Nocne niebo

A gdyby tak wznieść się do nieba? Do gwiazd? Choć na chwilę…

Zapraszam na odrobinę niebiańskich inspiracji!

Bo taki mnie niebiański nastrój chwycił!



Cassiopeia – naszyjnik złoty z diamentami, opalami, topazem i kamieniem księżycowym / YES

Jedna z najpiękniejszych sukien ślubnych, jakie widziałam! / Yennefer In Bloom / Anna Kara

Nocna maska do włosów Sleeping Beauty – zawiera szereg składników odżywczych, wzmacniających i kondycjonujących włosy. Naturalny zamiennik silikonu, pochodzący z oleju makadamia chroni je przed zniszczeniami. Oleje: makowy i z kiełków pszenicy domykają łuski włosa i wygładzają je. Spirulina i ekstrakt z czerwonych wodorostów odżywiają włosy i wspierają ich odbudowę. Dzięki dodatkowi skrobi kukurydzianej włosy nie będą się puszyć / Anwen

Zamszowo-brokatowe cudne botki Glamoursy In The Shadow / Glamoursy

Pamiętnik „One Line a Day” kosmos – wspaniały sposób na zatrzymanie chwil – zaledwie jedna linijka na dzień, a ile wspomnień pozostaje! / Rzeczownik

Niezwykłe długie Kolczyki Hati Moon – sierp Księżyca pokryty jest plastrem z naturalnego kamienia-chryzokoli w kwarcu. Kamień ten symbolizuje moc kobiecej energii / Golden Rules

Kolejne w ostatnim czasie buty Anniel, no ale tkwię w zauroczeniu! Tym razem ANNIEL FRED z ręcznie naszywanymi gwiazdkami / Kafka Concept

Sesja produktowa Biolaven

Znacie już kosmetyki Biolaven? Jestem pewna, że przynajmniej je kojarzycie, prawda?

A jeśli jeszcze nie mieliście okazji ich wypróbować, to może teraz się skusicie. Wyobraźcie sobie zapach świeżo zrywanych winogron, takich naszych, wiejskich, prosto z płotu. Tych ciemnofioletowych o cudownie słodkim miąższu i kwaśnej skórce. Tak właśnie pachną te kosmetyki! Cudnie!

Niosą ze sobą moc winogron i lawendy. Dla mnie są więc kosmetykami końca lata, mojej ulubionej pory. Kiedy więc potrzebuję się przenieść w te nasze ukochane sierpnie i wrześnie, sięgam po Biolaven!



Biolaven jest jedną z marek z oferty Sylveco. Oferuje kosmetyki do twarzy i ciała. Wszystkie cechują się tym, że są bardzo łagodne, mają proste naturalne składy, w których króluje olej z pestek winogron i olejek lawendowy i wszystkie pachną winogronami. Zawsze trochę brakuje mi tego lawendowego aromatu, ale i zapach winogron można pokochać.

Cała seria wygląda, jak prowansalskie kosmetyki. Opakowania tworzą taki właśnie klimat w łazience, co osobiście także bardzo lubię.

To co, skusicie się? Znajdziecie wszystkie na stronie SYLVECO!


Dla marki zrobiłam ostatnio kreatywną sesję produktową, której fragmenty Wam tutaj załączam.


I oczywiście, jak zawsze, serdecznie zapraszam do mojego portfolio:

>> LILI CREATIVE <<

A także na mój graficzno-fotograficzny profil na >> Instagramie!


Wish list marzeń sennych

Co powiecie listę życzeń wyjętą wprost z marzeń sennych? Tych pastelowych, nierealnych, rozmytych niemal… Z dziwnymi stworzeniami, błyszczącymi kamieniami i dobrą energią?

Zapraszam Was na nowy senny wish list!



