KategorieUncategorized

Po-Weekendowe Cuda no65

No… genialne! Przezabawne włóczkowe portrety do dziecięcego pokoju tworzy Yo-Yarn (1).
Całkowicie zauroczyły mnie prace Kai Fagerström z serii Dom w lesie (The House in the Woods) (2). Bohaterami są zwierzęta, które zakradają się do tytułowego domu. Cudowne!
Cudowności wyszperane w sklepie Ruche (3) – puszka na przepisy, wiszące wazony, ptaszkowa miseczka i ptaszkowy wazonik.
W tej walizce się zakochałam. I w innych z Opa&Company (4).
Do zrobienia przed walentynkami – balsam i miodowy scrub do ust z Henry Happened (5).
Kolejny świetny pomysł Kasi-Wróblewny (6) – twórczyni ptaszków, które już Wam pokazywałam. Tym razem w formie takich to breloczków – talizmanów. Cudowne! Niedługo postaram się i torebkę z ptaszkiem zaprezentować!
Świetny pomysł na urodzinowe dekoracje z Creature Comforts (7).
I równie fajny na patchworkowe pudełeczka origami z The Red Thread (8).
Do tego powiesimy te urocze pompony, które w ofercie będzie miało Z potrzeby piękna (9).
I postawimy kwieciste całuski z Honestly Yum (10). Będzie się działo!
Mogłabym na tej ławeczce (11) spędzić cały dzień. I tydzień nawet. Albo i dwa! Polecam pozwiedzać wirtualnie resort Ladera na St.Lucia 🙂 I inne z przeglądu w Bored Panda (via Design Your Life).
Kochani, jeśli jeszcze ktoś z Was nie przemyślał tematu zbliżających się walentynek, to przypominam o smakowitych (i nie tylko) papierkach do wydrukowania – TUTAJ!

Zapewne bardzo wiele z Was ten filmik już widziało. Na facebooku zrobił furorę. Jeśli jednak zagubił się Wam gdzieś w internetowych czeluściach – zobaczcie koniecznie. Cudowny, wzruszający… Do popłakania. Ale do dobrego płakania!

Dojrzewanie dorosłe i Ala

Zastanawialiście się kiedyś nad dojrzewaniem? Ale nie takim młodocianym. Chodzi mi o dojrzałość dorosłą. Kiedy stajemy się dorosłymi ludźmi? Bo, że nie w wieku osiemnastu lat, to się chyba wszyscy zgadzamy. Czy wtedy, kiedy się wyprowadzamy z domu? Kiedy kończymy studia i dostajemy pierwszą pracę? A może, jak rodzą nam się dzieci? A może nigdy tak naprawdę nie stajemy się dorośli? Choć, to może zbyt optymistyczna myśl, bo boję się, że bardzo dużo dzieci dorośleje niestety zbyt szybko…
Jestem obecnie w dość przełomowym wieku. Zbliżam się do trzydziestych urodzin. A właściwie to pędzę do nich, bo, jestem pewna, czas biegnie coraz szybciej. Wydawałoby się, że dorosła jestem. Męża mam nawet. I dziecko. I psa własnego, co świata poza mną nie widzi. Co jest dla mnie nowością, bo zazwyczaj psy to tylko w moją mamę się wgapiały. Patrzę w lustro i to już nie jestem ta sama ja co zawsze. Ewidentnie mam już zmarszczki. Może nie specjalnie dużo, ale przy oczach są widoczne. Co więcej, patrzę na przyjaciół moich, zawsze młodych i oni też te zmarszczki mają.
Ostatnio złapałam się na tym, że kiedy sobie kupiłam grejpfruta i lody, to większą ochotę miałam na tego pierwszego. No… niebywałe kiedyś 🙂 I sery pleśniowe już jakiś czas temu polubiłam. I na gorzką czekoladę się przerzuciłam. A taką to tylko dziadek mój lubił. I kręcił nosem na nasze milki mleczne.
Coraz mniej się wychylam. Coraz częściej pomyślę, zanim powiem. Coraz krytyczniej patrzę na zbytni optymizm, choć sama optymistką jestem. Coraz bardziej dostrzegam fakt, że świat wcale, a wcale taki wspaniały nie jest. I, że niekoniecznie „jakoś to będzie”.
W domu się zasiedziałam. Niegdyś, na studiach, piątkowy czy sobotni wieczór spędzony w domu dołował mnie niemiłosiernie. Teraz lubię te spokojne wieczory. Na miasto też może bym wyszła częściej, ale… naprawdę niesamowicie ciężko zgrać się w kilka osób. Trzeba planować z wyprzedzeniem, a i tak komuś zawsze dziecko zachoruje…
Z drugiej strony znowuż… Patrzę sobie czasem na inne mamy dzieci w wieku Róży. Czy to w przedszkolu, czy w kinie, jak ostatnio byłyśmy. Patrzę na te kobiety i mam wrażenie, że pozostałam gdzieś daleko. Eleganckie, zadbane, w kozakach na obcasie. A ja na obcasach do teraz chodzić nie umiem. Do kina w trampkach chadzam, po osiedlu z czapką z różowym pomponem paraduję. Moja siostra powiedziała mi niedawno, że w porównaniu z innymi mamami, to ja raczej na siostrę Róży wyglądam. Śmiać się czy płakać?
Niedawno dopiero pierwszy raz w życiu barszcz zrobiłam. Dzisiaj lane kluski do pomidorowej. Wyszły, i owszem, całkiem dobre. No więc chyba dorastam powoli do takiej prawdziwej roli mamy. Takiej standardowej. Bo, żeby nie było, gotować to dużo gotuję, tylko nie po domowemu 🙂
Kiedy byłam mała wierzyłam, że jak będę miała dwadzieścia lat, to już będę dorosła na całego. Nic bardziej mylnego. Więc kiedy dorastamy? Bo przyznam się Wam, że mi cały czas dorosłość kojarzy się z nudą. Z brakiem czasu. Ze sztywnymi regułami. I chyba tutaj też się mylę.
Obserwuję tych moich przyjaciół. Wszyscy mniej więcej w  tym samym, moim wieku. I pomimo tych zmarszczek przy oczach, to wszyscy tacy sami. Te same głupie pomysły się trzymają, tak samo się śmiejemy. Może i rzadziej się spotykamy, może i dzieci biegają teraz między nogami, ale za dorosłych to ich nie mam w ogóle. Wszyscy jesteśmy tacy sami jak w tej ławce w szkole, na obozie harcerskim czy na sylwestrze na studiach. 
Tylko więcej mamy do wspominania.
No dobra, zmieniając temat – poznajcie moją siostrę. W roli głównej Ala, w drugoplanowej – aura tajemniczości i chłodu.

