KategorieKuchnia

Świąteczny stół i gwiazdkowa tarta wiśniwo-makowa

Zapraszam Was dzisiaj do stołu!

Wigilię, jak zawsze, będziemy spędzać u rodziców i teściów. Przyznam, że jeszcze nie wyobrażam sobie, aby było inaczej. Jednak rok temu rozpoczęliśmy pewną małą tradycję – pierwszego dnia Świąt zapraszamy rodzinę z obu stron do nas, na obiad. Szykuję się więc już na to wydarzenie, menu ustalone, zakupy robi dzisiaj mąż, coś tam nawet zamierzam posprzątać 🙂 Myśli moje krążą także od dłuższego czasu wokół samego stołu i tego, jak będzie wyglądał.

Spieszę dzisiaj więc do Was z moim pomysłem na stół świąteczny. Pomysłem takim jak ja – czyli nie będzie idealnie, nie ma za dużo kompletów, jest za to kolorowo, eklektycznie i jest też nieco natury.

Bo czemu nie mielibyśmy się pobawić konwencją? Czemu nie ustawić różnych talerzy, czemu sztućców nie włożyć po prostu na luzie do kubka, czemu nie dodać czegoś całkowicie swojego?



Moje kolorowe talerze zbieram od dawna. To taki rodzaj kolekcji, ale użytkowej – jemy na nich na co dzień i od święta. Większość, razem z tymi uroczymi filiżankami, wyszperałam na ciuchach. Naprawdę!

Ustawiłam więc te moje talerze, tę moją ukochaną angielską porcelanę. Na każdym położyłam proste lniane serwetki, które przewiązałam zwykłym sznurkiem i dzwoneczkiem. Na środku wylądowała drewniana tacka z leśnymi znaleziskami – mchem, szyszkami i korą, dorzuciłam nieco żurawiny i dwie grube świece, które zapalę w Święta. W wazony o różnych kształtach włożyłam iglaste gałązki, które stworzyły świąteczną atmosferę. Wszystko dopełniły moje ukochane kolorowe kieliszki.

Wyszło wesoło, gwiazdkowo i na luzie. I tak można sobie siedzieć godzinami i tylko co jakiś czas donosić jakieś pyszności!



A propos pyszności… Na moim stole znalazły się genialne boczniaki po kaszubsku, z przepisu Everyday Flavours, który niedawno pojawił się w Lili (TUTAJ). Nie byłabym sobą gdybym nie dodała coś niecoś. W moich boczniakach znalazła się więc jeszcze czarnuszka, miód i nieco więcej ostrej papryki. Wyszły przepyszne! Smak jest niezwykły, wielowymiarowy, bardzo aromatyczny. I wspaniale świąteczny! Bardzo polecam!



Mam też coś fajnego, dla wszystkich, którym tak jak mi – nie po drodze z pieczeniem! Jeśli więc nie jesteście miłośnikami i mistrzami w słodkich wypiekach, a chcielibyście w prosty i szybki sposób zaskoczyć rodzinę – zróbcie moją dwusmakową tartę!

Jest to idealny wypiek, dla wszystkich, którzy chcą zrobić coś samemu, ale nie poświęcić na to zbyt dużo czasu. Choćby dlatego, że skorzystałam tutaj z gotowej masy makowej. Sama stanowczo nie jestem gotowa na tworzenie własnej! Trzeba się jedynie odrobinkę natrudzić z oddzieleniem warstw, ale i to nie jest wielkim problemem. A i wygląda ładnie i smakuje pysznie!



Gwiazdkowa tarta z wiśniami i makiem


Ciasto kruche:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • 4 płaskie łyżki cukru drobnego
  • odrobina soli
  • 140 g zimnego masła
  • 1 jajko

Na wierzchu:

  • opakowanie mrożonych wiśni 450 g
  • cukier do smaku
  • masa makowa (około pół dużej puszki)
  • cukier puder
  • kawałek tekturki


Ciasto kruche wyrabiam zawsze w dużej misce. Przesypuję do niej mąkę, cukier, sól, dodaję masło pokrojona na drobniejsze kawałki i jajko. Całość wyrabiam możliwie szybko i energicznie, aż powstanie zwarta kulka. Zawijam ją w woreczek lub ściereczkę i wkładam do lodówki na około godzinę.

