NapisałaAdriana Sadkiewicz

W roli głównej: Phenomé Cukrowa maska i peeling 2w1 MULTI-ACTIVE

Stała sobie i czekała. Spokojnie, bo cierpliwa jest. Na szafeczce w łazience. Bo wiedziała, że jak już się pokaże to z pompą! I oto jest – w roli głównej – Cukrowa maska i peeling 2w1 MULTI-ACTIVE Phenomé!

Z czystym sumieniem, z całego serca i nawet z pełną świadomością, mogę powiedzieć, że uwielbiam to cudo. I że stosowanie maski-peelingu to czysta przyjemność. I jeszcze, że zawsze mam ochotę ją pod prysznicem zjeść. A czemu? Bo pachnie i wygląda jak smakowita masa ciasteczkowa! Ot, taka słodka pasta, która odżywia skórę od zewnątrz.
Stosuję ją dwa razy w tygodniu, pod prysznicem. Zaczynam od peelingu, delikatnie masuję całą buzię. Przy okazji staram się nie zlizywać jej z warg. Potem pozostawiam ją na twarzy na kilka minut, aby zadziałała niczym maska. Takie 2w1! I faktycznie multi-active. A cera po takiej uczcie jest wypoczęta, gładka, miękka w dotyku. I tylko czeka na delikatny krem, który wchłania chętnie i szybko.
Maska-peeling ma dosyć rozbudowany skład. Do ścierania służą tutaj drobinki cukru oraz zmielone pestki oliwek i truskawek. Resztę zacytuję ze strony Phenomé: oleje makadamia, z oliwek – odżywiają, zmiękczają i wygładzają naskórek, olej jojoba – tworzy na skórze cienki, lipidowy film, chroni i odżywia, olej buriti – nawilża, wygładza, koi, działa antyoksydacyjnie, masło babassu – nawilża, pozostawia gładki film ochronny, ekstrakt z lukrecji – działa przeciwzapalnie i antyseptycznie, wyciąg z korzenia prawoślazu lekarskiego – nawilża, łagodzi, działa przeciwutleniająco,  ekstrakt z ananasa – nawilża, zmiękcza, działa przeciwstarzeniowo, pobudza skórę do regeneracji, wyciąg z kwiatów rumianku – łagodzi, działa przeciwzapalnie, ekstrakt z grejpfruta – pobudza, odświeża, tonizuje. Dobrze brzmi, czyż nie?
Warto też wspomnieć tutaj o opakowaniu maski. Zamknięta jest w charakterystycznym dla Phenomé ciemnym słoiczku z nieco apteczną etykietą. Wszystko ma tu swój cel i choć brakuje ozdobników, to przyciąga oko. Dla mnie jednak najistotniejsza jest pojemność, bo peelingu jest naprawdę sporo. Dzięki temu jest naprawdę wydajny, przez co wart swojej ceny.

Same dzisiaj ochy i achy…

Inaczej: Latające domy

Niezwykły pomysł! I wspaniały projekt! Latające domu zauroczyły mnie i przeniosły w inną rzeczywistość. Już mnie ciekawi, kto w nich mieszka, jak żyje, o czym myśli… No i jak wychodzi do pracy? Albo na spacer z psem? 🙂 A tak na poważnie to podziwiam ich twórcę za realizm i ogromną wyobraźnię!.

Latające domy są autorstwa Laurenta Chehere.

Kto chciałby w takim zamieszać?

Zdjącia Laurent Chehere

Dzięcięce sprawunki, radości i smutki

Chciałabym się dzisiaj podzielić z Wami naszymi ostatnimi dziecięcymi sprawunkami, które warto polecić oraz małymi radościami i smuteczkami. Więcej, znacznie więcej, na szczęście, będzie radości. Smuteczek tylko jeden, ale nieco poważniejszy i nie na teraz. A z drugiej strony bardzo potrzebny w zrozumieniu świata. Ale od początku…

