Pool Story

Dzisiejszy post inspirowany jest niezwykłymi zdjęciami artystki Marii Svarbovej i piosenkami Lany Del Rey, której ostatni wakacyjny Doin Time znajdziecie na końcu wpisu.

Włączcie go sobie koniecznie i dopiero wtedy zajrzyjcie na stronę Marii Svarbovej. Przeniesiecie się w całkowicie odrealniony, ale jakże wciągający świat basenów rodem z dawnych, tak dobrze znanych nam czasów. Basenów słowackich. Maria rozpoczęła serię Swimming Pool w 2014 roku i wciąż dodaje do niej nowe zdjęcia. Fascynuje ją zimna sterylność i geometryczne piękno tych obiektów. I trudno się dziwić – baseny na jej zdjęciach fascynują, przyciągają, tworzą to specyficzne uczucie niepokoju, przywołują głęboko skrywane wspomnienia pierwszych basenowych doświadczeń. Dobra to sztuka!

Frozen in the composition, the swimmers are as smooth and cold as the pools tiles. The colours softly vibrate in a dream-like atmosphere. Despite the retro setting, the pictures somehow evoke a futuristic feeling as well, as if they were taken somewhere completely alien. There is no disturbing emotion, there is no individuality in their stillness.


Zobaczcie koniecznie całość na stronie MariaSvarbova.com


A tymczasem…


W poście występują


Zdjęcia autorstwa Marii Svarbovej / Kostium kąpielowy Oysho / Tropikalna torba Oysho / Przepiękne dmuchane baseny MYLLE / Naturalne masło do ciała Kokos i Sól Morska YOPE – Minti / Klapki z kamyczkami Oysho / Naszyjnik z muszlą SOTHO – Pakamera / Klapki Birkenstock Arizona Two-tone Dots Pan Pablo / SecretGLOW Rozświetlający krem z witaminami all-in-one MIYA – Minti


Ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej

To jeden z tych przepisów, które potrafią zadziwić. I Was i Waszych gości. Bo niby wszystko znajome, a jednak tak zupełnie inne!

Widziałam kiedyś podobne ziemniaczki na Instagramie. Mignęły mi ledwo, ale od razu wiedziałam, że spróbuję je zrobić. We własnej wersji oczywiście. I wiecie co? Są przepyszne!

Zrobiłam więc te moje ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej w ilości mocno sporej na urodziny mojej Róży. Zniknęły błyskawicznie! Czyż nie jest to najlepsze polecenie?

Tego typu danie określane jest po angielsku jako side dish czyli przystawka, albo po prostu dodatek do dania głównego. My jednak chętnie traktujemy je jako obiad sam w sobie. Wystarczy dodać nieco świeżych warzyw – pomidorów, papryki czy rzodkiewki i gotowe. Spokojnie też mogą funkcjonować jako sałatka ziemniaczana – choćby w wersji dla gości na przyjęcia. Jestem pewna, że znajdziecie na nie sposób!

Skład to wiem? Bo nie można im się oprzeć! Są aromatyczne, mają bardzo głęboki bukiet smaków, pachną tymiankiem, rozmarynem i czarnuszką. I tym, co chyba każdy lubi – pieczonymi ziemniaczkami w mundurkach. Do tego mają zaskakującą formę. Znajomy nawet zapytał mnie jak ja to zrobiłam, że jednocześnie są jakby ubite i nie ubite. Oto jak!



Ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej

Składniki:

  • 1,5 kg małych ziemniaków
  • 1 opakowanie wędzonego boczku
  • 1 cebula
  • 1 łyżka suszonego rozmarynu
  • olej do ziemniaków (użyłam z pestek winogron)
  • sól, pieprz
  • łyżka czarnuszki

Na emulsję tymiankową:

  • spory pęczek świeżego tymianku (jak na zdjęciu)
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki musztardy dijon
  • 2 łyżki musztardy francuskiej (tej z całą gorczycą)
  • 4 łyżki dobrego oleju (polecam lniany lub ekologiczny rzepakowy)
  • 1 łyżeczka startej skórki z cytryny
  • sok z połowy cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • sól i pieprz do smaku


Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Każdy ziemniak po kolei dociskamy łopatką kuchenną, tak, aby go zmiażdżyć, ale aby wciąż miał stałą zwartą formę. W ten sposób zmiażdżone ziemniaki przekładamy na blachę wyłożoną papierem. Polewamy je lekko olejem, posypujemy rozmarynem i solimy. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, na około 20-30 minut, aż się zarumienią (z termoobiegiem będzie szybciej).

