Białe proszki

Dosyć często ostatnio je wykorzystuję. W głównej mierze podczas warsztatów, ale i sama chętnie czerpię z ich mocy. I nie tylko ja, bo i moi bliscy. Poznajcie cztery wyjątkowe białe proszki… Wszystkie legalne, zaręczam!

A może już je znacie? Wszak pisałam już o niektórych, a nawet publikowałam kilka proszkowych przepisów. Jeśli jednak ich nie poznajecie, bardzo polecam zaopatrzyć się w białą glinkę, tlenek cynku, mączkę owsianą i mączkę kokosową!

Jak je wykorzystać? Mam dzisiaj dla Was 4 sprawdzone przepisy na domowe kosmetyki z wykorzystaniem naszych proszkowych gwiazd!

 

BIAŁA GLINKA / KAOLIN

To moja ulubiona z glinek. W zasadzie nie używam innych, chyba, że w gotowych glinkowych maskach. Z nią bowiem tak bardzo się polubiłam, że kupuję ją dosłownie na kilogramy. No dobra… to na warsztaty, ale sporo i dla mnie pozostaje.

To najłagodniejsza z glinek, polecana osobom o nawet bardzo wrażliwej skórze. Jest niedroga i bardzo wydajna. Zawiera wapń, cynk, krzem i magnez. Uwielbiam ją za jej lekkość, zdolność matowienia przetłuszczającej się skóry, za jej właściwości ograniczające rozwój stanów zapalnych i odkażające, podsuszające wypryski i niedoskonałości. Glinka świetnie oczyszcza. W połączeniu z olejami, miodem, hydrolatem lub po prostu – z wodą, zamienia się w lekki, ale naprawdę bardzo skuteczny czyścik do każdego rodzaju cery. Absorbuje zanieczyszczenia, reguluje funkcjonowanie skóry, wygładza i pozostawia przyjemne uczucie lekkości, bez ściągnięcia, za to ze wspomnianym wcześniej – zmatowieniem.

Sama najczęściej robię sobie glinkowe czyściki do twarzy. Nawet teraz ze trzy różne stoją w mojej łazience. Chciałabym jednak zaproponować Wam dzisiaj bardzo przyjemną maseczkę z białą glinką. Będzie to maska kojąca i rozjaśniająca skórę. Polecam teraz – po lecie, ale świetnie też sprawdzi się do przywrócenia blasku skórze zmęczonej zimą.

 

Kojąco-rozjaśniająca maska z ogórkiem i białą glinką

Składniki:

  • 2 małe gruntowe ogórki (ewentualnie 1/3 dużego)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżeczki białej glinki

Ogórki obieramy i miksujemy w blenderze do uzyskania konsystencji jednolitej papki. Dodajemy sok i glinkę, mieszamy. Maskę nakładamy na twarz i/lub ciało, pozostawiamy na 15 minut i zmywamy letnią wodą.

 

 

TLENEK CYNKU

Oj, to stanowczo jeden z moich must have łazienkowych. Przydaje się często i zawsze pomaga. Jest to idealnie biały, lekki proszek – naturalny minerał pigmentowy. Zapewne każdy go zna, bo stosowany jest często w terapiach dermatologicznych, polecany na wszelkiego typu problemy skórne, ale także do pielęgnacji wrażliwej skóry niemowląt – często dodaje się go do posypek i kremów na odparzenia. Zasłynął swymi właściwościami gojącymi i przeciwzapalnymi, ale także jako mineralny filtr przeciwsłoneczny (blokuje całe spektrum UV, odbija i rozprasza światło). Ma działanie antybakteryjne, ściągające, leczy stany zapalne skóry.

Mam go więc zawsze pod ręką. Czasami nakładam jego maluteńką ilość na potrzebującą zagojenia skórę, czasami dodaję do łagodzącego pudru (przepis TUTAJ). Zazwyczaj jednak ucieram szybką i mega skuteczną pastę na niedoskonałości. Bywa to pasta z TEGO przepisu, dzisiaj jednak polecam Wam coś, co przygotujecie w kilka sekund, a sprawdzi się o niebo lepiej niż te wszystkie dostępne w aptekach maści cynkowe, pełne zapychających wypełniaczy.

 

Szybka pasta cynkowa na niedoskonałości i otarcia

Składniki:

  • 2 łyżeczki tlenku cynku
  • 3 łyżki żelu ALOESOVE

Chwila moment i lekka, łagodząca, gojąca pasta gotowa. W przepisie z linku, który wkleiłam powyżej użyłam żelu aloesowego 98%. On wymagał dodatku oleju, w przeciwnym wypadku za bardzo ściągałby skórę, a nie o to nam tu chodzi. W żelu ALOESOVE, który ostatnio często i chętnie stosuję, mamy nie tylko aloes, ale i sporo innych kojących i regenerujących składników (zobaczcie na stronie Sylveco), co czyni go idealnym nośnikiem dla naszego tlenku cynku. Oba składniki wystarczy dokładnie wymieszać. Można także na bieżąco produkować sobie taką pastę na dłoni, tuż przed użyciem. Pasta, naniesiona w niewielkiej ilości na potrzebujące partie skóry, szybko goi i regeneruje. Polecam także po depilacji.

