KategorieKuchnia

Pieczona kapusta z fasolą i grzybami

Wracając do jedzonka… Czyli spieszę z zapytaniem, czy podglądacie w social mediach moje relacje jedzonkowe? Zapraszam do śledzenia, bo staram się tam inspirować i pokazywać, czym wspieram swój własny organizm z walce z chorobą. Zazwyczaj nie starcza mi czasu, aby i tutaj jakoś ładnie opracować temat i wrzucić jako post. A szkoda, bo całkiem fajne mi te jedzonka wychodzą.

Bo może być roślinnie, kolorowo, sezonowo, antyrakowo i pysznie! Może, może! I raz jeszcze przypominam, że takie gotowanie nie tylko wspiera zdrowienie, ale może stanowić także genialną profilaktykę nie tylko nowotworową, ale także innych chorób cywilizacyjnych!

O ile w kuchni antyrakowej stawiamy na surowe owoce i warzywa, o tyle jesienią potrzebujemy czasem się także po prostu rozgrzać! Dzisiaj więc proponuję codzienną porcję surowizny wesprzeć także czymś, co doskonale wpisuje się w sezon, zadziała rozpieszczająco, jest przepyszne, wspiera nasze jelitka i ichniejszą florę bakteryjną, jest pełne białeczka i leczniczej mocy grzybów! A dodatek czarnuszki, czosnku, kurkumy i ziół dodatkowo zadziałają antyrakowo. Kuchnia antyrakowa bowiem lubi i je i kiszonki i grzyby i fasolę!

Dzisiaj więc szef kuchni poleca bardzo prostą, a jakże przyjemną jesienią pieczoną kapustę z fasolą i grzybkami!


Pieczona kapusta z fasolą i grzybami

Składniki:

  • kiszona kapusta – najlepiej eko – 0,5 kg
  • około 3 szklanki fasoli jaś
  • 1 szklanka suszonych grzybów – ale im więcej tym lepiej
  • 2-3 śliwki – użyłam świeżych, można zastąpić 5-6 suszonymi
  • 2 łyżki czarnuszki
  • łyżka kurkumy
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka papryki wędzonej
  • 1 łyżka ostrej papryki
  • 2 łyżki tymianku
  • 1 łyżka majeranku
  • 4-5 liści laurowych
  • 5-6 ziarenek ziela angielskiego
  • sól, pieprz

Dzień wcześniej zalewamy fasolę wodą i moczymy najlepiej przez całą noc.

Nazajutrz gotujemy ją do miękkości w wodzie z dodatkiem soli, liści laurowych i ziela angielskiego – w zależności od fasoli 1-2 godziny. Grzyby gotujemy na małym ogniu w wodzie, także do miękkości.

Do naczynia żaroodpornego przekładamy ugotowaną fasolę (bez liści laurowych i ziela angielskiego), grzyby oraz kilka łyżek wody z gotowania grzybów. Do tego dodajemy pokrojone śliwki i czosnek, oliwę, kapustę (można dodać także kilka łyżek wody spod kapusty) i pozostałe przyprawy. Jeśli nie lubicie bardzo kwaśnych dań, kapustę wcześniej można przepłukać. Solimy i pieprzymy do smaku. Mieszamy całość i przekładamy do piekarnika na 200 stopni na pół godziny. W międzyczasie warto całość przemieszać.

Podajemy samo lub z pieczywem.

Kuchnia antyrakowa: roladki z cukinii z orzechami i chrzanem

Kochani, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zobaczyć, daję znać, że na Instagramie i w relacjach w social mediach praktycznie codziennie podrzucam inspiracje z mojej kuchni antyrakowej. Są tam zazwyczaj moje posiłki i bardziej lub mniej udane wegańskie eksperymenty. Zbiera mi się też już całkiem sporo gotowych przepisów, które czekają na dokładne opracowanie i sfocenie. Co jest o tyle trudne, że co chwilę mam ochotę próbować czegoś nowego! Niemniej jednak szykujcie się na zalew pyszności, bo…

…bo przypominam, że moja kuchnia antyrakowa, to nie tylko walka z chorobą, ale także profilaktyka! Nie tylko raka, ale wielu chorób cywilizacyjnych. No i po prostu są to kolorowe, zdrowe posiłki pełne warzyw i owoców, które dodadzą Wam energii i wzmocnią Wasz system immunologiczny.

A co tam dzisiaj szef kuchni poleca?

