KategorieNaturalna pielęgnacja

Pachnące kosmetyki rodem z Chorwacji

W Chorwacji byłam w zeszłym roku, we wrześniu. Pierwszy raz. Nie wiem czemu pierwszy, jakoś nie było okazji. Jak się pewnie domyślacie, było pięknie! Jestem pewna, że wiele, wiele spośród Was dobrze zna ten kraj, wraca chętnie i często. Zwłaszcza teraz, kiedy możliwość dojazdu własnym samochodem jest tak istotna. Zamykamy więc oczy na chwilkę i przenosimy się nad skaliste wybrzeże, nad turkusową wodę, do gajów oliwnych, wąskich uliczek i tych pysznych małych knajpek.

Widzicie to? Ja nie tylko widzę, ja jeszcze to czuję! Nakładam odrobinę balsamu na dłonie i zwyczajnie odpływam. Przenoszę się na chorwackie wybrzeże, na ziołowe łąki, w cień drzewek cytrusowych. Bo ten balsam, moi drodzy, pachnie jak Chorwacja. Pachnie jak wakacje. Prawdziwie.

Ale od początku…



Napisała do mnie Martina, właścicielka sklepu Dalmatinka. Napisała tak ładnie, że od razu chciałam zobaczyć, co tam ciekawego w tym sklepie znajdę. I znalazłam całą masę ciekawych rzeczy! I to takich, które pamiętałam z chorwackich sklepików i straganów, na których wyszukiwałam, jak zawsze, tamtejsze kosmetyki. A że opakowania mają tak charakterystyczne i oryginalne, dobrze zapadły w mojej pamięci.

Martina tak pisze o sobie: Mam na imię Martina i jestem w połowie Polką a w połowie Chorwatką. Pomysł na śródziemnomorski beauty concept narodził się w mojej głowie na początku pandemii, kiedy to zamknięcie granic uświadomiło mi, że moja ulubiona chorwacka pielęgnacja nie jest tak łatwo dostępna w Polsce. Po wybraniu swoich kosmetycznych ulubieńców znad Adriatyku wybrałam marki, z którymi nawiązałam współpracę. Małe, rodzinne manufaktury odwiedzam osobiście. Poznaję historię producentów oraz proces wytwarzania kosmetyków. Szukam produktów z prostymi składami, kosmetyków przemyślanych, wytwarzanych ręcznie i oczywiście kosmetyków zapewniających przyjemne doznania i świetne efekty.  



Ufam więc Martinie i jej wyborom. Zwłaszcza teraz, kiedy sama popróbowałam tych kosmetyków. Wiem, że Martina dobrze się zna na tym, co w jej kraju najcenniejsze. Że w tych kosmetykach znajdziemy choćby oliwę z oliwek, lawendę, nieśmiertelnik, olejki z cytrusów, rozmaryn, olejki z drzewa różanego czy sól morską z wyspy Pag – czyli ogrom słonecznego dobra i tchnienie lata.

Wybrałam kilka produktów najbardziej intrygującej marki 757. To właśnie jej opakowania są tak charakterystyczne i wyjątkowe. Proste, biało-czarne, z jednym tylko małym kolorowym akcentem w logo i z tymi niezwykłymi kreskowymi ilustracjami. Marka oferuje to, co często najprzyjemniejsze – sporo uroczych naturalnych mydełek, które po prostu uwielbiam, a które wspaniale nadadzą się na piękne prezenty, olejki i peelingi.


Zwracam tu szczególną uwagę na peeling właśnie. Mój nazywa się Valley Down South i ma zapach pomarańczy i cytryny. W środku znajdziemy sól morską, oliwę, olejek konopny, masełko shea, olejki cytrusowe i zmielone pestki moreli. Całość zamienia się w unikalne doznanie, w rytuał niemalże, który oczyszcza skórę i pozostawia ją mocno odżywioną i nawilżoną. Polecam jednak od razu sięgnąć po większe pojemności, bo ten mały słoiczek jest stanowczo za mały. Doceniam jednak bardzo sam kosmetyk, to, że jest wytwarzany ręcznie i zawiera same naturalne składniki.



Zakochałam się totalnie w kremie do ciała marki Herbae Dalmatiae! I to jest naprawdę hit, który powinien znaleźć się w każdej łazience. A już na pewno zimą, kiedy tak bardzo brakuje nam południowego słońca.

