KategorieNaturalna pielęgnacja

Sesja walentynkowa dla Sylveco

Miałam niedawno okazję otulić się bukietami róż, zajadając przy okazji truskawki z bezami!

Czemu?

Musiało być walentynkowo, miłośnie i słodko!

A to wszystko z powodu sesji dla marki Sylveco, która z okazji Walentynek wypuściła nowy kosmetyczny box – Sylveco BOX – Pełne Miłości!


Sylveco BOX powraca w nowej odsłonie „Pełne Miłości”! Tym razem pudełko wypełnione jest kosmetykami dobieranymi od serca – cieszącymi się wyjątkową popularnością wśród pasjonatek naturalnej pielęgnacji!


Po box zapraszam na stronę Sylveco!

A tutaj zamieszczam efekty sesji i prac graficznych.


Ach, mam też dla Was taki miłosny box!

Wpadnijcie na Facebook i weźcie udział w konkursie!

Wygraj box Sylveco!

Zapraszam do konkursu na Facebooku!

3 świeże toniki

Zdarzyło Wam się kiedyś, że jakoś tak całkowicie nagle, skończył się Wam ulubiony tonik do twarzy?

Pewnie całkiem możliwe, co? Tak zazwyczaj zaczyna się przygoda ze świeżymi tonikami. Wystarczy bowiem wejść do kuchni, ruszyć głową i w kilka chwil możemy mieć genialny tonik!

A wtedy to już przepadniecie! Bo takie świeże toniki są naprawdę świetnymi kosmetykami. Wymagają wprawdzie odrobiny więcej zachodu niż sięgnięcie po taki gotowy, markowy, niemniej jednak są nie tylko dobrą alternatywą, ale często też znacznie lepszym rozwiązaniem pielęgnacyjnym.

Mam więc dzisiaj dla Was 3 sprawdzone przepisy na cudne świeże toniki. Wypróbujcie je koniecznie, znajdźcie swój ulubiony. Albo niechaj staną się inspiracją do dalszych eksperymentów?


Co charakteryzuje takie świeże toniki?

  • są bardzo proste, nie tylko w wykonaniu, ale także w kwestii ilości i dostępności składników; wszystko zazwyczaj znajdziemy w kuchni i przygotujemy w kilka chwil;
  • niestety nie są trwałe, robimy więc naprawdę niewielkie porcje, najlepiej na 2-3 dni i przechowujemy w lodówce;
  • są doprawdy po prostu tanie – zwłaszcza te, które dzisiaj Wam zaproponowałam;
  • ilość składników domierzamy “na oko”, nie są tu konieczne dokładne receptury;
  • idealnie nadają się do odświeżania cery w ciągu dnia, co sama uwielbiam i bardzo polecam. Możecie zamienić je w lekką mgiełkę lub lekko przykładać do skóry na waciku;
  • warto postarać się o najlepszą jakość składników, z jakich je wykonujemy; Wasza skóra się Wam odwdzięczy!

Jeśli więc jeszcze nie przygotowywaliście sobie świeżych toników – do dzieła!



Tonik jabłko-mięta

Składniki:

  • kilka listków/gałązek świeżej mięty, ewentualnie łyżeczka suszonej
  • ekologiczny ocet jabłkowy
  • gorąca woda

Przygotowujemy napar z mięty – zalewamy ją około połową kubka gorącej wody i odstawiamy na kilka chwil. Jeżeli jest taka konieczność przelewamy napar przez siteczko, a następnie wlewamy do niewielkiej buteleczki razem z octem jabłkowym, w takiej proporcji, aby octu była jedna część, a naparu 4-5 części.

Jest genialny! A jak pachnie! Jak cudownie odświeża i tonizuje skórę. Dodaje jej energii i blasku.


Woda ryżowa

Składniki:

  • garstka ryżu, najlepiej ekologicznego, białego lub brązowego
  • przegotowana woda

Do miski przesypujemy ryż i zalewamy go przegotowaną, letnią wodą, tak aby jej powierzchnia była około 1-2 cm ponad ryżem. Mieszamy i odstawiamy na pół godziny. Po tym czasie przelewamy płyn przez sitko i wlewamy do buteleczki.

