Konkurs cd

Kochani,

Jako, że zbliża się koniec konkursu Lubię z Lili, a zgłoszeń jest jak na lekarstwo, umieszczam ponownie informację i serdecznie Was zapraszam do udziału!! Będą się liczyć komentarze pod tym i pod poprzednim postem:)

Mam dla Was dwa zestawy naturalnych kosmetyków marki Neobio, certyfikowanych przez BDIH:

Zestaw 1: 
Żel pod prysznic Pomarańcza-Chili
Szampon Milk do włosów zniszczonych
Zestaw 2:
Lotion do ciała Pomarańcza-Chili
Szampon Bamboo do włosów zniszczonych

Aby wziąć udział w konkursie należy:

  • w komentarzu do tego posta:
    • polecić jeden blog, który Waszym zdaniem najbardziej wart jest
      polecenia (tematyka bloga dowolna, podajcie koniecznie jego adres www) i
      w kilku słowach napisać dlaczego właśnie taki wybór i…
    • napisać, który post na blogu Lili Naturalna najbardziej Wam się podobał i dlaczego i…
    • zostawić jakiś namiar na siebie.
  • udostępnić informację o konkursie na Facebooku lub Waszym blogu
Komentarze wpisujcie i udostępniajcie informacje do 10 listopada 2012 do
północy. Spośród wszystkich poprawnych zgłoszeń wybiorę najciekawszy
komentarz, którego autor otrzyma Zestaw 1. Osobę, do której trafi Zestaw 2
wylosuję spośród pozostałych zgłoszeń. Wyniki zostaną ogłoszone do 12
listopada 2012 tutaj na blogu. Nagrody wysyłam jedynie na terenie kraju.

Serdecznie Was zapraszam do udziału!!!!

Po-Weekendowe Cuda no3

Tym razem Po-Weekendowe wspomnienie z niezapomnianego wyjazdu…


Wyruszyliśmy w piątek rano, z lotniska w Krakowie. Najpierw lot, potem taksówka, w końcu pociąg. I wylądowaliśmy w niesamowitym miejscu, rodem z baśni. Bo taki właśnie jest region parku narodowego The New Forest w Anglii, położonego na południe od Londynu (1). Wyobraźcie sobie, ze możecie tam spotkać wolno chodzące po ulicach koniki (jak ten na zdjęciu). Z ogromnego lasu co chwilę wychodzą sarny i zające. A każdy domek wydaje się bardziej uroczy od poprzedniego. Cudo! Polecam z całego serca.
W sercu regionu znajduje się piękne miasteczko Brockenhurst (2). Ma niesamowity klimat. Co drugi dom wygląda jak te na zdjęciach. Każdy z nich jest malutki i przytulny. A co jeszcze ważniejsze, wszyscy mieszkańcy zdają się być przemili.
Spędziliśmy dwie noce w jednym z tych małych domków, w Bed & Breakfast The Blacksmiths House (3). Sama chciałabym mieć sypialnię dokładnie tak urządzoną. A śniadanie! Przepyszne! Zwłaszcza świeżo pieczone bułeczki scones. Ach, ubóstwiam te typowo angielskie sconesy (4). Szczególnie z rodzynkami. Po prostu niebo w gębie.
Chyba pierwszy raz w życiu widziałam taką prawdziwą gałązkę ostrokrzewu z czerwonymi owocami (5). Udało mi się ją przewieźć do Polski i już czeka sobie spokojnie na święta. A dom na zdjęciu numer 6 wybrałam jako najładniejszy! Jako ten, w którym chciałabym kiedyś zamieszkać.
Ale, ale… to nie był zwykły weekendowy wyjazd. Odwiedziliśmy magiczne Brockenhurst z powodu ślubu mojej kuzynki z Amerykaninem. Bardzo cieszyliśmy się na to wydarzenie, bo wyobrażaliśmy sobie, że będzie jak na filmie „Cztery wesela i pogrzeb”. I wiecie co? Dokładnie tak było! Ślub odbył się w pięknym hotelu, którego fragment widać na zdjęciu 7. A to, co było największym zaskoczeniem, a jednocześnie ciekawym pomysłem to tort serowy, zamiast tradycyjnego. Może i nie pachniał tak wspaniale, ale za to jak smakował!
W drodze powrotnej zwiedziliśmy Londyn. A przynajmniej jego centrum (8). Chociaż nie polecam zwiedzania w listopadzie, to trzeba przyznać, że bardzo przyjemnie się chodziło. Wszędzie czuć już święta:) A ja, będąc tam, nie mogłam się oprzeć, żeby nie odwiedzić sklepów Bomb Cosmetics (9) i Lusha’a (10)! Moje nowe skarby to m.in smakowite babeczki kąpielowe od Bomb Cosmetics i cukrowy peeling do ciała w kostce Lush. Zaraz wypróbuję!
Noc spędziliśmy na lotnisku, więc padam z nóg. A jak Wam minął weekend?
Dobranoc!