Pychotę! Roladki z cukinii z orzechami i chrzanem. Smak jest odrobinę zaskakujący, ale naprawdę pyszny. Całość jest w pełni wegańska i naładowana niemal po brzegi antynowotworowymi superfoods! Nic tylko zajadać! Pamiętajcie tylko, że najlepiej takie roladki zjeść w towarzystwie świeżej sałaty, bo w diecie antyrakowej stawiamy na dużą ilość surowych warzyw i owoców!


Roladki z cukinii z orzechami i chrzanem

Składniki:

  • 1 cukinia, raczej większa
  • pół szklanki orzechów brazylijskich
  • pół szklanki nerkowców
  • pół szklanki migdałów
  • 1/3 korzenia chrzanu – obranego i pokrojonego na mniejsze cząstki
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki nasionek siemienia lnianego
  • ok. 10 łyżek oliwy z oliwek extra vergine
  • garść listków świeżej bazylii
  • sól, pieprz
  • ulubione zioła śródziemnomorskie – dużo!
  • puszka krojonych pomidorów
  • 1-2 łyżeczki cynamonu
  • do podania – kiełki z brokułu, świeży por

Cukinię kroimy wzdłuż na paski – nie muszą być bardzo cienkie, mogą być… rustykalne 🙂 Przekładamy je na blachę do pieczenia wyłożoną papierem, solimy i lekko zwilżamy oliwą. Wstawiamy do piekarnika na 200 stopni, aż zmiękną.

W tym czasie robimy nadzienie do roladek. Do blendera przekładamy orzechy. Mogą to być te, których ja użyłam, a możecie wymienić je też na orzechy laskowe czy włoskie. Ogólnie wszystkie orzechy, te rosnące na drzewach, mają silne właściwości antyrakowe i można je zajadać spokojnie (pamiętajcie, że nie zaliczamy tutaj orzeszków ziemnych!). Do orzechów dodajemy czosnek, siemię lniane i chrzan – kolejne antyrakowe superfoods. A to jeszcze wzmacniamy mocą bazylii i oliwy z oliwek (około 5-7 łyżek – tak, aby konsystencja po zblendowaniu przypominała gestą pastę). Całość doprawiamy do smaku solą, pieprzem i ziołami (polecam dużo). Wszystko blendujemy na orzechową masę.


Plastry cukinii wyciągamy i lekko studzimy. Na dno naczynia żaroodpornego przekładamy pomidory z puszki. Posypujemy je solą, pieprzem, cynamonem i ziołami.

Robimy roladki – na każdy z pasków cukiniowych nakładamy hojną ilość pasty orzechowej i zawijamy. Roladki układamy na pomidorach. Jeżeli zostanie nam trochę pasty orzechowej, dodajemy ją do pomidorów w naczyniu (powinno zostać, polecam wmieszać ją w pomidory, stają się wtedy treściwsze i pyszniejsze).

Gotowe danie zapiekamy w piekarniku w 200 stopniach przez 20-25 minut, aż sos się zredukuje, a roladki zarumienią. Podajemy z antyrakowymi kiełkami i porem.

Pycha!

Moja kuchnia antyrakowa

Jeśli kiedyś zastanawialiście jak wygląda prawdziwa bida albo jeśli kiedyś przemknęło Wam przez głowę jak się wygląda jak siedem nieszczęść, to wyobraźcie sobie mnie jakieś trzy miesiące temu… W trakcie trudnej chemioterapii (pierś) złamałam obie ręce… Na głowie miałam więc chustkę, bo niestety włosy poleciały… a dwie ręce w gipsie. I tak właśnie wygląda prawdziwa bida…

(Wyobraźcie sobie też moje biednego, dzielnego męża…)

W trakcie leczenia onkologicznego (choć wolę mówić zdrowienia) jestem od lutego, ale dopiero teraz dojrzałam do tego, żeby o tym pisać. Mam bowiem pomysł, który, jak sądzę, pomoże mi w całym tym leczniczym procesie, długim i trudnym. Chciałabym po prostu dzielić się z Wami moimi pomysłami na dania kuchni antyrakowej!

Być może widzieliście już i na Facebooku i na Instagramie, że udostępniam w relacjach ostatnio bardzo dużo treści kulinarnych. Od wielu miesięcy bowiem testuję swoje umiejętności i w zasadzie sporo nowych smaków. I chyba jestem już w tym całkiem dobra! Na tyle, że chcę i Wam trochę tych smaków udostępnić!

