KategorieNaturalna pielęgnacja

Orientana Kali Musli Dzień i Noc

Dzień i noc. Jedno uzupełnia drugie. Odwieczna para, która odnajduje się na chwilę tuż przed wschodem i tuż przed zachodem słońca, w tym czasie przejściowym, magicznym, szarości, złamanej ostatnimi i pierwszymi promieniami.

I o dziwo, to właśnie nowości Orientany, tak bardzo mi tę wieczną pogoń dnia za nocą, czy nocy za dniem – przypomniały.

Mamy tu bowiem dwa doskonale się uzupełniające kremy – na noc i na dzień właśnie. Kremy, które idealnie współgrają, każdy w swoim czasie, zapewniając nam spokój i ukojenie.

Dzisiaj w roli głównej Kojąca Kuracja Kali Musli do twarzy na noc i Krem Kali Musli do twarzy na dzień marki Orientana.



W zasadzie cała nowa seria Kali Musli przypadła mi do gustu. Zawiera ona wspomniane kremy oraz płyn micelarny i peeling enzymatyczny. O peelingu pisałam w niezbędniku wakacyjnym – TUTAJ. Polecam zajrzeć do tego wpisu, bo sam kosmetyk oparty na papainie i bromelinie jest niezwykle ciekawy.

Dzisiaj jednak królują kremy! One to okazały się być tym kojącym plastrem na skórę, którego czasami tak potrzeba! Uspokajają ją, wyciszają.

Ale skąd nazwa Kali Musli?

Będę się tu posiłkować informacjami od producenta, bo i dla mnie jest to całkiem nowa nazwa:

Curculigo orchioides, nazywane w medycynie naturalnej KALI MUSLI to roślina należąca do rodziny amarylkowatych (Amaryllidaceae). Jest wieloletnią rośliną o wysokości ok. 30 cm, z bulwiastym kłączem i czarnymi korzeniami bocznymi, podłużnymi liśćmi i żółtymi kwiatami. Jest jedną z najstarszych roślin indyjskiej Ajurwedy.

Głównym komponentem KALI MUSLI glikozydy, polisacharydy, tłuszcze oraz mannoza, ksyloza i kwas glukuronowy. Ponadto z kłączy KALI MUSLI wyizolowano także fenolowy glikozyd o nazwie kurkuligozyd oraz sapogeninę jukageninę.

Taka dobroczynnie wpływająca na skórę wrażliwą kompozycja nie występuję w żadnym innym składniku botanicznym.


Korzeń Curculigo orchioides jest tradycyjnie wykorzystywany w indyjskiej Ajurwedzie dzięki swemu korzystnemu wpływowi na zdrowie, m.in. w zwalczaniu swędzenia i chorób skórnych, skaleczeń czy ran. Ale to nie wszystko. KALI MUSLI jest afrodyzjakiem, ma działanie przeciwzapalne, zioło stosuje się przy problemach układu oddechowego, trawiennego, reprodukcyjnego i moczowego. Roślina ta stanowi również cześć tradycyjnej medycyny chińskiej głównie ze względu na jej właściwości wzmacniające. Jest adaptogenem, czyli wytwarza specjalne składniki wspierające wzmacnianie organizmu i zwiększanie jego witalności.”



Seria przeznaczona jest dla osób o wrażliwej i naczynkowej cerze. Osobiście jednak uważam ją za bardzo uniwersalną. Naprawdę bowiem ukoiła moją mieszaną, skłonną do niedoskonałości skórę.

Tak jakby… przywróciła jej spokój!

Oba kremy mają lekką, bardzo podobną konsystencję i subtelny zapach. Wchłaniają się po chwili, pozostawiając bardzo wyczuwalne uczucie odżywienia. Tez tłustej warstwy, ale skóra od razu jakby stawała się silniejsza i chroniona.

Producent pisze o kremie na dzień: “Tworzy nieodczuwalny, ale skuteczny efekt drugiej skóry i ogranicza utratę nawilżenia. Regeneruje naskórek przywracając miękkość, gładkość i młody wygląd.” Zgadzam się w pełni. Zwłaszcza na to wyrażenie o efekcie drugiej skóry. Coś w tym jest!

I te poranki, kiedy skóra po takiej nocnej kuracji budzi się do życia i od razu jest jakby promienniejsza. O kremie na noc przeczytamy: “Naturalna kuracja kojąca na noc w formie kremowej emulsji bogatej w ekstrakty roślinne, która efektywnie złagodzi objawy podrażnienia skóry wrażliwej i naczynkowej. Kuracja regeneruje i ujędrnia skórę oraz spowalnia proces jej starzenia się.” Czyli to, czego każdej z nas potrzeba!

Chwalę więc, chwalę, bo chwalić trzeba! Mamy dobre, uczciwe składy, wypełnione ekstraktami roślinnymi, mamy działanie zgodne z tym, które zostało nam obiecane. Mamy też pewien efekt dodany – wrażenie egzotyki, odkrywania nieznanego, powiewu indyjskiej tajemnej medycyny. Bo choć doceniam bardzo to, co lokalne, wciąż jednak ciągnie mnie do tego, co dalekie.

Przyczepić mogłabym się jedynie do tego, że oba kremy są tak podobne, że ciężko rozróżnić ten na noc i na dzień tak na szybko. Niemniej jednak opakowania są praktyczne, higieniczne i w porządnej 50 ml pojemności.

