KategorieUncategorized

Miejsce: Lazurowe wspomnienia

Zebrało mi się wczoraj wieczorem na wspomnienia. Słoneczne, ciepłe… Wróciłam na kilka godzin do 2008 roku. Muszę więc i Was tam na chwilę ściągnąć! Zapraszam na małą podróż w czasie! 
Wspominałam Wam już, że szykują nam się zmiany. Mąż postanowił się przekwalifikować, opuszcza wojsko. W najbliższym czasie czeka go intensywne poszukiwanie nowej pracy. Już pierwsze kroki za nim. Jesteśmy oczywiście dobrej myśli, ale być może i mi przyjdzie porzucić wszelkie moje prace dorywcze i rozglądnąć się za etatem. Wczoraj już rozpoczęłam przeglądanie kilku stron z ofertami. No… szału nie ma. Nikt nie spodziewał się w zasadzie, że będzie. Natknęliśmy się jednak na pewne doprawdy interesujące ogłoszenie. Na pracę, do której nadajemy się oboje idealnie… I choć zapewne będzie milion ciekawszych zgłoszeń… Cały wieczór poświęciliśmy na bujanie w obłokach, nadmorskich obłokach.
Ogłoszenie bowiem dotyczyło opieki nad domem na Lazurowym Wybrzeżu, dla małżeństwa. Ech… Oboje w tym regionie jesteśmy zakochani. Choć może ja bardziej, bo mąż mój to raczej twardo stąpa po ziemi. To on spędził tam niegdyś bardzo dużo czasu, pracując na jachtach i śpiąc na plaży. Dołączyłam do niego wtedy na chwilę, na wakacje. 
Wierzcie mi, naprawdę ekonomiczne. Spaliśmy wraz ze znajomymi tuż nad morzem, pod gołym niebem, wsłuchując się w szum fal. Rano budziły nas natrętne komary, przed którymi chowaliśmy się w śpiworach. I pierwsi plażowicze, którzy przybywali popływać o poranku. Plecaki mogły tam cały dzień pozostawać w jednym ustronnym miejscu. Nikt ich nigdy nie ruszył. Były bezpieczne, choć bez jakiegokolwiek nadzoru. Niesamowite… Korzystaliśmy z bezpłatnych publicznych łazienek w Monako. Choć i na naszej plaży były toalety i umywalki. Wszędzie też na plażach poustawiane były proste prysznice ze słodką wodą, aby spłukać ze skóry morską sól.
Jedzenie kosztowało nas grosze. Kupowaliśmy w supermarketach za dosłownie 1 euro bagietki i camemberty. Albo sałatki z tuńczyka. Do tego nieco świeżych owoców. Sok pomarańczowy lub woda za kilka centów. Potem szło się z tymi cudownościami nad morze, do portu lub do parku z ławeczkami skrytymi w cieniu kwietnych drzew. To były prawdziwe letnie pikniki.
Zwiedzaliśmy miasteczka leżące wzdłuż wybrzeża tamtejszą kolejką. Zatrzymywaliśmy się tam, gdzie akurat mieliśmy ochotę. Wieczorem wracało się po dniu pełnym wrażeń, spacerkiem wzdłuż morza, zazwyczaj z Monako, wąskim chodniczkiem spacerowym, mijając biegających Francuzów, podziwiając zadbane wille i wszechobecne hibiskusy.
Aby tam dotrzeć, łapie się lot do Mediolanu, a potem pociąg do Monako i francuskich nadmorskich miast. W czasach tanich lotów, bardzo polecam takie studenckie wakacje. Może już nie dla nas, bo dołączyła do naszego życia Róża. Teraz raczej zdecydowalibyśmy się na chociażby hostel, który codziennie mijaliśmy w drodze na plażę, w jednej z pastelowo-żółtych willi, tuż nad morzem. Albo któryś w Cannes czy Nicei.
Jest tam zupełnie inna atmosfera niż na włoskim czy hiszpańskim wybrzeżu. Wszystko wydaje się być bardziej zadbane. Wille tchną luksusem. Miasteczka kuszą wąskimi uliczkami i małymi restauracjami. Wśród tego najbardziej błyszcząca perła – Monako z Monte Carlo. Państwo-miasto jak z bajki, ze stłoczonymi apartamentowcami, kasynami, wspaniałym portem i jeszcze wspanialszym pałacem. To jedno z tych miejsc, w których zamieszkałabym na stałe z przyjemnością! Choć nawet boję się pomyśleć ile to może kosztować… 🙂
No dobrze… to czas wrócić do rzeczywistości i wziąć się do pracy! Dzięki temu postowi czuję jednak, jakbym właśnie wróciła z wakacji!

