KategorieNaturalna pielęgnacja

Pomysł na prezent – zestaw kojący do snu

Wiem, wiem… Święta tuż tuż, a ja dopiero teraz spieszę z takim fajnym pomysłem na prezent… Spokojna głowa! Mój dzisiejszy zestaw kojący do snu jest tak uniwersalny, tak ponadczasowy i tak nieraz potrzebny, że możecie wykorzystać tę inspirację przez cały rok, na przeróżne okazje!

Zestaw pokazuję na samym końcu świątecznych wpisów, ponieważ będzie on prezentem z bliskiej osoby. Nie zdradzę dla kogo, ale mam nadzieję, że bardzo się przyda!

Jest to prezent w połowie kupiony, w połowie własnoręcznie robiony. Czyli coś miłego dla każdego! A dokładniej, zależało mi na skomponowaniu produktów, które w łagodny i naturalny sposób będą wspomagać zasypianie. Odstresują, zrelaksują, ukoją zmysły i nerwy i pomogą się wyłączyć. A potem spać, smacznie spać aż do rana.

Mój zestaw w dużej mierze bazuje na dobroczynnych właściwościach lawendy, bo to ona jest uznanym i cenionym od wieków remedium na kłopoty ze snem. To ona tak cudownie uspokaja i łagodzi. Ona pomaga zapomnieć o problemach dnia codziennego i w końcu porządnie odpocząć! Lawendę więc skomponowałam z innymi roślinkami i w ten sposób powstało prawdziwe pudełko rozmaitości!

A w nim…



Woreczek z lawendą

Możecie taki znaleźć w internecie lub sklepach zielarskich, albo po prostu sami zrobić! Wystarczy zapakować w mały woreczek z materiału sporą ilość lawendy (jest w każdym sklepie zielarskim i w większości aptek) i zawiązać całość wstążeczką. Mój woreczek przywędrował do mnie wraz z kosmetykami Biolaven. Taki woreczek wkładamy pod poduszkę i za każdym razem, kiedy poruszamy głową podczas snu, rozchodzi się z niego delikatny, przepiękny lawendowy aromat.


Badger Sleep Balm


O balsamach marki Badger słyszałam już dużo dobrego, zdecydowałam się więc postawić tu na jeden z nich – Spokojny Sen. Znajdziemy w nim mieszaninę olejów i wosku pszczelego oraz kilka ciekawych olejków eterycznych. „Rozmaryn jest klasycznym zielem, który wspiera jasność myśli oraz pewność siebie i pamięć. Bergamotka pobudza ducha, a imbir działa wzmacniająco. Lawenda jest klasycznym zielem stymulującym sen, odświeża oraz relaksuje.” Mamy tu jeszcze jodłę balsamiczną, która działa kojąco i wzmacniająco. Taki balsam należy wetrzeć w okolice nosa, ust, skroni oraz w inne punkty pulsacyjne, aby mogły zadziałać olejki eteryczne. Balsam znajdziecie np. w Ecco Verde lub Notino.


Pukka Ziołowa herbata do snu – Night Time


Taką herbatkę najlepiej wypić tuż przed spaniem.

Herbata ziołowa idealna przed snem, kiedy męczy Cię niepokój i stres. Wyśmienicie koi nerwy i pomaga zapomnieć o troskach codziennego dnia, tym samym ułatwia zasypianie.
Zawiera kwiat owsa bogaty we flawonoidowy działające antyoksydacyjnie, zatem chronią przed przedwczesnym starzeniem się organizmu oraz oznakami stresu. Korzeń lukrecji polecany jest przy dolegliwościach żołądkowo-jelitowych, ponieważ za sprawą właściwości przeciwzapalnych reguluje pracę, a także regeneruje błony śluzowe, szczególnie przy zatruciu pokarmowym, wrzodów i zgagi.
Mieszanka zawiera również kozłek lekarski, zwany walerianą, który wykazuje działanie uspokajające i wyciszające. Nie brakuje również kwiatów lawendy o właściwościach relaksujących i usypiających. Dzięki tym składnikom herbata jest przydatna zwłaszcza w stanach łagodnego napięcia nerwowego oraz przy trudnościach w zasypianiu.

Herbatkę znajdziecie w Triny



Lawendowo-pomarańczowy roll-on


Jest to łagodny olejek ogólnie poprawiający nastrój o lekkim, kojącym armacie. Połączyłam tutaj moc lawendy z energetyzującym, dodającym uśmiechu i radości zapachem pomarańczy. Takim roll-onem delikatnie smarujemy nadgarstki i skórę za uszami i pozwalamy zapachom unosić się wokół nas! Dodam jeszcze, ze bazą olejku jest leciusieńki, tzw. suchy frakcjonowany olej kokosowy, który nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.