Ten krem, o konsystencji lekkiego masełka i wyglądzie budyniu waniliowego jest genialny. Powstał a bazie wody lawendowej i oliwy, które wzbogaconą olejkami ze słodkich migdałów i jojoba oraz masłem kakaowym. Całość okraszono gamą energetyzujących olejków cytrusowych. Krem jest bardzo delikatny, szybko się wchłania, ale pozostawia na skórze wyczuwalną warstwę ochronną. Polecam stosować na wieczór, po kąpieli, pięknie nam wtedy zamknie wilgoć w skórze. Ale to nie wszystko! Krem bowiem tak przyjemnie koi i regeneruje! I to nie tylko skórę, ale mam wrażenie, że równie dobrze działa na zmysły. Uspokaja i poprawia nastrój. Jest prawdziwym łagodzącym plastrem na podrażnioną skórę i codzienne smutki. W każdym razie mi dodaje uśmiechu za każdym razem, kiedy po niego sięgam.



Wszystkie kosmetyki prosto z Chorwacji znajdziecie na stronie Dalmatinka.

Mam tez niespodziankę! Z kodem “LILI” otrzymacie 15% rabatu 🙂

Bardzo polecam! A jeśli jesteście właśnie w Chorwacji lub planujecie wyjazd – zazdroszczę!


Ostatnio zawodowo

Kochani, mój mały bąbelek rośnie. Tak naprawdę już nie jest taka malutka, zamieniła się w uroczego pulpecika, którego uśmiech sprawia, że topnieje mi serce. Spędzamy razem dużo czasu i uwielbiamy to. Udaje mi się jednak w tak zwanym międzyczasie zrobić coś niecoś dla moich stałych klientów.

Nie mam tego międzyczasu wystarczająco dużo, żeby zrobić wszystko, co bym chciała. W głowie choćby krążą mi co rusz nowe posty na blog, które jednak muszą chwilkę poczekać. Na szczęście spokojnie mogę moją małą działalność prowadzić, choć w znacznie bardziej ograniczonej formie.

I tak na przykład, miałam ostatnio pierwsze od roku stacjonarne warsztaty! Pisałam Wam o tym na Instagramie i Facebooku – zachęcam ciepło do śledzenia. Sprawiły mi one masę radości. Nawet się wzruszyłam, patrząc jak moje uczestniczki zasiadają do stołu. Było fantastycznie! Także dlatego, że po raz pierwszy moją asystentką była moja starsza, 10-letnia córa. Kolejne warsztaty już w poniedziałek w pięknych Szaflarach. Także zabieram Różę i już się na nie cieszę! Sam dojazd tam jest niezwykle ciekawy – te widoki!


Dzisiaj jednak chciałabym pokazać Wam trzy inne rzeczy – jeden projekt czysto graficzny i efekty dwóch sesji zdjęciowych produktowych.

Zaczynamy od grafiki!

Marka o!figa, którą już zapewne dobrze znacie, a której przygotowywałam całą szatę graficzną, znowu wypuściła na rynek wspaniałą nowość. Tym razem jest to magiczna oliwka do ciała Błysk. Zarówno więc wzór, jak i etykieta i kolaż produktowy także musiały być magiczne! I pełne błysku.

Oto więc nowe pobłyskujące projekty dla o!figi, które spotkały się z dużym entuzjazmem 🙂


Niedawno także oddałam ostatnią część sesji produktowej marki Rosadia. Poprzednie fragmenty pokazywałam Wam w jednym z ostatnich postów. Brakowało mi tu jednak jeszcze bardzo letnich, energetycznych, słonecznych i oczywiście – różanych kadrów.

Oto więc fragment różanej sesji kosmetyków Rosadia!



Na koniec ponownie odeślę Was na instagramowy profil marki Rosa. Panna Poranna – TUTAJ! I przypomnę, że jestem tutaj także autorką identyfikacji i grafik wszelakich, ale także wypełniam wizualnie jej Instagram!

A poniżej kilka ostatnich zdjęć i kolaży, które wykonałam dla Rosy!



Na koniec zapraszam gorąco na mój graficzno-fotograficzny profil na Isntagramie >>> Lili Creative

Sesja produktowa Rosadia

Mam dzisiaj dla Was fragment sesji produktowej, którą wykonałam niedawno dla marki Rosadia.

Znacie te kosmetyki, prawda? Rosadia to jedna z najbardziej kobiecych marek, jakie znam. Jest też jedną z marek córek firmy Sylveco. Cała skupia się wokół tematu róży – mamy więc zawsze sporo róży damasceńskiej i dzikiej róży. Mamy też zapachy, które z różą się kojarzą, choć tak naprawdę różami nie są, czyli olejki z drzewa różanego i geranium. A do tego sporo naturalnych olejków i ekstraktów. Całość zamknięta w charakterystyczne białe opakowania z ludowymi, pięknymi rysunkami.

