KategorieNaturalna pielęgnacja

3 specjalne polecenia świąteczne

Wśród bardzo wielu propozycji prezentowych, tych które pojawiły się ostatnio w Lili i tych, które się jeszcze pojawią, mam dla Was trzy specjalne polecenia.

Do dwóch z tych poleceń przyczyniłam się bardzo aktywnie – tworząc grafikę dla marek, które tu prezentuję. Ale nie mogło też zabraknąć kalendarza-planera, na który zdecydowałam się w tym roku. Łatwo nie było, ale już go uwielbiam i z radością Wam pokazuję!

Zaczynamy właśnie od niego!


Kalendarz Les Beaux Jours / Rzeczownik



Pamiętacie, jak ostatnio pisałam Wam, że prawdopodobnie w tym roku nie ukażą się moje ulubione planery/kalendarze/terminarze od Dailylike? I jak mi przykro z tego powodu, bo już od dwóch lat te kalendarze towarzyszą mi na co dzień i uważam je za jedne z najlepszych pomocników mojej pracy. Cóż… nawet jeśli jednak się ukażą, to już trudno…

Zdecydowałam się bowiem ostatecznie na coś innego i cieszę się bardzo! Zaczynam właśnie mój nowiutki planner Les Beaux Jours (rozciąga się od grudnia, do grudnia) i zamierzam się po prostu szybciutko przestawić. I nawet jeśli wciąż myślę, że te Dailylike (które Wam pokazywałam w ostatnich latach) były najlepsze, to muszę zauważyć, że ten też jest całkiem całkiem!

A musiałam kupić, bo ja już dobrze znam realia i wiem doskonale, że jeżeli coś pojawia się w jednym z najpiękniejszych sklepów – w Rzeczowniku, to nie znaczy, że długo tam pobędzie. I tak – z tego co właśnie sprawdziłam, planerów identycznych do mojego już nie ma. Wciąż jednak są dostępne inne z serii Les Beaux Jours, a i właśnie pojawiły się kolejne piękne! Kolejne koreańskie, bo wszystkie te kalendarze, które podobają mi się najbardziej są właśnie koreańskie. Sprawdźcie sobie koniecznie w Rzeczowniku.

Muszę przy tej okazji pochwalić jeszcze mojego kochanego męża, który w zasadzie w tym samym czasie, w którym ja zamówiłam swój planer, zamówił dla mnie inny, w prezencie pod choinkę. Inny, ale również przepiękny. Musimy go niestety zwrócić, ale – jakie to miłe 🙂

Co do kalendarza Les Beaux Jours – ma te zalety, na których mi zależało – miękką oprawę, dzięki czemu rozkłada się na płasko, okładkę, w którą można coś włożyć, co miesiąc specjalne strony z całym miesiącem i sporo ładnych rysuneczków. Brakuje mu wolnej strony na notatki przy każdym tygodniu, jest ich za to sporo na końcu. Ach, ma jeszcze jeden mały ciekawy gadżecik – wymienne karteczki z poszczególnymi miesiącami do włożenia w okładkę.

No, śliczny jest, śliczny!

Kalendarz z Rzeczownika




Ave Melon o!figa


Kto uwielbia arbuzy i melony?? Komu przypominają cudowne, gorące lato?

Oto, całkiem niedawno wybuchła nam wręcz wakacyjnie kolejna nowość marki o!figa! Marki, dla której tworzę od samego początku oprawę graficzną. A i tym razem stworzyłam jej arbuzowo-melonowy wzór, etykietkę i kolaż produktowy.

A samo serum? O jeju! Jakie cudowne! Jak to pachnie! Pachnie tropikalnym latem! A to za sprawą absolutu frangipani. Magia!

Serum olejowe Ave Melon ma rewelacyjne właściwości antyoksydacyjne, ale również antybakteryjne. Sprawdzi się w pielęgnacji cer wrażliwych, problematycznych. Używamy kosmetyku na zwilżoną skórę lub w połączeniu z np. żelem hialuronowym lub aloesowym.

Stosuję serum od niedawna, co wieczór. Łączę go z kwasem hialuronowym, a na to nakładam jeszcze odrobinę kremu. I jestem zachwycona! Zapach jest wspaniały, ale nienachalny. Skóra go chłonie, a efekty są naprawdę widoczne.

