KategorieGrafika

Z dbałością o każdy detal x3

Przyznam, że kiedyś ich nie doceniałam. Ich mocy wielkiej. Mocy przeobrażania zwykłych nawet, najzwyklejszych produktów, w coś większego. Coś, co zachwyca, co tworzy atmosferę, co chce się mieć. I za co można zapłacić odpowiednio więcej.

Detale!

Trzy razy w ostatnim czasie zachwyciłam się niezwykłą wręcz dbałością o detale właśnie. Tym, jak potrafią zaczarować, utkwić w pamięci, jak kreują historię, wokół której nie można przejść obojętnie.

Są to trzy różne historie, trzy inne produkty, w końcu – trzy krańce świata. Niemniej jednak wszystkie dzisiejsze przykłady cechują się ogromnym talentem ich twórców i dbałością o każdy, najmniejszy szczegół.

Zachwyćcie się nimi tak jak ja!



Iga Sarzyńska “Wzrusza Toruń”


Zaczynamy od projektu, który wzbudził mój największy zachwyt!

Całkiem niedawno Ola Morawiak z Liquid Memory Collages, artystka którą podziwiam od dawna i o której już Wam niejednokrotnie pisałam, pokazała na swoich profilach efekty współpracy z pracownią Igi Sarzyńskiej “Wzrusza Toruń”.

To właśnie w Toruniu znajduje się butik, w którym znajdziecie pierniki, ciasteczka i czekolady autorstwa Igi Sarzyńskiej. Nie są to jednak takie zwyczajne pierniki. Mam wrażenie, że to raczej małe dzieła sztuki (te z płatkami kwiatów! No cuda!), które potrzebowały tylko jednego… odpowiedniego opakowania!

I tutaj pojawia się Ola Morawiak, która stworzyła obłędny kolaż, który z kolei ozdobił nowe pudełeczka na smakołyki Igi. Za identyfikację odpowiada studio graficzne Parastudio* . Całość, przyznajcie, wyszła genialnie. Jest przemyślana, spójna i po prostu – piękna. O wszystko tu zadbano! Każdy element do siebie pasuje – od samego produktu, po najmniejszą bibułkę.

Czyż można o lepszą pamiątkę z Torunia?


Zdjęcia – Ola Morawiak – Liquid Memor Collages

Zachęcam Was do odwiedzenia profili Igi Sarzyńskiej “Wzrusza Toruń” na Facebooku i Instagramie



Dream Journal Cocorrina


Nie tylko sam wspomniany tu w tytule dziennik, ale równie dobrze każdy z produktów dostępnych w sklepie Coriny nadaje się idealnie do tego wpisu!

Corina Nika jest artystką i grafikiem, mieszkającą na bajecznej wyspie Kefalonia i tworzącą tam najbardziej magiczny ze światów – świat gwiazd, snów, kart runicznych i słońca, dużo, dużo tam słońca. I złota! Czerni i złota!

Corina tworzy swoje magiczne projekty, a potem jej mąż, tam na miejscu, je drukuje i zamienia w coś realnego! Do zawieszenia na ścianie, do podarowania bliskim, to zapisywania najskrytszych tajemnic.

Nie tylko każda z tych grafik jest tak dopieszczona, tak szczegółowa. Podoba mi się ogromnie sposób prezentacji ich w sklepie, ale także z dużym zaciekawienie podglądam na Instastory, jak cudownie jest to wszystko tworzone, ileż tam detali, których na co dzień nie zauważamy, i jak to jest pięknie wysyłane do nowych właścicieli!

Zobaczcie koniecznie sklep Cocorriny i jej Instagram!



Zaproszenia ślubne Design Love Fest


Przechodzimy do nieco innej bajki, ale równie wspaniałej!

Tym razem zaproszę Was na blog Design Love Fest, abyście zobaczyli jak szalenie ciekawy i oryginalny był proces tworzenia najładniejszych zaproszeń ślubnych autorki bloga – Bri Emery.