Po więcej odsyłam Was na stronę Orientany!

Naturalny wrześniowy wish list

Jako, że natknęłam się ostatnio na kilka niezwykle ciekawych nowości w świecie kosmetyki naturalnej, spiszę do Was z nową wish listą!

A w niej 8 perełek do przyjrzenia się bliżej i wypróbowania! Ot, wyzwanie na jesień!

A może już coś znacie? Ciekawa jestem Waszych opinii!


  1. Magiczny olejek do twarzy Róża Stulistna From a Friend – Lekki, nawilżający olejek do twarzy skomponowany z cennych bio-olei, olejków eterycznych, ekstraktów i witaminy C. Bestseller From a Friend i absolutne must have dla tych, którzy kochają różę za jej zapach i działanie. Bazą olejku jest olej kukui i macerat z róży damasceńskiej w skwalanie, wzbogacony organicznymi olejami: arganowym, z nasion wiesiołka i dzikiej róży. Zawiera też rzadko spotykany olej Cacay, najbogatsze znane wśród olei źródło naturalnej witaminy A (3 razy tyle co olej z dzikiej róży!). Naturalna alantoina z żywokostu, fitosterole z awokado i ekstrakt z orchidei, a także olejek z drzewa sandałowego intensywnie regenerują i wygładzają twarz, a doskonała stabilna pochodna witaminy C oraz witamina E pobudzają skórę i – wraz z ekstraktem z nawrotu lekarskiego – wyrównują jej koloryt / From a Friend
  2. ILIA Stella by Starlight – Multi-Stick – Rozświetlacz – w odcieniu ciepłego różu bogaty w organiczne składniki roślinne (odcień Rose Gold)! Pięknie ożywia skórę nadając jej naturalny blask. Podkreśla górne kości policzkowe, brwi, wewnętrzny kącik oczu, grzbiet nosa i środek wzdłuż łuku amora, aby dodać natychmiastowy zastrzyk świetlistości i witalności swojej skórze / Organicall
  3. Fresh Adds effect Booster pielęgnacyjny dla jędrnej skóry Ringana – Produkt “SOS”, zapewniający natychmiastowy efekt napinający. Innowacyjne składniki przenikają do głębokich warstw skóry, gdzie ujawniają swoje wyjątkowe działanie przeciwzmarszczkowe. Zastrzyk piękna z efektem liftingu, błyskawicznie wygładza i odmładza skórę / Ringana
  4. Krem to twarzy Bergamotka & Orzech Laskowy Sapunoteka – Krem zawiera wyłącznie składniki pochodzenia naturalnego. Olej jojoba, olej z orzechów laskowych regenerują, nadają skórze miękkość. Olejek z drzewa herbacianego działa przeciwbakteryjnie. Olej z bergamotki zmniejsza świecenie się skóry, obkurcza pory. Witamina B3 oraz E regenerują skórę. Kwas hialuronowy intensywnie nawilża / Sapunoteka
  5. Bosphaera Dwufazowe serum ujędrniające przeciw zmarszczkom – Innowacyjna formuła serum łączy ze sobą 18 aktywnych składników, w tym oleje – z pestek śliwki, z pestek malin, z pestek arbuza, z lnianki siewnej, z nasion czarnej porzeczki oraz jojoba. Tak kompleksowe połączenie synergistycznie działających składników wzbogaconych o 5 witamin i komórki macierzyste jeżówki wąskolistnej, sprawia że skóra wokół oczu zostaje wzmocniona, a cienie zmniejszone / Biofresa
  6. Hydrolat malinowo-aloesowy Manufaktura Natura – hydrolat malinowy na bazie wody aloesowej działa na skórę kojąco, bakteriobójczo, zmniejsza stany zapalne, łagodzi podrażnienia, odżywia, nawilża, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Polecany do wszystkich typów cery, szczególnie do cery dojrzałej, zmęczonej i trądzikowej / Manufaktura Natura
  7. Benecos Podkład w sztyfcie IVORY – wegański podkład w sztyfcie to wysoki stopień krycia i naturalny efekt. Odpowiedni do każdego rodzaju cery. Może pełnić zarówno funkcję podkładu, jak i korektora czy produktu do konturowania twarzy / BIOECO
  8. Baby Anthyllis Zero, Płyn do kąpieli dla dzieci – produkt stworzony w celu zapewnienia komfortu i nawilżenia skóry dziecka. Zawiera ekstrakt z organicznych migdałów, który wraz z lekką pianką zapewnia czystość skóry i wyjątkową delikatność. Jest to produkt bezzapachowy, zmniejszając tym samym ryzyko występowania alergii. Dzięki zawartym w produkcie prebiotykom naturalnego pochodzenia, pomaga wzmocnić naturalną barierę ochronną dziecięcej skóry / Ekomaluch

Miętowe żelowe plastry pod oczy

Tak i oto rozpoczął się wrzesień. A wraz z nim – pogoda iście jesienna. Posłałam dziś dziecko do drugiej klasy, a sama nieco osłabłam po intensywnym weekendzie. Rozpoczęliśmy bowiem sezon warsztatowy w przepięknym Lublinie, podczas Lubelskiego Festiwalu Kultury Piwnej w Browarze Perła. Było wspaniale! Zrobiliśmy eliksiry do kąpieli piwnej i peelingi słodowe, a ja zakochałam się w tym mieście, w jego energii, klimacie i tych wszystkich tajemnych zaułkach.

