KategorieNaturalna pielęgnacja

W roli głównej: Kremy Reishi Orientana

Siedzę przed komputerem, zdjęcia już obrobiłam, popijam kawę, słyszę jak dziecko uzupełnia ćwiczenia (na głos…) i zastanawiam się, jakim zdaniem rozpocząć ten wpis. A kiedy tak się zastanawiam, gładzę się bezwiednie po policzku. I nagle łapię się na tym gładzeniu i dociera do mnie, jakie to przyjemne uczucie. Jak miękka i gładka jest tam moja skóra. Jak jej i mi z tym dobrze.

Czy można lepiej zacząć wpis o nowych kremach jednej z moich ulubionych polskich marek – Orientana?

Marki, która wprost magicznie zastępuje nam teraz dalekie podróże i pozwala marzyć o zamorskich, tajemnych krainach. Bo właśnie do takich marzeń skłania mnie choćby sama świadomość faktu, że w kremach Reishi główną rolę odgrywa pewien azjatycki grzyb…



Reishi to orientalny grzybek stosowany w azjatyckiej medycynie naturalnej. Według legendy reishi był on darem bogów cenniejszym niż złoto, a buddyjska księżniczka wędrowała ze swoją świtą setki kilometrów dzień i noc by go znaleźć. Zapewniał on wieczną młodość i urodę, a nadworny alchemik tworzył z niego maści o cudownych właściwościach. Dzięki grzybkowi reishi Księżniczka na zawsze zachowała młode rysy twarzy. Legenda powstała pięć tysięcy lat temu natomiast dziś wiemy, że reishi to nie magiczny grzybek ale adaptogen, którego lecznicze działanie zostało naukowo udowodnione. Ekstrakt z grzybka reishi zwiększa odporność, zwalcza bezsenność oraz chroni organizm przed starzeniem komórek. Jego przeciwstarzeniowe właściwości w kosmetykach zostały potwierdzone w badaniach. Reishi działa jako przeciwutleniacz, opóźnia procesy starzenia komórek, nawilża i rozjaśnia skórę. Ma też zdolność regulowania zawartości wody w skórze, dzięki czemu utrzymuje jej dobre nawilżenie i gładkość. Grzybki reishi są bogate w cenne minerały (mangan, magnez, miedź, cynk, german), witaminy (głównie witaminy z grupy B), a także siedemnaście różnych rodzajów aminokwasów.

Chyba więc warto zaufać grzybkowi, co? A jeśli nie ufacie grzybowi, zaufajcie mi. Kremy są po prostu świetne!



Przeznaczone są do cery dojrzałej, z oznakami starzenia się, wiotczejącej i poszarzałej. Czyli spokojnie od 30-stki w górę. Producent zapewnia, że składniki skomponowano w ten sposób, aby przywrócić odpowiedni owal twarzy i zredukować zmarszczki. Ja rzekłabym, że są to po prostu efekty głębokiego nawilżenia i odżywienia skóry, która z czasem potrzebuje tego po prostu coraz bardziej.

A te kremy faktycznie genialnie nawilżają i odżywiają skórę. Dzięki temu tak przyjemnie się ją dotyka. Jest elastyczna i miękka. Kremy koją i łagodzą. Widocznie poprawiają kondycję skóry. A do tego – jak przyjemnie pachną!

Zarówno krem na noc, jak i na dzień, mają lekką, niemal lejąca się konsystencję. Ten na noc nawet bardziej przypomina emulsję. Pomimo tego, czuć, że niosą poważną dawkę odżywienia, bo w tej lekkości kryje się… jakby… gęstość. Składy maja porządne, oparte na równie porządnych masłach i olejach, uzupełnionych ekstraktami – choćby z grzybów reishi, wąkroty azjatyckiej (znanej jako Centella Asiatica) czy znowuż grzybów – fu ling (Poria Cocos). Cóż, wynajdywanie dziwnych, orientalnych składników to specjalność Orientany. A i ja chętnie przy okazji je odkrywam.

Spróbujcie. Koniecznie. Nałóżcie sobie krem na noc i obudźcie się rano, dotykając bezwiednie buzi. Taka będzie przyjemna. Ten na dzień także zrobi robotę i spokojnie, po chwili, można nałożyć na niego makijaż. Na dobrze nawilżonej skórze będzie się trzymał o wiele lepiej.

Kremy Reishi znajdziecie na stronie Orientana.


Samorodek czyli mydło węglowo-złote

Czy Wy też tak lubicie to, jak węgiel działa na skórę? Sama jestem fanką węgla w kosmetykach od dawna! Stworzyłam więc dzisiaj nieco inne węglowe mydełko… A w zasadzie samorodek!