Składniki:

  • 10 ml frakcjonowanego oleju kokosowego
  • 10 kropelek olejku pomarańczowego
  • 10 kropelek olejku lawendowego

Składniki przelewamy do buteleczki z roll-onem (moją kupiłam na Allegro). Olejkiem smarujemy nadgarstki i skórę za uszami zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy ukoić zmysły. W tym, jak najbardziej, także przed snem.



Lawendowo-bergamotowy spray


Czyli lawendowa klasyka! Takim sprayem zraszamy sypialnię na chwilę przed snem lub zawsze wtedy, kiedy potrzebujemy się wyciszyć. Lawenda zacznie czynić swoją magię wokół nas, a dodatek bergamotki sprawi, że powróci nam dobry nastrój, a łóżko stanie się przytulną przyjemnością.

Mój spray zrobiłam w całości na wódce, a w niej niestety nie połączą się dokładnie olejki eteryczne. Trzeba będzie przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczką. Lepiej zadziała tutaj spirytus. Znam też sporo przepisów z użyciem wody, najlepiej destylowanej, w proporcjach pół na pół z alkoholem. Wtedy jednak nie dodawajcie na wszelki wypadek gałązki lawendy.

Składniki:

  • 100 ml wódki
  • 40 kropelek olejku lawendowego
  • 40 kropelek olejku bergamotowego
  • opcjonalnie na ozdobę gałązka lawendy

Do buteleczki z atomizerem wkładamy gałązkę i wlewamy olejki. Jak wspominałam powyżej, przed każdym użyciem należy sprayem wstrząsnąć.


Nasze dzisiejsze kosmetyki są ogólnie bardzo łagodne i bezpieczne, należy jednak się z nimi wstrzymać na wszelki wypadek w pierwszym trymestrze ciąży. Zarówno olejek, jak i spray wytrzymają bardzo długo, jeżeli zapewnimy odpowiednią higienę przy ich tworzeniu i przechowywaniu. Po dłuższym czasie mogą jednak ulotnić się olejki.


Kremowe ciasteczka kąpielowe

Co powiecie na pachnącą kąpiel, która zadziała jak łagodzący plaster na naszą zimową,wymagającą, szorstką i poszarzałą skórę? Jednocześnie ukoi zmysły i ciało. Bajka? Nie! Zrobimy dzisiaj bowiem świąteczne kremowe ciasteczka do kąpieli!

Przyznajcie, że wyglądają apetycznie! Bo nie tylko pierniczki można teraz tworzyć i dekorować! Takie kąpielowe ciasteczka tym bardziej!



Co to jest dokładnie? Po angielsku nazywają to bath melts czyli dodatki kąpielowe składające się z odżywczych masełek, które roztapiają się pod wpływem ciepła wody zamieniając kąpiel w prawdziwie odżywczy i aromaterapeutyczny zabieg! Są nośnikami olejków eterycznych oraz prawdziwą bombą nawilżająco-pielęgnacyjną.

Warto tylko uważać, aby nie dodawać do kąpieli za dużo takich dodatków, bo woda stanie się po prostu zbyt tłusta. Masełka w dużej ilości będą się osadzać na skórze i wannie, co nie jest przyjemne i ciężko potem siebie i tęże wannę domyć. Dodajemy więc naszych ciasteczek naprawdę nie dużo – na jedną kąpiel 1/4-1/3 takich krążków i cieszymy się kąpielą!



Ciasteczka są dwukolorowe, dzięki naturalnym składnikom, które same w sobie mają silne właściwości pielęgnacyjne. I tak – odżywczą kąpiel morską zapewni nam dodatek zielonej spiruliny! Tutaj wykorzystałam spirulinę Rosa. Panna Poranna, o której pisze twórczyni markie: Spirulina Platensis to szmaragdowozielona mikroalga, posiadająca wspaniałe właściwości. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Bogata w wiele cennych składników była ceniona już przez Rzymian. Obecnie nazywana jest „mlekiem Matki Ziemi” ze względu na bardzo duże stężenie kwasu  gamma-linolenowego (GLA). Jest także bogatym źródłem witamin z grupy B oraz witamin, A, E i minerałów potas, wapń, magnez, cynk, selen, fosfor.