W między czasie nastawiamy wiśnie na szybką wiśniową konfiturę. Przekładamy je wciąż zmrożone na patelnię, dodajemy cukru według uznania, dosyć dużo i smażymy, aż puszczą i odparuję sporo soku i przybiorą konsystencję konfitury. Wiśnie odstawiamy do ochłodzenia.

Ciasto wyciągamy z lodówki, rozwałkowujemy i przekładamy na formę na tartę. Wyrównujemy do poziomu formy, odcinając nadmiar ciasta. Nacinamy widelcem w kilku miejscach dno formy i wstawiamy do piekarnika na 200 stopni z termoobiegiem, aż się odrobinę przyrumieni. Gotowy spód wyciągamy. Z pozostałych fragmentów ciasta wycinamy gwiazdki – według uznania.

Na gotowym spodzie linijką lub nożem lekko odrysowujemy linie podziału na 8 małych trójkątów – jak przy podziale pizzy. Te osiem trójkątów będziemy musieli oddzielić tekturką, aby stworzyć odrębne warstwy. Granice pierwszego trójkąta zaznaczamy prostokątnymi kawałkami tektury, dociskając je lekko do brzegów, aby się utrzymały. Wewnątrz nakładamy pierwszą warstwę, np. makową, pilnując, aby nie wyszła poza granice wyznaczone tekturkami. Nakładamy kolejne warstwy, na przemian wiśnie i mak, odgradzając je każdorazowo tekturkami. Kiedy wszystkie będą już ułożone, delikatnie wyciągamy tekturki. Na wierzchu układamy gwiazdki z ciasta i wkładamy tartę ponownie do piekarnika, aż gwiazdki się zarumienią. Gotową tartę oprószamy cukrem pudrem.


Jeden z prezentów, które dzisiaj pakowałam 🙂 Miodki z malinami i kakao z Pasieki Rodziny Sadowskich.

Najlepsze i najpiękniejsze świąteczne pierniczki

Jest taki czas w roku, kiedy musi pachnieć piernikiem. Kiedy unosząca się w powietrzu mieszanina korzennych aromatów i wciąż i wciąż obieranych mandarynek, tworzy atmosferę spokoju i dobra. A jeśli te pierniczki mogą być przy okazji przepiękne?

Kasia Wrona, która stworzyła Moje Piernikowo, potrafi czarować. Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć! Zamyka w piernikach uczucia, które potem są z nich wyzwalane. Te najlepsze uczucia. Kasia czaruje swoje pierniki cały rok. Dla mam, ojców, dziadków, dla bliskich i tych dalszych – dla nauczycieli, jako podziękowania dla gości weselnych, na dzień kobiet, ale też i z okazji dnia chłopaka. Okazji jest multum, a zapotrzebowanie coraz większe. Bo czyż nie jest przyjemnie otrzymać takie piernikowe dzieło sztuki?



Magia jednak zaczyna się w grudniu. No, w sumie sporo wcześniej, bo Kasia rozpoczyna pieczenie świątecznych pierników jeszcze w listopadzie. Wtedy też przyjmuje zamówienia, które napływają zewsząd. A potem zamienia się elfa, wciąż umorusanego cukrem, mąką i lukrem (widziałam!) i piecze! I maluje! I zamyka te aromaty, te uczucia, tę atmosferę w pachnących cudach.

Poprosiłam Kasię o kilka słów o niej i jej piernikach. Ale też o jej przepis. Najlepszy, bo sprawdzony. I pyszny! Oj, jak pyszny! I jak się okazuje, całkiem prosty. Na szczęście. Mam więc dzisiaj dla Was piękną piernikowa historię, zdjęcia najpiękniejszych pierniczków (i ojej, jak dobrych!) i przepis na nie! Fajnie, prawda?


Zanim jednak przejdziemy do meritum, zajrzyjcie koniecznie na:

>> Facebooka Moje Piernikowo <<

>> Instagram Moje Piernikowo <<

Tam właśnie możecie się z Kasią skontaktować i zamawiać pierniki na wszystkie okazje!