Przepadłam: Maddie The Coonhound

Kochani,

Zmykamy jutro na weekend w wielki świat:) Czeka nas wesele pod Londynem, a wraz z nim kilka dni zupełnie oderwanych od rzeczywistości. Nie będzie mnie zatem chwilkę. Wrócę na poczatku tygodnia z nowymi inspiracjami i Po-Weekendowymi Cudami. Czekajcie:)
Tymczasem chciałabym przedstawić Wam wspaniałą psinę Maddie, której zdjęcia i perypetie śledzę od pewnego czasu i zawsze wywołują na mej twarzy uśmiech. Czasem wręcz bardzo szeroki!! Po więcej wpadajcie na MADDIE THE COONHOUND. Warto! Trzeba przyznać, że musi to być niezwykle spokojna i cierpliwa psina, ale widać też, że właściciele muszą ją po prostu bardzo kochać:)

Tak mi już kilka pomysłów wpada do głowy z moją Misią, hihi:)

Zdjęcia MADDIE THE COONHOUND

Jej Świat: Zielony Koszyczek

Znacie może blog Zielony Koszyczek, pełen naturalnych domowych i markowych kosmetyków? Wiele z Was na pewno tak! Resztę zapraszam TUTAJ, bo warto!  Postanowiłam Wam dzisiaj przybliżyć sylwetkę jego autorki – przesympatycznej, świadomej, pomysłowej dziewczyny. Oto, co lubi, czym żyje, co ceni… jej kilkoma słowami, według numerków:)
  1. Moi ukochani mężczyźni, mój cały świat. Tak naprawdę nic nie jest ważniejsze.
  2. Zdjęcia z podróży🙂 Pierwsze to nasze Beskidy,
    gdzie spędziliśmy tegoroczne wakacje. Drugie to safari w Egipcie. Kocham
    podróżować. Uwielbiam dalekie wyprawy, safari, nurkowanie, ale równie
    ekscytujące mogą być wycieczki za miasto. Trudno mi usiedzieć w domu.
  3. Moją pasją jest fotografia. Zawsze lubiłam robić zdjęcia
    wszystkim i wszystkiemu. Najmniej mam autoportretów 😉 Mój
    aparat to Sony Alfa.
  4. Jeśli kupuję kosmetyki, to tylko zdrowe, prawdziwie naturalne. Dr.Hauschka, Pukka, Gaia Creams – to moje ulubione firmy. Kosmetyki
    domowej roboty to prosty i tani sposób na zdrową, naturalną pielęgnację.
    Staram się wybierać przepisy niewymagające użycia trudno dostępnych
    półproduktów. Wystarczy to, co mam w kuchni 🙂 
  5. Martyna Wojciechowska i Beata Pawlikowska – kobiety podróżniczki.
    Dlaczego je lubię? Ponieważ nie boją się podążać za głosem serca i
    marzeniami.
  6. Domowe wypieki. Nim zamieszkałam z moim mężem nie potrafiłam upiec
    tostów, bez ich przypalania. Mój tato szczerze współczuł zięciowi,
    skazanemu na moje gotowanie. Ale powolutku uczyłam się gotowania i
    pieczenia. To drugie pokochałam.  Obecnie nieskromnie mogę pochwalić się
    pysznymi wypiekami, szczególnie sernikami. 

