Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9466

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9474

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9479

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9485

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9495

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9498

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9518

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9523

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9544

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/liligarden/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9551

KategorieGrafika

In the jungle – tapety na telefon do ściągnięcia

Mam dla Was mały prezent! Zabieram Was w ekspresową podróż do mojej wyimaginowanej dżungli. Dżungli o zachodzie słońca. Dżungli wybujałej roślinnością i pełnej dziwnych, ale uroczych istot. I tę dżunglę możecie już na zawsze zatrzymać przy sobie i uciekać do niej, kiedy tylko tego potrzebujecie. A dobrze wiem, że marcowa pogoda sprzyja takim potrzebom!

Zabierzcie więc, ba – przygarnijcie moją dżunglę do Waszych telefonów! Oby Wam dobrze służyła!



Mam bowiem dla Was trzy tapety na telefon, takie do ściągnięcia i używania według uznania – na ekran główny, do przewijania lub nie, na blokadę – jak macie ochotę.

Zastrzegam jedynie, że dzisiejsze grafiki są do użytku osobistego.



Aby ściągnąć sobie tapety, poklikajcie poniżej:




Nowa odsłona Lili

Ktoś mi kiedyś napisał, że mój blog wprawia w stan daydreamingu.

Od tego się zaczęło. Utkwiło mi to w głowie. Na długo. Do teraz. I wyjść nie może. Bo był to dla mnie najlepszy komplement. Bo choć sobie do tej pory tego nie uświadamiałam, to właśnie o taki efekt zawsze mi chodziło. O pokazywanie tego co piękne, wyjątkowe, niebanalne, o możliwość realizacji moich pomysłów, tych często wyśnionych, o odrobinę mojego własnego świata, mojej codzienności. A to wszystko ubrane w obrazy. W zdjęcia, grafiki, ilustracje. Te wynalezione w zakamarkach internetu i te moje własne, nad którymi wciąż pracuję, aby były lepsze, aby lepiej ukazywały to, co zamknięte gdzieś głęboko w mojej głowie.

Pora więc na zamiany. Zmiany są naturalne, ba – są wręcz potrzebne. A mając blog można sobie na nie spokojnie od czasu do czasu pozwalać. Zupełnie tak samo, jak z wnętrzami – czasami wystarczy zmienić tylko poduszki na kanapie, czasem wszystko zupełnie inaczej poustawiać.

Zaczynam więc te moje zmiany od grafiki w Lili. A potem, po kolei, choć zapewne nie szybko, zmieniać będę dalej. Resztę moich stron. Podstrony. Może szablon tutaj, jak się na jakiś zdecyduję. Kto wie? Ten aktualny całkiem lubię, ale niestety nie jest już aktualizowany, co nieco utrudnia pracę na nim.

Moje nowe Lili motto to śniąc na jawie. Bo do tego mojego Lili snu pragnę Was zaprosić. Od nowa. Choć w sumie – jak zawsze!

A może uda się wprowadzić do naszej codzienności odrobinę magii? Hmm?


A tak się właśnie kończy, jak człowiekowi zachce się nieco porysować w trakcie robienia grafik 🙂

Na dobry koniec dzisiejszych zmian jeszcze małe przesłanie!

Pisałam już o tym w social mediach, ale tutaj to ja się polecam bardzo! Potrafię godzinami wpatrywać się w niebo. 🙂


Nowe w portfolio: NATURANIA

Halo, mieszkańcy Wielkopolski! A dokładniej niewielkiego Buku, położonego w okolicach Poznania. Czy wiecie, że w Waszej okolicy wyrosła niedawno wspaniała perełka?

Zgłosiła się do mnie jakiś czas temu Ania, z marzeniem i postanowieniem, aby otworzyć w Buku pierwszy sklep z produktami naturalnymi, głównie z kosmetykami, ale także środkami czystości czy akcesoriami zero waste. Ania potrzebowała oblec to swoje marzenie w graficzną formę. Po kilku próbach, okazało się, że jej serce bije mocniej do chabrów!

Tak i na chabrach stanęło! I jest, a jakże, bardzo chabrowo. Botanicznie, ciepło, kobieco i naturalnie!

