KategorieUncategorized

Przegląd: Na ferie w kosmetyczce!

Sezon wyjazdów zimowych w pełni! Dzieci na ferie w góry, rodzice na narty do Włoch. My niestety żadnego wyjazdu nie planujemy. Ale przyznam Wam się po cichutku, że w zimie to najbardziej kuszą mnie wyjazdy w…. ciepłe kraje! Aby doładować się nieco słonecznie… Cóż, może za rok! Tymczasem mam kilka kosmetycznych naturalnych must have dla wszystkich, którzy jednak preferują zimową przygodę!

1. Antybakteryjne pianki do mycia rąk Bentley Organic,dla dorosłych i dla dzieci, żeby zadbać o minimum higieny bez potrzeby używania wody i ręcznika! BeeEco.pl, dla dzieci, cena: 22zł; dla dorosłych, cena: 22zł;

2. Dezodorant mineralny ałunowy ukryty w chusteczkach dezodorujących Crystal. Idealny w trakcie podróży lub w nagłych przypadkach 🙂 W czterech wersjach: granat, bezzapachowa, rumianek i zielona herbata, lawenda i biała herbata, BliskoNatury.pl, cena: 1,99zł/szt.;

3. WINTER BALM Balsam ochronny na zimę Martina Gebhardt, Gęsty balsam na bazie bio-oliwy z oliwek i olejku z orzechów laskowych. Intensywnie pielęgnuje i chroni skórę przed chłodem i ostrym wiatrem. Odpowiedni również dla niemowląt i dzieci. Green Line, cena: 36zł;

4. Obowiązkowo- pomadka do ust! Ta kusi bardzo! Sweet honey z miodem, Make Me BIO, cena: 19zł;

5. Na podróż – zestawy podróżne! 5 kosmetyków w kosmetyczce Bentley Organic, EkoMaluch, cena: 59,99zł.

6. Rozgrzewający i rozkosznie pachnący krem do stóp Phenomé z olejkiem z imbiru i mandarynki, Phenomé, cena: 79zł;

7. Zamiast ciężkiego podkładu i kremu i filtru…Organiczny krem BB 5w1 SO’BIO, EcoKraina, cena: 59,90zł;

8. Na to cudo natknęłam się przygotowując ten materiał! Miswak! Gałązka używana zamiast szczoteczki i pasty do zębów. Prosto z Pakistanu, w hermetycznym pudełeczku. Zaintrygował mnie, więc i Wam coś więcej napiszę! Cytuję jego skład:
  • krzemionka ma działanie wybielające,
  • tanina działa kojąco na bolesne dziąsła,
  • alkaloidy zabijają bakterie,
  • zawarte w gałązce żywice tworzą na zębach powłokę, która chronią zęby przed powstawaniem osadu i rozwojem bakterii. 
  • gałązka dostarcza jamie ustnej witaminy C, która przyspiesza regenerację organizmu, a także jony fluoru i wapnia o działaniu mineralizującym i bakteriobójczym.
 Ciekawe, prawda? Ktoś już próbował? Ponoć, kiedy się ta gałązkę żuje, pomaga także w rzucaniu palenia 🙂 ecoshop, cena: 19zł;

9. Po nartach – Balsam na bolące mięśnie Meadowsweet Muscle Balm – Herbfarmacy, Iwos.pl, cena: 37,38zł;

10. Kolejny zestaw podróżny – tym razem Biofficina Toscana. W saszetce: delikatna pianka do mycia twarzy, ciała i okolic intymnych, delikatny szampon do każdego rodzaju włosów, aktywna odżywka do włosów, Skarbiec Natury, cena: 64,90zł.

Zaproś kwiaty do domu czyli pomysł na probówki i filiżanki!

