KategorieNaturalna pielęgnacja

Białe proszki

Dosyć często ostatnio je wykorzystuję. W głównej mierze podczas warsztatów, ale i sama chętnie czerpię z ich mocy. I nie tylko ja, bo i moi bliscy. Poznajcie cztery wyjątkowe białe proszki… Wszystkie legalne, zaręczam!

A może już je znacie? Wszak pisałam już o niektórych, a nawet publikowałam kilka proszkowych przepisów. Jeśli jednak ich nie poznajecie, bardzo polecam zaopatrzyć się w białą glinkę, tlenek cynku, mączkę owsianą i mączkę kokosową!

Jak je wykorzystać? Mam dzisiaj dla Was 4 sprawdzone przepisy na domowe kosmetyki z wykorzystaniem naszych proszkowych gwiazd!

 

BIAŁA GLINKA / KAOLIN

To moja ulubiona z glinek. W zasadzie nie używam innych, chyba, że w gotowych glinkowych maskach. Z nią bowiem tak bardzo się polubiłam, że kupuję ją dosłownie na kilogramy. No dobra… to na warsztaty, ale sporo i dla mnie pozostaje.

To najłagodniejsza z glinek, polecana osobom o nawet bardzo wrażliwej skórze. Jest niedroga i bardzo wydajna. Zawiera wapń, cynk, krzem i magnez. Uwielbiam ją za jej lekkość, zdolność matowienia przetłuszczającej się skóry, za jej właściwości ograniczające rozwój stanów zapalnych i odkażające, podsuszające wypryski i niedoskonałości. Glinka świetnie oczyszcza. W połączeniu z olejami, miodem, hydrolatem lub po prostu – z wodą, zamienia się w lekki, ale naprawdę bardzo skuteczny czyścik do każdego rodzaju cery. Absorbuje zanieczyszczenia, reguluje funkcjonowanie skóry, wygładza i pozostawia przyjemne uczucie lekkości, bez ściągnięcia, za to ze wspomnianym wcześniej – zmatowieniem.

Sama najczęściej robię sobie glinkowe czyściki do twarzy. Nawet teraz ze trzy różne stoją w mojej łazience. Chciałabym jednak zaproponować Wam dzisiaj bardzo przyjemną maseczkę z białą glinką. Będzie to maska kojąca i rozjaśniająca skórę. Polecam teraz – po lecie, ale świetnie też sprawdzi się do przywrócenia blasku skórze zmęczonej zimą.

 

Kojąco-rozjaśniająca maska z ogórkiem i białą glinką

Składniki:

  • 2 małe gruntowe ogórki (ewentualnie 1/3 dużego)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżeczki białej glinki

Ogórki obieramy i miksujemy w blenderze do uzyskania konsystencji jednolitej papki. Dodajemy sok i glinkę, mieszamy. Maskę nakładamy na twarz i/lub ciało, pozostawiamy na 15 minut i zmywamy letnią wodą.

 

 

TLENEK CYNKU

Oj, to stanowczo jeden z moich must have łazienkowych. Przydaje się często i zawsze pomaga. Jest to idealnie biały, lekki proszek – naturalny minerał pigmentowy. Zapewne każdy go zna, bo stosowany jest często w terapiach dermatologicznych, polecany na wszelkiego typu problemy skórne, ale także do pielęgnacji wrażliwej skóry niemowląt – często dodaje się go do posypek i kremów na odparzenia. Zasłynął swymi właściwościami gojącymi i przeciwzapalnymi, ale także jako mineralny filtr przeciwsłoneczny (blokuje całe spektrum UV, odbija i rozprasza światło). Ma działanie antybakteryjne, ściągające, leczy stany zapalne skóry.

Mam go więc zawsze pod ręką. Czasami nakładam jego maluteńką ilość na potrzebującą zagojenia skórę, czasami dodaję do łagodzącego pudru (przepis TUTAJ). Zazwyczaj jednak ucieram szybką i mega skuteczną pastę na niedoskonałości. Bywa to pasta z TEGO przepisu, dzisiaj jednak polecam Wam coś, co przygotujecie w kilka sekund, a sprawdzi się o niebo lepiej niż te wszystkie dostępne w aptekach maści cynkowe, pełne zapychających wypełniaczy.

 

Szybka pasta cynkowa na niedoskonałości i otarcia

Składniki:

  • 2 łyżeczki tlenku cynku
  • 3 łyżki żelu ALOESOVE

Chwila moment i lekka, łagodząca, gojąca pasta gotowa. W przepisie z linku, który wkleiłam powyżej użyłam żelu aloesowego 98%. On wymagał dodatku oleju, w przeciwnym wypadku za bardzo ściągałby skórę, a nie o to nam tu chodzi. W żelu ALOESOVE, który ostatnio często i chętnie stosuję, mamy nie tylko aloes, ale i sporo innych kojących i regenerujących składników (zobaczcie na stronie Sylveco), co czyni go idealnym nośnikiem dla naszego tlenku cynku. Oba składniki wystarczy dokładnie wymieszać. Można także na bieżąco produkować sobie taką pastę na dłoni, tuż przed użyciem. Pasta, naniesiona w niewielkiej ilości na potrzebujące partie skóry, szybko goi i regeneruje. Polecam także po depilacji.