Sklep już działa, zarówno ten internetowy, jak i stacjonarny. Ten drugi nie jest wielki, zajmuje dosyć małą przestrzeń. Trzymam jednak mocno kciuki, aby się przyjął, aby mieszkańcy docenili świetny wybór produktów, aby kiedyś sklepik rozrósł się i zapraszał do znacznie większego lokalu!

Po więcej wpadajcie do sklepu NATURANIA lub stacjonarnie – ul. Rzemieślnicza 4 w Buku!

Zapytałam Ani, skąd pomysł na sklepik. Oto, co napisała:

Zaczęło się od własnych problemów z cerą. Po tym całym onko leczeniu (nowotwór, chemia, sterydy, narkozy, radioterapia) nie miałam już pomysłów co zrobić. Skóra była sucha, szara, pełno popękanych naczynek, wrażliwa. A niestety nie mogę korzystać z zabiegów kosmetycznych profesjonalnych.

Ratunek znalazłam w kosmetykach naturalnych, które pomogły zwalczyć wszystkie niedoskonałości. I tak przepadłam w tej naturze, że postanowiłam stworzyć swój własny sklepik! Kolejny powód – Syn, adopcyjny, wyczekiwany! I człowiek szuka pomysłu na to, żeby więcej być w domu i mieć więcej czasu na codzienne bycie z dzieckiem.


Zapraszam też jak zawsze do mojego portfolio

>>> Lili Creative <<<


Tak wygląda sklepik w Buku w środku!

Na koniec, kilka pomysłów, które nie zostały zrealizowane!

Z dbałością o każdy detal x3

Przyznam, że kiedyś ich nie doceniałam. Ich mocy wielkiej. Mocy przeobrażania zwykłych nawet, najzwyklejszych produktów, w coś większego. Coś, co zachwyca, co tworzy atmosferę, co chce się mieć. I za co można zapłacić odpowiednio więcej.

Detale!

Trzy razy w ostatnim czasie zachwyciłam się niezwykłą wręcz dbałością o detale właśnie. Tym, jak potrafią zaczarować, utkwić w pamięci, jak kreują historię, wokół której nie można przejść obojętnie.

Są to trzy różne historie, trzy inne produkty, w końcu – trzy krańce świata. Niemniej jednak wszystkie dzisiejsze przykłady cechują się ogromnym talentem ich twórców i dbałością o każdy, najmniejszy szczegół.

Zachwyćcie się nimi tak jak ja!



Iga Sarzyńska “Wzrusza Toruń”


Zaczynamy od projektu, który wzbudził mój największy zachwyt!

Całkiem niedawno Ola Morawiak z Liquid Memory Collages, artystka którą podziwiam od dawna i o której już Wam niejednokrotnie pisałam, pokazała na swoich profilach efekty współpracy z pracownią Igi Sarzyńskiej “Wzrusza Toruń”.

To właśnie w Toruniu znajduje się butik, w którym znajdziecie pierniki, ciasteczka i czekolady autorstwa Igi Sarzyńskiej. Nie są to jednak takie zwyczajne pierniki. Mam wrażenie, że to raczej małe dzieła sztuki (te z płatkami kwiatów! No cuda!), które potrzebowały tylko jednego… odpowiedniego opakowania!

I tutaj pojawia się Ola Morawiak, która stworzyła obłędny kolaż, który z kolei ozdobił nowe pudełeczka na smakołyki Igi. Za identyfikację odpowiada studio graficzne Parastudio* . Całość, przyznajcie, wyszła genialnie. Jest przemyślana, spójna i po prostu – piękna. O wszystko tu zadbano! Każdy element do siebie pasuje – od samego produktu, po najmniejszą bibułkę.

Czyż można o lepszą pamiątkę z Torunia?


Zdjęcia – Ola Morawiak – Liquid Memor Collages

Zachęcam Was do odwiedzenia profili Igi Sarzyńskiej “Wzrusza Toruń” na Facebooku i Instagramie



Dream Journal Cocorrina


Nie tylko sam wspomniany tu w tytule dziennik, ale równie dobrze każdy z produktów dostępnych w sklepie Coriny nadaje się idealnie do tego wpisu!