Przygoda piernikowa rozpoczęła się w 2016 r. Zbliżał się dzień Mamy. Uwielbiam piec i tworzyć różne słodkości, więc chciałam zrobić coś wyjątkowego dla moje Mamy.
Przez przypadek na YouTube zauważyłam piękny piernik, a na nim wyhaftowaną lukrem różę. Coś pięknego! Jestem samoukiem więc postanowiłam, że spróbuję ogarnąć temat i zrobić coś podobnego…
Kilka nocy i dni trwało zanim doszłam to tego jaka ma być konsystencja lukru, jakie upiec pierniczki, jak zrobić taki haft…jak to potem wysuszyć… oj… to były noce…

W końcu się udało. Upiekłam duże serce, zrobiłam z lukru kratkę i potem według wzoru, jak przy wyszywaniu na kanwie, dziergałam moją róże. Wyszło – bomba! Wtedy tak myślałam… bo dzisiaj, kiedy patrzę na zdjęcie pierwszego mojego piernika, to widzę tyle niedoskonałości, że głowa boli i wstyd mi!

Spakowałam to moje serce wtedy do pudełeczka, przewiązałam wstążką i miałam prezent gotowy. Mama była w siódmym niebie!

Ten pierwszy piernika widziała moja bratowa, która pokazała znajomym w pracy… Także moja przyjaciółka pokazała go  rodzinie i znajomym… I tak to się wszystko zaczęło.
Metodą prób i błędów uczyłam się różnych technik. Często wychodziło nie tak jak miało wyjść… Oj, działo się!



Internet to kopalnia inspiracji, więc zaczęłam szukać, czytać, pytać. Potem odkrywałam, że nad morzem organizowane są szkolenia z lukrowania. Zabrałam więc całą rodzinę i pojechaliśmy do Gdańska. Ja zaprzyjaźnić się z lukrem, reszta na plażę. I tak powoli, powoli zaczęłam robić postępy. Coraz częściej pojawiały się różne okazje, na które zaczęłam robić pierniczki. Ślub, chrzciny, urodziny, rocznice… Coś dla nauczyciela, na dzień kobiet, a nawet na dzień chłopaka!

I nagle okazało się, że piernik można podarować każdemu! Wystarczy znaleźć dobrą okazję!


Aż w końcu nadeszły święta Bożego Narodzenia i wtedy moje pierniki trafiły do wielu znajomych, przyjaciół, ich znajomych, ich rodzin.
Pojawił się więc pomysł założenia fanpage na Facebooku. Zaczęłam wrzucać zdjęcia, zdobyłam pierwszych fanów. I tak przygoda trwa do dziś.

Kiedyś ktoś widzi pierniczka, to skupia się na dekoracji, bo to przyciąga uwagę i zainteresowanie. Natomiast najważniejsze pozostaje samo ciastko! Przepis dopasowałam do własnych potrzeb, dobrałam idealną ilość przypraw i znacznie obniżyłam ilość cukru.



Pierniczki Kasi


Składniki:

  • 600 gr mąki
  • 300 gr miodu
  • 100 gr masła
  • 1 jajko
  • pół łyżeczki sody
  • dwie kopiate łyżeczki kakao
  • 15 gr przyprawy do piernika ( w sumie to daje na oko…dwie łyżeczki)
  • 50 gr cukru pudru

Masło rozpuszczam z miodem. Potem na stolnicę wysypuję mąkę, cukier puder i resztę sypkich składników. Dodaję ciepłe masło z miodem i na koniec jajko. Zagniatam ciasto. Wycinam kształty i wkładam do piekarnika na 8 minut na 140 stopni (góra i dół). Najlepsze są te jeszcze ciepłe!

A przepis na lukier…na oko!
Jedno białko i ok 1,5 szklanki cukru pudru. Można dodać kroplę cytryny.
Ucieram mikserem do odpowiedniej konsystencji.

Pierniczki gotowe, lukier też, więc zaczynamy zabawę! Najpierw rysujemy lukrem kontury, potem dodajemy wypełnienie. Suszymy i wtedy malujemy kwiatki i wzory. Na końcu robimy napisy. I tak powstają te moje pierniczki!