Taka woda ryżowa cudownie koi podrażnioną skórę, uspokaja ją, delikatnie oczyszcza. Łagodzi i reguluje. Jest lekko mętna i po jakimś czasie pojawi się osad na spodzie. Wystarczy wtedy tylko wstrząsnąć buteleczką.


Tonik rumianek-cynamon

Składniki:

  • łyżeczka lub torebka rumianku
  • kawałeczek kory cynamonu
  • pół łyżeczki octu jabłkowego
  • gorąca woda

Rumianek i cynamon zalewamy około połową kubka gorącej wody. Odstawiamy na kilka chwil. Gotowy napar przecedzamy i wlewamy do buteleczki razem z niewielkim dodatkiem octu jabłkowego.

Tonik z jednej strony świetnie koi skórę, ale także mobilizuje ją do regeneracji, dodaje jej energii i ją wzmacnia. Działa przeciwzapalnie i łagodząco. Polecam zwłaszcza do problematycznej, podrażnionej skóry.




Małe Manufaktury: Green Anna

Jako, że trafiło w moje ręce ostatnimi czasy całkiem sporo ciekawych produktów tworzonych przez naprawdę malutkie manufaktury, postanowiłam nieco bardziej je w Lili zaakcentować. Powstanie więc seria wpisów, które będą miały za zadanie zaprezentować właśnie takich mikro producentów, ludzi, którzy żyją swoją pasją, zarażają ją i podarowują ją nam w postaci nieraz prawdziwych kosmetycznych cudeniek.

Takie małe manufaktury pojawiały się tu już nie raz, chciałabym jednak, aby miały swoje szczególne miejsce. Bo ja zawsze bardzo wspieram wszelkie tego typu inicjatywy, odwagę ich twórców, zaangażowanie i ogromną dawkę dobrej energii, którą czuć w produktach.

Zaczynamy więc pewną zieloną Anią i jej małym debiutem na rynku kosmetyków naturalnych.

Poznajcie manufakturę Green Anna oraz jej Krem odżywczo regenerujący na noc i Mus oczyszczający!

Zacznijmy jednak od tej trudniejszej strony, która niestety bardzo często jest piętą achillesową takich małych manufaktur.

Zacznijmy od strony graficznej produktów, która tak bardzo wgryza się w moje poczucie graficznej estetyki i tak bardzo wbrew jest jakimkolwiek graficznym zasadom, że nie można zacząć inaczej…

Zielona Aniu, apeluję o zmianę. Nie dlatego, że mi się to naprawdę nie podoba. Ludzie kupują oczami. Cokolwiek by nie mówili, jak bardzo by się nie zapierali, jak wspaniały nie byłby sam produkt – to opakowania sprzedają. Świadczą o producencie, o charakterze manufaktury, o jakości i dbałości o klientów.

Tymczasem, na tej limonkowej etykiecie tekst jest tak mały, pisany jedynie dużymi literami, co już utrudnia odczyt, ale jest także limonkowy, a jest to kolor, który wielu przypadkach wygląda bajecznie, ale jest kolorem ostrym, drażniącym wzrok, kolorem, który stosowany powinien być raczej to wskazania czegoś, przed czym należałoby się wystrzegać, niebezpieczeństwa, zagrożenia. Tymczasem ja, na początku stosowania kremu, wieczorem, po dniu pełnym smogu, kiedy lekko bolały mnie oczy, próbowałam odczytać ten limonkowy napis i zwyczajnie mi się to nie udało. A wzrok mam naprawdę dobry. Zazwyczaj.

Etykiety są więc nieczytelne, niejasne, chaotyczne. Logo, które jest całkiem ok, jest na nich tak ukryte, że, przyznam się bez bicia, dopiero pisząc ten tekst zauważyłam, że ono na nich jest.

Wracając jednak do samego sedna…

Jakiś czas temu napisała do mnie właścicielka manufaktury – Anna i tym mailem ujęła mnie w pełni. Tym, o czym wspominałam na początku tego wpisu – zaangażowaniem, pasją i wiarą w swoje produkty.

