KategorieNaturalna pielęgnacja

Przejęłam Instagram Rosy

Kochani, spieszę donieść, że całkiem niedawno przejęłam pieczę nad wizerunkiem na Instagramie marki, którą już zapewne trochę znacie – Rosa. Panna Poranna!





Cieszę się tym bardzo, bo marka jest bliska mojemu sercu. Pewnie dobrze już wiecie, ale na wszelki wypadek przypomnę, że stworzyłam jej identyfikację i na bieżąco tworzę dalsze grafiki, etykiety na nowości, kolaże produktowe etc. Tym bardziej więc z radością czuwam nad przeniesieniem mojego zamysłu na to, jak odbieracie Rosę przez tak popularne medium, jakim stał się Instagram.

Jest więc ciepło i botanicznie. Jest energia poranka i ciepłe promienie zachodzącego słońca. Są kolaże, z którymi mogę poszaleć i są zdjęcia tych wyjątkowych produktów, które Rosa ma w swojej ofercie.

Koniecznie więc zajrzyjcie na Instagram i zostańcie z Rosą na dłużej!

>>> @rosa.pannaporanna


Zachęcam tez oczywiście do zajrzenia do mojego portfolio – Lili Creative oraz na stronę Rosy – PannaPoranna.pl

Zostawiam Was z opublikowanymi już zdjęciami i grafikami. Po nowe wpadnijcie na Instagram!



Na koniec zapraszam Was jeszcze ponownie na mój nieco bardziej służbowy Instagram – na Instagram Lili Creative z moimi grafikami i fragmentami sesji produktowych!

>>> @lilicreative.pl


Wiosna jesienią czyli bzy we wrześniu

Ja to nawet pokazywałam Wam te bzy wiosną, kiedy się tylko pojawiły. W którymś zbiorowy wpisie zdaje się. Ale tkwię, o jeju jakże ja tkwię wciąż w tym bzowym zauroczeniu! I doprawdy mało co poprawia mi nastrój tak ekspresowo, jak ta codzienna dawka bzowych uniesień. I znudzić mi się nie chce!

Musiałam Wam więc o tych bzach napisać specjalny wpis. Tym razem bzy rosną nam jesienią! Albo inaczej – nawet w nasze zimy i jesienie możemy w domu mieć wiosnę! I to jakże wybujałą!



A chodzi oczywiście o wiosenną serię kosmetyków YOPE! Sama marka pisze o niej tak ładnie:

Trzy nowe zapachy kosmetyków YOPE, to wspomnienie czułych chwil wiosny i lata, słonecznych dni z dzieciństwa. To zapach bzu i róży kwitnących w ogrodzie, soczysta woń zerwanych malin i kompotu z rabarbaru. Trzy zapachowe ikony, które każdy z nas bezbłędnie identyfikuje, ale przełamane nieoczywistą nutą w zgrabnych duetach: Bez i wanilia, Mandarynka i malina oraz Rabarbar i róża. Uwolnią pozytywną energię i będą Ci towarzyszyć przez cały dzień!

Seria kosmetyków Bez i wanilia to spełnienie marzeń wszystkich tych, dla których wyraziście uwodzący zapach bzu w połączeniu ze smakowitą, deserową nutą wanilii, przywodzi na myśl pierwsze ciepłe dni wiosny. Orzeźwiający zapachowy minibar pachnie Mandarynką i maliną. To tu soczysta słodycz maliny i świeżość mandarynki dodadzą Ci energii i witalności, jaką czujesz podczas słonecznych letnich poranków. O rozkosznych, leniwych popołudniach w ogrodzie przypomina słodko-wytrawny Rabarbar i róża.

I choć inne zapachy z tej serii nie kupiły mnie w pełni, za bzem totalnie przepadłam! I tak, przy umywalce stoi i wdzięczy się pięknie, bo równie pięknie wygląda – mydełko bzowe, a balsam do ciała regularnie migruje między łazienką i sypialnią. W zależności od potrzeb i nastroju.