 

MĄCZKA OWSIANA

A dokładniej – koloidalna mączka owsiana.

Ja tu może zacytuję po prostu ze strony sklepu ZielonyKlub.pl, bo ładnie tam całość opisali:

Otrzymywana jest z owsa w oparciu o opatentowany proces, który umożliwia zwiększenie biodostępności beta glukanu, co skutkuje silnym działaniem anty-aging i nawilżającym. Zwiększone jest również działanie oczyszczające i kojące.

Zawiera wiele związków bioaktywnych, szczególnie o właściwościach przeciwutleniających. Są to między innymi beta glukan, polifenole, awenantramidy, fitosterole, NNKT, witaminy E, A, D, K, witaminy z grupy B, zwłaszcza tiamina (B1), składniki mineralne (żelazo, mangan, miedź, fosfor, wapń, magnez) i inne.

Jest uniwersalnym i wszechstronnym składnikiem o sprawdzonym działaniu przeciwstarzeniowym. Posiada właściwości kojące, regeneracyjne, ochronne. Łagodzi objawy uczulenia i alergii zmniejszając swędzenie i zaczerwienienie, głównie za sprawą awenantramid, związków, które mają silne właściwości antyalergiczne, antyoksydacyjne i przeciwzapalne.

Ma naturalne działanie oczyszczające, normalizuje wytwarzanie sebum, pochłania nadmiar tłuszczu i bród ze skóry. Przywraca naturalną równowagę pH skóry. Zmniejsza utratę wody przez skórę, również zastosowana preparatach suchych. Promuje wytwarzanie kolagenu w skórze i poprawia skuteczność ochrony przed wolnymi rodnikami. W efekcie skóra jest zdrowsza i młodsza a zmarszczki ulegają wygładzeniu.

Bardzo ją lubię i często wykorzystuję. Dodawałam ją do kremów, ale najczęściej służy mi w moich pastach myjących. Co ciekawe, mączka ma działanie emulgujące. Sprawia, że kosmetyki nabierają takiej przyjemnej jedwabistej, gładkiej konsystencji. A na skórze? Cudnie oczyszcza, zmiękcza, wygładza. Można się tylko zachwycać! No… może nie pachnie najprzyjemniej, ale zawsze można pokusić się o dodatek jakiegoś olejku.

Dzisiaj zaproponowałam Wam dosłownie dwuskładnikową pastę myjącą, która jest zwyczajnie genialna! Połączenie odżywczego, antybakteryjnego, regenerującego miodu z mączką owsianą musi tworzyć wyjątkowy kosmetyk do mycia twarzy. Spróbujcie, zakochacie się! Polecam też inną miodulkę do mycia twarzy – z TEGO przepisu!

 

Miodowo-owsiana delikatna pasta do mycia twarzy

Składniki:

  • 2 łyżki mączki owsianej koloidalnej
  • 4 łyżki płynnego miodu

Oba składniki dokładnie ucieramy, do uzyskania jednolitej konsystencji. Niewielką ilością pasty myjemy wilgotną twarz. Spokojnymi, okrężnymi ruchami wykonujemy przy tym masaż twarzy. Zmywamy letnią wodą.

 

 

MĄCZKA KOKOSOWA

 

Na koniec coś, co umieściłabym w kategorii domowego SPA! Mączka kokosowa nie tylko nadaje się do wszelakich wypieków, polecam wypróbowanie jej w przeróżnej maści delikatnych peelingach, maskach i czyścikach. Jest to po prostu drobniutko zmielony kokos o słodkawym smaku. Mączka jest łagodna na tyle, że można ją wykorzystać jako delikatny mechaniczny peeling do twarzy. Sprawdza się także jako zagęstnik do maseczek z owoców czy jogurtu. Odżywia skórę, wygładza ją i oczyszcza.

Lubię dodawać ją do szybkich kosmetyków do ciała – czegoś na pograniczu maski, scrubu i pasty myjącej. Takie cudo zabieramy po prostu do łazienki, pod prysznic i myjemy nim skórę pod strumieniem orzeźwiającej wody.

Proponuję Wam więc taki właśnie kosmetyk o mocno energetyzującym działaniu. Coś, po czym skóra nabierze blasku i życia. Będzie miękka i doskonale oczyszczona. Chętnie wchłonie Wasz ulubiony balsam. Taki prysznic stanie się cudownie pozytywnym, dodającym wigoru doznanie.

 

Pomarańczowa pasta-maska do ciała

Składniki:

  • pół obranej pomarańczy
  • skóra starta z połowy pomarańczy
  • 3 łyżeczki mączki kokosowej

 

Pomarańczę miksujemy w blenderze na drobną, jednolitą papkę. Dodajemy do niej skórkę i mączkę. Dokładnie mieszamy. Pastę-maskę stosujemy, jak opisałam powyżej. Masujemy nią ciało pod prysznicem, wdychając naturalny olejek pomarańczowy, unoszący się z owocu.

