KategorieGrafika

Nowe w portfolio: Kancelarie Adwokackie Dybus & Piwowarski

Zanim w pełni wpadniemy w ten magiczny świąteczny klimat, pozwólcie, że na szybko wrzucę Wam jeszcze jedną nowość w moim portfolio!

Tym razem będzie to identyfikacja dla Kancelarii Adwokackich Dybus & Piwowarski z Krakowa.

Jest współcześnie, bardzo prosto i czysto, bo przecież liczą się tu najbardziej kompetencje i umiejętności panów adwokatów, których swoją drogą bardzo Wam polecam, bo z usług korzystałam.

Razem z adwokatem Maciejem Piwowarskim pracowaliśmy też nad stroną kancelarii, na którą Was serdecznie zapraszam – www.dybus-piwowarski.pl.

Zajrzyjcie też do mojego portfolio:

>> MOJE PORFTOLIO – LILI CREATIVE <<<

 

Nowe w portfolio: o!figa

Najwyższa pora pokazać Wam coś niecoś z tego, nad czym ostatnimi czasy pracowałam. Zaczynamy od szalonej i kolorowej identyfikacji dla małej, ale jakże prężnie się rozwijającej i szturmem podbijającej serca marki – o!figa!

Znacie już o!figę, prawda? Sama pokazywałam Wam już serum Dzika Figa (TUTAJ), od jakiegoś też czasu zamierzam stworzyć specjalny wpis o esencji Taka Tonka. I tak planuję i planuję, że w między czasie oto i nowa odsłona marki nam nastała. I sesję trzeba będzie powtórzyć…

Cóż, powtórzę, bo kosmetyk to zaiste wart tego.

Ale o tym kiedy indziej…

Zdecydowałyśmy się z Patrycją, twórczynią marki, na pełne szaleństwo! I cieszy mnie to bardzo, bo miałam sama sporo zabawy tworząc te wszystkie kolorowe wzory i kształty. Efekty mieliście okazje zobaczyć całkiem niedawno, na premierowym wystąpieniu marki na targach Ekocuda w Warszawie. W między czasie Patrycja pracowała także nad nową odsłoną sklepu online. Zmiany więc są bardzo duże i mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu.

Mam nadzieję, że zawsze, jak tylko sięgnięcie po którąś z tych małych buteleczek, na twarzy pojawi się uśmiech!

A sięgajcie często, bo wszystkie 4 produkty warte są grzechu!

Więcej znajdziecie na stronie o!figa!

Zajrzyjcie też do mojego portfolio:

>>> MOJE PORFTOLIO – LILI CREATIVE <<<

 

Zauroczona: Natalia Trochowska

Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić moje kolejne zauroczenie, a mianowicie młodą, polską artystkę, na której prace natknęłam się niedawno i przepadłam!

Pierwszy raz pokazałam Wam jedno z dzieł Natalii Trochowskiej we wpisie o sztuce dostępnej – TUTAJ. Ogromnie bowiem doceniam fakt, że każdy może na własnych ścianach zawiesić takie perełki polskiej młodej sztuki. Przyszła jednak pora na nieco obszerniejszą prezentację!

A to za sprawą plakatu do warsztatów kosmetycznych autorki bloga Dobre Ziele (zajrzyjcie TUTAJ). To on tak bardzo przykuł moją uwagę, że postanowiłam wgłębić się w twórczość Natalii o ostatecznie i Wam ją zaprezentować!

Kim jest Natalia Trochowska?

Jest absolwentką Liceum Plastycznego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy oraz Grafiki Projektowej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Interesuje się typografią, identyfikacją wizualną oraz ilustracją wydawniczą, czym głównie się zajmuje. Realizuje ilustracje wektorowe lub projekty oparte na rysunkach. Często pracuje przy pomocy ołówka, tuszu, wycinanki, akwareli itp. Inspiruje się fakturami, liniami, kontrastami, jaki i również otoczeniem, emocjami człowieka. Wszystko to buduje przestrzenie, energie, kompozycje w które często wplątany jest portret ludzki.

Odkryjcie ją poprzez jej prace. Zauroczcie się tak jak ja!

Zajrzyjcie koniecznie na jej Facebooka i Instagram!

 

Nowe w portfolio: Zioła Obiecane Giławy 71

Pamiętacie Czary Marigold? Całkiem niedawno pisałam Wam o gospodarstwie ekologicznych nagietków i tworzonych tam cudnych nagietkowych maceratach i balsamach. Zajrzyjcie po więcej TUTAJ.

Trochę zmieniło się od tego czasu! Ba! Całkiem sporo!

Miałam bowiem przyjemność zadbać o stronę wizualną marki i dziś przedstawiam Wam pierwsze rezultaty naszych wspólnych działań.

Jest więc sporo nagietków z dawnej botanicznej ryciny, jest też czysto, współcześnie i przejrzyście.

Nowe logo i etykiety miały premierę niedawno na targach w skansenie w Olsztynku. Nagietki oblekły zarówno maceraty – czyli Czary Marigold, jak i Calenduloniki – czyli balsamy w kostce, a także nowość – Habemus Mus – puszysty mus do ciała. Może zaciekawi Was fakt, że Calenduloniki mają także swoją wegańską wersję!

 

Po więcej nagietkowych czarów odsyłam Was na Facebooka gospodarstwa – TUTAJ.

 

Zapraszam też do mojego portfolio:

>>> Lili Creative <<<

 

 

Poniżej zdjęcia nadesłane z Giław!

Portfolio: EkoSfera – Targi Kosmetyków Naturalnych

Z radością donoszę, że miałam ostatnio wielką przyjemność zadbać o stronę wizualną całkowicie nowego wydarzenia!