Konkurs Zimowy!

Wprawdzie zima jakoś przyjść nie chce, a echa Wielkiego Świątecznego Lili Konkursu jeszcze pobrzmiewają, ale ruszamy pełną parą z nowym wspaniałym konkursem! Zimowym Konkursem z lekkim odcieniem retro, który przygotowaliśmy wspólnie ze sklepem Emi-Natural.pl! O umilaniu sobie czasu!

Mamy dla Was cudowne, oczywiście naturalne nagrody. Wygra aż 5 osób, więc szanse macie spore. Ciekawi, co konretnie dla Was przyszykowaliśmy? Oto nagrody!
1 miejsce
2 miejsce
i dwa miejsca trzecie – aby wszyscy byli na podium!
3a miejsce
3b miejsce
oraz….
NAGRODA NIESPODZIANKA
którą to sami możecie sobie wybrać spośród całej oferty sklepu Emi-Natural.pl

Aby wziąć udział w konkursie należy
  • w komentarzu pod tym postem napisać w jaki sposób poprawiacie sobie nastrój zimą?
  • polubić fan page sklepu Emi-Natural.pl na Facebooku (TUTAJ) – jeśli polubiliście jako ktoś inny niż wynika to z komentarza, dajcie nam znać!
  • udostępnić informację o konkursie
    • albo poprzez zamieszczenie na Waszym blogu podlinkowanego konkursowego banerka, 
    • albo poprzez udostępnienie publiczne na Facebooku zdjęcia konkursowego (np. TEGO),
    • (w komentarzu zaznaczcie którą z opcji wybraliście)
  • Jeśli chcecie wziąć udział w losowaniu nagrody niespodzianki, wpiszcie w komentarzu także pełną nazwę kosmetyku z oferty Emi-Natural.pl, który chcielibyście wygrać!
Nie bądźcie anonimami – musimy wiedzieć, kogo wybieramy!
Na Wasze zgłoszenia czekamy do piątku 17 stycznia 2014r. do północy. Spośród wszystkich poprawnych zgłoszeń wybierzemy najciekawsze odpowiedzi, którym przyznamy odpowiednio 1, 2, 3a i 3b miejsce. Spośród pozostałych zgłoszeń wylosujemy osobę, do której powędruje nagroda niespodzianka, czyli kosmetyk wybrany przez zwycięzcę.

Zapraszamy!!!!

Słówko regulaminowe:
  • Organizatorem konkursu jest Lili Naturalna.com i Emi-Natural.pl;
  • Konkurs trwa od 7.01.2014 do 17.01 .2014 do północy;
  • W konkursie biorą udział osoby, które spełnią konkursowe zadania, wymienione powyżej;
  • W konkursie można wziąć udział tylko raz;
  • Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu do 21 stycznia 2013;
  • Na zgłoszenia zwycięzców z adresami do wysyłki nagród czekamy do 31.01.2014.
  • Za wysyłkę nagród odpowiedzialny jest sklep Emi-Natural.pl
  • Wysyłka jedynie na terenie Polski;
  • Zastrzegam sobie prawo do zmiany treści posta konkursowego, jednakże nie wpływając tym samym na przebieg i sedno konkursu. 