 

 

Before & After: Pokój Róży

Zapraszam na kolejną odsłonę naszego nowego mieszkania. Tak dokładniej to tym razem zaprasza Was Różyczka świeżo upieczona pierwszoklasistka, bo to właśnie jej małe królestwo!

Jak już pisałam Wam na Facebooku i Instagramie, nie jest to jeden z tych modnych, monochromatycznych pokoików, pełnych starych mebli i burych dodatków. Choć muszę przyznać, że zawsze się nimi zachwycam.

To jest pokój Róży. Jest spełnieniem jej marzeń. Był tworzony razem z nią, choć z moją dużą pomocą. I na tym najbardziej mi zależało. Bardzo chciałam, aby miała taki pokoik, w którym będzie się czuła dobrze. I być może za jakiś czas miną jej te kolorowo-różowe nastroje, to normalne, wiem o tym. Ale tu i teraz mam szczęśliwe dziecko i to cieszy mnie najbardziej. (No dobra, ja to też mogłabym w nim pomieszkać!)

Bo ten pokoik jest tak kolorowy i szalona jak Róża. Jest księżniczkowy i bajkowy. Jest różowy i jednorożcowy. Jest dziewczęcy i ciepły. Choć podstawa jest spokojna – białe meble, większość delikatnie szarych ścian, pokombinowałyśmy z dodatkami!

Głównym elementem jest różowa ściana w złote grochy. Jak już kiedyś pisałam, był to mój pierwszy pomysł na to wnętrze, a spodobał się Róży tak bardzo, że już z nami pozostał. Choć, wierzcie mi, kusiłam ją licznymi pięknymi tapetami. I dobrze, bo wyszło ładnie i oryginalnie. Do tego dołożyłyśmy nieco spokojnej szarości i szalonych tęczowych dodatków – jak ptasia girlanda czy krzesełko. Mi osobiście bardzo podoba się lampa z metalowych wstążek i ta sztuczna skórą, którą mamy także w sypialni. I jeszcze ten regał na przeciwko łóżka, który zamienia książki z niezwykłe, barwne dekoracje.

Muszę tu jeszcze dodać ogromne ochy i achy nad tymi wszystkimi uroczymi przyborami szkolnymi, które są teraz dostępne wszędzie, a za które oddałabym wiele w moich szkolnych czasach! No świetne są! I te wszystkie kolorowe pastele, i kredki, i cienkopisy, i pisaki! Aż chce się malować!

 

Ale do rzeczy! Tak było na początku:

 

Tak nieco później:

 

 

Tak to wyglądało na pięknych wizualizacjach pracowni projektowej JOOKA.PL

(Nad huśtawką wciąż debatujemy, choć zakupiona jest)

 

A tak jest teraz!

 

 

W kwestii szczegółów, o których chciałabym specjalnie wspomnieć – oto one:

 

 

1.Dream Big

Nie mogłabym odpuścić tego plakatu w pokoju Róży – Dream Big ze złotym połyskiem! Wciąż czeka na jakieś miłe obrazkowe towarzystwo, ale to na spokojnie. / Złote Plakaty

2. Wisząca półka ze sklejki z księżycem

Jak tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że ją kupię. Zwłaszcza, że cena dobra. Jest teraz boom na podobne sklejkowe domki, ale jakoś nigdy nie przemawiały one do mnie tak bardzo. Księżyc wpasował mi się idealnie. Ach, są też kotki! / Allegro

3. Lampa wisząca EMMA 1037 Milagro / mlamp

4. Złote kropki

Jak złote naklejki to ze Złotych Plakatów 🙂 Grochy idealne – łatwo się przyklejało, w ogóle nie schodzą, pięknie pobłyskują. Wszyscy się zachwycają! Bardzo polecam! / Złote Plakaty

5. Sowa Huhuś

Całkiem niedawno w pokoju Róży rozgościła się… sowa! Róża ją uwielbia, śpi na niej, zabiera w różne miejsca. Jest to dzieło zaprzyjaźnionej, początkującej blogerki Szycie for Em! I wyobraźcie sobie, że taką sowę możecie zrobić sami! Gosia, autorka, pokazuje Wam wszystko w jednym ze swoich tutoriali – zajrzyjcie TUTAJ!
To jak? Zrobicie?