Był to jednak czas bardzo wyczerpujący, co najwyraźniej odbiło się na moim zdrowiu. A muszę je szybko podreperować, bo w piątek ponownie ruszamy w trasę warsztatową. I ponownie – kawał drogi przed nami!

Zdrowie, zdrowiem… ale czy wiecie jak ekspresowo przywrócić swoim oczom blask? A dokładniej – co zrobić, aby po ciężkim dniu w pracy, po wyczerpujących chwilach codziennych, w kilka chwil przywrócić oczom pełen komfort i znowu uśmiechnąć się do swojego oblicza w lustrze?



Mam dzisiaj dla Was baaaardzo prosty sposób na genialne żelowe plastry pod oczy!

To takie cudo, które w kilka chwil przywróci skórze pod oczami jędrność i miękkość, wygładzi ją, odświeży, zadziała jak ekspresowy lifting, ukoi i ochłodzi, zmniejszy opuchliznę i podkrążenia oczu. Naprawdę!

A to tylko trzy składniki!

Takie plastry robimy sobie raz, wkładamy do lodówki i mamy na kilka dni. Na te dni, kiedy potrzebujemy odpocząć po pracy, aby wróciła równowaga. Ale równie dobrze sprawdzą się przed wielkim wyjściem, przed weekendową imprezą, kiedy to znowuż potrzebujemy szybkiego efektu!

Przejdźcie się więc do pobliskiego ogródka lub na łąkę, nazbierajcie orzeźwiającej mięty, sięgnijcie po kojącą wodę różaną i do dzieła!



Miętowe żelowe plastry pod oczy


Składniki:

  • 60 ml wody różanej
  • łyżeczka żelatyny
  • kilka gałązek świeżej mięty

Żelatynę przesypujemy do wody różanej, mieszamy do rozpuszczenia.

Miętę blendujemy, aby była dobrze rozdrobniona. Potrzebujemy około 4 łyżeczki takiej rozdrobnionej mięty.

Miętę przekładamy do wody z żelatyną, dokładnie mieszamy. Całość przelewamy na płaski talerz. Na żelową pastę nakładamy arkusz papieru do pieczenia, który pozwoli nam równomiernie ją spłaszczyć (do około 3-4 mm grubości). Delikatnie dłońmi dociskamy papierem do talerza miętową pastę. Całość, razem z papierem przekładamy do lodówki na godzinę. Po tym czasie odklejamy papier i wycinamy bardzo delikatnie nożem plasterki do nałożenia pod oczy. Nie muszą być równe, nie muszą być idealne. Gotowe plasterki ponownie chowamy do lodówki. Przechowujemy je w niej do kilku dni.

Takie chłodne plasterki naklejamy sobie na skórę pod oczy i na kilka minut kładziemy się spokojnie. Kiedy plasterki zaczną się roztapiać, ściągamy je chusteczkami.

No, cudo!


o!figa

Do marki o!figa mam stosunek mocno sentymentalny i subiektywny. Serce moje całe jest z nią od samego jej początku. Dobrze bowiem wiecie, że o!figa przyobleczona jest w moją grafikę. Niemniej jednak potrafię też całkiem surowym okiem spojrzeć na kosmetyki – ich skład i działanie. Tylko czy jest się w zasadzie tu do czego przyczepić?


No doprawdy – długo trzeba by było szukać!

Pisałam Wam już o o!fidze wielokrotnie – tutaj o jej pierwszym produkcie, tutaj o samej identyfikacji, a całkiem niedawno – tutaj – o aktualnościach zawodowych i nowości marki. Mam to szczęście, że z racji ciągłej współpracy – tworzenia grafik, zdjęć i tych szalonych kolaży, jestem na bieżąco ze wszystkimi produktami marki. Mam też swoich bezsprzecznych ulubieńców. Ale od początku…

Patrycję, twórczynie marki znam już od wielu lat. Poznałyśmy się w świecie internetu, kiedy Patrycja prowadziła jeszcze swój blog o tworzeniu kosmetyków. Wiem więc dobrze, ile w niej pasji, umiejętności, samozaparcia i uporu. Jak dobrze jest przygotowana do tego, co robi i… jaki ma fantastyczny dostęp do szalenie ciekawych, nieznanych lub po prostu rzadkich składników kosmetycznych. Patrycja jest też genialną klientką – pozwala mi w pełni wyżyć się twórczo, projektując te zwariowane wzory i etykiety. Bo nie może być nudno, prawda?

o!figa jest wciąż jeszcze młodziutką marką, zdążyła już jednak podbić niejedno serce i szturmem zdobywa coraz to nowsze sklepy. I trudno się dziwić – produkty, które tak pieczołowicie dobiera i kreuje Patrycja warte są szczególnej uwagi. Nie ma w nich nic zbędnego. Od samego dna buteleczek po ich samą górę wypełnione są, a wręcz przesycone, dobroczynnymi składnikami, aktywnymi substancjami, które pozwalają nam cieszyć się piękną i promienną skórą.

Z czym ja polubiłam się najbardziej?

W pełni zakochana jestem w trzech produktach – są to Esencja Taka Tonka, Żel hialuronowy Piękna Trójca i najnowszy – Żel pod oczy Uwaga! Granat!

Czemu?