Po-Weekendowe Cuda no60

Edycja poświąteczna (po Bożym Narodzeniu, Nowym Roku i już prawie po Trzech Królach – sezon świętowania się zrobił długaśny) i znowuż niepełna, bo bez specjalnych poleceń na końcu. W przyszłym tygodniu się poprawię!

Na początek przepiękny pomysł na zdjęcie ogłaszające nadejście nowego roku Justiny Blakeney (1). Jestem nim zachwycona!
Znudziły Wam się zwyczajne czapki? Może czas na małe ich ulepszenie? Z odrobiną błysku! Świetne DIY z Fall For DIY (2).
Lampa sznurowana (3)? Oryginalna! Do białego wnętrza z tchnieniem morskim idealna. Ja ją widzę na małym biało-drewniano-granatowym poddaszu. Zaprojektowana przez Lindsey Adelman dla Roll & Hill.
Jedno z przecudnych zdjęć promocyjnych wina (4)! Klimatyczne i po prostu piękne. Dla barringwood vineyard, art direction mash, zdjęcia john laurie.
Wybuchowo i roślinnie? Co powiecie na taki oryginalny pistolet? Wystrzeli? (5) Zdjęcia Albert Comper.
Jak zapewne wiecie, obchodzimy dzisiaj święto Trzech Króli. Z tej okazji wybraliśmy się na Rynek nasz krakowski zobaczyć paradujący orszak. Tłumy były takie, że nie zobaczyliśmy nic… Szkoda, ale przynajmniej świąteczny spacerek mamy zaliczony. W iście wiosennej aurze. Tymczasem w Hiszpanii święto to ponoć ma szczególne znaczenie. Dzieci dostają prezenty, a tradycyjnym smakołykiem jest taki oto chlebek Trzech Króli – tutaj według La Receta De La Felicidad (6). Wyczytałam, ze wkłada się do niego małą figurkę np. z porcelany i suchą fasolkę. Ten kto natknie się na tą pierwszą będzie miał szczęście i zostaje królem imprezy. Odkrywca fasolki musi zapłacić za swój chlebek. Fajna tradycja 🙂
Genialne wazony pływające (7) – jakby roślinka unosiła się na wodzie i pozostawiała jedynie wodne kręgi! Z oodesign.
Czasami daję się porwać modzie na makaroniki! W sumie to odkąd pamiętam moimi ulubionymi ciasteczkami były kokosanki i makaroniki właśnie, choć w naszej polskiej, nie tak urozmaiconej wersji. Marzy mi się odwiedzenie takiej makaronikowej kawiarni (8)! Zdjęcie Bryce Covey.
Te dwa przecudowne, idealne zeszyciki-dzienniki (9) znalazłam wczoraj w Sinsay. Zauroczyły mnie całkowicie, a że akurat podobnych poszukiwałam, z przyjemnością wydałem to całe 3,99zł/sztuka! Zamierzam spisywać w nich urocze i zabawne powiedzonka Róży, które zapewne śmieszą jedynie mnie, męża mojego i ewentualnie dziadków i ciocię… a których swoją droga jest coraz więcej! Po latach będę się nimi sama rozkoszować z łezką w oku! Już mnie to wzrusza :):):)
 Coś jest w tych pracach takiego, że nie mogłam oderwać od nich wzroku…. (10). Autorstwa ricardogarcia.
 Na koniec… kolejne zauroczenie i marzenie zarazem. RPA! Jakież piękne! Oczami Diany Moss (11).

Miłego tygodnia!!