  1. Elastyczny pierścionek Opal – drobny pierścionek z opalu różowego i srebrnych kulek złoconych, o próbie 925 / Tambourine & Co.
  2. YOPE Aloes i lukrecja Naturalny żel do higieny intymnej – Koi i nawilża dzięki naturalnym składnikom aktywnym takim jak sok z aloesu, ekstrakt z lukrecji, hydrolat z jaśminu, alantoina i pantenol / YOPE
  3. ANNIEL HARPO – miękkie, sznurowane buty wykończone multikolorowym brokatem buty / Kafka Concept
  4. Mobile necklace gold – Subtelny pozłacany naszyjnik wykonany ze srebra oraz nieregularnej perełki / KOPI
  5. Alkemie Call It Magic – Magic Mixture – wysoce skoncentrowany, booster składników przywracających równowagę cery tłustej, mieszanej, trądzikowej, z rozszerzonymi porami. Jego zadaniem jest skuteczna pielegnacja skóry wytwarzającej nadmiar sebum, niezależnie od płci i wieku / Alkemie
  6. MIYA mySKINbooster Nawilżający żel-booster z peptydami – Ekspresowo nawilża, wygładza, koi. Ujędrnia, rozświetla, poprawia wygląd skóry. Zmniejsza widoczność zmarszczek i naczynek / MIYA cosmetics
  7. AUNA jagodowa odżywka do włosów w kostce – o słodkim zapachu letnich jagód! Jedwab owsiany, niweluje poczucie tłustych włosów, działa kondycjonująco oraz sprawia, że włosy są miłe w dotyku. Olej z czarnej porzeczki łagodzi stany zapalne skóry głowy, zapobiega wypadaniu włosów i powstawaniu łupieżu. Fioletowa glinka nie tylko pasuje kolorem do zapachu odżywki, ale również poprawia krążenie, pobudza porost włosów oraz starannie je oczyszcza. / AUNA
  8. Lady of Nature Perfumy botaniczne – Różowy Pieprz i Bez o zapachu różowego pieprzu, bzu i drzewa sandałowego / Kopalnia-Zdrowia.pl
  9. CRYSTALLOVE Spinka z Kamieniem Księżycowym / Pakamera
  10. Kurtka z kapturem w stylu lat dziewięćdziesiątych / Promod
  11. Kolczyki szklane łezki / Mango

Na co mi ten blog?

Na co mi ten blog?

Przyszło mi to pytanie do głowy w trakcie mojej ostatniej twórczej niemocy. W tym urlopowo-pourlopowym niebycie, kiedy człowiek nie może się odnaleźć w rzeczywistości. Zwłaszcza taki człowiek, który pracuje twórczo, a do tego jeszcze – w domu.

Na co mi więc ten blog? Skoro wielką blogerką już nie będę, a i muszę przyznać, że być nie chcę. Za mało życzliwości w tym dużym internecie… A i siły przebicia nie mam wystarczającej. I po prostu – potrzeby też brak. Ostatnio ktoś też pytał, czy zarabiam na blogu. Cóż, tak bezpośrednio to już od dłuższego czasu nie. Jedynie drobniejsze, sporadyczne akcje. Tutaj też, można powiedzieć – wyrosłam z potrzeby tworzenia treści jedynie w celach promocyjnych. Z resztą, ten cały influencerski świat tak się powiększył, że moja Lili nie bywa wystarczająco atrakcyjna. Sama też przestałam poszukiwać tego typu kooperacji, choć nie zamykam się na nie zupełnie. Jeśli coś jest warte pokazania, z pewnością chętnie to pokażę.

Nie da się też ukryć, że blogi powoli odchodzą w niepamięć. Że świat żyje teraz social mediami. I żeby porządnie funkcjonować, musiałabym w nich być. Ale tak wiecie – BYĆ. Intensywnie być. Mówić codziennie do Was na Instastory. Wiadomo. Tylko, że to też nie jest moja bajka. Lubię tworzyć treści, ale lubię też chować się w mojej anonimowości i tylko podglądać innych, jakże zdolnych często twórców.

Zastanawiałam się więc, co robić z tą moją Lili. Czy by gdzieś nie skręcić, nie zrobić rewolucji, nie przeobrazić się…



I już wiem co zrobić! Bo przecież wiem, na co mi ten blog! Wszystko zatem zostaje dokładnie tak, jak jest!

Czemu? Bo ta moja Lili, to taki jakby dom. Internetowy dom. Moje miejsce przytulne, w którym się dobrze czuję i które po prostu kocham. I wcale nie chce, aby stała się większa i mniej moja. Ma być taka, jak jest. Pokazywać to, co akurat siedzi mi w głowie, w sercu i gra w duszy.