 
Niektórzy mówią, że to małe arcydzieła… Nieeee, daleko im do ideału i mi daleko do perfekcji. Ale jedno jest pewne, z wielka przyjemnością tworzę te pierniczkowe wyroby. Mimo, że nieidealne, to prosto od serca.
I mam nadzieję, że naprawdę się Wam podobają!


Dzięki, Kasiu, za tę historię i przepis!


3 x świąteczne przepisy z EVERYDAY FLAVOURS

Mam dla Was coś smaaaakowitego! Nowe smaki na Święta! Bo tradycje można tworzyć! Od początku. Lub dokładać do tych znajomych. Zachwyćcie więc rodzinę, zadziwcie przyjaciół lub po prostu – wypróbujcie te trzy gwiazdkowe dania, które wybrałam dla Was spośród najsmakowitszych pomysłów EVERYDAY FLAVOURS!

Ania, autorka EVERYDAY FLAVOURS prowadzi jednego z najpiękniejszych blogów kulinarnych w naszej blogosferze. Obawiam się, że stanowczo za mało znanego. Wszystkie swoje pomysły i przepisy potrafi przepięknie zilustrować na zdjęciach, które uważam, za jedne z lepszych fotografii kulinarnych, jakie do tej pory widziałam. Aż chce się jeść! I mają one ten ciepły, taki lekko retro, bardzo charakterystyczny klimat, który uwielbiam!

Dzisiaj mamy dla Was przepisy świąteczne, ale koniecznie zajrzyjcie na bloga Ani, bo aż prosi się tam o wypróbowanie cudnej urody tort migdałowy z gruszkami i tarta świętomarcińska! I doprawdy nie widzę przeciwskazań, aby i takie słodkości zrobić bliskim na Gwiazdkę!


Zajrzyjcie więc koniecznie na

>> EVERYDAY FLAVOURS  <<

Wracając jednak do świątecznych smaków, wybrałam Wam, jak już wspominałam, nieco ciekawsze pomysły niż te tradycyjne. Jestem jednak pewna, że idealnie wpiszą się w bożonarodzeniowa atmosferę!



JABŁKA ZAPIEKANE Z PIERNIKAMI, BOCZKIEM, PORZECZKAMI I ZIOŁAMI


Składniki / 7 sztuk

  • 7 średnich jabłek
  • 150 g wędzonego boczku
  • 1 średnia cebula
  • 1 spory ząbek czosnku
  • 100 g świeżej lub mrożonej porzeczki
  • 6 pierników Katarzynek
  • pęczek świeżych ziół (użyłam mieszanki rozmarynu, szałwii oraz majeranku)
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • sól pieprz

Piekarnik nagrzać na 190 stopni C. W międzyczasie odkroić górę jabłek (część z ogonkiem) i odłożyć na bok. Środki jabłek wydrążyć tworząc miejsce na nadzienie, uważając aby nie przerwać skórki. Wydrążoną część jabłek odłożyć. Na suchej patelni podgrzać boczek pokrojony w kostkę. Gdy tłuszcz się wytopi dorzucić posiekaną w piórka cebulę. Smażyć aż cebula się zeszkli po czym na patelnie dołożyć pokrojony czosnek, obraną porzeczkę, garść wydrążonych środków jabłek oraz posiekane zioła. Całość smażyć. Pierniki umieścić w malakserze i przerobić je na grubsze okruchy po czym umieścić je również na patelni. Nadzienie jeszcze chwilę smażyć aż wszystkie składniki się połączą. Na koniec doprawić octem balsamicznym, solą i pieprzem. Wszystkie jabłka nadziać, ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do nagrzanego piekarnika. Zapiekać około 25-30 minut aż jabłka zmiękną i się zrumienią.