Rytuał tropikalny z Pure Fiji

Czasem potrzebujemy odpłynąć… Nie ma w tym nic złego, nic zdrożnego. Odrobina przyjemności należy się każdemu. Nieco luksusu, nieco powiewu łagodnej ciepłej bryzy znad oceanu. Ultimate tropical SPA experience – tylko takie wyrażenie rodem z egzotycznych resortów, które niejednokrotnie wirtualnie zwiedzałam, przychodzi mi teraz na myśl. Zapraszam Was na wyjątkową, daleką, słoneczną podróż na Fidżi!
Zastanawiałam się w jaki sposób pokazać Wam kosmetyki marki Pure Fiji. I nie może być inaczej – muszą być potraktowane całościowo. A przynajmniej tych kilka sztuk, które zadomowiły się w mojej łazience. Razem bowiem tworzą uzupełniającą się całość. I dopiero razem potrafią wytworzyć całkowitą atmosferę wyspiarskiego rytuału.
O samej marce już Wam kiedyś pisałam (TUTAJ). Nie będę się więc powtarzać. Powiem tylko, że klimaty wysp pacyficznych są mi szczególnie bliskie i uwielbiam wszystko co jest związane z nimi i ma przełożenie na pielęgnację. Marka zrobiła na mnie duże wrażenie – ze względu na swoją historię, filozofię, pomysł na siebie, całą identyfikację wizualną i oczywiście – same produkty.
Mój rytuał ma zapach passiflory lub, jak kto woli, passion flower. Jest to jeden z tych niesamowicie dziwacznych, a jednocześnie magicznie pięknych tropikalnych kwiatów, które po raz pierwszy zobaczyłam, jak sobie ostatnio ich nazwę wgooglowałam. Jeśli jednak faktycznie pachną tak, jak te kosmetyki, to muszą zniewalać i uwodzić. Zakochałam się w tym zapachu!
W moim skromnym polskim mieszkanku rozgościł się zestaw kosmetyków o tym cudnym zapachu oraz dwa duże produkty – masło do ciała i olejek. Sam zestaw określiłabym raczej jako podróżny. Zawiera niewielkie praktyczne opakowania: szamponu, odżywki, balsamu do ciała, masła, olejku i peelingu. Idealny do zabrania na wakacje lub kiedy pragniemy się dopiero z ofertą marki zapoznać – mamy tutaj cały przekrój! 
Moi dwa najwięksi ulubieńcy to olejek i scrub! W składzie tego pierwszego odnajdziemy jedynie olej kokosowy, olej makadamia, sikeci i dilo, witaminę E i zapach. Niewiele, a całość tworzy cudowną mieszankę. Oleje wchłaniają się bardzo szybko, pozostawiają skórę odżywioną i miękką. To coś dla wielbicieli olejków suchych. 
Tą samą mieszaninę olejową znajdziemy w scrubie zmieszaną z cukrem trzcinowym. To jeden z moich ulubionych peelingów! Tłuściutki, ale nie pozostawia ciężkiej do zmycia warstwy. Bardzo mocny, dobrze ściera, ale skóra nie jest ani podrażniona, ani bolesna. Jest dokładnie w sam raz. Bo te nasze olejki bardzo o nią przy okazji oczyszczania dbają!
  
Nie będę ukrywać, że wśród składników kosmetyków odnalazłam te, które tak do końca w naturalnych produktach znaleźć się nie powinny. Stanowią jednak one całkowitą mniejszość, a stanowczo wygrywa przy nich umieszczana na pierwszych miejscach mieszanina czterech wspomnianych olejów.
Tak jestem nimi zafascynowana, zwłaszcza tymi, o których pierwszy raz słyszałam (dilo i sikeci), że jednak zacytuję Wam coś niecoś o nich! Bo warto wiedzieć!

DZIEWICZY OLEJ KOKOSOWY – KOKOS WŁAŚCIWY 
Olej ten jest uzyskiwany w ciągu kilku godzin od zerwania kokosa, dzięki czemu zachowana zostaje naturalnie wysoka zawartość witamin A, B, C i E oraz przeciwutleniaczy. Olej ma krótki łańcuch molekularny, dzięki czemu jest łatwo przyswajalny i wykorzystywany przez naszą skórę. Olej nie jest tłusty i ma lekką konsystencję.