Wygląda na to, że zima jednak rozgościła się na dobre. A my się jej nie dajemy! I jeśli nie wczorajszy kolorowy peeling to dzisiejsze kwiaty pomogą nam zachować uśmiech na twarzach! Nawet w najzimniejszą, najbardziej szarą aurę!
Zapraszamy wiosnę do domu! I kwiaty wiosenne!! Na szczęście sklepy porządnie się w nie zaopatrzyły i kuszą nas ze wszech stron cebulkami i tulipanami. Bardzo mnie to cieszy! Nic tak nie poprawia humoru zimą jak świeże kwiaty. I gorącą herbatka. I kocyk. I jeszcze jakieś dobre ciacho. Ale kwiaty muszą być! Do kwiatów od razu się uśmiechamy. Kwiaty koją nam zmysły i dodają magicznego romantycznego uroku wnętrzom. Choć jeden mały malutki hiacyncik, który lada dzień rozkwitnie!
Mam dzisiaj dla Was dwa pomysły na kwiaty w domu. I to najlepiej przy miejscu Waszej pracy. Tam, gdzie spędzacie dużo czasu, ślęcząc nad papierami lub wgapiając się w ekran komputera! Bo czasem trzeba odwrócić wzrok i zawiesić go na czymś pięknym.
Albo inaczej – na parapet, nad stół, pod lampę, pod szafki kuchenne… no… co Wam przyjdzie do głowy! Dzisiejsze pomysły wszędzie się sprawdzą.
Pierwszy jest bardzo prosty! Przesadzamy cabulki z hiacyntami, narcyzami lub krokusami do filiżanek! Mogą być najróżniejsze, w ciekawe wzory lub bez. Im ich więcej tym ciekawiej! Potem ustawiamy je gdzie popadnie i czekamy z niecierpliwością, aż pojawią się pierwsze kwiaty!
Drugi pomysł wymaga nieco więcej pracy, ale prezentuje się również bardzo zacnie! Jeśli nie zacniej!

Przygotujcie:

  • patyczek znaleziony pod drzewem
  • białą farbę i pędzel
  • probówki (bywają w sklepach z art. gospodarstwa domowego lub w kwiaciarniach lub na Allegro)
  • materiałowe tasiemki
  • pistolet na gorący klej 
  • cięte kwiaty
Patyczek oczyszczamy i pozostawiamy do wyschnięcia na dobę. Malujemy go całego białą farbą i ponownie czekamy, aż wyschnie. Do probówek przymocowujemy tasiemkę. Za pomocą pistoletu umieszczamy na ich górze odrobinę gorącego kleju i obwiązujemy ujście tasiemką. Końcówkę również zabezpieczamy klejem. Następnie odginamy taśmę go góry, tworząc zagięty trójkącik, który ponownie zaklejamy – jak na zdjęciu. Dzięki temu tasiemka będzie nam równo utrzymywała zawieszoną probówkę. 
Mój patyczek zamocowałam na wspornikach półki. Możecie jednak do jego końców przywiązać taśmę i zawiesić go na haku lub gwoździu. Do patyczka dowiązujemy tasiemki z probówkami. Można też obwiązać patyk taśmą.Do probówek nalewamy wodę za pomocą buteleczki i wkładamy do nich kwiaty! Wyglądają uroczo!

Peeling Kolorowy

Kiedy dopada nas szarość… A dopada nas w naszym klimacie często… Kiedy i smutek i niechęć przychodzą… Kiedy brak uśmiechu i słońca… Wtedy to wbiegamy do kuchni, sięgamy po migdały, jagody goji i limonki i robimy sobie energetyczny, soczysty i radosny Peeling Kolorowy!!!
Zapraszam Was dzisiaj na prosty przepis na dobry humor i piękne, zadbane, odżywione i odmłodzone ciało! Peeling ten jest bowiem wysycony składnikami odżywczymi, które pomogą nam zadbać o skórę. Jagody goji znane są ze swej ogromnej ilości przciwutleniaczy, które niwelują nam procesy starzenia się skóry. Witamina C zadba o jej koloryt. Limonka i jej naturalne olejki eteryczne wpłyną pozytywnie na nasz nastrój, a jej sok delikatnie spulchni skórę. Migdały wygładzą i złagodzą. Odrobina oliwy pomoże w odpowiednim nawilżeniu. 
Peeling przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, pod prysznicem. Zrobiłam sobie jednak z niego także maseczkę na twarz. Wyszło genialnie. Skóra jest mięciutka i elastyczna. I ma jakby więcej blasku! Polecam!
 
