokiego naczynie i miksujemy blenderem lub mikserem przez 2-3 minuty, do uzyskania jednolitej, puszystej konsystencji. Możecie sami modyfikować ilość barwników i zapachów tak, aby efekt Wam odpowiadał. Na końcu, dla ozdoby, mydełka można oprószyć cukrowymi posypkami.

Uwaga, nie jemy ich! Mydełkami masujemy ciało pod prysznicem lub w kąpieli. Bardzo polecam!

 

Facebook