Samorodek złota! Czyli sztabkę mydła, w którym pośród ciemnej węglowej warstwy, znajdziemy także tę złotą! Powstaje więc mydło typu 2w1, bo po pierwsze, świetnie działa na skórę, po drugie – przyjemność mycia jest doprawdy wielka. Wśród czarnej piany odnajdujemy delikatne złote pobłyski! Na zdjęciu ta “złota” warstwa wydaje się po prostu żółtawa. W rzeczywistości składa się ona z mieniącej się złotej miki, która swój blask odzyskuje pod wpływem wody właśnie. Błyszczy się i pięknie uzupełnia tę swoją ciemną stronę.


Sam węgiel ma świetne właściwości antybakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne. Doskonale oczyszcza nam skórę, wyciąga z niej – absorbuje wszelkie zanieczyszczenia. Do tego działa przeciwzapalnie, rozjaśniająco i kojąco. Polecany jest zwłaszcza do skór problematycznych, trądzikowych, tłustych. Dzisiejszego mydełka nie polecam do mycia twarzy, ale sprawdzi się idealnie w codziennej pielęgnacji ciała.

No i te złote pobłyski!

A jeszcze ten cudowny zapach pomarańczowo-tymiankowy! Takie połączenie olejków genialnie poprawia nastrój, a i wzmacnia działanie antybakteryjne i przeciwzapalne węgla.

Zróbcie koniecznie!


Samorodek czy mydło węglowo-złote


Składniki:

Warstwa czarna

  • 300 g białej bazy mydlanej (polecam bazę bez SLES/SLS ze ZróbMydełko)
  • 2 łyżeczki węgla (sproszkowany węgiel drzewny, znajdziecie w internecie lub w aptekach)
  • 40 kropelek olejku pomarańczowego
  • 20 kropelek olejku tymiankowego

Warstwa złota

  • 150 g białej bazy mydlanej
  • 2 łyżeczki złotej miki (polecam Kolorowka.com)
  • 30 kropelek olejku pomarańczowego

Warstwa ziemisto-brokatowa / krem

  • 50 g białej bazy mydlanej
  • 1 łyżeczka karmelowej błyszczącej miki
  • 1 łyżeczka złotego brokatu kosmetycznego
  • 10 kropelek olejku pomarańczowego

Przygotowujemy niewielką formę. Jeżeli nie posiadacie foremki do produkcji mydła, wykorzystajcie keksową lub karton po mleku.

Bazę mydlana na warstwę czarną kroimy w dużą kostkę i przekładamy do zlewki lub ceramicznej miseczki. W kąpieli wodnej lub mikrofali roztapiamy całość, uważając, aby baza za bardzo się nie podgrzała i nie zaczęła wrzeć (w mikrofali trwa to dosłownie chwilę). Do roztopionej bazy przekładamy węgiel i intensywnie mieszamy mieszadełkiem, aby połączył się z mydłem. W między czasie dolewamy olejki. Bazę przelewamy do formy i pozwalamy chwilę ostygnąć.

Roztapiamy mydło do warstwy złotej. Dodajemy mikę i olejek i odczekujemy chwilę, aż i ona lekko ostygnie. Dzięki temu, że obie części nie będą za gorące, uzyskamy efekt złotego samorodka. Na powierzchni warstwy węglowej powinna być już widoczna lekka stwardniała warstwa. Wtedy przelewamy złotą bazę na wierzch i patyczkiem przebijamy całość, aż do spodu formy w kilku miejscach, mieszając nim w formie gdzieniegdzie. Im bardziej fantazyjnie, tym wyjdzie ciekawiej. Całość ponownie odstawiamy na chwilę.

W tym czasie roztapiamy ostatni fragment bazy mydlanej. Dosypujemy mikę karmelową i połowę brokatu, dolewamy olejek i czekamy, aż mydło będzie miało konsystencję mleczka. Bazę rozlewamy powolnym strumieniem tak, aby powstał rodzaj kremu/dekoracji. Jeżeli zacznie za szybko twardnieć w zlewce/misce, wystarczy ponownie lekko ją podgrzać. Gotowe mydełko obsypujemy dodatkowo resztą brokatu.

Formę odstawiamy na noc (min. 2 godziny) do stwardnienia. Po tym czasie delikatnie wyciągamy mydło i kroimy na mniejsze kawałki.


Nowe w portfolio: Auna

Cieszę się ogromnie, że mogę zaprezentować Wam efekty kolejnej fantastycznej współpracy!

Znacie już markę Auna? Podglądałam ją sobie po ciuchu od dawna. Pamiętam dobrze, że zaintrygowała mnie pięknymi wizualnie mydłami, a potem balsamami do ust o zapachu wiśni i prosecco! Brzmi fantastycznie, prawda? Marka też wyróżnia się na rynku prostą, ale zapadającą w pamięć i charakterystyczną identyfikacją, opartą na gradientach, kolorach i zwierzakach o specyficznym mglisto-łunowym zabarwieniu.


