GieraDesign

Pamiętacie lustro z naszego salonu? Pokazywałam Wam je nieraz w serii Nasze Miejsce (zajrzyjcie koniecznie!). Pisałam Wam też, że pochodzi z rodzinnej firmy, od szklarzy z Radzymina – z GieraDesign.

Bardzo lubię to nasze lustro, które i tu poniżej załączam! Jest jedną z najciekawszych ozdób, jakie mamy. Doświetla i pogłębia wnętrze. Zawsze też można się do niego po prostu uśmiechnąć!



Za markę GieraDesign mogę więc osobiście ręczyć. A że śledzę sobie jej rozwój od dłuższego czasu, najwyższa pora, aby i tutaj się nieco więcej pozachwycać.

Podoba mi się bowiem nie tylko to nasze lustro. Podoba mi się cała masa luster z oferty marki! Podoba mi się jej nowoczesne podejście do designu, ale oparte na ugruntowanej pozycji i tradycjach. Podoba mi się pomysłowość, ale także prostota. Podobają mi się bardzo trendowe, współczesne wizualizacje i podejście do klienta. Jakość wykonania i dbałość o szczegóły.

Zacytuję tu słowo od GieraDesign:

Jesteśmy firmą rodzinną, od trzech pokoleń kontynuującą rzemiosło szklarskie, którego korzenie sięgają 1946 roku. To daje nam ogromne doświadczenie w tej branży. W naszej pracy udaje nam się połączyć rodzinne tradycje rzemieślnicze z zamiłowaniem do designu. Projektując nowe wzory śledzimy trendy, szukamy inspiracji i w końcu przekuwamy je w gotowy produkt.

Oferujemy szeroki wybór luster w różnych stylach: nowoczesnym, glamour, art deco czy skandynawskim. Jako producent możemy zrealizować każde indywidualne zamówienie.

Nasze lustra wykonujemy sami z najwyższej jakości belgijskich luster o dużej przejrzystości i wysokim połysku. Nie używamy luster sprowadzanych z Chin o nietrwałych podlewach.


Dodam jeszcze, że marka zbiera ostatnio nagrody za swoje lustro obrotowe Scandi Duo. Swoją drogą – świetny pomysł! Poczytajcie więcej na ich blogu!

Nie będę się więc sama zachwycać – pozachwycajcie się ze mną! Zobaczcie, jak ładne potrafią być lustra!

Wszystkie lustra znajdziecie na GieraDesign


Pochwała codzienności

Siedziałam sobie ostatnio w kuchni. Za oknem powoli słońce zbierało się ku zachodowi, jego cieplejsze promienie rozpoczęły swój codzienny taniec na ścianach. Firanka zakrywająca wejście na taras, lekko kołysała się unoszona wieczornymi powiewami specjalnie przez nas tworzonego przeciągu. Gdzieś w oddali słyszałam śmiechy dzieci biegających po osiedlu. Wśród nich ewidentnie wybijały się radosne pokrzykiwania mojej Róży. Pies od czasu do czasu poszczekiwał w ogrodzie na przechodzących sąsiadów. Koło mnie natomiast krzątał się mój mąż, który ostatnio zakotwiczył w domu.

I tak kontemplowałam te pierwsze dni czerwca. Tego miesiąca obfitości i kolorów. Zapachów i uniesień. Tego okresu błogiego i dobrego, na który czeka się całe pół roku szarugi i marazmu.

Obserwowałam ogórki. Zrobiłam je tu pierwszy raz, drugi raz w życiu w ogóle. A że małosolne pochłaniam z uwielbieniem, doprawdy nie wiem czemu tak trudno mi to nastawianie przychodziło. Może w tej kuchni po prostu mam lepszą energię. Może umysł otwarty, może i chęci do wszystkiego większe.