 

MĄCZKA OWSIANA

A dokładniej – koloidalna mączka owsiana.

Ja tu może zacytuję po prostu ze strony sklepu ZielonyKlub.pl, bo ładnie tam całość opisali:

Otrzymywana jest z owsa w oparciu o opatentowany proces, który umożliwia zwiększenie biodostępności beta glukanu, co skutkuje silnym działaniem anty-aging i nawilżającym. Zwiększone jest również działanie oczyszczające i kojące.

Zawiera wiele związków bioaktywnych, szczególnie o właściwościach przeciwutleniających. Są to między innymi beta glukan, polifenole, awenantramidy, fitosterole, NNKT, witaminy E, A, D, K, witaminy z grupy B, zwłaszcza tiamina (B1), składniki mineralne (żelazo, mangan, miedź, fosfor, wapń, magnez) i inne.

Jest uniwersalnym i wszechstronnym składnikiem o sprawdzonym działaniu przeciwstarzeniowym. Posiada właściwości kojące, regeneracyjne, ochronne. Łagodzi objawy uczulenia i alergii zmniejszając swędzenie i zaczerwienienie, głównie za sprawą awenantramid, związków, które mają silne właściwości antyalergiczne, antyoksydacyjne i przeciwzapalne.

Ma naturalne działanie oczyszczające, normalizuje wytwarzanie sebum, pochłania nadmiar tłuszczu i bród ze skóry. Przywraca naturalną równowagę pH skóry. Zmniejsza utratę wody przez skórę, również zastosowana preparatach suchych. Promuje wytwarzanie kolagenu w skórze i poprawia skuteczność ochrony przed wolnymi rodnikami. W efekcie skóra jest zdrowsza i młodsza a zmarszczki ulegają wygładzeniu.

Bardzo ją lubię i często wykorzystuję. Dodawałam ją do kremów, ale najczęściej służy mi w moich pastach myjących. Co ciekawe, mączka ma działanie emulgujące. Sprawia, że kosmetyki nabierają takiej przyjemnej jedwabistej, gładkiej konsystencji. A na skórze? Cudnie oczyszcza, zmiękcza, wygładza. Można się tylko zachwycać! No… może nie pachnie najprzyjemniej, ale zawsze można pokusić się o dodatek jakiegoś olejku.

Dzisiaj zaproponowałam Wam dosłownie dwuskładnikową pastę myjącą, która jest zwyczajnie genialna! Połączenie odżywczego, antybakteryjnego, regenerującego miodu z mączką owsianą musi tworzyć wyjątkowy kosmetyk do mycia twarzy. Spróbujcie, zakochacie się! Polecam też inną miodulkę do mycia twarzy – z TEGO przepisu!

 

Miodowo-owsiana delikatna pasta do mycia twarzy

Składniki:

  • 2 łyżki mączki owsianej koloidalnej
  • 4 łyżki płynnego miodu

Oba składniki dokładnie ucieramy, do uzyskania jednolitej konsystencji. Niewielką ilością pasty myjemy wilgotną twarz. Spokojnymi, okrężnymi ruchami wykonujemy przy tym masaż twarzy. Zmywamy letnią wodą.

 

 

MĄCZKA KOKOSOWA

 

Na koniec coś, co umieściłabym w kategorii domowego SPA! Mączka kokosowa nie tylko nadaje się do wszelakich wypieków, polecam wypróbowanie jej w przeróżnej maści delikatnych peelingach, maskach i czyścikach. Jest to po prostu drobniutko zmielony kokos o słodkawym smaku. Mączka jest łagodna na tyle, że można ją wykorzystać jako delikatny mechaniczny peeling do twarzy. Sprawdza się także jako zagęstnik do maseczek z owoców czy jogurtu. Odżywia skórę, wygładza ją i oczyszcza.

Lubię dodawać ją do szybkich kosmetyków do ciała – czegoś na pograniczu maski, scrubu i pasty myjącej. Takie cudo zabieramy po prostu do łazienki, pod prysznic i myjemy nim skórę pod strumieniem orzeźwiającej wody.

Proponuję Wam więc taki właśnie kosmetyk o mocno energetyzującym działaniu. Coś, po czym skóra nabierze blasku i życia. Będzie miękka i doskonale oczyszczona. Chętnie wchłonie Wasz ulubiony balsam. Taki prysznic stanie się cudownie pozytywnym, dodającym wigoru doznanie.