Z miłości do fauny i flory oraz pielęgnacji ciała w zgodzie z naturą powstała marka Auna. Nasze produkty są ręcznie robione, wegańskie, bez dodatku oleju palmowego, a plastik omijamy z daleka. Idea, jaka przyświeca marce, to tworzenie produktów etycznych – z poszanowaniem ludzkiej pracy, matki natury i naszych mniejszych braci.



I w końcu napisała do mnie Ania, właścicielka marki, która planuje małą rewolucję na stronie. Poprosiła mnie o stworzenie kolaży produktowych, które będą w odpowiedni sposób prezentować kosmetyki, wyróżniać je na rynku i oczywiście wpisywać się w charakter marki. Zajęłam się więc dopracowywaniem zdjęć produktowych i zaczarowywaniem je w te gradientowe łuny.

O ile na nową stronę marki musimy jeszcze chwilę poczekać, już teraz z radością prezentuję Wam część naszych kolorowych kolaży!


Zapraszam też jak zawsze do mojego portfolio

>>> Lili Creative <<<


Zajrzyjcie też koniecznie na stronę

>>> Auna <<<



Ale to nie wszystko! Muszę się jeszcze pozachwycać! No muszę!

Marka wyróżnia się bowiem nie tylko ciekawą identyfikacją, ale także samymi produktami. I pomysłami na nie! A także – cudownymi zapachami!

Ot choćby – Szampański olejek do ciała! Jak to pachnie! Mi osobiście nie do końca przypomina zapach szampana, ale nie zmienia to faktu, że jest to piękny, lekko słodki, bardzo kuszący aromat, który chce się wąchać i który przyjemnie pozostaje na skórze. A do tego ten blask! Jest to bowiem olejek, w którym pływa sobie eko brokat, trzeba go więc porządnie wstrząsnąć przed użyciem. Wygląda wtedy jak płynne złoto (uwielbiam ten efekt, często tworzymy go na moich warsztatach). Co jednak ważne, na skórze nie jest bardzo widoczny. Pozostaje jedynie leciutki pobłysk od czasu do czasu i to fantastyczne uczucie odżywienia skóry. Świetny kosmetyk na co dzień i od święta, na prezent i aby sprawić przyjemność samej sobie. Zawsze bowiem mówię, że wszystkim nam potrzeba codziennie nieco pobłyszczeć!



I kolejny świetny pomysł – Jaśminowy olejek do ciała! Coś dla każdej romantyczki! Pływają w nim kwiaty jaśminu, dzięki czemu wygląda po prostu uroczo. I znowu – jak to pachnie! No, jak jak jaśmin właśnie! Lekko, dziewczęco, wiosennie. Olejek działa przy okazji przyjemnie kojąco – poza dobrą kombinacją samych olejów – winogronowym, migdałowym, sezamowym i makowym, mamy tu też łagodzący ekstrakt z nagietka. Całość nałożona na skórę zaraz po kąpieli pozostawia ją gładką i miękka. No i jak to pachnie!



A teraz mój zapachowy hit! Mango! Uwielbiam zapach mango! I nie tylko ja, bo to zazwyczaj olejek o tym zapachu najszybciej kończy się na moich warsztatach. A tutaj mango mamy ukryte w żółciutkim, energetycznym Peelingu do ciała mango z masłem mango! Jest to łagodny peeling, z drobnymi kryształkami cukru. Jeden z tych, które przy okazji nawilżają i odżywiają skórę, dzięki sporej zawartości maseł i olejów. Należy jednak do tych lżejszych peelingów, które nie pozostawiają bardzo tłustej skóry, a raczej – są po prostu w punkt. To znaczy – jeśli nie lubicie efektu natłuszczenia, bardzo łatwo się zmywa. Skóra po nim jest cudownie mięciutka. Mój faworyt!

Zachęcam Was gorąco i do śledzenia marki i do wypróbowania jej kosmetyków! Coś czuję, że jeszcze będzie o niej głośno!


Ciekawe kosmetyczne nowości polskich marek

Pozostając w temacie polskich marek i jakże koniecznej akcji #wspierampolskiemarki, spieszę z kolejnym postem! Tym razem chciałabym pokazać Wam kilka szczególnie ciekawych nowości (mniej lub bardziej nowych) kosmetycznych, które zwróciły moją uwagę.

A może już któreś z tych kosmetyków znacie?

Może polecacie?

Ja wszystkie zapisuję na moją wish listę!