Ustawiłam te ogórki przed sobą, aby na spokojnie móc obserwować wędrujące bąbelki. Obok wdzięczyła się do mnie nasza pierwsza żółta róża z ogrodu (tym razem kwiat, nie dziecko :)) Na blacie czekał na męża arbuz, obok naszykowałam na wieczór lemoniadę i resztkę truskawek. Na obiad wcześniej zjedliśmy fasolkę szparagową z młodymi ziemniakami i kefirem. Z młoda kapustą i marchewką. Proste jedzenie. Najlepsze.



Otworzyłam książkę. Zaczęłam czytać, ale odłożyłam ją po chwili. Wpatrywałam się w ten wczesnowieczorny obrazek. Takie to było sielskie. Takie dobre. Takie, jak być powinno.

Jak to rasowa blogerka, od razu chwyciłam za aparat, aby ten sielski widoczek uchwycić. Potem zaczęłam w myślach niemal nucić pierwsze słowa tego wpisu. A jeszcze potem dotarło do mnie, jak bardzo nie doceniamy codzienności.

Bo to codzienność nas tworzy. Codzienność nas buduje. I może na zdjęciach pozostają zazwyczaj piękne obrazki z tych kilku dni niezwykłych przeżyć czy wyjazdów, w nas samych jednak tkwić będzie ta codzienność. Bo to z nią się zmagamy. To ona potrafi przytłaczać. I to z nią dobrze by było się zaprzyjaźnić.

W naszych rękach leży to, czy będzie to dobra codzienność, czy będzie nam ciążyć. Czy stanie się tym czymś, co tak górnolotnie nazywamy szczęściem, czy zaprowadzi nas w zupełnie odwrotnym kierunku. Czy dostrzeżemy ją w tej ciągłej pogodni za czymś tak nieokreślonym jak “sukces”?

Bo właśnie kiedy ją dostrzegamy i kiedy nam z nią dobrze – czas spowalnia.

Oby ten czerwiec trwał jak najdłużej!


Trend Book: opakowania kosmetyków

Pokazuję Wam czasem kosmetyki w pięknych opakowaniach. Czasami przy okazji recenzji, powtarzam i powtarzam, jak ważne jest opakowanie. Zdarzały się także różnego rodzaju opakowaniowe zestawienia lub wpisy w postach inspiracyjnych.

Postanowiłam jednak zacząć osobny cykl wpisów, dotyczących właśnie opakowań!

A dokładniej aktualnych trendów w świecie designu i grafiki, które szczególnie przypadły mi do gustu, poruszyły te wrażliwe struny w sercu lub zaprzątają myśli i zwyczajnie – inspirują mnie w mojej graficznej pracy.

A jako, że to właśnie branża kosmetyczna jest mi szczególnie bliska – rozpoczynam cykl od zaprezentowania Wam kilku wyjątkowych identyfikacji marek kosmetyków lub ich serii.

Zaczynamy od…


Topshop Make Up



To są doprawdy chyba najciekawiej opakowane kosmetyki do makijażu, jakie widziałam. I słowo daje – kupiłabym je dla samego opakowania! Pomysł prosty, rysunek nieskomplikowany, a jednak – jakie to genialne!

Autor: Sara Thorne

Kolekcje: Sand Storm Collection oraz Festival collection


Daughter of the Land



Daughter of the Land to amerykańska malutka marka produktów pielęgnacyjnych, założona przez Ashley Spierer. Szczególną wagę przykłada się tu do prostoty i naturalności. Kosmetyki są organiczne i fair trade, a opakowania z materiałów pochodzących z recyklingu.

Zobaczcie, jak to przesłanie jest spójne z identyfikacją. Wszystko tu tchnie jakąś magiczną energią ziemi, ale jest przy tym nienachalne, oryginalne, proste, a nawet – eleganckie. Spokojnie widziałabym te produkty zarówno w luksusowych drogeriach, jak i prostych sklepach ekologicznych, w willach gwiazd hollywoodu i zwykłym domu świadomej ekologicznie Amerykanki.

Produkty pochodzą ze strony Daughter of the Land.