1. Lato na Ulicy Czereśniowej, Rotraut Susanne Berner, kupiła Róży ciocia – moja siostra. Miała w pamięci całe godziny, które poświęcałyśmy razem w dzieciństwie, oglądając książeczkę przysłaną nam przez ciocię z Ameryki, pełną postaci, wręcz chaotyczną. Chyba milion małych skrzatów, w tym przypadku, na każdej stronie robiło milion rzeczy. A my mogłyśmy tak siedzieć i siedzieć i wpatrywać się i cały czas odkrywać coś nowego. 
Lato na Ulicy Czereśniowej jest podobne, tylko znacznie większe i ma twarde strony. I opowiada o pięknym lecie w małej miejscowości. Tutaj też pojawia się cała masa bohaterów, którzy żyją swoim życiem i pozwalają i nam w nie zajrzeć. Zaznaczam, że treści tu jest sporo, choć brakuje tekstu! Róży książka tak się spodobała, że potrafi teraz sama sobie ją wziąć, rozkładać i przeglądać w spokoju. Sama, powtarzam! Na początku zaglądałyśmy w ten inny świat razem i muszę przyznać, że ja też przenosiłam się do tego miasteczka. I odkrywałam nowe postacie i poszukiwałam tych już znajomych. 
Muszę też wspomnieć, że po prostu uwielbiam Wydawnictwo Dwie Siostry! Mamy także ich książeczkę o porach roku i już wprost nie możemy doczekać się aż do naszych rąk trafią słynne MAPY! Coś czuję, że chwila ta nastąpi w okolicach urodzin:)
 2. Zamiłowanie Róży do zabawek, w których należy koralikami przejeżdżać po pokręconym druciku zauważyliśmy w różnorakich urzędach, w których znajdują się one w kącikach zabaw. Kiedy więc w Hiszpanii natrafiłam na takie oto małe cuda, musiałam jedno jej kupić. I bardzo się małej spodobało! Potrafi wieczorem sama w łóżeczku, przed zaśnięciem, bawić się zabawką, którą potem muszę wyciągać gdzieś spod rączki. Szczerze polecam wszystkim 2-latkom!
3. Nie byłabym sobą, gdybym Wam nie poleciła czegoś kosmetycznego! Od jakiegoś czasu Róża używa Żelu do Mycia i Szamponu z Aloe Vera, Rumiankiem i Lawendą Bentley Organic. I z czystym sumieniem muszę przyznać, że jest bardzo przyzwoity. Łagodny, ale skutecznie myje. Prawie nie pachnie i delikatnie się pieni. Łatwy w użyciu i bezpieczny. Czego więcej chcieć? 🙂
4. Na Asiunię Joanny Papuzińskiej natknęliśmy się w SzafieTosi. Autorka bloga pokazała kilka stron tej niesamowitej książeczki, a ja tak bardzo się wzruszyłam, że pokazałam je mężowi mojemu osobistemu. Co ciekawsze i on się ogromnie wzruszył, zwłaszcza przeglądając ostatnią stronę (poniżej), na której to tata po wojnie wraca do swojej córeczki. Może dlatego, że sam na wojnie był… Po kilku dniach przyszła Asiunia w małej paczuszce, bo, jak się okazało, została wtedy od razu na Allegro zamówiona.
Bo Asiunia jest o wojnie. O wojnie oczami małej dziewczynki (autorki), która jeszcze dużo nie rozumie. Której cały świat się z jakiegoś dziwnego powodu kończy. Nagle nie ma mamy, taty, domu. I trzeba jakoś przeczekać i jakoś żyć i jakoś dorastać. Ale w końcu wszystko się kończy i wraca tata. Sam…
Nawet pisząc to się wzruszam… Książeczka jest naprawdę przepiękna i wierzę, że kiedyś, za kilka lat, pozwoli w delikatny sposób przybliżyć dziecku tematykę wojny. Bo przecież i tak jej przed tym nie uchronię…

PS  Udało mi się w końcu spróbować kultowych francuskich makaroników! Pyyyyycha!

I kolejne PS
Poniżej same dziecięce radości, czyli wiosna na wsi!

Róża życzy miłego dnia!