Polecam przejrzeć nieco więcej niż ten jeden wpis i zgłębić nieco temat całego ślubu i wesela. Zobaczycie wtedy, jak idealnie wpisywały się te zaproszenia w całą koncepcję weselną, jak pasowały klimatem. Co ciekawe, sama grafika jest tez bardzo symboliczna, pełna ukrytych przekazów, które Bri pokazuje we wpisie. Jest więc w pełni spersonalizowana, idealnie oddająca charakter okazji i jednocześnie – młodej pary.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak dokładnie zostało tu wszystko przemyślane i jak pięknie tę ideę przeniesiono na papier.

I nawet znaczki nie są tu przypadkowe!

Zobaczcie koniecznie całość na Design Love Fest!


Nowe w portfolio: Koza na Lawendzie

Lubicie kozie sery? Ale taki od prawdziwie szczęśliwych kóz, które całymi dniami szwendają się samopas i trzeba za nimi gonić. Lubicie zapach świeżej lawendy i tymianku z czystych terenów, z mazurskich pól, z gospodarstwa, które tętni energią wspaniałej, silnej kobiety?

Lubicie? A może jeszcze nie wiecie jak bardzo lubicie?

Przenieście się więc na Mazury. A dokładniej na Mazury Zachodnie, niedaleko słynnych pól Grunwaldu, do gospodarstwa Koza na Lawendzie. Tam właśnie swoje miejsce odnalazła Weronika. Ona, jej mąż, czworo dzieci i cała masa wesołych kóz. Tam rośnie pole lawendy i tymianku. Tam znajdziecie świeże warzywa i owoce. Tam w końcu uraczycie się najlepszymi kozimi serami! Tam Weronika tworzy kulinarne dzieła sztuki! Słynie już w okolicy ze swoich serów i niezwykle aromatycznych syropów – z lawendy i tymianku.

Tam też powędrowała niedawno moja grafika, moja urocza kózka, która zdobi teraz te sery, te syropy, cuda nad cudami!



Cieszę się ogromnie, bo oboje z mężem zakochani już w tych serach jesteśmy! Sami zobaczcie jakie wspaniałości! A jaki genialny kozi zapach! Choć najbardziej do gusty przypadł mi ten najłagodniejszy, niczym feta, w zalewie z tymiankiem. Boski!

Odkryłam też najlepszy letni napój! Woda z cytryną i syropem lawendowym! Nie za dużo tego syropu, ale jednak odczuć można i słodycz i ten cudownie kojący lawendowy zapach. Piję litrami!

Powiem też Wam, że Weronika bardzo mi imponuje! Podziwiam jej energię i siłę, jej zapał i pasję. Widać to w każdym jej wpisie na Facebooku i Instagramie, w każdym mailu i oczywiście – w smaku jej wyrobów.

Dla Weroniki stworzyłam identyfikację wizualną gospodarstwa i jego smakołyków.

Załączam Wam tutaj co nieco i zapraszam do mojego portfolio – LiliCreative.pl



Ale to nie wszystko!

Mam jeszcze dla Was kilka słów od Weroniki!

Po więcej zajrzyjcie na stronę KozanaLawendzie.pl!



Mam na imię Weronika i razem z mężem prowadzę nieduże gospodarstwo ekologiczne pod Grunwaldem na Mazurach.

Mamy dzieci, pasiekę i stado kóz. Od kilku lat zajmowanie się gospodarstwem jest moją pracą. Kocham kozy i dzięki ich mleku wytwarzam kozie jogurty, twarogi i sery. Pochodzę ze wsi i zawsze ciągnęło mnie do grzebania w ziemi, siania i sadzenia. Ogromną satysfakcję przynosi mi patrzenie, jak moja praca rodzi pyszne dary natury – warzywa i owoce. Pasja do serów i miodów musiała się po prostu pojawić, ponieważ lubię gotować i jeść.



Skąd pomysł?

Oboje pamiętamy, jak smakowały świeże warzywa i owoce z ogródków naszych babć i mam. Chcieliśmy przekazać takie wspomnienia też naszym dzieciom. Zaowocowało to uprawą warzywniaka. Efekty szybko docenili znajomi i tak zaczęliśmy rozwijać naszą działalność.