 

Pomarańczowa pasta-maska do ciała

Składniki:

  • pół obranej pomarańczy
  • skóra starta z połowy pomarańczy
  • 3 łyżeczki mączki kokosowej

 

Pomarańczę miksujemy w blenderze na drobną, jednolitą papkę. Dodajemy do niej skórkę i mączkę. Dokładnie mieszamy. Pastę-maskę stosujemy, jak opisałam powyżej. Masujemy nią ciało pod prysznicem, wdychając naturalny olejek pomarańczowy, unoszący się z owocu.

 

 

Nowości i ciekawostki ze świata kosmetyki naturalnej 07

Natknęłam się ostatnio na kilka bardzo ciekawych nowości na naszym rynku kosmetyków naturalnych. Najwyższa więc pora na kolejny wpis z tego cyklu.

Ciekawa jestem czy  dla Was są to nowości? Może dobrze już te marki znacie? Może bardzo je polecacie lub wręcz przeciwnie? Dajcie znać!

Tymczasem, zobaczmy co tam ciekawego pojawiło się w naszych sklepach?

 

1.ONDO

 

To właśnie ta mała pracownia Ondo zachwyciła mnie ostatnio najbardziej. I zaintrygowała! W prostych, wręcz architektonicznych formach mydeł, w modnych, jasnych, przejrzystych zdjęciach ukrył się świeży pomysł, czar i, z tego co czytam – masa naturalnego dobra. Trzeba będzie wypróbować te mydełka!

Ach, zajrzyjcie koniecznie na stronę – jest świetna!

“Ondo jest miejscem gdzie kreatywnie podchodzimy do przedmiotów codziennego użytku, jakimi są kosmetyki. Zależy nam na tym, aby każda kostka naszego mydła była unikatowa.

Projektujemy swoje kosmetyki tak, by były połączeniem funkcjonalności i nowoczesnego wzornictwa. Wierzymy, że tylko przy użyciu najlepszych składników pochodzących z etycznych źródeł, możemy ciężką pracą i dobrym rzemiosłem stworzyć wysokiej jakości produkty. Korzystając z różnych technik eksperymentujemy z kolorami, kształtami i wzorami.”

Do mnie to przemawia 🙂 / więcej na Ondo Pracownia

 

2.Bio Happy

 

 

 

 

Oj, to też spodobało mi się bardzo! Radość płynąca z samej… nazwy marki! Bio Happy – no świetnie!

To nowa marka, która pojawiła się w ofercie Matique. Nie potrzeba dużo, żeby do mnie przemówiła pozytywnie!

“Innowacja i kreatywność to zasady, na których opiera się certyfikowana marka kosmetyków naturalnych Bio Happy, pełna pięknie pachnących produktów do pielęgnacji oraz samych zapachów. Główne wartości Bio Happy to: szczęście, witalność i harmonia, well- being, bezpieczeństwo i gwarancja.

Zapachy kosmetyków Bio Happy powstają w Grasse i są tworzone przez mistrzów perfumeryjnych, francuską firmę , która od wieków specjalizuje się w luksusowych perfumach. Zapachy są tworzone w 100% z naturalnych i organicznych surowców, jak olejki eteryczne i ich pochodne uzyskiwane tylko metodami fizycznymi jak destylacja czy tłoczenie na zimno.”

Ciekawa jestem tych zapachów bardzo! / więcej na Matique.pl

 

 

3.Republika Mydła

Dla mnie to nowość, ale być może Wy już spotkaliście się Republiką Mydła?

Najbardziej zainteresowały mnie nie same mydła, a krem Sunny Touch z rokitnikiem i maliną. “Niezwykle bogaty krem do twarzy i do ciała z masłem Shea, zimnotłoczonymi olejami z rokitnika, pestek malin i słonecznika. W składzie znajdziecie również skwalan roślinny z oliwy z oliwek i witaminę E. Niepowtarzalną nutę zapachową budują naturalne aromatyczne ekstrakty botaniczne z maliną na pierwszym planie, uzupełnioną wanilią, jabłkiem, jeżyną i winogronem.”

Zapewne tłuścioszek, ale z pomysłem!

Więcej na Republika Mydła

 

 

4. Męska Wyspa

 

Czy mamy panów na pokładzie? Pewnie trochę się znajdzie! A jeśli nie – mamy na pewno sporo pań, które chętnie zadbają o swoich panów! Poznajcie Męską Wyspę!

“Męska Wyspa to miejsce dla wszystkich poszukujących prostych, zdrowych i ręcznie robionych produktów do pielęgnacji męskiej skóry, włosów i brody. W naszej małej pracowni w Milejowie własnymi rękami wytwarzamy mydła, balsamy do brody, woski do wąsów i wiele innych specyfików – wszystkie z naturalnych składników, na podstawie własnych receptur i w małych partiach. Dzięki temu nasze kosmetyki dla mężczyzn zawsze są świeże i skuteczne.”

I choć marka musi popracować nad prezentacją, spodobał mi się prosty, surowy wręcz wygląd jej produktów. Pewnie coś kiedyś sprawię mojemu mężowi!