Natomiast do tych pierniczkowo-ciemniejszych ciasteczek wykorzystałam czerwoną glinkę z Ecoflores, o której tak wyczytamy na stronie: swój kolor zawdzięcza dużej zawartości tlenku żelaza. Jest doskonałą propozycją dla osób borykających się  z pękającymi naczynkami krwionośnymi, trądzikiem różowatym czy wrażliwością skóry objawiającą się zaczerwieniem i rozszerzeniem naczynek.  Glinka czerwona ma właściwości oczyszczające, łagodzące i pielęgnacyjne. Doskonale usuwa ze skóry zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Jest polecana osobom o cerze wrażliwej ale również skłonnej do zanieczyszczeń. Sprawia, że skóra staje się gładka, oczyszczona i odświeżona.

Oczywiście w kąpieli nie będą to znaczące ilości pielęgnacyjne, ale zawsze warto o ten dodatkowy aspekt zadbać!

Dodam jeszcze, że moje ciasteczka mają relaksująco-energetyczny zapach, co oznacza, że po kąpieli z nimi wyjdziecie cudownie odświeżeni z przepełnionym radością umysłem! Znajduje się w nich bowiem olejek lawendowy i pomarańczowy! Pachną cudownie!



Kremowe ciasteczka kąpielowe


Składniki / na 12 sztuk (6 zielonych, 6 brązowych):

Warstwa brązowa z glinką

  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 1 łyżeczka czerwonej glinki / ok. 4 g (Ecoflores)
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej / ok. 5 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa zielona ze spiruliną

  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 1 łyżeczka spiruliny/ ok. 2 g (Rosa. Panna Poranna)
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej / ok. 5 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa biała

  • 150 g masła shea rafinowanego
  • 45 g wosku pszczelego bielonego
  • 2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej / ok. 10 g
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego
  • 60 kropelek olejku lawendowego

Opcjonalnie – cukrowe posypki do dekoracji. Moje Sprinkles Holly Mix i Gingerbread Boy marki Wilton.

Foremki silikonowe na muffinki.



Rozkładamy 12 foremek silikonowych. W zlewce lub ceramicznym kubeczku roztapiamy masło shea i wosk na warstwę brązową (w kąpieli wodnej lub mikrofali). Kiedy będą płynne, dosypujemy skrobię i glinkę, dolewamy olejek eteryczny i dokładnie mieszamy tak, aby nie było grudek. Przelewamy po równo do 6 foremek.

Tak samo robimy z warstwą zieloną – tylko zamiast glinki dodajemy spirulinę i rozlewamy do pozostałych foremek. Odkładamy je na 20 minut, aż lekko zastygną.

W między czasie roztapiamy masło shea i wosk na warstwę białą, dodajemy olejki eteryczne i skrobię, mieszamy i odkładamy do lodówki – musi lekko ostygnąć, aby nie rozpuścić kolorowych warstw. Będzie gotowe, kiedy od spodu zacznie lekko mętnieć, czyli zastygać. Można też leciutko je dotknąć – powinno mieć temperaturę pokojową.

Kiedy warstwy kolorowe lekko stwardnieją, nożykiem lub patyczkiem drewnianym rysujemy delikatnie na ich powierzchni kilka poziomych i pionowych linii. Dzięki temu dobrze połączą nam się z warstwą białą. Tę ostatnią wylewamy po równo do foremek i odstawiamy na godzinę do stwardnienia. Przed wyciągnięciem z foremek warto włożyć je na chwilę do lodówki.

Gotowe ciasteczka możemy ozdobić posypkami cukrowymi. Aby to zrobić podgrzewamy leciutko zapalniczką miejsce, które chcemy udekorować, aż masełka się roztopią, tworząc swoisty klej. Przykładamy w to miejsce posypkę i dociskamy. Po chwili będzie się dobrze trzymać.

Ciasteczka najlepiej podarować i przechowywać w szczelnym słoiku – dbamy o to, aby nie dostała się do nich w łazience wilgoć.

Do wanny z ciepłą wodą wrzucamy 1/3-1/4 takiego ciasteczka.



Na koniec same nasze tegoroczne pierniczki!


Warsztaty kosmetyków naturalnych online

Czasy się zmieniły. Wiemy o tym wszyscy dobrze. Długo liczyłam na to, że przestój w branży szybko się skończy. Że pandemia szybko się skończy. Wiosną czekałam jesieni. Latem tym bardziej. A jesienią znowu gruchnęło… i klops.