Pomysły, które realizujemy, rodziły się przez kilka lat. Skrzętnie zapisywałam w zeszycie wszelkie „za i przeciw”, nowe rozwiązania, innowacje, idee, rozliczenia. Jako pierwsza zawitała do nas lawenda, a później pszczoły. Z samą rośliną nie było specjalnie problemów, za to pszczelarstwa trzeba było nauczyć się od początku. Tak jak i hodowania kóz. Kozy miały być alternatywą do dużej krowy i początkowo zdawać by się mogło, że związane z nimi jest mniej obowiązków. Z zakładanych dwóch sztuk stworzyliśmy pokaźne stado.



Dzielimy się entuzjazmem i zapałem, zarówno o uprawach, jak i hodowli kóz, czy prowadzeniu pasieki. W nasze działania wkładamy bardzo dużo sił, bo nie robimy tego „komercyjnie”, a „dla siebie” i dla naszej rodziny. Wierzymy, że wtedy nasza pasja i miłość przechodzi do produktów, które uzyskujemy



Więcej na KozanaLawendzie.pl! Polecam też bardzo Facebooka i Instagram gospodarstwa!

Spróbujcie serów koniecznie! Można je u Weroniki po prostu zamówić!


Zdjęcia samego gospodarstwa, kóz i lawendy pochodzą z materiałów marketingowych Weroniki.

o!figa

Do marki o!figa mam stosunek mocno sentymentalny i subiektywny. Serce moje całe jest z nią od samego jej początku. Dobrze bowiem wiecie, że o!figa przyobleczona jest w moją grafikę. Niemniej jednak potrafię też całkiem surowym okiem spojrzeć na kosmetyki – ich skład i działanie. Tylko czy jest się w zasadzie tu do czego przyczepić?


No doprawdy – długo trzeba by było szukać!

Pisałam Wam już o o!fidze wielokrotnie – tutaj o jej pierwszym produkcie, tutaj o samej identyfikacji, a całkiem niedawno – tutaj – o aktualnościach zawodowych i nowości marki. Mam to szczęście, że z racji ciągłej współpracy – tworzenia grafik, zdjęć i tych szalonych kolaży, jestem na bieżąco ze wszystkimi produktami marki. Mam też swoich bezsprzecznych ulubieńców. Ale od początku…

Patrycję, twórczynie marki znam już od wielu lat. Poznałyśmy się w świecie internetu, kiedy Patrycja prowadziła jeszcze swój blog o tworzeniu kosmetyków. Wiem więc dobrze, ile w niej pasji, umiejętności, samozaparcia i uporu. Jak dobrze jest przygotowana do tego, co robi i… jaki ma fantastyczny dostęp do szalenie ciekawych, nieznanych lub po prostu rzadkich składników kosmetycznych. Patrycja jest też genialną klientką – pozwala mi w pełni wyżyć się twórczo, projektując te zwariowane wzory i etykiety. Bo nie może być nudno, prawda?

o!figa jest wciąż jeszcze młodziutką marką, zdążyła już jednak podbić niejedno serce i szturmem zdobywa coraz to nowsze sklepy. I trudno się dziwić – produkty, które tak pieczołowicie dobiera i kreuje Patrycja warte są szczególnej uwagi. Nie ma w nich nic zbędnego. Od samego dna buteleczek po ich samą górę wypełnione są, a wręcz przesycone, dobroczynnymi składnikami, aktywnymi substancjami, które pozwalają nam cieszyć się piękną i promienną skórą.

Z czym ja polubiłam się najbardziej?

W pełni zakochana jestem w trzech produktach – są to Esencja Taka Tonka, Żel hialuronowy Piękna Trójca i najnowszy – Żel pod oczy Uwaga! Granat!

Czemu?



Może zacznę od tej małe, niepozornej nowości. Ten żel to istny granat! I od razu przyznam się bez bicia, że stosuję go nie tylko pod oczy, ale czasem też wymiennie z esencją Taka Tonka – jako serum na twarz.

A że tyle w nim dobra i tak ładnie pisze o tym Patrycja, zacytuję:

“Nazwa jest nieprzypadkowa: to prawdziwa bomba składników aktywnych, które doskonale wpływają na skórę wokół oczu. Główną rolę w kosmetyku gra – a jakże – owoc i pestki granatu w formie ekstraktów.