Na zakończenie przedstawiam Wam przepis Zielonego Koszyczka na wspaniały migdałowy krem myjący do twarzy – ten ze zdjęcia powyżej:

co jest potrzebne:
Garść migdałów w całości ze skórką. Mielone do tego celu niestety się
nie nadają. Do mojej mieszanki użyłam 200g migdałów, to jednak za dużo.
Moim zdaniem połowa z tego w zupełności wystarczy. Dodatki wg uznania

wykonanie:
To najtrudniejsza część zadania. Migdały należy mielić tak długo, aż
powstanie pasta – masło migdałowe. Konsystencja nie powinna jednak być
zbyt ziarnista. Nie chcemy przecież peelingu. Do tego celu najbardziej
nadaje się młynek do kawy, melakser, lub ostatecznie blender. Ten
ostatni może jednak nie sprostać zadaniu. Przygotowując swoją pastę
używam najpierw młynka do orzechów, później blendera. Młynek mieli
migdały, nie robi z nich jednak pasty. Blender natomiast rozdrabnia
migdały wydobywając z nich olej i tworzy mięciutką pastę.

  

Jak tylko powstanie w miarę wilgotna masa Wasz domowej roboty kosmetyk
jest już w zasadzie gotowy 🙂 Teraz można dodać kilka kropel oleju ze
słodkich migdałów. Krem będzie bardziej zwarty i oleisty. Troszkę
rozrabiamy i gotowe! Kremik przechowujemy z zamkniętym opakowaniu
najlepiej w lodówce.

Dodatki
Przepis podstawowy można odpowiednio zmodyfikować, dodając kolejne składniki. Poniżej kilka opcji:

  • Chcecie domowej roboty Angels on Bare Skin? Wysarczy do pasty dodać troszkę białej glinki, suszonych kwiatków lawendy oraz kilka kropel lawendowego olejku eterycznego.
  • Krem do mycia będzie bardziej nawilżający i kojący, jeśli dodamy mąki owsianej, bądź drobno zmielonych płatków owsianych. Płatki owsiane są
    niesamowicie kojące. Wprost idealne dla skóry suchej, podrażnionej,
    atopowej. Ponadto płatki podobnie jak migdały zawierają dużo witaminy E i
    są przeciwutleniaczami. Zatem aby wzbogacić nasz krem do mycia,
    dodajemy łyżkę zmielonych płatków owsianych. Zastanawiam się, czy nie
    dałoby się dodać łyżki płatków owsianych do jeszcze całych migdałów i je
    razem zmielić. 
  • Miód to
    cudowny środek nawilżający i regeneracyjny, idealny dla skóry suchej.
    Jeśli chcemy aby nasz krem do mycia twarzy był bardziej odżywczy,
    wystarczy łyżka miodu. Uwaga! Osoby z uczuleniami powinny uważać.
  • Składnikami, które również wzbogacą nasz krem do mycia są również zioła: rumianek, nagietek, kwiat lipy oraz szałwia. Rumianek łagodzi, działa przeciwzapalnie, zapobiega stanom zapalnym skóry. Nagietek łagodzi podrażnienia skóry, działa przeciwzapalnie. Kwiat lipy pięknie nawilża. Szałwia
    natomiast działa ściągająco i przeciwzapalnie. Podobnie jak z
    powyższymi składnikami wystarczy niecała łyżka ziół, uprzednio
    rozdrobnionych. Gotowe!
  • Mój ulubiony przepis to odrobina oleju
    ze słodkich migdałów, kilka kropel lawendowego olejku eterycznego oraz
    trochę suszu z lawendy i nagietka.

sposób użycia:
Niewielką ilość pasty łączymy z wodą w zagłębieniu dłoni i rozrabiamy
 palcami, tak aby powstała emulsja. Nakładamy na zwilżoną twarz i
podobnie jak Krem do mycia dr.Hauschka (opisany tu)
delikatnie rozprowadzamy, lekko wciskając w skórę. Nie wcieramy (!)
Spłukujemy letnią wodą. Na koniec przykładamy zimny kompres.

Zdjęcia:  Dr.Hauschka / Pukka / Gaia Creams / aparat Sony / Martyna Wojciechowska / Beata Pawlikowska / pozostałe autortwa Zielonego Koszyczka

O róży, o winie i o maseczce

Lubię to, co związane jest z różami. Lubię kwiaty, zwłaszcza te dzikie. Lubię przetwory, szczególnie konfiturę z płatków róż. Lubię kosmetyki z różami, olejek różany i wodę różaną. A najbardziej lubię moją córeczkę Różyczkę. 