Postanowiłam zaakcentować tę kobiecość marki i wydobyć z niej subtelne piękno. Sesję podzieliłam na dwie części, obie w zasadzie monochromatyczne i czyste w kolorystyce – jedna jest totalnie wiosenna, bujna wręcz, obfitująca w jedne z najpiękniejszych wiosennych kwiatów, druga stawia na minimalizm i jasność w odbiorze. Obie te części tak bardzo pasują mi do marki.


Zostawiam Was z fragmentami całej sesji i zapraszam serdecznie do odwiedzenia mojego portfolio

>>>> LILI CREATIVE

Kosmetyki Rosadia znajdziecie w drogeriach i sklepach zielarskich oraz oczywiście na stronie Sylveco.


Regenerujące kąpielowe… jaja

Tak i zbliża się Wielkanoc. I wiosna w końcu dotarła. I słońce sobie o nas przypomniało. Jeszcze tylko tę pandemię przetrzymać i będzie dobrze, prawda?

Ale tymczasem skupmy się na świętach! No bo, skoro Wielkanoc to i jaja, prawda?

Mam więc dla Was dzisiaj prawdziwe jaja… kąpielowe!


Które wybieracie? Z różami czy piwoniami? Bo ja nie umiem wybrać! Ozdobiłam je płatkami kwiatów, bo tak cudownie kojarzą się dzięki temu z wiosną. No i któż nie lubi kwiatów? A jeśli jeszcze można wśród nich pływać… Och…

Ale od początku – czym są nasze jaja? Wielkanocną wersją kuli kąpielowych! Musujących, pachnących kuli! Dodatkowo, w wersji bardzo kremowej, wypełniłam je bowiem specjalnie cudownym regenerująco-kojącym dobrem – maceratem z rumianków i nagietków! Dzięki temu jaja zyskują łagodzącą moc i przywracają skórze piękny wygląd. Kilka takich kąpieli i jesteście gotowe na wiosnę!

Jeśli nie macie maceratu, możecie oczywiście zastąpić go innym ulubionym olejem. Polecam jednak to złote cudo, bo naprawdę świetnie działa na skórę.

Aby zrobić taki ziołowy macerat czyli olejowy wyciąg z ziół, wystarczy w np. słoiku zalać garść suszonych kwiatów rumianku i drugą garść kwiatów nagietka (dostępne w każdym sklepie zielarskim) wybranym olejem – polecam tutaj olej z pestek winogron, ryżowy, ze słodkich migdałów, pestek moreli lub brzoskwini. Olej ma w pełni zakrywać kwiaty. Całość mieszamy, zakręcamy i odstawiamy w ciepłe, suche miejsce na 2-8 tygodni, co jakiś czas wstrząsając. Po tym czasie przecedzamy olej. Wykorzystujemy jako oliwkę do ciała, olejek do masażu, do kąpieli czy dodatek do innych kosmetyków.

A jak już mamy macerat, robimy nasze wielkanocne jaja!


Regenerujące kąpielowe wielkanocne jaja

Składniki – na 3 jaja:

(w przypadku tego typu kąpielowych bomb możemy się nieco pobawić i nie musimy trzymać się idealnie dokładnych gramatur. Dzisiejsze wielkości podaję więc w łyżkach i zachęcam do zabaw z dziećmi! Idealne w czasie pandemicznego zamknięcia.)

  • 10 kopiastych łyżek sody oczyszczonej
  • 6 dużych łyżek kwasku cytrynowego
  • 3 duże łyżki mąki lub skrobi ziemniaczanej
  • 10 łyżek maceratu rumiankowo-nagietkowego lub ulubionego oleju
  • 40 kropelek olejku eterycznego, użyłam limonkowego
  • odrobina wody
  • foremki w kształcie jaja (użyłam 8-centymetrowych – TYCH)
  • łyżka rafinowanego masła shea
  • suszone płatki kwiatów – róży i piwonii


W misce mieszamy sodę, kwasek i mąkę. Dolewamy macerat/olej i olejek i zaczynamy wyrabiać nasze ciasto ręką. Wybrałam olejek limonkowy aby trochę złagodził mocno-ziołowy aromat maceratu. Dobierzcie zapach do własnych preferencji. Masę bardzo delikatnie spryskujemy dwa razy kilkoma kroplami wody. Posłuży nam za dodatkowe lepiszcze. Musowanie od razu gasimy, wyrabiając dalej ciasto. Ma mieć idealnie jednolitą konsystencję.