Corina Nika jest artystką i grafikiem, mieszkającą na bajecznej wyspie Kefalonia i tworzącą tam najbardziej magiczny ze światów – świat gwiazd, snów, kart runicznych i słońca, dużo, dużo tam słońca. I złota! Czerni i złota!

Corina tworzy swoje magiczne projekty, a potem jej mąż, tam na miejscu, je drukuje i zamienia w coś realnego! Do zawieszenia na ścianie, do podarowania bliskim, to zapisywania najskrytszych tajemnic.

Nie tylko każda z tych grafik jest tak dopieszczona, tak szczegółowa. Podoba mi się ogromnie sposób prezentacji ich w sklepie, ale także z dużym zaciekawienie podglądam na Instastory, jak cudownie jest to wszystko tworzone, ileż tam detali, których na co dzień nie zauważamy, i jak to jest pięknie wysyłane do nowych właścicieli!

Zobaczcie koniecznie sklep Cocorriny i jej Instagram!



Zaproszenia ślubne Design Love Fest


Przechodzimy do nieco innej bajki, ale równie wspaniałej!

Tym razem zaproszę Was na blog Design Love Fest, abyście zobaczyli jak szalenie ciekawy i oryginalny był proces tworzenia najładniejszych zaproszeń ślubnych autorki bloga – Bri Emery.

Polecam przejrzeć nieco więcej niż ten jeden wpis i zgłębić nieco temat całego ślubu i wesela. Zobaczycie wtedy, jak idealnie wpisywały się te zaproszenia w całą koncepcję weselną, jak pasowały klimatem. Co ciekawe, sama grafika jest tez bardzo symboliczna, pełna ukrytych przekazów, które Bri pokazuje we wpisie. Jest więc w pełni spersonalizowana, idealnie oddająca charakter okazji i jednocześnie – młodej pary.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak dokładnie zostało tu wszystko przemyślane i jak pięknie tę ideę przeniesiono na papier.

I nawet znaczki nie są tu przypadkowe!

Zobaczcie koniecznie całość na Design Love Fest!


Nowe w portfolio: Koza na Lawendzie

Lubicie kozie sery? Ale taki od prawdziwie szczęśliwych kóz, które całymi dniami szwendają się samopas i trzeba za nimi gonić. Lubicie zapach świeżej lawendy i tymianku z czystych terenów, z mazurskich pól, z gospodarstwa, które tętni energią wspaniałej, silnej kobiety?

Lubicie? A może jeszcze nie wiecie jak bardzo lubicie?

Przenieście się więc na Mazury. A dokładniej na Mazury Zachodnie, niedaleko słynnych pól Grunwaldu, do gospodarstwa Koza na Lawendzie. Tam właśnie swoje miejsce odnalazła Weronika. Ona, jej mąż, czworo dzieci i cała masa wesołych kóz. Tam rośnie pole lawendy i tymianku. Tam znajdziecie świeże warzywa i owoce. Tam w końcu uraczycie się najlepszymi kozimi serami! Tam Weronika tworzy kulinarne dzieła sztuki! Słynie już w okolicy ze swoich serów i niezwykle aromatycznych syropów – z lawendy i tymianku.

Tam też powędrowała niedawno moja grafika, moja urocza kózka, która zdobi teraz te sery, te syropy, cuda nad cudami!



Cieszę się ogromnie, bo oboje z mężem zakochani już w tych serach jesteśmy! Sami zobaczcie jakie wspaniałości! A jaki genialny kozi zapach! Choć najbardziej do gusty przypadł mi ten najłagodniejszy, niczym feta, w zalewie z tymiankiem. Boski!

Odkryłam też najlepszy letni napój! Woda z cytryną i syropem lawendowym! Nie za dużo tego syropu, ale jednak odczuć można i słodycz i ten cudownie kojący lawendowy zapach. Piję litrami!

Powiem też Wam, że Weronika bardzo mi imponuje! Podziwiam jej energię i siłę, jej zapał i pasję. Widać to w każdym jej wpisie na Facebooku i Instagramie, w każdym mailu i oczywiście – w smaku jej wyrobów.