Więcej na Męska Wyspa

 

5. PITERAQ

To dopiero ciekawa nowość do makijażu! W dodatku porządnie, estetycznie i ciekawie zaprezentowana.

“Stworzyliśmy receptury z największą zawartością naturalnych komponentów, stanowiących ponad 98% składu, ponieważ tylko w ten sposób możemy ci zagwarantować ochronę twojej urody.

Powiedzieliśmy nie parabenom, eterom glikolowym, sylikonowi, PEG-om i nanocząsteczkom. Powiedzieliśmy tak naturalnym zapachom, minerałom, olejkom eterycznym i witaminom. Ponieważ natura nie potrzebuje żadnych dodatków.”

Widać, że marka, jeśli się nie mylę – włoska, dopiero wchodzi na rynek. Polska wersja strony www już funkcjonuje, ciężko mi jednak znaleźć miejsce, gdzie te kosmetyki byłyby dostępne. Wiem jednak na pewno, że marka pojawi się na Targach Kosmetyków Naturalnych Ekotyki w Krakowie (22-23.09).

Więcej na Piteraq

 

6. Plantea

Oto i kolejna ciekawa nowość – Plantea! Wciąż jeszcze malutka marka Laboratorium Kosmetyków Patrycji Korzec. Mnie ujęła świeżą, kobiecą, minimalistyczną identyfikacją i świetnie trafionym połączeniem różu i czerni, kokardek i brązowych opakowań. Zaintrygowała mnie też mocno galaretka do twarzy i ciała.

Marka ma w ofercie zaledwie kilka produktów. Widać, że dopiero zaczyna, że się rozwija. Trzymam mocno kciuki i chętnie będę podglądać dalsze losy!

Więcej na Plantea

 

7. Fair Squared

To dopiero, słuchajcie, ciekawa nowość! I nie tylko o same produkty tu chodzi, ale o filozofię marki.

“Jest nam niezmiernie miło przedstawić Państwu firmę Fair Squared z Niemiec, która jako jedna z pierwszych firm na świecie zaoferowała kosmetyki, w których składzie znajdziemy składniki Fairtrade, czyli z tzw. Sprawiedliwego Handlu. Produkty firmy Fair Squared posiadają również certyfikaty: NATRUE, Vegan Society oraz organizacji PeTA. NATRUE zajmuje się certyfikowaniem naturalnych i organicznych  kosmetyków, Vegan Society świadczy o wegańskim składzie produktów, natomiast  PeTA to organizacja zajmującą się prawami zwierząt. Trzeba również podkreślić, że jako jedna z niewielu firm kosmetycznych na świecie, Fair Squared posiada certyfikat HALAL, który jest bardzo ważny dla muzułmanów. Wszystko to pozwala stwierdzić, że marka Fair Squared jest jedną z najbardziej etycznych firm kosmetycznych  na świecie.”

Wiem, że zwracacie uwagę na powyższe wartości i certyfikaty. Teraz pozostaje tylko zapoznać się z ofertą produktową marki – całość znajdziecie na stronie Namaqua

 

 

8. Shy Deer

 

I jeszcze jedna ciekawa nowość. Marka, której hasło brzmi: “Szukając bliskości natury”. Oto Shy Deer!

“Shy deer to nieśmiały młody jeleń, który jest dla nas symbolem młodości, niewinności i kontaktu z naturą, której bliskości niejednokrotnie nam w życiu codziennym brakuje. Naszym celem jest dostarczenie najlepszych właściwości płynących z dobrodziejstw pochodzenia roślinnego w formie produktów do pielęgnacji. Zależy nam, aby używając ich móc poczuć się bliżej natury i za ich sprawą wyglądać i czuć się młodziej i piękniej. Warto pamiętać, że jeleń jest zwierzęciem roślinożernym – chcemy tym podkreślić, że kosmetyki shy deer są odpowiednie dla wegan i wegetarian.”

Mi osobiście etykietki wydają się mało czytelne i trochę przeładowane (takie zboczenie zawodowe), ale punkt za ciekawe słoiczki i opakowania z elementami drewna (z włoskich, zarządzanych w sposób zrównoważony lasów). W ofercie marki znajdziemy najistotniejsze produkty do pielęgnacji twarzy. Warto też zajrzeć na stronę i zapoznać się z poradami dotyczącymi codziennych rytuałów naturalnej pielęgnacji.

Więcej na Shy Deer

 

 

9. Targi Kosmetyków Naturalnych Ekotyki

 

Na koniec – dobra wiadomość! Wiele (jeśli nie wszystkie) z powyższych marek znajdziecie podczas najbliższych edycji Targów Kosmetyków Naturalnych Ekotyki! Jako patron medialny wydarzeń, serdecznie Was na nie zapraszam!

A oto, jak o targach piszą organizatorki:

Nadchodzi okazja do przygotowania się na długą jesień i zimę – Targi Kosmetyków Naturalnych Ekotyki zapraszają z końcem września do Krakowa (22-23.09) i Katowic (29.09)!