6. Krzesło Marzeń – Nowy Styl

Krzesło do biurka, jak wiadomo, to dosyć poważna sprawa dla każdego pierwszoklasisty. Nie tylko musi być wygodne i dobre dla małych plecków, fajnie też, jeśli po prostu cieszy. Tak i tym razem Róża sama zdecydowała i wybrała sobie tapicerkę krzesła Nowy Styl. To nasze jest częścią nowej serii marki, pełnej postaci z bajek Barbie i HotWheels. Róża oczywiście wybrała najbardziej kolorowe, z tęczami (kolor “tęczowy” całkowicie uwielbia) i z jednorożcem. Tak i spełniło się kolejne marzenie małej dziewczynki, które dodało pokoikowi dodatkowego, mega kolorowego twista. / Krzesła Marzeń Nowy Styl

7. Uwielbiam! Sztuczna, szara, owcza skóra / Jysk

8. Chyba najtańsza z poduszek z Ikei, a tak się nam spodobała, że wzięłyśmy od razu! / Ikea

9. Idealne dla pierwszoklasistki biurko Luna / Allegro

10. Super wygodne i naprawdę ładne łóżko Luna z materacem / Allegro

 

I jeszcze…

 

Farby

Właśnie takie kolory sobie wymyśliłam i takie udało się uzyskać. CIepły, delikatny róż, przełamany leciutką szarością. Róż przed zachodem, jak tu na większości zdjęć, lekko wchodzi w brzoskwiniowe odcienie, ale to kwestia wrześniowego słońca.

Na różowej ścianie – Kolory Świata Różane Perfumy Dulux
Na pozostałych, lekko szarych ścianach – Easy Care – Niewzruszona szarość Dulux

Sufit – Nieskazitelna biel Easy Care Dulux

Poza tym

  • Szafy wnękowe i półka na książki – na wymiar od stolarza
  • W rogu regał modułowy Besta z Ikei
  • Pozostałe zabawki i dodatki – ze starego pokoiku

 

W przygotowaniu wpisu i tego pięknego pokoiku, pomogły mi marki Dulux, Nowy Styl i Złote Plakaty. Bardzo dziękuję!

Nowości i ciekawostki ze świata kosmetyki naturalnej 07

Natknęłam się ostatnio na kilka bardzo ciekawych nowości na naszym rynku kosmetyków naturalnych. Najwyższa więc pora na kolejny wpis z tego cyklu.

Ciekawa jestem czy  dla Was są to nowości? Może dobrze już te marki znacie? Może bardzo je polecacie lub wręcz przeciwnie? Dajcie znać!

Tymczasem, zobaczmy co tam ciekawego pojawiło się w naszych sklepach?

 

1.ONDO

 

To właśnie ta mała pracownia Ondo zachwyciła mnie ostatnio najbardziej. I zaintrygowała! W prostych, wręcz architektonicznych formach mydeł, w modnych, jasnych, przejrzystych zdjęciach ukrył się świeży pomysł, czar i, z tego co czytam – masa naturalnego dobra. Trzeba będzie wypróbować te mydełka!

Ach, zajrzyjcie koniecznie na stronę – jest świetna!

“Ondo jest miejscem gdzie kreatywnie podchodzimy do przedmiotów codziennego użytku, jakimi są kosmetyki. Zależy nam na tym, aby każda kostka naszego mydła była unikatowa.

Projektujemy swoje kosmetyki tak, by były połączeniem funkcjonalności i nowoczesnego wzornictwa. Wierzymy, że tylko przy użyciu najlepszych składników pochodzących z etycznych źródeł, możemy ciężką pracą i dobrym rzemiosłem stworzyć wysokiej jakości produkty. Korzystając z różnych technik eksperymentujemy z kolorami, kształtami i wzorami.”

Do mnie to przemawia 🙂 / więcej na Ondo Pracownia

 

2.Bio Happy

 

 

 

 

Oj, to też spodobało mi się bardzo! Radość płynąca z samej… nazwy marki! Bio Happy – no świetnie!

To nowa marka, która pojawiła się w ofercie Matique. Nie potrzeba dużo, żeby do mnie przemówiła pozytywnie!

“Innowacja i kreatywność to zasady, na których opiera się certyfikowana marka kosmetyków naturalnych Bio Happy, pełna pięknie pachnących produktów do pielęgnacji oraz samych zapachów. Główne wartości Bio Happy to: szczęście, witalność i harmonia, well- being, bezpieczeństwo i gwarancja.

Zapachy kosmetyków Bio Happy powstają w Grasse i są tworzone przez mistrzów perfumeryjnych, francuską firmę , która od wieków specjalizuje się w luksusowych perfumach. Zapachy są tworzone w 100% z naturalnych i organicznych surowców, jak olejki eteryczne i ich pochodne uzyskiwane tylko metodami fizycznymi jak destylacja czy tłoczenie na zimno.”

Ciekawa jestem tych zapachów bardzo! / więcej na Matique.pl

 

 

3.Republika Mydła

Dla mnie to nowość, ale być może Wy już spotkaliście się Republiką Mydła?

Najbardziej zainteresowały mnie nie same mydła, a krem Sunny Touch z rokitnikiem i maliną. “Niezwykle bogaty krem do twarzy i do ciała z masłem Shea, zimnotłoczonymi olejami z rokitnika, pestek malin i słonecznika. W składzie znajdziecie również skwalan roślinny z oliwy z oliwek i witaminę E. Niepowtarzalną nutę zapachową budują naturalne aromatyczne ekstrakty botaniczne z maliną na pierwszym planie, uzupełnioną wanilią, jabłkiem, jeżyną i winogronem.”

