Nowe w Lili Garden – warsztaty naturalne

Zrobiłam małe zmiany w mojej Lili Garden!

Bo wiecie, że mam specjalną stronę z moją warsztatową działalnością, prawda? Znajdziecie ją na LiliGarden.pl – zapraszam ciepło!

Zabrałam się oto ostatnio za odświeżenie identyfikacji wizualnej, ale też będę powoli wprowadzać nową ofertę. Od już praktycznie 15 lat prowadzę bowiem warsztaty słodyczy kosmetycznych i kosmetyków naturalnych. Są świetne i moi uczestnicy zawsze wspaniale się bawią. Tworzymy, opowiadamy sobie najróżniejsze ciekawostki i porady do wykorzystania na co dzień, każdy dopasowuje kosmetyki do swoich potrzeb i preferencji. Jest pachnąco, kolorowo i kreatywnie. Przyszedł jednak czas na zmiany. A może nawet nie tyle zmiany, co na rozszerzenie działalności. Mam wrażenie, że stricte kosmetyczna formuła się już niestety wyczerpuje. Pora dodać coś nowego!

I tak postanowiłam wykorzystać moje doświadczenie graficzno-ilustratorskie i połączyć je z tym kosmetycznym. Bo że zajmuję się grafiką już także od wielu, wielu lat to też wiecie, prawda? Portfolio z kolei znajdziecie na LiliCreative.pl

W mojej działalności szczególne znaczenie ma tworzenie kobiecych marek. Można powiedzieć, że oblekam marzenia w grafikę. Staram się docierać do serc moich klientek i wykreować dla nich coś, co towarzyszy im w codziennej pracy. Z czym czują się wyjątkowo, co pomaga im się rozwijać i trafiać w gusta ich własnych klientów. Bo grafika musi wyróżniać, ale także musi być praktycznym narzędziem. A kobiece biznesy są naprawdę szczególne – tworzy je pasja, miłość i potrzeba spełnienia.

Łączymy zatem to co najlepsze w naturalnej pielęgnacji i w tworzeniu identyfikacji oraz ilustracji! I tak wprowadzam do oferty warsztaty Sztuka & Ciało.

Na początek mam przygotowane dwa programy – z czasem, kiedy dopracuję kolejne, będzie się pojawiać ich więcej. Nowe programy znajdziecie już tutaj poniżej oraz na stronie LiliGarden.pl

Mamy więc nowe programy i nową…

I nową grafikę oczywiście!

Lili Garden zyskało nowe logo, barwy i oprawę graficzną. Są kwiaty i kaczuchy bieguski – bo je od jakiegoś czasu uwielbiam!

Efekty znajdziecie na zamieszczonych tutaj zdjęciach i wizualizacjach. Raz jeszcze zapraszam do odwiedzenia LiliGarden.pl

A poniżej – pierwsze dwa nowe programy warsztatowe!

Jeżeli chcielibyście, abym poprowadziła takie lub podobne warsztaty w Waszych firmach czy instytucjach, na eventach czy spotkaniach – napiszcie mi maila na lilinatura@lilinatura.pl Podajcie lokalizację i planowaną ilość uczestników oraz wszelkie potrzeby związane z wydarzeniem. Podeślę Wam dokładna ofertę wraz z kosztami!

WARSZTATY I

Sztuka kwiatowo-ziołowych kompozycji w… naturalnej pielęgnacji

Czyli tworzymy niezwykłe osobiste kompozycje z kwiatami i ziołami i wyczarowujemy kojące rytuały pielęgnacyjne. Wydobędziemy naszą własną kreatywność i połączymy ją z mocą ziół, olejków i domowych kosmetyków. Bo piękno ma różne oblicza.