Boczek kroimy na małe kawałeczki, cebulę w kostkę. Całość przysmażamy na patelni, do zarumienienia.



Przygotowujemy emulsję tymiankową. Wszystkie składniki przekładamy do blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.

Do dużej miski przekładamy ziemniaki i boczek z cebulką, polewamy emulsją i posypujemy czarnuszką. Delikatnie mieszamy i odstawiamy na chwilę przed podaniem.

Pycha!

o!figa

Do marki o!figa mam stosunek mocno sentymentalny i subiektywny. Serce moje całe jest z nią od samego jej początku. Dobrze bowiem wiecie, że o!figa przyobleczona jest w moją grafikę. Niemniej jednak potrafię też całkiem surowym okiem spojrzeć na kosmetyki – ich skład i działanie. Tylko czy jest się w zasadzie tu do czego przyczepić?


No doprawdy – długo trzeba by było szukać!

Pisałam Wam już o o!fidze wielokrotnie – tutaj o jej pierwszym produkcie, tutaj o samej identyfikacji, a całkiem niedawno – tutaj – o aktualnościach zawodowych i nowości marki. Mam to szczęście, że z racji ciągłej współpracy – tworzenia grafik, zdjęć i tych szalonych kolaży, jestem na bieżąco ze wszystkimi produktami marki. Mam też swoich bezsprzecznych ulubieńców. Ale od początku…

Patrycję, twórczynie marki znam już od wielu lat. Poznałyśmy się w świecie internetu, kiedy Patrycja prowadziła jeszcze swój blog o tworzeniu kosmetyków. Wiem więc dobrze, ile w niej pasji, umiejętności, samozaparcia i uporu. Jak dobrze jest przygotowana do tego, co robi i… jaki ma fantastyczny dostęp do szalenie ciekawych, nieznanych lub po prostu rzadkich składników kosmetycznych. Patrycja jest też genialną klientką – pozwala mi w pełni wyżyć się twórczo, projektując te zwariowane wzory i etykiety. Bo nie może być nudno, prawda?

o!figa jest wciąż jeszcze młodziutką marką, zdążyła już jednak podbić niejedno serce i szturmem zdobywa coraz to nowsze sklepy. I trudno się dziwić – produkty, które tak pieczołowicie dobiera i kreuje Patrycja warte są szczególnej uwagi. Nie ma w nich nic zbędnego. Od samego dna buteleczek po ich samą górę wypełnione są, a wręcz przesycone, dobroczynnymi składnikami, aktywnymi substancjami, które pozwalają nam cieszyć się piękną i promienną skórą.

Z czym ja polubiłam się najbardziej?

W pełni zakochana jestem w trzech produktach – są to Esencja Taka Tonka, Żel hialuronowy Piękna Trójca i najnowszy – Żel pod oczy Uwaga! Granat!

Czemu?



Może zacznę od tej małe, niepozornej nowości. Ten żel to istny granat! I od razu przyznam się bez bicia, że stosuję go nie tylko pod oczy, ale czasem też wymiennie z esencją Taka Tonka – jako serum na twarz.

A że tyle w nim dobra i tak ładnie pisze o tym Patrycja, zacytuję:

“Nazwa jest nieprzypadkowa: to prawdziwa bomba składników aktywnych, które doskonale wpływają na skórę wokół oczu. Główną rolę w kosmetyku gra – a jakże – owoc i pestki granatu w formie ekstraktów.

Produkt bazuje na 1,5% żelu hialuronowym, dobrze znanym fanom o!figi. Nie zabrakło oczywiście oleju z opuncji figowej, który – ponownie – pełni funkcję “naturalnego botoksu” i doskonale wpływa na delikatną, szczególnie narażoną na starzenie, skórę wokół oczu.

Olej z nasion marchwi jest doskonałym antyoksydantem, pomaga też chronić skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV. Dodatkowo ma świetne działanie zmiękczające i wygładzające, wynika to z bardzo wysokiej zawartości fitosteroli, które są odpowiednikiem naturalnych steroli występujących w skórze. Wielką zaletą tego oleju jest ponadprzeciętna zawartość kwasu omega-9, dzięki któremu olej bardzo dobrze się wchłania i sprzyja wnikaniu składników aktywnych, których w Uwaga! Granacie! nie brakuje. Również zapach kosmetyku jest zasługą oleju z nasion marchwi – ziołowy, lekko korzenny, słodkawy. Aż chce się go wypić 🙂

Ekstrakt z nasion granatu to gwiazda wieczoru! Pozyskiwany metodą ekstrakcji nadkrytycznym dwutlenkiem węgla, zachowuje wszystkie, cenne właściwości rośliny. Jest to jednocześnie tzw. ekstrakt całkowity, co znaczy, że zawiera w składzie wszystkie rozpuszczalne w tłuszczach składniki, które udaje się pozyskać tą metodą. Granat jest unikalną rośliną – bogaty w rzadkie niezbędne kwasy tłuszczowe Omega 5 jest jedynym znanym źródłem botanicznym sprzężonego kwasu linolenowego, znanego również jako kwas punicynowy (73,3%), jeden z najsilniejszych antyoksydantów dostępnych we współczesnej nauce oraz naturalny fitoestrogen (estrogen pochodzenia roślinnego), który wspomaga równowagę hormonalną i zdrowie skóry zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.