Może zacznę od tej małe, niepozornej nowości. Ten żel to istny granat! I od razu przyznam się bez bicia, że stosuję go nie tylko pod oczy, ale czasem też wymiennie z esencją Taka Tonka – jako serum na twarz.

A że tyle w nim dobra i tak ładnie pisze o tym Patrycja, zacytuję:

“Nazwa jest nieprzypadkowa: to prawdziwa bomba składników aktywnych, które doskonale wpływają na skórę wokół oczu. Główną rolę w kosmetyku gra – a jakże – owoc i pestki granatu w formie ekstraktów.

Produkt bazuje na 1,5% żelu hialuronowym, dobrze znanym fanom o!figi. Nie zabrakło oczywiście oleju z opuncji figowej, który – ponownie – pełni funkcję “naturalnego botoksu” i doskonale wpływa na delikatną, szczególnie narażoną na starzenie, skórę wokół oczu.

Olej z nasion marchwi jest doskonałym antyoksydantem, pomaga też chronić skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV. Dodatkowo ma świetne działanie zmiękczające i wygładzające, wynika to z bardzo wysokiej zawartości fitosteroli, które są odpowiednikiem naturalnych steroli występujących w skórze. Wielką zaletą tego oleju jest ponadprzeciętna zawartość kwasu omega-9, dzięki któremu olej bardzo dobrze się wchłania i sprzyja wnikaniu składników aktywnych, których w Uwaga! Granacie! nie brakuje. Również zapach kosmetyku jest zasługą oleju z nasion marchwi – ziołowy, lekko korzenny, słodkawy. Aż chce się go wypić 🙂

Ekstrakt z nasion granatu to gwiazda wieczoru! Pozyskiwany metodą ekstrakcji nadkrytycznym dwutlenkiem węgla, zachowuje wszystkie, cenne właściwości rośliny. Jest to jednocześnie tzw. ekstrakt całkowity, co znaczy, że zawiera w składzie wszystkie rozpuszczalne w tłuszczach składniki, które udaje się pozyskać tą metodą. Granat jest unikalną rośliną – bogaty w rzadkie niezbędne kwasy tłuszczowe Omega 5 jest jedynym znanym źródłem botanicznym sprzężonego kwasu linolenowego, znanego również jako kwas punicynowy (73,3%), jeden z najsilniejszych antyoksydantów dostępnych we współczesnej nauce oraz naturalny fitoestrogen (estrogen pochodzenia roślinnego), który wspomaga równowagę hormonalną i zdrowie skóry zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.

Kolejnym świetnym nawilżaczem jest fitokolagen, czyli po prostu kolagen roślinny pozyskiwany z drożdży, które zachowują jego naturalną strukturę i właściwości. Substancja ta zatrzymuje wilgoć w skórze, dzięki czemu opóźnia objawy procesu starzenia się skóry.

Na koniec zostawiam Wam prawdziwą petardę, tytułowy „granat!” 🙂 Mianowicie: unikalny kompleks pod oczy, w skład którego wchodzi lizat ze sfermentowanej bakterii lactobacillus, ekstrakt z liści zielonej herbaty, ekstrakt z owocu granatu oraz kofeina. Badanie in vivo prowadzono przez okres trzech tygodni, celem zbadania wpływu kompleksu na skórę wokół oczu. Wyniki pokazały, że kompleks jest w stanie znacząco zmniejszyć zarówno worki, jak i cienie pod oczami. Badania wykazały również, że substancja silnie poprawia metabolizm komórkowy, posiada właściwości anti-aging, liftingujące i przeciwzmarszczkowe.”

Przyznajcie, że Patrycja zadbała o to, aby opis powiedział nam wszystko! Nic dodać, nic ująć. Żel jest genialny i tyle. Jedynie to, to mógłby mieć mniej lejącą konsystencję, ale wybaczam mu to!



Szczególną uwagę polecam też zwrócić na Esencję Taka Tonka. Jest to ten rodzaj kosmetyku, o którym nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jest nam potrzebny i jak nam z nim dobrze. Do pierwszego użycia… Potem ciężko się z nim rozstać.

Taka Tonka to kosmetyk dwufazowy, w składzie którego znajdują się niezwykle rzadkie i ekskluzywne składniki. W produkcie ponownie ważną rolę odgrywa olej z nasion opuncji figowej, jednak na pierwszy plan wysuwają się wyjątkowe biofermenty i filtraty.

Niezwykle ważnym składnikiem Takiej Tonki jest… bioferment z tonkowca wonnego🙂 Izolowane polifenole, które się w nim znajdują, pozwalają „chwytać” moc promieni UV (które zazwyczaj uszkadzają naszą skórę) i wykorzystują je do emitowania światła w zakresie widzialnym, zwiększając luminescencję naszej skóry. W rezultacie nasza skóra wydaje się jasna i mniej pomarszczona. Polifenole pomagają ujednolicić odcień skóry, jednocześnie maskując niedoskonałości i zapewniając ochronę antyoksydacyjną przed zewnętrznymi uszkodzeniami.”

Po ciekawostki dotyczące pozostałych składników esencji, odsyłam Was na stronę. Dodam tylko, że esencja faktycznie działa. Sprawia, że buzia staje się miękka i promienna, wyciszona i ukojona.



