W roli głównej: Peeling myjący do twarzy Bambus & Ryż Be Organic

Uwielbiam, naprawdę uwielbiam podglądać nowe marki kosmetyczne. I nie tylko. Ale kosmetyczne najbardziej. Jaki mają pomysł na siebie, jak się komunikują, jaki wybierają kierunek identyfikacji, jak wchodzą na rynek, jaki mają odbiór w internecie, a w końcu – jak skuteczne są ich produkty?

Kiedy zgłosiła się do mnie marka Be Organic, nie miała jeszcze gotowej strony. Miałam jedynie zapewnienie, że kosmetyki są naturalne. Cóż szkodziło spróbować? Na pierwszy ogień poszedł więc peeling myjący do twarzy. Przesyłka doszła niedługo potem, a w niej – zaskoczenie!

Wiecie pewnie, że zwracam ogromną uwagę na opakowanie. Wiele z młodych marek wybiera dostępne ogólnie pojemniki i po prostu nakleja na nie etykiety. Tutaj zdecydowano się na znacznie ciekawsze rozwiązanie. Na proste, ale eleganckie zestawienie trzech kolorów – szara, matowa buteleczka pokryta jest białymi napisami i niebieskimi motywami. Całość prezentuje się świetnie. Plus na wstępie!

Kolejnym plusem okazał się zapach – łagodny, bardzo przyjemny, ma w sobie coś z energetycznej zielonej herbaty. Nie powiem, jest to spora zaleta – używanie peelingu staje się po prostu przyjemnością.

Kosmetyk ma konsystencję płynnego żelu. W nim gdzieniegdzie pływają drobinki ryżowe. Nie jest ich sporo, nie jest to więc intensywny zdzierak martwego naskórka. Jest to raczej łagodny peeling, nawet nie wiem czy nie bardziej żel do mycia twarzy. Myślę, że z powodzeniem można stosować go codziennie, pomimo informacji na opakowaniu o dwóch razach w tygodniu. Dobrze oczyszcza i koi. Całość w towarzystwie przyjemnego aromatu.

Peeling zawiera 99% naturalnych składników, część jest certyfikowana przez Ecocert. Opakowanie jest w pełni biodegradowalne (nie tylko ładne!). W składzie najdziemy energetyzujące i pielęgnujące ekstrakty z bambusa, żeń-szenia i liści winogron. Cena nie jest może szczególnie przystępna, ale z pewnością odpowiednia do wysokiej jakości kosmetyku.

Polecam! A marce wróżę dobrą przyszłość.

Peeling znajdziecie w Be Organic.

 

SONY DSC

 

 

Na lato – BOHO

W to lato, tak wyczekane, króluje styl boho! Bardzo mnie to cieszy, bo jak mało który pasuje on do słońca, jezior i lasów, do wieczornych ognisk i krótkich wypadów za miasto, do leżakowania nad Wisłą i lodów na Kazimierzu.

A jak boho to koniecznie długie, zwiewne, kwieciste sukienki, kolory, wzory i lekkość. Do tego niezbędne torebki z frędzlami, worki, nerki w etniczne motywy, duże słomkowe koszyki albo wyszywane plecaki. Na nogi zakładamy rzymianki, platformy i espadryle. We włosy wkładamy kwiaty i łańcuszki. Stawiamy na barwną biżuterię z kamieniami, chwostkami i piórami. Jeśli dżinsy, to tylko z obstrzępionymi dziurami.

A potem – nieznośna lekkość bytu 🙂

Oto mój boho-wybór z polskich sklepów!

 

 

BOHO1

1. Krótki kombinezon, Zara

2. Sandały-rzymianki skórzane, Primamoda

3. Torebka- koszyk Pepe Jeans / Answear

4. Naszyjniki Stone Design, Lili in the Garden

5. Nerka z paseczkiem w etniczne wzory, Anacomito / Pakamera

 

BOHO2

 

6. Opaska na włosy z łańcuszkami, Romantic Store / DaWanda

7. Kwiecista sukienka z szyfonu, H&M

8. Torba na ramię z frędzlami, F&F

9. Kolczyki z lapis lazuli i hydro rubinami, Lili in the Garden

10. Boho Plecak Color of Illusion Flowers, Bright Boho / DaWanda

11. Espadryle na koturnie, H&M

 

BOHO3

12. Pokrowiec na laptopa w stylu boho, Bright Boho / DaWanda

13. Kolczyki z chryzoprazami i lapis lazuli, Lili in the Garden

14. Sukienka z haftem, H&M

15. Kwiecista sukienka, Zara

16. Zestaw bransoletek z agatami Hamsa, Lili in the Garden

17. Torebka-worek pikowana, Farbotka / Pakamera

 

<a href=”http://www.bloglovin.com/blog/14153247/?claim=3pa3bvsxkar”>Follow my blog with Bloglovin</a>

Przepis na różano-jogurtowy balsam do rąk

Piękny był ten weekend. Taki letni, sielski, spokojny. Pachniał obłędnie dzikimi różami, lasem i koktajlem truskawkowym. Wygrzaliśmy się leniwie w czerwcowym słońcu, odpoczęliśmy… Pora wracać do pracy. Ale jeśli już wracać, to tylko z miękkimi, pięknymi dłońmi! Bo to o nie dzisiaj w bardzo prosty sposób zadbamy!