Kolejnym świetnym nawilżaczem jest fitokolagen, czyli po prostu kolagen roślinny pozyskiwany z drożdży, które zachowują jego naturalną strukturę i właściwości. Substancja ta zatrzymuje wilgoć w skórze, dzięki czemu opóźnia objawy procesu starzenia się skóry.

Na koniec zostawiam Wam prawdziwą petardę, tytułowy „granat!” 🙂 Mianowicie: unikalny kompleks pod oczy, w skład którego wchodzi lizat ze sfermentowanej bakterii lactobacillus, ekstrakt z liści zielonej herbaty, ekstrakt z owocu granatu oraz kofeina. Badanie in vivo prowadzono przez okres trzech tygodni, celem zbadania wpływu kompleksu na skórę wokół oczu. Wyniki pokazały, że kompleks jest w stanie znacząco zmniejszyć zarówno worki, jak i cienie pod oczami. Badania wykazały również, że substancja silnie poprawia metabolizm komórkowy, posiada właściwości anti-aging, liftingujące i przeciwzmarszczkowe.”

Przyznajcie, że Patrycja zadbała o to, aby opis powiedział nam wszystko! Nic dodać, nic ująć. Żel jest genialny i tyle. Jedynie to, to mógłby mieć mniej lejącą konsystencję, ale wybaczam mu to!



Szczególną uwagę polecam też zwrócić na Esencję Taka Tonka. Jest to ten rodzaj kosmetyku, o którym nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jest nam potrzebny i jak nam z nim dobrze. Do pierwszego użycia… Potem ciężko się z nim rozstać.

Taka Tonka to kosmetyk dwufazowy, w składzie którego znajdują się niezwykle rzadkie i ekskluzywne składniki. W produkcie ponownie ważną rolę odgrywa olej z nasion opuncji figowej, jednak na pierwszy plan wysuwają się wyjątkowe biofermenty i filtraty.

Niezwykle ważnym składnikiem Takiej Tonki jest… bioferment z tonkowca wonnego🙂 Izolowane polifenole, które się w nim znajdują, pozwalają „chwytać” moc promieni UV (które zazwyczaj uszkadzają naszą skórę) i wykorzystują je do emitowania światła w zakresie widzialnym, zwiększając luminescencję naszej skóry. W rezultacie nasza skóra wydaje się jasna i mniej pomarszczona. Polifenole pomagają ujednolicić odcień skóry, jednocześnie maskując niedoskonałości i zapewniając ochronę antyoksydacyjną przed zewnętrznymi uszkodzeniami.”

Po ciekawostki dotyczące pozostałych składników esencji, odsyłam Was na stronę. Dodam tylko, że esencja faktycznie działa. Sprawia, że buzia staje się miękka i promienna, wyciszona i ukojona.



Zwłaszcza, że zazwyczaj łączę ją z dodatkową porcją nawilżenia w postaci dawki Żelu hialuronowego Piękna Trójca. Po prostu łączę po trzy porcje jednego i drugiego kosmetyku na dłoni i to wklepuję w skórę. Czasami nakładam jeszcze na to krem, czasami nie. Patrycja bardzo poleca łączyć esencję z olejkiem Dzika Figa – też super, choć jak dla mnie raczej na chłodniejsze dni. No a żel hialuronowy z samą Dziką Figa też idealnie współgra.

Bo wiecie co jest najlepsze – to my sami decydujemy jak i co tutaj można łączyć, co najbardziej odpowiada naszym potrzebom, ci daje na naszej skórze najlepsze efekty. Bo i ze skwalanem Sama Słodycz żel swoją robotę zrobi dobrze. A może wolicie najpierw spryskać się Wonną Różą (swoją drogą – cudowny hydrolat!), a na to nałożyć kilka kropel olejku Dzika Figa?

Znajdźcie swój sposób na o!figę! Ale wypróbujcie ją koniecznie!

I równie koniecznie – zajrzyjcie na stronę o!figa i wczytajcie się w opisy kosmetyków. Warte są tego!