  1. Face Boom Puder Enzymatyczny Do Oczyszczania Twarzy Sypki Flirciarz – “Jestem naturalnym pudrem enzymatycznym przeznaczonym do oczyszczania skóry twarzy, szyi i dekoltu. Wygładzam, zmiękczam i zapewniam bezpieczną pielęgnację wrażliwej cerze. Moja naturalna, wegańska receptura korzystnie wpłynie na stan odwodnionej skóry.” / Body Boom
  2. Ultranawilżające Serum do twarzy z kwasem hialuronowym MELO – to eliksir wygładzający zamknięty w poręcznej buteleczce. Głęboko nawilża oraz odżywia skórę. Koi podrażnienia, zwęża pory i reguluje wydzielanie sebum. Idealne do cery suchej, dojrzałej i problematycznej / Nutridome
  3. Zestaw do demakijażu GLOV Moon Pads Set – to 10 płatków kosmetycznych wielokrotnego użytku GLOV Moon Pads, które są miękkie niczym gwiezdny pył! W środku znajdziesz także woreczek do przechowywania i prania naszych  wacików, a to wszystko zapakowane jest w holograficzną, nieziemską kosmetyczkę / GLOV
  4. Gift of Nature Kremowa emulsja do mycia twarzy do cery wrażliwej – emulsja z czarnuszką oczyszcza skórę, nawilża ją i regeneruje. Delikatnie, ale skutecznie usuwa zanieczyszczenia oraz makijaż, nie naruszając warstwy hydrolipidowej skóry. Zawarty w emulsji ekstrakt z czarnuszki, bawełny i lnu wycisza i przyspiesza regenerację skóry, a alantoina koi i łagodzi zaczerwienienia / Elfa Pharm
  5. Anwen – Sleeping Beauty – maska nocna do wysokiej porowatości – zawiera szereg składników odżywczych, wzmacniających i kondycjonujących włosy. Naturalny zamiennik silikonu, pochodzący z oleju makadamia chroni je przed zniszczeniami. Oleje: makowy i z kiełków pszenicy domykają łuski włosa i wygładzają je. Spirulina i ekstrakt z czerwonych wodorostów odżywiają włosy i wspierają ich odbudowę. Dzięki dodatkowi skrobi kukurydzianej włosy nie będą się puszyć / Anwen
  6. Fluff w ogóle jest nową marką, a ta Śmietanka do ciała o zapachu śliwek w czekoladzie szczególnie przyciągnęła moja uwagę – Dla osób pragnących zafundować swojej skórze potężną dawkę witamin. Ekstrakt z jabłka  delikatnie złuszcza martwy naskórek oraz sprawia, że poszarzała skóra nabiera blasku, staje się jedwabiście miękka oraz nawilżona. Olej awokado przyspiesza łagodzenie podrażnień, a także mocno nawilża i natłuszcza skórę / Fluff


  1. Ziołowa Wyspa Kostka szamponowa z shikakai – Shikakai to zmielone na proszek owoce, często też kora i liście akacjowego krzewu Acacia concinna, który rośnie w Indiach. Hinduski nazywają orzechy shikakai „owocami włosów” i traktują je jako naturalny środek do pielęgnacji. Owoce te mają duże ilości saponin, czyli związków o właściwościach czyszczących. / Ziołowa Wyspa
  2. IOSSI Morela. Aksamitna kuracja do rąk z witaminą C, niacynamidem i granatem – skoncentrowana, aksamitna kuracja to skuteczne rozwiązanie dla osób posiadających skórę suchą, szorstką, spierzchniętą, zaczerwienioną, także wrażliwą i z przebarwieniami. Zachwyca działaniem i zapachem już od pierwszego użycia / IOSSI
  3. Cherry Soap Antyperspirant Active – Antyperspirant Cherry Soap ma postać pielęgnującego skórę, antybakteryjnego kremu. Badania dowodzą jego skuteczność w pochłanianiu cząsteczek wody, jak również niwelowaniu nieprzyjemnego zapachu / Cherry Soap
  4. Herbs&Hydro – Hemp&Mango Conditioner – Odżywka w Kostce – Konopie i Mango – emolientowo-nawilżająca odżywka w kostce z olejem z nasion konopi siewnej i masłem mango, które odżywiają i regenerują zniszczone włosy. Odżywka w kontakcie z wodą tworzy lekką, kremową emulsję, która pokrywa włosy, zapewniając optymalny poziom nawilżenia i odżywienie / Cosibella
  5. Ministerstwo Dobrego Mydła LAUR – HYDROLAT EKOLOGICZNY – nawilża, tonizuje, odświeża i regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, działa relaksująco i kojąco, zmiękcza, zapobiega świeceniu skóry, poprawia ogólny wygląd / Ministerstwo Dobrego Mydła
  6. Hagi Masło do ciała z ekstraktem z bursztynu i olejem z baobabu Momenty – ma delikatną konsystencję i bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy. Ma prześliczny bursztynowy kolor i pachnie świątecznymi słodkościami. Rozpieści naszą skórę i otuli ją zmysłowym korzennym zapachem pomarańczy, patchouli, sandałowca i labdanum / Hagi Cosmetics