Zwłaszcza, że zazwyczaj łączę ją z dodatkową porcją nawilżenia w postaci dawki Żelu hialuronowego Piękna Trójca. Po prostu łączę po trzy porcje jednego i drugiego kosmetyku na dłoni i to wklepuję w skórę. Czasami nakładam jeszcze na to krem, czasami nie. Patrycja bardzo poleca łączyć esencję z olejkiem Dzika Figa – też super, choć jak dla mnie raczej na chłodniejsze dni. No a żel hialuronowy z samą Dziką Figa też idealnie współgra.

Bo wiecie co jest najlepsze – to my sami decydujemy jak i co tutaj można łączyć, co najbardziej odpowiada naszym potrzebom, ci daje na naszej skórze najlepsze efekty. Bo i ze skwalanem Sama Słodycz żel swoją robotę zrobi dobrze. A może wolicie najpierw spryskać się Wonną Różą (swoją drogą – cudowny hydrolat!), a na to nałożyć kilka kropel olejku Dzika Figa?

Znajdźcie swój sposób na o!figę! Ale wypróbujcie ją koniecznie!

I równie koniecznie – zajrzyjcie na stronę o!figa i wczytajcie się w opisy kosmetyków. Warte są tego!



Na koniec wspomnę jeszcze tylko o kolejnej nowości – Demaskatorach! Przyznam, że trzymam je jeszcze na potrzeby zdjęć dla o!figi, ale dobre duszki zdążyły mi już donieść, że świetne z nich zmywaczki!

“Demaskator to trzy rodzaje mięciutkich jak kaczuszka „poduszeczek” wykonanych z mikrofibry, które pomagają zmyć makijaż samą wodą – żadnych chemikaliów, żadnych szorstkich włókien. Demaskator jest hipoalergiczny i doskonały do delikatnej, wrażliwej cery. “

Raz jeszcze – odsyłam po więcej na stronę o!figa!


Naturalny niezbędnik wakacyjny czyli kosmetyki na lato

Nadszedł koniec roku szkolnego, mniej lub bardziej oficjalne wakacje już się rozpoczęły! Zanim więc ruszycie na swoje letnie wyprawy, sprawdźcie co warto włożyć do kosmetyczki!

Nasz naturalny niezbędnik wakacyjny to mój subiektywny wybór kosmetyków, które szczególnie polecam latem. Każdy nieco inny, każdy jednak wart zapamiętania i wypróbowania

Czego zatem nie możemy zapomnieć zapakować na wakacje?



1.

Maski w saszetkach Bania Agafii


Może będę nudna, bo co roku, zdaje się, o nich piszę, ale doprawdy warte są tego! Wszystkie saszetki Bania Agafii są naprawdę fajne, mam jednak dwie ulubione, które zawsze znajdują swoje miejsce w mojej łazience. I kosmetyczce oczywiście! Po pierwsze – Ekspresowa regenerująca maska do włosów (ta zielona) – w kilka chwil genialnie odżywia włosy, które doprawdy właśnie ekspresowo stają się miękkie i miłe w dotyku.

Po drugie i chyba – najważniejsze – to Ekspresowa maseczka odświeżająca! Jedna z moich ulubionych maseczek do twarzy. Kiedy skóra staje się zmęczona, poszarzała, kiedy miałam za sobą ciężki dzień, kiedy mamy upały, w powietrzu spaliny czy smog – to właśnie ta maseczka ratuje! Przywraca skórze blask i odpowiednie nawilżenie.

Latem, kiedy ruszamy na urlopy, a w walizkach mamy mocno ograniczone miejsce, forma saszetek sprawdza się idealnie. Wtedy to też odświeżająca maseczka do twarzy zamienia się w najlepszy… balsam po opalaniu! Jest to bowiem pełna mięty maseczka chłodząca, w formie lekkiego żelu, która świetnie sprawdza się także do ciała. Spróbujcie koniecznie!

Dostępne w Blisko Natury


2.

Sok z aloesu


A skoro już jesteśmy przy ratowaniu skóry po całym dniu na słońcu, nie mogłoby zabraknąć tutaj najzwyczajniejszego soku z aloesu!

Nie jest to wprawdzie opcja typowo urlopowa – sok bowiem przechowujemy w lodówce, warto jednak mieć go całe lato pod ręką! Czy to w domu czy w pracy. Ja kupuję duże litrowe butelki soku, które znajdziecie w sklepach np. ze zdrową żywnością. Część soku zamieniam w aloesowo-jogurtowe kosteczki odświeżające z TEGO przepisu – czyli po prostu go zamrażam. Pozostały sok, który można dosyć długo trzymać w lodówce, przelewam sobie sukcesywnie do małej buteleczki z atomizerem i spryskuję się nim niczym kojącą, jakże przyjemnie zimną mgiełką kilka razy dziennie. Czasem tylko twarz, czasem także ciało. Efekt jest wspaniały! To uczucie odświeżenia i takiego… spokoju na skórze! Spróbujcie!



3.

MÁDARA AGE DEFYING SUNSCREEN Przeciwzmarszczkowy krem z filtrem SPF 30


To letni must have! Po pierwsze – ma spory filtr przeciwsłoneczny, po drugie – odpowiednio nawilża i pielęgnuje, no i po trzecie – pozostawia delikatnie wyrównaną kolorystycznie skórę. Nie martwcie się, że wygląda jak podkład – po chwili od aplikacji w jakiś magiczny sposób znika! A dokładniej wtapia się w skórę lekko ją jedynie pokrywając. Może nie wchłania się idealnie od razu, ale po chwili już go nie ma, pozostaje za to świadomość dobrze zabezpieczonej, zadbanej cery. No i poza tym, muszę pochwalić naprawdę ładne, poręczne opakowanie!

