Spieszmy się korzystać z sezonu! A dokładniej, tym razem – lećmy do ogrodów naszych, sąsiadów, cioć czy babć po piwonie!
I zróbmy sobie niebiański, niemal luksusowy, a tak prosty – peeling piwoniowy! Gładka, miękka, pachnąca i odżywiona skóra nam za to podziękuje!
Zapraszam Was tym razem na pomysł na totalnie kwiatowy i bardzo szybki w przygotowaniu peeling z jednych z najpiękniejszych kwiatów przełomu wiosny i lata.
Peeling piwoniowy
Składniki:
szklanka cukru
2 szklanki płatków piwonii
5-6 łyżek ulubionego oleju – ja wybrałam olej makadamia
Przepis jest oczywiście bardzo umowny. Spokojnie możecie dodać zarówno mniej, jak i więcej kwiatów. Im więcej – tym kolor i zapach będą intensywniejsze.
Zbieramy kwiaty i odrywamy z nich same płatki. Trzymamy przez najlepiej kilka godzin na ręczniku papierowym, aby wszystkie robaczki uciekły, a płatki się osuszyły. Po tym czasie przekładamy je do blendera wraz z cukrem i ucieramy na peeling. Dolewamy do niego olej, całość mieszamy i przekładamy do czystego pojemniczka.
Peeling spokojnie wytrzyma przez tydzień. Jeżeli chcemy przedłużyć jego trwałość, trzeba wysuszyć cukier z płatkami – tak samo, jak przygotowuje się cukier kwiatowy np. różany. Utartą w blenderze mieszaninę przekładamy na papier do pieczenia i rozkładamy całość cienką warstwą. Suszymy na słońcu lub w piekarniku z termoobiegiem w 40-50 stopniach z uchylonymi drzwiczkami, co jakiś czas mieszając. Całkowicie suchy mieszamy z olejem i przekładamy do pojemniczka.
Peelingiem masujemy ciało w kąpieli lub pod prysznicem. Następnie spłukujemy skórę ciepłą woda lub z łagodnym żelem myjącym.
Co tam nowego ciekawego niedawno zaprojektowałam? Hmm?
Mam oto kilka projektów, które chciałabym Wam tu zaprezentować! Na tyle są ciekawe i różne, ale jednak wpisujące się w to, co naprawdę lubię, że może zainspirują Was do zajrzenia do mojego portfolio i rozpoczęcia współpracy?
Zapraszam serdecznie, jak zawsze, na stronę portfolio i mój graficzny Instagram
Poniżej mój tegoroczny projekt na konkurs dla artystów marki Śliwka Nałęczowska.
Tematem konkursu było „Śliwka Nałęczowska na małe i wielkie chwile”. Nie wygrałam niestety, ale tak się polubiłam z tym projektem, że nie chciałabym, aby zaginął gdzieś w czeluściach komputera.!
Zrobiłam też drugi projekt, ale przemieniłam go w taką radosną grafikę:
Logo nowego Apartamentu w Starej Szkole już Wam pokazywałam. Nadrabiam teraz kilka kolejnych projektów. Powstała bowiem już ulotka, voucher i wizytówka w formie uroczej zakładki do książek.
Przygotowałam także nowy katalog dla Natural Poland w dwóch wersjach językowych – pierwsza część po polsku, druga po angielsku. W środku natomiast cała masa niezwykle intrygujących surowców kosmetycznych. Katalog już można było otrzymać na targach branżowych.
Miałam także przyjemność współpracować przy nowej odsłonie strony internetowej marki Ginseng Poland. Przygotowałam koncept kolorystyczny czyli paletę barw oraz całość elementów graficznych – banery główne, mniejsze i ilustracje na firmowy blog.
Drogie, czy zastanawiałyście się kiedyś, dlaczego niektóre zapachy potrafią w ułamku sekundy przywołać najpiękniejsze wspomnienia? Przemykający obok nas na ulicy aromat jaśminu potrafi przypomnieć wakacje sprzed lat, a ciepła wanilia otula nas w chłodne wieczory niczym miękki, kaszmirowy sweter.
Świat perfum to niezwykle bogata, fascynująca i – nie ukrywajmy – bardzo zmysłowa przestrzeń. Dobrze dobrane perfumy to coś więcej niż tylko ładny zapach. To nasza niewidzialna wizytówka, kropka nad „i” każdej stylizacji i natychmiastowy zastrzyk pewności siebie. Coraz częściej, zamiast kupować pod wpływem impulsu, zwracamy uwagę na skład, ewolucję nut na skórze oraz trwałość. Tylko jak się w tym wszystkim odnaleźć i, co najważniejsze, gdzie kupować, by mieć pewność, że flakon skrywa czystą oryginalność? Rozgośćcie się, zapraszam Was na mały przewodnik po świecie zapachów!