Produkt bazuje na 1,5% żelu hialuronowym, dobrze znanym fanom o!figi. Nie zabrakło oczywiście oleju z opuncji figowej, który – ponownie – pełni funkcję “naturalnego botoksu” i doskonale wpływa na delikatną, szczególnie narażoną na starzenie, skórę wokół oczu.

Olej z nasion marchwi jest doskonałym antyoksydantem, pomaga też chronić skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV. Dodatkowo ma świetne działanie zmiękczające i wygładzające, wynika to z bardzo wysokiej zawartości fitosteroli, które są odpowiednikiem naturalnych steroli występujących w skórze. Wielką zaletą tego oleju jest ponadprzeciętna zawartość kwasu omega-9, dzięki któremu olej bardzo dobrze się wchłania i sprzyja wnikaniu składników aktywnych, których w Uwaga! Granacie! nie brakuje. Również zapach kosmetyku jest zasługą oleju z nasion marchwi – ziołowy, lekko korzenny, słodkawy. Aż chce się go wypić 🙂

Ekstrakt z nasion granatu to gwiazda wieczoru! Pozyskiwany metodą ekstrakcji nadkrytycznym dwutlenkiem węgla, zachowuje wszystkie, cenne właściwości rośliny. Jest to jednocześnie tzw. ekstrakt całkowity, co znaczy, że zawiera w składzie wszystkie rozpuszczalne w tłuszczach składniki, które udaje się pozyskać tą metodą. Granat jest unikalną rośliną – bogaty w rzadkie niezbędne kwasy tłuszczowe Omega 5 jest jedynym znanym źródłem botanicznym sprzężonego kwasu linolenowego, znanego również jako kwas punicynowy (73,3%), jeden z najsilniejszych antyoksydantów dostępnych we współczesnej nauce oraz naturalny fitoestrogen (estrogen pochodzenia roślinnego), który wspomaga równowagę hormonalną i zdrowie skóry zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.

Kolejnym świetnym nawilżaczem jest fitokolagen, czyli po prostu kolagen roślinny pozyskiwany z drożdży, które zachowują jego naturalną strukturę i właściwości. Substancja ta zatrzymuje wilgoć w skórze, dzięki czemu opóźnia objawy procesu starzenia się skóry.

Na koniec zostawiam Wam prawdziwą petardę, tytułowy „granat!” 🙂 Mianowicie: unikalny kompleks pod oczy, w skład którego wchodzi lizat ze sfermentowanej bakterii lactobacillus, ekstrakt z liści zielonej herbaty, ekstrakt z owocu granatu oraz kofeina. Badanie in vivo prowadzono przez okres trzech tygodni, celem zbadania wpływu kompleksu na skórę wokół oczu. Wyniki pokazały, że kompleks jest w stanie znacząco zmniejszyć zarówno worki, jak i cienie pod oczami. Badania wykazały również, że substancja silnie poprawia metabolizm komórkowy, posiada właściwości anti-aging, liftingujące i przeciwzmarszczkowe.”

Przyznajcie, że Patrycja zadbała o to, aby opis powiedział nam wszystko! Nic dodać, nic ująć. Żel jest genialny i tyle. Jedynie to, to mógłby mieć mniej lejącą konsystencję, ale wybaczam mu to!



Szczególną uwagę polecam też zwrócić na Esencję Taka Tonka. Jest to ten rodzaj kosmetyku, o którym nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jest nam potrzebny i jak nam z nim dobrze. Do pierwszego użycia… Potem ciężko się z nim rozstać.

Taka Tonka to kosmetyk dwufazowy, w składzie którego znajdują się niezwykle rzadkie i ekskluzywne składniki. W produkcie ponownie ważną rolę odgrywa olej z nasion opuncji figowej, jednak na pierwszy plan wysuwają się wyjątkowe biofermenty i filtraty.

Niezwykle ważnym składnikiem Takiej Tonki jest… bioferment z tonkowca wonnego🙂 Izolowane polifenole, które się w nim znajdują, pozwalają „chwytać” moc promieni UV (które zazwyczaj uszkadzają naszą skórę) i wykorzystują je do emitowania światła w zakresie widzialnym, zwiększając luminescencję naszej skóry. W rezultacie nasza skóra wydaje się jasna i mniej pomarszczona. Polifenole pomagają ujednolicić odcień skóry, jednocześnie maskując niedoskonałości i zapewniając ochronę antyoksydacyjną przed zewnętrznymi uszkodzeniami.”

