Cytrynowa sukienka w dwóch odsłonach

Jestem pewna, że bardzo wiele z Was zna i czyta blog Black Dresses. Sama od dawna bardzo lubię i z przyjemnością podglądam narodziny nowej marki autorki bloga. Dzisiaj postanowiłam więc przyjrzeć się bliżej jednej z cudownych sukienek od Moniki Kamińskiej. Wybrałam tą z najnowszych, w kolorze zbliżającego się lata – cytrynowym.
Cytujęzwiewna, kobieca i niezwykle twarzowa sukienka z oddychającej tkaniny (cool wool). U mnie w dwóch odsłonach – w mocnym kolorze i klasycznie jasnej. Którą wolicie?
Ach, wśród dodatków oczywiście biżuteria Lili in the Garden. Pamiętajcie, drodzy moi, że w maju 15% rabatu z kodem „maj”!

 

Biolaven do twarzy

Podoba mi się kierunek i tempo rozwoju marki Sylveco.  Nie dość, że firma co rusz wypuszcza na rynek nowości sygnowane swoim logo, to jeszcze pokusiła się na stworzenie całkiem nowej linii z zupełnie inną identyfikacją wizualną. Poznajcie więc dzisiaj Biolaven – kosmetyki dobre, naturalne i nasze, polskie, choć mocno prowansalskie.
Filozofia Biolaven jest jasna i czytelna – skupiamy się na oleju z pestek winogron i olejku lawendowym, zapewniamy proste, nieprzekombinowane składy, całość zamykamy w estetycznych, może nie specjalnie oryginalnych, ale na pewno mocno charakterystycznych opakowaniach. Wszystko podajemy w przystępnej cenie. Efekt? Niedługo zagarniamy cały rynek ekokosmetyczny.
Podoba mi się ta biel z fioletem. Ten delikatny rysunek rodem z rycin. Mocno zaskakuje zapach. Spodziewałam się intensywnego lawendowego doznania, a tymczasem okazało się, że cała linia pachnie… winogronami. Nie powiem, dosyć przyjemny aromat, na dłuższą jednak metę wolałabym więcej lawendy. Lawenda tak nie męczy. Zapach lawendy pochodziłby także z mojego ulubionego olejku, a tutaj jest całkowicie przytłoczony aromatem.

Jak zrobić olejek konwaliowy

O zapachach ciąg dalszy! Dzisiaj postaramy się zakląć maj w olejku. A dokładnie jeden z najpiękniejszych majowych aromatów – zapach konwalii. Nie znam bardziej kobiecych, subtelnych delikatnych kwiatów, przypominających mi od zawsze baletnice. Zaliczam je do mojej zapachowej czołówki, razem z bzami, fiołkami, kwiatami mirabelki i różami. Mogłabym tak trzymać te konwalie pod nosem i wdychać… Błogo, magicznie i całkowicie nierealnie.

Postarałam się więc przenieść ten delikatny, ulotny zapach do olejku. Nie powiem, lekko nie było. Aby aromat pozostał w tłuszczu, trzeba dosyć żmudnie powtarzać pewne czynności i cierpliwie czekać. Trzeba poświęcić sporo pięknych kwiatów. Ale warto! Powstaje nam produkt niemal luksusowy, z ujmującą nuta konwaliową. Olejek taki wykorzystujemy jako serum do twarzy, dodatek do innych kosmetyków lub po prostu – do ciała bądź do kąpieli.
Do stworzenia olejku z konwalii potrzebujecie:
  • konwalie (tą metodą możecie także stworzyć olejek z bzów, róż czy fiołków)
  • olej, najlepiej bezzapachowy, wybrałam olej ryżowy, świetnie także sprawdzi się tu olej ze słodkich migdałów, jojoba czy słonecznikowy
  • szklany słoiczek
  • bawełniany materiał lub gaza

Kwiaty do stworzenia tego typu olejku muszą być w pełni rozkwitnięte, kiedy ich zapach jest najbardziej intensywny. Najlepiej zbierane przed południem, zanim słońce zaczyna najmocniej grzać. Rozkładamy je na stole, w ciepłym miejscu i pozwalamy obeschnąć. Zależy nam na tym, aby żadna kropelka wody nie dostała się do olejku. Następnie obrywamy kwiaty z gałązek, możliwie bez zielonych części. W przypadku róż czy fiołków, powinny to być same płatki.

Kwiaty zalewamy olejem tak, aby w całości je zakrył. Słoiczek odkładamy w suche, najlepiej słoneczne miejsce na 1-3 dni. Co jakiś czas wstrząsamy. Po tym czasie olejek przecedzamy przez ściereczkę lub gazę do innego czystego pojemniczka i ponownie dodajemy do niego kwiaty. czynność powtarzamy dopóty, dopóki nie uzyskamy odpowiedniego zapachu. Ostateczny olejek musi być dokładnie przecedzony i przechowywany w ciemnym słoiczku lub butelce w chłodnym miejscu.