“Innowacyjna formuła SPF30 z będącymi w trakcie opatentowania komórkami z łodygi nadbałtyckiego pszczelnika wąskolistnego dostarcza mega dawkę antyoksydantów, ochronę przeciwko miejskim zanieczyszczeniom, chroni skórę i regeneruje ją dla uzyskania efektu opóźniającego procesy starzenia. Działa tak aby zapobiegać wszelkiego rodzaju uszkodzeniom słonecznym, takim jak wysuszenie skóry, zmarszczki, zmiany pigmentacyjne, ciemne przebarwienia i utrata objętości.”

Znajdziecie w Matique!



4.

Naturalny nawilżający lekko koloryzujący krem z nagietkiem Cosnature


Krem, o którym już wielokrotnie Wam pisałam i wciąż bardzo lubię, a i wciąż bardzo polecam. Krem nie tylko uspokaja i koi skórę, pozostawia ją dobrze nawilżoną, ale także, tak jak poprzednik, gwarantuje delikatne wyrównanie kolorytu. Idealne zastępstwo wszelkich podkładów na ciepłe miesiące. A i zimą dobrze się sprawdza.

Niestety jednak… nie gwarantuje ochrony przeciwsłonecznej, co jest tu sporym minusem. Niemniej jednak – miłośniczką pozostaję.

“Krem zawiera bogactwo składników odżywczych pochodzenia roślinnego jak olej z organicznego nagietka, olej migdałowy, olej słonecznikowy, olej babassu oraz odmładzająca witaminę E. Dzięki nim działa niezwykle dobroczynnie na skórę, to jest wspiera procesy odnowy skóry i spowalnia procesy jej starzenia. Ponadto wykazuje działanie silnie nawilżające oraz przeciwzapalne, uspokaja i leczy nawet najbardziej wrażliwą skórę. Olej z nagietka ma właściwości łagodzące, antybakteryjne oraz przeciwwirusowe, przez co polecany jest szczególnie do skóry przesuszonej, popękanej i w stanie zapalnym.”

Krem znajdziecie na Triny.pl



5.

Hydrolat Kwiat Lotosu Różowego Manufaktura Natura


O jejuniu – jak to pachnie! Ten hydrolat to chyba najlepsza letnia alternatywa dla cięższych perfum! Bardzo polecam osobom zakochanym zwłaszcza w głębokich wschodnich aromatach, które muszą latem stosować je ze sporym umiarem. Lotos pachnie równie głęboko, tajemniczo, hipnotyzująco… ale można się nim spryskiwać co chwilę! Zapach oczywiście nie pozostaje na skórze równie długo jak perfumy, ale za to jest delikatny i ma wiele innych zalet!

“Hydrolat posiada lekko słodkawy, kwiatowy, orientalny zapach. Wykazuje właściwości antyoksydacyjne, łagodzące, hamuje procesy starzenia się skóry, mocno nawilża i odżywia skórę, dodatkowo rozjaśnia przebarwienia. Może być stosowany do każdego typu cery. Sprawdzi się także w przypadku osób o cerze odwodnionej i problematycznej.”

Zwróćcie też uwagę na piękną etykietę!

Ja mój hydrolat trzymam zawsze na biurku i spryskuję nim się, kiedy tylko najdzie mnie ochota. Zwłaszcza w te najgorętsze dni!

Hydrolat znajdziecie na stronie Manufaktura Natura.



6.

Peeling enzymatyczny Kali Musli Orientana


Och, jakże zadziwił mnie ten peeling! Wyobraźcie sobie gęstą, białą, bardzo tłustą maź. Wyobraźcie sobie, że nakładacie ją na twarz w gorące lato. Tłusto i nieprzyjemnie? Nic z tych rzeczy!

Peeling pozostawiamy na chwilę na buzi, a potem zmywamy. I tu niespodzianka – zmywa się bezproblemowo. Tłustość znika w jednej chwili! Podejrzewam o to zawartość mączki owsianej i glinki. Dzięki naturalnym enzymom – papainie i bromelinie, skóra pozostaje pięknie oczyszczona i gładka, zaś pozostałe składniki działają jak nawilżająca maseczka. Spróbujcie, bo latem dobry peeling skórze się należy!

Bogaty w ekstrakty roślinne. usuwa martwy naskórek, wzmacnia cerę wrażliwą i naczynkową oraz pobudza do odnowy. Nadaje skórze młody, promienny wygląd, rozjaśniając przebarwienia.

Peeling znajdziecie na stronie Orientana



7.

Wooden Spoon Delikatny krem na słońce SPF 30+ dla niemowląt i całej rodziny


Powiem Wam, że ogromnie spodobał mi się ten kremik na słońce. Po pierwsze – mamy tu niewielkie opakowanie, bo zawierające 50 ml kremu, które spokojnie możemy włożyć do nawet najmniejszej torebki czy plecaka i spokojnie wybrać się na każdą wyprawę.

Krem jest dla wszystkich, jest bowiem doprawdy nieskomplikowanym połączeniem naturalnych maseł i olejów ze sporym dodatkiem tlenku cynku. Jest więc łagodny i uniwersalny. Pozostawia, a i owszem, jak inne tego typu kosmetyki, białą warstwę, ale nie jest ona szczególnie problematyczna czy widoczna, a wręcz całkiem szybko znika. Do tego bardzo przyjemnie pachnie naturalnym połączeniem kokosa i czekolady.

