Zauroczona: Casa Hoyos

Krążą nade mną ostatnio jakimś cudem klimaty meksykańskie. Nie wiem czemu, nie pytajcie. Niemniej jednak uwielbiam podglądać te charakterystyczne meksykańskie widoki, architekturę, podziwiać rękodzieło, delektować się intensywnymi kolorami, kontrastami i kaktusami.

A już najbardziej to lubię takie perełki jak Casa Hoyos w San Miguel de Allende!

Natknęłam się na ten butikowy meksykański hotel w Eclectic Trends i od razu wiedziałam, że muszę nieco dogłębniej przyjrzeć się tematowi.

Hotel jest przykładem idealnego wkomponowania architektury wnętrz w lokalizację. Już na pierwszy rzut oka nasuwają skojarzenia z Meksykiem. Mieści się w historycznej części miasteczka, musiał się więc sprytnie wtopić w otoczenie. Architekt Andrés Gutiérrez w ten właśnie spektakularny sposób połączył tradycje z designem i przemienił XVII-wieczną posiadłość w niewielki, bo 16-pokojowy butikowy hotel.

Ogromnie podoba mi się tu każdy detal. Kolorystyka oscylująca wokół pustynnej palety, łuki, wielkie lustrzane donice z kaktusami, mocny akcent w postaci sklepienia, niezwykłe fotele, proste, ale przykuwające uwagę wnętrza pokoi. Wszystko tu gra. Wszystko jest tak bardzo współczesne, będąc jednocześnie tak bardzo tradycyjnym. I to jest właśnie sztuka!

Po więcej odsyłam na stronę Casa Hoyos.


W roli głównej: Kremy Reishi Orientana

Siedzę przed komputerem, zdjęcia już obrobiłam, popijam kawę, słyszę jak dziecko uzupełnia ćwiczenia (na głos…) i zastanawiam się, jakim zdaniem rozpocząć ten wpis. A kiedy tak się zastanawiam, gładzę się bezwiednie po policzku. I nagle łapię się na tym gładzeniu i dociera do mnie, jakie to przyjemne uczucie. Jak miękka i gładka jest tam moja skóra. Jak jej i mi z tym dobrze.

Czy można lepiej zacząć wpis o nowych kremach jednej z moich ulubionych polskich marek – Orientana?

Marki, która wprost magicznie zastępuje nam teraz dalekie podróże i pozwala marzyć o zamorskich, tajemnych krainach. Bo właśnie do takich marzeń skłania mnie choćby sama świadomość faktu, że w kremach Reishi główną rolę odgrywa pewien azjatycki grzyb…



Reishi to orientalny grzybek stosowany w azjatyckiej medycynie naturalnej. Według legendy reishi był on darem bogów cenniejszym niż złoto, a buddyjska księżniczka wędrowała ze swoją świtą setki kilometrów dzień i noc by go znaleźć. Zapewniał on wieczną młodość i urodę, a nadworny alchemik tworzył z niego maści o cudownych właściwościach. Dzięki grzybkowi reishi Księżniczka na zawsze zachowała młode rysy twarzy. Legenda powstała pięć tysięcy lat temu natomiast dziś wiemy, że reishi to nie magiczny grzybek ale adaptogen, którego lecznicze działanie zostało naukowo udowodnione. Ekstrakt z grzybka reishi zwiększa odporność, zwalcza bezsenność oraz chroni organizm przed starzeniem komórek. Jego przeciwstarzeniowe właściwości w kosmetykach zostały potwierdzone w badaniach. Reishi działa jako przeciwutleniacz, opóźnia procesy starzenia komórek, nawilża i rozjaśnia skórę. Ma też zdolność regulowania zawartości wody w skórze, dzięki czemu utrzymuje jej dobre nawilżenie i gładkość. Grzybki reishi są bogate w cenne minerały (mangan, magnez, miedź, cynk, german), witaminy (głównie witaminy z grupy B), a także siedemnaście różnych rodzajów aminokwasów.