Miód fiołkowy

Zaczynamy od małego pytania – czy wzięliście już udział w I Wiosennym Lili Plebiscycie na najlepsze kosmetyki naturalne – TUTAJ? Jeśli nie, to przypominam, że czekają poniższe wspaniałe nagrody!! I satysfakcja, że wybierzecie najlepszych z najlepszych! Zapraszam!

Znowu powracam do tematu kwiatów, a dokładniej do ich radosnego spożywania. Moimi ulubieńcami pozostaną fiołki! Ich aromat jest tak niezwykły i kuszący… Pierwszy raz miałam przyjemność skosztowania fiołkowych cukierków we Włoszech i przepadłam! W poście o kwiatowych serkach (TUTAJ) pytaliście jak smakują. Cóż… fiołkowo! Musicie sami spróbować. Polecam poszperanie w internecie w poszukiwaniu fiołkowych przepisów – np. TUTAJ

Dzisiaj przygotujemy cudownie aromatyczny miód fiołkowy! Nic prostszego! Zobaczycie! A taki miód nie tylko świetnie urozmaici Wasze śniadania i podwieczorki, ale także może stanowić wspaniały ręcznie robiony prezent. Wyobrażacie sobie herbatę słodzoną takim miodem. I ten aromat fiołkowy unoszący się w powietrzu? Bajka! Nie wspominając już oczywiście o kosmetycznym wykorzystaniu takiego miodu…

Do jego przygotowania przygotujcie tylko:
  • ulubiony płynny miód
  • fiołki w dowolnej ilości – najlepiej, aby nie przekraczały połowy objętości miodu
 W przepisach w internecie wyczytałam, że warto taki miód w słoiczku najpierw lekko podgrzać w kąpieli wodnej. Sama jednak tego nie zrobiłam. Z fiołków poodcinałam zielone  końcówki i po prostu zmieszałam je z miodem w małym słoiczku tak, aby żaden kwiat nie wystawał poza miód. Całość zamknęłam i odstawiłam na kilka dni w spokojne miejsce. Miód przeszedł aromatem fiołkowym i smakuje bosko! Fiołki możecie z miodem rozsmarować na kanapkach czy naleśnikach lub wyciągnąć ze słoiczka i w ten sposób przechowywać aromatyczny miód.

Wish list: Ciało marzy

Wish list – czyli jakie nowości (przynajmniej dla mnie) przykuły szczególnie moje oko. I o których marzy moje ciało… Zaczynamy od balsamów/maseł nawilżających, odżywczych i łagodzących. Na które się zdecydować? Po co sięgnąć? Czy udało Wam się już coś wypróbować i coś konkretnie polecacie?

Biofficina Toscana Balsam do ciała na bazie chilli

Energetyzujący i rewitalizujący, o pikantnym aromacie tymianku i
lawendy. Dzięki wyjątkowemu połączeniu dużej ilości papryczki chilli
zawartej w organicznym olejku, uprawianej w Toskanii z ekstraktem
kofeiny i z zielonej herbaty, balsam jest koncentratem składników
ujędrniających, odmładzających i poprawiających krążenie.

KIVVI Marmolada do ciała Żółta Róża

Marmolada- balsam do ciała głęboko nawilża i odżywia skórę. Zawiera rokitnik i oleje kokosowe, które wzmacniają koloryt skóry.A przy tym wygląda obłędnie!
Przy okazji muszę wspomnieć, ze marmoladka Kivvi o zapachu słodkiej pomarańczy jest do wygrania w Lili Plebiscycie!!

JOIK nawilżająco – odżywczy mus do ciała w sztyfcie z masłem kakaowym

Mus stanowi kompozycję masła kakaowego, masła shea, olejku z oliwek i olejku jojoba – a więc olejów niezwykle bogatych w składniki odżywcze, pomagające zachować skórze doskonałą elastyczność i zapewniające jej odpowiedni stopień wilgotności. Bardzo dobrze regeneruje skórę. No i świetnym pomysłem jest zamknięcie całości w sztyfcie!