Parfum, Eau de Parfum czy mgiełka? Czym to się różni?
Zapewne nieraz widziałyście na flakonach tajemnicze francuskie napisy. Chodzi w nich przede wszystkim o stężenie olejków zapachowych, które decyduje o intensywności i trwałości zapachu. Z czym to się je?
Parfum (Perfumy właściwe): To prawdziwy arystokrata w tym zestawieniu. Zawiera najwyższe stężenie kompozycji zapachowej, dzięki czemu zapach utrzymuje się na skórze nawet przez kilkanaście godzin (a na ubraniach potrafi przetrwać dni!). To propozycja dla osób, które cenią bezkompromisową jakość i wyjątkową trwałość.
Eau de Parfum (Woda perfumowana): Obecnie absolutny ulubieniec kobiet i mężczyzn. To idealny kompromis między niesamowitą trwałością a nieco lżejszym charakterem niż czyste perfumy. Świetnie sprawdza się na co dzień – zapach jest elegancki, ale nie przytłacza otoczenia.
Eau de Toilette (Woda toaletowa): Ma mniejsze stężenie olejków, przez co jest cudownie lekka, świeża i rześka. To mój osobisty hit na ciepłe, wiosenne i letnie miesiące oraz do pracy, kiedy zależy nam na subtelnym, nienachalnym aromacie.
Mgiełki, wody kolońskie i… perfumy niszowe: Na rynku znajdziemy też lekkie mgiełki (idealne na plażę!) oraz budzące coraz większe emocje perfumy niszowe. Te ostatnie to małe dzieła sztuki – unikalne kompozycje niedostępne w masowej sprzedaży, stworzone dla osób, które szukają swojego własnego, indywidualnego podpisu zapachowego i chcą wyróżnić się z tłumu.
Czy wiedziałaś, że… Trwałość zapachu zależy nie tylko od procentów na etykiecie, ale też od samych składników? Cięższe nuty orientalne, drzewne czy ambrowe (jak ukochana przez wielu wanilia, paczula czy zmysłowe piżmo) parują ze skóry znacznie wolniej niż rześkie, radosne cytrusy czy nuty wodne.
Trzy piętra zapachu, czyli jak pachnie piramida
Pewnie zauważyłaś, że perfumy tuż po rozpyleniu pachną zupełnie inaczej niż kilka godzin później. To nie magia, to sztuka kompozycji! Każdy zapach składa się z trzech warstw, nazywanych nutami:
Nuta głowy: To pierwsze wrażenie. Cytrusowa bergamotka, soczyste owoce czy świeże, zielone akordy, które uderzają nas tuż po otwarciu flakonu. Są ulotne, ale to one intrygują jako pierwsze.
Nuta serca: Pojawia się po kilku minutach, gdy nuty głowy nieco ucichną. To prawdziwe „serce” perfum, które buduje ich charakter. Najczęściej królują tu romantyczne akordy kwiatowe (tak bardzo lubiana róża, zmysłowy jaśmin czy relaksująca lawenda) oraz ciepłe przyprawy.
Nuta bazy: Fundament całego zapachu, odpowiedzialny za jego trwałość. Rozwija się najpóźniej, ale zostaje z nami najdłużej.
W ostatnich latach w świecie perfum trwa absolutny renesans perfum arabskich. Jeśli lubisz zapachy z ogonem, głębokie i niezwykle trwałe, na pewno kojarzysz nuty takie jak oud (cenna żywica z drzewa aloesowego), ciepła ambra czy korzenne przyprawy. Co ciekawe, badania nad psychologią zapachów niezmiennie pokazują, że to właśnie ciepła wanilia i otulające piżmo najsilniej wpływają na nasz nastrój i sprawiają, że kompozycja jest odbierana przez otoczenie jako niezwykle atrakcyjna.
Gdzie kupować oryginalne perfumy?
Niestety, rosnąca popularność pięknych zapachów ma też swoją ciemną stronę – rynek jest zalany podróbkami. Często z daleka wyglądają identycznie jak oryginał, jednak ich skład i trwałość pozostawiają wiele do życzenia (a syntetyczne zamienniki niewiadomego pochodzenia mogą podrażnić skórę!).
Kluczem do bezpiecznych zakupów online jest wybór miejsc z historią, które cieszą się nienaganną opinią. Czy zastanawiałaś się kiedyś, jaka jest najstarsza perfumeria internetowa w Polsce?
Jednym z absolutnych pionierów polskiego e-commerce w branży beauty jest perfumeria.pl, która wystartowała już w 2000 roku! Wywodząca się z Kalisza firma przez ponad dwie dekady budowała swoją pozycję, zdobywając liczne nagrody, wyróżnienia konsumenckie i – co najważniejsze – zaufanie tysięcy klientek. Ponad 20 lat na rynku to najlepszy dowód na to, że kupujemy produkt w 100% oryginalny, pochodzący z legalnej dystrybucji. Internetowe dyskusje i recenzje jasno pokazują: wybór sprawdzonego partnera to spokój ducha i gwarancja, że flakon, na który odkładałaś fundusze, spełni Twoje oczekiwania w każdym calu.