Chyba więc warto zaufać grzybkowi, co? A jeśli nie ufacie grzybowi, zaufajcie mi. Kremy są po prostu świetne!



Przeznaczone są do cery dojrzałej, z oznakami starzenia się, wiotczejącej i poszarzałej. Czyli spokojnie od 30-stki w górę. Producent zapewnia, że składniki skomponowano w ten sposób, aby przywrócić odpowiedni owal twarzy i zredukować zmarszczki. Ja rzekłabym, że są to po prostu efekty głębokiego nawilżenia i odżywienia skóry, która z czasem potrzebuje tego po prostu coraz bardziej.

A te kremy faktycznie genialnie nawilżają i odżywiają skórę. Dzięki temu tak przyjemnie się ją dotyka. Jest elastyczna i miękka. Kremy koją i łagodzą. Widocznie poprawiają kondycję skóry. A do tego – jak przyjemnie pachną!

Zarówno krem na noc, jak i na dzień, mają lekką, niemal lejąca się konsystencję. Ten na noc nawet bardziej przypomina emulsję. Pomimo tego, czuć, że niosą poważną dawkę odżywienia, bo w tej lekkości kryje się… jakby… gęstość. Składy maja porządne, oparte na równie porządnych masłach i olejach, uzupełnionych ekstraktami – choćby z grzybów reishi, wąkroty azjatyckiej (znanej jako Centella Asiatica) czy znowuż grzybów – fu ling (Poria Cocos). Cóż, wynajdywanie dziwnych, orientalnych składników to specjalność Orientany. A i ja chętnie przy okazji je odkrywam.

Spróbujcie. Koniecznie. Nałóżcie sobie krem na noc i obudźcie się rano, dotykając bezwiednie buzi. Taka będzie przyjemna. Ten na dzień także zrobi robotę i spokojnie, po chwili, można nałożyć na niego makijaż. Na dobrze nawilżonej skórze będzie się trzymał o wiele lepiej.

Kremy Reishi znajdziecie na stronie Orientana.


Jak dzień i noc

Każda z nas ma w sobie dzień i noc, prawda?

A właściwie każdej nocy i każdego dnia przeżywamy nieokreśloną ilość dni i nocy.

Tych dni, jasnych, najjaśniejszych. Kiedy możemy wszystko. Kiedy nie straszne nam są trudności i przeszkody. Kiedy wspinamy się wysoko i lśnimy słonecznymi promieniami.

I nocy, czarnych, najczarniejszych. Które przychodzą nagle i okrywają nasz dnień mrocznym całunem, gęstą mgłą smutku i zwątpienia.

I chyba, jak sądzę, jak mi się wydaje – dopiero kiedy sobie to uświadomimy, możemy zachować równowagę. Bo dniu potrzebna jest noc, a nocy dzień. Bo nie można funkcjonować tylko za dnia, a już na pewno nie jedynie nocą.

Bo dzień jest jaśniejszy, kiedy zwycięży noc. Prawda?



A przy okazji… Spieszę z zaproszeniem Was na Instagram! A dokładniej na moje dwa profile – jeden blogowy, drugi – graficzny.

To co? Śledzicie? :*



Instagram blogowy

>>> LILINATURA <<<



Instagram graficzny

>>> LILICREATIVE <<<

Zauroczona: Look At Me

Oto moje kolejne zauroczenie! Nie takie nowe, bo porcelanę Look At Me śledzę sobie od bardzo dawna. Zasługuje ona jednak na specjalne miejsce w Lili! Zauroczenie moje bowiem trwa nieustannie.

Uwielbiam te charakterystyczne talerze, patery, cukiernice, wazony i filiżanki! Każdy element zdaje się opowiadać własną historię, a jednak wszystkie są spójne. Wycinankowe kolażowe wzory tworzą ten specyficzny charakter i pozwalają uruchamiać wyobraźnię. Można dobierać poszczególne części zastawy według własnego uznania – i tak wszystko będzie do siebie pasować, a jednak każdy talerz, każda filiżanka stanowi pełną osobną całość.