Po ciekawostki dotyczące pozostałych składników esencji, odsyłam Was na stronę. Dodam tylko, że esencja faktycznie działa. Sprawia, że buzia staje się miękka i promienna, wyciszona i ukojona.



Zwłaszcza, że zazwyczaj łączę ją z dodatkową porcją nawilżenia w postaci dawki Żelu hialuronowego Piękna Trójca. Po prostu łączę po trzy porcje jednego i drugiego kosmetyku na dłoni i to wklepuję w skórę. Czasami nakładam jeszcze na to krem, czasami nie. Patrycja bardzo poleca łączyć esencję z olejkiem Dzika Figa – też super, choć jak dla mnie raczej na chłodniejsze dni. No a żel hialuronowy z samą Dziką Figa też idealnie współgra.

Bo wiecie co jest najlepsze – to my sami decydujemy jak i co tutaj można łączyć, co najbardziej odpowiada naszym potrzebom, ci daje na naszej skórze najlepsze efekty. Bo i ze skwalanem Sama Słodycz żel swoją robotę zrobi dobrze. A może wolicie najpierw spryskać się Wonną Różą (swoją drogą – cudowny hydrolat!), a na to nałożyć kilka kropel olejku Dzika Figa?

Znajdźcie swój sposób na o!figę! Ale wypróbujcie ją koniecznie!

I równie koniecznie – zajrzyjcie na stronę o!figa i wczytajcie się w opisy kosmetyków. Warte są tego!



Na koniec wspomnę jeszcze tylko o kolejnej nowości – Demaskatorach! Przyznam, że trzymam je jeszcze na potrzeby zdjęć dla o!figi, ale dobre duszki zdążyły mi już donieść, że świetne z nich zmywaczki!

“Demaskator to trzy rodzaje mięciutkich jak kaczuszka „poduszeczek” wykonanych z mikrofibry, które pomagają zmyć makijaż samą wodą – żadnych chemikaliów, żadnych szorstkich włókien. Demaskator jest hipoalergiczny i doskonały do delikatnej, wrażliwej cery. “

Raz jeszcze – odsyłam po więcej na stronę o!figa!


Ostatnio zawodowo

I ponownie nadeszła odpowiednia chwila, aby zaprezentować Wam kilka projektów, nad którymi ostatnio pracowałam.

Choć w zasadzie – w dwóch przypadkach będą to ledwie próbki, bo zasługują one na znacznie większą prezentację i niedługo doczekają się specjalnych wpisów w Lili!

Po więcej zapraszam Was serdecznie do mojego PORTFOLIO – LILI CREATIVE!


Bioderma


Zaczynamy od współpracy z marką Bioderma, którą niedawno rozpoczęłam. Współpracy fotograficznej.

Miałam przyjemność wykonać pierwszą z zaplanowanych kilku sesji kosmetyków Bioderma na potrzeby mediów społecznościowych. Zdjęcia musiały wpisać się w szczególny charakter marki.


Załączam Wam poniżej małą próbkę wykonanych zdjęć i jednocześnie zachęcam do śledzenia ich i marki na Instagramie.




Rosa Della Natura


Rosa Della Natura to włoski sklep z kosmetykami naturalnymi, dla którego wykonałam kilka energetycznych banerów. Nie jest to duży projekt, ale przyznam, że szczególnie przypadł mi do serca! Bardzo polubiłam te wzory i kolory!

Jeśli tylko zamieszkujecie słoneczną Italię, zajrzyjcie koniecznie do sklepu Rosa Della Natura!




Koza na Lawendzie


I to jest, moi drodzy, tylko zajawka!

Bo ostatnio całkiem sporo czasu spędziłam z pewną kozą… A dokładniej – z gospodarstwem Koza na Lawendzie. Z niezwykłą manufakturą z pól Grunwaldu, z Mazur Zachodnich, z terenów czystych i pięknych. Tam to właśnie Weronika, właścicielka, hoduje kozy, ma pola tymianku i lawendy, tworzy kozie sery, jogurtu, lawendowe i tymiankowe syropy oraz masę innych przetworów.