Zacytuję: “Nasza historia jest bardzo banalna. Kosmetyki naturalne zaczęłam tworzyć dla mojego syna, który miał ogromne problemy skórne. Nie pomagały żadne maści, kremy ani nawet sterydy. Pomogła zmiana diety, która bardzo złagodziła jego objawy. Do tego syn zaczął smarować dłonie [mój przypis: kremem manufaktury] (tam był problem największy)  i wszystko dosłownie do zera zeszło bez śladu:) “

Tak właśnie często zaczyna się historia naturalnych producentów. I dobrze, potrzeba nam sprawdzonych produktów, świadectw działania natury i rozsądnego podejścia do zdrowia.

Krem, który tak pomógł synkowi Anny to właśnie ten limonkowy Krem odżywczo-regeneracyjny. I to właśnie tym kosmetykiem Green Anna skradła moje serce, choć być może trochę przewrotnie. Mamy tu bowiem jedną z prostszych mieszanin maseł i olejów i przyznam, że niestety na mojej buzi, nawet na noc, takie tłuściochy się nie sprawdzają. Nie stosuję go więc zgodnie z etykietą. Ale go uwielbiam! Bo jak on pachnie! Ten zapach jest jednym z najprzyjemniejszych zapachów jakie znam, a który, nie wiem w sumie czemu, tak rzadko jest stosowany. Jest to w pełni naturalny zapach pomarańczowej czekolady! I właśnie ten zapach świadczy o wysokiej jakości organicznego masła kakaowego, które tak intensywnie pachnie czekoladą. W połączeniu z olejkiem pomarańczowym tworzy zapachowa petardę, która mogę wąchać w kółko!

Krem więc mam po prostu zawsze pod ręką. Stosuję, tak jak synek właścicielki, często do rąk, namiętnie smaruję nim usta, krem ląduje na buzi mojej córki przed wyjściem na tą zimową, mroźną, zanieczyszczoną szarugę. Ląduje też czasem na mojej skórze, po kąpieli i wtedy cała pachnę tak cudnie! Jak to z masłami bywa, jest bardzo wydajny. Ma też idealną konsystencję, lekkość taką maślaną, puszystość. Och no, jeść by się go chciało 🙂

Zupełnie inaczej pachnie Mus oczyszczający, co akurat osobiście uważam za zaletę, choć wiem, że nie wszyscy taki zapach lubią. Jest to połączenie olejku z drzewa herbacianego o silnych właściwościach antybakteryjnych z czymś, czego nie umiem sprecyzować, więc być może jest to zapach któregoś z naturalnych tłuszczy?

Mus także jest mieszaniną olejów z masłem – tutaj shea. Wiem, że sporo jest tu zwolenników podobnych kosmetyków do usuwania makijażu i zanieczyszczeń skóry. Przyznam, że sama do nich nie należę, niemniej jednak jest coś naprawdę przyjemnego w dotyku skóry po takim właśnie oczyszczeniu.

Najlepszym sposobem na wykorzystanie musu jest nabranie niewielkiej jego ilości na dłonie, delikatne rozgrzanie go tak, aby zmienił się w gęsty olejek i masowanie przez chwilę wilgotnej buzi. Na koniec, co chyba tu najważniejsze, najlepiej całość ściągnąć ze skóry papierowym ręcznikiem. Tak, wtedy jest najprzyjemniej. Wtedy zanieczyszczenia schodzą, nadmiar tłuszczu schodzi, a pozostaje to przyjemne uczucie miękkości i odżywienia.

Polecam więc oba kosmetyki. I nie ważne, jak je będziecie stosować. Czy zgodnie z etykietą czy po swojemu, nie da się ukryć, że i jakość i wydajność mają wysoką.

Więcej znajdziecie na stronie Green Anna.

PS Ptaszki dodałam do zdjęć, bo bardzo je ostatnio lubię! Co zapewne widać i w Lili 😀


Warsztaty walentynkowe Magia Miłosna / Kraków

Oj, będzie się działo!

Będziemy czarować! Będzie pachniało!

Będzie kreatywnie, wesoło i przytulnie!

Zapraszam na walentynkowe warsztaty do Krakowa!