Mąż mój dobrze o tym wie i ostatnio zrobił mi prezent. Przechodził przez kiermasz żywności tradycyjnej (czy coś takiego) i zakupił mi specjalne winko! Różane Unioque Rose z bułgarskiej plantacji Pamidovo Chateau! Tak, tak, nie różowe a różane, choć zapewne na bazie wina różowego powstało. Etykieta mówi, że jest to połączenie wina z wodą różaną i olejkiem z róż bułgarskich. A te róże bułgarskie znane są ze swego niesamowitego aromatu, piękna i wspaniałych właściwości pielęgnacyjnych i smakowych. Co zatem zrobiła najpierw nieco ześwirowana na pewnym punkcie żona? Maseczkę!
Słyszeliście o winoterapii? Staje się ona ostatnio coraz bardziej modna i bardzo dobrze adaptuje się w naszych rodzimych SPA. To nic innego jak leczenie winem, które sprowadza się często do zabiegów pielęgnacyjnych na bazie winogron, moszczu (czyli soku z winogron przeznaczonego do fermentacji) i samego też wina. Są one pełne antyoksydantów, które zwalczają wolne rodniki, pozwalając skórze dłużej zachować młodość. Najbardziej znana i cenna jest tu zawarta głównie w pestkach
winogron tanina, która działa ściągająco i przeciwzapalnie.
Maseczki na bazie wina stają się zatem panaceum na wiele dolegliwości. Przeciwdziałają starzeniu się skóry, dezynfekują i regenerują. Kąpiele w winie mają działanie wyszczuplające i relaksujące. Jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze olejek różany ze swą drogocenną mocą i kieliszek wina do popicia, to czegóż nam więcej trzeba?
Pozostańmy jednak przy maseczce… Trochę się obawiałam, przyznam, bo jednak wino zawiera alkohol, a alkohol wysusza. Pomimo tego musiałam spróbować. Zmieszałam więc dużą łyżkę naturalnego jogurtu z łyżeczką różanego winka i nałożyłam na twarz na 20 minut. Jogurt lekko zasechł, ale nie było problemu z jej zmyciem. Pozostałą częścią, za pomocą wacika, przemyłam twarz wieczorem. A efekty? Bardzo przyjemne! Winko razem z jogurtem nieco ściągnęło skórę, ukoiło ją i mam wrażenie, ze dodało odrobinę blasku. Moja wino-różo-terapia wyszła pozytywnie!
Resztę winka postanowiłam jednak skonsumować w tradycyjny sposób🙂 Jest bardzo słodkie, niczym likier. Sprzedawca polecił dodawać go do wina wytrawnego i muszę przyznać, że pite w ten sposób smakuje doprawdy wybornie. Ten słodki różany aromat doskonale pasuje! 
Na zdjęciu umieściłam jeszcze kandyz różany, czyli połączenie cukru z likierem różanym. Świetny dodatek do deserów czy po prostu do herbaty. Polecam Waszej uwadze także przepiękny album Rose Petal Jam (B.Zatorska, S.Target), pełen przepisów i wspomnień z Polski. 
Ale i tak najcudowniejszą Różą świata pozostanie ten mój mały bąbel… 

Po-Weekendowe Cuda no2

A co znalazłam w ten weekend?

Zaczynamy od krów! Cudne są, a jakimś cudem natrafiłam aż na dwie! Ta pierwsza (1) to, wyobraźcie sobie, dzwonek do roweru! Ze świetnego sklepiku z oryginalnymi rowerowymi akcesoriami Bike Belle. Druga krówka umieszczona została na organicznych kosmetykach Cowshed (2). To tutaj to akurat kremik dla dzieci, ale marka ma w swej ofercie bardzo dużo produktów. U nas można je zakupić z tego co wiem w Zalando. Wyglądają bardzo ciekawie!
Bardzo spodobała mi się kurtka z reniferami z Orsaya (3)! A także propozycja Synchronii Art (4) na wspaniałe prezenty – ręcznie robione świece, o których już pisałam zapakowano w urocze kartoniki. Cudne!
Niepowtarzalne solniczki w kształcie duchów od PMO Design to akcent Halloweenowy (5)! Z poczuciem humoru i praktyczne.  W tym temacie dalej – zabawne zdjęcie z (lub bez) duchami (6) oraz pomysł na przebranie w stylu romantyczno-dramatycznym –  koronkowa maska na twarz (7).
A na koniec – świetne jesienne grzybowe ręczniczki/ściereczki/podkładki od skinnylaminx 
(8)! Bomba!
Facebook