Na koniec wspomnę jeszcze tylko o kolejnej nowości – Demaskatorach! Przyznam, że trzymam je jeszcze na potrzeby zdjęć dla o!figi, ale dobre duszki zdążyły mi już donieść, że świetne z nich zmywaczki!

“Demaskator to trzy rodzaje mięciutkich jak kaczuszka „poduszeczek” wykonanych z mikrofibry, które pomagają zmyć makijaż samą wodą – żadnych chemikaliów, żadnych szorstkich włókien. Demaskator jest hipoalergiczny i doskonały do delikatnej, wrażliwej cery. “

Raz jeszcze – odsyłam po więcej na stronę o!figa!


Zabierz świeczkę na wycieczkę

Co powiecie na mały pomysł na bardzo fajne, kreatywne, pachnące, wakacyjne DIY? Na pewno powiecie TAK, prawda?

Robimy zatem super słodkie i jakże praktyczne świeczki w modnych słoiczkach o trzech cudownych, eksplodujących latem zapachach! Robimy świeczki do zabrania na wakacyjną wyprawę!

Zmieszczą się w każdym plecaku, w każdej torbie, nawet tej najmniejszej. A kiedy już dotrzecie do celu, nad jezioro, na działkę, na piknik, do domku nad morzem, kiedy przygotujecie już kolację, którą będziecie smakować pod gołym niebem, bo tak najlepiej, kiedy gwiazdy zaczną zaglądać do talerzy, a ciepły wiatr delikatnie zacznie muskać włosy – wtedy to zapalacie świeczkę i cieszycie się chwilą!



Świeczki zamknęłam w uroczych słoiczkach po znanych i lubianych, a zwłaszcza często widywanych na Instagramie, dżemikach Bonne Maman. Tych małych, 30-gramowych. Pospieszcie więc do sklepu, dżemy zjedzcie z rogalami, a potem koniecznie dobrze wymyjcie słoiczki. Przydadzą się! I to wielokrotnie!

Jak pachną?

Wybrałam im trzy chyba najbardziej wakacyjne i dobrze nastrajające zapachy! Mamy więc orzeźwiającą i niemal uzależniającą białą herbatę, mamy soczyste lody wiśniowe (mmmmmm!), a na dokładkę – mamy naturalny miks, który określiłabym aromatem letnich uniesień, czyli połączenie energetyzującej cytryny i limonki z euforycznym ylang ylang. Zapewniam, że pachnie cudnie!



Świece wakacyjne w słoiczkach


Składniki na 3 świece

  • 3 słoiczki po dżemach Bonne Maman
  • wosk sojowy – po roztopieniu 90 ml
  • 3 knoty do świec
  • olejki zapachowe – biała herbata i lody wiśniowe
  • olejki eteryczne – cytrynowy, limonkowy i ylang ylang


Większość moich składników pochodzi ze sklepu ZielonyKlub.pl i tam polecam Wam kupować olejki zapachowe – bo faktycznie pachną tak jak mają pachnieć. A zwłaszcza owa biała herbata i lody wiśniowe pachną pięknie. Naturalne olejki eteryczne znajdziecie choćby w sklepach zielarskich.

Słoiczki myjemy i osuszamy. Wosk sojowy roztapiamy w kąpieli wodnej, dopasowując jego ilość do pojemniczków. W naszym przypadku każdy ze słoiczków przyjął 30 ml roztopionego wosku, czyli zadbałam o to, aby w zlewce na pewno znalazło się 90 ml roztopionego wosku (dosypując w miarę roztapiania).



Na dnie słoiczków, na środku ustawiamy knoty, przytrzymujemy je za pomocą np. przełamanych patyczków do szaszłyków (jak na zdjęciach). Do słoiczków przelewamy wosk. Do jednego słoiczka wlewamy 25 kropelek olejku o zapachu lodów wiśniowych, do drugiego 25 kropelek olejku o zapachu biała herbata, do trzeciego – 10 kropelek olejku cytrynowego, 10 kropelek olejki limonkowego i 5 kropelek olejku ylang ylang. W każdym słoiczku delikatnie mieszamy wosk z olejkami za pomocą np. patyczka do szaszłyków. Upewniamy się, że knoty trzymają się po środku i odstawiamy słoiczki na godzinę do zastygnięcia. Po tym czasie odcinamy nożyczkami nadmiar knotu.

Miłych wypadów wakacyjnych! Nie zapomnijcie o swoich świeczkach!