Ale to nie wszystko! Nie tylko naturalnie zabezpieczamy się przed słońcem! Krem możecie także spokojnie wykorzystać w przypadku otarć czy zaczerwienień skóry, co często zdarza się podczas letnich wędrówek, kiedy to rozogniona, spocona skóra ociera się o skórę. Krem uspokoi ją wtedy, ukoi, załagodzi podrażnienia. Mamy więc 2 w 1 w bardzo poręcznej formie!

Krem znajdziecie w Matique.



8.

Organic Shop Krem-żel do stóp ajurwedyjskie spa


Cały dzień na nogach? Gorąco, duszno i macie wszystkiego dość? Wyobraźcie sobie, że na zakończenie tak trudnego dnia wmasowujecie sobie (albo jeszcze lepiej – ktoś masuje Wam!) w stopy taki lekki, chłodzący, cudownie nawilżający krem.

Mówię Wam – bajka! I ta orzeźwiająca woń mięty!

Wyobraźcie sobie tę ulgę!

Wyobraziliście już?

Krem znajdziecie na Bee.pl



9.

o!figa Żel hialuronowy Piękna Trójca


Latem skóra chce pić! Dokładnie tak jak my! Pozwólmy jej napić się w pełni, zaspokoić jej pragnienie, niechaj będzie miękka i promienna!

Dodajmy do codziennej pielęgnacji kilka kropelek tego żelu hialuronowego!

Wystarczy wklepać je w buzię przed codziennym kremem lub razem z nim. Polecam jako przygotowanie skóry pod jeden z wyżej wymienionych kremów koloryzujących. A może wybierzecie zmieszanie odrobiny żelu z identyczną odrobiną oleju, na przykład z pestek malin, który szczególnie lubimy latem, bo posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny? Taką mieszaninę wklepujemy w skórę wieczorem, po oczyszczaniu i tonizowaniu. Albo jeszcze lepiej – zmieszajcie Piękną Trójcę z Dziką Figą marki – czyli ich flagowym produktem i czekajcie na efekty!

Zobaczcie, jak bardzo skóra potrzebowała się napić!

Żel znajdziecie na stronie o!figa



10.

Nawilżający płyn micelarny VIANEK


Oczyszczanie skóry jest bardzo ważne, a jeśli przy tym można zadbać o dodatkowe jej nawilżenie – czemu nie?

A wręcz – bardzo tak!

Płyn “przeznaczony jest do cery suchej i wrażliwej i zawiera kompleks humektanów (mocznik + proteiny pszenicy + mleczan sodu + kwas hialuronowy). Ekstrakt z robini akacjowej działa antyoksydacyjnie, a panthenol łagodzi wszelkie podrażnienia.

Viankowym płynem zmywam więc lekki letni makijaż. Jest łagodny, ale dobrze radzi sobie z zanieczyszczeniami. Nie pozostawia skóry ściągniętej, a przeciwnie – jest ona miękka i spokojna. Polecam zwłaszcza do delikatnego zmywania oczu!

Płyn znajdziecie na stronie Sylveco



11.

ROSADIA Żel myjący do twarzy


Kolejny członek rodziny Sylveco o najbardziej kobiecym obliczu. Żel myjący polubiłam szczególnie za jego energetyzujący zapach pomarańczy! I na ten moment jest moim ulubionym codziennym żelem do mycia twarzy.

Stworzony na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej i naturalnych składników myjących. Skutecznie myje, nie naruszając naturalnej bariery lipidowej, a dodatek kwasu migdałowego pobudza skórę do szybszej regeneracji, ujednolica koloryt i spłyca drobne zmarszczki. Właściwości odżywcze i antyoksydacyjne wspomagają olej z wiesiołka i naturalny olejek eteryczny pomarańczowy.

Letni zapach i świetne działanie! A do tego praktyczna forma, która z łatwością zmieści się kosmetyczce.

Żel znajdziecie na stronie Sylveco.



12.

Rozświetlający puder PRETTY GLOW Annabelle Minerals


Tak to już jest, że ten puder to jednak bywa potrzebny. A i latem możemy go stosować! Wystarczy tylko sięgnąć po puder odpowiedni! Ja tu bardzo polecam to lekkie, mineralne, rozświetlające cudo.

Nadaje skórze świetlistego blasku, przez co sprawia, że cera wygląda na świeżą, wypoczętą i zrelaksowaną. Dedykowany jest wszystkim kobietom, które pragną zabłysnąć, ze szczególnym uwzględnieniem posiadaczek cer matowych, zmęczonych i z delikatnymi zmarszczkami.

Lubię go, bo delikatnie matowi mi skórę, szybko się w nią wtapia, jakby znikał! Ale faktycznie pozostaje ten przyjemny efekt rozświetlenia.

W sam raz lekki na lato!

Puder znajdziecie na Annabelle Minerals.



13.

Nawilżający Bez – odżywka do włosów o różnej porowatości Anwen


Odżywkę w tym dużym opakowaniu ze zdjęcia trzymacie na półce w łazience, ale do wakacyjnej kosmetyczki nie zapomnijcie dołożyć wersji 100 ml! Akurat na lato!