Domyślam się, że markę już znacie. Ciężko jej nie znać, tak szybko i prężnie się rozwija i podbija kolejne sklepy. I zawsze zaskakuje! Niezwykłymi połączeniami zapachowymi, coraz to nowszymi produktami, niezwykłymi opakowaniami, kosmetykami dla dzieci, ciekawymi akcjami marketingowymi, a ostatnio choćby – automatami do ponownego uzupełniania butelek po zużytych kosmetykach. Brawo! A jeśli dodamy do tego łagodne formuły, przyjazne składniki i niezwykle praktyczne duże pojemności kosmetyków w pięknych opakowaniach, mamy markę, z którą warto się zaprzyjaźnić.



No i ten bez… Ja sama wprawdzie wanilii tam nie wyczuwam, ale może to ona właśnie tak dobrze podbija ten kwietny aromat? Pisząc ten tekst co chwilę wącham dłonie, choć już jakiś czas temu je myłam, ale zapach wciąż się wokół nich unosi. Tak samo w przypadku balsamu – wsmaruje się tego trochę w skórę, a bzy pozostają z nami na długo! Przy okazji oczywiście mamy nawilżoną, miękką skórę. Czegóż chcieć więcej?

Polecam Wam bzowe kosmetyki z całego serca. Teraz jesienią, którą jest taka cudowna. Potem zimą, choć zimowe aromaty cytrusowo-korzenne też uwielbiam. I w ten najgorszy czas – luty i marzec, kiedy tak bardzo potrzebujmy kwiatowego ukojenia. Aż w końcu, nareszcie, znowu okoliczne krzewy pokryją się tym rozkosznie pachnącym kwieciem!


Moje bzy kupuję w Rossmannie, ale znajdziecie je wszystkie na stronie YOPE.


Sesja produktowa Biolaven

Znacie już kosmetyki Biolaven? Jestem pewna, że przynajmniej je kojarzycie, prawda?

A jeśli jeszcze nie mieliście okazji ich wypróbować, to może teraz się skusicie. Wyobraźcie sobie zapach świeżo zrywanych winogron, takich naszych, wiejskich, prosto z płotu. Tych ciemnofioletowych o cudownie słodkim miąższu i kwaśnej skórce. Tak właśnie pachną te kosmetyki! Cudnie!

Niosą ze sobą moc winogron i lawendy. Dla mnie są więc kosmetykami końca lata, mojej ulubionej pory. Kiedy więc potrzebuję się przenieść w te nasze ukochane sierpnie i wrześnie, sięgam po Biolaven!



Biolaven jest jedną z marek z oferty Sylveco. Oferuje kosmetyki do twarzy i ciała. Wszystkie cechują się tym, że są bardzo łagodne, mają proste naturalne składy, w których króluje olej z pestek winogron i olejek lawendowy i wszystkie pachną winogronami. Zawsze trochę brakuje mi tego lawendowego aromatu, ale i zapach winogron można pokochać.

Cała seria wygląda, jak prowansalskie kosmetyki. Opakowania tworzą taki właśnie klimat w łazience, co osobiście także bardzo lubię.

To co, skusicie się? Znajdziecie wszystkie na stronie SYLVECO!


Dla marki zrobiłam ostatnio kreatywną sesję produktową, której fragmenty Wam tutaj załączam.


I oczywiście, jak zawsze, serdecznie zapraszam do mojego portfolio:

>> LILI CREATIVE <<

A także na mój graficzno-fotograficzny profil na >> Instagramie!


Portfolio: Morskie Historie dla Rosa. Panna Poranna

Mam coś dla tych wszystkich, którym nie dane było w tym roku dotrzeć nad morze! A jeśli spędziliście cudownie czas na którejś z plaż, to mam też sposób, jak to morze zaprosić do własnej łazienki!

Dzisiaj chciałabym bowiem zaprezentować Wam nową serię produktów Rosa. Panna Poranna – Morskie Historię! Serię, która została opatrzona w moją grafikę – począwszy od identyfikacji marki, a skończywszy na tym, co tak pięknie wygląda w łazienkach – na etykietkach!


Więcej moich prac, a także pozostałe grafiki dla Rosy znajdziecie w moim portfolio:

>> LILI CREATIVE <<<

Zajrzyjcie koniecznie!



