Mój kolaż. Snu zaświaty. Morsko-fantastyczny. Z mocnym grzybowym akcentem ;P
Ale przede wszystkim, mam dla Was cudowne przesłanie od mojej córci. Ma pięć lat, jest przeuroczą dziewczynką. I wyobraźcie sobie, że kolekcjonuje piękne dni. Naprawdę. Nie wiem skąd jej się to wzięło, ale od dawna tak mówi. I co rusz, z wieczora, szepcze mi, że to był kolejny piękny dzień i dodaje go do swojej kolekcji. Wyobrażacie to sobie?
Bo najlepsze jest to, że te dni zazwyczaj wcale nie są jakieś takie specjalne. Nie są pełne niesamowitych atrakcji. Są to nasze dobre, zwyczajne dni. Czasem spędzone u babci, czasami z jakąś weekendową wycieczką czy spacerkiem, ale głównie – zwykłe, codzienne dni.
I to jest takie wspaniałe! Że ta dobra codzienność zachwyca tę małą istotkę. A ja tak bardzo się cieszę, że kolejne nasze wspólne chwile trafiają do jej kolekcji.
I wiecie co? Sama zaczęłam tworzyć swoją!
Bardzo polecam!
A poniżej – sen z bliska. Żeby nic szalonego nie umknęło!
Standardowym pytaniem do osoby będącej na diecie roślinnej jest – to co ty właściwie jesz? Zwłaszcza na śniadanie. No bo jak to tak bez kanapki z wędliną i jajecznicy? Odpowiadam wtedy zawsze, że to wszystko jest kwestią przestawienia myślenia. Że jeśli się wkręcimy, to okaże się, że jest tak dużo pysznych możliwości na poranny posiłek, że tu naprawdę problemu nie ma żadnego.
Bo tak na przykład zawsze w kilka chwil można sobie zrobić taką gniecioną pastę z groszku!
Stała się ona już moją małą klasyką. Uwielbiam ją! I nie tylko ja – mam o nią pytania każdorazowo, jak przygotuję jako część poczęstunku dla gości. A taka prosta! Doprawdy, żadnej filozofii tu nie ma! Groszek, i to taki zwykły, z puszki, cebulka, czosnek, czarnuszka i na chleb. Bardzo polecam do zrobienia sobie i włożenia do słoiczka, na później. Choć ostrzegam, że będzie ciężko, bo dobrze się ją wyjada samą łyżeczką.
Gnieciona pasta z groszku najlepsza
Składniki:
puszka zielonego groszku
pół niewielkiej cebuli
1 ząbek czosnku
łyżeczka ziaren czarnuszki
sól, pieprz
około 4 łyżki oliwy
około 4 łyżki oleju lnianego
Groszek odcedzamy. Cebulę i czosnek kroimy na drobną kostkę. Na patelnię wlewamy oliwę, na to dajemy cebulkę, czosnek i czarnuszkę. Podsmażamy przez chwilę, mieszamy i dosypujemy groszek, solimy i pieprzymy (można wcześniej, na cebulkę zmielić nieco świeżego pieprzu). Mieszamy i gnieciemy go smażąc tak, aby duża część była faktycznie zgnieciona. Po kilku minutach wyłączamy grzanie i pozostawiamy do lekkiego przestudzenia. Dopiero wtedy dolewamy olej lniany, który nie lubi ciepła i całość dokładnie ponownie mieszamy.
Najbardziej lubię ją jeść na kanapce z miodową musztardą i ogórkiem kiszonym. Mega!
Stworzyłam nową kolekcję wzorków! Nazwałam ją September Blossoms i wyraża moją przeogromną miłość do tego niesamowitego okresu schyłku lata.
A jeśli i Wy macie w sobie skłonności do wrześniowych zachwytów – mam dla Was niespodziankę! Poniżej znajdziecie tapety na telefon do pobrania! Aby zawsze cieszyły!
No dobra, a jakież to te wzorki stworzyłam?
Tym razem namalowałam to, co we wrześniu lubię najbardziej – jesienne kwiaty, najlepsze pod słońcem jabłka i śliwki, ostatnie jarzębiny, to co tak zaskakuje o poranku – pajęczynki z koralami z rosy i malutką polną myszkę. Z tych kilku motywów powstał wzór główny tzw. hero oraz kolejne wzory wraz z ilustracją.
Efekty wraz z przykładami zastosowania poniżej.
Jeżeli poszukujecie na swoje produkty ciekawych wzorów, jeśli spodobał Wam się któryś z tej kolekcji lub poszukujecie osoby, która pomoże Wam zilustrować Wasz pomysł – zapraszam do kontaktu!
Czy któraś wersja wyjątkowo przypadła Wam do gustu?