Podczas warsztatów

  • stworzymy małe kompozycje kwiatowe w aromaterapeutycznych roll-onach do zadań specjalnych (np. redukujące stres, poprawiające koncentrację czy dodające energii);
  • powstaną ziołowo-kwiatowe mieszanki kąpielowe – wyjątkowe sole pełne warstwowo ułożonych ziół, które zamienią się w kojącą kąpiel, ale także staną się kolorową dekoracją łazienki;
  • poznamy sztukę maceracji – zrobimy olejek do ciała na bazie pielęgnujących i pięknych ziół;
  • a następnie kreatywnie ozdobimy nasze opakowania – dzięki temu powstaną małe dzieła sztuki!
  • na końcu zaprezentujemy nasze dzieła na wzajemnej wystawie, która stanie się pretekstem do omówienia intencji twórców i spokojnych, kończących wydarzenie rozmów.

WARSZTATY II

Twoja szata… graficzna i chwila pełnego relaksu

Czyli poznaj siebie tak naprawdę i powróć do wewnętrznej harmonii!

Stworzymy wyjątkową oprawę graficzną dla… nas samych! Wzmocnimy pewność siebie i uporządkujemy wartości, potrzeby i pasje. Powrócimy do wewnętrznej harmonii, do naszej prawdziwej „ja”. Zwizualizujemy pragnienia, troski, marzenia. I nie – nie boimy się, że „nie umiemy rysować”. To serce nam podpowie co pokażemy, a ręce poprowadzą. I to będzie nasze, piękne, indywidualne. To będzie nasza marka osobista!

Czy logo muszą mieć tylko firmy? A co znalazłoby się w Twojej własnej identyfikacji wizualnej?

Na podstawie praktyki tworzenia kobiecych marek, puścimy wodze wyobraźni i stworzymy elementy graficzne, które opisują nas samych. Następnie wykorzystamy je do przygotowania wyjątkowego wieczornego rytuału.

Podczas warsztatów

  • nauczymy się sztuczek i trików relaksujących, aby wieczorną pielęgnację zamienić w kojący rytuał i powrócić do harmonii.
  • odkryjemy wartość naszej własnej marki osobistej i zaprezentujemy ją graficznie
  • zapakujemy nasze dzieła w specjalne torebeczki, które będą nam o nich na co dzień przypominały
  • stworzymy z intencją unikalną mieszankę kąpielową pełną barwnych ziół i kwiatów
  • a następnie wykreujemy dla niej osobistą etykietę technikami plastycznymi zawierającą cząstkę naszej duszy

Zauroczona: Linoline

Jakież cudne jest to moje nowe zauroczenie!

Odkryłam bowiem ostatnio Linoline… A dokładniej Wiolettę Węgrzynowicz – Nowak, która tworzy niesamowite obrazy. W zasadzie, to je haftuje! Maluje haftem. Tworzy niebanalne kompozycje, od których nie można oderwać wzroku.

Poprosiłam Wiolę o małą prezentację jej twórczości – jestem bowiem pewna, że i Wy się zauroczycie!

Ale najpierw – kilka słów od niej:

Cześć, nazywam się Wioletta Węgrzynowicz – Nowak, jestem architektem wnętrz, który potrzebował zwolnić. Jednak, przez to, że nie potrafię bezczynnie odpoczywać to zaczęłam tworzyć hafty, podczas serialowych seansów. Uwielbiam projektować w różnych sektorach. Szczególnie wzory na tkaniny dla dzieci. To pozwala robić cały czas coś nowego i operować świeżą głową. 

Najistotniejsza w projektowaniu jest dla mnie kompozycja. Ona łączy wszystkie elementy i sprawia, że coś nam się podoba, nawet jak nie jest w naszym stylu. To sens wszystkiego.

Ręcznie haftowane obrazy, to moja interpretacja sztuki ludowej. Każdy wzór szkicuję i haftuję tylko w jednym egzemplarzu, co potwierdza dołączony certyfikat autentyczności. Cały proces od zbijania krosna, po napinanie tkaniny, haft, przygotowanie ram i oprawę wykonuję sama. Każdy z obrazów jest gotowy do zawieszenia, w pionie i/lub w poziomie oraz posiada sygnaturę. Może być oprawiony w drewnianą ramę.

 Nowoczesny, nieoczywisty, precyzyjny, naturalny, niefiguratywny, linearny, dekoracyjny, surowy – taki jest haft Linoline.