Zapewne tłuścioszek, ale z pomysłem!

Więcej na Republika Mydła

 

 

4. Męska Wyspa

 

Czy mamy panów na pokładzie? Pewnie trochę się znajdzie! A jeśli nie – mamy na pewno sporo pań, które chętnie zadbają o swoich panów! Poznajcie Męską Wyspę!

“Męska Wyspa to miejsce dla wszystkich poszukujących prostych, zdrowych i ręcznie robionych produktów do pielęgnacji męskiej skóry, włosów i brody. W naszej małej pracowni w Milejowie własnymi rękami wytwarzamy mydła, balsamy do brody, woski do wąsów i wiele innych specyfików – wszystkie z naturalnych składników, na podstawie własnych receptur i w małych partiach. Dzięki temu nasze kosmetyki dla mężczyzn zawsze są świeże i skuteczne.”

I choć marka musi popracować nad prezentacją, spodobał mi się prosty, surowy wręcz wygląd jej produktów. Pewnie coś kiedyś sprawię mojemu mężowi!

Więcej na Męska Wyspa

 

5. PITERAQ

To dopiero ciekawa nowość do makijażu! W dodatku porządnie, estetycznie i ciekawie zaprezentowana.

“Stworzyliśmy receptury z największą zawartością naturalnych komponentów, stanowiących ponad 98% składu, ponieważ tylko w ten sposób możemy ci zagwarantować ochronę twojej urody.

Powiedzieliśmy nie parabenom, eterom glikolowym, sylikonowi, PEG-om i nanocząsteczkom. Powiedzieliśmy tak naturalnym zapachom, minerałom, olejkom eterycznym i witaminom. Ponieważ natura nie potrzebuje żadnych dodatków.”

Widać, że marka, jeśli się nie mylę – włoska, dopiero wchodzi na rynek. Polska wersja strony www już funkcjonuje, ciężko mi jednak znaleźć miejsce, gdzie te kosmetyki byłyby dostępne. Wiem jednak na pewno, że marka pojawi się na Targach Kosmetyków Naturalnych Ekotyki w Krakowie (22-23.09).

Więcej na Piteraq

 

6. Plantea

Oto i kolejna ciekawa nowość – Plantea! Wciąż jeszcze malutka marka Laboratorium Kosmetyków Patrycji Korzec. Mnie ujęła świeżą, kobiecą, minimalistyczną identyfikacją i świetnie trafionym połączeniem różu i czerni, kokardek i brązowych opakowań. Zaintrygowała mnie też mocno galaretka do twarzy i ciała.

Marka ma w ofercie zaledwie kilka produktów. Widać, że dopiero zaczyna, że się rozwija. Trzymam mocno kciuki i chętnie będę podglądać dalsze losy!

Więcej na Plantea

 

7. Fair Squared

To dopiero, słuchajcie, ciekawa nowość! I nie tylko o same produkty tu chodzi, ale o filozofię marki.

“Jest nam niezmiernie miło przedstawić Państwu firmę Fair Squared z Niemiec, która jako jedna z pierwszych firm na świecie zaoferowała kosmetyki, w których składzie znajdziemy składniki Fairtrade, czyli z tzw. Sprawiedliwego Handlu. Produkty firmy Fair Squared posiadają również certyfikaty: NATRUE, Vegan Society oraz organizacji PeTA. NATRUE zajmuje się certyfikowaniem naturalnych i organicznych  kosmetyków, Vegan Society świadczy o wegańskim składzie produktów, natomiast  PeTA to organizacja zajmującą się prawami zwierząt. Trzeba również podkreślić, że jako jedna z niewielu firm kosmetycznych na świecie, Fair Squared posiada certyfikat HALAL, który jest bardzo ważny dla muzułmanów. Wszystko to pozwala stwierdzić, że marka Fair Squared jest jedną z najbardziej etycznych firm kosmetycznych  na świecie.”

Wiem, że zwracacie uwagę na powyższe wartości i certyfikaty. Teraz pozostaje tylko zapoznać się z ofertą produktową marki – całość znajdziecie na stronie Namaqua

 

 

8. Shy Deer

 

I jeszcze jedna ciekawa nowość. Marka, której hasło brzmi: “Szukając bliskości natury”. Oto Shy Deer!

“Shy deer to nieśmiały młody jeleń, który jest dla nas symbolem młodości, niewinności i kontaktu z naturą, której bliskości niejednokrotnie nam w życiu codziennym brakuje. Naszym celem jest dostarczenie najlepszych właściwości płynących z dobrodziejstw pochodzenia roślinnego w formie produktów do pielęgnacji. Zależy nam, aby używając ich móc poczuć się bliżej natury i za ich sprawą wyglądać i czuć się młodziej i piękniej. Warto pamiętać, że jeleń jest zwierzęciem roślinożernym – chcemy tym podkreślić, że kosmetyki shy deer są odpowiednie dla wegan i wegetarian.”

