KategorieNaturalna pielęgnacja

Co nowego w chorwackiej pielęgnacji

Kto nie może się już doczekać wakacji w Chorwacji?

Ja na pewno!

A że lato, może i coraz bliżej, ale wciąż jeszcze jest bardzo odległe, trzeba sobie je jakoś… wizualizować.

Na szczęście o to nie trudno, bo z pomocą przychodzi nam bogactwo chorwackich ziół. A dokładniej Dalmatinka – zaprzyjaźniony sklep, o którym już dwukrotnie tu pisałam, a w którym znajdziemy kosmetyki rodem z Chorwacji właśnie!

Poprzednie wpisy znajdziecie TUTAJ i TUTAJ. Polecałam w nich cudownie pachnące Chorwacją – autentycznie Chorwacją – masełka, mydełka, peelingi, a nawet gąbeczkę! Co tym razem podesłała mi Martina?

Coś zupełnie innego!

Zacznę od produktu, o którym Martina mi napisała, że lubi go najbardziej. Jest to jedna z nowości pielęgnacyjnej w ofercie marki Azena – Serum do twarzy. „Bogate, o silnym działaniu, a jednocześnie delikatne serum do twarzy opracowane z myślą o odżywieniu, wygładzeniu i rozświetleniu skóry. Dzięki naszej mieszance oliwy z oliwek, skwalenu, Q10, olejku mandarynkowego i olejku z pestek moreli Twoja skóra będzie gładsza, jędrniejsza i bardziej nawilżona. Sprawdzi się idealnie do wykonywania masażu twarzy oraz przygotuje naszą skórę przed nałożeniem makijażu.” Jest to kosmetyk idealny dla wszystkich wielbicieli olejkowych mieszanek. Ja zawsze do takowych podchodzę bardzo ostrożnie, a muszę przyznać, że to jest naprawdę łagodne dla buzi, lekkie i widocznie wspomagające codzienną pielęgnację. Ma szalenie intrygujący zapach, głęboki taki, jakby męski, ale bardzo przyjemny, z wyczuwalną lawendą. Polecam codziennie dwie kropelki pod krem na noc. Potem skóra śni o gorącym chorwackim wybrzeżu.

Bardzo do gustu przypadł mi Mikrozłuszczający żel do mycia twarzy Herbae. Jakim zaskoczeniem był jego zapach, kiedy go pierwszy raz użyłam. Głęboki, otulający, kuszący aromat drzewa różanego! Bardzo niespotykany w tego typu produktach, ale naprawdę ciekawy. Sam żel doskonale nadaje się do codziennego użytku. Jest leciutki, bardzo delikatny, ale ma wyczuwalne właściwości peelingujące, dzięki zawartości drobniutko zmielonych pestek oliwek. Doskonale spełnia swoje zadanie, pozostawiając buzię czystą, ale bez uczucia ściągniętej, suchej skóry.

Ziołowy peeling do twarzy i ciała Azena pokochają miłośnicy peelingujących tłuściochów, które pozostawiają skórę od razu odżywiona i nawilżoną. W moim odczuciu do twarzy jest jednak zbyt intensywny, spokojnie jednak przyjmuje go skóra ciała. „Olejek z oliwek i słonecznika uelastycznia skórę, a sól morska i drobno zmielone pestki oliwek delikatnie oczyszczą i usuną starą warstwę skóry.” Jest to więc dosyć szorstki peeling, z drobinkami o różnych wielkościach. Masujemy nim skórę pod prysznicem, a następnie dokładnie ją zmywamy z pomocą ulubionego żelu czy mydełka – pozostaje bowiem dosyć tłusta warstwa. Ekstrakty i olejki ziołowe – mamy tu lawendę, żywokost, nagietka czy oliwę, pomogą skórze się zregenerować i przy okazji wspomagają jej oczyszczanie właściwościami pielęgnacyjnymi. Peeling ma malutkie opakowanie, ale jest bardzo wydajny.