A ja odsyłam Was na stronę Linoline.pl oraz na Instagram Wioli – @linolinepl

I pozostawiam Was z kilkoma jej pracami!

Migdałowo-malinowa babeczka peelingująca DIY

Co powiecie na jeden z najprzyjemniejszych i najłagodniejszych naturalnych peelingów w formie… babeczki?

Doskonale usuwa martwy naskórek, oczyszcza, pielęgnuje, dodaje blasku i energii!

No i jest migdałowo-malinowa!!!

Czyli ponownie powracamy do przepisów z mojej książki Cukiernia kosmetyczna. Tym razem zrobimy coś bardzo prostego, ale i zaskakującego w formie i cudownie skutecznego. Babeczki peelingujące oparte na migdałach są bowiem wspaniałe! A jeśli dodamy do nich kwintesencję lata w postaci malin – mamy kosmetyczny deser idealny!

Babeczka peelingująca migdałowo-malinowa

Składniki:

  • 20 g masła shea rafinowanego
  • 50 g migdałów w płatkach (najwygodniej)
  • 10 g liofilizowanych malin
  • 10 g rozdrobnionych skorupek z orzechów włoskich (jeśli ich nie znajdziecie, może to być też sól lub cukier)
  • 10 kropelek olejku o zapachu malin

Masło roztapiamy w kąpieli wodnej. Migdały rozdrabniamy w blenderze wraz z malinami na drobny proszek. Przesypujemy do miseczki razem ze skorupkami orzechów. Dolewamy masło i olejek zapachowy i dokładnie mieszamy. Przekładamy do foremki silikonowej na babeczki, po czym odstawiamy w chłodne miejsce do stwardnienia.  Przed wyciągnięciem z foremki warto babeczkę na chwilę włożyć do lodówki

Sposób użycia

Odrywamy kawałek babeczki, rozdrabniamy w dłoniach pod prysznicem i masujemy nią ciało. Spłukujemy ciepłą wodą.

Powstaje: 1 babeczka

Czas przygotowania: 20 minut + 2 godziny na stwardnienie

Przechowuj: 2 miesiące w suchym pojemniczku

SONY DSC

Muszle

Jak lato, to muszle. Proste, nie?

Oto więc kilka pięknych muszlowych inspiracji!

  1. Muszlowe wiszące kolczyki / Reserved
  2. Bloomingville miseczka z zestawu Bakur / Answear
  3. Muszla – broszka NINA MARIN / Pakamera
  4. Naszyjnik z zawieszką w kształcie ust z masy perłowej z kolekcji Kembali / Orska
  5. Torebka wieczorowa z muszlami / Pafrois
  6. Pierścionek ze spirali ślimaka 100% z muszli / Parfois
  7. Duże kolczyki z muszli / H&M
  8. Doing Goods pudełko z pokrywką Abby Shell Circus / Answear

Na upał – kostki lodowe do automasażu twarzy zielona herbata + aloes

Spieszę dziś do Was z prostym i szybkim pomysłem na ulgę w tym upale, który do nas zawitał!

Wyobraźcie sobie bowiem, że wstajecie po takiej gorącej, męczącej nocy, całe opuchnięte i wymęczone bardziej niż wieczorem… Albo wracacie po 10 godzinach pracy w tym ukropie i buzia woła o pomoc…

Wtedy to, zaraz po umyciu twarzy, sięgacie do zamrażalnika po nasze małe cudo – kosteczkę lodu! Nie taką zwykłą, bo składającą się z zielonej herbaty i hydrolatu z aloesu. Z mocą energetyzującego orzeźwienia i ukojenia!

Kosteczką wykonujemy automasaż twarzy. Spokojnymi ruchami masujemy nią skórę, nie zważając na to, że napar spływa nam po rękach. Łapiemy chłód i siły witalne. Po krótkiej chwili buzia jakby wracała do siebie. A nam wraca chęć do działania!

Psssst – pomysł na te najnowsze kosteczki podłapałam składając graficznie e-booka Izy Apanowicz – LATO – Domowe rytuały i pielęgnacja latem. Znajdziecie go w jednym z ostatnich postów – TUTAJ i do zakupu: TUTAJ!