Dla Weroniki stworzyłam identyfikację wizualną gospodarstwa i jego smakołyków.

Załączam Wam tutaj co nieco i zapraszam do mojego portfolio – LiliCreative.pl



Ale to nie wszystko!

Mam jeszcze dla Was kilka słów od Weroniki!

Po więcej zajrzyjcie na stronę KozanaLawendzie.pl!



Mam na imię Weronika i razem z mężem prowadzę nieduże gospodarstwo ekologiczne pod Grunwaldem na Mazurach.

Mamy dzieci, pasiekę i stado kóz. Od kilku lat zajmowanie się gospodarstwem jest moją pracą. Kocham kozy i dzięki ich mleku wytwarzam kozie jogurty, twarogi i sery. Pochodzę ze wsi i zawsze ciągnęło mnie do grzebania w ziemi, siania i sadzenia. Ogromną satysfakcję przynosi mi patrzenie, jak moja praca rodzi pyszne dary natury – warzywa i owoce. Pasja do serów i miodów musiała się po prostu pojawić, ponieważ lubię gotować i jeść.



Skąd pomysł?

Oboje pamiętamy, jak smakowały świeże warzywa i owoce z ogródków naszych babć i mam. Chcieliśmy przekazać takie wspomnienia też naszym dzieciom. Zaowocowało to uprawą warzywniaka. Efekty szybko docenili znajomi i tak zaczęliśmy rozwijać naszą działalność.

Pomysły, które realizujemy, rodziły się przez kilka lat. Skrzętnie zapisywałam w zeszycie wszelkie „za i przeciw”, nowe rozwiązania, innowacje, idee, rozliczenia. Jako pierwsza zawitała do nas lawenda, a później pszczoły. Z samą rośliną nie było specjalnie problemów, za to pszczelarstwa trzeba było nauczyć się od początku. Tak jak i hodowania kóz. Kozy miały być alternatywą do dużej krowy i początkowo zdawać by się mogło, że związane z nimi jest mniej obowiązków. Z zakładanych dwóch sztuk stworzyliśmy pokaźne stado.



Dzielimy się entuzjazmem i zapałem, zarówno o uprawach, jak i hodowli kóz, czy prowadzeniu pasieki. W nasze działania wkładamy bardzo dużo sił, bo nie robimy tego „komercyjnie”, a „dla siebie” i dla naszej rodziny. Wierzymy, że wtedy nasza pasja i miłość przechodzi do produktów, które uzyskujemy



Więcej na KozanaLawendzie.pl! Polecam też bardzo Facebooka i Instagram gospodarstwa!

Spróbujcie serów koniecznie! Można je u Weroniki po prostu zamówić!


Zdjęcia samego gospodarstwa, kóz i lawendy pochodzą z materiałów marketingowych Weroniki.

o!figa

Do marki o!figa mam stosunek mocno sentymentalny i subiektywny. Serce moje całe jest z nią od samego jej początku. Dobrze bowiem wiecie, że o!figa przyobleczona jest w moją grafikę. Niemniej jednak potrafię też całkiem surowym okiem spojrzeć na kosmetyki – ich skład i działanie. Tylko czy jest się w zasadzie tu do czego przyczepić?


No doprawdy – długo trzeba by było szukać!

Pisałam Wam już o o!fidze wielokrotnie – tutaj o jej pierwszym produkcie, tutaj o samej identyfikacji, a całkiem niedawno – tutaj – o aktualnościach zawodowych i nowości marki. Mam to szczęście, że z racji ciągłej współpracy – tworzenia grafik, zdjęć i tych szalonych kolaży, jestem na bieżąco ze wszystkimi produktami marki. Mam też swoich bezsprzecznych ulubieńców. Ale od początku…

Patrycję, twórczynie marki znam już od wielu lat. Poznałyśmy się w świecie internetu, kiedy Patrycja prowadziła jeszcze swój blog o tworzeniu kosmetyków. Wiem więc dobrze, ile w niej pasji, umiejętności, samozaparcia i uporu. Jak dobrze jest przygotowana do tego, co robi i… jaki ma fantastyczny dostęp do szalenie ciekawych, nieznanych lub po prostu rzadkich składników kosmetycznych. Patrycja jest też genialną klientką – pozwala mi w pełni wyżyć się twórczo, projektując te zwariowane wzory i etykiety. Bo nie może być nudno, prawda?

