KategorieNaturalna pielęgnacja

Jesienne nowości Rosy

Pamiętacie, że niedawno przejęłam Instagram Rosy? A dokładniej świeżutkiej marki Rosa. Panna Poranna. Chodźcie TUTAJ, do wpisu, o którym o tym pisałam. I koniecznie zajrzyjcie i polubcie profil Rosy – TUTAJ!

Tak się składa, że ostatnio Rosa wypuściła swoje jesienne nowości, a że zrobiłam im już pierwsze zdjęcia, a także przygotowałam im i etykiety i kolaże produktowe, pomyślałam, że to świetna okazja, aby Wam je tutaj zaprezentować.

Zobaczcie więc, jakie cudownie nastrojowe, jesienne produkty tu mamy!

Najwspanialsze, naprawdę – najlepsze, z jakimi miałam do tej pory kontakt hydrolaty ze śliwki, z gruszki i z dyni! Brzmi bardzo intrygująco, czyż nie? Sama byłam ich bardzo ciekawa. I okazało się, że przerosły oczekiwania. Kiedy tylko spryskuje się tymi mgiełkami twarz, obejmują nas słodkie, owocowe aromaty. Do zakochania! I do tej pory nie wiem, który najlepszy! Bo nawet ta dynia taka świetna, słodka jakby!

Wśród nowości znajdziecie także bardzo jesienne olejki – z pestek śliwek, z orzechów laskowych i nerkowca oraz skwalan z oliwek. Można więc spokojnie podążać z pielęgnacją zgodnie z naturalnym rytmem pór roku. Więcej o nowościach znajdziecie na stronie Rosy. Zajrzyjcie koniecznie!

A oto i one!


W roli głównej: SYLVECO Nagietkowa pianka myjąca do twarzy

To pierwsza z serii nowości, którymi zaskakuje nas ostatnio znana nam wszystkim marka Sylveco – Nagietkowa pianka myjąca do twarzy. Dzisiaj to jej przyjrzymy się lepiej, jest naszą małą gwiazdką. Będę Wam jednak co jakiś czas pokazywać kolejne z nowych kosmetyków marki. Po okresie stawiania na coraz to nowsze marki córki, tym razem w Sylveco szykuje się rewolucja prawdziwych perełek!



Zacznijmy od opisu kosmetyku na stronie marki:

Pianka do mycia twarzy zawiera bardzo łagodne środki myjące, które skutecznie oczyszczają i nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry.  Ekstrakt z nagietka lekarskiego (INCI: Calendula Officinalis Flower Extract), łagodzi podrażnienia, a dodatek kwasu mlekowego (INCI: Lactic Acid) gwarantuje utrzymanie fizjologicznego pH i równowagi bariery hydrolipidowej. W produkcie zastosowano cytrusowe olejki eteryczne, dzięki którym pianka posiada naturalny, świeży zapach.



Brzmi dobrze? To teraz napiszę Wam, że to jedna z najlepszych pianek myjących, jakie miałam!

Opakowana jest w praktyczną butelkę z pompką, z bardzo charakterystyczną dla Sylveco etykietką. No, nie da się jej pomylić! Ma idealną konsystencję gęstej chmurki, nie za lekkiej, takiej – w sam raz. A wręcz po prostu treściwej W trakcie mycia sprawia bardziej wrażenie delikatnej emulsji niż wodnistej piany. I to właśnie jest super, bo dzięki temu dokładnie oczyszcza!

A potem dochodzi ten zapach! Energetyczne połączenie cytryny, grejpfruta i bergamotki. No, jest moc! Cytrusowa, letnia moc, którą uwielbiam! Już sam ten zapach mnie kupił!

Pianka oparta jest na betainie kokamidopropylowej. Wiem, że części z Was może to przeszkadzać, bo ten łagodny detergent miewa ostatnio złą sławę – pojawią się bowiem osoby, na których skórę źle on wpływa. Nie da się jednak ukryć, że jest to jeden z najdelikatniejszych dostępnych łatwo na rynku detergentów. Sama chętnie go używam do tworzenia np. szamponów i tutaj też sprawdza mi się bardzo dobrze. Cóż, jak ze wszystkim – musicie same wypróbować, sprawdzić na sobie, dopasować do potrzeb własnej skóry.

Lubię więc, bardzo lubię tę piankę. Lubię jak orzeźwia mnie rano i jak łagodnie zmywa ze mnie cały dzień wieczorem. Uwielbiam ją za kojące nagietki i porządną dawkę olejków cytrusowych. Lubię za dobrą cenę, dużą pojemność i świetną wydajność. A najbardziej lubię za to, jak przyjmuje ją moja buzia, jak staje się miękka i czysta, nie ma w ogóle uczucia ściągnięcia, za to chętnie przyjmuje kolejne etapy pielęgnacji.

