KategorieUncategorized

W roli glównej: Maseczki Olivaloe

Dwie smukłe maski dzisiaj przed Wami wystąpią. Wdzięki swe zaprezentują. Dzisiaj w roli głównej Maska do twarzy oczyszczająca i Maska do twarzy nawilżająca Olivaloe.
Od takiej sytuacji zacząć muszę… Z kwestii formalnych. I żeby nikogo nie zmylić! Kosmetyki Olivaloe pochodzą z Krety i szczycą się zawartością tamtejszej oliwy z oliwek i dodatkiem łagodzącego aloesu. Już jakiś czas temu zakochałam się w ich cudownych mydłach, które bardzo polecam. Muszę jednak zauważyć, że pomimo napisu na opakowaniach „natural cosmetics”, do końca naturalne to one nie są. Mają dużo zalet – wolne są od oleju mineralnego, wazeliny, propylenu glikolowego, silikonów i parabenów. Zawierają wiele naturalnych ekstraktów roślinnych, w tym niektóre organiczne. Posiadają też niestety substancje, które w kosmetykach naturalnych znaleźć się nie powinny, a które w składach bardzo łatwo wyłapać. 
Pomimo tego, maseczki przypadły mi do gustu. Za lepszą uważam tą oczyszczającą. Ma prostszy i bardziej przychylny naturze skład. Jest to maseczka glinkowa, więc do oczyszczania idealna. Oparta jest na czymś co nazywa się solum fullonum czyli ziemia fulerska. Słyszeliście już może? Ma ponoć silne właściwości adsorpcyjne, odtłuszcza skórę i działa ściągająco. Do tego znana jest także z wybielania. Nazywana jest także multani mitti, co oznacza „błoto z Multanu”, bo tam właśnie, w Pakistanie została odkryta.
Poza wybielającą glinką w maseczce znajdziemy także ukojenie w postaci aloesu oraz nieco ekstraktów z bluszczu, rumianku i herbaty z dodatkiem oliwy. Jest to więc całkiem przyzwoity produkt, który jednocześnie pomaga nam zmęczoną i zszarzałą skórę oczyścić i nieco ją odmłodzić i zregenerować.
Maseczka nawilżająca przypomina swoim kolorem i konsystencją krem. Nakłada się ją na twarz jako grubszą kremową powłoczkę. Większość się wchłania. To, co pozostanie, zmywamy. Osobiście bardziej by mi się spodobała, gdyby emolientami były naturalne masła czy oleje. Za to pojawiają się cetearyl alcohol i octyl stearate. Do tego dodano nieco glinki, winogron, ciekawy ekstrakt z korzenia trawy Imperata cylindryczna (doczytałam, że nawilżający), oliwę, cytrynę, awokado, bluszcz, Centella asiatica (gotu kola), aloes i olejki z grejpfruta i cytryny. Całość jest bardzo przyjemna w użytkowaniu. Widocznie nawilża i zmiękcza.
Maseczki stosuję wymiennie, raz, dwa razy w tygodniu. Doskonale się uzupełniają. Przy okazji urządzam sobie domowe SPA. Albo jest to kąpiel, albo manicure. Siedzę sobie zamknięta w łazience… bo lepiej się nich nie pokazywać! I wymyślam różne głupoty… 🙂

Maseczki z Kreta24

Krem na mróz

Dostałam ostatnio kilka zapytań o dobry krem na mróz. Postanowiłam więc zaserwować Wam dzisiaj przepis na jeden z najlepszych! 

Prosty, szybki w wykonaniu, bezpieczny i skuteczny. Doskonały i dla dorosłych i dla dzieci. Całkowity tłuścioszek, który zabezpiecza skórę przed chłodem, wiatrem i śniegiem. W naturalny sposób ją odżywia i pielęgnuje. Dodatek oleju aloesowego koi i łagodzi podrażnienia. A delikatny słoneczny zapach ylang ylang od razu poprawia nastrój i dodaje tropikalnej energii!
Zanim jednak przejdziemy do przepisu polecam Wam ciekawą analizę kremów dla dzieci na portalu Dzieci są ważne – TUTAJ. Tak na wypadek, gdybyście nie mieli czasu na domowe kręcenie.