Osobiście jestem zakochana w tej odżywce! I cieszę się, że ten kojący, uspokajający, och-jak-prawdziwy zapach moich ulubionych bzów może towarzyszyć mi i latem! Może nie pozostaje długo na włosach, ale jakże zwiększa przyjemność używania!

W gruncie rzeczy jednak nie o zapach tu chodzi, a o działanie na włosy! Stają się one miękkie, zdrowe, lśniące i naprawdę – nawilżone. Łatwiej się czeszą i układają, chętniej się je głaszcze.

Odżywka Anwen zawiera aż 5 substancji, które mają zdolność wiązania i utrzymywania wody wewnątrz włosa. Naturalny składnik pochodzenia roślinnego – Pentavitin zapewnia włosom głębokie i długotrwałe (nawet do 72 godzin) nawilżenie oraz Hyaloveil-P®, który wbudowuje się w strukturę włosa intensywnie i długotrwale go nawilżając. Efekt nawilżenia wspomagają bogaty w witaminy i minerały sok z aloesu oraz gliceryna i mocznik. Nanocząsteczkowy ekstrakt z cebuli wnika głęboko do wnętrza włosów i odbudowuje je, a skrobia ziemniaczana wygładza i dodatkowo pielęgnuje.

Odżywkę znajdziecie na stronie Anwen (albo 100 ml TUTAJ)



14.

Naturalny Dezodorant Kwiatowy Sylveco


Tak, wiem, że nie wszystkim sprawdzają się naturalne dezodoranty, ale dajmy tej naszej skórze czasem też odpocząć!

Sięgam po to kwiatowe cudo w spokojne, ciepłe dni. Dezodorant przepięknie pachnie i przy okazji – pielęgnuje skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia po depilacji. W pełni wystarcza wtedy aby czuć się komfortowo.

Dezodorant bez soli aluminium i alkoholu, zawierający skuteczne składniki absorbujące pot i hamujące rozwój bakterii, niwelujące jednocześnie nieprzyjemny zapach. Ekstrakt z liści szałwii lekarskiej o właściwościach ściągających oraz kombinacja naturalnych olejków eterycznych o kwiatowym aromacie pozwala czuć się świeżo i komfortowo przez dłuższy czas.

Dezodorant znajdziecie na stronie Sylveco



Hialuronowe serum – błyszczyk do ust

Ciepły sezon w końcu nadszedł. Słońce powoli przegania chmury deszczowe. Zaraz rozpocznie się nam lato!

Odkładamy więc ciężkie mazidełka do ust, które idealnie sprawdzają się zimą, pokrywając nam usta grubą warstwą ochronną i chroniąc je przed mrozem i smogiem.

W lecie sięgamy po coś lekkiego, co nada ustom delikatny błysk i wrażenie wilgoci, a jednocześnie je przy tym nawilży i odżywi.

Dlatego też polecam mój dzisiejszy pomysł na hialuronowe serum do ust w formie pobłyskującego błyszczyku.


Do zrobienia ekspresowo! Do cieszenia się na co dzień. O pięknym zapachu, w pięknym odcieniu!

Nasze serum bazuje na nawilżających właściwościach kwasu hialuronowego oraz odżywczych – oleju lnianego. Dodałam też nieco olejku z pestek malin, który w naturalny sposób zabezpieczy nam usta przed słońcem (posiada filtr przeciwsłoneczny, choć zawsze przestrzegam – nigdy nie jesteśmy do końca pewni jego wielkości i stabilności, niemniej jednak warto dodawać ten olej do wakacyjnych kosmetyków).

Na koniec “przyozdobiłam” błyszczyk w cudowny zapach kwiatów gorzkiej pomarańczy-neroli, który osobiście uwielbiam. Jeśli jednak nie macie lub nie lubicie tego olejku, polecam dodać łatwo dostępny olejek pomarańczowy o cudownym, energetycznym, świeżym aromacie!



Hialuronowe serum – błyszczyk do ust


Składniki – dla łatwości wykonania bazujemy na łyżeczkach miarowych:

  • 4 ml kwasu hialuronowego (potrójny 1,5%) (mój z ECOSPA)
  • 3 ml oleju lnianego (bardzo dobre znajdziecie w marketach)
  • 3 ml oleju z nasion malin (mój Natura Receptura)
  • 2 kropelki olejku neroli (ewentualnie polecam olejek pomarańczowy)
  • 1 ml (1 łyżeczka miarowa) różowej miki (wykorzystałam Rose Romance z Kolorowka.com)
  • 1 ml (1 łyżeczka miarowa) mączki owsianej koloidalnej (moja z Zielony Klub / można pominąć, wtedy serum będzie bardziej płynne i bardziej dwufazowe)


Wszystkie składniki dokładnie mieszamy w małej zlewce, przez dłuższą chwilę, do uzyskania jednolitej konsystencji. Całość przelewamy do pojemniczka na błyszczyk. (Kwas hialuronowy z ECOSPA jest już zakonserwowany, nie ma więc potrzeby dodatkowego konserwowania takiej jednorazowej niewielkiej ilości kosmetyku)

Serum – błyszczyk jest możliwie naturalne, przez co będzie miało formę dwufazową. Przed użyciem należy pojemniczkiem wstrząsnąć lub zmieszać całość pędzelkiem.

Nakładamy na usta, kiedy tylko mamy na to ochotę.

Facebook