EkoSfera – Naturalny Kosmos to Targi Kosmetyków Naturalnych, które odbędą się niedługo, bo 12 maja w Zajezdni Dąbie – Czasoprzestrzeń we Wrocławiu!

A to nie wszystko! Zostałam także patronem honorowym targów. Z tym większą więc przyjemnością serdecznie Was na nie zapraszam!

Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie Marika, twórczyni marki Willow Organics, z zaproszeniem do współpracy przy nowym projekcie, którym sama była mocno podekscytowana. Zgodziłam się bez namysłu. Tym bardziej, że Marice chodziło o coś w stylu Lili, a czegóż to ja mogę chcieć więcej? Poszalałam więc kosmicznie i kwiatowo, chcąc wytworzyć klimat nieco magiczny, nieco oderwany od ziemi, mocno kobiecy, przyciągający uwagę i zachęcający do zapoznania się z samymi targami.

Zaczęłam od poszukiwania inspiracji…

 

Źródła: Pinterest

 

 

Potem znalazłam idealny kwiat i kosmiczne tło…

 

 

I zaczęłam się bawić! Tworzyć i kombinować! Najpierw nieco mrocznie…

 

 

Aby w końcu znaleźć odpowiedni klimat i barwy. Taki, który odpowiada i organizatorom i mnie!

 

 

Nie może Was więc zabraknąć 12 maja na targach!

Po więcej szczegółów zajrzyjcie na Facebook:

fanpage targów EkoSfera (TUTAJ)

oraz

na wydarzenie targowe (TUTAJ),

w którym już pojawiają się informacje o wystawcach i atrakcjach!

 

 

Zapraszam też do mojego portfolio – Lili Creative!

Mały biznes 07 i tapety do ściągnięcia

Dzisiejszy wpis otwiera wczorajszy super księżyc. On to bowiem natchnął mnie na spisanie w końcu tego, co od dłuższego czasu krąży mi po głowie, ale jakoś nie mogło się wyklarować. Od dawna chciałam Wam napisać o tym, że czasem po prostu kotłuje się we mnie całej, od stóp po czubek głowy jedno wielkie NIE!

I o tym nie dzisiaj rzecz. A dokładniej o nie mogę.

Zapewne wiele z Was, drogie freelancerki i osoby prowadzące własne małe biznesy, wie, że bywa nielekko. Że zlecenia to coś, o co się zabiega i walczy. Że czasem nie przychodzą przez jakiś czas, albo jest ich zwyczajnie mało. Że trzeba się ich chwytać i wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Że czasami nie można pozwolić sobie na grymaszenie, na wybór, na stawianie warunków.

Ja to rozumiem. Ja to wiem dobrze.

Co jednak zrobić, kiedy cały nasz organizm mówi, bam aż wykrzykuje, żeby się czegoś nie tykać? Żeby uciekać, trzymać się z daleka?

Miałam w ostatnich miesiącach dwie takie sytuacje. W obu przypadkach chodziło o warsztaty. W obu też przypadkach starałam się na początku podchodzić jak najbardziej profesjonalnie. Ale coś tu nie grało. Coś sprawiało, że zamiast zwykłej radości ze zlecenia i przyjemnie wciągających przygotowań, budził się we mnie wręcz strach przed odczytywaniem kolejnego maila. Coś zgrzytało, coś nie grało. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że nie działamy na tych samych częstotliwościach, że sytuacja nie jest dla mnie komfortowa. Że ta współpraca po prostu nie ma przyszłości.

Wtedy budziło się to trudne pytanie – ciągnąć to dalej czy posłuchać intuicji i po prostu grzecznie podziękować i zrezygnować.

I dziękowałam, rezygnowałam. Choć nie bardzo mogę sobie pozwolić na wybredność, zdecydowałam się posłuchać wewnętrznego głosu i powiedzieć – nie.

Wczorajszy księżyc uświadomił mi, że odpowiedni dystans i umiejętność podążania za swoją intuicją to coś niezwykle ważnego. I trudnego. Stałam wpatrzona w niego, na łące pod domem. Przez dłuższą chwilę po prostu stałam i się gapiłam, dopóki jakich przechodzień mnie nie spłoszył.

I dopiero wtedy, dopiero po dłuższym czasie poczułam spokój.

Wierzę mocno w to, że w pełni angażujemy się i w pełni dumni jesteśmy z tych projektów, w których czujemy się dobrze. I że czasem trzeba odmówić, żeby lepiej zrobić coś innego. Żeby pozostać w zgodzie z sobą. To jednak bardzo ważne. To pozwala cieszyć się pracą i robić wszystko najlepiej jak się da.

 

 

Mam też dla Was dzisiaj mały prezent – cztery tapety na telefon i jedną na komputer. Wszystkie stworzyłam z myślą o tym naszym wewnętrznym głosie. Tej kobietce, która w nas siedzi i naprawdę dobrze podpowiada. Mam nadzieję więc, że tapety się przydadzą i sprawią choć trochę radości!

 

 

Tapeta Super Moon

>> Tapeta-telefon-1.jpg (157 pobrań) <<

Tapeta Tribal Godess

>> tapeta-telefon-2.jpg (141 pobrań) <<

Tapeta Tribal Godess 2

>> tapeta-telefon-3.jpg (126 pobrań) << 

Tapeta Vintage Tribal

>> tapeta-telefon-4.jpg (148 pobrań) << 

 

Tapeta na komputer Tribal

>> tapeta-komputer.jpg (112 pobrań) <<

 

Miłego dnia!

Facebook