No, lubię ją, lubię.

Piankę znajdzie np. na stronie Sylveco.


Przejęłam Instagram Rosy

Kochani, spieszę donieść, że całkiem niedawno przejęłam pieczę nad wizerunkiem na Instagramie marki, którą już zapewne trochę znacie – Rosa. Panna Poranna!





Cieszę się tym bardzo, bo marka jest bliska mojemu sercu. Pewnie dobrze już wiecie, ale na wszelki wypadek przypomnę, że stworzyłam jej identyfikację i na bieżąco tworzę dalsze grafiki, etykiety na nowości, kolaże produktowe etc. Tym bardziej więc z radością czuwam nad przeniesieniem mojego zamysłu na to, jak odbieracie Rosę przez tak popularne medium, jakim stał się Instagram.

Jest więc ciepło i botanicznie. Jest energia poranka i ciepłe promienie zachodzącego słońca. Są kolaże, z którymi mogę poszaleć i są zdjęcia tych wyjątkowych produktów, które Rosa ma w swojej ofercie.

Koniecznie więc zajrzyjcie na Instagram i zostańcie z Rosą na dłużej!

>>> @rosa.pannaporanna


Zachęcam tez oczywiście do zajrzenia do mojego portfolio – Lili Creative oraz na stronę Rosy – PannaPoranna.pl

Zostawiam Was z opublikowanymi już zdjęciami i grafikami. Po nowe wpadnijcie na Instagram!



Na koniec zapraszam Was jeszcze ponownie na mój nieco bardziej służbowy Instagram – na Instagram Lili Creative z moimi grafikami i fragmentami sesji produktowych!

>>> @lilicreative.pl


Wiosna jesienią czyli bzy we wrześniu

Ja to nawet pokazywałam Wam te bzy wiosną, kiedy się tylko pojawiły. W którymś zbiorowy wpisie zdaje się. Ale tkwię, o jeju jakże ja tkwię wciąż w tym bzowym zauroczeniu! I doprawdy mało co poprawia mi nastrój tak ekspresowo, jak ta codzienna dawka bzowych uniesień. I znudzić mi się nie chce!

Musiałam Wam więc o tych bzach napisać specjalny wpis. Tym razem bzy rosną nam jesienią! Albo inaczej – nawet w nasze zimy i jesienie możemy w domu mieć wiosnę! I to jakże wybujałą!



A chodzi oczywiście o wiosenną serię kosmetyków YOPE! Sama marka pisze o niej tak ładnie:

Trzy nowe zapachy kosmetyków YOPE, to wspomnienie czułych chwil wiosny i lata, słonecznych dni z dzieciństwa. To zapach bzu i róży kwitnących w ogrodzie, soczysta woń zerwanych malin i kompotu z rabarbaru. Trzy zapachowe ikony, które każdy z nas bezbłędnie identyfikuje, ale przełamane nieoczywistą nutą w zgrabnych duetach: Bez i wanilia, Mandarynka i malina oraz Rabarbar i róża. Uwolnią pozytywną energię i będą Ci towarzyszyć przez cały dzień!

Seria kosmetyków Bez i wanilia to spełnienie marzeń wszystkich tych, dla których wyraziście uwodzący zapach bzu w połączeniu ze smakowitą, deserową nutą wanilii, przywodzi na myśl pierwsze ciepłe dni wiosny. Orzeźwiający zapachowy minibar pachnie Mandarynką i maliną. To tu soczysta słodycz maliny i świeżość mandarynki dodadzą Ci energii i witalności, jaką czujesz podczas słonecznych letnich poranków. O rozkosznych, leniwych popołudniach w ogrodzie przypomina słodko-wytrawny Rabarbar i róża.

I choć inne zapachy z tej serii nie kupiły mnie w pełni, za bzem totalnie przepadłam! I tak, przy umywalce stoi i wdzięczy się pięknie, bo równie pięknie wygląda – mydełko bzowe, a balsam do ciała regularnie migruje między łazienką i sypialnią. W zależności od potrzeb i nastroju.

Domyślam się, że markę już znacie. Ciężko jej nie znać, tak szybko i prężnie się rozwija i podbija kolejne sklepy. I zawsze zaskakuje! Niezwykłymi połączeniami zapachowymi, coraz to nowszymi produktami, niezwykłymi opakowaniami, kosmetykami dla dzieci, ciekawymi akcjami marketingowymi, a ostatnio choćby – automatami do ponownego uzupełniania butelek po zużytych kosmetykach. Brawo! A jeśli dodamy do tego łagodne formuły, przyjazne składniki i niezwykle praktyczne duże pojemności kosmetyków w pięknych opakowaniach, mamy markę, z którą warto się zaprzyjaźnić.