Są więc trzy najważniejsze kwestie w całej odpowiedzi na to trudne pytanie – na co mi ten blog:

  1. Motywacja – nic nigdy tak bardzo nie motywowało mnie do rozwoju, jak właśnie ten blog! To dzięki niemu nie spoczywam na laurach i tworzę. Nic też tak nie sprzyja rozwojowi, jak możliwość pokazywania nieco szerszemu gronu odbiorców coraz to kolejnych etapów rozwoju. Moich małych osiągnięć, moich kreatywnych twórczych efektów rozlicznych kombinowań i starań. Moich fotografii i grafik. Nic też tak nie uczy i nie utrwala wiedzy, jak przekazywanie jej innym. Uczę się więc dużo o tematach, które mnie najbardziej interesują. O naturalnej pielęgnacji, o aromaterapii, o designie itp. I to wszystko dzięki Lili!
  2. Zachwyty – jako osoba, która co chwilę wpada w jakieś tam kolejne zachwyty i za nic nie potrafi zatrzymać ich dla siebie (toż byłoby to zwyczajne marnotrawstwo!), muszę mieć miejsce, które pozwala mi się nimi dzielić. Inaczej moi bliscy doprawdy nie mieliby lekko… Nie tłamszę ich więc w sobie, nie składuję na półeczkach w głowie, nie zatrzymuję na później, na nie wiadomo kiedy, tylko pozwalam im żyć. Lecieć, krążyć, przekazywać swoją energię dalej. Po prostu – uwielbiam się dzielić moimi odkryciami!
  3. Zarobki – pisałam wyżej, że już praktycznie nie zarabiam stricte na blogu. Jest to jednak moje najważniejsze źródło zarobków na własnej działalności. W jaki sposób? To dzięki Lili, co pisałam Wam już niejednokrotnie, trafiają do mnie moi klienci. Wszystko, czym się teraz zajmuję, ma swoje źródło właśnie tutaj. A czym się zajmuję ostatnio? W tym tygodniu zrobiłam sesję produktową kreatywną dla jednej z bardziej już znanych marek kosmetyków naturalnych, stworzyłam nowy wzór i etykietki na nowości kolejnej marki, przygotowywałam content wizualny na Instagram jeszcze innej, młodziutkiej, ale pełnej energii marki. Jestem też w trakcie tworzenia kolejnych identyfikacji wizualnych, przygotowuję coraz to nowsze oferty na warsztaty kosmetyków naturalnych i słodyczy kosmetycznych (choć ta część mojej działalności w tych trudnych czasach pandemii ma się bardzo źle…). Dzieje się jednak na szczęście sporo. A to wszystko, naprawdę wszystko, dzięki Lili.

Sami więc rozumiecie – Lili musi pozostać taka jak jest. Moja. Spokojna, kolorowa, pełna inspiracji i moich odkryć, efektów moich twórczych eksperymentów i ciągłego głodu wiedzy. Musi też trwać, aby moja mała mała firma, moja jednoosobowa działalność miała rację bytu. Aby mogli mnie znajdywać ludzie, którzy czują podobnie.

Po to mi ten blog 🙂


Wspomnienia z wakacji

Niemoc twórcza mnie dopadła…. Okrutna…. Cały zeszły tydzień nic mi nie szło, choć pójść powinno sporo…

I tutaj pustki, choć obiecałam sobie po urlopie przysiąść i pokazać Wam trochę pięknych rzeczy i inspiracji.

Zaczynam więc łagodnie. Och, jakże łagodnie. Zaczynam małym wspomnieniem z wakacji. Naszych niezwykle dziwnych wakacji z przełomu sierpnia i września. Dziwnych, bo w dziwnych czasach. Przesyconych obawą, ale mimo to pięknych i dobrych.

Zostawiam Was z taką pocztówką z Chorwacji końca lata. Choć dobrze wiem, że być może sporo z Was także odwiedziło Chorwację w tym roku. Polakami ponoć stała! I trudno się dziwić – pięknie i pusto, spokojnie i naprawdę bezpiecznie.

Byłam tam pierwszy raz i wiem już na pewno, że kiedyś wrócę. Kiedy już będzie normalniej.


Letnią nocą inspirowane cz.2

Spieszę z małym rozszerzeniem jednego z niedawnych wpisów z moimi grafikami inspirowanymi letnimi nocami. Znajdziecie je TUTAJ.

O ile poprzednio było kobieco, delikatnie i romantycznie, to tym razem jest odrobinkę mroczniej i ciemniej.

to kolejne trzy prace inspirowane projektami, nad którymi ostatnio pracuję. Ot, takie przerywniki z procesie twórczym.

Zostawiam je tu Wam i pędzie do dalszej pracy!



I jeszcze odrobina złotej poświaty, która okrywa świat tuż przed zachodem słońca!


Facebook