Do połówek foremki-jajka nakładamy naszą masę. Staramy się, aby zapełniła całą przestrzeń i jeszcze trochę wystawała. Następnie zlepiamy połówki, mocno je dociskając i lekko szurając na boki, aby nadmiar ciasta “wyszedł” bokami. Kiedy będą już możliwie najlepiej złączone, dociskamy mocno przez kilka sekund, po czym lekko opukujemy foremki i równie lekko ściągamy je z jajek. Powinny zachować już stałą formę. Możemy je tu też palcami wygładzić, zwłaszcza w miejscu złączenia. Jajka odstawiamy na godzinę.

Po tym czasie przekładamy masło shea do małej miseczki i lekko roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali. Dosłownie – leciutko i króciutko. Masło mam nam tu posłużyć za klej, którym dokleimy płatki kwiatów do jajek. Ma mieć więc konsystencję szkolnego kleju, a nie płynnego oleju. Masełko nakładamy niczym właśnie klej pędzelkiem na wybrane miejsce na jajku i dolepiamy płatki kwiatów według własnego uznania. Jeżeli płatki są mniejsze, tak jak tutaj te róży, możemy zanurzyć część jajka w maśle, a następnie ponownie zanurzyć w płatkach, które się do niego przykleją.

Jaja odstawiamy na noc do stwardnienia.

Jako, że nasze jaja zawierają całkiem sporo olejku, proponuję do kąpieli wykorzystać połowę takiego jajeczka, a drugą osuszyć (lub oderwać) i zamknąć w słoiczku do następnej kąpieli.


Zielko – pranie pachnące latem


No dobra…. Spójrzmy prawdzie oczy… Nie jestem maniakiem prania. Jest to po prostu jedna z tych czynności, która zrobiona być musi. Tak samo, jak odkurzanie czy mycie zębów. Zbiera się więc to pranie i zbiera, aż zajmie doprawdy sporą przestrzeń i zacznie powoli wychodzić z kosza. Wtedy to wiadomo, że najwyższy czas na to, co nieuniknione. Bywa, że codziennie, bywa rzadziej. Z resztą, co ja będę Wam mówić! Przecież dobrze wiecie, jak to z praniem jest.

I zawsze, ale to zawsze, przypominamy sobie o nim tuż przed położeniem się do łóżka. I zawsze, ale to zawsze, wieszamy je późno wieczorem. Cóż, kiedyś przyjdzie nam się dorobić suszarki. Tymczasem, nie zaszkodzi poszukać pomysłów na uprzyjemnienie tych codziennych czynności, prawda?

I tu pojawia się stare dobre Sylveco. A nawet nie samo Sylveco, co jedna z kolejnych jego marek – Zielko!



Znacie już Zielko? Pokazywałam Wam kiedyś środki czystości marki. Całkiem niedługo po jej premierze. Już wtedy zachwycałam się i działaniem i zapachami. Miałam też przyjemność zrobić nieco zdjęć do celów marketingowych. W każdym razie, od tamtego czasu sięgam po nie sama chętnie. A że w rodzinie Sylveco nie może być za nudno, co chwilę cieszymy się jakimiś nowościami. Przyszła też pora na Zielko!

Oto bowiem, przedstawiam Wam nowości Zielko – 3 płyny do prania i 3 płyny do płukania!

O zapachu lata! (Kto, jak kto, ale ja tego teraz najbardziej potrzebuję!)

Kiedy myślałam o tym, jak Wam o nich napisać, moim oczom ukazała się wizja czegoś w rodzaju zebrania zespołu kreatywnego, który musi zdecydować, na jakie zapachy postawić. No bo jak to niby zrobić, kiedy zapachów jest tak dużo, a produktów zaledwie 6? Ktoś musiał zdecydować, że płyn do prania jasnego, będzie tak  świeżo pachniał kiwi, ten do rzeczy ciemnych będzie miał również jakby ciemniejszy, gęstszy zapach połączenia granatu i imbiru? A z kolei w praniu kolorowym postawimy na soczystą, eksplodującą południową energią marakuję? Czemu akurat tak? I jak to jest, że te zapachy tak dobrze pasuję do tych kolorów?



Podobnie z płynami do płukania, choć tu po prostu możemy sami sobie wybrać najlepszy. Moim zdecydowanym faworytem jest zapach owocowy. I co ciekawe, wydaje mi się bardziej tropikalny od tego tropikalnego. Jest bardziej energetyczny, świeższy, szalenie uzależniający. Jak go połączymy z marakujowym płynem do prania, to dopiero mamy petardę zapachową! Na drugim miejscu stawiam płukanie o zapachu kwiatowym. Nie są to bowiem kwiaty ciężkie i duszące, są lekkie i kuszące, jak czerwcowa łąka! Płyn tropikalny wylądował na końcu, ale wciąż jest to naprawdę przyjemny zapach!



