Natura moja jednak zwyciężyła i nawet w tym wiecznym dzidziusiowym niedoczasie wynalazłam kilka rzeczy, które cieszą oczy! I które musiałam Wam pokazać!
Spieszę więc z garścią inspiracji! Część polecam osobiście, bo coś niecoś sama kupiłam, coś dostałam, coś podarowałam. Byle luty zyskał trochę barw i przyjemniejszych chwil!
Gdybym poszukiwała pięknych krzeseł, wybrałabym te! Tento Gold Vintage z podłokietnikami / Sklum
Jestem niezachwycona kolekcją Nord z kolorowego szkła. Prosta, a piękna! / Duka
Bo sztukę można nosić 🙂 Parka Eviva L’arte damska wzorzysta multicolor / Medicine
W ciągłym zachwycie – buty z błyskiem! Najpiękniejsze Focus On Me – Glamoursy
Jakże tajemniczy i jak pięknie opakowany – Roll-on Czterech Alchemików od Klaudyny Hebdy – Jego głównym zadaniem Czterech Alchemików jest dawanie bezpieczeństwa.Tworzenie dla Ciebie spokojnego miejsca, w którym poczujesz się dobrze sama ze sobą. Rozgrzewanie nie tylko ciała, ale i duszy. / Hebda
Piękna, elegancka, bardzo na czasie – Szafa z drewna Enricka / Sklum
Żeby kupować herbatę dla puszek… Tak! Jeśli to takie piękne puszkowe książki Basilur / Sklepzherbatami.pl
Urocza kartka Ciała niebieskie Sister Paper Co. / Rzeczownik
Przepiękne drewniane ozdoby lampki to dzieło r o o m G A G A / Pakamera
Zamierzam przechodzić z nią całe lato – Maxi torba ASTRO / Promod
Moja nowa ulubiona bluza – w dzikie kwiaty i ulubione chryzantemki / Medicine
Milutka bluza z baranka z górskim widoczkiem / Pull & Bear
Kochani, być może zauważyliście mały zastój tutaj w Lili. Nie może mi się ten nowy dziwny rok odpowiednio rozpędzić. Myśli krążą innymi torami niż zawsze. Zamiast poszukiwać inspiracji, tworzyć nowe lili-cuda, pokazywać Wam to, co piękne i warte polecenia, mam w głowie raczej zimę – dosłowną i metaforyczną. I do słońca mnie ciągnie. Choć na chwilę. A najlepiej – na zawsze.
Na szczęście moje małe światełka rozświetlają mi codzienność, która biegnie swoim tempem. Lilcia ma już 9 miesięcy i powili zaczynam myśleć o tym, co będzie po tej mojej macierzyńskiej przerwie. Choć ciężko to nazwać faktyczną przerwą, bo kiedy tylko młoda śpi lub cieszy się bliskością dziadków, ja pracuję. Pracuję dla moich stałych klientów i mam jeszcze jeden nowy, bardzo ciekawy projekt. Robię zdjęcia, dużo zdjęć. Robię grafiki – na nowe produkty i na potrzeby social mediów. Staram się też douczać, bo bez tego nie ma szans utrzymać się na rynku. Ale na to już ledwie starcza mi sił, energii i tego o co najtrudniej – czasu.
Myślami jestem wciąż przy wiośnie. Jak tylko wyjdzie słońce, łapiemy jego promienie i wystawiamy do niego twarze. Jeśli tylko zawieje cieplejszy wiatr, dajemy mu poszarpać nasze włosy. Częściej jednak otulamy się ciepłem naszego mieszkania niczym bezpieczną kołderką. I za to kocham to miejsce.
Wiosna w końcu przyjdzie. Oby przyniosła ze sobą spokój, nadzieję i radość.
Tymczasem spieszę Wam pokazać kilka dosłownie rzeczy, nad którymi pracowałam w ostatnim czasie.
To na początku i końcu tego wpisu to moja kolejna ilustracja z Misią. W pełni oddaje nostalgiczny nastrój tej zimy. 🙂
Poniżej – nowości dla marek, z którymi współpracuję.
Nowa seria o!figa – Ukochanie, a w niej peeling i masełko. Całość przyoblekłam w taki kobiecy magiczny kolaż.
Miałam ostatnio przyjemność wykonać kolejną sesję produktową dla marki Sylveco, tym razem w świątecznych klimatach. Marka całkiem niedawno postawiła na totalny rebranding. Kosmetyki zmieniły swe oblicze diametralnie – ich nowe etykiety bazują na skandynawskiej prostocie, czystym przekazie i bardzo przyjaznych kolorach. Znacznie lepiej wpisują się w obecne trendy i pasują do współczesnych łazienek. Najważniejsze jednak, że zawartość wciąż jest ta sama i tak samo dobra!