No i ten bez… Ja sama wprawdzie wanilii tam nie wyczuwam, ale może to ona właśnie tak dobrze podbija ten kwietny aromat? Pisząc ten tekst co chwilę wącham dłonie, choć już jakiś czas temu je myłam, ale zapach wciąż się wokół nich unosi. Tak samo w przypadku balsamu – wsmaruje się tego trochę w skórę, a bzy pozostają z nami na długo! Przy okazji oczywiście mamy nawilżoną, miękką skórę. Czegóż chcieć więcej?

Polecam Wam bzowe kosmetyki z całego serca. Teraz jesienią, którą jest taka cudowna. Potem zimą, choć zimowe aromaty cytrusowo-korzenne też uwielbiam. I w ten najgorszy czas – luty i marzec, kiedy tak bardzo potrzebujmy kwiatowego ukojenia. Aż w końcu, nareszcie, znowu okoliczne krzewy pokryją się tym rozkosznie pachnącym kwieciem!


Moje bzy kupuję w Rossmannie, ale znajdziecie je wszystkie na stronie YOPE.


Sesja produktowa Biolaven

Znacie już kosmetyki Biolaven? Jestem pewna, że przynajmniej je kojarzycie, prawda?

A jeśli jeszcze nie mieliście okazji ich wypróbować, to może teraz się skusicie. Wyobraźcie sobie zapach świeżo zrywanych winogron, takich naszych, wiejskich, prosto z płotu. Tych ciemnofioletowych o cudownie słodkim miąższu i kwaśnej skórce. Tak właśnie pachną te kosmetyki! Cudnie!

Niosą ze sobą moc winogron i lawendy. Dla mnie są więc kosmetykami końca lata, mojej ulubionej pory. Kiedy więc potrzebuję się przenieść w te nasze ukochane sierpnie i wrześnie, sięgam po Biolaven!



Biolaven jest jedną z marek z oferty Sylveco. Oferuje kosmetyki do twarzy i ciała. Wszystkie cechują się tym, że są bardzo łagodne, mają proste naturalne składy, w których króluje olej z pestek winogron i olejek lawendowy i wszystkie pachną winogronami. Zawsze trochę brakuje mi tego lawendowego aromatu, ale i zapach winogron można pokochać.

Cała seria wygląda, jak prowansalskie kosmetyki. Opakowania tworzą taki właśnie klimat w łazience, co osobiście także bardzo lubię.

To co, skusicie się? Znajdziecie wszystkie na stronie SYLVECO!


Dla marki zrobiłam ostatnio kreatywną sesję produktową, której fragmenty Wam tutaj załączam.


I oczywiście, jak zawsze, serdecznie zapraszam do mojego portfolio:

>> LILI CREATIVE <<

A także na mój graficzno-fotograficzny profil na >> Instagramie!


Portfolio: Morskie Historie dla Rosa. Panna Poranna

Mam coś dla tych wszystkich, którym nie dane było w tym roku dotrzeć nad morze! A jeśli spędziliście cudownie czas na którejś z plaż, to mam też sposób, jak to morze zaprosić do własnej łazienki!

Dzisiaj chciałabym bowiem zaprezentować Wam nową serię produktów Rosa. Panna Poranna – Morskie Historię! Serię, która została opatrzona w moją grafikę – począwszy od identyfikacji marki, a skończywszy na tym, co tak pięknie wygląda w łazienkach – na etykietkach!


Więcej moich prac, a także pozostałe grafiki dla Rosy znajdziecie w moim portfolio:

>> LILI CREATIVE <<<

Zajrzyjcie koniecznie!



Przyznam, że te morskie etykietki najbardziej przypadły mi do serca! Znajdziecie na nich rośliny i żyjątka morskie wyciągnięte wprost z dawnych rycin. No, uwielbiam je! Choć nie wiem, czy tak można uwielbiać własne pomysły 😀


Dobra, tymczasem wracamy nad nasze niezwykłe morze!

W serii docelowo będą 4 produkty, na jeden więc musimy jeszcze chwilę zaczekać. Myślę, że bardzo Wam się spodoba – wiem co to będzie, bo grafikę już ma. Pozostawię Was jednak w niepewności!

Dostępne na stronie Rosy są już – olej algowy czyli macerat spiruliny w oleju słonecznikowym, czystą spirulinę i to, co pokochałam od pierwszego spojrzenia – peeling bursztynowy! Bursztyny! Prawdziwy pyłek z bursztynów z naszego morza. No, jakby złoto zamknięte w małym słoiczku!



Zacytuję Wam na początek kilka słów o samych produktach, które pochodzą ze strony Rosy.