O tym, jakie cudowne składniki w swoim nowym serum zawarła Patrycja, przeczytacie na stronie o!figa



Rosa. Panna Poranna



Kolejne kosmetyki, których nie mogę nie polecić! Bo i one to takie moje kolejne wychuchane dziecko!

Rosa. Panna Poranna – młodziutka marka, o której sporo w Lili, bo i dla niej działam intensywnie. Stworzyłam identyfikację, na bieżąco tworzę nowe etykietki i kolaże produktowe, a także zdjęcia i kolaże na Instagram, gdzie trzymam pieczę nad contentem wizualnym.

A że przy okazji wszystko mogę sobie wypróbować, wywąchać i się pozachwycać, to i Wam polecam Rosę, jako świeży pomysł na świąteczne podarunki!

Tym bardziej, że Monika, twórczyni marki, przygotowała specjalne zestawy prezentowe – wszystko znajdziecie na stronie PannaPoranna.pl

Ach, koniecznie wypróbujcie moje ulubione produkty marki – hydrolaty ze śliwki, dyni, gruszki, maliny i jaśminu! Wszystkie cudowne!


Najciekawsze kalendarze adwentowe dla małych i dużych

Ach… i wchodzimy powolnym krokiem w ten magiczny czas Świąt! Jakże innych w tym roku… Zapewne mocno spokojniejszych, mniej komercyjnych, pełnych zadumy i tęsknoty. Jestem jednak pewna, że mimo wszystko mogą to być piękne Święta!

A cóż lepiej umili czas oczekiwania na nie, jeśli nie kalendarz adwentowy?

Przygotowujecie takie sami? Dla bliskich? Dla dzieci? Czy korzystacie z coraz szerszej oferty kalendarzy dostępnych na rynku?

A jest ich teraz doprawdy sporo! Mam wrażenie, że mamy wręcz boom kalendarzowy. Producenci i twórcy wszelakich dóbr dwoją się i troją, żeby zaskoczyć nas czymś ciekawym. Te niszowe, najcenniejsze, które, jak sądzę, stają się rodzajem kosmetycznych boxów, w których za dobrą cenę możemy znaleźć prawdziwe perełki, wyprzedają się na pniu. Zapisałam sobie nawet kilka, żeby Wam pokazać, ale już nie było sensu, bo w zasadzie wykupiono je od razu…

Mimo to znalazłam kilka naprawdę wyjątkowych! Mamy tu i coś dla tych mniejszych i dla większych! Coś dla smakoszy, kreatywnych dusz i wielbicieli kosmetyków. A jakże! A zaczynamy od…


Zaczynamy od kalendarza, którym sama cieszę się od kilku dni. I tak… tak jak widzicie… już wszystko wyciągnęłam… Ale to w dobrej wierze! Żeby pokazać Wam całą zawartość i tu i na story na Instagramie. Sami więc rozumiecie…



A chodzi oczywiście o kalendarz, który, jak zauważyłam w internetach, już skradł wiele serc! O kalendarz Sylveco! A dokładniej – Sylveco i marek córek – Biolaven, Duetus, Vianek, Oleiq, Rosadia, Aloesove.

Mamy więc całkiem pokaźne pudło, a w nim 24 kosmetyki w 30-mililitrowych słoiczkach i małych buteleczkach. Ot, przegląd oferty marek, całkiem spory przegląd. Cała zawartość pudła opisana jest na stronie Sylveco, ale też na kartonowej klapie. Trochę to umniejsza efektowi niespodzianki, ale przynajmniej możemy sobie przeanalizować na spokojnie zawartość.

A same kosmetyki? Sporo znam i bardzo lubię. Znalazły się tu też nowości, takie jak serum regulujące Sylveco czy kosmetyki do włosów Biolaven. Mamy więc doskonałą okazję do ich wypróbowania. Opakowania idealnie nadawałyby się na kosmetyki podróżne, gdyby tylko takie były w najbliższym czasie potrzebne… Póki nie są, zamykamy się w łazience i co wieczór urządzamy sobie domowe SPA!

Kalendarz znajdziecie na stronie Sylveco.



A teraz pora na moje kalendarzowe znaleziska!