W związku z tym zdecydowałam się na dwie odsłony sesji – leśną i białą. Ta druga miała wydobyć piękne barwy opakowań. Lekko połyskujące, monochromatyczne tło jest nienachalne, ale jednocześnie bardzo oczywiste i gwiazdkowe. Głównymi bohaterami są tu jednak nasze kosmetyki.
Sesja leśna także miała nawiązywać do prostoty – stąd tylko jeden dodatek w postaci lustra z białą ramką która miała delikatnie przypominać o śniegu. Najistotniejsza jednakże jest natura, czyli to, z czego marka czerpie. W lustrze odbija się naturalna przestrzeń, inny świat, który przyciąga. Tak jak kosmetyki mają być odbiciem tejże natury.
Poniżej fragment efektów obu sesji 🙂
Zrobiłam też trochę zdjęć mikołajkowego zestawu pięknych niespodzianek – SYLVECO BOX oraz kalendarza adwentowego marki. Te cuda pokażę Wam w social mediach dokładniej! Zajrzyjcie koniecznie!
Wszystkie produkty marki znajdziecie na stronie Sylveco.pl
W tym roku nie będzie takiego Lili Katalogu Prezentów, jaki znacie z poprzednich lat. Mam jednak dla Was coś innego! Moją własną listę prezentów!
Czyli drobnostki i radostki, po prostu poprawiające nastrój, cieszące oko i zamysły. Rzeczy, które szczególnie przypadły mi do serca i które z radością widziałabym w swoim domu i na sobie!
Poduszka Prostokątna z Bawełny (35×55 cm) Geily / Sklum
Szampon Zielona Herbata – pielęgnuje włosy, zwiększając ich objętość i nadając blask, a także widocznie przedłużając ich świeżość / Ministerstwo Dobrego Mydła
Resibo Ready to Glow ekspresowy peeling rozświetlający – bursztynowy pył i wulkaniczny perlit – drobinki o wielkiej mocy, odżywcza siła oleju z kamelii, łagodzące właściwości oleju z ogórecznika oraz bogactwo składników nawilżających i wygładzających / Resibo
Udało mi się dzisiaj wyrwać na chwilę. Ot, przed siebie, po wsiach okolicznych, z kijkami. Samej. Miałam szczęście, bo akurat i słońce wyszło. I mogłam iść, tak po prostu. Przewietrzyć głowę, myśli i marzenia. Pomyśleć nad nowym projektem, poszukać inspiracji w naturze. Nawet wlazłam w jakieś wielkie krzaczory, żeby zerwać trochę pięknych gałązek do zdjęć. I ten listopad jakiś łaskawszy się wydał. I te szarości brązowe z taką gracją się prezentowały. I odwiedziłam samotną brzozę, co to jeszcze niedawno kilka listków miała. I z kilkoma psiakami wdałam się w grzeczną dyskusję.
Wróciłam z różowymi policzkami, wielkimi równie różowymi gałęziami i spokojem w sercu.
A Wam podrzucam kilka projektów z moim łąkowo-leśnym wzorem, nad którymi niedawno pracowałam 🙂
Pamiętacie może TEN wpis o pachnących kosmetykach rodem z Chorwacji?
Niedawno napisała do mnie ponownie Martina, właścicielka sklepu Dalmatinka, z którego owe kosmetyki pochodziły, że pojawiły się właśnie u niej super gąbeczki. No i czy nie zechciałabym takiej wypróbować, a potem i Wam pokazać. Jako, że wciąż tak tęskno mi do południowego słońca i wszystkiego, co przywodzi na myśl ciepłe morze, zgodziłam się chętnie.
Wraz z gąbeczką przyleciały do mnie inne cudowności – NARANCA – pomarańczowy krem do twarzy Herbae oraz kolejne urocze mydełko 757 The Sea Heart. A to właśnie ten kremik stanowi coś w rodzaju… przeniesienia tego południowego słońca na nasza buzię! Ale o tym za chwilę…
Zacznę od gąbeczek. Skąd się wzięły? Martina wyjaśnia na sklepowym blogu: z morza, a dokładniej z Adriatyku. Gąbki są w 100% naturalne, rosną w głębinach, jednak nie musisz się martwić gąbka morska to surowiec odnawialny. Podczas zbiorów doświadczeni nurkowie za pomocą specjalnych haków odcinają część gąbki, pozostawiając jej podstawę, co umożliwia szybki porost kolejnej gąbki dokładnie w tym samym miejscu.