Only Good



Piękna prezentacja i cały koncept naturalnych mydełek Only Good. Sama nazwa doskonale odzwierciedla przesłanie marki. A identyfikacja autorstwa studio Milk z Nowej Zelandii pięknie je uzupełnia. Każde mydło jest jednocześnie z innej, ale też z tej samej bajki. Każde staje się małym dziełem sztuki, choć znowu – w opakowaniach nie ma wielkiej filozofii. Jest prostota, ale jest też pomysł. Jest czystość przekazu i głębszy zamysł.

Podoba mi się!

Więcej znajdziecie na stronie Only Good (via Mindsparkle Mag)



L’Aventure En Primitivance



No cóż – nazwa marki – L’Aventure En Primitivance wybitnie nie na polski rynek. Po prostu trudna. Tchnie jednak południowym czarem, prawda? Za to opakowania – och i ach! Choć w zasadzie jest to jeden jeno olejek, pełen dalmatyńskich roślin.

Znowuż mamy prostotę, ale i znowu stoi za nią niezwykły pomysł. Botaniczny, ale jakże delikatnie. Bardzo elegancki, ale jest w tym też coś swojskiego. Podobają mi się też ogromnie te złocenia. Złocenia to ja lubię w ogóle od dawna, a tu podziwiam tym bardziej – świetnie zastosowane.

Identyfikacja autorstwa: April Studio / Logo design / AD: Marko Stojakovic / Zdjęcia: Mare Milin

Zobaczcie tez koniecznie stronę L’Aventure En Primitivance


Girasole



Girasole oznacza po włosku – słonecznik. Stąd też właśnie jego wizerunek w logo i nawiązujące klimatem kolory. Mamy tutaj koncept marki kosmetycznej oferującej kremy do rąk i serum na dzień i noc, autorstwa Sadhika Sethi z Tajlandii.

Mnie zachwyciły bardzo teraz modne nawiązania alchemiczno-astronomiczne. Obleczone w piękną, przemyślaną liniową grafikę. Całość tworzy koncepcję produktów luksusowych, dobrze wyważonych, ze znowuż – prostym, czytelnym przekazem.

Jakże świetnie tutaj pokazano różnicę w kosmetyku na noc i na dzień. Z pewnością się nie pomylą, co mi osobiście często się zdarza w przypadku licznych kremów, w których różnica ta jest jedynie często napisana słowami i trzeba się tej adnotacji doszukiwać. I jakże to wszystko włoskie, choć projektowane, z tego co wyczytałam – w Tajlandii!

Więcej na Packing of the World


Blanc Naturals



A tym razem, na koniec – polski projekt! Autorstwa Foxtrot Studio, a dokładniej – autorem identyfikacji jest Adrian Chytry.

Co my tu mamy? Przepięknie zaprezentowane kosmetyki australijskiej marki Blanc Naturals, która, jeśli dobrze rozumiem, dopiero niedługo wejdzie na rynek. Możecie śledzić jej poczynania na Instagramie i tam czekać premiery.

Pewnie wiecie, czemu tak wszystko mi się tu podoba?

Mamy cudowne botaniczne złocenia i pastelowe maźnięcia jakby farbą. Czyli to, co osobiście uwielbiam. I to, co staje się teraz bardzo modne. I tak ponoć miało być – nie tylko skutecznie i naturalnie, ale także pięknie. I pięknie wyszło!

Więcej na Packing of the World

Summer ready

Jesteście gotowi na lato?

Bo ono już zaraz, za chwilunię!

Czy tylko mnie to tak cieszy? 🙂

Przygotowałam Wam dzisiaj mały przegląd kilku letnich inspiracji! Takie wakacyjne must have w tym sezonie.

I już będziemy gotowi!