  1. Szampon ziołowy przeciw oznakom starzenia się włosów Żywokost – Ziolove – dzięki obecności ziół takich jak ŻYWOKOST, CZYSTEK, ROZMARYN i MELISA szampon regeneruje, odżywia oraz chroni włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Zioła wzmacniają barierę ochronną skóry głowy oraz zapobiegają jej starzeniu. Dzięki temu włosy nabierają blasku, stają się elastyczne i odporne na łamanie. Wyciąg z POKRZYWY i SZAŁWII chroni włosy przed nadmiernym wypadaniem oraz wzmacnia osłabione cebulki / Ziolove
  2. MIYA BEAUTY.lab Tonik rozświetlający z kwasem glikolowym 5% Złuszcza, wygładza, oczyszcza. Zmniejsza widoczność porów i zaskórników. Tonizuje, przywraca naturalne PH.Przeznaczony do wszystkich typów skóry, w tym tłustej i trądzikowej, z przebarwieniami, nierównomiernym kolorytem i zaskórnikami, drobnymi bliznami i zmarszczkami / MIYA Cosmetics
  3. Hola Care Aksamitna Pianka myjąca Chaber Bławatek do cery suchej i wrażliwej – delikatnie myje i oczyszcza skórę. Wzbogacona jest w wyciąg z CHABRA BŁAWATKA, który nawilża i koi suchą skórę, w ekstrakt z BAWEŁNY, który wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, oraz w aromatyczny ekstrakt z OGÓRKA, który dodatkowo wzmacnia efekt nawilżenia. Dzięki przyjemnemu ale subtelnemu zapachowi świeżego ogórka nadaje skórze przyjemne uczucie odświeżenia / Hola Care
  4. Polli Płyn micelarny do oczyszczania twarzy – mieszkanki miast narażone są na szkodliwe działanie smogu i stresorów środowiskowych, dlatego powinny wybierać antysmogowe Płyny micelarne do oczyszczania twarzy. Dzięki nim zmyją z cery to, co osadziło się na niej przez cały dzień i może wpływać na pogorszenie się stanu skóry. Oczyszczający płyn micelarny oczyszcza, nawilża i koi skórę, zapewniając jej zdrowy i zadbany wygląd / Polli
  5. Olivia Plum Serum rozjaśniające GLOW – z zawartością oleju z dzikiej róży, ekstraktu z aceroli i zielonej herbaty oraz dodatkiem stabilnej formy witaminy C. Olivia Plum mówi językiem miłości do piękna, niezależnie od wieku. Inspirowane naturą serum GLOW rozświetla skórę, dodając jej niczym niezmąconego blasku / Olivia Plum
  6. Orientana i jej nowe naturalne wegańskie kremy do twarzy Reishi na noc i na dzień – przeznaczone do codziennej pielęgnacji skóry, która utraciła elastyczność oraz z widocznymi oznakami starzenia. Zawierają naturalne składniki, które pomagają odbudować sprężystość skóry dojrzałej. Poprawiają wygląd skóry zwiotczałej, poszarzałej, z widocznymi zmarszczkami oraz utraconym owalem twarzy / Orientana

Kosmetyki polskich marek, które ostatnio bardzo lubię

Wszyscy na pewno dobrze już wiecie, jak trudny ekonomicznie czas czeka nas niedługo. Sama jestem w bardzo nieciekawej sytuacji, o której już Wam pisałam. Odwołano mi bowiem moje główne obecnie źródło utrzymania – imprezy masowe i spotkania pracownicze, podczas których prowadziłam warsztaty kosmetyków naturalnych i słodyczy kosmetycznych (LiliGarden.pl). W podobnej sytuacji jest bardzo wiele z Was i do niej to chciałabym dzisiaj także nawiązać.

Niełatwe zadanie staje przed wieloma rodzimymi markami. Po prostu – muszą się utrzymać. A jako, że bardzo spodobała mi się krążąca po internecie akcja i hasztag #wspierampolskiemarki, postanowiłam pokazać Wam kilka kosmetyków polskich marek, które ostatnio używam i bardzo lubię.