Na koniec coś, co w tych czasach bywa bardzo potrzebne – spray do dezynfekcji rąk Azena. Jest to produkt oparty na alkoholu, jak większość tego typu sprayów, ale tutaj mamy jeszcze coś specjalnego! „Pozostawia ręce suche i przyjemnie pachnące – dzięki zawartości olejków eterycznych z lawendy i rozmarynu. Spray dodatkowo wzbogacony jest ekstraktem z żywokostu, który naturalnie zawiera alantoinę – składnik pomagający zregenerować skórę.” I to właśnie to połączenie lawendy i rozmarynu jest tu tak wyjątkowe! Uwielbiam bowiem wąchać dłonie po użyciu sprayu i przenosić się myślami na południowe pustkowia porośnięte ziołami, których aromat unosi się w gorącym powietrzu. Muszę też oczywiście dodać, że olejki z lawendy i rozmarynu są silnymi antyseptykami i mają działanie przeciwwirusowe, co dodatkowo wzmacnia działanie produktu.

Wszystkie opisane tu kosmetyki, ale także dużo więcej znajdziecie na stronie Dalmatinka!

Jak ucieszyć nastolatkę – zapachowe błyszczące roll-ony

Być może sporo z Was wie już dobrze, że wcale nie jest łatwo ucieszyć nastolatkę. Zwłaszcza taką, co to jest niby na skraju nastoletniości, ale od dawna mam już wrażenie, że w ten okres weszła. Czas leci nieubłaganie 🙂 A mama kombinuje!

Tak i oto niedawno udało mi się właśnie całkiem przyjemnie moją prawie-nastolatkę zaskoczyć! Zrobiłam jej bowiem coś, co i mi wydaje się super fajne i zamierzam jedno dla siebie zagarnąć!

Zrobiłam super błyszczące, mieniące się w słońcu, kolorowe roll-ony z olejkami, które pachną totalnie wspaniale!

Podobne roll-ony już i tu kiedyś pokazywałam. Te jednak są o wiele fajniejsze! Czemu? Bo znalazłam do nich cudowne wypełnienie. Nie ma to jak buszowanie po sklepach craftowych! A i zapachy są naprawdę smakowite.

Jak ich używać? Kiedy tylko Wy lub Wasze pociechy zapragniecie pięknie pachnieć, sięgacie po roll-ny i delikatnie masujecie nimi skórę – zazwyczaj na nadgarstkach lub za uszami. Można nieco wklepać w szyję lub w dekolt. Same decydujecie! I pachniemy! A wykonanie jakże proste!

Do stworzenia roll-onów potrzebujecie:

  • buteleczek typu roll-on – ja moje kupiłam na Allegro TUTAJ – są szklane, wielorazowego użytku, a ich pojemność to 10 ml;
  • oleju kokosowego frakcjonowanego – użyłam tego olejku z kilku powodów – jest leciutki, suchy, więc nie pozostawia tłustych śladów, no i najważniejsze – jest przeźroczysty, dzięki czemu możemy pięknie wyeksponować nasze wypełnienie!
  • brokatowe wypełnienie – czyli coś pomiędzy cekinami, koralikami, a brokatem właśnie. Poszperajcie po okolicznych sklepach craftowych, na pewno coś podobnego znajdziecie. Wszystkie 5 moich wzorów pochodzi ze sklepu Tedi;
  • najważniejszego – zapachu! Jeśli preferujecie naturalne olejki eteryczne, to chyba najlepiej sprawdzą się tu te cytrusowe, jak pomarańcza czy limonka. My jednak postawiłyśmy na olejki zapachowe o przepięknych, soczystych aromatach! Osobiście polecam olejki ze sklepu Ecoflores (często używam na warsztatach), nasze ulubione to: mango (CUDOWNE!), zielona herbata, bez, fiołek, pina colada i wiśnia.

Do buteleczki wkładacie wypełnienie, według uznania. Zalewacie całość olejem kokosowym, a na końcu dolewacie wybrany olejek zapachowy – 10-15 kropelek. Nakładacie nakrętkę i całość strząsacie, żeby się ładnie połączyło. Roll-ony trzymamy pod ręką – w torebce, w piórniku, na biurku. Zawsze poprawią humor!

Nowa marka FeedSKIN i jej sesja produktowa

SPERSONALIZOWANA DIETA DLA SKÓRY
FeedSKIN to bogata i różnorodna dieta dla każdego typu cery.

Ta o swojej nowej marce pisze Sylveco. Tak, tak! Dobrze czytacie! FeedSkin to nowa, kolejna już marka w coraz szerszej ofercie Sylveco. I przy każdej nowej linii, przy coraz to nowszych premierach, coraz bardziej podziwiam odwagę, kreatywność, ale także umiejętność dostrzegania potrzeb rynku i jego trendów przez twórców tych kosmetyków.