Bo musicie wiedzieć, że branża eventowa, której jestem częścią z moimi warsztatami kosmetyków naturalnych, ma się bardzo, ale to bardzo źle. Covidove obostrzenia i obawa przed zakażeniem uniemożliwiają spotkania wszelakie, a już zwłaszcza pracownicze czy promocyjne. Firm też zwyczajnie teraz na nie nie stać i w pierwszej kolejności oszczędzają na tego typu wydatkach. Nie ma wyjazdów integracyjnych, prawie nie ma spotkań pracowniczych, nie ma promocyjnych spotkań dla klientów w sklepach i galeriach, nie ma spotkań prasowych, nie ma pikników, festynów czy koncertów. A wszędzie tam właśnie było zapotrzebowanie na moje warsztaty.

Pojawiały się wcześniej pojedyncze zapytania o warsztaty online, ale byłam do nich do tej pory sceptycznie nastawiona. Bardzo bowiem wierzyłam, że siłą moich warsztatów i zapewnieniem ich odpowiedniej jakości, jest mój kontakt z grupą. Bezpośredni kontakt. Wyczucie energii grupy i dopasowanie się do niej. Płynięcie z jej prądem, balans na falach emocji uczestników. I oczywiście – mój ciągły nadzór nad efektami pracy – sprawdzanie konsystencji, zapachów, kolejności wykonywania czynności. To wszystko, co sprawia, że warsztaty stają się cudownym, pełnym zabawy i kreatywnej twórczości przeżyciem.

Końca pandemii jednak nie widać. Już słyszałam pogłoski o trzeciej fali. A funkcjonować trzeba…

Zdecydowałam się więc wyjść ze swej sprawdzonej strefy komfortu i zwyczajnie – dopasować. Okres świąteczny jest szczególnym czasem i na szczęście i branża eventowa to odczuła. Pojawiły się świąteczne realizacje spotkań gwiazdkowych, a w raz z tymi planami i do mnie zaczęły spływać zapytania.

I tak oficjalnie ogłaszam, że prowadzę warsztaty kosmetyków naturalnych online! Po 10 latach tradycyjnej działalności, dokładam do swojego portfolio także spotkania wirtualne. A co najważniejsze – i one wychodzą naprawdę dobrze!


Gotowe działa z ostatnich warsztatów – serniczki-babeczki do kąpieli, czekoladowe balsamy do ust i pierniczkowe peelingi do ciała.

Jak wygląda organizacja takich warsztatów?

Oferuję dwie możliwości. Pierwszą są warsztaty na podstawie składników typowo kuchennych czyli takich, w które każdy może się zaopatrzyć w pobliskich sklepach. Odpowiednio wcześniej wysyłam listę zakupów, a w czasie warsztatu pokazuję ogrom możliwości, jakie daje nam własna… kuchnia i jej codzienne wyposażenie.

Znacznie jednak większym zainteresowaniem cieszą się warsztaty, na które przygotowuję wcześniej każdemu uczestnikowi specjalną paczkę ze składnikami. I wtedy do dopiero zaczyna się zabawa! A u mnie – prawdziwy warsztat Mikołaja!

Takie pakunki muszę przygotować odpowiednio wcześniej. Zamawiam niezbędne półprodukty, kupuję składniki i opakowania, a potem pakuję wszystko, jak ten świstak w małe torebeczki, aby całość była jak najlepiej zabezpieczona przed podróżą. Następnie odbiera je kurier przysłany przez organizatora, a potem ten rozprowadza je do uczestników.

Wskazanego dnia o odpowiedniej godzinie łączę się przez wybraną platformę z moją grupą. Nadaję z mojej własnej kuchni, tam też zapraszam uczestników we własnych domach. Ale oczywiście możemy przygotować program, który nie będzie wymagał takiej obecności w kuchni. Niemniej jednak jest to najpraktyczniejsze miejsce, a i tworzy atmosferę ciepła i miłego spotkania. Potem działamy! Opowiadamy sobie i działamy. Tworzę każdy z kosmetyków razem z uczestnikami, aby mieli wgląd w każdą czynność i konsystencję. A następnie, na ile się da, każdy chwali się swoimi małymi dziełami.

Wiem, dobrze wiem, że standardowych warsztatów te onlinowe nie zastąpią. Że ta energia nigdy nie będzie taka sama. Ale cóż zrobić – korzystajmy z tego co mamy i cieszmy się przynajmniej takimi możliwościami!




Zapraszam na moją warsztatową stronę:

LiliGarden.pl

oraz po prostu – do zapytań mailowych na lilinatura@lilinatura.pl – chętnie odpowiem na wszystkie pytania i podeślę konkretne oferty!