o!figa jest wciąż jeszcze młodziutką marką, zdążyła już jednak podbić niejedno serce i szturmem zdobywa coraz to nowsze sklepy. I trudno się dziwić – produkty, które tak pieczołowicie dobiera i kreuje Patrycja warte są szczególnej uwagi. Nie ma w nich nic zbędnego. Od samego dna buteleczek po ich samą górę wypełnione są, a wręcz przesycone, dobroczynnymi składnikami, aktywnymi substancjami, które pozwalają nam cieszyć się piękną i promienną skórą.

Z czym ja polubiłam się najbardziej?

W pełni zakochana jestem w trzech produktach – są to Esencja Taka Tonka, Żel hialuronowy Piękna Trójca i najnowszy – Żel pod oczy Uwaga! Granat!

Czemu?



Może zacznę od tej małe, niepozornej nowości. Ten żel to istny granat! I od razu przyznam się bez bicia, że stosuję go nie tylko pod oczy, ale czasem też wymiennie z esencją Taka Tonka – jako serum na twarz.

A że tyle w nim dobra i tak ładnie pisze o tym Patrycja, zacytuję:

“Nazwa jest nieprzypadkowa: to prawdziwa bomba składników aktywnych, które doskonale wpływają na skórę wokół oczu. Główną rolę w kosmetyku gra – a jakże – owoc i pestki granatu w formie ekstraktów.

Produkt bazuje na 1,5% żelu hialuronowym, dobrze znanym fanom o!figi. Nie zabrakło oczywiście oleju z opuncji figowej, który – ponownie – pełni funkcję “naturalnego botoksu” i doskonale wpływa na delikatną, szczególnie narażoną na starzenie, skórę wokół oczu.

Olej z nasion marchwi jest doskonałym antyoksydantem, pomaga też chronić skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV. Dodatkowo ma świetne działanie zmiękczające i wygładzające, wynika to z bardzo wysokiej zawartości fitosteroli, które są odpowiednikiem naturalnych steroli występujących w skórze. Wielką zaletą tego oleju jest ponadprzeciętna zawartość kwasu omega-9, dzięki któremu olej bardzo dobrze się wchłania i sprzyja wnikaniu składników aktywnych, których w Uwaga! Granacie! nie brakuje. Również zapach kosmetyku jest zasługą oleju z nasion marchwi – ziołowy, lekko korzenny, słodkawy. Aż chce się go wypić 🙂

Ekstrakt z nasion granatu to gwiazda wieczoru! Pozyskiwany metodą ekstrakcji nadkrytycznym dwutlenkiem węgla, zachowuje wszystkie, cenne właściwości rośliny. Jest to jednocześnie tzw. ekstrakt całkowity, co znaczy, że zawiera w składzie wszystkie rozpuszczalne w tłuszczach składniki, które udaje się pozyskać tą metodą. Granat jest unikalną rośliną – bogaty w rzadkie niezbędne kwasy tłuszczowe Omega 5 jest jedynym znanym źródłem botanicznym sprzężonego kwasu linolenowego, znanego również jako kwas punicynowy (73,3%), jeden z najsilniejszych antyoksydantów dostępnych we współczesnej nauce oraz naturalny fitoestrogen (estrogen pochodzenia roślinnego), który wspomaga równowagę hormonalną i zdrowie skóry zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.

Kolejnym świetnym nawilżaczem jest fitokolagen, czyli po prostu kolagen roślinny pozyskiwany z drożdży, które zachowują jego naturalną strukturę i właściwości. Substancja ta zatrzymuje wilgoć w skórze, dzięki czemu opóźnia objawy procesu starzenia się skóry.