Zrobimy różano-jogurtowy balsam do rąk. Najprostszy z możliwych, a jakże wspaniały! Z delikatną nutą róż! Balsam zamienimy w maskę, która ukoi, złagodzi i zmiękczy. Coś idealnego po całym dniu spędzonym na wsi, na powietrzu, przy pracach ogrodowych lub po całodziennym smażeniu truskawkowych konfitur.

 

SONY DSC

 

Różano-jogurtowy balsam do rąk

Składniki

  • 150 ml jogurtu naturalnego
  • garść płatków róży

Do stworzenia balsamu najlepiej zasiąść rano. Zerwać świeże płatki róży, pokroić je na drobne paski i wymieszać z jogurtem. Taką mieszaninę odkładamy do lodówki na kilka godzin, aby wyciągnąć możliwie najwięcej dobroczynnego olejku z róż.

Wieczorem, kiedy słońce nie jest już tak mocne, kiedy w powietrzu unosi się ciepły zapach ziół i kwiatów, a my w końcu mamy chwilę dla siebie, sięgamy bo nasz balsam. Delikatnie masujemy nim dłonie przez kilka minut, tak, aby pozostała na nich dosyć gruba warstwa. Pozostawiamy go na rękach przez kolejne 15 minut, podczas których, najzwyczajniej, relaksujemy się. Jogurt zmywamy letnią wodą.

Balsam należy zużyć tego samego dnia, lub nazajutrz, jeśli był przechowany w lodówce.c Oczywiście możemy go wykorzystać do pielęgnacji całego ciała pod prysznicem.

 

SONY DSC

SONY DSC

Na koniec – Różyczka, taka już duża!

 

SONY DSC

 

 

Przepis na korundowy peeling do twarzy monoi-truskawka

Mmmm… żebyście wiedzieli jak to pachnie! Kto podczytuje Lili dłużej, ten wie, że uwielbiam olej monoi, czyli macerat gardenii tahitańskiej w oleju kokosowym. Ten zapach jest obłędny, tropikalny, ciepły, kwiatowy, ale świeży. No… po prostu cudowny. Tym razem dodałam do niego… truskawki! Takie prawdziwe, nasze, polskie, sezonowe. Całość nie do opisania!

I tak powstał delikatny peeling do twarzy, którego podstawą jest kosmetyczny korund. Jego zadaniem jest dogłębne, ale łagodne oczyszczenie cery. Jeśli jednak pozostawimy peeling na twarzy chwilę dłużej, zamieni się w odżywczą, rozjaśniającą maskę. A jeżeli peelingu mamy sporo, możemy całemu ciału zaserwować taki pachnący zabieg!
 

Fathers

Co rano odprowadzam Różę do przedszkola – głównie ja, bo Stacha teraz na dłużej nie ma. Lubię wtedy podglądać tych wszystkich tatusiów, którzy przyprowadzają swoje dzieci. Zupełnie inaczej się na nich patrzy niż na mamy. Mama to… normalne jest. A jak tata, tuż przed drzwiami sali, bierze synka w objęcia, mówi „kocham cię” i całuje mocno, to każdorazowo się rozczulam.
Lubię męskie spojrzenie na wiele rzeczy, wolę je. Lubię wsłuchiwać się w męskie rozmowy, podczytywać męskie blogi pełne poczucia humoru. Kiedy więc usłyszałam o magazynie Fathers od razu mnie zainteresował. Polubiłam na Facebooku, pooglądałam stronę. Dopiero ostatnio jednak kupiłam sam magazyn (od miłych panów z Fathers na targach z okazji dnia dziecka). Dla Stacha na dzień ojca.
A potem się zaczytałam, zaoglądałam i popłakałam ze wzruszenia 🙂

Kulinarnie: Najlepsze lodowe kanapki z orzechów włoskich

O czymś takim śni się po nocach! Zawsze lubiłam lodowe kanapki, postanowiłam więc w końcu wykombinować własne. I powiem Wam, że to najlepszy lodowy deser jaki w życiu jadłam! Ich spody to bardzo proste ciasteczka w stylu makaroników, ale z orzechów włoskich, a nie migdałów. Są całkowicie obłędne! W środku delikatnie wilgotne, ciągnące, mocno orzechowe. Z lodami tworzą wspaniałą całość. Cóż, do dzieła!

Facebook