Peeling bursztynowy pochodzi z bursztynów z Morza Bałtyckiego wyłowionych na polskich plażach. Jest niezwykle luksusowym surowcem. Nazywany złotem Bałtyku ma wiele dobroczynnych właściwości na ciało i duszę. Litoterapeuci uważają, że bursztyn ma działanie uspokajające i dodające twórczej energii. W kosmetyce naturalnej pomaga w regeneracji naskórka, dodaje energii, poprawia koloryt oraz zdolności immunologiczne, ukrwienie i dotlenienie skóry.

Spirulina Platensis to szmaragdowozielona mikroalga, posiadająca wspaniałe właściwości. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Bogata w wiele cennych składników była ceniona już przez Rzymian. Obecnie nazywana jest „mlekiem Matki Ziemi” ze względu na bardzo duże stężenie kwasu  gamma-linolenowego (GLA).

Jest także bogatym źródłem protein, witamin z grupy B oraz witamin, A, E, aminokwasów, kwasów tłuszczowych: kwas gamma-linolenowy (GLA), minerałów (potas, wapń, magnez, cynk, selen, fosfor), kompleksów cukrowych i enzymów.

Spirulina ma właściwości regeneracyjne, nawilżające, wzmacniające naczynia krwionośne i zmniejszające rumień, łagodzące stany zapalne, poprawiające koloryt skóry, wspomagające gojenie.


Olej algowy powstaje poprzez macerowanie alg spirulina platensis w tłoczonym na zimno delikatnym oleju z nasion słonecznika. Algi są bardzo dobrym surowcem do modelowanie sylwetki. Rozbiją tkankę tłuszczową, poprawiają krążenie krwi i limfy. Działają napinająco i ujędrniająco na naskórek. Mają działanie przeciwzmarszczkowe i odżywcze. Olej algowy stosuje się do masażu skóry mało elastycznej, z cellulitem, słabo nawilżonej.



Kochani, z tych właśnie trzech cudownych składników możemy sobie wyczarować prawdziwie luksusową morską pielęgnację!

Monika, twórczyni Rosy, motywuje nas do pewnej zabawy pielęgnacyjnej. Do tego, abyśmy same komponowały spoje kosmetyki i rytuały według aktualnych potrzeb i ochoty. Tak dobiera swoje produkty, żeby one mogły się wzajemnie uzupełniać. Siebie wzajemnie lub inne, tradycyjne kosmetyki! I tak pyłek bursztynowy możemy wymieszać z odrobiną oleju algowego, ale równie dobrze sprawdzi się, jeśli dodamy go do codziennej porcji żelu do mycia twarzy lub odżywczej maseczki. Spirulinę możemy mieszać doprawdy z mnóstwem rzeczy – z olejami, z jogurtem, z miodem, z glinkami czy właśnie także – z gotowymi maskami czy kremami, które posiadamy. Trzeba po prostu uruchomić wyobraźnię!



Ja sama proponuję Wam mój pomysł na morski zabieg odżywczy! Jest to autorski cudowny rytuał, który bardzo polecam! A do tego oczywiście – jakże prosty!

KROK I – złoty peeling bursztynowy! W zagłębieniu dłoni mieszamy mniej więcej płaską łyżeczkę bursztynowego pyłku i tyle samo oleju algowego. Powstaje coś wspaniałego! Bursztynowo pomarańczowa mikstura, jakby faktycznie płynne złoto, które niesie ze sobą echo morskich historii! Tęże miksturą masujemy oczyszczoną, wilgotną buzię przez dobrych kilka minut. Spokojnie, łagodnymi ruchami. Niech ten masaż przyniesie nam ukojenie, a bursztyn uruchomi swe bursztynowe moce! Całość można pozostawić na buzi na kolejne 3 minutki, a potem spłukujemy skórę chłodną wodą.



KROK II – potwór z morskich głębin! A dokładniej – zielona algowa maseczka! Postanowiłam połączyć czystą spirulinę z gotową morską maseczką – kolagenową maską Cafe Mimi z ekstraktami z alg – morszczynu i listownicy (dokładnie ). Mieszam w dłoni płaską łyżeczkę spiruliny ze standardową ilością maski, aż powstaje zielona papka, którą rozsmarowuję na twarzy. Pozostawiam ją na 15-20 minut i zmywam. Spryskuję jeszcze twarz hydrolatem jabłkowym i nakładam krem lekko koloryzujący Cosnature (taki typu BB). I jest, oj jest, to uczucie „och-ach”, kiedy to nie możesz przestać dotykać skóry, taka jest miękka i przyjemna!

Jestem pewna, że w miarę poznawania produktów Rosy, sami odkryjecie swoje na nie sposoby. Stworzycie własne rytuały. Będzie odkrywać każdy z tych jakże prostych kosmetyków wciąż na nowo.

I to jest super!

Wszystkie produkty Rosy znajdziecie na stronie PannaPoranna.pl


Facebook