BOCZNIAKI PO KASZUBSKU


Przepis ze zmianami i zdjęciami Ani, oryginalnie z JADŁONOMII

Składniki:

  • 500 g boczniaków olej do smażenia
  • 1 cebula
  • 6 suszonych śliwek dwie
  • garście rodzynek
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 1/2 łyżeczka ostrej wędzonej papryki
  • 1 łyżeczka soli
  • dużo mielonego pieprzu
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 2-3 łyżki octu
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżeczka gorczycy
  • szczypta cynamonu
  • 1 czubata łyżeczka majeranku
  • 1/2 szklanki wody
  • 2-3 łyżki oleju lnianego (użyłam rzepakowego)
  • 2 ogórki kiszone
  • sól

Porządny chlust oleju rozgrzej na dużej patelni. Wrzuć pokrojone na paski boczniaki i smaż na dużym ogniu na rumiano. Usmażone boczniaki odsącz na talerzu wyłożonym papierem kuchennym. Cebulę pokrój w piórka i umieść na rozgrzanej patelni, dorzuć do niej pokrojone w paski śliwki oraz rodzynki. Chwilę smaż po czym na patelnie dołóż także liść laurowy, ziele angielskie, paprykę  oraz sól i pieprz. Całość smaż, aż cebula zmięknie po czym dodaj koncentrat, ocet, sos sojowy, gorczycę, cynamon, majeranek oraz wodę. Wszystko razem duś kilka minut po czym dorzuć usmażone wcześniej boczniaki. Daj całości jeszcze chwilę po czym, wyłącz ogień i odstaw do delikatnego przestygnięcia. Na koniec wymieszaj całość z pokrojonymi w kostkę ogórkami i olejem. Przełóż do słoika i wstaw do lodówki lub zjadaj od razu.




KRUCHE CIASTKA Z MAKOWYM NADZIENIEM


Składniki / 12 sztuk

CIASTO

  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g zimnego masła
  • 50 g drobnego cukru szczypta soli około
  • 40-50 ml wody (radzę wlewać po trochu i wyrabiać )

  • masa makowa np. z TEGO przepisu
  • rozkłócone z odrobioną mleka żółtko

Mąkę razem z cukrem pudrem oraz masłem pokrojonym w kostkę zagnieść dodając sól. Ciasto zawinąć w folię spożywczą i na 1 godzinę umieścić w lodówce. Po tym czasie ciasto rozwałkować,powykrawać z niego koła, wyłożyć na nie nadzienie, umieścić patyczek do lodów, a następnie przykryć kawałkiem ciasta wykrojonym we wzory lub kratką wykonaną z pasków ciasta. Piekarnik nagrzać na 190 stopni C. Ciasto wstawić do lodówki na czas nagrzewania piekarnika. Po wyjęciu z lodówki górę ciasta posmarować rozkłóconym z mlekiem jajkiem. Gdy piekarnik osiągnie pożądaną temperaturę, schłodzone ciasto wstawić do środka i piec około 25-30 minut, do zrumienienia.


Bardzo dziękuję Ani za przemiły wpis gościnny i inspirujące przepisy!

Dyniowe gnocchi z rukolowym pesto

Tak się złożyło, że mieliśmy w weekend małą imprezkę i jakoś tak przeliczyliśmy się z ilością jedzenia. A dokładniej – zostało mi spoooro rukoli. A rukola, jak to rukola, wiadomo – szybko przechodzi w stan niezdatny do jedzenia. Postanowiłam więc przedłużyć jej żywotność i nazajutrz zrobiłam z niej sporo rukolowego pesto z orzechami laskowymi.

Ojej, jakie dobre!

A, że na środę zapowiedzieli się kolejni gości, przyszła okazja, żeby rukolowym pesto zabłysnąć. Tylko co do niego dodać? I wtedy, jakoś tak zupełnie naturalnie, przyszły mi do głowy dyniowe gnocchi (na wszelki wypadek – czyt. nioki), które całkiem niedawno jadłam pierwszy raz w życiu i smakowały mi, oj, bardzo.

I znowuż – ojej, jakie to dobre! W całości! Jakie delikatne te kluseczki! No pycha!

Rzucili się na te moje gnocchi wszyscy, ale że narobiłam ich naprawdę dużo, to udało mi się kolejnego dnia zrobić też im nieco zdjęć. Żeby, a jakże, i Wam o nich napisać! I Wam je polecić!

Zróbcie koniecznie!