Przyznam, że te morskie etykietki najbardziej przypadły mi do serca! Znajdziecie na nich rośliny i żyjątka morskie wyciągnięte wprost z dawnych rycin. No, uwielbiam je! Choć nie wiem, czy tak można uwielbiać własne pomysły 😀


Dobra, tymczasem wracamy nad nasze niezwykłe morze!

W serii docelowo będą 4 produkty, na jeden więc musimy jeszcze chwilę zaczekać. Myślę, że bardzo Wam się spodoba – wiem co to będzie, bo grafikę już ma. Pozostawię Was jednak w niepewności!

Dostępne na stronie Rosy są już – olej algowy czyli macerat spiruliny w oleju słonecznikowym, czystą spirulinę i to, co pokochałam od pierwszego spojrzenia – peeling bursztynowy! Bursztyny! Prawdziwy pyłek z bursztynów z naszego morza. No, jakby złoto zamknięte w małym słoiczku!



Zacytuję Wam na początek kilka słów o samych produktach, które pochodzą ze strony Rosy.

Peeling bursztynowy pochodzi z bursztynów z Morza Bałtyckiego wyłowionych na polskich plażach. Jest niezwykle luksusowym surowcem. Nazywany złotem Bałtyku ma wiele dobroczynnych właściwości na ciało i duszę. Litoterapeuci uważają, że bursztyn ma działanie uspokajające i dodające twórczej energii. W kosmetyce naturalnej pomaga w regeneracji naskórka, dodaje energii, poprawia koloryt oraz zdolności immunologiczne, ukrwienie i dotlenienie skóry.

Spirulina Platensis to szmaragdowozielona mikroalga, posiadająca wspaniałe właściwości. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Bogata w wiele cennych składników była ceniona już przez Rzymian. Obecnie nazywana jest „mlekiem Matki Ziemi” ze względu na bardzo duże stężenie kwasu  gamma-linolenowego (GLA).

Jest także bogatym źródłem protein, witamin z grupy B oraz witamin, A, E, aminokwasów, kwasów tłuszczowych: kwas gamma-linolenowy (GLA), minerałów (potas, wapń, magnez, cynk, selen, fosfor), kompleksów cukrowych i enzymów.

Spirulina ma właściwości regeneracyjne, nawilżające, wzmacniające naczynia krwionośne i zmniejszające rumień, łagodzące stany zapalne, poprawiające koloryt skóry, wspomagające gojenie.


Olej algowy powstaje poprzez macerowanie alg spirulina platensis w tłoczonym na zimno delikatnym oleju z nasion słonecznika. Algi są bardzo dobrym surowcem do modelowanie sylwetki. Rozbiją tkankę tłuszczową, poprawiają krążenie krwi i limfy. Działają napinająco i ujędrniająco na naskórek. Mają działanie przeciwzmarszczkowe i odżywcze. Olej algowy stosuje się do masażu skóry mało elastycznej, z cellulitem, słabo nawilżonej.



Kochani, z tych właśnie trzech cudownych składników możemy sobie wyczarować prawdziwie luksusową morską pielęgnację!

Monika, twórczyni Rosy, motywuje nas do pewnej zabawy pielęgnacyjnej. Do tego, abyśmy same komponowały spoje kosmetyki i rytuały według aktualnych potrzeb i ochoty. Tak dobiera swoje produkty, żeby one mogły się wzajemnie uzupełniać. Siebie wzajemnie lub inne, tradycyjne kosmetyki! I tak pyłek bursztynowy możemy wymieszać z odrobiną oleju algowego, ale równie dobrze sprawdzi się, jeśli dodamy go do codziennej porcji żelu do mycia twarzy lub odżywczej maseczki. Spirulinę możemy mieszać doprawdy z mnóstwem rzeczy – z olejami, z jogurtem, z miodem, z glinkami czy właśnie także – z gotowymi maskami czy kremami, które posiadamy. Trzeba po prostu uruchomić wyobraźnię!



Ja sama proponuję Wam mój pomysł na morski zabieg odżywczy! Jest to autorski cudowny rytuał, który bardzo polecam! A do tego oczywiście – jakże prosty!