Do wykonania kremu na mróz przygotujcie:

  • 10g bielonego wosku pszczelego
  • 30g masła shea rafinowanego
  • 25g oleju ze słodkich migdałów
  • 10g oleju aloesowego (macerat w oleju sojowym) (z BliskoNatury.pl)
  • 5 kropelek olejku eterycznego ylang ylang
  • czysty wyparzony słoiczek

Ustawcie w kąpieli wodnej na małym ogniu ceramiczną/porcelanową miseczkę. Wsypcie do niej wosk pszczeli i dajcie mu się rozpuścić. Następnie dodajcie masło shea do rozpuszczenia. Na końcu wlejcie oleje, całość zamieszajcie i ściągnijcie z ognia. Tłuszcze przelejcie do większej miseczki. Za pomocą małego  miksera do spieniania mleka, ręcznego mieszadła lub zwykłego miksera na najmniejszych obrotach, rozpocznijcie mieszanie. Kiedy całość zgęstnieje i się ochłodzi, dodajcie olejek ylang ylang i kontynuujcie miksowanie przez chwilę. Krem odstawcie w chłodne miejsce na 5 minut i ponownie dokładnie zmieszajcie. Czynność tę powtórzcie jeszcze raz, a następnie przełóżcie krem do słoiczka.
Ma miękką, tłustą, przyjemną konsystencję. Smarujemy nim zarówno twarz przed wyjściem na zewnątrz, jak i spierzchnięte usta, dłonie, stopy, kolana czy łokcie. Krem wykonany w czystej przestrzeni i przechowywany w suchym miejscu spokojnie postoi kilka miesięcy. Jeśli chcielibyście przedłużyć żywot tłuszczy i zapobiec ich zbyt szybkiemu jełczeniu, warto dodać odrobinę witaminy E.

http://www.lilinaturalna.com/p/lili-przepisy.html

Lili Zasady Blogowania + wyniki

Coś dla blogerów. Moim okiem. Bardzo subiektywnie. Dla tych, którzy już tworzą, pokazują nam swój świat i inspirują. Ale też dla tych, którym blogowanie dopiero siedzi sobie w głowie, ukryte za całą masą bardzo ważnych innych rzeczy. Bo, że zacząć pisać jest warto to wiecie. Prawda? Zawsze warto! Jeśli tylko wiecie, co macie do powiedzenia. Choć i to może się niekiedy dopiero ujawnić w trakcie blogowej przygody. Żeby tylko zacząć. I nie zniechęcić się na początku.
Widzę znacznie więcej zalet blogowania niż wad. Nic, przynajmniej mnie, tak nie rozwija i motywuje. Nic tak nie wyzwala kreatywności i nie daje takiego dużego zastrzyku energii. I chociaż czasem jeden zły komentarz może zepsuć cały dzień… to i tak warto!
Może moje zasady Wam pomogą. A może uznacie je za stek bzdur. Cóż… różne są drogi. Kontrowersje i afery przyciągają, nabijają statystyki. Tylko, że ja nie chcę aby świat obracał się wokół tego, co jest w nim złe. Wolę pozytywne, kulturalne i ciekawe strony. Wolę ludzi z pasją, pełnych zaangażowania i z uśmiechem na twarzy. I chociaż wiem, że wiele złego się dzieje i dziać się będzie, szkoda mi na to czasu. Codzienna porcja wieczornych wiadomości w telewizji wystarczy!