Dieta stała się jednym ze sposobów wspierających mój proces zdrowienia. Jednym z jego głównych filarów. Pozostałe to leczenie szpitalne, ale też ogromna praca z głową – psychoterapia, rozwój wewnętrzny, medytacje, wizualizacje, praktyka wdzięczności, zmiana podejścia do bardzo wielu rzeczy, redukcja stresu, techniki oddychania, a także aktywność fizyczna, powrót do zdrowej wagi i tak dalej, i tak dalej 🙂 To zdrowienie jest naprawdę angażujące i czasochłonne. I wymaga drastycznych, naprawdę wielkich zmian. Ale wierzę, że to wszystko ma sens. A zawierzenie swojej intuicji jest tutaj kluczowe!

Wracając do diety…


Zdecydowałam się pójść na całość! Jest to więc dieta roślinna (no.. tak w 97%), bezcukrowa i oparta w dużej mierze na antyrakowych superfoods (w kierunku wzmacniania zdrowienia przy nowotworze piersi). Jest to dieta, w której powinny dominować surowe warzywa i owoce, uzupełnione m.in. strączkami i pełnym ziarnem. W której codziennie rano przygotowuję sobie całodzienną porcję soków warzywno-owocowych. Nie piję alkoholu i napojów gazowanych, unikam żywności przetworzonej, potraw grillowanych, jak najmniej smażonych, a jeśli już to na szybko na oliwie z oliwek, minimalizuję ilość białej mąki, a cukier wykluczam nawet w ketchupie i musztardzie. No i staram się zachowywać minimum 13 godzin przerwy w jedzeniu w czasie wieczoru/nocy.

I tutaj każdy, któremu coś tam opowiadam o zmianach, które poczyniłam, pyta – no to co ty w ogóle możesz jeść?


Ano właśnie, okazuje się, że jak trochę pokombinować, to może być i pysznie, i różnorodnie, i kolorowo, a najważniejsze – zdrowo! Bo to naprawdę niesamowite, że możemy tak bardzo wzmacniać nasz organizm, nasz system immunologiczny – samym jedzeniem. Że możemy się leczyć, wykonując to, co tak bardzo lubimy – jedząc.

Dla mnie jest to nowy, fascynujący świat! Świat pełen oryginalnych smaków, niezwykłych połączeń i totalnej kuchennej magii! Bo jakżeby inaczej nazwać choćby zamianę nerkowców w pyszną śmietanę? 🙂

Będę się więc z Wami tym moim światem dzielić. Bo to nie tylko kwestia wsparcia organizmu w zdrowieniu. Tutaj w dużej mierze chodzi także o profilaktykę! I to nie tylko nowotworową, a wielu chorób, z którymi współcześnie wielu z nas się mierzy.


Pamiętajcie jednak – moje przepisy i pomysły kulinarne oparte są na moich wielomiesięcznych poszukiwaniach informacji i zdobywaniu wiedzy, ukierunkowane są konkretnie na wsparcie zdrowienia przy nowotworze piersi. Wybory, których dokonałam są moje, nikogo nie namawiam, choć mam nadzieję zainspirować. Jak wiecie, nie jestem ani dietetykiem, ani lekarzem, ani tym bardziej naukowcem badającym wpływ żywności na ludzki organizm. Jeśli więc macie jakiekolwiek wątpliwości, to właśnie do tych osób powinniście się zgłaszać, choć z mojego doświadczenia wynika, że wsparcie dietetyczne w takich wypadkach w naszych realiach to głównie polecenia posiłków lekkostrawnych. Każdy z nas jest inny, na każdego z nas inaczej wpływają najróżniejsze terapie, wszystko musimy dopasować do własnych potrzeb, możliwości, chęci. Jeśli zdecydujecie się zainspirować moją dietą, koniecznie poszukajcie informacji na temat odpowiedniego bilansowania posiłków i suplementacji w diecie wegańskiej, aby niczego Wam nie zabrakło!


Te zdjęcia to fragmenty z relacji, którymi Was raczyłam ostatnimi czasy w social mediach. Moje małe eksperymenty kulinarne. Po więcej zapraszam do śledzenia bloga, Facebooka i Instagrama.

Bo raz jeszcze wspomnę – kuchnia antyrakowa to wsparcie leczenia, ale też profilaktyka nowotworów i po prostu – pyszne, zdrowe i kolorowe jedzonko!