KROK I – złoty peeling bursztynowy! W zagłębieniu dłoni mieszamy mniej więcej płaską łyżeczkę bursztynowego pyłku i tyle samo oleju algowego. Powstaje coś wspaniałego! Bursztynowo pomarańczowa mikstura, jakby faktycznie płynne złoto, które niesie ze sobą echo morskich historii! Tęże miksturą masujemy oczyszczoną, wilgotną buzię przez dobrych kilka minut. Spokojnie, łagodnymi ruchami. Niech ten masaż przyniesie nam ukojenie, a bursztyn uruchomi swe bursztynowe moce! Całość można pozostawić na buzi na kolejne 3 minutki, a potem spłukujemy skórę chłodną wodą.



KROK II – potwór z morskich głębin! A dokładniej – zielona algowa maseczka! Postanowiłam połączyć czystą spirulinę z gotową morską maseczką – kolagenową maską Cafe Mimi z ekstraktami z alg – morszczynu i listownicy (dokładnie ). Mieszam w dłoni płaską łyżeczkę spiruliny ze standardową ilością maski, aż powstaje zielona papka, którą rozsmarowuję na twarzy. Pozostawiam ją na 15-20 minut i zmywam. Spryskuję jeszcze twarz hydrolatem jabłkowym i nakładam krem lekko koloryzujący Cosnature (taki typu BB). I jest, oj jest, to uczucie „och-ach”, kiedy to nie możesz przestać dotykać skóry, taka jest miękka i przyjemna!

Jestem pewna, że w miarę poznawania produktów Rosy, sami odkryjecie swoje na nie sposoby. Stworzycie własne rytuały. Będzie odkrywać każdy z tych jakże prostych kosmetyków wciąż na nowo.

I to jest super!

Wszystkie produkty Rosy znajdziecie na stronie PannaPoranna.pl


Letni olejek uspokajający czyli ogrodowy balsam dla duszy

Oto i kolejny sposób na zatrzymanie lata!

Przez te kilka lat pokazywałam Wam już podobne olejki. Maceraty tworzę sobie od dawna, na różne potrzeby. Tym razem jednak zainspirował mnie mój własny ogród i postanowiłam stworzyć taką letnią wersję kojącego balsamu dla duszy!

Powstał olejek o cudownym zapachu. Lekko lawendowym, ale ze świeżą ziołową nutą. I doprawdy mam wrażenie, jakby wtopiło się w niego lato! Już samo to powinno podziałać na Was kojąco, kiedy nadejdą jesienie i zimy.



Niemniej jednak w głównej mierze chodzi tutaj o kojące i uspokajające działanie olejków eterycznych – tych, które do olejku dodałam i tych, które on sam sobie wyciągnął z roślin. Olejek pomaga wyłączyć się ze stresujących sytuacji, łagodzi zmęczony umysł, pozwala uspokoić się i zasnąć, jednocześnie dodając witalnej energii. Po prostu – balsam dla duszy!

Do tego zapach ma tak uniwersalny, że z pewnością polubią go i panowie i panie. Jeżeli więc tęsknicie za spokojnymi wieczorami i spokojnym snem, zróbcie go koniecznie. W wersji dla najmniejszych maluszków polecam pozostać jedynie przy lawendzie. Starszym dzieciom możemy już nasz olejek aplikować w czasie trudniejszych dni czy niespokojnych nocy.

Idealnym pojemniczkiem na olejek jest szklana butelka z roll-onem. Nie stosujemy go bowiem dużo. Jest bardzo intensywny i wydajny. Wystarczy wmasować kilka kropel (lub takie roll-onowe maźnięcie) w nadgarstki lub odrobinę za uszy – jak perfumy. Zapach i zawarte w nim olejki eteryczne będą się wokół nas unosić i rozpoczną swoją kojącą magię.