OMIA Balsam do ciała lekka formuła – ALOE VERA

Uwielbiam aloes! Składniki żelu Aloe Vera, który jest składnikiem balsamu, wykazują dużą zdolność do penetrowania ludzkiej skóry. Poza zdolnościami antyseptycznymi i myjącymi mają też doskonałe właściwości przeciwzapalne, przeciwobrzękowe i przeciwbólowe. Żel jest niezastąpiony po opalaniu, łagodzi drobne oparzenia, zwalcza trądzik. Wspiera regenerację na poziomie komórkowym, jest silnym środkiem regenerującym dla wszystkich rodzajów skóry. 
I co tu wybrać?

Łagodne Mleczko Migdałowe do oczyszczania twarzy, do picia i peelingu

Lubicie migdały? Ja bardzo! Cenię je nie tylko za ich wspaniały smak, ale także za nieocenione właściwości pielęgnacyjne. O oleju ze słodkich migdałów rozpisywałam się nie raz. Tym razem zrobimy wspólnie coś innego – cudowne Łagodne Mleczko Migdałowe do oczyszczania twarzy, do picia i peelingu! Czyli zbawienne 3w1.
Mleczko migdałowe stanowi wspaniałe uzupełnienie diety dla każdego, ale w szczególności poleca się je osobom uczulonym na mleko krowie. Jest jego idealnym substytutem, jako że jest po prostu pyszne i zdrowe. Smakuje delikatnie mlecznie i migdałowo. Jego istotną zaletą jest to, że pomaga się uspokoić przy stanach
napięcia nerwowego. Zawiera bardzo dużo witaminy B i E oraz kwasu foliowego,
przez co zalecane jest do picia przez kobiety w ciąży.
Używane kosmetycznie wzmacnia warstwę lipidową naskórka i zapobiega utracie wody, stymuluje aktywność metaboliczną komórek, nadaje skórze miękkość, gładkość i elastyczność, regeneruje i odżywia skórę suchą oraz łagodzi podrażnienia (źródło). Doskonale tez oczyszcza zmęczoną cerę. Wystarczy za pomocą wacika rano i wieczorem przemyć twarz.
A co najważniejsze, nie musicie go kupować, ponieważ bardzo prosto zrobicie je sami w domu! Jak? Zobaczcie krop po kroku poniżej!
Będziecie potrzebowali:
  • pół szklanki migdałów
  • 2 szklanki wody przefiltrowanej lub przegotowanej
  • gazę lub woreczek do prania bielizny
  • blender
Przygotujcie pół szklanki migdałów. W miseczce zalejcie je wodą i pozostawcie na całą noc do zamoknięcia. Ważne jest, aby moczyły się przynajmniej 8 godzin. Nazajutrz dokładnie je opłuczcie.
Migdały przesypcie do blendera i zalejcie je 2 szklankami chłodnej wody. Istotna jest tu proporcja migdałów do wody 1:4. Jeśli więc będziecie chcieli przygotować więcej mleka użyjcie np. szklanki migdałów i czterech szklanek wody. Całość miksujcie przez 1-2 minuty na najwyższych obrotach.
Przygotujcie sobie teraz większą miskę oraz gazę lub woreczek do prania bielizny, przez który przecedzimy nasze mleko. Przy okazji nie dopuśćcie do włożenia do niego małego konika.
Przelejcie mleko przez woreczek lub gazę i dokładnie dociśnijcie i odcedźcie. Mleczko gotowe!
Mleko możecie już przelać do szklanek do wypicia, a jego niewielką część do małej buteleczki do celów kosmetycznych. Przechowujcie je około 2 dni w lodówce. Przed użyciem wstrząśnijcie. Jak już wspominałam, mlekiem na waciku przemywajcie twarz rano i wieczorem.
Ale, ale… pozostało nam jeszcze sporo papki migdałowej, czyli po prostu zmielonych migdałów! Wykorzystajcie je do delikatnego peelingu twarzy i ciała. Zmieszajcie je z mleczkiem do uzyskania konsystencji peelingu. Możecie tutaj wykorzystać także wodę, miód lub olej. Peelingiem masujcie skórę pod prysznicem.

Na koniec można pocałować małego konika za nieocenioną pomoc w tworzeniu mleczka!
Facebook