Wspierajmy się nawzajem! Pomóżmy sobie przetrwać. Razem przeczekajmy te dziwne czasy. Nie będzie łatwo, bo nawet jeśli uda się wygasić pandemię, to gospodarka jeszcze długo będzie cierpieć. Ale wierzę, że w końcu powrócimy do normalności. Kiedy to znowu będzie można stawiać na pasję i działać pełnym sercem, a nie zastanawiać się po cichu, czy nie trzeba było jednak wybrać jakiejś może i nudnej, ale stabilnej pracy…

Wracając do tematu… Wybrałam kilka produktów, ot po prostu z mojej łazienki. Takich, które polecam całym sercem. Co ciekawe, część z nich to kosmetyki dużych znanych polskich marek, które w końcu odkryły, że rynek nieco się zmienia. Znajdą się tutaj też mniejsze marki, które wspierać powinniśmy teraz szczególnie. Bo i warte są tego!

Co też ważne, część z tych kosmetyków odkryłam spacerując sobie po Rossmanie lub którymś z hipermarketów. Są więc bardzo dobrze dostępne i niedrogie. Spora to zaleta, przyznajcie!

Zaczynamy!




OLEIQ

O marce pisałam Wam jakiś czas temu, robiłam bowiem dla niej zdjęcia produktowe. Jest to najnowsze dziecko Sylveco, a w ofercie znajdziemy czyste olejki i hydrolaty. Czyli to, co najbardziej ortodoksyjni wielbiciele naturalnej pielęgnacji lubią, oj lubią bardzo.

Tak i tutaj polecam Wam takie właśnie połączenie! A że sama po prostu uwielbiam marcepan, przyznam, że to właśnie olejek z pestek śliwek stał się moim ulubionym! Pachnie bowiem, jak być może dobrze wiecie, bardzo intensywnie właśnie marcepanem. Tak słodko, rozkosznie! Już samo jego nałożenie na buzię, odrobinę, na hydrolat, to czyste rozpieszczenie. Od razu robi się przyjemniej. Na sercu, duszy, no i na skórze. Idealny w czasach pandemii – można bowiem pokusić się o stwierdzenie, że zaspokaja apetyt na słodycze 🙂

Olejek znajdziecie na stronie Sylveco.

o!figa

Marka malutka, ale chyba nie muszę Wam jej przedstawiać, hmm? O tyle dla mnie ważna, że jestem autorem jej identyfikacji. Tutaj godnie ją prezentuje jeden z ciekawszych hydrolatów, które stosowałam, o kojącej nazwie Pani Jeziora. Jest to hydrolat z wiązówki, którego zapach, wierzcie mi lub nie, przywodzi na myśl takie dzikie, zarośnięte jezioro. Cudownie odświeża i idealnie sprawdza się w parze z olejkiem. Na wieczór, zamiast kremu lub z niewielką jego ilością.

Hydrolat na stronie o!figa.



Lirene

Kupiłam te kremy kiedyś zupełnie w ciemno. Przeglądałam sobie po prostu nowości na półkach i postanowiłam je wypróbować. I mam już ich kolejne opakowania!

Cała seria Natura marki Lirene nie jest na rynku od dawna. Cieszy tu fakt, że taki gigant postawił na naturalniejsze składy. Są cenowo bardzo przystępne, a i w stosowaniu niezwykle przyjemne. Wybrałam serię dla skóry problematycznej, z szarotką – krem matujący na dzień i sebo-regulujący na noc. Moja skóra przyjęła je nad wyraz dobrze. Spełniają swoje założenia, zapewniają odpowiednie nawilżenia, a i skóra jest uspokojona i miła w dotyku. Od czasu ich pierwszego użycia widziałam w internetach zarówno peany na ich cześć, jak i krytyczne słowa osób, u których się nie sprawdziły. Cóż, musicie wypróbować same!

Kremy znajdziecie np. z Rossmanie



Orientana

A to mój hit! Sama nazwałabym go… uspokajaczem. A to tak naprawdę Punktowy koncentrat kryjący zaczerwienienia Kali Musli czyli zieloniutki krem/korektor, który leciutko pokrywa wszelkie zaczerwienia i niedoskonałości, po swojemu-zielonemu maskuje je, ale co ważniejsze – pozwala im się ładnie ukoić i zagoić. Naprawdę cudo! Takie malutkie, a robi robotę. Fajny, zwłaszcza w czasach intensywnego siedzenia w domu, kiedy można sobie być odrobinkę zielonym i niczym tej zieloności nie przykrywać. Bo jak się przykryje, to już zieloności nie widać 🙂

Koncentrat znajdziecie na stronie Orientana



MIYA

Moje pomadeczki! Dostałam od męża na gwiazdkę i używam praktycznie codziennie. Te spokojniejsze kolory są niezwykle subtelne, a ich widoczność zależy od ilości nałożonych warstw. Można więc spokojnie codziennie usta nieco inaczej malować. Na większe wyjścia (kiedyś) lub mocniejszy efekt mamy cudowną czerwień, koral i fuksję.