1. Ciesz się blogowaniem

Żyj tym, obserwuj, poszukuj. Zakochaj się w swoim blogu. Pisz o tym, co lubisz, co kochasz, co tworzy właśnie Ciebie. Tylko wtedy potrwa to dłużej. Nic na siłę. Nic z przymusu. Blogowanie musi Cię cieszyć, musi przynosić radość!
2. Inspiruj się, ale nie powielaj
Przeglądaj inne blogi i strony w internecie. Wyszukuj pomysły, ale modyfikuj je po swojemu. Dodaj zawsze coś od siebie. Coś niepowtarzalnego. Nie kopiuj, nie naśladuj. A jeśli to robisz, bo jest coś akurat tego warte, to napisz o tym. Podpatruj lepszych, aby lepiej zorientować się w tym, co interesuje czytelników. Na co zwracają uwagę. Ale nie powielaj!
3. Wyróżniaj się
Naturalna konsekwencja poprzedniego punktu! Znajdź swój własny styl. Swój pomysł na bloga. Tchnij w niego siebie. Tak, abyś stał się rozpoznawalny. Charakterystyczny. Może to być szablon, ciekawe logo, wyjątkowe zdjęcia, styl pisania, grafiki lub niespotykana tematyka. Ale musi pozostać w pamięci po zamknięciu komputera. Zrób ten choć jeden malutki kroczek przed szereg.
4. Miej własne zdanie
Musisz wiedzieć o czym piszesz, bo inaczej będziesz pisał głupoty. Po prostu. Nie pisz o polityce, jeśli się na niej nie znasz. Nie pisz o książkach, jeśli ich nie czytasz. Miej własne zdanie, własny gust. Pokazuj to, co sam lubisz, a nie to, co akurat jest modne. Choć oczywiście mogą się te dwie rzeczy pokrywać. Polecaj to, w co wierzysz, że jest warte polecenia. Wyrabiaj sobie opinie, douczaj się. Bądź…
5. Bądź autentyczny
Szczery w opiniach, uczciwy i w zgodzie z własnym sumieniem i czytelnikami. To będzie można wyczuć. W dzisiejszych czasach mamy już dość sztuczności. Potrzebujemy autentycznych autorytetów. Z krwi i kości. Ze słabościami. Ze wzlotami i upadkami. Może zabrzmi to banalnie, ale bądź sobą. Bo granie kogoś innego jest ciężkie i chyba nie przynosi tyle samo zadowolenia…
6. Bądź otwarty
Na pomysły, na ludzi, na opinie. Nie zamykaj się w małym, ciasnym światku. Nie zamykaj się w jednym temacie. Świat jest na to zbyt ciekawy, zbyt różnorodny. Za dużo rzeczy jest wartych Twojego zainteresowania. A monotematyczność na blogu… nudzi. Jestem pewna, że czytelnicy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o Tobie. Nie tylko tego, jakich używasz kosmetyków, albo jak piękną biżuterię tworzysz. Otwórz się na coś nowego!
7. Bądź kulturalny
I sympatyczny. Nie podcinaj skrzydeł głupim komentarzem. Bo po co? Żeby pokazać, że znasz się na czymś lepiej? Pokaż to na swoim blogu. Wiem dobrze, że nawet jedna niemiła opinia może zniechęcić. I to nawet silne charaktery. Po co więc to robić? Udzielaj rad, sugeruj grzecznie inne rozwiązania, pochwal pomysł lub wykonanie. Ale nie hejtuj. Nie krytykuj, jeśli nie ma takiej potrzeby. A już na pewno nie używaj wulgarnych słów, nie wyzywaj, nie dręcz.
 8. Bądź pozytywny
Publikuj znacznie więcej radosnych postów niż narzekania, problemów, żali czy afer. Postarajmy się o to, żeby wszystkim nam się żyło choć trochę przyjemniej!
9. Bądź systematyczny
Publikuj regularnie. Zmobilizuj się do jednego posta na określony przedział czasu, na przykład – jeden na tydzień. Dotrzymuj słowa. Jeśli obiecałeś opublikować wyniki w przeciągu trzech dni od zakończenia konkursu, publikuj je. Odpisuj na maile regularnie, odpowiadaj na komentarze. 
10. Miej dystans
Do siebie. Do innych. Do hejterów. Ale do tych, którzy chwalą też. Żeby nie spocząć na laurach. Nie obrażaj się, nie likwiduj w emocjach konta, nie banuj. Jeśli coś wywołało Twoje wzburzenie, najpierw się uspokój, a potem odpowiedz. Złość jest najgorszym doradcą. A odrobina dystansu każdemu się przyda.
11. Pokaż nam siebie
Pokaż kto stoi za tak fantastycznym blogiem. Pozwól utożsamić nam sobie tekst z prawdziwą osobą. Zrób stronę „o mnie”, podaj kontakt. Zamieść swoje zdjęcie. Nie wstydź się tego, kim jesteś. Wyjdź poza blog – załóż fanpage na Facebooku lub innych portalach społecznościowych. Pokazuj skrawki swojego życia, codziennego dnia. Ale…
12. Nie pokazuj za dużo
Zachowaj coś dla siebie. To Twoje życie. Ty nim żyjesz. Naturalnym jest, że zazwyczaj pokazujemy tylko tę lepszą naszą stronę. Ale jedynie do pewnego momentu. Potem jesteś już tylko Ty. Intymnie, rodzinnie. Chwal się dziećmi, ale nie publikuj ich gołych zdjęć. Nie publikuj niczego, co mogłoby upokorzyć kiedyś Ciebie lub Twoich bliskich. Pamiętaj też, że na blog może wejść każdy. Na przykład Twój przyszły pracodawca. Czy na pewno chcesz, żeby wiedział o Tobie wszystko?
13. Dbaj o jakość
Swoich treści i strony wizualnej bloga. Nie pisz z błędami lub przynajmniej staraj się większość z nich wyłapywać i usuwać. Nie jesteś pewien swoich zdolności gramatycznych i ortograficznych? Daj gotowy tekst komuś do przeczytania! Wyjustuj go, nie bądź niechlujny, nie używaj powtórzeń. Pisz nazwy własne i imiona z dużej litery. Podstawy! Zadbaj o jakość zdjęć. Naucz się jednego z prostych, dostępnych bezpłatnie programów graficznych. Naprawdę nie są trudne! Zdecyduj się na motyw przewodni szablonu, na kilka kolorów, które będą przewijać się na blogu. Nie zarzucaj go niepotrzebnymi gadżetami. Nie atakuj czytelnika zbyt dużą ilością wtyczek, banerów, migających reklam. Postaraj się, aby było przejrzyście i intuicyjnie.
14. Rozwijaj się
Nie pozostawaj w miejscu. Czytaj, oglądaj, inspiruj się. Próbuj, twórz, popełniaj błędy. Pokazuj coraz to nowszą wersję siebie. Naucz się czegoś nowego. Staraj się być coraz to lepszym w tym, co robisz. 