Pachnące prezenty Orientana

Czasami ktoś tak zupełnie prywatnie prosi mnie o polecenie kosmetyków. Czegoś takiego, wiecie, co z czystym sumieniem mogę polecić bliskim nawet osobom. Wśród tych marek, które polecam, wymieniam wtedy Orientanę. Czemu?

Bo ufam tej marce. Znam ją od tak dawna, że sama już nie potrafię określić od kiedy. Sprzedawałam jej produkty w moim własnym sklepiku, wieki temu. Wiem więc, że jeśli postawicie na Orientanę, to się po prostu nie zawiedziecie. Zawsze będzie to dobry wybór. I dlatego zaprosiłam Orientanę do tegorocznych Świąt w Lili. Do mojej gwiazdkowej serii, w której polecam tylko to, co mnie samą zachwyca.

Jeśli więc poszukujecie pomysłu na wyjątkowy, pachnący prezent, spieszę z kilkoma szczególnymi rekomendacjami!



Zacznę jednak od samej marki. Bo czy wszyscy wiedzą, że wbrew pozorom Orientana jest marką polską? Polską, ale bazującą w swych kosmetykach na składnikach azjatyckich. To nim zawdzięcza swą wyjątkowość i cudowne zapachy.

Tworzymy kosmetyki naturalne z roślin azjatyckich, które od tysięcy lat są stosowane nie tylko w kosmetyce, ale przede wszystkim w medycynie naturalnej. Nie używamy w nich konwencjonalnych składników chemicznych rozpowszechnionych w kosmetykach ogólnie dostępnych na półkach w drogeriach.

W czasach tak trudnych, tak innych, kiedy sytuacja zatrzymała nas w domach i możemy tylko śnić o egzotycznych podróżach, mamy Orientanę. Sięgamy po kosmetyki, które otulają nas azjatyckimi zapachami i przenosimy się daleko, w kraje Orientu, w miejsca magiczne, pełne natury, aromatów i zapierających dech widoków.

Tak to właśnie jest z Orientaną.



Ale to nie wszystko. Bo najważniejsze jest jednak to, że te kosmetyki działają. Są inne, są pomysłowe, wprowadzają nas w świat zupełnie nieznanych składników, ale są też skuteczne, naturalne i łagodne.

Kiedy piszę ten tekst, co rusz podnoszę do nosa na przemian – masło do ciała o zapachu róży japońskiej i balsam do ust Coconut Energy o cudownie orzeźwiającym aromacie cytrusów. I wdycham, i nawdychać się nie mogę. Zapachy są hipnotyzujące, potrafią zaczarować, poprawić nastrój, zamienić tę szarugę za oknem w orientalną podróż! No, magia!



Ale do rzeczy! Orientana na Święta? Kosmetyki pod choinkę? Jak najbardziej!

Marka przygotowała specjalne zestawy prezentowe i to właśnie je najbardziej chciałabym Wam polecić. Jest och kilka, wszystkie dostępne są w sklepach z kosmetykami naturalnymi oraz oczywiście na stronie Orientany. My przyjrzymy się dzisiaj trzem z nich – zestawowi kojącemu, nawilżającemu i odmładzającemu.



Zestaw nawilżający

To ten, który zawiera to cudownie różowe masło o jakże intensywnym zapachu róży japońskiej, z ekstraktem z liczi! Zapachu, w którym można się tylko zakochać! Zapachu, który mi samej kojarzy się z wakacjami i pełnią szczęścia. Kosmetyk ma gęstą, aksamitna konsystencję i bogaty, pełen olejków i maseł skład.

W zestawie znajdziemy ponadto Naturalny tonik do twarzy róża japońska i pandan – o bardzo prostym, naturalnym składzie. Działa kojąco, normalizująco i wyciszająco. I znowuż – jak on wspaniale pachnie! Jakby otulała nas róża!

Do tego dochodzi Maska z naturalnego jedwabiu pod oczy Kaskaryla – nasączona biopeptydami i ekstraktem z kaskaryli. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, regenerujące i nawilżające. Maskę w kształcie litery C nakładamy tuż pod oczy, odczekujemy chwilę i cieszymy się z natychmiastowych efektów.



Zestaw odmładzający

Coś dla osób o cerze dojrzałej i suchej, ale też problematycznej czy trądzikowej. Zestaw oparty na jakże teraz modnym – śluzie ślimaka!