Zupa krem z papryki i pomidorów ze śmietanką z nerkowców

Kochani, muszę przyznać, że słabo mi idzie to rozkręcanie się chorobowe… Ale planuję opisać Wam wszystko dokładnie w jednym z kolejnych postów, więc już zrozumiecie…

Niemniej jednak serce wyrywa się do działania, w głowie kiełkują nowe pomysły, a zmiany są konieczne. I ważne dla mnie bardzo. I mam nadzieję, że dobre. Że będą mnie dobrze prowadzić.

Tymczasem jednak coś miłego. A w zasadzie pysznego!

Od dłuższego bowiem czasu eksperymentuję z kuchnią wegańską i zaczynam się w niej coraz lepiej orientować. Nie jest to taka zwyczajna wegańska kuchnia, ale o tym też niedługo.

Dzisiaj uraczę Was po prostu cudownym sezonowym kremem z pieczonych papryk i świeżych pomidorków okraszonym śmietanką z nerkowców!


Chwytajmy więc te sezonowe dobro, póki papryka za 4-5 zł kilo! Póki pomidory pachną i smakują jak letnie niebo! Czerpmy z tych darów lata na ile się da!

Mi taka zupka ratuje trudny okres w moim cyklicznym wyzdrawianiu (przynajmniej ja to tak nazywam). Co trzy tygodnie od dłuższego czasu dostawałam dawkę chemioterapii, po której, jak być może wiecie, samopoczucie jest bardzo słabe. No i zmienia się smak. Wszystko to, co świeże staje się słonawe i metaliczne. Przez chwilę więc takie gotowane warzywka najbardziej smakują. Zwłaszcza w formie zup, które można zajadać i na śniadanie i na kolację.

Ach, no i muszę wspomnieć tu też o moim w zasadzie niedawnym odkryciu! Chodzi o śmietankę z nerkowców! Coś, co zmienia oblicze kuchni wegańskiej! Bo co jak co, ale śmietanę to ja zawsze bardzo sobie i ceniłam i lubiłam i naprawdę bardzo mi jej brakowało. Gotowce nie spełniły tu moich oczekiwań, nadal są ciężko dostępne (choć coraz więcej tego na rynku), no i niestety w składzie bywa cukier, którego tknąć nie mogę. Aż tu proszę – pewnego dnia na Instagramie odnalazłam to proste cudo i przepadłam. (Zabijcie mnie, nie pamiętam, na którym to było profilu, bo ich całkiem sporo obserwuję, ale przepis i tak lekko zmodyfikowałam pod siebie). Na początku byłam tak zachwycona, że wpadłam w fazę codziennych śniadań w formie pomidorów w śmietanie. Tak bardzo mi ich brakowało! Teraz powoli wychodzę z pierwszego zachwytu i dodaję moją nerkowcową śmietanę wszędzie tam, gdzie mam ochotę! Ot, choćby do takiej zupki…


Zupa krem z pieczonych papryk i świeżych pomidorów ze śmietanką z nerkowców

Składniki:

Śmietana:

  • 2 garście nerkowców
  • woda
  • cytryna
  • ocet jabłkowy bio

Zupka:

  • włoszczyzna na zupę
  • 4 dorodne czerwone papryki
  • 6-8 pomidorów (mogą być takie na zupę, niedoskonałe)
  • sól, pieprz
  • łyżeczka oregano suszonego
  • łyżeczka tymianku suszonego
  • pół łyżeczki gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki cynamonu
  • 1-2 łyżki oliwy z oliwek
  • do podania – siemię lniane, oliwa, liście bazylii, kroma dobrego chleba

Ogólnie oba przepisy – i na śmietaną i na zupę, można spokojnie potraktować, jako takie „na oko”. Musicie bowiem dopasować oba dania totalnie do własnych preferencji. Sami zobaczycie i na bieżąco będziecie moli je modyfikować. Bo choćby ze śmietanką – niektórzy wolą gęstszą, inni rzadszą, raz bardziej, raz mniej kwaśną. Wystarczy próbować i dodawać lub nie 🙂