I to trendów zarówno tych pielęgnacyjnych, jak i graficznych. Przyznacie bowiem, że to, co pierwsze rzuca się tu w oczy to te pełne kojącego optymizmu, jakże radosne pastelowe barwy! Za którymi jednak idzie ta laboratoryjna czystość, której czujemy, że możemy zaufać. Renoma marki matki gwarantuje nam też dobrą jakość składów kosmetyków. Nic, tylko próbować!

Bo co znajdziemy w linii? Nowoczesne składniki aktywne w wyjątkowych połączeniach, bez dodatków zapachowych. Optymalne stężenia składników nie prowadzą do niezgodności z innymi produktami i konieczności wykluczania Twoich ulubionych kosmetyków.

Mamy więc sera do twarzy dedykowane konkretnym problemom pielęgnacyjnym – jest serum na trądzik, na naczynka, na przebarwienia, nawilżające, na zmarszczki i pod oczy. Do trzech z nich dodano o toniki – jest więc tonik nawilżający, rozjaśniający i złuszczający. A żeby naszą codzienną pielęgnację zbalansować, bo skóra nie potrzebuje tak intensywnego zastrzyku składników aktywnych codziennie, serię uzupełniają bardzo proste w składzie, neutralne produkty do każdego typu skóry – krem do twarzy, żel myjący i płyn micelarny.

Miałam tę przyjemność wykonać dla marki kolejną już sesję produktową kreatywną. Tym razem jest prosto, minimalistycznie, możliwie czysto. Mamy troszkę dosłownych odniesień do odżywiania (w końcu nazwa FeedSKIN zobowiązuje), mamy też kształty geometryczne.

Przy okazji sesji sama mogłam dobrze przyjrzeć się wszystkim produktom. Część z nich stosuję już w mojej codziennej pielęgnacji! I z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, że naprawdę widać po nich i czuć nawet, że są porządnie przemyślane i bardzo dobrze skomponowane.

Do moich ulubieńców zaliczam wszystkie trzy toniki! Te mocniejsze – złuszczający i rozjaśniający stosuję rzadziej, z oczywistych względów, ale tonik nawilżający można spokojnie używać często. A nawet bardzo to zalecam, bo cudownie koi i łagodzi skórę!

Zupełnie tak samo jak serum nawilżające, które jest naprawdę przyjemnym kojącym plastrem na suchą skórę. „Betulina zwiększa elastyczność i regeneruje. Aminokwasy, betaina, kwas hialuronowy i ceramidy uszczelniają i odbudowują barierę hydrolipidową skóry, zapobiegając odwodnieniu. Kwas poliglutaminowy (PGA) wzmacnia działanie nawilżające, poprawiając wygląd skóry i jej strukturę.”

Świetne jest także to fioletowe serum pod oczy. Wklepuję je codziennie i mam wrażenie, że moje oczy nabrały świeżości 🙂 „Kofeina zmniejsza cienie i opuchliznę pod oczami, a betulina uelastycznia skórę, przyspieszając regenerację. Pullulan, trehaloza i kwas hialuronowy zapewniają optymalne nawilżenie, zapobiegają przesuszeniu, poprawiają ogólny wygląd skóry wokół oczu. Liporetinol, jako bezpieczna pochodna retinolu, ujędrnia i widocznie zmniejsza zmarszczki mimiczne.”

Stosuję także rzadziej i wymiennie serum na trądzik i na przebarwienia, bo moja kapryśna skóra potrzebuje takich produktów. I tutaj też jestem bardzo zadowolona z rezultatów. Choć przyznaję, że pełną ocenę można wydać po długoterminowej kuracji. Niemniej jednak są to takie produkty, których efekty są widoczne już następnego dnia (sera nakładamy na noc).

Muszę także bardzo pochwalić te neutralne kosmetyki. Beżowy kremik do twarzy jest jakby treściwszy, ale zupełnie, autentycznie zupełnie, nie robi krzywdy kapryśnej cerze. Wręcz przeciwnie – jest świetnym uzupełnieniem i odpoczynkiem od tych wysyconych składnikami produktów. Płyny – ten do mycia twarzy i zmywania makijażu, po prostu doskonale spełniają swoją funkcję. Jedną i konkretną. Żeby już nie przedobrzyć.

Nic Wam jeszcze nie mogę napisać o serum na naczynka i zmarszczki. Chyba same musicie wypróbować!


Z całego serca polecam kosmetyki i zapraszam do spojrzenia na kilka zdjęć z mojej sesji. Ach, kosmetyki znajdziecie na Sylveco.pl


Więcej moich prac na LiliCreative.pl

Jak wziąć udział w moich warsztatach?