  1. Takiego to jeszcze chyba nie było! Kalendarz adwentowy Z OWSIANKĄ2GO „Kruszonka”, „Makadamia”, „Wiśnia”, „Brownie” – mały przedsmak, tego co znajdziesz w środku naszego pysznego kalendarza adwentowego. W Adwencie możesz odkrywać nowe samki, łącznie z radością. Z 24 organicznymi owsiankami w 15 różnych smakach. Twoje śniadania nie będą nudne, raz bardziej kusząco kremowe, a raz uwodzicielsko czekoladowe, świąteczne bądź przypominające deser / Mymuesli
  2. Lebensbaum Kalendarz adwentowy (herbatki) – czy nie uroczy? Zestaw zawiera 24 herbaty bio w saszetkach (zielone, czarne, ziołowe,  owocowe) / Bee.pl
  3. Kalendarz adwentowy z herbatą CUP&YOU “Limitowana Edycja Specjalna” – 24 rodzaje wysokiej jakości herbat smakowych – Rozkoszuj się codziennie nowym świątecznym smakiem herbaty i udekoruj mieszkanie nastrojową bożonarodzeniową oprawą kalendarza. Uczyń sobie bądź bliskiej Ci osobie przyjemność z odkrywania kolejnych smaków herbaty – a to wszystko z herbacianym kalendarzem adwentowym z naszej LIMITOWANEJ EDYCJI SPECJALNEJ, który powstał przy współpracy z polską ilustratorką Karoliną Pawelczyk / Empik
  4. Bomb Cosmetics Advent Calendar Kalendarz Adwentowy Santa Stop Here – Z mydełkami, babeczkami i kulami do kąpieli. Cudowne upominki ukryte w kalendarzu umilą czas oczekiwania na Gwiazdkę.Produkty są wykonane ręcznie, są odżywcze dla skóry, a ponadto wypełnione są pięknie pachnącymi, naturalnymi olejkami eterycznymi. Nie wahaj się ani chwili, bo zasługujesz na tak luksusową chwilę relaksu! / Kosmetyki z Ameryki
  5. Kalendarz adwentowy MOKOSH 24 niespodzianki schowane w papierowych kartonikach. To doskonała okazja na poznanie wszystkich wieloskładnikowych zapachów i typów produktów MOKOSH. Właściciele kalendarza jako pierwsi otrzymają premierowy, długo wyczekiwany kosmetyk oraz gadżet, które w sklepie nie ujrzały jeszcze światła dziennego / MOKOSH
  6. Auzou: kreatywny Kalendarz Adwentowy 2020 został przepięknie zaprojektowany przez ilustratorkę Holly Maguire. Kryje m.in gumki do ścierania, stempelki, brokatowy długopis i ołówek, przypinki, notesiki… A na koniec z pudełka można wyciąć papierowe ozdoby choinkowe / Noski Noski
  7. Kalendarz adwentowy Biofekt Złoty Adwent Czekolady ZotterKalendarz ma kształt złotej trójwymiarowej gwiazdy ozdobionej paczuszkami z niespodziankami. Zawiera 24 ręcznie robione praliny urzekające doskonałym naturalnym smakiem, które niezawodnie umilają oczekiwanie na Boże Narodzenie. Dwadzieścia cztery różne odmiany z nadzieniem wzbogaconym takimi alkoholowymi specjałami, jak. np. grzane wino, rum i szampan, czasem owocowymi, jak.np. dzikie jagody, pomarańcze i morele, a czasami kusząco orzechowymi, jak np. migdały, orzechy laskowe i pestki dyni / Ecco Verde
  8. Ręcznie wykonany kalendarz adwentowy Czekolady ZotterElegancki duży kalendarz ścienny, wypełniony 24 różnymi ręcznie robionymi mini czekoladkami w uwodzicielskich odmianach, tj. nugat, toffi, marc de champagne, likier pomarańczowy i piernik. Różnorodność czekolady w ekologicznej i uczciwej jakości oraz piękny design osłodzą sezon adwentowy / Ecco Verde
  9. The Body Shop Kalendarz adwentowy Beauty 2020 – Jest on pełen niespodzianek, które poprawią samopoczucie, odprężą i odmłodzą – to doskonały sposób na regenerację sił po wszystkich uroczystościach. relaksuj się w wannie z naszymi pachnącymi kulami do kąpieli. Spraw, aby Twoja skóra była jedwabiście gładka i gotowa na uroczystość dzięki naszemu masłu do ciała z mlekiem migdałowym i miodem. Oczyść włosy pięknie pachnącym szamponem i odżywką bananową. Daj swym dłoniom trochę miłości oraz troski stosując nasz kremem do rąk. Nałóż masło do ust Mango, aby nawilżyć usta i nadać im naturalny połysk / The Body Shop