Do zrobienia Peelingu Kolorowego przygotujcie:
  • garść jagód goji
  • garść łuskanych migdałów pub płatków migdałowych
  • 3 limonki
  • do uzyskania odpowiedniej konsystencji, wedle uznania: oliwę z oliwek, inny olej, wodę, sok z limonki lub miód płynny
Limonki wyparzamy wrzątkiem, myjemy i suszymy. Na tarce o małych oczkach ścieramy ich skórkę. Jeśli nie chcemy wykorzystywać peelingu tego samego dnia, a przechować go w suchej formie dłużej,  przekładamy zest do żaroodpornego naczynka i suszymy w piekarniku przez 10 minut. Świeża ma jednak więcej olejków eterycznych.
W blenderze miksujemy jagody goji na drobną mączkę. To samo robimy z migdałami. Zmielone jagody i migdały oraz podsuszoną skórkę z limonki możemy przesypać warstwowo do czystego słoiczka. Przed kąpielą (najlepiej z 2 godzinki wcześniej) przygotowujemy z suszu pastę peelingującą. Dodajemy do niej to, na co akurat mamy ochotę. Jeśli peeling ma być gęsty i tłuściutki, pamiętamy o oliwie. Warto dodać nieco odżywczego i antybakteryjnego miodu. Jeśli zależy nam na lekkości, pozostajemy przy wodzie. Osobiście polecam nieco oliwy, soku z limonki i wody. Do konsystencji miękkiej pasty, którą z łatwością rozprowadzimy na ciele. Ostrzegam, że jagody mogą brudzić, musimy więc peeling po wymasowaniu ciała, dokładnie spłukać. Wart jest tego!!

 Zrobicie? 🙂

Misz Masz: Wygraj Monoï! + Wyniki Konkursu Zimowego + Kiedy będę babcią…

Za oknem tak szaro, jak tylko szaro być może. Ledwo odróżniam drzewa od wyłaniających się zza mgły bloków z wielkiej płyty. Ze szpar 20-letnich okien dolatuje do mnie chłód i marazm. Ale nie mam złego humoru. Wiecie czemu? Bo naczytałam się właśnie o tym, jak go sobie Wy poprawiacie zimą. I podziałało! Samo czytanie! I mam jeszcze nieco najcudowniejszego oleju monoï dla Was. A myślami wybiegam do siebie na jakieś… 40-50 lat. A są to dobre myśli. Spokojne. 
Dzisiaj zatem mały misz masz. Ale nie mogło być inaczej. Nałożyły się bowiem na siebie te trzy rzeczy i musiały już razem się pojawić. I nawet się polubiły! 
Pamiętacie moje całkowite zauroczenie olejem monoï (TUTAJ)? Jego fantastycznym tropikalnym zapachem i pielęgnacyjnymi właściwościami. I samym faktem, że przywędrował z Tahiti? Stał się jednym z moich ulubionych olejów. Jeśli nie najulubieńszym! 
Podchwyciła to właścicielka sklepu BliskoNatury.pl i postanowiła przekazać i Wam trochę tropikalnego słońca (i jeszcze bazy kosmetyczne, ale o tym kiedy indziej)!
Mam więc po 50ml cudownego oleju monoï dla 6 osób.
Aby go wygrać, wystarczy, że w komentarzu pod tym postem dacie mi znać o chęci jego przygarnięcia!
Nie bądźcie anonimami! Na Wasze zgłoszenia czekam do poniedziałku 27 stycznia 2014 do północy. Spośród wszystkich osób, które pozostawią komentarz z chęcią przygarnięcia, wylosuję sześć, do których powędrują oleje. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu. Na adresy do wysyłki będę czekała 10 dni od ogłoszenia wyników. Wysyłka jedynie na terenie Polski, a odpowiedzialne jest za nią BliskoNatury.pl.
Polecam Waszej uwadze także fanpage BliskoNatury.pl na Facebooku (TUTAJ), który swoją drogą sama prowadzę 🙂

A skoro jesteśmy przy konkursach, to najwyższa pora na wyniki Konkursu Zimowego!

Razem z Emi-Natural.pl dziękujemy Wam za tak liczne zgłoszenia i tak wspaniałe pomysły na umilenie zimowego czasu! Wybraliśmy niestety tylko 4 z nich, ale lista po pierwszym czytaniu była bardzo bardzo długa!

Zwyciężają:

I miejsce
Agnieszka Dudek – za piękny obraz zimy, który cały czas mamy przed oczami
II miejsce
Agnieszka Błachut – za jazz grający nam w głowach
IIIa miejsce
Jadwiga Antonowicz-Osiecka – za mobilizację ogrodową
IIIb miejsce
Agata Dratwa – za wakacje i pomysł na grotę solną
Nagroda niespodzianka
Diana P

Gratulujemy i prosimy o podanie adresów do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl!