Wnętrzarskie inspiracje 04

Mam dla Was nową porcję wnętrzarskich, przepięknych inspiracji, czyli moich ostatnich znalezisk w sieci. Ale też garść zdjęć wnętrz, które chwyciły mnie za serce!

No, same cuda!


Zaczynamy od totalnego boho! Czyli fragment wnętrza z bloga Jungalow Justiny Blakeney, które mnie tak bardzo zauroczyło!

To połączenie granatowych kafli ozdobionych ptakami, te kształty i tekstury prosto z natury, no i jeszcze te szalone fotele do tego. No cudo!

Całe wnętrze na Jungalow!


Przenosimy się w czasie i przestrzeni… Choć może raczej po prostu – przenosimy się do Australii, do Melbourne, aby podziwiać całkowicie fantastyczny dom Alex McCabe!

Mi szczególnie spodobała się ta zjawiskowa kuchnia i zaplecze gospodarcze.

Po więcej zajrzyjcie na Camille Styles!


Pięknie, prawda?

Pora na kilka moich małych znalezisk!


  1. Przepiękne mosiężne mobile, idealne do współczesnych boho wnętrz / Corie Humble
  2. Parawan z rattanu Aine marki Nordal / Westwing
  3. Taboret rattanowy Monet Antique / Somproduct
  4. Krzesło rattanowe Isabell White Dots / Somproduct
  5. Stołek barowy Simone White Dots / Somproduct
  6. A może trochę inaczej? Fogliame-zielone liście-płytki ceramiczne od Artkafle / Pakamera
  7. Urocza Lampa EYE z frędzlami Madam Stoltz / Mili Home
  8. Wysoki wazon z modną twarzą / H&M
  9. Pościel z najmodniejszym teraz wzorem Lastroko od Zoria / Pakamera
  10. Genialna szafka nocna z szufladami w stylu Mid Century z Pokojscy Studio / Pakamera

I znowu przenieśmy się do pięknego wnętrza! Znowuż to właśnie kuchnia, ale w połączeniu z jadalnie tak mną zawładnęły!

Mamy tu jakże trafne połączenie stylu mid century i tradycyjnego “farm house” rodem z USA. Tym razem króluje biel, ale w połączeniu ze skrupulatnie dobranymi dodatkami.

Więcej u Emily Henderson!



Za spokojnie?

W takim razie zabieram Was w podróż do królestwa kolorów! Totalnie szalonego kalifornijskiego wnętrza, które uwielbiam! I podziwiam od pierwszych inspiracji, które pojawiły się na blogu Kelly Mindell (uwielbiam i ją!).

Więcej znajdziecie na Studio DIY!


A na koniec… jeszcze jedna fantastyczna kuchnia!

Znowuż od Emily Henderson!


3 x architektura & sztuka

Tkwię ostatnio w pewnym nowym zauroczeniu…

Wyjść bowiem mi z głowy nie chcą prace stanowiące swego rodzaju połączenie architektury i sztuki.

Nie zawsze są to tradycyjne formy, zawsze jednak poruszają tę jedną czułą strunę w głowie i sercu. Wciągają w swój świat – barwny labirynt linii i motywów czysto architektonicznych, w figury geometryczne, w ślepe zaułki, w kąty, w nieoczywiste połączenia schodów i powierzchni.

Zabieram Was więc te niezwykły świat. Zapatrzcie się przez chwilę!


1.

Alexis Christodoulou


Alexis Christodoulou jest samoukiem, artystą 3D, pochodzącym z Południowej Afryki. Stworzył kolekcję wizualizacji architektury wprost z wyobraźni, a całość oparł na współczesnej, czystej estetyce.

Więcej znajdziecie na stronie alexiscstudio.com



2.

Charlotte Taylor 


Artystka i architektka wnętrz tworząca w Paryżu i Londynie, współwłaścicielka kreatywnego Dello Studio. Jej prace stanowią fascynujące studium nad światłem i liniami w architekturze.

Więcej na stronie studiocharlottetaylor.com



3.

Massimo Colonna


A dokładniej jego niewielki, choć bardzo ciekawy cykl ( N o n ) G r a v i t à.

Massimo Colonna to włoski artysta – fotograf, którego zafascynowały możliwości obróbki cyfrowej i modelowania 3D. Upodobał sobie abstrakcyjne krajobrazy i surrealistyczne kompozycje, które bywają bliskie, ale i dalekie rzeczywistości. W cyklu ( N o n ) G r a v i t à ukazuje przedmioty, które zostały uwiecznione w momencie, w którym wydawałoby się, że nie podlegają grawitacji, na tle niezwykłych kolorów i cieni tworzonych przez budynki.

Więcej na stronie massimocolonna.com


Facebook