Bazy kosmetyczne – pomysły i zestawy dla Was!

Przywędrowały do mnie takie smutne, takie bezzapachowe. I czekały, dosyć długo na swoją kolej. A w zasadzie, na jakiś ciekawy pomysł. Bazy kosmetyczne w końcu oswoiłam. I powiem, że wyszło całkiem fajnie! Stosowaliście już może? Jeśli nie, to mam też dla Was małą niespodziankę.
Mam trzy bazy, które od niedawna w swojej ofercie ma BliskoNatury.pl. Do tej pory unikałam podobnych półśrodków. Wierzyłam, że co jak co, ale sama lepiej sobie poradzę. Kiedy jednak zaczęłam się nimi bawić, odkryłam kilka ich istotnych zalet. Komu zatem polecam bazy? Otóż:
  • osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z domową produkcją kosmetyków;
  • tym, którzy nie mają na co dzień wystarczająco czasu, aby robić wszystko od początku;
  • osobom, które chciałyby wykorzystać konkretny składnik, ze względu na jego konkretne działanie i potrzebują do tego pewnej podstawy;
  • oraz wszystkim, którzy chcą wykorzystać wspólny czas z dziećmi, mamami i przyjaciółkami na kreatywne zabawy kosmetyczne.
Co ważne, takie bazy wcale nie wychodzą drogo. Sami możemy decydować, co do nich dodamy i w jakiej ilości, a w razie potrzeby składy te modyfikować. Możemy w kilka chwil stworzyć swój własny idealny balsam do ciała lub odżywkę do zniszczonych włosów. Do baz się więc przekonałam.
Na stronie sklepu (TUTAJ) znajdziecie przykładowe receptury do wykorzystania oraz procentowe ilości dodawanych składników. Bazy są jednak na tyle łatwe w użyciu, że nie bawiłam się w dokładne odmierzanie moich dodatków. Dodawałam je bowiem na oko. Tak, aby mniej więcej wstrzelić się w proponowaną ilość. Nawet więc jeśli nie macie wagi kuchennej i kalkulatora pod ręką, jestem pewna, że sobie poradzicie.
Wykorzystałam organiczne bazy balsam do ciała i odżywka do włosów oraz hipoalergiczną bazę myjącą, która już niestety naturalna nie jest i zawiera chociażby myjący detergent. Stworzyłam z nich marokański balsam, czerwoną odżywkę i wiśniowe mydełko do rąk.
Najmniej do gustu przypadła mi baza myjąca. Jak wspomniałam wyżej, niestety daleko jej do naturalności. Zaletą jest jednak to, że bardzo dobrze się pieni i dokładnie zmywa. A skoro już i tak nie jest naturalna to i wymyśliłam sobie, że dodam do niej olejek zapachowy wiśniowy (także z BliskoNatury.pl), który swoją drogą pachnie świetnie. Baza ma niestety swój zapach, który miał być neutralny, ale dosyć mocno przebija mi przez wiśnię. Musiałam więc dodać dosyć sporo aromatu. I wyszło w sumie fajne mydełko.
Wiśniowe mydełko do rąk
Do bazy myjącej dodałam:
  • ok. 5-10% oleju ze słodkich migdałów
  • ok. 30% wody różanej
  • ok. 1% olejku zapachowego wiśniowego
Wykonanie zacytuję ze strony:
Odmierzoną bazę i wybrane składniki wystarczy dokładnie