Zmieniając temat… Mamy dzisiaj Dzień Babci. Jedno z bardziej wyjątkowych świąt w roku. Niedługo sama zadzwonię do mojej Babci i prześlę jej nieco uśmiechu. Tymczasem pochłonęły mnie myśli o tym, jaką sama kiedyś babcią będę? Choć może nie babcią, a prababcią. Bo jak Róża będzie miała dzieci (lub jej ewentualne rodzeństwo) to zapewne będę jeszcze pracować i w kwiecie wieku. Ale dzieci tych dzieci będą patrzyły na mnie zupełnie inaczej. One to dopiero będą miały super babcię!

Będę babcią odjazdową! Może i starą, ale duchem młodą. Z dziadziem za rękę na spacery będziemy chodzić. Powolutku. Tak jak dzisiaj chadzamy z Różą.
A Róża będzie wspaniałą, piękną i… już też leciwą kobietą. Która będzie oczami przewracać na wybryki zwariowanej matki. 
Będę miała duży fotel obity kwiecistą tkaniną. Będę w nim siadywać i głaskać psa, który będzie wierną kopią Misi (bo oczywiście taką psinę znajdę).
Przestawię się z kawy na herbatę z sokiem malinowym. No… może nawet sama go będę robić. A w razie jakiegokolwiek problemu, kiedy trzeba będzie wymyślać rozwiązanie, będę mawiać „herbatka to zawsze dobry pomysł”.
Do dwóch rzeczy na pewno się nie przekonam! Po pierwsze, do picia owej herbatki w filiżankach. No bo przecież kubki są znacznie fajniejsze i większe! W filiżankach będę miała co najwyżej świece albo cebulki hiacyntów.
Po drugie, do robienia na drutach! Bo może to i jest takie babcine, ale cierpliwości do dziergania za grosz nie mam! Z wełny to ja ewentualnie taboreciki kiedyś mogę stworzyć! Będzie babcia-designerka!
Nie będę wnukom piekła babeczek do jedzenia, ale zawsze u mnie znajdą cudowne babeczki do kąpieli!
Będę miała swój własny Atlas Wysp Odległych (Judith Schalansky). Ale zamiast notki Pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę, będzie na nim widniało Pięćdziesiąt wysp, które odwiedziłam, w tym Puka Puka!
Może napiszę książkę o Róży? O małej zwariowanej dziewczynce, która kiedyś świata poza mną nie widziała. Tak, napiszę kiedyś taką!
A co najważniejsze – będę miała całe stado pulchniutkich wesolutkich wnuczków-prawnuczków, które będą do mnie uciekały w letnie popołudnia i zimową zawieruchę. Bo u babci tak miło i przyjemnie i ciasto zawsze dobre jest. A jak ta babcia opowiada! Ile przygód miała! Ile rzeczy widziała! Ach, ach 🙂
Taką będę kiedyś babcią 🙂
Zdjęcia/Photos:

Po-Weekendowe Cuda no62

Ciekawy, prosty i oryginalny pomysł na dekorację białej ściany (1)! Można stworzyć własne indywidualne kompozycje z kwiatów, liści, gałązek i karteczek wszelakich. Bardzo mi się podoba! (z SMP Living, zdjęcia: Bryce Covey Photography)
Ceramiczne, białe, urocze… deski do krojenia (2)! Poproszę! Z White Loft.
Zimowy pomysł na kwiaty do butonierki (3). Choć jak dla mnie idealnie nadają się te bukieciki do przyozdobienia domu 🙂
W Creature Comforts, w jednym z ostatnich postów, znajdziecie całą cudowną kolekcję geometrycznych papierków do ściągnięcia i wydrukowania (4)! I do użytku wszelakiego! Autorka Ez proponuje, aby wykorzystać je jako np. wkładki do kopert lub na opakowania dla mydełek. Cudne!
Cóż za fantastyczny kalendarz księżycowy (5). Idealnie wyglądałby wpakowany w ramki i powieszony jako obraz!
Coś w sam raz dla mnie! Bo ja zawsze wodziłam palcem mapie, po wyspach dalekich i wyobrażałam sobie jak tam jest! Najnowsza pozycja wydawnictwa Dwie Siostry – Atlas Wysp Odległych,

Judith Schalansky (6), koniecznie kiedyś zagości na mojej półce!