Zapewne doskonale rozumiecie, że taki drobiazg, jak pomalowane usta potrafią magicznie poprawić humor!

Moje pomadki myLIPstick były częścią sezonowej edycji świątecznej, stąd to pudełeczko. Osobno znajdziecie je na stronie MIYA Cosmetics.



Mokosh

I jeden z najlepszych kremów pod oczy, jakich używałam. Korygująy krem pod oczy ma idealną czyli gęstą konsystencję. Jest mega odżywczy i aż czuć, jak niesie bogactwo naturalnych składników, które dbają o tak delikatną skórę wokół oczu.

“Zawiera aktywny wyciąg z alg morskich , które zapobiegają rozszerzaniu się naczyń krwionośnych zlokalizowanych w okolicy oczu oraz kofeinę stymulującą mikrokrążenie w skórze. Dzięki temu, stosowany systematycznie, wpływa na redukcję cieni i opuchnięć pod oczami. Z uwagi na wykorzystanie ekstraktu z zielonej herbaty o działaniu antyoksydacyjnym, opóźnia oznaki starzenia skóry powstające pod wpływem promieniowania UV.”

A do tego lekko, przyjemnie pachnie, jest bardzo wydajny i, co najważniejsze – skuteczny!

Krem znajdziecie na stronie Mokosh



SORAYA Plante

To mój pierwszy kosmetyk z serii, która, jak zauważyłam w internetach, wywołała spore poruszenie. I nie tylko o piękne opakowania tu chodzi (no cudne!), ale także o same kosmetyki, które już zyskały masę pozytywnych opinii. Sama zostałam fanką tego Roślinnego żelu myjącego do twarzy! Przede wszystkim dlatego, że łączy w sobie niezwykłą delikatność ze skutecznością oczyszczania. Ma krótki skład, nieco aloesu i herbaty, jest wygodny w użytkowaniu, ma dobrą cenę, no i to opakowanie…

Żel znajdziecie na stronie Rossmanna


ROSADIA

Wymiennie z powyższym żelem używam także Żelu myjącego do twarzy Rosadia. I równie mocno go lubię! Marka stanowi najbardziej kobiecą z córek marek Sylveco. W swojej ofercie ma kilka dobrych produktów, osobiście jednak ten uważam za najlepszy. Najbardziej w nim lubię jego energetyczny pomarańczowy zapach, który pochodzi z naturalnego pomarańczowego olejku. Jest równie skuteczny i delikatny jak poprzednik, muszę tu jednak bardzo pochwalić dodatek kwasu migdałowego, oleju z wiesiołka i hydrolatu różanego w składzie. Całość doprawdy milutka! I do codziennego używania.

Żel znajdziecie na stronie Sylveco.



Lirene

Wracamy do serii Lirene Natura, bo nie mogłabym nie pochwalić i nie polecić tego Peelingu-maski 2w1 wygładzającej do twarzy z drobinkami róży i maliny i organiczną białą herbatą! Jakiż to przyjemny kosmetyk! Jak on ożywczo pachnie!

Nakłada się to to na wilgotną twarz, przez chwilę masuje, a potem, znowuż na chwilę, pozostawia na skórze. Na koniec spłukujemy całość wodą. Kosmetyk jest leciutkim, łagodnym peelingiem, który zupełnie nie podrażnia, a za to dobrze oczyszcza. Bardzo też doceniam jego odżywczą moc. Skóra staje się gładka i jakby lżejsza. Jakby chciała oddychać.

Peeling znajdziecie w Rossmannie.



Orientana

I kolejne powtórzenie marki, ale jeżeli chcemy sobie sprawiać nieco przyjemności w tych trudnych czasach zamknięcia, to tylko z maskami z serii GLOW Orientany! Nadają się na domowe SPA jak żadne inne, bo niosą ze sobą dodatkowe pokłady przyjemności. Jakże one bowiem cudnie wyglądają na twarzy! Błyszczą się, moi drodzy, błyszczą na złoto, niebiesko i malinowo! Oczywiście, przy okazji błyszczenia, naprawdę dobrze pielęgnują i koją skórę. I wcale nie jest trudno je domyć! Ach, i jak wspaniale pachną!

Zabłyśnijcie więc! Maska Różowa Wiśnia, Złota Arla i Niebieska Hotunia na stronie Orientany.


Ziołowa pozimowa pielęgnacja nóg czyli różowy ocet i żółty olejek

Dobra, kończymy ze smutami! Zabieramy się za coś zgoła bardziej przyjemnego. Bo skoro już i tak siedzimy w domu, czemu nie przyrządzić sobie jakichś naturalnych cudownych specyfików, a potem rozkoszować się domowym SPA i przyjemną w dotyku, odżywioną, nawilżoną skóra?