wymieszać w przygotowanym naczyniu i przełożyć do opakowania.  Zaleca się najpierw dodawać składniki fazy wodnej, czyli wodę, hydrolat, substancje nawilżające, a po dokładnym wymieszaniu dodać składniki fazy tłuszczowej. Opakowanie z pompką dodatkowo przedłuży trwałość produktu. Gotowy produkt nie musi być przechowywany w lodówce.
Proste, prawda?
Stworzyłam też cudowny balsam do ciała. Jego zaletą jest, że ma bardzo lekką konsystencję i szybko się wchłania. Baza oparta jest na naturalnych masłach i olejach z dodatkiem soku aloesowego. Spokojnie możecie wykorzystać ją nawet bez żadnych dodatków. Sama w sobie jest dobrym produktem.
Marokański balsam do ciała
Do bazy balsamu dodałam:
  • ok.5% oleju arganowego
  • ok.5% oleju z czarnuszki
  • ok. 2% olejku z róży marokańskiej (3% w oleju jojoba)
Całość dokładnie zmieszałam i gotowe! Pachnie tak jak lubię! Aromat czarnuszki miesza się z różą. Oleje wzbogaciły mój balsam i dodały mu sporo pielęgnacyjnej i odmładzającej mocy. Dzięki czarnuszce dodatkowo balsam zyskał delikatny różowy odcień.
Najbardziej zadowolona jestem z odżywki. Sama baza już dobrze wpłynęłaby na moje włosy. Jednak jako, że ostatnio sprawiają mi sporo problemów, zdecydowałam się na dodatek regulujących i przeciwłupieżowych olejków eterycznych, dla złagodzenia skóry głowy – oleju aloesowego (choć już nieco aloesu w składzie mamy), a do celów odłuszczających – czerwoną glinkę. Całość wyszła bardzo dobrze! Odżywkę pozostawiam na włosach na chwilę, niczym maskę, a potem bardzo dokładnie spłukuję, aby nie pozostawić ani śladu glinki. Efekty, wierzcie mi, są naprawdę dobre!
Czerwona odżywka do włosów
Do bazy odżywki dodałam:
  • ok. 5% oleju aloesowego (macerat w oleju sojowym)
  • ok. 1-2% łącznie olejków: rozmarynowego, lawendowego i cytrynowego
  • ok. łyżeczkę czerwonej glinki
Baza z glinką wymaga intensywnego mieszania. Dzięki temu pozbędziemy się grudek. Gotowa jest jednak już po chwili. To właśnie glinka nadaje jej ten charakterystyczny kolor.
 
A teraz niespodzianka!

Kochani, jeśli chcielibyście także wypróbować bazy, mam dla Was

6 zestawów 
po 50ml bazy balsamu, odżywki i myjącej

Przygarniecie?
Aby wygrać jeden z zestawów wystarczy tylko w komentarzu pod tym postem pozostawić informację o chęci przygarnięcia baz. Nie bądźcie anonimami – jeśli nie macie konta google, podpiszcie się choćby nickiem.
Na Wasze zgłoszenia czekam do środy 12.02.2014 do północy.
Spośród wszystkich, którzy zgłoszą mi swoją chęć, wylosuję 6 osób, do który powędrują zestawy. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu. Na adresy do wysyłki nagród będę czekała 10 dni. Wysyłka na terenie Polski, a wysyła BliskoNatury.pl

Zapraszam!