Mi osobiście etykietki wydają się mało czytelne i trochę przeładowane (takie zboczenie zawodowe), ale punkt za ciekawe słoiczki i opakowania z elementami drewna (z włoskich, zarządzanych w sposób zrównoważony lasów). W ofercie marki znajdziemy najistotniejsze produkty do pielęgnacji twarzy. Warto też zajrzeć na stronę i zapoznać się z poradami dotyczącymi codziennych rytuałów naturalnej pielęgnacji.

Więcej na Shy Deer

 

 

9. Targi Kosmetyków Naturalnych Ekotyki

 

Na koniec – dobra wiadomość! Wiele (jeśli nie wszystkie) z powyższych marek znajdziecie podczas najbliższych edycji Targów Kosmetyków Naturalnych Ekotyki! Jako patron medialny wydarzeń, serdecznie Was na nie zapraszam!

A oto, jak o targach piszą organizatorki:

Nadchodzi okazja do przygotowania się na długą jesień i zimę – Targi Kosmetyków Naturalnych Ekotyki zapraszają z końcem września do Krakowa (22-23.09) i Katowic (29.09)!

Otul się odżywczymi masłami do ciała, rozgrzewaj naturalnymi peelingami, zrób zapasy pachnących świec i mydeł, olejków do ciała, kremów i innych eko-mikstur. Targi Ekotyki to świetne miejsce dla tych, którzy lubią dotknąć, powąchać i wypróbować kosmetyki na własnej skórze. Wyjątkowa okazja do bezpośredniego kontaktu z twórcami naturalnych kosmetyków i dobrania produktów do potrzeb własnej skóry. Ale przede wszystkim to targi – tu załapiesz się na wyjątkowe promocje, skorzystasz z rabatów i ofert specjalnych ale też po prostu się potargujesz 🙂

Tym bardziej, że na gości Ekotyków będzie czekało w sumie ponad 100 wystawców!

Ekotyki to wyjątkowe marki, które opierają produkcję swoich kosmetyków na naturalnych surowcach. Znajdziesz tu ogromny wybór kosmetyków organicznych, wegańskich, nietestowanych na zwierzętach. Targi są bezpłatne dla odwiedzających.

W Krakowie targi odbędą się w weekend 22-23 września w Pałacu Czeczotka – całe drugie piętro wypełnią produkty do naturalnej pielęgnacji ciała i zmysłów, zaś piętro niżej będzie można przy okazji odwiedzić targi dizajnu Kiermash.

W Katowicach Ekotyki zapraszają 29 września do Galerii Szyb Wilson, gdzie oprócz naturalnych zakupów, goście będą mogli skorzystać z bezpłatnych zajęć jogi i odpocząć w strefie foodtrucków.

Więcej informacji o targach znajdziecie na Facebooku – Kraków TUTAJ – Katowice TUTAJ!

Wpadniecie?

Najlepsza musaka i moja przygoda z Amica

Sprzęt do kuchni można kupić. A jakże! Sama kupiłam większość. Ale można też przeżyć niezwykłą przygodę, a i przysłużyć się wielu, oj wielu z Was. No i producentowi piekarników przy okazji. Bo można, moi drodzy, wziąć udział w testach konsumenckich i na własnej skórze, przez calutki miesiąc testować piekarnik Amica.

Tak i zdecydowałam się dołączyć do testów! A co mi tam! Czemu nie! Co nam szkodzi! A na dowód, że było warto, i że opanowałam obsługę tego naszego nowego piekarnika, upiekłam naszą ulubioną musakę! Nam i Wam – poniżej znajdziecie sprawdzony od lat przepis na najlepszą pod słońcem musakę. A wierzcie mi, na musakach to ja się znam. Jestem bowiem urodzonym musakożercą!

 

 

Ale przepis na końcu, bo chciałam Wam napisać kilka słów o tej niecodziennej przygodzie. Może i Wy kiedyś skusicie się na podobny program? Dla mnie to sytuacja typu “win-win” – przez miesiąc wykonujecie proste zadania, co jakiś czas coś sobie pieczecie, przesyłacie wszystko do etnografa, a na koniec – piekarnik zostaje już z Wami.

Wzięłam udział w TYM programie. Jako influencer, ale każdy mógł się zgłosić. Po wypełnieniu takiego zgłoszenia, pewnego dnia przyjeżdża do domu etnograf oraz ekipa montująca sprzęt – w moim przypadku właśnie piekarnik. Co ciekawe, całe spotkanie jest szalenie miłe i wydaje się bardzo niezobowiązujące. Nasza etnograf, socjolożka z Warszawy, okazała się być przemiłą dziewczyną, która cały wywiad przeprowadziła w formie luźnej, lekkiej rozmowy. Podpytała o nasze zwyczaje żywieniowe, o to co lubimy jeść, kto i kiedy gotuje itp. Po montażu piekarnika, podpatrywała, jak radzę sobie z jego obsługą i jak pierwszy raz coś w nim piekę. I to był początek przygody.