Letni olejek uspokajający czy ogrodowy balsam dla duszy


Mój olejek zrobiłam od razu w buteleczce z roll-onem – po pierwsze dlatego, że ładnie prezentuje się wtedy na zdjęciach, po drugie – można wtedy stosować olejek już podczas macerowania, co przydało mi się kilak razy. Polecam jednak wybrać po prostu słoik – jest znacznie praktyczniejszy. Zwłaszcza, że olejek tak czy siak, trzeba po dwóch tygodniach zlać, przecedzić i wlać do finalnej buteleczki. Dzięki temu nie zepsuje się za szybko i spokojnie wykorzystamy go w zimowe trudne wieczory.

W przypadku naszego olejku proporcje oleju do świeżych roślin, które tu wykorzystujemy powinny być 1:1. Rośliny muszą swobodnie pływać w oleju i być dokładnie nim zakryte. Pamiętamy też, że taką buteleczką lub słojem codziennie wstrząsamy, aby mieć pewność, że olej obleka każdą z roślin i nie narażamy jej na zepsucie.

Do mojego olejku zebrałam kwiaty lawendy, gałązki tymianku, kwiaty macierzanki i zwieńczyłam całość kwiatem czarnuszki. Możecie mieszać te roślinki w dowolny sposób. Warto też dodać igły rozmarynu, który świetnie rozjaśnia umysł i wzmaga koncentrację.

Jako bazę olejową wybrałam tym razem frakcjonowany olej kokosowy, ze względu na to, że praktycznie od razu się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy – jest to tzw. olejek suchy. Z łatwiej dostępnych olejów najlepiej sięgnąć po olej słonecznikowy lub z pestek winogron.



Suche rośliny zalewamy podgrzanym do około 40 stopni olejem – jak wspominałam powyżej w proporcji 1:1 . Dzięki temu mamy większą pewność, że rośliny nam się w trakcie macerowania nie zepsują, zachowując jednocześnie ich olejki eteryczne, które ulatniają się w wysokiej temperaturze. Olejek odstawiamy na dwa tygodnie, codziennie nim wstrząsając. Po tym czasie przecedzamy go przez gazę lub ręcznik papierowy i przelewamy do buteleczki z roll-onem.

Do buteleczki, która ma 60 ml dolewamy 30 kropelek olejku lawendowego i 10 kropelek olejku neroli – z kwiatów gorzkiej pomarańczy i ponownie odstawiamy całość na jeden, a najlepiej na kilka dni. Jeżeli Wasze buteleczki będą miały inna pojemność, najlepiej zapamiętać, że na każde 5 ml oleju dodajemy około 3 kropelki olejku eterycznego. Olejek lawendowy jest łatwo dostępny, jeżeli macie trudności ze znalezieniem olejkiem neroli, możecie pozostać przy samej lawendzie lub dodać do niej olejek geranium lub bergamotkowy.

Po więcej informacji na temat tworzenia maceratów odsyłam Was na blog Ziołowej Wyspy – znajdziecie tam masę ciekawych i praktycznych porad.

Olejek stosujemy, jak opisywałam powyżej tj. kilka kropel lub maźnięcie roll-onem na nadgarstki lub za uszy. Według potrzeby – kiedy czujemy się znużeni, zestresowani, niespokojni. Kiedy nie możemy zasnąć lub mamy niespokojny sen. Kiedy potrzeba nam lata.

Olejek przechowujemy w suchym i ciemnym miejscu, ale wciąż pod ręką. Byłoby idealnie aby roll-on był z ciemnego szkła.

Ach, może jeszcze dodam na wszelki wypadek, że te kwiaty i roślinki wyglądają tak ładnie i kolorowo w olejku tylko na początku. Potem tracą barwę, ale wypełniają olejek swoimi właściwościami!


Nowe w portfolio: Rosa. Panna Poranna

Cieszę się bardzo, bo w końcu mogę Wam zaprezentować projekt, nad którym pracowałam ostatnie kilka miesięcy. Poznajcie nową markę – Rosa. Panna Poranna.

Markę Moniki, którą być może znacie z bloga Wielki Kufer. Markę, która, choć nie moja, jest mi już tak bliska i trzymam mocno kciuki za jej wspaniały rozwój!