Co ważne
  • Olejek należy przecedzać i uzupełniać o nowe kwiaty minimum trzy razy (ja tak zrobiłam, zapach jest przyjemny, ale bardzo subtelny). Najlepiej więcej, nawet kilkunastokrotnie. W ten sposób wykonywano tego typu olejki tradycyjnie i takie właśnie są najcenniejsze. Trzeba jednak przyznać, że jest to dosyć pracochłonne, a i kwiatów trzeba by wykorzystać naprawdę spor.
  • Kwiaty muszą być suche. Zdarza się jednak czasem, że do oleju dostanie się odrobina wody lub wilgotne kwiaty zapleśnieją. W tym drugim przypadku niestety olejek musimy wyrzucić. W pierwszym warto odczekać chwilę, aż charakterystyczny śluz przedostanie się na spód, a następnie przelać olej z góry do czystego słoiczka.
  • Olejek na początku nie pachnie od razu ładnie. Z każdym kolejnym uzupełnieniem o kwiaty zyskuje coraz ładniejszy zapach.
  • Dobrym pomysłem jest dodanie odrobiny witaminy E do gotowego olejku, co przedłuży jego przydatność od użycia.
  • Taki olejek może stać się wspaniałym prezentem dla bliskiej osoby!

 

 

Zakląć wspomnienia w zapachu & Craft’n’Beauty

Tak to jest, że czasami, kiedy poczujemy jakiś zapach, zamykamy oczy i przenosimy się w myślach zupełnie gdzieś indziej. Nie musi to być przyjemny aromat, musi jednak z czymś się kojarzyć. Nagle znajdujemy się przy stole w kuchni u mamy albo nad Bałtykiem z lat 80-tych. Kiedy indziej wspominamy koleżankę z liceum, która zawsze tak ładnie pachniała albo dom dziadka, w którym nuta pudrowej słodyczy w dziwny sposób mieszała się z panującą wszędzie wilgocią. Tak to właśnie jest z zapachami. Tylko one potrafią w aż tak magiczny sposób przenosić w czasie, przywracają pamięć, wstrzykują dawkę zakurzonych emocji, otwierają zakamarki umysłu, które wydają się być od dawna zamknięte.

Siedzą mi ostatnio w głowie te zapachy. Krążą i nie dają o sobie zapomnieć. Pisałam Wam o książce Kolekcjonerka perfum Kathleen Tessaro. To jedna z tych pozycji, po których wszystko zaczyna pachnieć bardziej intensywnie, a sięgając po perfumy bardzo usilnie stara się człowiek odkryć ukryte w nich aromaty. Coś jak Pachnidło. Kiedy to zapach wychodzi z papieru, krąży w głowie. Wyobraźnia próbuje nadążyć za opisem. A kiedy nie może, dopada żądza wąchania i po prostu trzeba się przejść do perfumerii.

Jest taki fragment w książce, kiedy to główna bohaterka wącha perfumy u zapachu śniegu. Wyobrażacie sobie? No, ja nie niestety. Kiedy tylko je poczuła znalazła się myślami nieopodal swojego domu, dawno, w dzieciństwie. Natomiast perfumiarz, który je stworzył chciał skomponować zapach zimy w czasie wojny w Polsce, kiedy biegł głodny przez zamarznięte pole. Ponoć udało mu się…

Zanim przejdę to tematu ze zdjęć, mam dla Was pewien pomysł. Pomysł, który sama sprawdziłam, o którym już nawet kiedyś wspominałam. Pomysł na te nasze szarobure listopady i stycznie. Pomysł na zaklinanie wspomnień. Pomysł na chwilę uśmiechu w momencie zwątpienia i na gorące promienie słońca w najzimniejszą, najciemniejszą noc.

Pomysł I  Zaklinanie lata

Sprawdzony w 100%!

Z miłości do talerzy x3

O tym, że uwielbiam talerze pisałam Wam nie raz. Pokazywałam Wam też sporo wspaniałej porcelany. Czas na kolejną dawkę talerzykowej miłości! Mam dzisiaj dla Was trzy nowe kolekcje, w których zakochałam się całkowicie, bez pamięci i totalnie. Każda zupełnie inna, w innej stylistyce. A każda przyciąga. I na każdej chce jeść obiadki. I każdą chcę zawiesić na ścianach. Ech…

Zaczynamy od kur!

Kury znalazłam na blogu Miss Moss. Dostępne były niegdyś (jedna została…) w Anthropologie. Autorstwa Holly Frean, zdjęcia Artsy.

Te kurki to moje faworytki!

 

 

Facebook