Koreanki kochają śluz ślimaka. Dlaczego? Ponieważ jest to unikalny składnik kosmetyczny, który pochodzi prosto z natury, jest niezwykle skuteczny i sprzyja zachowaniu nieskazitelnej skóry. Działa wszechstronnie dzięki bogactwu naturalnego kolagenu, elastyny, kwasu glikolowego, allantoiny i witamin. Perfekcyjny dla cery dojrzałej – potrafi ją widocznie odmłodzić. Doskonały do skóry suchej – dogłębnie ją nawilży. Skóra problematyczna i trądzikowa? Złagodzi podrażnienia i zniweluje blizny.



W zestawie znajdziemy Naturalny krem ze śluzem ślimaka zamknięty w eleganckim słoiczku. Marka obiecuje, że zawiera optymalną zawartością wysokoskoncentrowanego, najlepszej jakości, oczyszczonego śluzu ślimaka. Krem intensywnie regeneruje, ujędrnia, optymalnie i długotrwale nawilża każdy rodzaj cery. Zwiększa jej elastyczność, jędrność, wygładza zmarszczki.

W pudełeczku znajdzie się także Naturalny krem pod oczy ze śluzem ślimaka, przygotowany do efektywnej dbałości o delikatną skórę wokół oczu oraz Naturalny eliksir do paznokci i skórek ze śluzem ślimaka – zamknięty w tubce zakończonej aplikatorem w formie pisaka. Eliksir regeneruje i odżywia nasze paznokcie, dzięki czemu spokojnie możemy odpocząć od ich malowania, a wciąż cieszyć się pięknymi dłońmi.



Zestaw kojący

Zobaczcie najpierw, jaki ma piękny opis na stronie Orientany – Zestaw Kojący przeniesie Cię do zacienionych lasów Azji i ukoi Twoją skórę. Niekomfortowe uczucie przesuszenia czy pieczenia zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki a wszystkie zaczerwienienia wyraźnie się zmniejszą. Natychmiast poczujesz przyjemne ukojenie – jakbyś spod gorących promieni palącego słońca skryła się pod azjatyckie palmy.

Prawda, że ładnie? Zestaw oparty jest na dosyć nowych kosmetykach marki, zawierających tajemniczą roślinę kali musli. Pisałam Wam o tej serii już w Lili, TUTAJ. Bardzo wtedy polubiłam te produkty, zachęcam więc do zajrzenia do tamtego wpisu.



W zestawie znajdziemy Kojącą kurację Kali Musli do twarzy na noc i Peeling enzymatyczny Kali Musli. Kosmetyki idealne do wieczornej, wyciszającej pielęgnacji. Peeling jest na tyle łagodny, że sprawdzi się nawet przy problemach skórnych, przy cerze mocno podrażnionej, naczynkowej, wrażliwej i przesuszonej. Jest przy tym faktycznie skuteczny! Po zabiegu peelingiem i tonizowaniu skóry, nakładamy krem, a dokładniej – kurację kojącą na noc w formie kremowej emulsji bogatej w ekstrakty roślinne. Kosmetyk łagodzi podrażnienia skóry, regeneruje ją i ujędrnia oraz spowalnia proces jej starzenia się.

Zestaw uzupełnia Maska z naturalnego jedwabiu na twarz Granat i Zielona Herbata – nasączona biopeptydami, ekstraktem z granatu i zielonej herbaty. Działa łagodząco, rozświetlająco, ujędrniająco i nawilżająco. Specjalny jedwab doskonale przylega do twarzy i następuje równomierne wnikanie substancji aktywnych w skórę. Cały więc zestaw cudownie wpisuje się w spokojne, wieczorne domowe (ale azjatyckie!) SPA.



A na dodatek…

Jeszcze coś muszę Wam polecić! Coś, co można dołączyć do zestawów, ale także potraktować jako wspaniały prezent sam w sobie! Chodzi bowiem o kosmetyki Orientany, które, choć azjatyckie, tak cudownie wpisują się swymi aromatami w gwiazdkowy klimat!

Zaczynamy od jednego z najbardziej uroczych kosmetyków – cynamonowej babeczki, a w zasadzie – Naturalnego balsamu do ciała w kostce CYNAMON I PACZULA. Jak ona wygląda! Jakby można ją było zaraz schrupać ze smakiem! A jak pachnie obłędnie! Z pewnością spodoba się wielbicielom głębszych, intensywniejszych wschodnich aromatów, paczuli bowiem wybija nam tu się bardzo mocno. Jak używać takiej babeczki? Odrywamy kawałeczek, naprawdę nie dużo – masełka są bardzo wydajne, roztapiamy je za pomocą ciepła dłoni i rozsmarowujemy na wilgotnej jeszcze skórze po kąpieli. Jest idealna zwłaszcza zimą, kiedy potrzeba nam intensywnego odżywienia i regeneracji skóry.