Poniżej znajdziecie każdy ze wzorków z kolekcji w formie pojedynczego kafelka – oryginalnie 30 x 30 cm. Są to bowiem wzory bezszwowe (ang. seamless pattern), które możemy dowolnie powielać.
Która wersja kolorystyczna najbardziej Wam odpowiada?
Do kolekcji przynależą także wszystkie elementy wzoru głównego w formie pojedynczych osobnych naklejek” w formacie .tiff lub .png. Poniżej mały wgląd!
A teraz obiecany prezent!
Tapety na telefon do pobrania
Przygotowałam trzy wzorki, do umilania jesiennych wieczorów!
Pobierzecie je na swoje telefony klikając poniżej. Są to grafiki jedynie do użytku personalnego.
Spieszę zaprezentować Wam efekty mojej współpracy z marką KINU!
Wykonałam dla niej identyfikację wizualną oraz projekty etykiet na pierwszy z produktów – czystą, japońską matchę. Marka dopiero startuje, niedługo pojawią się pierwsze produkty w sprzedaży. Później mają się pojawiać kolejne produkty. No, będzie się działo.
Poproszono mnie o projekt pełen oddechu, japońskiego spokoju i głębokiej zieleni. I tak weszłam w ten herbaciany świat i bardzo mi się on spodobał. Tak samo jak znak marki zwany enso.
Enso – element kaligrafii buddyzmu zen: okrąg napisany jednym pociągnięciem pędzla. To symbol pokazujący oświecenie tkwiące w ludzkim umyśle absolutnej i nieograniczonej rzeczywistości, reprezentuje mentalność doskonałą. / Wikipedia
A zarazem wygląda jak odciśnięty na stole ślad po właśnie wypitym kubeczku matchy, czyż nie?
W każdym razie załączam Wam tu małą próbkę grafik dla KINU i jak zawsze – zapraszam do mojego portfolio:
Jak zawsze za szybko. Jak zawsze nie ogarniam, jakim cudem i kiedy to wszystko minęło. Jak zawsze zapewne zorientuję się w listopadzie, że trzeba schować sandały. Bo jakoś nie nadążam…
No ale mamy ten wrzesień. Dzieci już w placówkach, a ja jeszcze żyję upałami letnimi, słońce, morzem i kolorowym jedzonkiem.
Wrzucam więc małą pocztówkę z wakacji. Na pamiątkę. Dla słonecznej energii. Kilka zdjęć tego, co minęło, ale już na zawsze z nami zostanie.
Na początek – cudowne Korfu! Polecieliśmy sobie, aby zanurzyć się w tej krystalicznej wodzie i dźwiękach cykad. A że byliśmy tam z mężem dwa lata temu i już Wam wtedy wszystko opisałam, podrzucam tym razem jedynie zdjęcia.
Korfu jest piękne – planuję już kolejny tam lot. Kiedyś… ale – na pewno. Tymczasem polecam moją zachętę do październikowego wypadu z kilkoma poradami w dawnym poście TUTAJ.
A co sobie przywieźć z Korfu? Zwłaszcza, jeśli się ma minimalny bagaż… Polecam te małe cuda! I już żałuję, że zmieściły się tylko po dwie sztuki… Bo…
Bo ten różany balsam jest genialny! Kupiłam go pierwszy raz dwa lata temu właśnie. I się zakochałam! Pachnie obłędnie różami, jest tłuściutki, ale nie za bardzo i działa jak kojący okład na skórę. Na etykiecie ma napisane Wax cream Rose with organic olive oil i małe logo – Spitiko. Ma też inne wersje zapachowe, ale ich nie sprawdzałam, bo zazwyczaj od razu wybieram różę. Zakupiony w jednym ze sklepików w mieście Korfu po 10 euro/sztuka.
Polecam też te mydełka! Cudne, bo najprostsze z możliwych – na oliwie i soli morskiej. Oznacza to, że nie pachną, ale świetnie działają! Można używać do wszystkiego 🙂 No i jakie ładne opakowanie! Nazwa marki to Papoutsanis, a znalezione zostały w markecie w jednej z pomniejszych miejscowości. 1,90 euro za kostkę. Nie pomylcie z podobnymi, które mają tylko dodatek oliwy i są białe – no, chyba., że takie wolicie. Polecam!
Całkowicie też tego lata zauroczył mnie Wawel. A dokładniej ogrody wawelskie o poranku. Naprawdę – zaraz po otwarciu. Jest pusto. Jest pięknie! Wybrałam się tam na zajęcia qigong na trawie i było to wyjątkowe przeżycie.
Podrzucam więc ten Wawel i moje zachwyty!
No i na koniec – kilka kadrów kolorowych! Letnich i pysznych. Bo przecież latem właśnie tak cudownie się je! Tak soczyście i pazernie. I się więcej chce. Nawet pomimo upałów.