Dla Kozy na Lawendzie stworzyłam kozią identyfikację. Ale o tym więcej w swoim czasie! Na razie – zajawka!

A w wolnej chwili zajrzyjcie na stronę Koza na Lawendzie, na Facebooka gospodarstwa i koniecznie na Instagram!




o!figa


Moich prac dla marki o!figa ciąg dalszy!

Pisałam Wam już kiedyś o marce osobny wpis, potem aktualizowałam w ostatnim wpisie o tym samym tytule, co ten – TUTAJ. Tym razem chciałam Wam pokazać etykietki dla niezwykłych glinek – masek do twarzy!

I znowuż jest to w sumie jedynie zapowiedź, bo całość pokażę Wam jeszcze tak konkretnie – na zdjęciach. Ale to nie wszystko – szykujcie się na kolejną nowość w ofercie marki, o której jeszcze nie mogę mówić, ale oczywiście wzór i etykietka już są!

Wszystko niebawem!

Tymczasem zajrzyjcie na stronę o!figa




Skarbiec Natury


Nie wiem czy pamiętacie, że ja już od daaaaawna, bardzo dawna współpracuję na co dzień ze wspaniałym sklepem z kosmetykami naturalnymi – Skarbiec Natury. W każdym razie, uznałam, że trzeba by jednak przypomnieć!

Wszystkie banerki, które tam widzicie, newslettery, grafiki facebookowe, promocje – to właśnie ja 🙂

Jeśli więc poszukujecie sprawdzonego miejsca z najlepszymi kosmetykami i cotygodniowymi promocjami – zajrzyjcie na Skarbiec Natury!



Po więc raz jeszcze zapraszam tu:

PORTFOLIO – LILI CREATIVE!

Trend Book: opakowania kosmetyków

Pokazuję Wam czasem kosmetyki w pięknych opakowaniach. Czasami przy okazji recenzji, powtarzam i powtarzam, jak ważne jest opakowanie. Zdarzały się także różnego rodzaju opakowaniowe zestawienia lub wpisy w postach inspiracyjnych.

Postanowiłam jednak zacząć osobny cykl wpisów, dotyczących właśnie opakowań!

A dokładniej aktualnych trendów w świecie designu i grafiki, które szczególnie przypadły mi do gustu, poruszyły te wrażliwe struny w sercu lub zaprzątają myśli i zwyczajnie – inspirują mnie w mojej graficznej pracy.

A jako, że to właśnie branża kosmetyczna jest mi szczególnie bliska – rozpoczynam cykl od zaprezentowania Wam kilku wyjątkowych identyfikacji marek kosmetyków lub ich serii.

Zaczynamy od…


Topshop Make Up



To są doprawdy chyba najciekawiej opakowane kosmetyki do makijażu, jakie widziałam. I słowo daje – kupiłabym je dla samego opakowania! Pomysł prosty, rysunek nieskomplikowany, a jednak – jakie to genialne!

Autor: Sara Thorne

Kolekcje: Sand Storm Collection oraz Festival collection


Daughter of the Land



Daughter of the Land to amerykańska malutka marka produktów pielęgnacyjnych, założona przez Ashley Spierer. Szczególną wagę przykłada się tu do prostoty i naturalności. Kosmetyki są organiczne i fair trade, a opakowania z materiałów pochodzących z recyklingu.

Zobaczcie, jak to przesłanie jest spójne z identyfikacją. Wszystko tu tchnie jakąś magiczną energią ziemi, ale jest przy tym nienachalne, oryginalne, proste, a nawet – eleganckie. Spokojnie widziałabym te produkty zarówno w luksusowych drogeriach, jak i prostych sklepach ekologicznych, w willach gwiazd hollywoodu i zwykłym domu świadomej ekologicznie Amerykanki.

Produkty pochodzą ze strony Daughter of the Land.