Polecam też zestaw mini. Niewielki, ale taki, który ucieszy każdego! Zestaw do pielęgnacji ust – Naturalny balsam do ust Coconut Energy i Naturalny peeling do ust Sugarcane Energy. O nich także pisałam Wam niedawno w Lili – sprawdźcie TUTAJ. To nowiutkie produkty marki, zamknięte w pięknych, kolorowych opakowaniach. Ale to, co w nich lubię najbardziej, to ich zapach, o którym już tu wspominałam. Energetyzujący, orzeźwiający, soczysty, cytrusowy! A to właśnie cytrusów nam na Święta tak trzeba! I jakie przyjemne uczucie pozostawiają na ustach! Polecam wszystkim!


Wszystkie kosmetyki i zestawy znajdziecie na stronie Orientana.


I jeszcze jedna ważna, acz przyjemna informacja! Na Instagramie Orientany znajdziecie teraz Kalendarz Adwentowy! Codziennie marka otwiera nowe okienko z inną promocją! Polecam więc ciepło profil @orientana!



Wpis powstał w wyniku bardzo miłej współpracy z marką Orientana.

Czekoladowo-pomarańczowe mleczko do kąpieli

To jedne z tych pomysłów z cyklu o-jeju-jakie-to-proste, a jednocześnie o- -jeju-jakie-to-super! To jeden z tych pomysłów, które zrobicie sami w chwilkę, abo z dziećmi podczas zabawy, albo nawet dzieci mogą zrobić same dla swoich przyjaciół.

A jak już zrobicie to… znowuż – o jeju! Jaka to przyjemna czekoladowo-mleczna kąpiel o energetyzującym zapachu pomarańczy!

Takie bowiem połączenie mleka i kakao wraz z olejkiem morelowym ma cudowne właściwości pielęgnacyjne dla skóry. Odżywia ją, koi i regeneruje. Różowa sól himalajska, która tutaj wygląda jak małe landrynki, cudownie sprawdza się jako sól do kąpieli, a olejek pomarańczowy orzeźwia, koi nerwy i dodaje energii.

No, a poza tym, przyznajcie – czyż nie są to urocze świąteczne prezenty? A już na pewno – genialne umilacze okresu gwiazdkowych przygotowań 🙂


Czekoladowo-pomarańczowe mleczko do kąpieli


Składniki:

  • 200 g mleka w proszku
  • 30 g dobrego ciemnego kakao
  • 250 g różowej soli himalajskiej
  • 2 łyżki oleju z pestek moreli (lub innego ulubionego)
  • 40 kropelek olejku pomarańczowego

W misce mieszamy mleko w proszku z kakao, tak, aby było jak najmniej grudek. W osobnej miseczce mieszamy sól, olej i olejek pomarańczowy. Do czystego, szklanego pojemniczka (buteleczki, słoika) przekładamy obie mieszaniny – 2/3 pojemniczka mleka i 1/3 pojemnika soli.

Taka ilość wystarczy na 3-4 kąpiele. A także na 3 szklane buteleczki ze zdjęć, które znalazłam w sklepie Tedi. Spokojnie jednak możecie tutaj wykorzystać słoiczki na przykład po konfiturach lub pojemniczki kosmetyczne.

Kosmetyk może stać długo pod warunkiem, że do środka nie dostanie się wilgoć, a przygotowany został w higienicznych warunkach. Niemniej jednak polecam kierować się tutaj datą do spożycia mleka w proszku. Uprzedzam też, że nadmiar olejku z soli może lekko przenikać w mleczko, tworząc ciemniejsze jakby plamki, ale to nic nie szkodzi.

Przed użyciem można wymieszać sól z mleczkiem.


3 specjalne polecenia świąteczne

Wśród bardzo wielu propozycji prezentowych, tych które pojawiły się ostatnio w Lili i tych, które się jeszcze pojawią, mam dla Was trzy specjalne polecenia.

Do dwóch z tych poleceń przyczyniłam się bardzo aktywnie – tworząc grafikę dla marek, które tu prezentuję. Ale nie mogło też zabraknąć kalendarza-planera, na który zdecydowałam się w tym roku. Łatwo nie było, ale już go uwielbiam i z radością Wam pokazuję!

Zaczynamy właśnie od niego!