  1. W starym stylu – pins Pływaczka Greta / Pinswear
  2. Pleciona torebka z drewnianym uchwytem / Reserved
  3. Okrągły ręcznik plażowy / H&M Home
  4. Kapelusz Palm Fedora od Paris+Hendzel Handcrafted Goods / Showroom
  5. Musztardowa bawełniana sukienka / Oysho
  6. Kolczyki z zawieszkami z muszli / Mango
  7. Jakże wakacyjna sukienka z nadrukiem / Oysho
  8. Asymetryczne trikini w tropikalny wzór safari / Oysho
  9. Balsam Chłodząco-Rozświetlający Naturativ – Do zmęczonych nóg lub rozgrzanego ciała. Chłodzi i nadaje ciału delikatny słoneczny połysk / Naturativ
  10. Musztardowe tenisówki / Promod
  11. Szeroka opaska na na przykład – plażę / Zara
  12. Apple of Eden – Sandały ‘Chelsea’ / About You
  13. Malinowe buty Naomi – na moje oko, pasują do wszystkiego 🙂 ? Noevision
  14. Jaki ładny! Notes kieszonkowy „podróże” – z gładkimi stronami do wyrywania i kieszonką na luźne kartki / Rzeczownik

Hialuronowe serum – błyszczyk do ust

Ciepły sezon w końcu nadszedł. Słońce powoli przegania chmury deszczowe. Zaraz rozpocznie się nam lato!

Odkładamy więc ciężkie mazidełka do ust, które idealnie sprawdzają się zimą, pokrywając nam usta grubą warstwą ochronną i chroniąc je przed mrozem i smogiem.

W lecie sięgamy po coś lekkiego, co nada ustom delikatny błysk i wrażenie wilgoci, a jednocześnie je przy tym nawilży i odżywi.

Dlatego też polecam mój dzisiejszy pomysł na hialuronowe serum do ust w formie pobłyskującego błyszczyku.


Do zrobienia ekspresowo! Do cieszenia się na co dzień. O pięknym zapachu, w pięknym odcieniu!

Nasze serum bazuje na nawilżających właściwościach kwasu hialuronowego oraz odżywczych – oleju lnianego. Dodałam też nieco olejku z pestek malin, który w naturalny sposób zabezpieczy nam usta przed słońcem (posiada filtr przeciwsłoneczny, choć zawsze przestrzegam – nigdy nie jesteśmy do końca pewni jego wielkości i stabilności, niemniej jednak warto dodawać ten olej do wakacyjnych kosmetyków).

Na koniec “przyozdobiłam” błyszczyk w cudowny zapach kwiatów gorzkiej pomarańczy-neroli, który osobiście uwielbiam. Jeśli jednak nie macie lub nie lubicie tego olejku, polecam dodać łatwo dostępny olejek pomarańczowy o cudownym, energetycznym, świeżym aromacie!



Hialuronowe serum – błyszczyk do ust


Składniki – dla łatwości wykonania bazujemy na łyżeczkach miarowych:

  • 4 ml kwasu hialuronowego (potrójny 1,5%) (mój z ECOSPA)
  • 3 ml oleju lnianego (bardzo dobre znajdziecie w marketach)
  • 3 ml oleju z nasion malin (mój Natura Receptura)
  • 2 kropelki olejku neroli (ewentualnie polecam olejek pomarańczowy)
  • 1 ml (1 łyżeczka miarowa) różowej miki (wykorzystałam Rose Romance z Kolorowka.com)
  • 1 ml (1 łyżeczka miarowa) mączki owsianej koloidalnej (moja z Zielony Klub / można pominąć, wtedy serum będzie bardziej płynne i bardziej dwufazowe)


Wszystkie składniki dokładnie mieszamy w małej zlewce, przez dłuższą chwilę, do uzyskania jednolitej konsystencji. Całość przelewamy do pojemniczka na błyszczyk. (Kwas hialuronowy z ECOSPA jest już zakonserwowany, nie ma więc potrzeby dodatkowego konserwowania takiej jednorazowej niewielkiej ilości kosmetyku)

Serum – błyszczyk jest możliwie naturalne, przez co będzie miało formę dwufazową. Przed użyciem należy pojemniczkiem wstrząsnąć lub zmieszać całość pędzelkiem.