Zacznę jednak od tego, że zapraszam serdecznie do całego mojego portfolio na:

>>> LILI CREATIVE <<<


Dla Rosy stworzyłam identyfikację wizualną, prowadziłam też szeroki konsulting przy tworzeniu marki. Stworzyłam etykiety i kolaże produktowe dla wszystkich kosmetyków w ofercie – tych, które już są dostępne i zupełnie nowej serii, która swoją premierę będzie miała już w sierpniu. Będą to naprawdę świetne produkty, które pokażę Wam później!

Tymczasem w ofercie marki znajdziecie pełne wiosenno-letniej energii oleje i hydrolaty z zaskakujących owoców i kwiatów. Są też glinki, sok z aloesu, peelingi z pestek i kwas hialuronowy. Czyli składniki do stworzenia w pełni naturalnej, tak zwanej – prostej pielęgnacji. Albo do jej codziennego uzupełnienia.

Monika tak opisała swoją Rosę:

Rosa to boginka piękna, która uwielbia otaczać się tym co naturalne. To Panna Poranna, która spaceruje skoro świt wśród sadów, łąk i lasów w poszukiwaniu naturalnych składników do pielęgnacji twarzy i ciała. Uwielbia prostotę i nie uznaje kompromisów. Dlatego jej produkty są wysokiej jakości i wytworzone z naturalnych składników.

Zajrzyjcie więc koniecznie na stronę marki na PannaPoranna.pl!



Tak i powstała nam panna poranna – delikatna boginka stąpająca po rosie i wchodząca w poranek z nową energią. Uzupełniają ją rysunki roślin i owadów z dawnych rycin. Całość ma lekko tajemniczy wydźwięk, przepełniony subtelnym mistycyzmem i dawną ludową mądrością. W logo pojawia się wymiennie sama boginka lub graficzny kwiat skomponowany z kropel rosy, który wykorzystujemy także we wzorze widocznym na wszystkich etykietach produktowych.



Sama ostatnio stosuję kilka produktów Rosy i już Wam mogę zaręczyć, że są świetne!

Mam dwa cudownie letnie hydrolaty – z pomidora i jabłkowy, olejek także z jabłka i peeling a pestek czarnej porzeczki.

Te pierwsze stosuję wymiennie, jako lekkie mgiełki kiedy tylko mam ochotę i jako tonik, do przemywania twarzy. Moje serce skradł hydrolat jabłkowy. Genialny! Pachnie bowiem bardzo orzeźwiająco świeżym jabłkiem. Woda pomidorowa nie ma niestety zapachu pomidora, świetnie się jednak sprawdza w codziennej pielęgnacji. Odświeża i koi skórę. Oba hydrolaty bardzo dobrze przygotowują ją do chociażby peelingu.

Tutaj najlepiej wziąć odrobinę pestek i wymieszać je z kilkoma kroplami olejku jabłkowego. Ja tak robię! Zwracam tylko uwagę, że pestki z porzeczki są jednak dosyć grubo zmielone i taki peeling nie nada się do wszystkich rodzajów cer. Ja masuję nim twarz bardzo delikatnie i tak sprawdza się naprawdę dobrze. Mimo to wolę stosować go do ciała. Tu jest po prostu genialny! łączę go z naturalnym mydłem lub żelem pod prysznic, czasami z olejkiem. Skóra jest potem mięciutka i świetnie oczyszczona!

Polubiłam się też z samym olejkiem jabłkowym! Ma przyjemny słodki pestkowy zapach. Nie wiem czy wiedzieliście, ale „jest bogatym źródłem siarki, co czyni go skutecznym w leczeniu trądziku, łuszczycy i innych problemów skórnych. Obecność naturalnej siarki poprawia detoksykację skóry i zwiększa produkcję kolagenu.” Wspomagam nim wieczorną pielęgnację, nakładając odrobinę wraz z żelem hiauronowym. Cudo!

Raz jeszcze zachęcam gorąco do zajrzenia na stronę Rosy – Panna.Poranna.pl!



Nie mogę się oprzeć, więc dołączam jeszcze trochę grafik i zdjęć Rosy!

Mam nadzieję, że Wam spodobają się tak bardzo, jak mnie!


Facebook