Coś jeszcze?

Na koniec mam dla Was wyniki konkursu, w którym do wygrania był cudowny olej monoi!

Miło mi poinformować, że wygrywają:

lawendowa Magda
Marcepanka
Pozytywne Rodzicielstwo
MO
Paulina Chuda
Dobruśka Kalińska

Gratuluję i poproszę o adresy do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl. 🙂

Róża, książeczki i leśne olejki

Dziecię było ostatnio takie jakieś niewyraźne. Oczy przeszklone, rumieńce na policzkach, zamiast mówić – skrzypiała. Cóż było zrobić? Do przedszkola jej nie puściliśmy, sanki odpadają… Postanowiliśmy bąbla przetrzymać nieco w domu, żeby jej te dziwne oznaki zbliżającej się choroby przeszły. Jest nieco lepiej, ale klei się do mamusi  i przytula co chwilę. I chociaż, nie powiem, jest to całkiem miłe, to wolę ją biegającą i wariującą. Jak zawsze!
Tymczasem z okazji przymusowego domowego aresztu, Róża postanowiła polecić Wam dzisiaj, wraz ze mną, swoje ulubione ostatnimi czasy książeczki. Oraz wspomnieć słówko o oparach lasu, które od rana unoszą nam się w domu. To może od nich zaczniemy!
Uwielbiam leśne olejki. Pachną tak intensywne jak las. Wilgotny, o poranku. Świeżo, mocno i bardzo… energetycznie. Poza tym, nie wiem czy wiecie, olejki z sosny, jodły czy świerku działają zbawiennie na infekcje górnych dróg oddechowych. Inhalują je, udrożniają, pozwalają lepiej oddychać. Wybijają całe to zimowe świństwo unoszące się w powietrzu i przynoszące nam choroby. Rozjaśniają też umysł i na chwilę przenoszą w środek puszczy… Naprawdę! Siedzimy więc sobie z Różyczką od rana w naszym małym domowym lesie. W kominku zapaliłam świeczkę, nalałam wody, a do niej około 20 kropelek leśnych olejków. Inhalujemy się i cieszymy zapachem. Bardzo polecam w okresach przeziębień!

A pośród tej leśnej aury czytamy książeczki. Te, które całkiem niedawno wpadły nam w łapki, ale już skradły serce. Jakie lubimy? Te o pięknych ilustracjach. Bardzo plastycznych, niebyt artystycznych. Takich, na których jasno można wyczytać przesłanie. Kolorowych i pozytywnych. Róża potrzebuje, żeby dużo się na nich działo. Mamy więc sporo książek do szukania. Do zatapiania się w inny świat. Dla mnie ważna jest historia. Ciepła, z przesłaniem. I zabawna! Z poczuciem humoru i uśmiechem, który przesyła nam autor. 

Co więc polecamy?