Na koniec zostawiam Wam prawdziwą petardę, tytułowy „granat!” 🙂 Mianowicie: unikalny kompleks pod oczy, w skład którego wchodzi lizat ze sfermentowanej bakterii lactobacillus, ekstrakt z liści zielonej herbaty, ekstrakt z owocu granatu oraz kofeina. Badanie in vivo prowadzono przez okres trzech tygodni, celem zbadania wpływu kompleksu na skórę wokół oczu. Wyniki pokazały, że kompleks jest w stanie znacząco zmniejszyć zarówno worki, jak i cienie pod oczami. Badania wykazały również, że substancja silnie poprawia metabolizm komórkowy, posiada właściwości anti-aging, liftingujące i przeciwzmarszczkowe.”

Przyznajcie, że Patrycja zadbała o to, aby opis powiedział nam wszystko! Nic dodać, nic ująć. Żel jest genialny i tyle. Jedynie to, to mógłby mieć mniej lejącą konsystencję, ale wybaczam mu to!



Szczególną uwagę polecam też zwrócić na Esencję Taka Tonka. Jest to ten rodzaj kosmetyku, o którym nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jest nam potrzebny i jak nam z nim dobrze. Do pierwszego użycia… Potem ciężko się z nim rozstać.

Taka Tonka to kosmetyk dwufazowy, w składzie którego znajdują się niezwykle rzadkie i ekskluzywne składniki. W produkcie ponownie ważną rolę odgrywa olej z nasion opuncji figowej, jednak na pierwszy plan wysuwają się wyjątkowe biofermenty i filtraty.

Niezwykle ważnym składnikiem Takiej Tonki jest… bioferment z tonkowca wonnego🙂 Izolowane polifenole, które się w nim znajdują, pozwalają „chwytać” moc promieni UV (które zazwyczaj uszkadzają naszą skórę) i wykorzystują je do emitowania światła w zakresie widzialnym, zwiększając luminescencję naszej skóry. W rezultacie nasza skóra wydaje się jasna i mniej pomarszczona. Polifenole pomagają ujednolicić odcień skóry, jednocześnie maskując niedoskonałości i zapewniając ochronę antyoksydacyjną przed zewnętrznymi uszkodzeniami.”

Po ciekawostki dotyczące pozostałych składników esencji, odsyłam Was na stronę. Dodam tylko, że esencja faktycznie działa. Sprawia, że buzia staje się miękka i promienna, wyciszona i ukojona.



Zwłaszcza, że zazwyczaj łączę ją z dodatkową porcją nawilżenia w postaci dawki Żelu hialuronowego Piękna Trójca. Po prostu łączę po trzy porcje jednego i drugiego kosmetyku na dłoni i to wklepuję w skórę. Czasami nakładam jeszcze na to krem, czasami nie. Patrycja bardzo poleca łączyć esencję z olejkiem Dzika Figa – też super, choć jak dla mnie raczej na chłodniejsze dni. No a żel hialuronowy z samą Dziką Figa też idealnie współgra.

Bo wiecie co jest najlepsze – to my sami decydujemy jak i co tutaj można łączyć, co najbardziej odpowiada naszym potrzebom, ci daje na naszej skórze najlepsze efekty. Bo i ze skwalanem Sama Słodycz żel swoją robotę zrobi dobrze. A może wolicie najpierw spryskać się Wonną Różą (swoją drogą – cudowny hydrolat!), a na to nałożyć kilka kropel olejku Dzika Figa?

Znajdźcie swój sposób na o!figę! Ale wypróbujcie ją koniecznie!

I równie koniecznie – zajrzyjcie na stronę o!figa i wczytajcie się w opisy kosmetyków. Warte są tego!



Na koniec wspomnę jeszcze tylko o kolejnej nowości – Demaskatorach! Przyznam, że trzymam je jeszcze na potrzeby zdjęć dla o!figi, ale dobre duszki zdążyły mi już donieść, że świetne z nich zmywaczki!

“Demaskator to trzy rodzaje mięciutkich jak kaczuszka „poduszeczek” wykonanych z mikrofibry, które pomagają zmyć makijaż samą wodą – żadnych chemikaliów, żadnych szorstkich włókien. Demaskator jest hipoalergiczny i doskonały do delikatnej, wrażliwej cery. “

Raz jeszcze – odsyłam po więcej na stronę o!figa!


Facebook