WZORY zaprojektowane zostały przez ilustratorkę i projektantkę Magdę Pilaczyńską, która wcześniej projektowała ilustracje na ceramikę dla marki Kristoff Porcelain. Wzory są własnoręcznie nanoszone przez autorkę.


INSPIRACJA to symbole – serce, oko, łza, usta, księżyc oraz postacie fantastyczne – pegaz, syrena, kapelusznik biegnący wśród wulkanów, a także karciane elementy. Każdy może ułożyć z nich swoją historię, dowolnie żonglując talerzami.


Zostawiam Was z tą niezwykłą porcelaną i zachęcam do odwiedzenia strony

>> Look At Me <<


Samorodek czyli mydło węglowo-złote

Czy Wy też tak lubicie to, jak węgiel działa na skórę? Sama jestem fanką węgla w kosmetykach od dawna! Stworzyłam więc dzisiaj nieco inne węglowe mydełko… A w zasadzie samorodek!

Samorodek złota! Czyli sztabkę mydła, w którym pośród ciemnej węglowej warstwy, znajdziemy także tę złotą! Powstaje więc mydło typu 2w1, bo po pierwsze, świetnie działa na skórę, po drugie – przyjemność mycia jest doprawdy wielka. Wśród czarnej piany odnajdujemy delikatne złote pobłyski! Na zdjęciu ta “złota” warstwa wydaje się po prostu żółtawa. W rzeczywistości składa się ona z mieniącej się złotej miki, która swój blask odzyskuje pod wpływem wody właśnie. Błyszczy się i pięknie uzupełnia tę swoją ciemną stronę.


Sam węgiel ma świetne właściwości antybakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne. Doskonale oczyszcza nam skórę, wyciąga z niej – absorbuje wszelkie zanieczyszczenia. Do tego działa przeciwzapalnie, rozjaśniająco i kojąco. Polecany jest zwłaszcza do skór problematycznych, trądzikowych, tłustych. Dzisiejszego mydełka nie polecam do mycia twarzy, ale sprawdzi się idealnie w codziennej pielęgnacji ciała.

No i te złote pobłyski!

A jeszcze ten cudowny zapach pomarańczowo-tymiankowy! Takie połączenie olejków genialnie poprawia nastrój, a i wzmacnia działanie antybakteryjne i przeciwzapalne węgla.

Zróbcie koniecznie!


Samorodek czy mydło węglowo-złote


Składniki:

Warstwa czarna

  • 300 g białej bazy mydlanej (polecam bazę bez SLES/SLS ze ZróbMydełko)
  • 2 łyżeczki węgla (sproszkowany węgiel drzewny, znajdziecie w internecie lub w aptekach)
  • 40 kropelek olejku pomarańczowego
  • 20 kropelek olejku tymiankowego

Warstwa złota

  • 150 g białej bazy mydlanej
  • 2 łyżeczki złotej miki (polecam Kolorowka.com)
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa ziemisto-brokatowa / krem

  • 50 g białej bazy mydlanej
  • 1 łyżeczka karmelowej błyszczącej miki
  • 1 łyżeczka złotego brokatu kosmetycznego
  • 10 kropelek olejku pomarańczowego

Przygotowujemy niewielką formę. Jeżeli nie posiadacie foremki do produkcji mydła, wykorzystajcie keksową lub karton po mleku.

Bazę mydlana na warstwę czarną kroimy w dużą kostkę i przekładamy do zlewki lub ceramicznej miseczki. W kąpieli wodnej lub mikrofali roztapiamy całość, uważając, aby baza za bardzo się nie podgrzała i nie zaczęła wrzeć (w mikrofali trwa to dosłownie chwilę). Do roztopionej bazy przekładamy węgiel i intensywnie mieszamy mieszadełkiem, aby połączył się z mydłem. W między czasie dolewamy olejki. Bazę przelewamy do formy i pozwalamy chwilę ostygnąć.