Rukolowe pesto z orzechami laskowymi

Składniki

  • 1 opakowanie rukoli (ok. 100 g)
  • garstka orzechów laskowych
  • 1 ząbek czosnku
  • ok. 10 listków świeżej bazylii
  • 4 łyżki startego twardego sera / ulubionego
  • ok. 100 ml oleju (najlepiej dolewać na oko)
  • świeżo mielony pieprz do smaku
  • sól do smaku

Wszystkie składniki przekładamy do blendera i bledujemy do jednolitej konsystencji. Ja te różne moje pesto zazwyczaj robię po prostu na oko, co bardzo Wam polecam, kierując się konsystencją i smakiem. Możecie więc spokojnie w trakcie blendowania próbować i modyfikować smak Waszego pesto.



Dyniowe gnocchi

Składniki

  • ok. 700 g upieczonej dyni
  • ok. 500 g ugotowanych ziemniaków
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2-3 szklanki mąki + do posypania
  • 5-6 łyżek tartego żółtego sera
  • sól, pieprz
  • łyżka mielonego imbiru
  • łyżka tymianku
  • masło z kilkoma gałązkami rozmarynku do polania

Wybieramy niewielką dynię, kroimy ją na kawałki, oczyszczamy z pestek i wykładamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Dynię pieczemy do miękkości – wtedy łatwo odchodzi od skórki. Gotową dynię, którą łyżką oddzieliliśmy ze skórki, schładzamy.

W dużej misce miksujemy/blendujemy dynię z ziemniakami i serem na puree. Dodajemy przyprawy i obie mąki i wyrabiamy łyżką. Mąki dodajemy tyle, ile ciasto wchłonie. Ono powinno być wciąż miękkie i mokre w środku, ale możliwe do oderwania. Na stolnicę sypiemy mąkę, oprószamy nią także dłonie i odrywamy kawałki ciasta, rolując je na rulony średnicy ok. 3 cm. Ważne, aby były porządnie oprószone mąką z wierzchu, dzięki czemu nie będą się kleić, ale nadal mokre w środku. Z rulonów odcinamy nożem kluseczki co 1-2 cm, dbając o to, aby nie przykleiły się do stolnicy.

Zagotowujemy osoloną wodę i wrzucamy do niej partiami gotowe gnocchi. Wyciągamy po chwili od wypłynięcia ich na wierzch.

Gotowe przekładamy do dużej miski i zalewamy masłem, które topiło się na bardzo małym ogniu z gałązkami rozmarynu. Dzięki temu się nie skleją.

Podajemy z rukolowym pesto posypane dodatkowo niewielką ilością ulubionego sera (polecam kaszubski ser dojrzewający z czarnuszką).

Pycha!


Najlepsza zupa z dyni

Tak, tak… Wiem dobrze, że cały Facebook, wszystkie blogi, internet cały, ba – świat wielki zalewa Was ostatnio przepisami na zupę dyniową. Wiem. Widziałam. I zapewne wszystkie są bardzo dobre.

Nieskromnie jednak napiszę, że moim zdaniem ta moja jest najlepsza!

I uzależniłam się od niej w pełni! I tylko się boję, że mi się przeje, zanim sezon się skończy…

Ach, i dodam też, że syn sąsiadów po zjedzeniu miseczki mojej zupy powiedział, że gdyby to był konkurs kulinarny, on dałby mi pierwsze miejsce!

No, jemu to można zaufać!

Spróbujcie! Pycha! Zdrowa, wzmacniająca odporność, sycąca. I ten kolor!




Moja najlepsza zupa z dyni

Składniki:

  • 1 zgrabna dynia – taka 1,5-1,6 kg
  • włoszczyzna na wywar (1 litr warzywnego bulionu)
  • 2 gruszki (z tych naszych brzydkich, a pysznych)
  • 2 łyżki oleju (używam z pestek winogron)
  • 1 puszka mleka kokosowego
  • 1 łyżeczka przyprawy garam masala
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego
  • pół łyżeczki chili
  • 1 łyżeczka imbiru (mielonego)
  • sól, pieprz do smaku
  • do przybrania
    • twardy ser – lubię kaszkawał, starty na tarce o dużych oczkach
    • czerwony pieprz roztarty z odrobiną oleju


Rozpoczynamy nastawiając warzywa-włoszczyznę na wywar. Gotujemy aż zmiękną – potrzebujemy uzyskać około 1 litra bulionu warzywnego.