OLEJ Z ORZECHÓW SIKECI – TUNG MOLUKAŃSKI

Pochodzenie organiczne. Certyfikowany produkt organiczny
Olej przenikający barierę naskórkową, który jest łatwo przyswajalny przez skórę. Szczególnie przydatny w dolegliwościach suchej skóry, łuszczycy i egzemy. Bardzo mocno nawilża i zmiękcza skórę, działa rewitalizujaco i odmładzająco. Bogaty w witaminy A, E i F.

OLEJ DILO – CALOPHYLLUM INOPHYLLUM 

Pochodzenie organiczne. Zbierane z dziko rosnących roślin. 
Znane jako „drzewo tysiąca cnót”, święte drzewo dilo porasta białe piaski dziewiczych wysp Fiji – pobierając niezbędne składniki bezpośrednio z ciepłych wód Pacyfiku bogatych w wartości odżywcze. Znane jest ze swoich niezwykłych właściwości, które wspomagają naturalne procesy regeneracji skóry, łagodzą ból i podrażnienia oraz sprzyjają utrzymywaniu skóry w zdrowiu. Z tego powodu, olej z orzechów drzewa dilo jest tradycyjnie używany przez mieszkańców wysp Pacyfiku jako środek na różne dolegliwości. Przynosi ukojenie, odżywienie i odmłodzenie skórze, która została narażona na: oparzenia słoneczne, zaczerwienienia spowodowane wiatrem, zapalenia, wysuszenie skóry, wysypki, ukąszenia owadów, trądzik, egzemę, łuszczycę, wysypki po depilacji woskiem i podrażnienia po goleniu.
 
OLEJ Z ORZECHÓW MAKADAMIA – MACADAMIA TERNIFOLIA 
Pochodzenie organiczne. Certyfikowany produkt organiczny
Odpowiedni do wszystkich rodzajów skóry. Zawiera najwyższy poziom kwasu oleopalmitynowego spośród wszystkich olejów roślinnych. Jest on zawarty w sebum człowieka, ale jego poziom drastycznie spada wraz ze starzeniem się skóry. Z tego powodu olej z orzechów makadamia jest idealny dla skóry osób starszych. Tonizuje oraz zmiękcza zniszczoną i suchą skórę. Wspomaga gojenie ran. Olej makadamia bardzo szybko wchłania się w skórę.
Warto zauważyć, że w przypadku szamponu do włosów zastosowano składnik myjący Sodium Laureth Sulfoacetate, który jest łagodniejszą alternatywą nielubianych SLS-ów, pochodzącą z orzechów kokosowych i dopuszczoną przez Ecocert. Dzięki niemu szampon dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy, jest łatwy w użyciu, dobrze się pieni i rozprowadza. W połączeniu z odżywką, która przypomina mi nieco miąższ kokosa, a w której ponownie odnajdziemy bogactwo czterech fidżyjskich orzechów, tworzą zgraną całość.
Wolicie balsamy czy masła do pielęgnacji skóry? Sama nie wiem! I ciężko mi się tutaj zdecydować. Masełko jest gęste, wygląda trochę jak lody kokosowe. Pozostawia na ciele ten cudowny zapach i wspaniałą gładkość. Balsam jest znacznie lżejszy, wchłania się ekspresowo. To dobra opcja, jeśli nam się spieszy. Masłem lepiej delektować się wieczorem, po kąpieli. Kiedy skóra potrzebuje specjalnego wytchnienia po ciężkim dniu i porządnego nawilżenia.
Jak wygląda mój tropikalny rytuał?
  • Zaczynam od dobrego przygotowania – zaopatruję się w sok ze świeżych owoców, zamykam się w łazience, wyciągam świecę, zapalam ją, wchodzę do wanny z ciepłą wodą… 
  • Dolewam do niej łyżkę olejku odżywczego. Dzięki temu zapach zaczyna unosić się w powietrzu…
  • Relaksuję się przez chwilę, zamykam oczy i przenoszę się myślami na rajską plażę….
  • Masuję ciało scrubem prosto z Fidżi, powoli, delikatnie, rozkoszując się aromatem i chwilą tylko dla siebie…
  • Spłukuję pozostałości peelingu, myję głowę i wmasowuję kokosową odżywkę…
  • Wychodzę z wanny, lekko osuszam skórę ręcznikiem i nakładam na nią masło do ciała…
  • Pamiętam jeszcze aby zadbać o codzienną pielęgnację twarzy, zawijam się w najmilsza piżamkę, szlafroczek i mykam cichcem do łóżka!
Wiecie co jest najprzyjemniejsze w tych wszystkich kosmetykach Pure Fiji i moim tropikalnym rytuale? Świadomość, że używam produktów, które właśnie na Fidżi powstały, ze składników, które tam zebrano. Od razu robi się w sercu przyjemniej, a przed oczami pojawia się lazur oceanu kontrastujący z niemalże bielą piasku. Ech… rozmarzyłam się….