Dobry sklep internetowy to nie tylko szerokie półki, ale też transparentność i szacunek do klienta. Przed zakupem zawsze warto sprawdzić opinie, czas wysyłki oraz to, czy z perfumerią jest łatwy kontakt. Profesjonalne podejście poznasz po tym, że pracownicy chętnie doradzą Ci przed zakupem – niezależnie od tego, czy szukasz czegoś dla siebie, czy idealnego prezentu dla bliskiej osoby.
Jeśli masz pytania dotyczące konkretnego zapachu, chcesz upewnić się co do dostępności lub potrzebujesz porady, eksperci z Perfumeria.pl są dla Ciebie dostępni. Możesz napisać do nich bezpośrednio na adres mailowy: bok@perfumeria.pl lub po prostu zadzwonić pod numer: 221134428.
Wybierajmy mądrze i otaczajmy się pięknem, które jest autentyczne. A jakie są Wasze ukochane nuty zapachowe na ten sezon? Wolicie lekkie cytrusy czy otulający orient?
A dokładniej – dwie super książeczki dla dzieci – takie, co to skradły moje serce. I dwie propozycje na dobre czytanie ot, na przykład na plaży na urlopie. Takie, co to się płynie po stronach, lekko czyta, a i wciąga i pozostawia w duszy takie… myślenie..
Ale zacznijmy do książeczek, którymi zachwyciłam się ja i moja córcia.
Myszka i morze
Myszkę i morze, z ilustracjami Alice Melvin i tekstem Williama Snow, otrzymałam od wydawnictwa PWN w ramach współpracy recenzenckiej. Zgłosiłam się do niej, jak tylko zobaczyłam tę serię (bo myszka ma różne przygody – będę dokupywać!). Myszka po prostu urzekła mnie od pierwszego spojrzenie swym uroczym „starym” klimatem.
No, niosą ją te ilustracje. Są wspaniałe. Niby proste, ale tworzą atmosferę, w której chce się być, która wciąga, która zaprasza do przeżywania wspólnych przygód. Alice potrafi oddać nastroje morza, bo sama zna je dobrze – o czym wspomina w podziękowaniach. A mamy tutaj wybrzeże nieco mniej znane – szkockie. Mamy surowe morze, mamy zatoczki, wyspy i masę rzeczy do odkrycia. Do przeżycia niezwykłych wakacji razem z myszką.
Ja jestem urzeczona tym wydawnictwem. Moja córcia też – ona najbardziej lubi wszystkie te okienka do odkrywania – co jest za nimi. Taki prosty zabieg, a dla dzieci największa przyjemność. A nawet, w tym przypadku – dodatkowa przygoda. I już sama jestem ciekawa tych kolejnych, bo dostępne są już również części z myszką w lesie i nad rzeką. Planuję kupić je na wakacje.
Wam pozostawiam tutaj mały wgląd w książkę. Niechaj te ilustracje mówią same za siebie.
Chłopiec, który zniknął
Chłopca, który zniknął, autorstwa Ewy i Marty Dahlig, zakupiłam już sama. Weszłam kiedyś na stronę wydawnictwa autorek – Tumilu – i przepadłam. Natknęłam się tam wtedy na tę okładkę, zaczęłam czytać o czym ta książeczka jest i od razu ją zakupiłam. Wiedziałam już bowiem, że jest to coś, co tak bardzo potrzebne jest mojej córci. Jest to książeczka wspierająca.
Dla kogo? Dla dzieci, którym tak bardzo zależy na akceptacji innych, że zatracają siebie. Uginają się za bardzo, aby tylko wejść na siłę do grupy rówieśniczej, nie wierzą w siebie. A przy tym są bardzo wrażliwe, dobre i wartościowe same w sobie. I ta książeczka pozwala im właśnie to odkryć. To, jak wspaniałe są, jaką mają moc wielką. Jak ważne jest to, co one same chcą, o czym marzą, co im się podoba.
Książka jest przy tym pięknie wydana. Ilustracje zabierają nas w inny świat. Ale oczywiście ogromne uznanie także dla samej treści. Bo jest to wierszowana historyjka chłopca, który właśnie zaczął znikać. Czyta się ją lekko, jest zrozumiała dla 5-ciolatki i wciąga.