Zaczynamy od przygotowania śmietanki, bo najlepsza jest jak chwilkę jeszcze postoi w chłodzie w lodówce. Nerkowce zalewamy wodą w misce i odstawiamy na kilka godzin. W oryginalnym przepisie czytałam, że na minimum 8, ale robiłam już nieraz po krótszym namaczaniu i nie zauważyłam różnicy. Po tym czasie przecedzamy orzechy, wrzucamy do blendera, dolewamy trochę świeżej wody. Lepiej dolać najpierw mniej, a jak będzie za gęsta śmietanka, zawsze można dolać jeszcze trochę. Zacznijcie od 1/3 szklanki. Do tego wyciskamy nieco cytryny – 1-2 łyżeczki i dolewamy troszeczkę octu – daję około pół łyżeczki. Tę kwaśność także możecie potem dopasować pod siebie i ustawić ją na najlepszym poziomie. Całość blendujemy dłuższą chwilę, aż śmietanka ładnie się ubije. Raz wyszła mi za rzadka i po prostu dosypałam orzechów takich prosto z opakowania i też było dobrze. Śmietana postoi kilka dni w lodówce.


Zabieramy się za zupę. Włoszczyznę obieramy/myjemy i stawiamy w garnku z wodą, aż warzywka zmiękną i powstanie nam pyszny warzywny bulion.

Paprykę myjemy, kroimy na pół, wyciągamy pestki i ogonek i ustawiamy na blasze i papierze do pieczenia. Pieczemy w wysokiej temperaturze – 220 stopni z termoobiegiem, aż zmięknie, a skórka zacznie stawać się czarna. Takie papryki wyciągamy z pieca, studzimy i obieramy wtedy z łatwością je ze skórki.

Pomidory nacinamy lekko nożem na spodzie i zalewamy wrzątkiem. Po niedługim czasie, znowuż z łatwością, ściągamy z nich skórkę i odkrajamy gniazda nasienne.

Z bulionu wyciągamy włoszczyznę. Powinien zostać przynajmniej litr rosołu. Do tego dodajemy paprykę i pomidory i zagotowujemy całość. Odstawiamy z ognia, dodajemy przyprawy i oliwę i blendujemy na gładki krem. Jeśli pozostały nam pestki z papryki, możemy zupę jeszcze przecedzić.

Zupkę podajemy z naszą śmietaną, polecam także opatrzyć ją w odrobinę oliwy, nasionka siemienia lnianego, świeżą bazylię lub podprażone płatki migdałów. Jest pyszna z dobrym pieczywkiem.

Świąteczne drożdżowe pierożki z boczniakami

Te pierożki to taka moja specjalność. No, nie dokładnie te, bo zazwyczaj robię je z tradycyjnym nadzieniem. Wiadomo – kapusta, grzyby i aromat świąt roznosi się w całym domu. Uwielbiam je! To moje ulubione danie wigilijne.

Tym razem jednak zaproponuję Wam ich nieco inne wydanie! Inne, ale – o jeju – jakie pyszne!

Tym razem w pierożkach znajdziemy bardzo aromatyczne boczniaki w gwiazdkowej odsłonie z dużą ilości czerwonej cebulki, z rodzynkami i rozgrzewającymi przyprawami.

Pycha pomysł na świąteczną przystawkę lub przekąskę. Polecam z barszczykiem albo bez, na ciepło lub zimno, z okazji gości lub tylko dla siebie!


Świąteczne drożdżowe pierożki z boczniakami

Składniki

Farsz:

  • opakowanie boczniaków – 250 g
  • 2 duże czerwone cebule
  • 3 łyżki masła
  • tyle samo oleju
  • 2 łyżki rodzynek
  • pół szklanki bulionu
  • łyżeczka gorczycy
  • łyżka czarnuszki
  • łyżeczka cynamonu
  • łyżeczka gałki muszkatołowej
  • łyżeczka mielonej papryki
  • 3-4 łyżki sosu sojowego
  • 2 liście laurowe
  • sól, pieprz

Ciasto:

  • pół opakowania drożdży
  • 2/3 szklanki ciepłego mleka
  • łyżeczka cukru
  • mąka – około 2-3 szklanki
  • 1 jajko + 1 żółtko
  • 3 łyżki masła
  • łyżka czarnuszki
  • sól

Nastawiamy drożdże. Do wysokiej miski przelewamy ciepłe mleko, kruszymy drożdże, dodajemy cukier i tyle mąki, aby całość po dokładnym rozmieszaniu miała konsystencję śmietany. Odstawiamy w ciepłe miejsce, przykrywamy ściereczką. Po 15-20 minutach zaczyn porządnie urośnie.