Więcej o Pure Fiji na stronie marki.

Książki o kosmetyce naturalnej – polecam do poczytania

Coraz częściej dostaję od Was zapytania o literaturę, która mogłaby przybliżyć Wam zagadnienie kosmetyki naturalnej. Zmotywowało mnie to do stworzenia osobnego posta z moją własną domową kolekcją. Przedstawiam Wam więc pozycje, do których sama zaglądam, które polecam i które z pewnością Wam się mogą przydać!

Zaczynamy od góry:

Kieszonkowa Encyklopedia Zdrowia i Urody Kosmetyki Naturalne, Isolde Brackle, wyd. Videograf – mała książeczka z 1993 roku, ale stanowczo jedna z najciekawszych! Pełno praktycznych porad, długi i naprawdę pomocny wstęp, przepisy i pomysł na 4-tygodniową pielęgnację.
Kosmetyka moje hobby, Stephanie Ober, Oficyna Wydawnicza „ABA” – cieniutka, ale ciekawa. Najczęściej widuję ją w tanich książkach. Trochę teorii, trochę praktyki. Naprawdę warto wydać to całe 5zł 🙂
Młodość i uroda na długie lata, Jadwiga Owczarczyk Van Oyen, wyd. SPAR – książka, która już swoje lata ma i zapewne bardzo jej daleko do nowoczesnego spojrzenia na kosmetykę, ale wprowadziła mnie prostym i przystępnym językiem w podstawy wiedzy o pielęgnacji skóry, jej budowie, zachodzących procesach, itd.
Domowy Salon Piękności poradnik nowoczesnej kosmetyki naturalnej, Anna Kołodziejczyk, wyd. Borgis – pozycja stworzona pod ofertę marki Fitomed. W przepisach odnajdziemy co rusz np. kremobazę Fitomed albo ich mikronizowane zioła. Jest jednak kilka innych wartych uwagi i nieco wartej interesującej treści teoretycznej.
Poradnik zdrowia i urody Kosmetyka Naturalna, Katarzyna Detka, Skarbnica Wiedzy – kolejny skarb wygrzebany w taniej książce i często w takowych miejscach widziany. Przyjemna graficznie, przyjazna dla kosmetycznych laików, z dobrymi przepisami i sporą dawką teorii.
Dobroczynne rośliny dla zdrowia i urody, Raphaele Vidaling, wyd. KDC – jej główną zaletą są przepiękne zdjęcia i kilka fajnych przepisów. Do tego dochodzi sporych rozmiarów wstęp o historii ziołolecznictwa na świecie i opis kilku najczęściej stosowanych roślinek.
Encyklopedia porad babuni, Twoja Pani Domu – książka dodawana do popularnej gazetki, a jakże pomocna! Nie zniechęcajcie się do tytułów ze słowem „babcia” – widziałam już kilka podobnych pozycji w księgarniach. Znajdziemy tu wiele naprawdę ciekawych porad, w tym z zakresu kosmetyki domowej. Takiej maminej i babcinej, z dziada pradziada znanej.
Jak być piękną 1000 szybkich sposobów, Rona Berg, wyd. KDC – typowy popularny w tych czasach poradnik. Czy ta się go szybko i z przyjemnością, a potem co jakiś czas zagląda w poszukiwaniu prostych porad. Wiedzieliście na przykład, że aby wyciągnąć gumę do żucia wplątaną we włosy dziecka należy polać ją rozcieńczonym octem?