Tak, zapachy są bardzo ważne. I przyznam, że często to nimi właśnie się kieruję. Pamiętajmy jednak, że są to płyny po prostu bezpieczne, łagodne i dla tkanin i dla naszej skóry, naturalne i biodegradowalne. Oparte na mydle potasowym – płyny do prania i  lanolinie – płyny do płukania. Zaręczam też że naprawdę dopierają! A zapachy przyjemnie umilają te wieczorne wieszanie prania. I zostają na nim także potem, choć już w znacznie delikatniejszej formie.

Kto zatem razem ze mną sięga po Zielko? Komu także trzeba uprzyjemnić pranie?

Kto chce się wieczorem otulić w kocyk pachnący wakacjami? 🙂

Wszystkie produkty Zielko znajdziecie na stronie Sylveco.pl



Wpis powstał w ramach przemiłej współpracy z Sylveco.

Najciekawsze nowości kosmetyczne

Muszę przyznać, że szczególną radość sprawia mi obserwowanie rozwoju rynku kosmetyków naturalnych i naszych rodzimych marek. Ot, taka pasja. I ciekawość zawodowa. Podglądam trendy, kierunki i ogromną pomysłowość producentów. Podziwiam wyszukiwanie coraz to nowszych i ciekawszych składników i łączenie ich w całkowicie nowatorskie formuły. Fascynuje mnie odwaga i przedsiębiorczość wszystkich tych, którzy stoją za tym ciągłym i prężnym parciem na przód, ku produktom wyższej jakości, ku nowym rozwiązaniom, formom i konsystencjom.

Pora więc na kolejny przegląd nowości kosmetycznych! Oto perełki, które zwróciły ostatnio moją największą uwagę!

Ciekawa jestem, czy któreś już znacie?


Resibo Game Changer naturalny krem z retinolem

Wiem już, że bardzo się lubimy z retinolem. Skoro więc ten krem ma wszystko zmieniać, warto przyjrzeć mu się bliżej!

Młodsza skóra i zniwelowane oznaki starzenia, jednak bez negatywnych skutków, towarzyszących kuracjom retinolem. Wyraźna odnowa skóry – twarz staje się bardziej jędrna i napięta, zmarszczki płytsze, a przebarwienia mniej widoczne. Cera odzyskuje swój naturalny blask. Główną rolę odgrywa w nim połączenie stabilnej pochodnej retinolu (retinol H10) oraz bakuchiolu – naturalnego odpowiednika retinolu. Oba składniki, mimo że dają tak samo spektakularne efekty, nie wykazują tak negatywnych skutków dla skóry, jak retinol właściwy. Retinol H10 stymuluje syntezę kwasu hialuronowego w skórze, zwiększa jej elastyczność i zapobiega powstawaniu zmarszczek. / Resibo


Mokosh Aktywna esencja tonizująca Biała Róża

Przyznam, że skład jest niezwykle intrygujący, esencja jest więc na mojej liście zakupowej!

Aktywna esencja tonizująca Biała Róża została stworzona aby opóźniać pierwsze oznaki starzenia się skóry i działać rewitalizująco. Hydrolat z białej róży wspomaga regenerację i odświeża. Kwas mlekowy delikatnie, stopniowo złuszcza naskórek nadając skórze blask i świeży wygląd. Wraz z naturalnym octem malinowym przywraca jej odpowiednie pH. Kwas hialuronowy wiąże wodę w naskórku, przez co opóźnia pojawianie się zmarszczek. Ekstrakt z kory afrykańskiej brzozy (Anogeissus leiocarpus)polepsza wchłanianie witaminy C, która wspomaga syntezę kolagenu w skórze wykazując działanie silnie przeciwstarzeniowe. Kompleks z ksylitolem nadaje skórze odpowiedni poziom nawilżenia. Bioferment z rzodkwi przywraca odpowiedni mikrobiom skóry i stanowi naturalny układ konserwujący, a z bambusa pozostawia lekki, wygładzający film na skórze. Mleczan sodu wspomaga jej silne nawilżenie. / Mokosh


SYLVECO Serum wygładzające

To mój ulubiony spośród trzech nowych olejków Sylveco. Zawiera tak modny teraz nowy składnik – bakuchiol zwany roślinnym retinolem. I może właśnie to on robi tutaj tą robotę!