Magia miłosna

Kosmetyki pełne afrodyzjaków

KRAKÓW, Absurdalia Cafe

16.02.2019


PROGRAM

Część pierwsza – 10:30- 13:00

Zrobimy:

  • Delikatny owsiano-lniany krem oczyszczający
  • Różowy tonik kwaśno-kwiatowy
  • Bąbelkowy miętowo-miodowy płyn do kąpieli
  • Czekoladową maseczkę odżywcza

30 minut przerwy (polecamy lekki lunch – w Absurdaliach zjecie pyszne panini, tosty i sałatki oraz najpyszniejsze ciasta – także wegańskie)


Część druga – 13:30 – 16:00

Zrobimy:

  • Suchy eliksir nabłyszczający
  • Balsam całuśny do ust
  • Afrodyzującą świecę do masażu
  • Serniczki kąpielowe z tajemnym przesłaniem-niespodzianką


KOSZTY

Koszt warsztatów – 250 zł / os.

W cenie:

  • porządna dawka wiedzy, dobrej energii i inspiracji
  • Gorący napój – herbata, kawa lub kakao
  • Wszystkie powyższe kosmetyki, które zrobicie sami, zabierzecie do domu
  • Pisemne materiały z przepisami na warsztatowe kosmetyki

MIEJSCE

Absurdalia Cafe, ul. Brodzińskiego 6, Kraków / koło kładki. Polecamy Absurdalia na Facebooku.


Zgłoszenia przyjmujemy do 7 lutego 2019 drogą mailową, na adres lilinatura@lilinatura.pl. Warunkiem zapisu jest wpłacenie całości kwoty za warsztaty w ciągu 3 dni od zgłoszenia, na przesłane mailowo konto.

Ilość miejsc ograniczona, mocno.

Zastrzegam sobie możliwość odwołania warsztatów, w przypadku nie zebrania grupy.

W przypadku odwołania uczestnictwa:

  • do 7.02.2019 – zwracamy całość kwoty
  • po 7.02.2019 – zwracamy 50% kwoty, chyba, że znajdziemy zastępstwo na wolne miejsce, wtedy zwracamy całość.

Zapraszamy cieplutko!

Naturalny Wish List

Oj, zebrało się trochę nowości, ciekawostek i perełek, które niniejszym umieszczam na mojej wish liście.

Znacie je już? Może już wypróbowaliście?

A może Was nieco zaintryguję? Hmm?

Swoją drogą, chyba mnie do wiosny ciągnie! Moja lista jest kwiatowo-owocowo-soczysta 😀

1.Lubię, bardzo lubię markę Kivvi. I kocham ich opakowania. I jeszcze bardziej przekonuje mnie nazwa tej wody micelarnej – koktajl jagodowy – Micellar Water Berry Cocktail. Zapowiada się bardzo dobrze / Ecco Verde

2. Tyle już dobrego słyszałam o kosmetykach Anwen, że i ja chciałabym je wypróbować. Zwłaszcza, że ta odżywka pachnie BZEM! BZEM! Moim ulubionym bzem! 😀 Anwen dżywka do włosów o różnej porowatości – Nawilżający Bez / Triny

3. I tym razem to opakowanie przyciągnęło moją uwagę. A że marka jest zacna, poprzyglądałam się bliżej całej serii. “Zielone połączenie skrzypu, tymianku, melisy lekarskiej – nawilżające mydło MADARA SMART GLOW do rąk i ciała przywodzi na myśl wilgotną świeżość nadbałtyckich, północnych łąk o poranku.” Mmmmmm… / Matique

4. Ale kakao z ananasem? I to w towarzystwie tak uroczej świnki? Piszę się! ALVEUS – kakao BIO “Pina Pig – Ananasowa Świnka” caffeine free / Blisko Natury

5. No dobra – Krem do rąk Burt’s Bees Almond Milk Beeswax Hand Cream przekonał mnie słoiczkiem 🙂 A że moje dłonie potrzebują ostatnio ukojenia, chętnie mu się przyjrzę dokładniej / Ecco Verde

6. To co? Będziemy Bio Happy? Zobaczymy 🙂 Zaciekawiła mnie woda toaletowa – WHITE VELVET tej marki. “Łagodna i świeża esencja drzewa sandałowego z głębokimi, aksamitnymi nutami wanilii dopełniają uwodzicielskie aromaty róży i jaśminu, by na koniec zaskoczyć Nas łagodnymi tonami kokosa z dodatkiem apetycznej mandarynki i pomarańczy.” / Skarbiec Natury