Zadbaliśmy o to by farma, z której pochodzą gąbki dokładnie znała się na swoim fachu a przy tym dbała o środowisko morskie i tak rodzinna manufaktura AQUA SUB z Szybenika z 300 letnią tradycją zaopatrza nas w gąbki łowione u wybrzeży Adriatyku. Umiejętności i wiedza potrzebna do zbierania gąbek oraz sposób ich ręcznej obróbki przekazywane są z pokolenia na pokolenie w rodzinie nurków. Warto też wspomnieć, że zbieranie gąbek odbywa się na głębokościach sięgających do nawet 50 metrów.
Gąbki dostępne w naszym sklepie to gąbki z gatunku fine silk. Gatunek ten charakteryzuje niezwykła tekstura gąbki – bardzo miękka, delikatna dla skóry. Dzięki temu gąbki polecane są wszystkim, również dzieciom oraz osobom ze skórą wrażliwą i skłonną do podrażnień. Gąbka sucha jest sztywna, mięknie dopiero po kontakcie z wodą. Gąbki różnią się kształtem, mogą być grubsze lub płaskie.
Dodam od siebie, że gąbeczka jest jeszcze zwyczajnie urocza! I faktycznie mięciutka i przyjazna skórze. Bardzo spodobała się mojej córci. Jest też na tyle delikatna, że można nią myć buzię, bez obawy o podrażnienia, choć sama jednak mimo wszystko wystrzegam się gąbeczek w pielęgnacji cery problematycznej. Najbardziej lubię używać ją do ciała, razem z chorwackim mydełkiem. Czuję się wtedy, jakbym dopiero co wyszła z morskiej kąpieli i bardzo mi z tym dobrze.
Niezwykle ważne jest, aby taką gąbeczkę odpowiednio traktować. Po użyciu musi koniecznie być dobrze wymyta, a potem cała wyschnąć. Wtedy posłuży nam dłużej.
Wróćmy do kremiku! Dla mnie jest on właśnie takim południowym słońcem na twarzy! Kiedy jest mi źle i dopada mnie listopadowa chandra, wystarczy nałożyć go sobie odrobinę choćby na usta. Raz, że cudownie je odżywi, dwa – tak wspaniale pachnie świeżym olejkiem pomarańczowym, że od razu chce się żyć! Nie wiem, czy pamiętacie, że ten olejek właśnie ma właściwości antydepresyjne i dodające energii. Jeśli jeszcze uzupełnimy to całą mocą chorwackiego dobra w postaci pozostałych składników – oliwy z oliwek tłoczonej na zimno, oleju migdałowego, nierafinowanego wosku pszczelego, oleju z kiełków pszenicy tłoczonego na zimno – mamy południową odżywczo-energetyzującą bombę.
Jak widzicie po składnikach, nie jest to krem z dodatkiem fazy wodnej, a raczej gęste masełko. Jestem pewna, że super sprawdzi się u nas jesienią i zimą. Mam zamiar używać go na mróz, do buzi mojej i moich córek. Na razie sprawdza się idealnie jako treściwszy dodatek do mojego kremu na noc. Stosuję aktualnie krem, który cudownie pielęgnował cały ciepły sezon. Teraz jednak brakuje mu odrobiny mocniejszego odżywienia i ukojenia. A że go lubię bardzo, a także dlatego, że tak treściwych masełek nie nakładam samych na buzię, mieszam nieco oba produkty na dłoni i taką mieszaninę wklepuję w cerę. I to jest genialne!
No i jak pachnie! Naprawdę trudno się powstrzymać, przed spróbowaniem!
Krem polecam do stosowania także bardzo uniwersalnego – jak to naturalne masełko – do ust, do ciała, do przesuszonej skóry łokci czy pięt, jako kojący okład na skórę poszarzałą i podrażnioną, jako tzw. balsam SOS. Przy okazji zawsze poprawi nastrój!
A mydełko? Ponownie – za szybko się kończy 🙂 Jest jednym z tych naturalnych, pachnących olejkami eterycznymi (cudnie cytrusowymi znowuż) mydełek, które skóra tak lubi. I jakie ma ładne opakowanie! Polecam na prezent!
Wszystkie produkty znajdziecie w sklepie Dalmatinka.
I jeszcze ważna wiadomość od Martiny:
Promocja BLACK WEEK obejmuje pielęgnację do twarzy i ciała – mnóstwo produktów taniej aż do 20%!
Promocja trwa do końca dnia 29.11. *do wyczerpania zapasów