Otul się odżywczymi masłami do ciała, rozgrzewaj naturalnymi peelingami, zrób zapasy pachnących świec i mydeł, olejków do ciała, kremów i innych eko-mikstur. Targi Ekotyki to świetne miejsce dla tych, którzy lubią dotknąć, powąchać i wypróbować kosmetyki na własnej skórze. Wyjątkowa okazja do bezpośredniego kontaktu z twórcami naturalnych kosmetyków i dobrania produktów do potrzeb własnej skóry. Ale przede wszystkim to targi – tu załapiesz się na wyjątkowe promocje, skorzystasz z rabatów i ofert specjalnych ale też po prostu się potargujesz 🙂

Tym bardziej, że na gości Ekotyków będzie czekało w sumie ponad 100 wystawców!

Ekotyki to wyjątkowe marki, które opierają produkcję swoich kosmetyków na naturalnych surowcach. Znajdziesz tu ogromny wybór kosmetyków organicznych, wegańskich, nietestowanych na zwierzętach. Targi są bezpłatne dla odwiedzających.

W Krakowie targi odbędą się w weekend 22-23 września w Pałacu Czeczotka – całe drugie piętro wypełnią produkty do naturalnej pielęgnacji ciała i zmysłów, zaś piętro niżej będzie można przy okazji odwiedzić targi dizajnu Kiermash.

W Katowicach Ekotyki zapraszają 29 września do Galerii Szyb Wilson, gdzie oprócz naturalnych zakupów, goście będą mogli skorzystać z bezpłatnych zajęć jogi i odpocząć w strefie foodtrucków.

Więcej informacji o targach znajdziecie na Facebooku – Kraków TUTAJ – Katowice TUTAJ!

Wpadniecie?

Kosmetyczny wish list na lato

Lato w pełni!

Powoli już szykuję się nasz wakacyjny wypad na północ kraju. Jeszcze chwila, dwa tygodnie. A tymczasem zaczynam już rozmyślać, co tu spakować. I do walizki i do kosmetyczki.

Pora więc na letni, ciepły, wakacyjny wish list kosmetyczny!

A w nim same ciekawe, naturalne nowości, które zaintrygowały mnie ostatnimi czasy!

1. Hands on Veggies Zestaw podróżny, a w nim organiczny szampon, organiczny żel pod prysznic i organiczny mus do mycia ciała – bardzo ciekawa jestem całej marki! / Ecco Verde

2. Phenomé ochronny krem przeciwsłoneczny Protective face cream SPF30 – aksamitny preparat łączący optymalną ochronę z intensywną pielęgnacją, zabezpieczający skórę przed szerokim spektrum promieniowania UV, zarówno UVA jak i UVB / Ekopolka

3. Krem z Filtrem Mineralnym do twarzy SPF 30 Suntribe – zawiera jedynie 3 naturalne składniki, w tym tlenek cynku, który jest najbezpieczniejszym filtrem mineralnym / J’Adore Bio

4. Balsam do ust Crazy Rumors – lemoniada – uwielbiam te balsamy! Są ekologiczne, wegańskie, nietestowane na zwierzętach. A jak pachną! / Sweet Piggy

5. Puder ryżowy Fixer Mohani – na bazie certyfikowanej mączki ryżowej. Lekki, delikatny i transparentny. Absorbuje nadmiar sebum i matuje cerę, pozostawiając ją świeżą i aksamitnie gładką. Fixer – przedłuża trwałość makijażu nawet kilkunastu godzin / Skarbiec Natury

6. ey! organic cosmetics Summerlips SPF 20 – zapewnia ochronę delikatnym ustom / Ecco Verde

7. Polny Warkocz – Esencja Kojąca Złoty Korzeń i Czerwony Mak – hydrolat z kwiatów czerwonego maku wykazuje właściwości kojące i łagodzące. Napar z tarczycy bajkalskiej (złoty korzeń) rozjaśnia cerę, działa przeciwutleniająco.  / Rezerwat Natury

8. ALOESOVE Regenerujący żel do twarzy, ciała i włosów – ten żel już u mnie jest i faktycznie – na lato jest genialny! Uniwersalny żel, zawierający organiczny ekstrakt z aloesu, doskonale nawilża, odpowiada za właściwości stymulujące komórki do szybszej odbudowy, i antyoksydacyjne / Sylveco.pl

9. Nawilżająca esencja do twarzy z rabarbarem do skóry suchej i normalnej Avebio – zawiera aktywną frakcję otrzymywaną z korzenia rabarbaru, a także: hydrolat z neroli, hydrolat z lawendy, hydrolat z róży damasceńskiej, naturalny sok z aloesu. Całą kompozycję dopełnia kwas hialuronowy / Kopalnia-Zdrowia.pl

10. 100% Pure Maska z zieloną herbatą Water Bomb – zastrzyk nawilżenia dla suchej skóry. Kwas hialuronowy zawarty w niej zapewnia komórkom skóry nawilżenia, a koncentrat z zielonej herbaty ma silnie działanie przeciwutleniające i przeciwzapalne / Ecco Verde

Herbaciano-chabrowa esencja pod oczy

Postanowiłam wypróbować nowy, ciekawy składnik! Nazywa się Sucragel i co jakiś czas dochodzą mnie o nim same ochy i achy. Co to takiego?

