LUDA OTUCHA | Herbata kwiatowo-owocowa – mieszanka stworzona na chłodniejsze dni. Pierwszy łyk przypomina powrót do ciepłego domu po zimnym spacerze – napar otula i rozgrzewa niczym miękki koc. / LUDA
Mam dla Was garść jesiennych znalezisk! Tym razem – w kolorach! Jakich? Zobaczcie! No, cudnych!
Czyli zapraszam na mały misz masz rzeczy do jesiennej szafy, które ostatnio wpadły mi w oko!
Naoko – piękna kurtka ocieplana z misiem Berrylicious / Naoko
Idealne na jesienne skakanie po kałużach – kalosze FairweatherRegatta
Czy nie cuda ta bluza? I kolor i psina! Bluza Ti Amo / Naoko
Jakoś tak mocno wpadły mi w oko czapki Ul&ka – może dlatego, że jest ich tak dużo w różnych barwach. A może dlatego, że potrzebuję właśnie takiej lekkiej czapki na teraz! Chyba więc się na nie skuszę! Tylko, które wybrać… / Ul&ka
No bomba! Shof Cyckoshoper gołębi szary czuli szoperka z motywem – jak widać! Serce mi skradła! Problem w tym, że nie tylko ten kolor jest cudny – wszystkie inne też! / Shof
Jedno z moich odkryć – Panama Studio i jedna z nowych kamizelek – FLORA. Świetny design! / Panama Studio
Damska kamizelka pikowana – we współpracy marki Regatta z Orla Kiely – piękny ten print, prawda? / Regatta
Kurtka Wave (lemon&mint) – spodobała mi się ogromnie. Morska, z połączeniami materiałów w kształcie fali! Zajrzyjcie na stronę, aby zobaczyć ją od przodu – ma świetne guziki! / Freaksh
Tym razem mam dla Was trzy przepiękne kolekcje, na które warto zwrócić uwagę. Mamy więc i niezwykły print na wyjątkowych ubraniach, mamy przeurocze ozdoby do włosów w totalnie wakacyjnym klimacie i…. znowu cytryny! Tym razem w wersji dla dzieci!
Ailanto
Ailanto to hiszpańska marka modowa założona przez braci Iñaki i Aitor Muñoz znana ze swych unikatowych printów, ręcznie tworzonych projektów i szlachetnych materiałów. Ja jestem zachwycona najnowszym wisienkowym wzorem, który tak pięknie zdobi te lekkie, letnie pełne luzu i nonszalancji ubrania.
I nowa morska kolekcja marki – Splash. Jestem nią w pełni zauroczona! I ozdobami do włosów (najbardziej! poniżej!) i całą resztą!
Nie wiem czy znacie już te markę? Pojawia się ona także w naszych sklepach, a słynie z zabawnych, odrobinę kiczowatych ozdób do włosów, biżuterii i skarpetek. Założyła ją Juliette Mallet, paryska ilustratorka, która stworzyła kiedyś dla swojej przyjaciółki pierścionek z… piersią. Tak się spodobał w social mediach, że zainspirowało to twórczynię do dalszych działań. I oto mamy pełną uśmiechu i słońca wodną kolekcję!
Na koniec nasza sieciówka i coś, obok czego nie mogłam przejść obojętnie… Cytrynkowa kolekcja do dziecięcych pokoików! Niestety za późno zabrałam się za post i część rzeczy jest już wykupiona i niestety nie dostępna na stronie. Choćby przepiękna pościel – cała w cytrynki!
Po więcej zajrzyjcie do Reserved. Są tez wersje z krabami, też super, ale już nie tak super, jak cytrynki!
Co powiecie na super fajne zauroczenie? Takie, które od samego patrzenia poprawia nastrój?
O studiu Arhoj usłyszałam już dawno. A w zasadzie – już dawno temu zobaczyłam pierwszy raz dzieła pochodzące z tej pracowni – urocze duszki z wielkimi oczami. Bardzo charakterystyczne. I pewnie pokazywałam je Wam kiedyś i tu w Lili. Bo są piękne!
Ale dzisiaj chciałabym pokazać Wam coś odrobinkę innego, choć znowuż z tymi rozpoznawalnymi już oczkami. Są to przeurocze figurki z porcelany i szkła. Każda jest unikatowa. Każda wyjątkowa. Każda wygląda, jakby chciała się przytulić. Każda sprawia też wrażenie, jakby chciała zamieszkać w moim domu. Albo w Waszym… No są po prostu do przygarnięcia!