Dynię obieramy i wydrążamy. Kroimy na mniejsze kawałki i układamy je na basze wyłożonej papierem do pieczenia. Gruszkom usuwamy środki – gniazda nasienne, kroimy je na mniejsze kawałki i rozkładamy razem z dynią do pieczenia. Całość skrapiamy olejem i wkładamy do piekarnika na 180-200 stopni, aż wszystko ładnie zmięknie.

Dynię i gruszki przekładamy do garnka, zalewamy bulionem i mlekiem kokosowym. Dodajemy przyprawy i blendujemy całość na kremową zupę. Gotujemy ją jeszcze przez chwilę na małym ogniu i gotowe!

Lubię podawać ją z twardym serem kaszkawał lub pleśniowym i odrobiną czerwonego pieprzu w oleju. Świetnie sprawdzi się też z grzankami.


Ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej

To jeden z tych przepisów, które potrafią zadziwić. I Was i Waszych gości. Bo niby wszystko znajome, a jednak tak zupełnie inne!

Widziałam kiedyś podobne ziemniaczki na Instagramie. Mignęły mi ledwo, ale od razu wiedziałam, że spróbuję je zrobić. We własnej wersji oczywiście. I wiecie co? Są przepyszne!

Zrobiłam więc te moje ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej w ilości mocno sporej na urodziny mojej Róży. Zniknęły błyskawicznie! Czyż nie jest to najlepsze polecenie?

Tego typu danie określane jest po angielsku jako side dish czyli przystawka, albo po prostu dodatek do dania głównego. My jednak chętnie traktujemy je jako obiad sam w sobie. Wystarczy dodać nieco świeżych warzyw – pomidorów, papryki czy rzodkiewki i gotowe. Spokojnie też mogą funkcjonować jako sałatka ziemniaczana – choćby w wersji dla gości na przyjęcia. Jestem pewna, że znajdziecie na nie sposób!

Skład to wiem? Bo nie można im się oprzeć! Są aromatyczne, mają bardzo głęboki bukiet smaków, pachną tymiankiem, rozmarynem i czarnuszką. I tym, co chyba każdy lubi – pieczonymi ziemniaczkami w mundurkach. Do tego mają zaskakującą formę. Znajomy nawet zapytał mnie jak ja to zrobiłam, że jednocześnie są jakby ubite i nie ubite. Oto jak!



Ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej

Składniki:

  • 1,5 kg małych ziemniaków
  • 1 opakowanie wędzonego boczku
  • 1 cebula
  • 1 łyżka suszonego rozmarynu
  • olej do ziemniaków (użyłam z pestek winogron)
  • sól, pieprz
  • łyżka czarnuszki

Na emulsję tymiankową:

  • spory pęczek świeżego tymianku (jak na zdjęciu)
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki musztardy dijon
  • 2 łyżki musztardy francuskiej (tej z całą gorczycą)
  • 4 łyżki dobrego oleju (polecam lniany lub ekologiczny rzepakowy)
  • 1 łyżeczka startej skórki z cytryny
  • sok z połowy cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • sól i pieprz do smaku


Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Każdy ziemniak po kolei dociskamy łopatką kuchenną, tak, aby go zmiażdżyć, ale aby wciąż miał stałą zwartą formę. W ten sposób zmiażdżone ziemniaki przekładamy na blachę wyłożoną papierem. Polewamy je lekko olejem, posypujemy rozmarynem i solimy. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, na około 20-30 minut, aż się zarumienią (z termoobiegiem będzie szybciej).

Boczek kroimy na małe kawałeczki, cebulę w kostkę. Całość przysmażamy na patelni, do zarumienienia.



Przygotowujemy emulsję tymiankową. Wszystkie składniki przekładamy do blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.

Do dużej miski przekładamy ziemniaki i boczek z cebulką, polewamy emulsją i posypujemy czarnuszką. Delikatnie mieszamy i odstawiamy na chwilę przed podaniem.

Pycha!

Facebook