Nakładamy na usta, kiedy tylko mamy na to ochotę.

Kolory i fantazja x3

Brakuje nam w tym naszym pięknym kraju czasami… kolorów! Brakuje też fantazji! Ale nie tej buńczucznej sarmackiej, a dobrej energetycznej fantazji, która sprawia, że chce się żyć i tym życiem cieszyć.

Znalazłam niedawno trzy bardzo kolorowe marki, które tę dobra fantazję potrafią przenieść na swoje produkty i naenergetyzować nimi nasze zwykłe dni. No dobra – nie wszystkie marki znalazłam ostatnio, bo choćby Many Mornings Wam już nieraz pokazywałam. Ostatnio jednak marka wypuściła nowe artystyczne skarpety, które po prostu musiałam i tu pokazać, przy okazji z kilkoma innymi.

Mamy więc coś na nogi – bo mało co tak dodaje dobrej energii, jak kolorowe skarpety – i to każda w sumie inna!

Mamy coś na ścianę – genialne, proste, dobre, z recyklingu.

Mamy też coś na stół i do zawieszenia na siebie przy gotowaniu – żeby i potrawy smakowały lepiej, mocniej, no – energetyczniej!

Zaczynamy od…


1. Studio ROOF


Czyli coś na ścianę! Ale nie tylko – zachęcam do zajrzenia na stronę dystrybutora marki maakao., po wiele więcej! Moje serce skradły jednak ozdoby naścienne – kolekcje rajskich ptaków, egzotycznych zwierząt czy owadów. Jakie to wszystko kolorowe, ile w tym radości i poczucia humoru!

Słówko o marce ze strony dystrybutora:

Studio ROOF– rodzinna firma z Holandii tworząca wyjątkowe, designerskie przedmioty, które mogą być zarówno zabawką dla dziecka jak i pięknym elementem wystroju wnętrz. Za każdą kolekcją produktów stoi niesamowita wyobraźnia rodziny Romy’iego i Ilya’i. Piękno dzieciństwa, przyroda, ludzie świata, natura, sztuka i rzemiosło są inspiracją dla nowych kolekcji Studio ROOF. Dodatkowym atutem jest fakt, że użyte materiały pochodzą z recyclingu, a atrament użyty do nadruków jest pochodzenia roślinnego.

Więcej na maakao.



2. MANY MORNINGS


Znamy, oj znamy te cudowne skarpetki! Sama je uwielbiam i noszę z tym uwielbieniem chętnie. Ostatnio moją uwagę zwróciły początki kolekcji artystycznej czyli skarpety Salvadorable i Picassocks. Oj, nie mogę się doczekać kolejnych! Zwłaszcza, że jestem ogromną fanką sposobu ekspozycji tychże skarpetek. Sami spójrzcie – każda z tych kompozycji to genialny obraz sam w sobie!

No a poza tym – dzień spędzony w kolorowych skarpetach zawsze będzie lepszy od tego w tych szaroburych, prawda?

Więcej na stronie Many Mornings.



3. CRATA


Oto i kolejny sposób, aby dodać codzienności kolorów i energii!

Crata® to prawdziwie nowoczesne nakrycia stołu i fartuchy – dzięki specjalnej matowej powłoce są nie tylko wodoodporne i łatwo zmywalne, ale przede wszystkim charakteryzuje je wyjątkowy design, forma i przyjemność w dotyku. Stworzenie prawdziwie delikatnej i opływowej tkaniny było czymś na czym zależało nam od samego początku.

Razem z polskimi artystami zaprojektowaliśmy nasze wzory myśląc o szczęśliwych domach i przestrzeniach, w których chce się żyć.

Ładnie napisane! Mnie szczególnie podobają się fartuszki. Jestem pewna, że w takich to aż chce się po prostu być w kuchni.

Więcej na stronie Crata / znalezione na Pakamera


Facebook