Studio Arhoj to pracownia designu – ceramiki, porcelany i szkła, miesząca się w Kopenhadze, a założona przez Andersa Arhoj. Ma on niezwykle inspirującą historię, którą polecam poczytać na stronie studia. Pisze tam o swoim marzeniu, tym, jak sam się wszystkiego nauczył, jak otworzył pierwszą pracownię przy domu rodziców, o swoim pierwszym studio ceramiki i designu i o tym, jak zaczęło ono się rozrastać, potrzebować rąk do pracy, jak zaczęły spływać zamówienia z całego świata. I w końcu o spełnionym marzeniu – o studio w pięknych przestrzeniach w centrum Kopenhagi, w którym prowadzi zarówno pracownię ceramiczną i szklarską, ale także sklep lifestylowy.
Zajrzyjcie więc koniecznie na stronę Arhoj.com po więcej!
Mam dla Was pomysł na coś, co Wasza skóra pokocha! A przynajmniej moja pokochała!
A może tak samo jak ja uwielbiacie ciasteczka migdałowe? Kiedyś nawet wrzucałam tutaj przepis na moje ulubione 🙂
Dzisiaj bowiem zamienimy moje migdałowe uwielbienie w ciasteczka zaiste wyjątkowe! Dzisiaj stworzymy urocze, pachnące kusząco migdałami, kokosem i pomarańczą ciasteczka do… peelingu twarzy! Wracamy zatem do moich ukochanych słodyczy kosmetycznych!
Dlaczego migdały? W swej zmielonej postaci mogą stać się naprawdę delikatnym, a przy tym bardzo łagodnym peelingiem do każdego typu cery!
Skóra po użyciu takiego ciasteczka jest oczyszczona, mięciutka, wygładzona i odżywiona. Składniki sprzyjają jej regeneracji, ale też niosą pozytywny ładunek dobrej energii naszym zmysłom! No, czysta przyjemność! Dosłownie 🙂
Migdałowe ciasteczka do peelingu twarzy
Składniki:
50 g zmielonych migdałów
10 g białej glinki
30 g oleju kokosowego nierafinowanego
20 kropelek olejku pomarańczowego
Wszystkie składniki przekładamy do miseczki i wyrabiamy ręcznie do uzyskania jednolitej, zwartej konsystencji. Olej kokosowy pod wpływem ciepła rąk lekko się roztopi i ułatwi tworzenie migdałowego ciasta. Całość przekładamy do foremek silikonowych lub ręcznie formujemy małe ciasteczka lub kuleczki. Jeżeli wybraliśmy foremki silikonowe, odstawiamy je na pół godziny do zamrażalnika, dzięki czemu nasze ciasteczka będzie łatwo wyjąć. Jeżeli sami formułowaliśmy kuleczki, wystarczy odstawić je w chłodne miejsce, aż olej kokosowy stężeje. Ciasteczka przekładamy do zamykanego pojemniczka, aby zabezpieczyć je przed dostawaniem się wilgoci w łazience.
Ciasteczek nie musimy przechowywać w lodówce (a wręcz nie polecam, bo są za twarde). W temperaturze pokojowej są miękkie, ale mają stałą formę. Nie należy ich natomiast trzymać w bardzo ciepłym miejscu, mogą się roztopić. No i oczywiście, jeśli dostanie się do nich wilgoć, jeśli nie zamkniemy pojemniczka, może nam na nich coś wyrosnąć… Wtedy od razu je wyrzucamy!
Aby użyć ciasteczka, bierzemy je w dłoń i rozrabiamy lekko z wodą. Masujemy nim wilgotną twarz przez dłuższą chwilę, a następnie zmywamy łagodnym żelem do mycia twarzy.
A potem cieszymy się gładką, mięciutką i taką przyjemną w dotyku skórką.
A ileż przyjemności w tym pomarańczowo-kokosowo-migdałowym zapachu!
Jeżeli chcecie zorganizować warsztaty tworzenia słodyczy kosmetycznych i kosmetyków naturalnych w swojej firmie czy organizacji – zajrzyjcie na moją stronę LiliGarden.pl :* Bardzo polecam!