Post sponsorski: Romantyczny rytuał z ecoKraina.pl

Mamy dzisiaj dla Was, wraz ze sklepem ecoKraina.pl, odrobinę rozkoszy! Nieco ciepła, pieszczot i wspaniałej zabawy. A wszystko naturalne, wszystko pachnące i kuszące. Zapraszamy na naszą propozycję wspaniałego romantycznego rytuału. Idealnego na walentynki, na niespodziankę dla ukochanej osoby. Nie ważne – dla niej, czy dla niego. Ważne, że razem cudownie spędzicie czas, blisko siebie, w atmosferze tropikalnego słońca i energetycznych nut zapachowych.
W kilku krokach pokażemy Wam jak zamienić zwykły wieczór w niezwykłą podróż. To naprawdę jest proste! Wystarczy wyobraźnia, łazienka i kilka kosmetyków. Zadbacie zarówno o zmysły ukochanej osoby, jak i o jej ciało. Jestem przekonana, że odwdzięczy Wam się z nawiązką!

Zapraszamy na romantyczny rytuał!
krok 1 Atmosfera
Zanim zaprosimy bliską osobę na rytuał, przygotowujemy odpowiednio łazienkę! Nastrojowa muzyka, przygaszone światło i świece to podstawa! Polecamy te naturalne, z wosku sojowego. Świetnym pomysłem jest także kominek zapachowy! Wlewamy do niego wodę z 20 kropelkami olejku pomarańczowego, który doskonale zrelaksuje, a jednocześnie działa energetyzująco. Pamiętamy o lampce szampana. Alkohol jest bowiem jednym z najlepszych afrodyzjaków. Pod warunkiem jednak, że jest pity w małych ilościach!
krok 2 Peeling
Do wanny wlewamy trochę ciepłej wody i zapraszamy do niej partnera. Podczas gdy on pije szampana i koi zmysły, masujemy jego ciało peelingiem. Idealnie sprawdzi się tutaj mandarynkowy z białym cukrem i granulkami jojoba Joik. Doskonale oczyszcza, wygładza i pielęgnuje wymęczoną skórę. Pozostałości peelingu spłukujemy prysznicem.
krok 3 Kąpiel
Tak przygotowana skóra domaga się chwili ukojenia w kąpieli. Napuszczamy ciepłą wodę. Skórę ukochanej osoby delikatnie myjemy tajskim mydłem do kąpieli z kwiatami plumerii białej, różowej orchidei, organicznym olejem jojoba i organiczny olej paczuli Planeta Organica. A potem pozostawiamy ją na 15 minut samą.

krok 4 Stopy
Wracamy do naszej kochanej osoby, prosimy o wyjście z wanny i owijamy ją szlafrokiem. Zapraszamy na miękki fotel i usadzamy tak, aby miała wyciągnięte nogi. Masujemy stopy, powoli, delikatnie uciskając, przez 10 minut. Polecamy nasz pomarańczowy krem do stóp Like Oranges i dolewkę szampana!
krok 5 Masaż
Najwyższa pora na cudowny masaż ciała! Nie musi być profesjonalny. Ważne, aby był wykonany z uczuciem. Kładziemy partnera na łóżku i sięgamy po balsam Balm Balm „Pieszczota” z olejkami z ylang ylang, paczuli i szałwii albo Mus do ciała Balijski Kwiat z olejkiem z neroli i plumeria Organic Shop. Masujemy całe ciało, zaczynając od nóg i powoli przechodząc do góry, w kierunku serca. Kończymy powolnym masowaniem twarzy.
krok 6 Całusy
Na końcu chwytamy pomadkę Kiss Me Make Me BIO i zaczynamy ukochaną lub ukochanego całować…
Resztę pozostawiamy Waszej wyobraźni!

Smacznego Kochanie czyli walentynkowe papierki do ściągnięcia!

Święto miłości nadchodzi szybkimi krokami, pora więc zacząć planować! No dobra. Umówmy się – nie obchodzicie walentynek, to zaplanujcie sobie jakikolwiek inny romantyczny dzień! Ale musi być to czas specjalny. Przeznaczony tylko dla Was dwojga. Czas na chwilę zapomnienia, skupienia i dotyku. A jak już zdecydujecie czy będzie to 14 czy 15 dzień, tego czy każdego innego miesiąca, to koniecznie, ale to koniecznie, wydrukujcie sobie moje dzisiejsze walentynkowe papierki Smacznego Kochanie!
A jak już wydrukujecie, to przygotujcie wspaniałą niespodziankę tej jednej jedynej osobie. Uroczy lunch, romantyczną kolację, śniadanie do łóżka lub piknik na śniegu!
Zrobiłam Wam bowiem kilka papierków do wykorzystania wszelakiego! Wierzę mocno w Waszą wyobraźnię i kreatywność. Poniżej na zdjęciach znajdziecie moje propozycje. Potraktujcie je jak inspiracje lub wykorzystajcie bezwstydnie. Do czego spożytkowałam moje papierki? Do przygotowania kosza piknikowo-lunchowego dla mojego lubego. Przebywa on obecnie na drugim krańcu Polski, więc obawiam się, że będę się musiała poświęcić i dobrać się do smakołyków sama… Cóż… jakoś to przeżyję…