Przelewamy go do miski, dosypujemy 1 szklankę mąki, solimy, dodajemy jajko i zaczynamy ugniatanie ciasta. W między czasie dosypujemy mąki, tyle ile ciasto wchłonie. Po chwili dolewamy ciepłe roztopione masło i dalej zagniatamy energicznie, podsypując mąką. Kiedy stworzy nam się zwarta drożdżowa kula, odstawiamy ją ponownie w ciepłe miejsce, pod ściereczką, na godzinę do wyrośnięcia.

Przygotowujemy farsz. Cebulę obieramy i kroimy w piórka. Przekładamy na patelnię z olejem i masłem. Podsmażamy. Po chwili dodajemy pokrojone na drobne kawałeczki boczniaki. Dosypujemy przyprawy i całość podsmażamy chwilę. Dolewamy sos sojowy i znowuż chwilkę smażymy. Na koniec dolewamy bulion i wrzucamy rodzynki. Całość dusimy około 5 minut, często mieszając. Odstawiamy do wychłodzenia.

Wyrośnięte ciasto przekładamy na oprószoną mąką stolnicę, rozwałkowujemy na grubość około 3-4 mm dodając tyle mąki z wierzchu, aby ciasto nie przylegało do wałka i wycinamy kubeczkiem koła. Lepimy pierogi z naszym farszem, przekładamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Gotowe pierożki smarujemy z wierzchu rozbełtanym żółtkiem i posypujemy czarnuszką.

Pieczemy w 180 stopniach przez około 15 minut, aż urosną i się ozłocą. Na koniec dodaję zawsze termoobieg, aby nabrały ładnego koloru.

Dodam jeszcze, że zazwyczaj ciasto robię z pełnego opakowania drożdży, czyli pozostałe składniki mnożę razy dwa. Wtedy z dodatkowego ciasta lepię bułeczki dla moich dziewczynek. Też je uwielbiają 🙂

Gwiazdkowy camembert z chutneyem wiśniowym w aromacie sosny i rozmarynu

Od razu Wam powiem, że patent z gwiazdką to nie mój pomysł niestety. Widziałam go kiedyś gdzieś w internecie i zupełnie nie mam pojęcia gdzie to było, co to było i z czym podane. A że pomysł sam w sobie spodobał mi się bardzo, postanowiłam zrobić swoją jego wersję!

I wyszło pysznie!

I oto mamy przeuroczą i niezwykle prostą gwiazdkową przystawkę!

I wierzcie mi – ten serek rozpływający się na grzankach pachnie naprawdę aromatem świąt – jednocześnie sosną i rozmarynem i tymi wiśniami, do których sypnęłam między innymi przyprawę piernikową!

Pycha!


Gwiazdkowy camembert w chutneyem wiśniowym w aromacie sosny i rozmarynu

Składniki:

  • ser camembert – najlepiej nieco większy
  • gałązki rozmarynu i sosny
  • opakowanie mrożonych wiśni – 450 g
  • 1 czerwona cebula
  • ok.10 łyżek miodu
  • 2 łyżki oleju
  • 1 łyżka przyprawy piernikowej
  • 1 łyżka ziaren gorczycy
  • 5 ziarenek angielskiego ziela
  • 1 łyżka pieprzu
  • sól do smaku
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • 1 łyżka octu balsamicznego

Przygotowujemy chutney wiśniowy. Cebulę kroimy na nie specjalnie drobną kosteczkę. Przekładamy na patelnię z olejem i podsmażamy do miękkości. W między czasie, mieszając od czasu do czasu, dodajemy miód (jego ilość możemy zwiększyć pod koniec gotowania, jeśli uznamy, że wiśnie są zbyt kwaśne) oraz przyprawy. Po chwili dosypujemy zamrożone wiśnie, dolewamy ocet jabłkowy i redukujemy na ogniu przez 15-20 minut, aż powstanie coś na podobieństwo konfitury. Na koniec dolewamy ocet balsamiczny i ewentualnie dodajemy miodu, jeśli uznamy, że całość jest zbyt kwaśna. (miód można zastąpić cukrem).

W serku wycinamy nożem gwiazdkę tak, aby powstało zagłębienie na chutney. Delikatnie przekładamy chutney do gwiazdki, uważając, aby nie pobrudzić serka. Dookoła układamy gałązki sosny i rozmarynu.

Całość wstawiamy do piekarnika na 200 stopni na około 15 minut – aż ser stanie się charakterystycznie miękki i lekko napompowany. Podajemy z grzankami lub dowolnym pieczywem.

Pozostały chutney podajemy ze świątecznymi serami i wędlinami. 🙂

Facebook