Od czasu do czasu przesyłam Wam w social mediach wycinki z mojej warsztatowej pracy. Jak może bowiem pamiętacie, od około 12 już lat prowadzę warsztaty tworzenia kosmetyków naturalnych i słodyczy kosmetycznych. Te drugie to taka moja ukochana specjalność. Słodycze kosmetyczne to kosmetyki, które wyglądają jak słodkości lub składają ze słodkich składników. Sporo moich pomysłów i przepisów na nie zamieściłam w książce Cukiernia kosmetyczna, która została wydana już kilka lat temu, nakładem wydawnictwa Publicat. Wciąż dostępna jest w księgarniach, zapraszam więc serdecznie do zakupów.

Wracając do tematu – jak wziąć udział w moich warsztatach?

Kochani, od dłuższego czasu nie organizuję sama otwartych warsztatów. Oznacza to, że na ten moment nie zapraszam serdecznie wszystkich chętnych, nie tworzę zapisów, grup, wydarzeń. Czemu? Zdecydowałam się bowiem na razie działać nieco inaczej. Po dwóch ostatnich razach, kiedy to niestety nie zebrała się grupa, postawiłam przez jakiś przynajmniej czas skupić się na działaniu dla firm i organizacji.

Czyli dla kogo?

Ot, choćby dla firm, które organizują wyjazdy integracyjne swoich pracowników, na przykład do hoteli w różnych urokliwych częściach Polski.

Dla korporacji, które pragną urozmaicić zwykły dzień pracy ciekawą atrakcją w swoim biurze.

Dla organizatorów spotkań prasowych lub eventów promujących ciekawy produkt, znowuż jako atrakcja wieczoru.

Dla agencji eventowych i biur podróży, kiedy to staję się częścią programu integracyjnego czy motywującego.

Dla organizacji samorządowych, które organizują w swoim regionie, gminie czy mieście ciekawe angażujące wydarzenia dla okolicznych mieszkańców.

Dla kół gospodyń wiejskich lub lokalnych stowarzyszeń, których to członkinie pragną nauczyć się czegoś nowego.

Bywam i na piknikach miejskich, i wśród przeuroczych starszych pań z kół emerytek, i na kameralnych otwarciach salonów spa, i na warszawskich celebryckich spotkaniach w ekskluzywnych modnych restauracjach.

Bywam i nad morzem, i na Mazurach, i w dużych miastach, i w górach oczywiście. Wszędzie tam, gdzie jest zapotrzebowanie na taką właśnie atrakcję.

Także jak widzicie – rozstrzał jest wielki! I jest to szalenie przyjemne, za każdym razem intrygujące i za każdym razem mocno satysfakcjonujące.


Jak wziąć udział w moich warsztatach?

Jako, że pracuję dla klientów, nie mogę niestety zapraszać nikogo bezpośrednio. Z szacunku dla ich prywatności, nie publikuję także zdjęć moich uczestników. Jeśli jednak chcielibyście wziąć udział w warsztatach, a obiecuję, że zabawa jest cudowna, możecie:

  • zorganizować takie warsztaty w swojej firmie – podczas jakiegoś tematycznego dnia lub na spotkaniu integracyjnym. Jeśli nie Wy decydujecie, podrzućcie namiar na moją stronę warsztatową – www.LiliGarden.pl – osobie odpowiedzialnej;
  • zainteresować warsztatami Wasz okoliczny dom kultury, ośrodek gminny czy lokalne stowarzyszenie aktywujące społeczność – bardzo często w takich organizacjach są specjalne fundusze lub starają się one o granty na tego typu wydarzenia;
  • dołączyć warsztaty do programu większej imprezy, którą organizujecie;
  • czasami także prowadzę warsztaty na wieczorach panieńskich, ale tu muszę zastrzec, że takie kameralne, prywatne warsztaty prowadzę jedynie w Krakowie i okolicach.

Jak zorganizować warsztaty? Ile to kosztuje?