Zaczynamy od najnowszej pozycji, która zauroczyła nas od samej okładki! Pomimo tego, że pająków nie cierpię, Jak pokonać pająki Catherine Leblanc i Rolanda Garrigue, wyd.Wilga, polubiłyśmy bardzo! Zabawny poradnik o sposobie radzenia sobie z tymi małymi potworami. Z pozytywnym przesłaniem! Pełen uroczych, o dziwo, pająków!
Pod choinkę Aniołek przyniósł Różyczce następną naszą robaczkową pozycję – Co robią mrówki, Katarzyny Bajerowicz i Marcina Brykczyńskiego, Wyd. Nasza Księgarnia, przenosi nas w świat wszystkich chyba możliwych łąkowych robali. Mrówki uczą się w mrówczej szkole, bawią, śpiewają, pracują, a nawet… korzystają z mrówczej toalety! Naszą ulubioną postacią jest pewien świerszczyk, któremu razu pewnego zepsuły się skrzypce…

Mieszkańców ulicy Czereśniowej znamy już od dawna. Mamy już wiosnę i lato. Tym razem polecamy bardzo Noc na ulicy Czereśniowej, Rotraut Susanne Berner, Wyd. Dwie Siostry. Zaczynamy zawsze od gołego pana pod prysznicem 🙂 A potem podglądamy nocne życie mieszkańców małego miasteczka. I nagle nie ma nas w domu. Ani w Polsce. Jesteśmy na Czereśniowej! W lecie! Z drzewem czereśniowym górującym nad ulicą.

Korzystając z wyprzedaży nakupowałyśmy niedawno w Empiku książeczek o Tupciu Chrupciu i króliczku Flipku, wyd. Wilga. Cudne są!  Tupciu Chrupcio pomaga w oswojeniu się z różnymi „dużymi” problemami, jak pójście do przedszkola, lekarza, dbaniem o zęby czy umiejętnością dzielenia się. A króliczek Flipek? Zgubił się biedak raz rodzicom i próbuje ich odnaleźć. Wygląda przy tym tak żałośnie, że Róża go zawsze chce przytulić! Zdradzę, że w końcu ich odnajduje. Doprawdy, miły to moment 🙂

Moje dzieciństwo! Choć nie wszystkie dokładnie pamiętałam. Wierszyki 2-latka, Kasi Nowowiejskiej, Wyd. Muza, to pozycja obowiązkowa! Wierszyki są proste, łatwe do zapamiętania dla dziecka, opatrzone w śliczne ilustracje. Wszystkie się kiedyś znało. Dawno, dawno temu… 
Tylko czemu ta sroczka co kaszkę warzyła, urwała łeb temu swojemu piątemu dziecku????

Na koniec książka, do której musimy jeszcze trochę dorosnąć, ale jestem pod jej całkowitym zauroczeniem! Królewna Śnieżka, Tomasza Śpiewaka z ilustracjami Zdenko Basic i Manuel Sumberac, wyd. Wilga. Jestem pewna, że Róża się kiedyś w niej zakocha! Na razie tylko otwiera okienka, rusza postaciami, zagląda do księgi czarów. Bo takie cuda ma w sobie. Za czas jakiś zacznie odkrywać historię. I doceni niesamowite grafiki, wprost magiczne, tajemnicze, przepiękne! Wszystko może jest nieco psychodeliczne, ale dzieci lubią takie klimaty. I ja też!

To się naczytałyśmy! Posprzątałyśmy razem, pooglądały bajeczki, zrobiły razem pizzę i cynamonową drożdżówę, Róża wymęczyła też tatusia i Misię, próbując się z nimi bawić w konika… i poszła spać! Do jutra!

Po-Weekendowe Cuda no63

Bardzo, bardzo, bardzo spodobały mi się te pomysły na ścienne dekoracje (1). W ogóle coraz bardziej zafascynowana jestem podobnym ogromnym misz-maszem na ścianach. Można go zmieniać według nastroju i pory roku! Z Dailyfix.
Prosty, szybki i oryginalny sposób na zrobienie świecy kempingowej (2) z Poppytalk!
Na Shhh My Darling możecie znaleźć urocze kalendarze-miesiące do wydrukowania (3). Aktualnie kończący się styczeń i luty.
Czyż ta szczota z kaczką nie jest świetna (4)? 🙂 Z White Loft.
Łąka na talerzu (5)! Ups… to patera! projektant: Dekory Nati
Nowa polska marka w skandynawskim stylu z cudnymi jeleniami (6) – Lilla Sky.
No… to jest dopiero pomysłowy domek dla lalek (7)! Projekt Colectivo da Rainha.
Pomysł na wiszące na oknach wazoniki z…. rur (8). Do zrobienia! Z Casa Atelier
Już uwielbiam wiosenne kolekcje Home & You (9). Z całą masą kwiatów!