7. Moje niedawne odkrycie – uroczy Ślimak Bob i jego w pełni owocowe żelki. Znajomi przynieśli nam niedawno wiśniowe i borówkowe (a w nich tylko jabłka i wiśnie / borówki, nic więcej) i stwierdzam, że to idealna przekąska, kiedy przychodzi nagła potrzeba przy pracy. Chętnie więc wypróbuję inne smaki – zwłaszcza to z mango! / EKOzagajnik.pl

8. To może zacytuję: “Serum Rozjaśniające od La Saponaria zawiera skoncentrowane składniki aktywne, które zapobiegają tworzeniu się przebarwień i rozjaśniają istniejące plamy. Formuła na bazie ekstraktu z groszku, wody z borówki i czarnego ryżu.” Ano właśnie 🙂 / J’ADORE BIO

9. Jeju, ależ mnie na truskawki wzięło! Ależ to truskawkowo kusi! Uoga Uoga, Żel pod prysznic Jump into Summer z ekstraktem z truskawek! “Używaliśmy oliwy z oliwek, która od wieków słynie z niezwykłych właściwości. Idealnie odżywia skórę, zapobiega jej wysuszeniu i jest bogata w witaminę E. Aloe vera nawilża, a aromatyczny ekstrakt truskawkowy sprawia, że codzienna kąpiel wygląda jak cudowny letni dzień! ” / Ekodrogeria

10. Ach, i ta truskawkowa pomadka… Uoga Uoga, Pomadka Passionate Strawberry! ” Przypomina odżywczy balsam do ust – zmiękcza je, odżywia i chroni przed zanieczyszczeniami w powietrzu. Wszystkie te właściwości pomadka zawdzięcza składnikom – wosk pszczeli, olejki malinowy, makadamia, arganowy. Dodatkowo znajdziesz w nim ekstrakty z jagód, które są pełne witamin i kwasów owocowych. ” / Ekodrogeria

Magia Świąt i Duetus

Podtrzymuję w mojej córce wiarę w magię.

Bo ja sama w nią wierzę.

Choć jest to wiara pozbawiona już tej dziecięcej czystości i głębi. Być może jest to tylko gorące pragnienie wiary w magię? Bez niej jest po prostu zbyt… szaro.  Zbyt codziennie.

Myślę, że każdy ma w sobie podobne pragnienie, choć nie każdy sobie to uświadamia.

No, ale spójrzmy prawdzie w oczy – kto, no kto jak nie skrzat, potrafi czasem schować w domu coś, co przecież na pewno położyło się wcześniej na wierzchu? Kto, no kto jak nie polne wróżki, wczesnym latem, o złotej godzinie tak lata i się skrzy, bawi się w powietrzu, zbiera na wspólne tańce, upodabniając się do pyłków drzew? No kto, jak nie Święty Mikołaj zamienia burą, zimną, grudniową noc w lawinę radości, wspólnej zabawy i uśmiechów?

Wiara w magię Świąt jest dla mnie szczególnie ważna.  To ona obleka dzieciństwo w tak wyjątkowe emocje. Ona łączy, motywuje i pozostawia ciepło w sercu, które zostaje z nami już na zawsze. Które potem, jako poważni dorośli, staramy się co roku ponownie odnaleźć. Które nas spaja w rodzinę.

Kiedy piszę ten post, wciąż oczekujemy na przybycie Mikołaja. Róża od kilku dni planuje, jak się na niego zaczai, co mu pozostawi w podzięce, jak go przywita. Oglądamy razem świąteczne bajki i filmy, zastanawiając się, jak to możliwe, że on to w jedną noc tak umie wszystkich obdarować (zamieszania związanego z faktem, że niektórym przynosi 6 grudnia, innym 24, jeszcze jej nie wyjaśniałam).

Lubię to bardzo. I wiem na pewno, że będzie mi tego oczekiwania i tych emocji kiedyś bardzo brakować.

Ale cóż…  ja w zasadzie nie o tym chciałam!

 

Chciałam pokazać Wam, jak niezwykłymi pomysłami na świąteczne podarunki mogą stać się kosmetyki Sylveco i wszystkich marek córek – Vianek, Biolaven, Duetus, Rosadia i Aloesove!