Nie mam stałej kosztowo oferty, ponieważ nie jest to możliwe. Koszty warsztatów zależą bowiem od ilości uczestników, długości ich trwania (standardowo w ofercie polecam zazwyczaj takie 2-godzinne, ale mam także specjalne programy na krótsze warsztaty lub otwarte stoiska warsztatowe), najważniejsze – lokalizacji, a co za tym idzie – kosztów dojazdu, czasu poświęconego na dane wydarzenie, konieczności uczestnictwa drugiej osoby – asystentki lub asystenta. Czasami macie szczególne wymagania lub potrzeby, jakiś konkretny temat eventu, do którego trzeba dopasować program. Wszystko to sprawia, że każda oferta jest przygotowywana indywidualnie i pod konkretne zapytanie.

Zapraszam więc przede wszystkim do zajrzenia na moją warsztatową stronę – www.LiliGarden.pl , a potem do przesłania zapytania na adres lilinatura@lilinatura.pl. W mailu napiszcie proszę kiedy planujecie warsztaty, gdzie dokładnie, na ile osób i inne informacje lub potrzeby, które uważacie za istotne. Ja wtedy przygotowuję ofertę, w której albo umieszczam moje standardowe propozycje tematów warsztatów, albo tworzę dedykowany program oraz dodaję konkretne koszty. W ofercie znajdziecie wszelkie niezbędne informacje, zawsze jednak możecie o wszystko dalej pytać mailowo lub telefonicznie.

Kiedy tylko podopinamy sobie szczegóły, przyjeżdżam do Was, na miejsce warsztatów i uruchamiam moją pachnącą magię!

Zapraszam więc ciepło!

Sesja kosmetyków Vianek

Od dawna nic tu Wam nie wrzucałam z oczywistych powodów. Chciałam pozostawić przestrzeń naszego onlinowego świata sprawom znacznie ważniejszym. Z resztą, jak nas wszystkich, i mnie wypełniała rozpacz, przerażenie, współczucie i niedowierzanie. Ostatni wpis z relacją z naszego krótkiego wypadu do Barcelony już teraz wydaje mi się jakby wyjęty ze snu. Z pięknego snu z czasów przed wojną…

Wciąż jednak pracowałam. Wciąż wprawdzie na pół gwizdka, bo moja mała Lilcia zajmuje mi większość czasu. Ale właśnie dzisiaj uznałam, że to już pora, aby zajrzeć do Waszych domów i pokazać Wam coś niecoś z moich ostatnich pracowych działań.

Będą to migawki, fragmenty sesji produktowej, kreatywnej kosmetyków Vianek, którą robiłam w styczniu i lutym. Marzec jest już pod znakiem całkowitej nowości, ale o tym niedługo!

Tymczasem – Vianek! Marka dobrze nam znana, jak sądzę. Młodsza siostra Sylveco, z szeroką gamą naturalnych produktów do pielęgnacji ciała, włosów i twarzy. Zdobiona przepięknymi zalipiańskimi wzorami, które chciałam uwypuklić i zaakcentować.

Wszystkie produkty marki Vianek znajdziecie na stronie Sylveco.pl


Załączam Wam tutaj część zdjęć i zapraszam nieustannie do mojego portfolio (tak wiem, będę je aktualizować, jestem z tym strasznie do tyłu…) – www.LiliCreative.pl :*


Południowe słońce na twarzy

Pamiętacie może TEN wpis o pachnących kosmetykach rodem z Chorwacji?

Niedawno napisała do mnie ponownie Martina, właścicielka sklepu Dalmatinka, z którego owe kosmetyki pochodziły, że pojawiły się właśnie u niej super gąbeczki. No i czy nie zechciałabym takiej wypróbować, a potem i Wam pokazać. Jako, że wciąż tak tęskno mi do południowego słońca i wszystkiego, co przywodzi na myśl ciepłe morze, zgodziłam się chętnie.

Wraz z gąbeczką przyleciały do mnie inne cudowności – NARANCA – pomarańczowy krem do twarzy Herbae oraz kolejne urocze mydełko 757 The Sea Heart. A to właśnie ten kremik stanowi coś w rodzaju… przeniesienia tego południowego słońca na nasza buzię! Ale o tym za chwilę…

Zacznę od gąbeczek. Skąd się wzięły? Martina wyjaśnia na sklepowym blogu: z morza, a dokładniej z Adriatyku. Gąbki są w 100% naturalne, rosną w głębinach, jednak nie musisz się martwić gąbka morska to surowiec odnawialny. Podczas zbiorów doświadczeni nurkowie za pomocą specjalnych haków odcinają część gąbki, pozostawiając jej podstawę, co umożliwia szybki porost kolejnej gąbki dokładnie w tym samym miejscu.