Cytuję za Zielonyklub.pl:

“Sucragel jest nowym i interesującym składnikiem „zielonych” kosmetyków. Jest całkowicie naturalny na bazie estrów cukrowych, gliceryny i olejów roślinnych. Ma on unikalną właściwość zagęszczania oleju i tworzenia z niego żelu. Dzięki niemu tworzenie profesjonalnych olejowych żeli i emulsji jest banalnie proste. Co ciekawe, przy użyciu sucragelu można robić emulsje i żele całkowicie na zimno. Ale w razie potrzeby sucragel może być podgrzany do 80C.

By przygotować żel używa się 20 – 25% sucragelu i 80 – 75% oleju. Olej dodaje się stopniowo do sucragelu, ciągle mieszając aż do otrzymania jednolitego żelu. Tak przygotowany żel w zetknięciu z wodą spontanicznie emulguje, co jest kolejną cechą, która pozwala jeszcze bardziej powiększyć wachlarz jego zastosowań. Dodając do żelu wodę można bardzo łatwo otrzymać bazę dla kremu, mleczka, preparatu oczyszczającego skórę czy do mycia włosów. Łatwość wykonywania różnych receptur z użyciem sucragelu czyni go bardzo wdzięcznym materiałem i jednym z najlepszych wyborów do domowej produkcji kosmetyków.

Sucragel poza właściwościami zagęszczania, emulgowaniem i stabilizowaniem emulsji posiada również znakomite właściwości nawilżające oraz łagodnie oczyszczające.”

Brzmi bardzo ciekawie prawda?

Jeśli i Was zaintrygował, zobaczcie też koniecznie filmik instruktażowy, jak wykonać żel olejowy:

 

Zrobiłam więc kilka eksperymentów, licząc na piękny, gęsty żel. Niestety, prawdopodobnie przez fakt, że niestety nie posiadam takiego fajnego miksera, a może też przez moją niecierpliwość, taka idealna konsystencja mi nie wyszła…

Nie ma jednak tego złego! Powstało coś, z czym polubiłam się bardzo! Na żel zatem przyjdzie pora, być może następnym razem, jak zaopatrzę się w kolejną porcję składnika.

 

 

Tymczasem chciałam przedstawić Wam kosmetyk, który jest nieco łatwiej zrobić samemu, ot po prostu w domu, za pomocą zwykłego blendera. Powstaje nam coś w rodzaju lekkiej, żelowo-olejowej esencji, którą skóra fajnie przyjmuje i szybko wchłania. Bardzo więc polecam nie poddawanie się, jeśli nie uzyskujemy oczekiwanego rezultatu w naszych domowych laboratoriach. Spróbujcie zerknąć na swoją pracę nietypowo, odkryjcie coś nowego, ćwiczcie wyobraźnię. Jednocześnie nie przestawajcie próbować osiągnąć wcześniej zamierzonego celu. Najlepiej powiem połączyć kreatywność z wytrwałością.

Wracając do kosmetyku – ostatecznie powstała lekka esencja na bazie lnianego maceratu do stosowania wokół oczu. Wieczorem, po oczyszczeniu skóry, w trakcie codziennej pielęgnacji, wklepujemy 2-3 kropelki esencji na lekko jeszcze wilgotną po tonizacji skórę i idziemy spać. Zaczęłam stosować odkąd skończył mi się krem Orientany, o którym Wam ostatnio pisałam i muszę przyznać, ze spisuje się równie dobrze.

W esencji zawarłam bowiem antyoksydacyjną i usuwającą ze skóry wokół oczu zmęczenie i opuchliznę – zieloną herbatę, kojące i skórę i same oczy – kwiaty chabrów oraz mocno łagodzące – rumianek i lawendę. Te zioła macerowały się w mocno odżywczym oleju lnianym. Całość w połączeniu z nawilżającymi właściwościami sucragelu stworzyła prawdziwą petardę.

Polecam więc eksperymenty z sucragelem, a jeśli chcecie zdać się na prosty i szybki przepis na pielęgnacyjne cudo i wykorzystać przy tym tradycyjny blender – do dzieła!

 

Herbaciano-chabrowa esencja pod oczy

Składniki:

  • 20 ml sucragelu
  • 100 ml oleju lnianego
  • łyżka zielonej herbaty
  • łyżka suszonych chabrów
  • łyżka suszonych rumianków
  • łyżka suszonej lawendy

 

Do ceramicznej miseczki wsypujemy zioła i zalewamy olejem. Mieszaninę podgrzewamy na maluteńkim, malutenieczkim ogniu, w kąpieli wodnej, co jakiś czas mieszając. Nie pozwalamy, aby temperatura nadto się podniosła, a już na pewno nie dopuszczamy do wrzenia oleju.  W ten sposób macerujemy zioła przez 3-4 godziny. Po tym czasie odstawiamy macerat do ostygnięcia i przecedzamy olej przez sitko.