Chyba nie muszę Wam przedstawiać Sylveco, prawda? Myślę, że dobrze je już znacie. Być może duża część z Was miała już też do czynienia z Viankiem i Biolaven. Wiecie więc, że to zawsze będą udane prezenty dla bliskich osób – naturalne, skuteczne, polskie, w dobrych cenach i ładnie się prezentujące!

Bardzo polecam też jakże kobiecą, pachnącą geranium Rosadię. Nie zapomnijcie o kojących aloesowych kosmetykach dla każdego z serii Aloesove.

 

 

 

 

Najbardziej dzisiaj jednak polecam Wam moje w sumie całkiem niedawne odkrycie – Duetus!

To chyba najlepsze rozwiązanie dla właścicieli cer problematycznych, tłustych i mieszanych. To także mój faworyt w kwestii opakowań . Uwielbiam paprocie, a tutaj mamy ich sporo. Lubię takie proste, starodawne, botaniczne rysunki. Lubię w końcu i logo Duetus. I nawet ten intensywny odcień zieleni lubię. Nie da się go przeoczyć.

Ale najbardziej lubię całą serię za jej działanie na skórę.

Duetus to naturalne kosmetyki wypełnione składnikami, które pomagają nam w walce z niedoskonałościami, które regulują funkcjonowanie skóry, oczyszczają ją, regenerują. Mamy sporo antyseptyków, ale i składników kojących. Mamy i węgiel aktywny, i olej z konopi, i ten z czarnuszki, mamy olejki tymiankowy, lawendowy, jałowcowy i z drzewa herbacianego, ekstrakt ze skrzypu polnego, kwasy AHA, BHA, PHA i czego to jeszcze dobrego nie mamy!

 

 

Najciekawsze tu jest serum regulujące. Oj, to serum dla osób o mocnych… nosach, ale potrafi zdziałać cuda! To serum zawierające aż 3% olejku z drzewa herbacianego, które nadaje mu tak charakterystyczny i intensywny zapach, że nie wszystkim odpowiada. Ale to on właśnie hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za trądzik. W serum znajdziemy też bio-siarkę, kwas salicylowy, kwas mlekowy, sorbitol, panthenol, ekstrakty z lukrecji, nagietka i pięciornika.  Jest więc to serum-petarda!

Bardzo polubiłam się z oboma kremami. Ten na dzień jest lekki, ale treściwy. Co ważne – naprawdę matuje. Zgadzam się też z producentem, że „uspokaja gruczoły skóry i aktywnie ochrania przed negatywnym wpływem środowiska i działaniem wolnych rodników. Przywraca skórze świeżość i gładkość.” Krem na noc jest równie lekki, o nieco intensywniejszym zapachu. „Redukuje widoczność blizn i zmian skórnych, a także przyspiesza procesy regeneracji i utrzymuje stały poziom nawilżenia.”

Idealnym dopełnieniem kremów jest tonik i żel myjący. Oba sprawdzają się świetnie. Tonik łagodnie i skutecznie odświeża i tonizuje, żel przyjemnie oczyszcza. Chciałabym jeszcze na koniec zwrócić uwagę na maseczkę. Ot, niepozorna saszetka, ale jakież wnętrze! Gęsta, czarna maź zamienia nas w potwora smolnego na chwilę zaledwie, aby zaraz wydobyć nasze prawdziwe piękno. To dzięki zawartości czarnego węgla, który uzupełniają kojące składniki, jak wyciąg z lukrecji, olej z pestek winogron, olej konopny, biała glinka czy skwalan. Kupcie od razu kilka saszetek – nie pożałujecie!

Cała seria pomyślana jest z myślą zarówno o damskich cerach, jak i o wszystkich panach. Jest więc unisex. Jestem pewna, że opakowania podpasują i paniom właśnie i panom. Producent promuje ją też jako anti-pollution  – kosmetyki antysmogowe. Mają chronić przed zanieczyszczeniami i negatywnym działaniem składników toksycznych występujących w środowisku.

Czyli, podsumowując – Duetus nadaje się na wymarzone prezenty świąteczne i dla niego i dla niej! I dla siebie też!

 

Wszystkie kosmetyki marki znajdziecie na www.sylveco.pl oraz w wielu sklepach zielarskich i z kosmetykami naturalnymi.

 

 

 – Wpis powstał w wyniku bardzo miłej współpracy z Sylveco –

Facebook