Zadbaliśmy o to by farma, z której pochodzą gąbki dokładnie znała się na swoim fachu a przy tym dbała o środowisko morskie i tak rodzinna manufaktura AQUA SUB z Szybenika z 300 letnią tradycją zaopatrza nas w gąbki łowione u wybrzeży Adriatyku. Umiejętności i wiedza potrzebna do zbierania gąbek oraz sposób ich ręcznej obróbki przekazywane są z pokolenia na pokolenie w rodzinie nurków. Warto też wspomnieć, że zbieranie gąbek odbywa się na głębokościach sięgających do nawet 50 metrów.

Gąbki dostępne w naszym sklepie to gąbki z gatunku fine silk. Gatunek ten charakteryzuje niezwykła tekstura gąbki – bardzo miękka, delikatna dla skóry. Dzięki temu gąbki polecane są wszystkim, również dzieciom oraz osobom ze skórą wrażliwą i skłonną do podrażnień. Gąbka sucha jest sztywna, mięknie dopiero po kontakcie z wodą. Gąbki różnią się kształtem, mogą być grubsze lub płaskie.

Dodam od siebie, że gąbeczka jest jeszcze zwyczajnie urocza! I faktycznie mięciutka i przyjazna skórze. Bardzo spodobała się mojej córci. Jest też na tyle delikatna, że można nią myć buzię, bez obawy o podrażnienia, choć sama jednak mimo wszystko wystrzegam się gąbeczek w pielęgnacji cery problematycznej. Najbardziej lubię używać ją do ciała, razem z chorwackim mydełkiem. Czuję się wtedy, jakbym dopiero co wyszła z morskiej kąpieli i bardzo mi z tym dobrze.

Niezwykle ważne jest, aby taką gąbeczkę odpowiednio traktować. Po użyciu musi koniecznie być dobrze wymyta, a potem cała wyschnąć. Wtedy posłuży nam dłużej.


Wróćmy do kremiku! Dla mnie jest on właśnie takim południowym słońcem na twarzy! Kiedy jest mi źle i dopada mnie listopadowa chandra, wystarczy nałożyć go sobie odrobinę choćby na usta. Raz, że cudownie je odżywi, dwa – tak wspaniale pachnie świeżym olejkiem pomarańczowym, że od razu chce się żyć! Nie wiem, czy pamiętacie, że ten olejek właśnie ma właściwości antydepresyjne i dodające energii. Jeśli jeszcze uzupełnimy to całą mocą chorwackiego dobra w postaci pozostałych składników – oliwy z oliwek tłoczonej na zimno, oleju migdałowego, nierafinowanego wosku pszczelego, oleju z kiełków pszenicy tłoczonego na zimno – mamy południową odżywczo-energetyzującą bombę.

Jak widzicie po składnikach, nie jest to krem z dodatkiem fazy wodnej, a raczej gęste masełko. Jestem pewna, że super sprawdzi się u nas jesienią i zimą. Mam zamiar używać go na mróz, do buzi mojej i moich córek. Na razie sprawdza się idealnie jako treściwszy dodatek do mojego kremu na noc. Stosuję aktualnie krem, który cudownie pielęgnował cały ciepły sezon. Teraz jednak brakuje mu odrobiny mocniejszego odżywienia i ukojenia. A że go lubię bardzo, a także dlatego, że tak treściwych masełek nie nakładam samych na buzię, mieszam nieco oba produkty na dłoni i taką mieszaninę wklepuję w cerę. I to jest genialne!

No i jak pachnie! Naprawdę trudno się powstrzymać, przed spróbowaniem!

Krem polecam do stosowania także bardzo uniwersalnego – jak to naturalne masełko – do ust, do ciała, do przesuszonej skóry łokci czy pięt, jako kojący okład na skórę poszarzałą i podrażnioną, jako tzw. balsam SOS. Przy okazji zawsze poprawi nastrój!

A mydełko? Ponownie – za szybko się kończy 🙂 Jest jednym z tych naturalnych, pachnących olejkami eterycznymi (cudnie cytrusowymi znowuż) mydełek, które skóra tak lubi. I jakie ma ładne opakowanie! Polecam na prezent!


Wszystkie produkty znajdziecie w sklepie Dalmatinka.

I jeszcze ważna wiadomość od Martiny:

Promocja BLACK WEEK obejmuje pielęgnację do twarzy i ciała – mnóstwo produktów taniej aż do 20%!

Promocja trwa do końca dnia 29.11. *do wyczerpania zapasów

Facebook