Do zlewki wlewamy sucragel. Włączamy blender na najmniejsze obroty i bardzo powoli, jak na powyższym filmiku, dolewamy 80 ml maceratu (dodałam też, co osobiście polecam, 1 ml eco konserwantu z Ecospa). Mieszamy aż do uzyskania możliwie jednolitej, żelowej konsystencji. Gotową esencję-żel przekładamy do pojemniczka z pompką. Źle zmieszana esencja, będzie się po jakimś czasie rozwarstwiać. Wystarczy wtedy strząsnąć pojemniczkiem.

Esencję, jak już wspominałam, nakładamy w trakcie wieczornej pielęgnacji, na oczyszczoną, stonizowaną skórę wokół oczu, wklepując 2-3 kropelki.

Powodzenia w pracy nad esencją i jeszcze bardziej – w tworzeniu żeli!

I za mnie trzymajcie kciuku! 🙂

 

W roli głównej: BIO Krem pod oczy Orientana

Mała gwiazdka dzisiaj zaświeci na naszym nieboskłonie. Mała – dosłownie. Bo tak naprawdę gwiazdą powinna być sporą. Dzisiaj w roli głównej zaprezentuje się Wam Naturalny Kompleksowy BIO KREM POD OCZY regenerująco – odmładzający marki Orientana.

Uff… przyznajcie, że nazwę to ma wybitnie długą. Mam wrażenie, ze producent w samej nazwie chciał po prostu zawrzeć całe sedno i wszystkie zalety kremu. Nie da się jednak ukryć, że nie jest to taki sobie o – zwyczajny kremik. Może więc i na długą nazwę zasługuje?

Zacznijmy jednak od opakowania. Muszę przyznać, że po prostu takie lubię. Cała oprawa graficzna jest lekka, przejrzysta, bardzo kobieca i osadzona w trendach. Szczególnego czaru dodają jej malowane chińskie piwonie, które to odgrywają istotną rolę w składzie kosmetyku. Sam pojemniczek na krem jest mały – jak to w przypadku kremów pod oczy, ale praktyczny i gwarantujący swobodę używania. Choć osobiście wolałaby jednak, żeby był go więcej…

 

 

Co jednak znajdziemy w środku? Krem o przyjemnych, nieoczywistym zapachu, o gładkiej i lekkiej konsystencji, w której jednak czuć bogate wypełnienie odżywczymi składnikami. Nie jest ani za lekki, ani zbyt tłusty. Wchłania się po krótkiej chwili wklepywania w okolice oczu, pozostawiając skórę faktycznie i widocznie odżywioną, napiętą i miłą w dotyku.

I może już od razu napiszę, że to jeden z najlepszych kremów pod oczy, jakie stosowałam. I że w ogóle – używanie go to czysta przyjemność. Mam wrażenie, że skóra wokół oczu stała się gładsza i bardziej sprężysta. Mam też nadzieję, że zyskał na tym mój uśmiech 🙂 Bo uśmiechać się bardzo lubię.

Producent zapewnia, że krem gwarantuje “zwiększenie elastyczności skóry, widoczny efekt spłycenia zmarszczek, zregenerowaną delikatną skórę okolic oczu, rozświetlone spojrzenie, optymalnie napiętą skórę wokół oczu.” I są to faktyczne efekty codziennego stosowania kremu.

Skład mamy tu.. hmmm… bogaty. Składników jest sporo, ale są to dobre składniki, oleje i ekstrakty roślinne. Na pierwszych miejscach znajdujemy wodę i glicerynę, co bywa czasem nie za dobrze odbierana. Osobiście jednak sama glicerynę lubię i stosuję. Nie widzę także problemu w zastosowaniu w fazie wodnej właśnie wody, choć przyznaję, że na hydrolaty jakoś tak lepiej reaguję. To, na co zwraca szczególną uwagę producent w składzie kremu to: “piwonia chińska, która poprawia obszar włókien i strukturę skóry, kofeina 0 usprawnia przepływ limfy, zmniejsza obrzęki i worki pod oczami, mika – daje efekt naturalnego rozświetlenia i rozjaśnienia skóry, alpinia lekarska – regeneruje funkcje barierowe naskórka, imbir – ma silne właściwości antyoksydacyjne i chroni skórę przed czynnikami powodującymi starzenie.”

Krem ma więc wszystko to, co krem pod oczy mieć powinien. Szczególnie osobiście lubię zawartość kofeiny w tego typu kosmetykach. Ona po prostu faktycznie dobrze skórze wokół oczu robi!