Przez następne tygodnie miałam wykonać kilka prostych zdań, np. opowiedzieć o najważniejszym dla mnie daniu albo każdy z domowników miał narysować nasz piekarnik. W sumie naprawdę nic wielkiego czy trudnego. Do tego, za każdym razem, kiedy coś piekłam, musiałam zrobić temu zdjęcie lub nakręcić filmik i podesłać to ekipie. Stanowczo najfajniejsze były okulary z kamerką! Niczym prawdziwy szpieg nagrywałam moje pieczenie właśnie tymi okularkami. Dwa ledwie razy, a ileż zabawy przy tym było!

 

 

Piekłam więc i piekłam. Piekł mój mąż i nawet dziecko raz sobie upiekło ciastka. Piekłam rano bułeczki na śniadanie, piekłam ciasta dla przyjaciół, zapiekałam warzywa i mięsa na obiady. Ot, po prostu – jak to się piecze w domu. Z tym, że w porównaniu z naszym starym piekarnikiem, jakieś sto razy wygodniej, przyjemniej i sprawniej. I choć nie jest to jakiś specjalnie specjalny, mega nowoczesny, z milionem funkcji piekarnik, jestem z niego bardzo zadowolona. Poznaliśmy się już trochę, zaprzyjaźniliśmy i całkiem dobrze wychodzi nam współpraca.

Moje testy właśnie się kończą. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić takie przygody. A nuż Wasze codzienne obiady, jakby to nie brzmiało, pomogą etnografom i marketingowcom, twórcom i architektom, designerom i producentom, pomogą stworzyć sprzęt, który będzie funkcjonalny i bezpieczny. Dołożycie swoją małą cegiełkę do obiadów całej rzeszy innych rodzin. Brzmi dobrze, co? A przy okazji sami zaopatrzycie się w fajny piekarnik!

 

 

A skoro już mam taki fajny piekarnik, co piecze mi takie pyszne rzeczy, postanowiłam, że jest to idealna okazja, aby w końcu zdradzić Wam mój przepis na musakę!

Być może śledzicie Lili na facebooku i wiecie już, że musaka w naszym domu oznacza powrót mojego męża z jego 2-3-miesięcznych wyjazdów do pracy. Tak, tak, właśnie musaka. Nie tam żaden schabowy, tylko musaka. Za każdym razem pytam, co mu zrobić, kiedy wróci i za każdym razem słyszę – musakę. A że jest to danie nie tylko pracochłonne, ale niestety też dosyć tłuste, robię ją właśnie zazwyczaj od takiego święta. Kojarzy się więc nam bardzo dobrze, z ogromną radością i miłym wyczekiwaniem na lotnisku.

A jakaż ona pyszna!

Dodam jeszcze, że jest to NASZA musaka. Jest to moja wersja musaki, którą robię od wielu, wielu lat. Jest to polska musaka, z dostępnych w każdym markecie składników – z polskiego mielonego mięsa, z polskiej udawanej fety, z moimi smakami i wariacjami. Muszę jednak napisać, że jako rasowi musakożercy, zajadaliśmy się nią porządnie i na Cyprze i w Grecji. I ta nasza jest naprawdę podobna. Żeby nie było, że co my tam wiemy o musace!

Ach, jeszcze tylko wyjaśnię wszystkim tym, którzy o musace pierwsze słyszą – to tradycyjne zapiekane danie greckie (i zarazem cypryjskie) z bakłażanów i mięsa, pod beszamelem, z charakterystycznym cynamonowym posmakiem. No, uwielbiam!

 

Nasza najlepsza musaka

Składniki:

  • 500 g mięsa mielonego (używam wołowo-wieprzowego, najlepsze byłoby jagnięce)
  • 3 średnie bakłażany
  • 1 mała cukinia
  • 1 puszka krojonych pomidorów lub dwa letnie pomidory, najlepiej bez skórki, pokrojone w kosteczkę
  • 1 opakowanie, ok. 270 g sera feta (używam naszej udawanej fety, oryginalna też oczywiście może być)
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 mała cebula
  • olej do smażenia
  • sól, pieprz
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 3 średnie ziemniaki
  • opcjonalnie przyprawa z suszonych pomidorów i bazylii do posypania z wierzchu

 

Beszamel

Składniki:

  • 100 g masła
  • 1/2 szklanki mąki
  • 3 szklanki mleka
  • sól, pieprz
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 jajko

 

 

Bakłażany kroimy w 6-8 mm plastry i porządnie zasalamy z obu stron. Odstawiamy na minimum godzinę, aby pozbawić je goryczki. Po tym czasie dokładnie je opłukujemy i osuszamy suchą ściereczką.

Na patelni grillowej (nie mam jeszcze takiej na naszą nową płytę indukcyjną, więc tym razem podsmażyłam je na zwykłej), grillujemy bakłażany do miękkości, a z niewielką ilością oleju. Cukinię kroimy na podobne plastry i również je grillujemy, oprószając lekko solą.