Serum wygładzające intensywnie nawilża i odżywia skórę. Swoje wyjątkowe działanie zawdzięcza zawartości bakuchiolu, który jest nazywany botanicznym retinolem. Poprawia jędrność i napięcie skóry, spłyca zmarszczki, wyrównuje koloryt, niweluje przebarwienia, redukuje wypryski i inne niedoskonałości. Może być stosowany nawet w letnie dni (nie powoduje podrażnień), nie wykazuje negatywnych skutków podczas stosowania. Serum jest odpowiednie dla każdego typu skóry, w szczególności cery wymagającej regeneracji i wrażliwej. Serum zawiera także wyjątkowe oleje o działaniu przeciwzmarszczkowym: z owoców dzikiej róży, z nasion pietruszki czy arganowy. / Sylveco



Ministerstwo Dobrego Mydła Chałwa

Toż to chałwa inna niż wszystkie! Kosmetyk myjący, który idealnie wpisuje się w filozofię mojej Cukierni Kosmetycznej!

Pięknie pachnie – według 100% badanych. Delikatnie oczyszcza – według 100% badanych. Zostawia skórę miękką i jedwabiście gładką – według 100% badanych. Daje uczucie odżywionej skóry – według 100% badanych. Jest przyjemnym, relaksującym rytuałem – według 100% badanych. “Wybrałabym produkt ponownie” – według 100% badanych. I cóż tu dodawać? No, może tyle, że Chałwa (a właściwie sezamowa peelingo-maska do mycia i odżywiania skóry twarzy i rąk) delikatnie rozgrzewa i poprzez swoją opatentowaną (serio, no jokes!) peelingująco-oczyszczającą formułę otwiera pory dokładnie i łagodnie, usuwając zanieczyszczenia oraz resztki makijażu. I natychmiast wygładza. I nie przesusza.Zostawia ochronny film na skórze, a po godzinach ratuje suche i szorstkie dłonie! / Ministerstwo Dobrego Mydła

My Magic Essence Beauty Coctail – Antiox Serum / Kakadu Plum

To dopiero musi być magiczna esencja, która składa się z aż 26 składników aktywnych!

Serum antyoksydacyjne o zapachu truskawki z cytrusami, pełne owocowych witamin, ekstraktów, olejów i aż trzech form witaminy C. Znaczącą rolę odgrywa tu śliwka kakadu, niezwykła moc!! najbogatsze na świecie źródło witaminy C i polifenoli !  Ma niesamowitą zdolność namnażania w naszej skórze transporterów witaminy C do wnętrza komórki. Do tego dwa inne źródła witaminy C, ferment z aceroli oraz olejowa, nowoczesna formuła tetraizopalmitynian! Mega trio! Serum jest produktem dwufazowym, przed użyciem należy je wstrząsnąć do wymieszania faz.Jest bardzo lekkie, szybko się wchłania, idealne pod krem/olej lub solo, w zależności od pory roku, preferencji i rodzaju skóry / My Magic Essence


Hagi Naturalny Krem do Cery Mieszanej

Marka wypuściła niedawno dwie takie serie – kremy i serum olejowe do cery mieszanej i anty-aging. Mnie najbardziej zaciekawił właśnie ten krem.

Naturalny krem do cery mieszanej z wyciągiem z zielonej herbaty i jaśminu oraz bogatą mieszanką ekstraktów roślinnych pozwoli na niecodzienny efekt przy codziennej pielęgnacji. Połączenie cennego oleju z awokado oraz lekkich olejów z ryżu i słodkich migdałów z dodatkiem skwalanu i beta-glukanu odpowiada na potrzeby cery mieszanej. O młody i zdrowy wygląd skóry zadba aktywna frakcja z oleju sezamowego wraz z nawilżającym ekstraktem z bambusa. Ekskluzywne wykończenie dają aromatyczne wyciągi roślinne z wanilii, frangipani, brzoskwini, cyprysu, bergamotki i róży. / Hagi



BIOUP Hydrofilowa pasta myjąca JEŻYNA – delikatne oczyszczenie

Jak to musi pachnieć! I kusić! Pasta o kolorze i zapachu jeżyn stanowczo umila zimę!

Delikatna pasta-masełko do codziennego mycia twarzy oraz demakijażu. Pasta jest hydrofilowa – to znaczy, że w kontakcie z ciepłą wodą zmienia się w emulsję i spłukuje wodą. Dodatek glinki francuskiej sprawia, że pasta wyjątkowo skuteczne oczyszcza cerę pozostawiając ją gładką, miękką i z poczuciem komfortu. Glinki są od dawna chętnie stosowane do oczyszczania skóry. Ich drobinki mają zdolność nie tylko docierania do jej zakamarków, ale również absorbowania zanieczyszczeń. Delikatne oleje i masła kosmetyczne, glinka oraz ekstrakty owocowe z jeżyny, maliny i truskawki – oto nasza pasta. Słodkawy zapach kojarzący się z owocami leśnymi sprawia, że mycie twarzy staje się przyjemnym rytuałem / BIOUP


Anwen Bee My Baby odżywka do włosów dla dzieci

Czy nie urocza? Grafika piękna, aż chce się wypróbować!