Kochani, raz jeszcze zapraszam i przypominam, że jako tako uporządkowałam kilka lili-postów i powstał Przewodnik po Kosmetyce Naturalnej – TUTAJ. Z Elementami afrodyzji i aromaterapii!

W roli głównej: Clochee Serum silnie nawilżające

Nowa gwiazdka na nieboskłonie nam zabłysła. Nowa marka na naszej polskiej ziemi się pojawiła. I dzisiaj się Wam w Lili zaprezentuje! W roli głównej przed Wami Clochee Serum silnie nawilżające!

Tak… Mam słabość do małych manufaktur z pomysłem. Już Wam o tym pisałam. Nie raz. Sama bowiem o takiej marzę. Babeczkowo-kąpielowej! Tym razem jednak skupię się na Clochee. Może już słyszeliście? Ni do końca wiem, jak to się wymawia. Pewnie się niedługo dowiem, bo wróżę marce dobrą przyszłość!
Stworzyły ją dwie dziewczyny ze Szczecina. Jak same piszą: ” Zajmujemy się tym co kochamy, co nas interesuje i na czym się znamy”. Dobry początek. Do tego dodajmy interesującą wizualną stronę kosmetyków, przejrzyste, ciekawe etykiety, charakterystyczne logo oraz ogromny nacisk położony na jakość i naturalne pochodzenie składników. Bardzo podobają mi się granatowo-aluminiowe buteleczki na balsamy i toniki. Nie do końca przemawia do mnie pojemniczek na peeling, ale o tym kiedy indziej. Całość jednak jest bardzo spójna, tworzy kobiecą atmosferę marki, której można zaufać. I dobrze wpasowuje się w półkę cenową, na której dziewczyny postanowiły się uplasować. Czyli tą… nieco wyższą.
Przejdźmy jednak do samego produktu. Na samym początku nasuwa się skojarzenie z ekoAmpułką marki Pat&Rub. Bardzo trafne. Produkt bowiem posiada podobne przeznaczenie, skład i identyczną buteleczkę. Stosowałam kiedyś ekoAmpułkę 1, dla skóry suchej i wrażliwej. Jakie są różnice? Kinga Rusin do dwóch rodzajów kwasów hialuronowych dodała wodę różaną i ekstrakt z nadmorskiego rumianku solnego. Tutaj mamy intrygujące połączenie hydrolizowanej skrobi kukurydzianej i ekstraktu z buraka. Jako, że o takich cudach wcześniej nie słyszałam, z przyjemnością doczytałam się, że, cytuję: „hydrolizowana skrobia kukurydziana to
naturalny surowiec używany jako emulgator i humektant o silnie
higroskopijnych właściwościach czyli trwale wiążący i zatrzymujący wodę z
otoczenia. Natomiast ekstrakt z korzenia buraka zwyczajnego bogaty jest w
higroskopijne cukry absorbujące i utrzymujące wodę w skórze, czyniąc z
niego świetny nawilżacz. Ponadto jest źródłem drogocennych protein.”  No, nawet burak może mieć tak dobre kosmetyczne zastosowanie!
Serum Pat&Rub jest też lżejsze, mniej gęste. Czy to wada czy zaleta – nie wiem. Ważne, że oba dostarczają skórze kwasu hialuronowego. A dokładniej, jak już wspominałam, jego dwóch rodzajów. Jeden działa na zewnętrzną warstwę skory, drugi dociera głębiej. Oba jednak pozwalają zachować odpowiedni poziom nawilżenia cery. Staje się ona miękka i przyjemna w dotyku. Nawilżenie wpływa także na zmniejszenie widoczności pojawiających się zmarszczek.
Kosmetyk jest bezbarwny, bezzapachowy i bardzo szybko rozprowadza się na skórze. Stosuję go wieczorem, po oczyszczeniu cery, a przed nałożeniem kremu. Wydaje mi się, że pozostaje na twarzy przez całą noc. Rano, kiedy ją myję, mam wrażenie, że pozostała na niej delikatna żelowa warstwa. Ponownie nie jestem pewna, czy to jest wada czy zaleta…
Nie zmienia to bowiem faktu, że z działania serum jestem zadowolona. Moja mocno wysuszająca się skóra, czerpie jego nawilżającą moc z całych sił. Mam też wrażenie, że kosmetyk działa regulująco na cerę mieszaną. A już na pewno, idealnie uzupełnia codzienną pielęgnację.
Więcej o marce Clochee.
Facebook