NapisałaAdriana Sadkiewicz

Serek z kwiatami jadalnymi

Mam taki natłok nowych postów w głowie, że postanowiłam zaserwować Wam dzisiaj kolejny po Po-Weekendowych Cudach! Będzie to bardzo wiosenny pomysł na serki z kwiatami jadalnymi! Jednocześnie prosty i spektakularny, czyli to co w Lili lubimy najbardziej!
Takie serki będą wyglądały cudownie podane w porannym słońcu na śniadanie w ogrodzie. Jeśli ktoś ma ogród oczywiście. Jeśli nie macie, to gwarantuję – tak czy tak będą wyglądały cudnie. A ten smak… mmmm… Tym z Was, którzy posiadają zdolności kulinarne, polecam zrobienie sera samemu. Jeśli nie czujecie się na siłach – wykorzystajcie mój przepis. 
Dodajcie ulubione kwiaty lub nowalijki. Myślę, że jeśli wykorzystacie rzodkiewki i szczypiorek, serki wyjdą równie ciekawie. Ja dodałam bratki i trochę fiołków. I powiem Wam, że wprawdzie bratki ślicznie wyglądają, ale kiedy spróbowałam serka z miodem i fiołkiem, doprawdy rozpłynęłam się w zmysłowej rozkoszy. Mniej więcej:) Polecam więc fiołki i ich niesamowity ujmujący aromat, który szczególnie się sprawdzi w przypadku romantycznych śniadań do łóżka!

Do wykonania serków przygotujcie:
  • taką samą ilość serka twarogowego
  • co serka do smarowania kanapek – naturalnego
  • ulubione kwiaty jadalne – jak już wspominałam – fiołki są boskie! A użyłam też bratków.
  • gazę
  • miseczki
  • miód do polania serków przed podaniem

 Wyłóżcie gazą miseczki. Na dnie ułóżcie kilka kwiatów tak, aby ich główki odwrócone były do dna miski. W osobnej misce zmieszajcie dokładnie widelcem oba sery i przełóżcie je do misek w takiej ilości, jaka Wam najbardziej odpowiada. Delikatnie dociśnijcie ser do dna i wygładźcie z wierzchu. Całość odstawcie do lodówki na 1-2 godziny. Po tym czasie znowuż bardzo delikatnie przełóżcie serki na talerzyki. Przed podaniem polejcie obficie miodem. Smacznego!


Po-Weekendowe Cuda no26

Prosty, uroczy filcowy naszyjnik (1) z pewnością zrobi każda z Was! Ma dwie istotne zalety- jest śliczny i niedrogi!
Bardzo, ale to bardzo spodobał mi się pomysł na wesele/przyjęcie na farmie (2) – czyli, po naszemu, po prostu w gospodarstwie 🙂 Stoły jakby wpisano w przestrzeń, dzięki czemu gości otacza ogródek warzywny i sad. Do jedzenia – własne plony! Super! Gorzej z nieprzewidywalnością pogody w naszym klimacie…
Grzechotki  DINGaRING skradły moje serce (3)! Jeśli kiedyś Róża doczeka się rodzeństwa, to takie nam sprawię!
Mamy dzisiaj Dzień Ziemi. Z okazji tej ogłaszam, jest ona moim ulubionym miejscem na świecie 🙂 (4 – źródła niestety nie pamiętam, internet)
Wprawdzie w Barcelonie byłam tydzień temu, ale nie wiedziałam jeszcze wtedy o istnieniu tam takiej świetnej lodziarni – eyescream & friends (5)! Podpowiem Wam, że w nazwie jest ukryta angielska gra słów – zamiast słowa „ice”-lód użyto „eyes”-oczy. Pomysł genialny, bo do każdej porcji lodów dodawane są małe oczka! Wszytko prezentuje się genialnie na tacce, na którą nakład się jeszcze dwa pojemniczki z wybranymi sosami czy owocami. Kupiłabym te lody, dla samego pomysłu!
Czyż ten kwiatowy żyrandol (6) nie jest cudny? Jest!
Perfect day gwarantują mi ostatnio herbatki Pukka (7). Pokosztowałam już kilku i chcę więcej 🙂
Na koniec małe przesłanie (8). Niby oczywiste, ale najciężej czasem zrozumieć oczywistości. Jesteś w idealnym miejscu, ażeby dostać się stąd tam.

Zauroczona: Buty w kwiatach

Zauroczyły mnie buty! A nawet nie tyle same buty, co sposób, w jaki zostały sfotografowane. Urzekł mnie pomysł na kampanię reklamową marki Olive Thomas. Jednocześnie zaskakujący i przykuwający oko, a przy tym wizualnie – piękny! Bo buty te wpisano w kwiaty! Utożsamiono z roślinami, dzięki czeu rozkwitły na zdjęciach.

Zdjęcia Olive Thomas

Podpatrzone: Kąpielowy olejek rozmarynowo-tymiankowo-miętowy

Podpatrzyłam i uprzejmie donoszę, że bardzo spodobał mi się pomysł na ziołowy olejek! Z prawdziwymi, żywymi roślinami w środku. Nie tylko stanowi doskonały dodatek do odżywczej kąpieli, ale także dekoruje! Zrobicie zatem kąpielowy orzeźwiający olejek rozmarynowo-tymiankowo-miętowy?