Odżywka zawiera dwa lekkie oleje: babassu i murumuru, bogate w kwasy tłuszczowe odpowiednie dla dziecięcych włosów. Kationizowane proteiny pszenicy dzięki swojemu dodatniemu ładunkowi lepiej wiążą się z ujemnie naładowanym włosem, dając bardziej długotrwały efekt. Pochodna miodu (Honeyquat) intensywnie nawilża włosy i ułatwia rozczesywanie. Dzięki odpowiednim proporcjom aktywnych składników: Protein, Emolientów i Humektantów (Równowaga PEH), odżywkę Bee My Baby można stosować przy każdym myciu. Słodki zapach malinowej gumy rozpuszczalnej zadowoli dziecięce noski i uprzyjemni mycie włosów. / Anwen


AUNA Szampon do włosów i jagodowa odżywka w kostce

Obie nowości, razem w zestawie lub osobno, zasługują na szczególną uwagę! Moją zwróciły, kiedy pomagałam marce stworzyć kolaże produktowe!

Ogranicz zużycie plastiku, zaczynając od swojej łazienki. Skoro mydło do rąk może być w kostce, to dlaczego nie… szampon do włosów? Przedstawiamy ekologiczny szampon w kostce by AUNA. Produkt składa się z szeregu naturalnych składników. Lathanol powder, czyli drobny proszek, to odżywczy dla skóry środek myjący, który zapewnia obfitą pianę. Z tego względu szampon nie obciąża Twoich włosów, dokładnie je myje, a przy tym mniej się zużywa.

Teraz pora pójść o krok dalej – wybierz naszą odżywkę w kostce o słodkim zapachu letnich jagód. BTMS to ceniony emulgator, który dodatkowo doskonale dba o stan włosów. Sprawia, że są bardziej sprężyste i miękkie oraz łatwo się układają. Pamiętaj o ecosilku, który w 100% powstał z odnawialnych źródeł naturalnych. Ten składnik zadba o jedwabistość Twoich włosów przez cały dzień. Jedwab owsiany, czyli powstały z owsa, niweluje poczucie tłustych włosów. Olej z czarnej porzeczki łagodzi stany zapalne skóry głowy, zapobiega wypadaniu włosów i powstawaniu łupieżu. Fioletowa glinka nie tylko pasuje kolorem do zapachu odżywki, ale również poprawia krążenie, pobudza porost włosów oraz starannie je oczyszcza. / AUNA



IOSSI Neroli Shake. Dwufazowy Eliksir Rewitalizujący z ekstraktem z cytryny, pomarańczy i olejem z pestek malin

Jedna z nowości, która przykuła moją największą uwagę. Kosmetyk o ciekawej formule i innowacyjnej formie.

Neroli Shake to kosmetyk w formule 2 w 1 – jest połączeniem naturalnego toniku i olejowego serum. Rewitalizujące, nawilżające właściwości czynią z niego sprzymierzeńca każdego typu cery – zwłaszcza suchej, zmęczonej i pozbawionej blasku. Odżywcza receptura doskonale sprawdza się także do pielęgnacji szyi i dekoltu. Poczuj magię codziennej pielęgnacji – wstrząśnij buteleczką, naciśnij pompkę i… zabierz swoją skórę na wakacje o zapachu cytrusów! Ta odwdzięczy się promiennym wyglądem, gładkością i ujędrnieniem. / IOSSI


o!figa Serum Ave Melon

Czyli kolejna nowość marki, która jest mi bardzo bliska, bo dbam o jej szatę graficzną. A i serum, wierzcie mi – cudne!

Serum olejowe Ave Melon ma rewelacyjne właściwości antyoksydacyjne, ale również antybakteryjne. Sprawdzi się w pielęgnacji cer wrażliwych, problematycznych. Używamy kosmetyku na zwilżoną skórę lub w połączeniu z np. żelem hialuronowym lub aloesowym (sugeruję proporcje 2 części serum na 1 część żelu). Serum jest kosmetykiem na tyle lekkim, że spokojnie można go używać rano, niemniej jednak najlepiej sprawdzi się w pielęgnacji wieczornej, po oczyszczeniu i stonizowaniu skóry.