Gratuluję więc marce Orientana kolejnej dobrej nowości. Z przyjemnością podglądam kierunki, w których się rozwija. I trzymam mocno kciuki za dalsze sukcesy, za zaskakiwanie klientów, za jakość produktów i dobry marketing. Z przyjemnością poznam nowe azjatyckie cuda podane nam przez rodzimego producenta.

Krem dostępny na stronie Orientana.

 

Czary Marigold

Kasia, mam wrażenie, nigdy nie należała do tego świata. Kasia bowiem zawsze zdawała się należeć do świata, do którego mi nie dane było trafić. Choć próbowałam. Kasię zawsze widziałam oczami wyobraźni tańczącą z nimfami, biegającą z elfami lub poszukującą zapomnianych ścieżek z leśnymi wróżkami.

Miałam to szczęście chodzić z Kasią do klasy w liceum i być może jeszcze większe, że wciąż utrzymujemy kontakt. Utrudniony mocno, bowiem Kasia, moi drodzy, znalazła swoje miejsce daleko… Jakiś czas temu postanowili z mężem zakupić gospodarstwo na Warmii. I tam, słuchajcie, posiali nagietki! Intensywne, czyste, szczęśliwe wręcz nagietki. Ekologiczne i pełne warmińskiego słońca. Postanowili, że to nagietki staną się ich sposobem na życie, choć sprawdzają także inne rośliny.

I wiecie co? Te nagietki właśnie, ta ich pomarańczowa soczystość i zapomniana nieco moc, one właśnie tak bardzo mi do Kasi pasują.

Dzisiejszy post jest jedynie wstępem do nagietkowego tematu. Chciałabym bowiem pokazać Wam, co takiego z tych nagietków Kasia potrafi wyczarować. Ale spotkamy się z nimi zapewne jeszcze nie raz. Bardzo chciałabym zawitać w tym roku na nagietkowej farmie i na własne oczy zobaczyć całe pomarańczowe pole!

Gospodarstwo Kasi to Zioła Obiecane Giławy 71. Strona dopiero w budowie, zajrzyjcie więc koniecznie na fanpage na Facebooku i śledźcie poczynania Kasi. Osobiście wróżę nagietkową rewolucję!

 

A co to tu mamy?

Dwa cuda! Cudeńka! W których nie tylko znajdziemy oleje i olejki, nie tylko to, co najlepsze z nagietka… Mam wręcz nieodparte poczucie, że w tej niepozornej buteleczce i w aluminiowej puszeczce, w której schowany był balsam w kostce, dodano jakieś czary (o czym z resztą mówi nam sama etykieta). Może jakąś tajemną alchemiczną energię? Może jakiś kosmiczny pierwiastek? Może ducha warmińskich lasów i jezior?

No coś ewidentnie w nich jest!

To, co wiem na pewno, to w tym uroczym maślanym nagietku, w obsypanym nagietkowym suszem balsamie w kostce, który zachwyca wizualnie i odurza (ale pozytywnie) zapachem, mamy masło shea, wosk pszczeli, macerat z ekologicznego nagietka oraz olejki eteryczne z bergamotki, pomarańczy, cytryny, limonki, paczuli. Trzeba przyznać, że nie przyszło by mi samej do głowy połączyć nuty cytrusowe z intensywnym paczuli, ale to naprawdę działa! Aromat pozostaje na skórze do następnego dnia, intryguje i kusi.

W buteleczce natomiast mamy macerat z nagietka w oleju sezamowym z domieszką olejków z cytryny, pomarańczy i bergamotki. Zapach zniewala. Mam wrażenie, jakbym pachniała… ciasteczkami! Energetyzującymi ciasteczkami z ukrytą mocą.

Jak stosujemy te cuda? Wsmarowujemy w wilgotną skórę po kąpieli. Spokojnie, powolnymi ruchami, nie warto tu się spieszyć. Delektujmy się! Odrywamy kawałeczek balsamu, roztapiamy go w dłoniach i masujemy skórę. Macerat można także zmieszać z ulubionym balsamem lub dolać łyżkę do kąpieli. Balsam w kostce jest cięższy, gęstszy, dłużej go czuć na skórze, ale to właśnie domena maseł z woskiem. Jeśli wolicie coś lżejszego, sięgnijcie po olejek. Oba wspaniale koją, odżywiają i zmiękczają skórę. Jest przyjemna w dotyku i zdrowsza. Nagietek pielęgnuje, wspomaga regenerację i łagodzi podrażnienia.

I cały czas ma się uczucie, jakby tu faktycznie było coś jeszcze… Ten tajemniczy składnik, magiczny pierwiastek, którego nie umiem ani nazwać ani zrozumieć.

Maceraty i balsamy dostępne są na razie poprzez fanpage Zioła Obiecane Giławy 71 na Facebooku, warto także zaglądać na sobotni targ w Jezioranach. Strona internetowa i sklep jeszcze są w budowie. Z pewnością Was poinformuję, jak zaczną działać!

Facebook