Aromaterapia i inne terapie naturalne, wyd. REA – jedna z licznych pozycji dotyczących aromaterapii na rynku która w dosyć prosty sposób ukazuje temat. Może nie wyczerpująco, ale na potrzeby domowe wystarczająco. Do tego dochodzą rozdziały poświęcone masażowi, refleksologii, siatsu, akupresurze i reiki.
Ajurweda a uroda, jak być pięknym, Melanie Sachs, a-ajurweda.pl – coś dla wielbicieli medycyny indyjskiej, temat potraktowany kompleksowo, bardzo obszernie. Zaczynamy od podstaw, mamy coś niecoś o zdrowym stylu życia, masażu, przepisy i porady. Przyznam, że jeszcze przez nią nie przebrnęłam. Wymaga bowiem, dla osoby nie związanej z ajurwedą, dużego skupienia i uwagi – strasznie tu dużo pojęć typu dosza, prakriti czy dhatu, które trzeba zapamiętać 🙂 Z pewnością jednak ją przeczytam do końca! A nawet dobrze by było kilka razy 🙂
Aromaterapia od A do Z czyli poradnik leczenia zapachami, Patricia Davis, wyd. OPUS – książka, o której wspominałam już niejednokrotnie. Jak dla mnie najciekawsza z zakresu aromaterapii. Czyta się ją jak powieść, z przyjemnością! Pełno tu przykładów z życia i praktyki autorki.
ABC Kosmetyki Naturalnej, Magdalena Przybylak-Zdanowicz, wyd. GAJ – przyjemny poradnik typu „babcinego” zawierający 160 przepisów na proste kosmetyki domowe na bazie owoców – to dopiero tom I. Z tego co wiem planowane są następne z kolejnymi recepturami.
Zmysłowe ciało, Hanna Łopuchow Monika Jucewicz, wyd. G+J – to raczej ładnie wydany album, który czyta się dla przyjemności, z dużym akcentem położonym na aromaterapię. Z ciekawostek – znajdziemy tu kalendarz księżycowy dla urody!
Ziołowa księga urody, wyd. Publicat – pierwsza z dwóch pozycji tego wydawnictwa, które bardzo lubię. Dużo praktycznej ciekawej wiedzy, ładnie wydanej, ładnie graficznie rozłożonej.
Zioła z apteki natury, wyd. Publicat – grubsza siostra powyżej książki. Jak dla mnie – pozycja obowiązkowa w każdym domu! Nie tylko do stosowania, ale po prostu do podczytywania wieczorami. W cegle tej, pięknie wydanej, znajdziemy opisy wieeeelu ziół, ich zastosowanie w domowej apteczce, przepisy kulinarne na dania z ziołami, obszerny rozdział poświęcony domowemu salonowi piękności, pomysły na dekoracje domu przy użyciu ziół i sposoby ich uprawy. Dużo, dużo, dużo ciekawostek, zdjęć, przepisów i wiedzy!
Masaż Poradnik Zdrowia i Urody, Susan Mumford, Skarbnica Wiedzy – coś dla osób nie mających nic wspólnego z masażami, a pragnących sprawić co jakiś czas komuś przyjemność. Instrukcja obrazkowa podstawowych technik masażu wraz z wprowadzeniem w temat i specjalną częścią poświęconą… masażowi zmysłowemu! Znajdziemy tu też przystępny przewodnik po olejach bazowych i eterycznych.

Co jeszcze polecacie?

– Jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z kosmetyką naturalną zobacz koniecznie –

To nie jest post z podsumowaniami, ale warto zjarzeć dla świetnych kalendarzy :)

Nie robię podsumowań. Nie wiedziałabym chyba nawet od czego zacząć. Albo wręcz przeciwnie – na czym poprzestać. Nie umiałabym wskazać sama najciekawszych postów w Lili, bo co jeden wydaje mi się fajniejszy od poprzedniego. Cóż… ja po prostu lubię tą moją Lili. A jak już coś publikuję, to to mi się musi podobać 🙂 Mogłabym wprawdzie posiłkować się statystykami, ale nie wydają mi się miarodajne – zwycięża bowiem Wielki Świąteczny Lili Konkurs i post o olejku lawendowym i jego zastosowaniu, który to jest wyświetlany co najmniej kilkanaście razy każdego dnia. 
Nie będzie zatem podsumowań. Będzie zaproszenie. Zapraszam Was, Kochani, to przejrzenia sobie wszystkich zeszłorocznych postów. Na spokojnie, raz jeszcze, przy kawce. Może natkniecie się na jakieś ciekawe pomysły, które Wam umknęły? Może odnajdziecie coś nowego, co tym razem zainteresuje Was bardziej? Dla ułatwienia podpowiem, że w prawym pasku, pod wszystkimi banerkami i innymi gadżetami, znajdziecie „Lili Archiwum”. Pozwoli Wam ono powracać do poszczególnych miesięcy 2013 roku, po kolei, bez przerzucania na nowo wszystkich stron.
Zapraszam Was też do Lili w nowym roku. Nie chciałabym tu robić jakichś specjalnych postanowień. Zupełnie bowiem nie wiem co się wydarzy, ciężko mi planować. Już wspominałam, że czeka nas duża zmiana, że mąż mój będzie zmieniał pracę. Nawet nie wiem, gdzie sama znajdę się za kilka miesięcy. Czy tutaj, po staremu? Czy może w nowym miejscu? Co przyniesie ten 2014?
Mogę jednak coś obiecać! Obiecuję, że w Lili zawsze będzie kolorowo i inspirująco! Ja już coś wykombinuję, żeby tu zawsze działo się coś ciekawego! Cóż… ja po prostu lubię tą moją Lili 🙂
Wracając do ostatnich dni… sylwester nie zaskoczył nas niczym… Ale, ale – to wcale nie jest źle! Miało być wesoło, miał być zwariowany, w przyjaznym, dobrze znanym gronie, w domku pod lasem – i dokładnie taki był! Wróciliśmy wczoraj wieczorkiem całkowicie wymęczeni, ale bardzo zadowoleni. Nie było ciepłej wody, do pieca trzeba było co chwilę dokładać, ale miało to swój urok. Rozpoczęliśmy wszyscy pod kocykiem, z grzanym winkiem z plasterkiem pomarańczy, grając w Tabu (znacie to?). Szybko zrobiło się przytulnie i ciepło. 
Sceneria dookoła była niesamowita. Wszystko spowijała gęsta mgła, rodem z angielskich wrzosowisk. Było magicznie, nostalgicznie i tajemniczo. W taką pogodę ogień w kominku, światło małych lampek i śmiejące się znane twarze wydają się być najlepszym, co nas może spotkać! Z resztą – sami zobaczcie!

Chciałabym polecić Wam jeszcze trzy cudowne kalendarze do wydrukowania! Sama nie wiem, który podoba mi się najbardziej… Chyba ten pierwszy… Jak sądzicie?
Mają wszystkie niestety pewną wadę – dni rozmieszczone są w systemie amerykańskim, z niedzielą na początku tygodnia, co może nieco mylić, dopóki się nie przyzwyczaimy. Ale co tam – są piękne!
Poniżej znajdziecie linki do stron, z których pochodzą. Tam też każdorazowo można sobie kalendarz ściągnąć na własny komputer, a potem wydrukować.
 
THE INK NEST
Facebook