Ziemniaki obieramy i gotujemy do miękkości. Gotowe, kroimy w 6-8 mm plastry.

Cebulę kroimy w kosteczkę. Na dużej patelni podsmażamy na oleju cebulę, aż się lekko zarumieni. Dodajemy mięso. Podsmażamy razem, dodając do smaku sól i pieprz oraz oregano, tymianek i cynamon. Dodajemy drobno pokrojony czosnek i pomidory. Redukujemy na małym ogniu przez 15-20 minut, aż całość lekko zgęstnieje.

Robimy beszamel. W rondelku roztapiamy masło z mąką. Mieszamy przez chwilę, nie doprowadzając masła do wrzenia. Zalewamy całość mlekiem, dodajemy przyprawy. Po chwili sos zacznie gęstnieć, trzeba go więc regularnie mieszać, aby nie przypalił się od spodu i aby nie było grudek. Gęsty sos ściągamy z ognia i odstawiamy do ostudzenia. Do chłodnego beszamelu dodajemy jajko i dokładnie mieszamy.

Przygotowujemy formę do zapiekania. Na jej spód wylewamy niewielką warstwę beszamelu. Na niej układamy ziemniaki. Na ziemniaki wykładamy mięso, na którym układamy grillowane bakłażany i cukinie. Całość posypujemy rozdrobnioną w palcach fetą i zalewamy beszamelem, tak, aby pokrył wszystko. Wierzch można posypać suszonymi pomidorami z bazylią.

Musakę wstawiamy na około 45 minut do piekarnika na 180 stopni. Kiedy ładnie się zarumieni, wyciągamy ją. Podajemy z lekką sałatą i zajadamy ze smakiem.

 

Sztuka dostępna

Macie w domu taką ścianę, która ewidentnie czegoś potrzebuje?

A może dopiero się urządzacie i poszukujecie pięknych, oryginalnych dekoracji?

Jako, że temat, jak wiecie, obcy mi nie jest, a i znalazłam niedawno kilka perełek, postanowiłam zrobić Wam małe zestawienie niebanalnej sztuki, która idealnie wprost nadaje się do upiększania domów.

Wszystko dostępne, wszystko w dobrych cenach, wszystko z naszych, polskich sklepów. Część nawet autorstwa naszych polskich, szalenie zdolnych twórców!

Wszystko zawiesiłabym w naszym mieszkaniu!

 

 

1.Perspective No. 1, Brand Care, Pakamera / 2. Leopardy, Katarzyna Typek Art, Pakamera / 3. Plakat Oczy abstrakcyjne, Złote Plakaty

 

 

1. Vintage, Made For Home/ 2. Plakat fotograficzny “Samotny domek” Scandiposter / 3. Berit Mogensen Lopez “Flow”, Kunszt

 

 

1. Dandelion lips, Made For Home / 2. Aleksandra Morawiak, Halfworlds dark blue, Wall-Being / 3. Beata Śliwińska, Synkro, Wall-Being

 

 

1. COSTA DI ROCCE, Mix Gallery / 2. Light, Brand Care, Pakamera / 3. Pejzaż 069, Mix Gallery

 

 

1. Anna Rudak, Kaktus na dłoni II, Wall-Being / 2. Aleksandra Morawiak, Halfworlds baby blue, Wall-Being / 3. Plakat SHAPES NO.1 Mukko

 

1. Object blanc no.27, Atelier Cph, Kunszt/ 2. Object Blanc no.24, Atelier Cph, Kunszt/ 3. Natalia Trochowska ZMĘCZENIE, YAS

Go East!

Natknęłam się niedawno kilka pięknych rzeczy w klimacie orientalnym. Musiałam więc i Wam je pokazać.

Już mnie dobrze znacie – jak coś mi się podoba, jak coś mnie inspiruje, zaraz wrzucam to tutaj, do mojej Lili!

Tak więc – ruszamy na wschód! Daleki, kuszący, piękny wschód po coś niecoś do domu, na co dzień, do noszenia i używania.

 

 

 

1.Herbata Moya Kukicha – 100% organiczna zielona herbata kukicha / Moya Matcha

2. Koszula Żurawie / Florence & Me

3. Tace dekoracyjne Orient / SFmeble.pl

Przepiękne kimono Selected Femme / About You

5. Bio Maska-Esencja ŻEŃSZEŃ KOREAŃSKI – jest żelową esencją o intensywnym działaniu nawilżającym i odżywczym i odmładzającym / Orientana

6. Poszewka na poduszkę w żurawie / H&M Home

7. Indyjska komoda Palm Tree / Karina Meble

8.Kwiatowe kimono YAS / About You

9. Delikatna poszewka z żurawiem / Zara Home

10. Równie piękna pposzewka z kwiatem lotosu / Zara Home

11. Skiny ORIENTAL SPIRITS SLEEP – Spodnie od piżamy / Zalando

12. Japoński obraz Hokusai 1760-1849 Fale oceanu / Print-o-rama

Facebook