Co się je w styczniu? Free People co miesiąc podpowiada, co sezon nam serwuje (7)! Przegląd styczniowy w linku! A jaki ładny…
Bardzo bardzo bardzo podobają mi się opakowania kosmetyków Library of Flowers (8)! Jestem wręcz całkowicie nimi zauroczona! A ten krem perfumowany bardzo mnie intryguje. Chyba spróbuję coś podobnego zrobić!
Z taką torbą podróżną (9) chciałabym raz jeszcze pojechać na chwilę do Barcelony. A potem na weekend do Paryża, Rzymu, na Majorkę i gdzie tam jeszcze Ryanair lata! Jest idealna! Ładna i praktyczna. Z Decobazaar.
Świece jako stylowa ozdoba domu (10). Najbardziej podoba mi się ta pierwsza, z ptaszkiem. Cudna! Tylko czy ja bym ją zapaliła? Chyba było by mi szkoda… 
PS To oczywiście nie jest prawdziwa skorupa żółwia 🙂

Małe ogłoszenie! Opanowałam trochę chaos postowy w Lili i stworzyłam osobną stronę – Lili Przewodnik po Kosmetyce Naturalnej! Jeszcze ją dopracuję, bo chyba coś
niecoś poumykało… ale już zapraszam – TUTAJ!!

http://www.lilinaturalna.com/p/przewodnik-po-kosmetyce-naturalnej.html
Cudownego tygodnia!!!

Wytrawne różyczki serowe na zimowym chutneyu jagodowym

Mam dzisiaj dla Was prosty, szybki, a oryginalny i zaskakujący pomysł na uroczą i przepyszną przystawkę! W Lili będzie zatem kulinarnie. I smakowicie. Z tak częstym w naszym domu motywem róży! Posiadanie córeczki o takim imieniu zobowiązuje! Dzisiaj zrobimy wytrawne różyczki serowe na zimowym chutneyu jagodowym!
Mój pomysł na serowe różyczki bardzo polecam nie tylko jako ciekawą przystawkę. Jestem pewna, że idealnie sprawdzą się jako romantyczne śniadanko, albo przekąska na przyjęciu. Co ważne, robi się je naprawdę szybko. Do serków chciałam dodać coś, co wzmocni ich smak. Moim pierwszym pomysłem był chutney cebulowy mojego męża. Jest pyszny, ale jak tyko otworzyłam lodówkę, mój wzrok spoczął na dżemie jagodowym. I tak powstała wersja zimowa owocowego sosu! Smakuje bosko!

Do wykonania wytrawnych różyczek serowych (7-8 sztuk) na zimowym chutneyu jagodowym przygotujcie:

Różyczki serowe:

  • 3 kostki białego półtłustego twarogu (3x250g)
  • 3 jajka
  • sól i pieprz do smaku
  • łyżeczkę czarnuszki
  • łyżeczkę suszonej bazylii
  • foremkę silikonową różyczkową

Zimowy chutney jagodowy:

  • pół szklanki dżemu jagodowego
  • pół niewielkiej cebuli
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 4 łyżki wody
  • pół łyżeczki gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki cynamonu
  • szczyptę soli i pieprzu

Zaczynamy od przygotowania serków. W dużej misce miksujemy biały ser z jajkami i przyprawami, do uzyskania jednolitej konsystencji. Masę przekładamy do foremek. Przy każdej różyczce zaczynamy od przełożenia łyżeczki masy i dokładnego wypełnienia kwiatowych zagłębień. Następnie dopełniamy je serem. Na koniec wygładzamy z wierzchu szpatułką. Serki wkładamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni na 20 minut. Następnie obniżamy temperaturę do 100 stopni i pozostawiamy jeszcze na 10 minut. Po tym czasie wyciągamy je i odkładamy na kwadrans do wystygnięcia. Serki wyjmujemy delikatnie, najpierw odginając ścianki foremki, a następnie przekładając ją na drugą stronę i lekko naciskając czubek różyczek. Serki powinny jeszcze postać kilka minut do wyschnięcia. Zjadamy je od razu 🙂
W między czasie zabieramy się za chutney. Cebulę kroimy na kosteczkę. W niewielkim garnku na małym ogniu gotujemy wszystkie składniki, często mieszając, przez ok. 20-25 minut. Sosik powinien zgęstnieć. Uwaga, może przypalić, dlatego pamiętamy o mieszaniu i ewentualnie dolewamy odrobinkę wody. Chutney przekładamy do miseczki i podajemy z serkami.
Smacznego!

Facebook