Kalendarz Les Beaux Jours / Rzeczownik



Pamiętacie, jak ostatnio pisałam Wam, że prawdopodobnie w tym roku nie ukażą się moje ulubione planery/kalendarze/terminarze od Dailylike? I jak mi przykro z tego powodu, bo już od dwóch lat te kalendarze towarzyszą mi na co dzień i uważam je za jedne z najlepszych pomocników mojej pracy. Cóż… nawet jeśli jednak się ukażą, to już trudno…

Zdecydowałam się bowiem ostatecznie na coś innego i cieszę się bardzo! Zaczynam właśnie mój nowiutki planner Les Beaux Jours (rozciąga się od grudnia, do grudnia) i zamierzam się po prostu szybciutko przestawić. I nawet jeśli wciąż myślę, że te Dailylike (które Wam pokazywałam w ostatnich latach) były najlepsze, to muszę zauważyć, że ten też jest całkiem całkiem!

A musiałam kupić, bo ja już dobrze znam realia i wiem doskonale, że jeżeli coś pojawia się w jednym z najpiękniejszych sklepów – w Rzeczowniku, to nie znaczy, że długo tam pobędzie. I tak – z tego co właśnie sprawdziłam, planerów identycznych do mojego już nie ma. Wciąż jednak są dostępne inne z serii Les Beaux Jours, a i właśnie pojawiły się kolejne piękne! Kolejne koreańskie, bo wszystkie te kalendarze, które podobają mi się najbardziej są właśnie koreańskie. Sprawdźcie sobie koniecznie w Rzeczowniku.

Muszę przy tej okazji pochwalić jeszcze mojego kochanego męża, który w zasadzie w tym samym czasie, w którym ja zamówiłam swój planer, zamówił dla mnie inny, w prezencie pod choinkę. Inny, ale również przepiękny. Musimy go niestety zwrócić, ale – jakie to miłe 🙂

Co do kalendarza Les Beaux Jours – ma te zalety, na których mi zależało – miękką oprawę, dzięki czemu rozkłada się na płasko, okładkę, w którą można coś włożyć, co miesiąc specjalne strony z całym miesiącem i sporo ładnych rysuneczków. Brakuje mu wolnej strony na notatki przy każdym tygodniu, jest ich za to sporo na końcu. Ach, ma jeszcze jeden mały ciekawy gadżecik – wymienne karteczki z poszczególnymi miesiącami do włożenia w okładkę.

No, śliczny jest, śliczny!

Kalendarz z Rzeczownika




Ave Melon o!figa


Kto uwielbia arbuzy i melony?? Komu przypominają cudowne, gorące lato?

Oto, całkiem niedawno wybuchła nam wręcz wakacyjnie kolejna nowość marki o!figa! Marki, dla której tworzę od samego początku oprawę graficzną. A i tym razem stworzyłam jej arbuzowo-melonowy wzór, etykietkę i kolaż produktowy.

A samo serum? O jeju! Jakie cudowne! Jak to pachnie! Pachnie tropikalnym latem! A to za sprawą absolutu frangipani. Magia!

Serum olejowe Ave Melon ma rewelacyjne właściwości antyoksydacyjne, ale również antybakteryjne. Sprawdzi się w pielęgnacji cer wrażliwych, problematycznych. Używamy kosmetyku na zwilżoną skórę lub w połączeniu z np. żelem hialuronowym lub aloesowym.

Stosuję serum od niedawna, co wieczór. Łączę go z kwasem hialuronowym, a na to nakładam jeszcze odrobinę kremu. I jestem zachwycona! Zapach jest wspaniały, ale nienachalny. Skóra go chłonie, a efekty są naprawdę widoczne.

O tym, jakie cudowne składniki w swoim nowym serum zawarła Patrycja, przeczytacie na stronie o!figa



Rosa. Panna Poranna



Kolejne kosmetyki, których nie mogę nie polecić! Bo i one to takie moje kolejne wychuchane dziecko!

Rosa. Panna Poranna – młodziutka marka, o której sporo w Lili, bo i dla niej działam intensywnie. Stworzyłam identyfikację, na bieżąco tworzę nowe etykietki i kolaże produktowe, a także zdjęcia i kolaże na Instagram, gdzie trzymam pieczę nad contentem wizualnym.

A że przy okazji wszystko mogę sobie wypróbować, wywąchać i się pozachwycać, to i Wam polecam Rosę, jako świeży pomysł na świąteczne podarunki!

Tym bardziej, że Monika, twórczyni marki, przygotowała specjalne zestawy prezentowe – wszystko znajdziecie na stronie PannaPoranna.pl

Ach, koniecznie wypróbujcie moje ulubione produkty marki – hydrolaty ze śliwki, dyni, gruszki, maliny i jaśminu! Wszystkie cudowne!


Facebook