Bierzemy się więc do pracy!

Nie wiem jak u Was ale po tej zimie skóra na moich nogach była szorstka, podrażniona i sucha. A tu lada moment ściągniemy spodnie i rajstopy i będziemy hasać po łąkach i lasach z gołymi nogami. No, przynajmniej na to liczę!

Polecam więc Wam dzisiaj prostą, domową kurację, która przywróci skórze nóg (a i jak ktoś ma ochotę to całemu ciału) blask i energię! Potrzebne nam będą dwa kolorowe eliksiry – różowy ocet i żółciutki niczym cytryny olejek.

Nie są to nawet jakoś specjalnie odkrywcze receptury. Podobne kosmetyki robiłam i tutaj nie raz. Bardzo często wykorzystuję je na moich warsztatach i u siebie w domu. Są bowiem zwyczajnie i po prostu – świetne!



Co my tutaj mamy? Mamy naturalny jabłkowy ekologiczny ocet, który wspomogliśmy pielęgnacyjną mocą ziół. Wybrałam te, które zawsze mam pod ręką i dobrze wiem, że działają wspaniale regenerująco i kojąco na skórę. Zarówno więc w occie, jak i w olejku znalazły się lawenda, nagietek i rumianek. To właśnie dzięki lawendzie ocet przybrał ten różowy kolor. Olejek natomiast wzmocniłam dodatkowo jeszcze czystym olejkiem lawendowym, który, stwierdzam to z pełną stanowczością, zawsze do wszystkiego jest dobry 🙂 A już na pewno do podrażnionej skóry!

Ziołowy ocet zapewni nam miękkość skóry. Wspomoże ją w regeneracji, pobudzi do działania, odświeży, stonizuje. Olejek zadziała jeszcze mocniej regenerująco, zatrzyma wilgoć w skórze, odżywi ją. Załagodzi podrażnienia, ukoi szorstkość, przywróci zdrowy wygląd.

Jak wygląda taka domowa kuracja?

Codziennie wieczorem po kąpieli, kiedy skóra jest jeszcze wilgotna, lekko spryskujemy nogi octem. Zanim całość wyschnie, wmasowujemy niewielką ilość olejku. I tyle. Ważne, aby zadziałać w ten sposób możliwie regularnie, przez 1-2 tygodnie.



Różowy ziołowy ocet


Składniki:

  • 200 ml dobrego jabłkowego octu – najlepiej ekologiczny, taki mętny
  • łyżka suszonej lawendy
  • łyżka suszonych nagietków
  • łyżka koszyczków rumianku

Zioła zalewamy octem w buteleczce lub słoiczku. Odstawiamy na kilka dni, np. na tydzień w ciepłe, suche miejsce. Warto codziennie wstrząsnąć. Po tym czasie ocet przecedzamy i przelewamy do buteleczki ze spryskiwaczem. Do nóg używam takiego czystego octu, jeśli jednak będzie za mocny lub chcielibyście stosować go do włosów lub jako tonik do twarzy, koniecznie go rozcieńczcie najlepiej ulubionym hydrolatem. Proporcje ustalcie według własnych preferencji – jak zauważyłam, każdy woli tutaj inaczej. Najlepiej zacząć od jeden części octu i i czterech części hydrolatu. Ocet na nogi stosujemy jak opisałam powyżej.


Żółciutki olejek-macerat ziołowy


Składniki:

  • 500 ml oleju (użyłam z pestek winogron)
  • garść suszonej lawendy
  • garść nagietka
  • garść rumianków
  • 40 kropelek olejku lawendowego

W słoiku zalewamy kwiaty olejem. Ogólna zasada jest taka, że olej ma przykrywać susz. Całość odstawiamy na najlepiej minimum 2 tygodnie w ciepłe, suche miejsce, co jakiś czas wstrząsając. Szybsza metoda polega na delikatnym podgrzewaniu w kąpieli wodnej takiego olejku przez porządnych kilka godzin. Osobiście polecam jednak odstawienie do porządnego zmacerowania. Po tym czasie przecedzamy olej, przelewamy do butelki i dolewamy do niego olejek lawendowy. Ten ostatni można, zwłaszcza teraz w czasie pandemii, zamienić na olejek 4 złodziei, o którym pisałam Wam ostatnio TUTAJ. Olejek stosujemy, jak opisałam powyżej lub według uznania. Nadaje się idealnie jako olejek do ciała, oliwka dla dzieci, olejek do kąpieli, do masażu lub do przygotowania innych kosmetyków.


Facebook