Po pełen opis wyjątkowych składników odsyłam na stronę o!figa


Orientana Naturalny balsam do ust COCONUT ENERGY

Orientana wypuściła ostatnio całą serię kolorowych kosmetyków do ust – dwa balsamy i dwa scruby. Wszystkie są świetne i bardzo je polecam, ale ten balsam i cudownie orzeźwiającym cytrusowym zapachu to mój zdecydowany faworyt!

Naturalny balsam do ust stworzony z oleju kokosowego, oleju ryżowego, oleju z pestek moreli i masła shea. Długotrwale pielęgnuje, głęboko nawilża, intensywnie odżywia i chroni najbardziej wymagające usta. Energetyzujący, orzeźwiający, owocowy zapach umili pielęgnację. / Orientana



Ministerstwo Dobrego Mydła H2O – krem hydromineralny

Krem, którego powstawanie śledziła cała Polska 🙂 A przynajmniej fani na Facebooku. A już na pewno ja. Zwróćcie też uwagę, jakie ma ładne opakowanie!

Hydromineralny krem do twarzy H2O przygotowany został dla cer tłustych, mieszanych i wymagających. Wyjątkowy, szklany airless chroni przed powietrzem kompozycję naturalnych olejów z biozgodnym kompleksem pięciu minerałów, zamkniętą w liposomach, szwajcarską wodą lodowcową i proteinami ryżowymi. Jego superlekka konsystencja łatwo się rozprowadza, błyskawicznie wchłania i nie roluje pod makijażem. H2O pielęgnuje, podnosi poziom nawilżenia skóry o 23,5%, koi, łagodzi podrażnienia, zmniejsza zaczerwienienie i regulując pracę gruczołów łojowych, przywraca skórze zdrowy blask / Ministerstwo Dobrego Mydła

MIYA Serum nawilżające z potrójnym kwasem hialuronowym [2%]

Kolejny z kosmetyków marki, która podbija coraz więcej serc – w tym moje!

Optymalnie nawilża skórę, regeneruje, odżywia, ujędrnia. Zmniejsza widoczność zmarszczek. Codzienna pielęgnacja intensywnie nawilżająca każdego typu skóry, w tym wrażliwej, naczynkowej oraz okolic oczu. Polecane jako kuracja do skóry bardzo suchej, suchej, odwodnionej, matowej, pozbawionej blasku. Zawiera:

Kwas hialuronowy [2%] ultranisko, średnio i wysokocząsteczkowy: dzięki połączeniu 3 różnych wielkości cząsteczek działa z potrójną skutecznością – intensywnie nawilża, wzmacnia barierę skórną, wygładza zmarszczki, uelastycznia, zwiększa jędrność.
• Magnez, cynk, mangan, wapń: wzmacniają skórę, regenerują, przywracają elastyczność.
• Witamina B5 Wygładza, koi, nawilża.
• Spirulina: poprawia kondycję i wygląd skóry.
• Wyciąg z morszczynu: regeneruje, koi, nawilża
/ MIYA


Plantea AMPUŁKA ANTI-AGEING Youth Look

Mam wrażenie, że jest bardzo przemyślanym i dobrze zaplanowanym kosmetykiem o niezwykle intrygującym składzie.

Ampułka Youth Look to kosmetyk o mlecznej konsystencji, przypominający płynny krem. Dedykowany jest cerom dojrzałym, ze zmarszczkami, ale również do skóry zmęczonej, poszarzałej, bez tzw. glow. W ampułce zamknięte zostały skuteczne składniki aktywne o potwierdzonym działaniu zarówno in vivo, jak i in vitro. Riboxyl™, tzw. ‘cukier życia’ działa energetyzująco na komórki i przyspiesza syntezę ATP. Prowadzi do optymalnego stanu komórek, a tym samym zmniejsza skutki czynników zewnętrznych wpływających na szybsze starzenie skóry. Ryboza zwiększa metabolizm komórek skóry poprzez lepsze ich natlenienie, dzięki czemu fibroblasty są w stanie stymulować syntezę kolagenu, fibronektyny, kwasu hialuronowego i elastyny. SWT-7™ Swertia Chirata, inaczej zwana goryczką indyjską. Swoje właściwości zawdzięcza zawartości swertiamarynie, należącej do irydoidów, czyli bioaktywnych cząsteczek obecnych w roślinach. Mechanizm biomimetyczny opiera się na komunikacji międzykomórkowej, działając na czynnik wzrostu keratynocytów. SWT-7™ stymuluje proliferację keratynocytów i poprawia wygląd skóry. / Plantea

Facebook