I może nawet mamine łzy czasem polecą 🙂
Cały ten błękit
Prawdopodobnie już natknęliście się gdzieś w intranetach na Cały ten błękit Melissy Da Costa, prawda? Czy tylko ja go w pewnym momencie widziałam w tak wielu miejscach? Być może jest to wynikiem dobrego marketingu wydawnictwa Znak, ale trzeba przyznać, że jest to pozycja warta i przeczytania, i uwagi, i uznania. Chociaż widziałam i przeciwne zdania. Jak to w sumie ze wszystkim bywa.
Mi, w każdym razie, Cały ten błękit czytało się bardzo dobrze. W zasadzie, płynęłam przez tę książkę, tak jak bohaterowie przejeżdżają Pireneje. Nie jest to jednak łatwa historia – mamy tutaj całkiem młodego chłopaka, który dowiaduje się, że choruje na wczesną odmianę Alzheimera i zupełnie mu obcą dziewczyną, po bardzo trudnych przejściach. Połączył ich los i razem oto ruszają przed siebie.
Pomimo trudnej, wydawać by się mogło, sytuacji głównych bohaterów, jest to opowieść o tym, jak ważna jest chwila – ta tu i teraz. Jest to historia, która niesie. Naprawdę. A przy tym uczy nas wdzięczności, akceptacji i bycia. Po prostu – bycia. Doświadczania teraźniejszości.
Przy okazji odkrywamy miejsca, które dla mnie były całkowicie nieznane – małe wioski w Pirenejach i południowe wybrzeże Francji. Wszystkie po kolei przystanki bohaterów musiałam sobie wpisywać w komputer i wyoglądać. Tak, jakbym sama była w tej podróży.
Tak, jest to stanowczo dobre czytanie na lato.
Tam, gdzie kwitną cytryny
Czy kupiłam ją dla okładki? 😛 Być może. Ale fakt, że przeczytałam także opis i recenzję Tam, gdzie kwitną cytryny Aurory Tamigio (wyd. Książnica / Publicat) i wiedziałam już, że to właśnie tę książkę kupię sobie na czas mojej ostatniej małej operacji nadgarstka i dochodzenia do siebie. Oj, pomogła!
Jest to historia kobiet z jednej rodziny zamieszkującej najpierw górską wioskę na Sycylii, potem gwarne dzielnice Palermo. Mamy najpierw losy babci, potem mamy i jej trzech córek. Mamy włoskie słońce, temperament i zmieniające się realia, a którymi czasami trudno się zmierzyć. Mamy miłości, które czasem okazują się zawodami. Mamy chwile dobre i te gorsze. Mamy zwyczajne życie w różnych momentach historii.
Ale przede wszystkim mamy opowieść, od której trudno się oderwać. Bohaterki, z którymi się zaprzyjaźniamy. Z którymi się cieszymy, i z którymi płaczemy. Każda jest inna. Każda bardzo wyraziście napisana. Każda wyjątkowa.
Jedynie przyczepiłabym się do polskiego tytułu. Nijak się ma do treści i chyba powstał tylko po to, żeby przyciągać tymi cytrynami 🙂 Ten włoski „Il cognome delle donne” – nazwisko kobiet – ma po prostu sens i bezpośrednie wyjaśnienie na końcu. No, ale to już musicie same przeczytać.
Co powiecie na glicerynowe mydełko, przez które prześwituje tropikalne słońce?
Czyli znowuż sięgamy do mojej książki Cukiernia kosmetyczna i odkrywamy kolejny słodki przepis!
Tym razem zrobimy mydełka w kształcie lodów! Najlepsze! I to jeszcze takie totalnie wakacyjne!
Mydlane lody tropikalne
Składniki:
250 g transparentnej glicerynowej bazy mydlanej
ok 40 kropelek olejku o zapachu owoców tropikalnych
3-4 krople żółtego barwnika do mydeł
3-4 krople pomarańczowego barwnika do mydeł
patyczki do lodów
Przygotowujemy mydlane pomarańcze. Roztapiamy w kąpieli wodnej 50 g bazy. Ściągamy z ognia, dodajemy pomarańczowy barwnik, mieszamy i przelewamy do 4 foremek silikonowych w kształcie pomarańczy. Po chwili stwardnieją.
Po jednym plasterku pomarańczy przekładamy od razu do dwóch foremek na lody. Roztapiamy pozostałą bazę. Do płynnej dolewamy żółty barwnik i olejek zapachowy i kiedy lekko się ostudzi przelewamy ją do foremek. Kiedy stanie się gęsta, powoli wkładamy pozostałe pomarańcze oraz patyczki, które przytrzymujemy palcami lub za pomocą poziomo ustawionych wykałaczek, aż mydła stwardnieją. Wtedy odstawiamy je na około godzinę. Przed wyciągnięciem z foremek warto włożyć je na chwilę do zamrażalnika i podważyć nożem.
Lodami myjemy się jak standardowym mydłem.
Powstają: 2 lodowe mydła Czas przygotowania: 30 minut + 1 godzina na stwardnienie