Mamy tu więc nieco francuskiego akcentu, bo mini bagietki przepasane papierkiem (mogą to też być gotowe kanapki z wypełnieniem) w zestawie z zapakowanym camembertem i małym różowym winem. Mamy słoiczki z konfiturą i miodem. Mamy czekoladę z nutą pomarańczy, z której ściągnęłam firmowe opakowanie i zastąiłam je własnym. Mamy też jedne z najlepszych ciasteczek, jakie jadłam! Nazywają się bodajże grylażowe i do kupienia są w piekarniach Buczka. No… boskie! Jest tu też trochę owoców. Miały być winogrona, ale nie wyszło 🙂
Papierki wykorzystajcie także do innych celów. Możecie opakować małe prezenty. Etykiety w kształcie kół z pewnością przydadzą się do przekazania specjalnej dedykacji kochanej osobie. Duże kartki możecie potraktować jako jednorazowe podkładki pod talerze. Albo, tak jak na zdjęciach, oprawić. Ciekawa jestem Waszych pomysłów!

Przygotowałam Wam 6 papierków. Jeden zawiera kołowe etykiety, drugi paski na bagietki, dwa z nich są z napisem „smacznego kochanie”, a dwa jedynie z piórkami. 
Aby je ściągnąć, kliknijcie

Odnajdziecie tam zapisanych 6 dokumentów PDF. W każdej linii, po prawej stronie jest strzałka. Jeśli w nią klikniecie, pojawi się opcja Download (do ściągnięcia) lub Print (do wydrukowania).
Papierki możecie wykorzystać na własny osobisty użytek, poza celami komercyjnymi.

Na koniec moja ulubiona pomocnica!

Po-Weekendowe Cuda no64

 

Pierwszy raz w życiu spodobały mi się tatutaże (1)! Jeśli kiedykolwiek miałabym się decydować (choć mimo wszystko bardzo wątpię) to tylko na taką małą gwiezdną konstelację! Podoba mi się też sposób na przedstawienie pomysłu – w postaci magazynu z pięknymi ilustracjami. Autorstwa MISO czyli Stanislavy Pinchuk.
Kiedy u nas było szaro, na świecie kwitły kurorty. Uwielbiam podglądać zdjęcia znad mórz czy basenów z lat 50, 60 i 70-tych. Polecam Wam Everyday I Show i zdjęcia autorstwa Slim Aaron (2). Przeniesiecie się w inny świat! 
Niezwykłe pomysły na zwykłe okna (3). Całkiem poważnie kusi mnie zrobienie podobnej wycinanki! Z Dailyfix.
Najnowsze sposoby na roślinki! Po pierwsze w naszyjniku (4). Już kiedyś było coś podobnego, ale takie wiszące wazoniki może wydadzą się Wam jeszcze ciekawsze! Po drugie, żeby nie było nudo pedałować przez miasto – na rowerze (5)! I po trzecie w pierścionku (6). Za długo to to pewnie nie rośnie, ale wrażenie z pewnością robi!
Zauroczyły mnie ilustracje przyrodnicze Jonny Fransson (7)! Niezwykłe. Z ogromnym naciskiem położonym na detale. Przepięknie prezentowałyby się powieszone na ścianie!
Pomysł na sukulenty (8)! Jako ozdoba weselnej uczty lub każdego przyjęcia. Cudne! Z Style Me Pretty.
I ponownie z tej strony cudowna suknia (9)!!!
Kochani, trochę będę nudna… ale bardzo bardzo proszę o głosy na Lili w konkursie Blog Roku! Nawet nie wiecie, jak będę Wam za nie wdzięczna! Odnajdziecie mnie TUTAJ, wraz z całą ogromną masą innych niezwykłych blogów. Łatwo nie będzie, ale wierzyć warto 🙂
Żeby zagłosować należy wysłać sms na numer 7122 o treści F00291 (tam są dwa zera). Koszt smska to tylko 1,23zł i zostanie przekazany na fundację Gajusz, która prowadzi hospicjum dla dzieci osieroconych.

Dziękuję!!!

Miłego tygodnia!
 

Facebook