Only Good



Piękna prezentacja i cały koncept naturalnych mydełek Only Good. Sama nazwa doskonale odzwierciedla przesłanie marki. A identyfikacja autorstwa studio Milk z Nowej Zelandii pięknie je uzupełnia. Każde mydło jest jednocześnie z innej, ale też z tej samej bajki. Każde staje się małym dziełem sztuki, choć znowu – w opakowaniach nie ma wielkiej filozofii. Jest prostota, ale jest też pomysł. Jest czystość przekazu i głębszy zamysł.

Podoba mi się!

Więcej znajdziecie na stronie Only Good (via Mindsparkle Mag)



L’Aventure En Primitivance



No cóż – nazwa marki – L’Aventure En Primitivance wybitnie nie na polski rynek. Po prostu trudna. Tchnie jednak południowym czarem, prawda? Za to opakowania – och i ach! Choć w zasadzie jest to jeden jeno olejek, pełen dalmatyńskich roślin.

Znowuż mamy prostotę, ale i znowu stoi za nią niezwykły pomysł. Botaniczny, ale jakże delikatnie. Bardzo elegancki, ale jest w tym też coś swojskiego. Podobają mi się też ogromnie te złocenia. Złocenia to ja lubię w ogóle od dawna, a tu podziwiam tym bardziej – świetnie zastosowane.

Identyfikacja autorstwa: April Studio / Logo design / AD: Marko Stojakovic / Zdjęcia: Mare Milin

Zobaczcie tez koniecznie stronę L’Aventure En Primitivance


Girasole



Girasole oznacza po włosku – słonecznik. Stąd też właśnie jego wizerunek w logo i nawiązujące klimatem kolory. Mamy tutaj koncept marki kosmetycznej oferującej kremy do rąk i serum na dzień i noc, autorstwa Sadhika Sethi z Tajlandii.

Mnie zachwyciły bardzo teraz modne nawiązania alchemiczno-astronomiczne. Obleczone w piękną, przemyślaną liniową grafikę. Całość tworzy koncepcję produktów luksusowych, dobrze wyważonych, ze znowuż – prostym, czytelnym przekazem.

Jakże świetnie tutaj pokazano różnicę w kosmetyku na noc i na dzień. Z pewnością się nie pomylą, co mi osobiście często się zdarza w przypadku licznych kremów, w których różnica ta jest jedynie często napisana słowami i trzeba się tej adnotacji doszukiwać. I jakże to wszystko włoskie, choć projektowane, z tego co wyczytałam – w Tajlandii!

Więcej na Packing of the World


Blanc Naturals



A tym razem, na koniec – polski projekt! Autorstwa Foxtrot Studio, a dokładniej – autorem identyfikacji jest Adrian Chytry.

Co my tu mamy? Przepięknie zaprezentowane kosmetyki australijskiej marki Blanc Naturals, która, jeśli dobrze rozumiem, dopiero niedługo wejdzie na rynek. Możecie śledzić jej poczynania na Instagramie i tam czekać premiery.

Pewnie wiecie, czemu tak wszystko mi się tu podoba?

Mamy cudowne botaniczne złocenia i pastelowe maźnięcia jakby farbą. Czyli to, co osobiście uwielbiam. I to, co staje się teraz bardzo modne. I tak ponoć miało być – nie tylko skutecznie i naturalnie, ale także pięknie. I pięknie wyszło!

Więcej na Packing of the World

Sesja walentynkowa dla Sylveco

Miałam niedawno okazję otulić się bukietami róż, zajadając przy okazji truskawki z bezami!

Czemu?

Musiało być walentynkowo, miłośnie i słodko!

A to wszystko z powodu sesji dla marki Sylveco, która z okazji Walentynek wypuściła nowy kosmetyczny box – Sylveco BOX – Pełne Miłości!


Sylveco BOX powraca w nowej odsłonie „Pełne Miłości”! Tym razem pudełko wypełnione jest kosmetykami dobieranymi od serca – cieszącymi się wyjątkową popularnością wśród pasjonatek naturalnej pielęgnacji!


Po box zapraszam na stronę Sylveco!

A tutaj zamieszczam efekty sesji i prac graficznych.


Ach, mam też dla Was taki miłosny box!

Wpadnijcie na Facebook i weźcie udział w konkursie!

Wygraj box Sylveco!

Zapraszam do konkursu na Facebooku!

Facebook