Olejek znalazłam w sklepiku Terrain, który jest kopalnią naturalnych ciekawostek. Jestem przekonana, że bardzo łatwo zrobicie go sami w domu. Polecam też wszelkie wariacje ziołowe i dopasowanie składu do swojego gustu. Olejek na pewno będzie ślicznie wyglądał w ozdobnej buteleczce, podarowany bliskiej osobie.
W jego składzie znajdziemy naturalne roślinne oleje, które sama bardzo lubię – z krokosza barwierskiego, macadamia i rycynowy. Do środka włożone zostały gałązki rozmarynu i tymianku. Do całości dodano także witaminę E, antyutleniacz rozmarynowy oraz olejki eteryczne – rozmarynowy, tymiankowy i orzeźwiający miętowy. Jak myślicie, jak pachnie? Ciekawa jestem bardzo takiego połączenia. 
Kilka kropel takiego oleju dodanych do wanny z wodą pozwala się odstresować i ukoić zmęczoną ciężkim dniem skórę. Takie połączenie olejków eterycznych działa też bardzo ożywczo na umysł. Pobudza go, dodaje energii i stymuluje do działania. Kąpiel taka wskazana jest więc przed większym wysiłkiem umysłowym.
Zdjęcia Terrain

W roli głównej: Terapia truskawkowa The Body Shop

W grupie raźniej! I bardziej truskawkowo! Bo o to przecież chodzi w terapii truskawkowej. Przed Wami zatem w roli głównej truskawkowe trio The Body Shop. I jeszcze raz powtórzę – mocno truskawkowe:)

Na zimowy marazm i przesilenie wiosenne. Bo u nas to zawsze coś jest:) Na chandrę i załamanie nastroju. Na co dzień i na specjalne okazje. Na uśmiech i błysk w oku. No i na zwrócenie na siebie czyjejś uwagi – nie każdy przecież pachnie smakowicie truskawką!
Truskawkowe kosmetyki pojawiły się w mojej torebce i łazience w bardzo dobrym czasie – kiedy jeszcze trzymała nas ta wstrętna zima. Kiedy zastrzyk pozytywnej energii i letnich smaków był bardzo wskazany. Dlatego tak bardzo się ucieszyłam z truskawkowego suchego upiększającego olejku do ciała, twarzy i włosów, wody toaletowej i pomadki do ust!
Moje serce skradła najszybciej właśnie pomadka! Ma najbardziej intensywny i przepyszny zapach. Cały czas mam ochotę nakładać ją na usta i rozkoszować się tym aromatem. Dzięki zawartości filtrów przeciwsłonecznych przydała mi się bardzo w Barcelonie. Bardzo też podoba mi się nieco zawadiacka grafika na opakowaniu. LOL 🙂
Lubię suche olejki. Palubiłam więc i ten od razu. Mam wrażenie, że pachnie najmniej intensywnie, ale za to idealnie się wchłania i nie pozostawia na długo tłustej warstwy. Ma szerokie przeznaczenie, bo i do włosów i do twarzy, ale dla mnie pozostanie olejkiem do ciała. Relaksującym i przenoszącym w ciepłe czasy.
Na koniec woda toaletowa… W prostej, ale eleganckiej buteleczce. Myślę, że spodoba się zarówno nastolatkom jak i starszym kobietkom. Używam jej codziennie, aby rozsiewać w domu zapach truskawek. Bo w zasadzie ostatnio jestem cała truskawkowa. I dobrze mi z tym:)

Pomysł: Mchowe graffiti

Miałam dzisiaj przyjemność uczestniczyć w konferencji o social media. Bo nie wiem czy wiecie, że prowadzę trzy fan paga’e na Facebooku. I poza tym, że otworzyły mi się oczy na pewne zjawiska i dowiedziałam się kilku praktycznych rzeczy, spędziłam miły dzień na mojej starej uczelni. Nie był to wprawdzie mój wydział, ale byłam całkiem niedaleko, też na kampusie UJ. I powiem Wam, że nostalgia mnie ogarnęła. Że kilka lat po skończeniu studiów tęsknota powraca do tamtych beztroskich czasów. Też tak czasem macie? A może jeszcze studiujecie lub się uczycie? Ja swoje studia wspominam pięknie. No… może poza miłosnymi zawirowaniami:)
Przejdźmy jednak do dzisiejszego pomysłu! Otóż natknęłam się niedawno takie oto dziwo – mchowe graffiti. I tak sobie pomyślałam, że świat byłby piękniejszy, gdyby nasze miasta pokrywały takie właśnie napisy i malunki. Nie raziłoby to tak bardzo. Nie zanieczyszczało. Czemuż, ach czemuż, młodzież nasza zbuntowana nie maluje mchem…

Na grafice przedstawiony macie sposób przygotowania takiej specjalnej „farby” do graffiti. Znalazłam jednak nieco prostszy przepis (tutaj). Otóż należy wziąć dwie garście mchu, dwie szklanki maślanki lub ewentualnie jogurtu, 2 szklanki wody i pół łyżeczki cukru. Mech należy dokładnie oczyścić, a następnie dobrze zmiksować z pozostałymi składnikami. Jeśli wydaje Wam się, że konsystencja nie będzie przylegać jak farba, można dodać nieco naturalnego syropu np. kukurydzianego. 
Za pomocą pędzla namalujcie wymarzony napis lub kształt. Graffiti sprawdzajcie co tydzień, aby nieco je nawilżyć wodą w sprayu ub dodać nieco więcej farby. Graffiti mchowe najlepiej czuje się w suchy otoczeniu. Ciekawe, czyż nie?

Zdjęcia – 1 / 2 / 3 / 4
Facebook