Kostki lodowe do automasażu twarzy zielona herbata + aloes

Składniki:

  • 2 części naparu z zielonej herbaty (po prostu zaparzamy herbatkę tak jak zawsze)
  • 1 część hydrolatu aloesowego

Płyny wlewamy do foremki na lód i wstawiamy do zamrażalnika. Stosujemy tak, jak opisałam powyżej – kiedy tylko poczujemy potrzebę. Najlepiej w upalne poranki lub wieczory.

Ja wybrałam miks zielonej herbaty i aloesu, ale spokojnie możecie tutaj pokombinować i zaparzyć np. rumianek lub miętę, albo dodać hydrolat różany lub lawendowy.

Pycha pieczone pulpety z młodej kapusty i kaszy jaglanej

Oj, jakie mi to dobre wyszło!

Dzielę się więc i w świat puszczam! Bo i pyszne, i zdrowe, i sezonowe, i sycące. I wegańskie oczywiście.

Zapraszam dzisiaj na pycha pulpeciki z młodej kapustki i kaszy jaglanej podane na czerwcowych pomidorach malinowych. Samo dobro!

Pycha pulpety z młodej kapusty i kaszy jaglanej

Składniki:

Pulpety:

  • połowa niedużej młodej kapusty
  • 1 młoda cebulka lub 2-3 łodyżki cebulki dymki
  • łyżka czarnuszki
  • łyżka czosnku w proszku
  • oliwa
  • 100 g kaszy jaglanej
  • 1-2 łyżeczki suszonej papryki
  • 5-6 łyżek bułki tartej + do obtoczenia
  • sól, pieprz

Podałam na sosie z czerwcowych malinowych pomidorów

  • 2 duże malinowe pomidory
  • pół szklanki pasaty pomidorowej
  • 3 ząbki czosnku
  • szczypta cynamonu
  • kilka listków bazylii
  • oliwa, sól, pieprz

Kapustę myjemy i szatkujemy na drobno. W rondelku rozgrzewamy 3-4 łyżki oliwy, dodajemy pokrojoną cebulkę i czarnuszkę. Mieszamy. Po krótkiej chwili dorzucamy całą kapustę, dolewamy odrobinę wody, solimy i dusimy, aż lekko zmięknie, co chwilę mieszając. Przyprawiamy do smaku, dodajemy czosnek. Kiedy kapusta będzie widocznie miękka, ale wciąż pięknie zielona, odstawiamy do wystudzenia.

Kaszę jaglaną (100 g to równowartość jednego woreczka – ja taką miałam, ale wyciągam ją zawsze z woreczków), opłukujemy na sitku. Można też przelać ją wrzątkiem. Dodajemy do wrzącej osolonej wody w proporcji około – 1 część kaszy-2,5 części wody. Przykrywamy pokrywką i gotujemy na malutkim ogniu przez ok. 15 minut. Po tym czasie jeszcze odstawiamy na bok, aby w pełni pochłonęła wodę i stała się mięciutka i ostygła.

Do miski przekładamy kaszę i kapustę (jeżeli zostało w niej trochę wody – to staramy się ją odlać), dodajemy około 5-6 łyżek bułki tartej (najlepiej domowej) i paprykę w proszku. Jeżeli trzeba – jeszcze doprawiamy solą i pieprzem. Formujemy pulpeciki, które obtaczamy w niewielkiej ilości bułki tartej.

Pieczemy w air fryerze lub piekarniku, aż się lekko zarumienią (około 15-20 minut, 200 stopni).

W między czasie sparzamy pomidory i ściągamy z nich skórkę. Wykrajamy gniazda nasienne i kroimy całość na drobne części. Na niewielkiej ilości oliwy podsmażamy poszatkowany czosnek, po chwili dodajemy pomidory, po kolejnej chwili passatę. Dorzucamy liście bazylii, szczyptę cynamonu, sól i pieprz. Redukujemy sos i mieszamy go co chwilę. Na końcu układamy na nim pulpety, aby aromaty ładnie się połączyły.

Smacznego!

Facebook