Roztapiamy mydło do warstwy złotej. Dodajemy mikę i olejek i odczekujemy chwilę, aż i ona lekko ostygnie. Dzięki temu, że obie części nie będą za gorące, uzyskamy efekt złotego samorodka. Na powierzchni warstwy węglowej powinna być już widoczna lekka stwardniała warstwa. Wtedy przelewamy złotą bazę na wierzch i patyczkiem przebijamy całość, aż do spodu formy w kilku miejscach, mieszając nim w formie gdzieniegdzie. Im bardziej fantazyjnie, tym wyjdzie ciekawiej. Całość ponownie odstawiamy na chwilę.

W tym czasie roztapiamy ostatni fragment bazy mydlanej. Dosypujemy mikę karmelową i połowę brokatu, dolewamy olejek i czekamy, aż mydło będzie miało konsystencję mleczka. Bazę rozlewamy powolnym strumieniem tak, aby powstał rodzaj kremu/dekoracji. Jeżeli zacznie za szybko twardnieć w zlewce/misce, wystarczy ponownie lekko ją podgrzać. Gotowe mydełko obsypujemy dodatkowo resztą brokatu.

Formę odstawiamy na noc (min. 2 godziny) do stwardnienia. Po tym czasie delikatnie wyciągamy mydło i kroimy na mniejsze kawałki.


Majowa dziewczyna

W maju nawet jak pada jest cudownie, prawda? Bo te majowe deszcze są i potrzebne i takie – oczyszczające! Są dobre. A poza tym już lada moment wróci słonko!

A skoro tak, to mam dla Was garść majowych inspiracji! Nie mogłabym ich Wam nie pokazać!

Oto majowa dziewczyna!



  1. Piękna sukienka w delikatne wzory z domieszką lnu / H&M
  2. Yukata Kimono Yuzen Paper – Kimono we wzór YUZEN PAPER projektu Nataszy Kwiatkowskiej z autorskiej kolekcji DIVERSITY, inspirowany japońską harmonią, wykonane w 100% z lnu. Do tego cudne turbany i opaski! / Looks by Luks
  3. Czy nie piękna? Kolekcja pościeli TOILE DE MYALPACA. Wzór zaprojektowała szwedzka projektantka wzorów tkanin Bärbel Dressler, które tak mówi o projekcie: “Wokół postaci alpaki opracowałam scenki, w których umieściłam ją w sielskiej, bukolicznej scenerii, otoczoną naturą jako miejscem komfortu i odpoczynku. Właśnie o to chodzi w kołdrach i poduszkach MyAlpaca.” / MyAlpaca
  4. Nowość Resibo – SELF LOVE. BB CREAM Natychmiast po aplikacji zobaczysz efekt, kiedy Twoja skóra pozostaje nadal tą samą skórą, jednak wygląda dużo lepiej, bardziej zdrowo, a jej koloryt zostaje wyrównany. Niedoskonałości stają się niemal niewidoczne. SELF LOVE. BB CREAM jest świetną opcją do codziennego makijażu, bo możesz go „dołożyć” bez obaw, że obciążysz skórę / Resibo
  5. Charakterystyczne baleriny inaczej czyli półbuty Kikar – Eleganckie i klasyczne półbuty z modnym, kwadratowym noskiem, który nadaje im prawdziwego stylu new vintage. Wykonane z miękkiej, wysokogatunkowej, włoskiej skóry, są elastyczne i wygodne / Balagan
  6. Puzzle Upside Down 1000 w eco woreczku z piękną ilustracją Aleksandry Wesołowskiej “Vzornik” / MONO Puzzle
  7. Kolczyki Perla – Spektakularne, ręcznie wykonane kolczyki koła o młotkowanej fakturze z perłami naturalnymi o nieregularnym kształcie / Mokobelle
  8. Jeden z pięknych i jakże oryginalnych lnianych ręczników szytych ręcznie w Polsce. Ten nazywa się Amber Sunrise i skradł moje serce! Do wykorzystania i na plaży i np. jako narzuta na łóżko. / Lazy Beaches
  9. Piękna nowa kolekcja biżuterii Back to Nature pełna motywów roślinnych i majowej energii / Animal Kingdom
Facebook