  1. Gwiazda dzisiejszych zdjęć – kalendarz Sylveco – limitowana wersja zawierająca kosmetyki w szklanych opakowaniach, dedykowane do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. 24 mini produkty (pojemności od 10 do 40 ml) wprowadzone do rytuałów piękna, wzbogacą pielęgnację jeszcze długo po świętach / Sylveco
  2. Super Fudgio Ekologiczny Kalendarz Adwentowy Bio – Ekologiczny kalendarz adwentowy z wegańskiej czekolady / Bee.pl
  3. Busy Bee Candles Advent Calendar Kalendarz Adwentowy – w każdym okienku znajduje się pachnący świętami wosk. Spraw, by każdy wieczór w okresie przygotowań do Bożego Narodzenia wypełnił się świątecznym aromatem / Kosmetyki z Ameryki
  4. Kalendarz adwentowy z kawą CUP&YOU “Coffee Mood”24 kawy smakowe – Odliczaj czas do Świąt z kalendarzem adwentowym z kawą. Rozkoszuj się codziennie nowym świątecznym smakiem kawy i udekoruj mieszkanie nastrojową bożonarodzeniową oprawą kalendarza. Uczyń sobie bądź bliskiej Ci osobie przyjemność z odkrywania kolejnych smaków kawy – a to wszystko z kawowym kalendarzem adwentowym COFFEE MOOD. Poczuj święta z Cup&You! / Empik
  5. Yankee Candle Magical Christmas Morning Advent Calendar Kalendarz Adwentowy 24 Podgrzewacze+Świecznik – Unikalny wygląd sprawia, że produkt doskonale sprawdzi się jako niebanalny prezent mikołajkowy lub podarunek pod choinkę. Zawarte w zestawie zapachy przywodzą w pamięci aromat świąt, wielu osobom kojarzący się ze świątecznym aromatem dzieciństwa, domu rodzinnego/ Kosmetyki z Ameryki
  6. Gibsons, puzzle Boże Narodzenie na całym świecie (kalendarz adwentowy) – a może inaczej? A może kalendarz z puzzlami? Puzzle wytwarzane są w Wielkiej Brytanii i Europie, a do ich produkcji używany jest karton o najwyższej gramaturze na rynku. Współpraca z całą rzeszą utalentowanych artystów pozwala stworzyć nowoczesne i ciekawe wzory, od nostalgicznych scen po hipnotyzujące nadruki. Pięknie ilustrowane elementy są zaprojektowane tak, aby idealnie do siebie pasowały. Puzzle marki Gibsons są przyjazne dla planety. Wykonane są w 100% z tektury pochodzącej z recyklingu i zabezpieczone zakładkami, a nie folią termokurczliwą, aby zmniejszyć ilość plastiku jednorazowego użytku / Empik
  7. Herbata Kalendarz adwentowy Sonnentor codziennie czeka na Ciebie kolejna ekologiczna herbata Sonnentor, pozwalająca zanurzyć się w wyjątkowym świecie smaku. Dzięki tym herbatom spędzisz kilka spokojnych godzin w okresie przedświątecznym i będziesz się cieszyć na Święta z każdą filiżanką herbaty / Ecco Verde
  8. Kalendarz adwentowy Tsarevna edycja limitowana – obejmuje 20 saszetek z herbatą oraz 2 miniaturowe puszki, ponadto w komplecie znajdziesz metalową łyżeczkę oraz zaparzacz. Dzięki niemu każdy dzień będzie niespodzianką, a każdy wieczór – doświadczeniem pełnym niezwykłych aromatów / Fabryka Form

Nowe balsamy i peelingi do ust Orientana

I znowu Orientana zaskakuje! I znowu jest to bardzo pozytywne zaskoczenie! A ileż w nim letniej energii, której tak brakuje nam w nasze zimy i jesienie!

Poznajcie nowe balsamy i peelingi do ust Orientany!



Tak w ogóle, to czy one nie wyglądają po prostu słodko? Jak jakieś orientalne cukiereczki. A zaiste, pełne są słodyczy!

Przybyły do mnie niedawno w najsłodszej przesyłce pod słońcem. Z resztą, sami zobaczcie!



Zachwyciły mnie więc już na samym początku. A potem zabrałam się za próbowanie…



Bo co my tu mamy?

Mamy po dwa balsamy i dwa peelingi, każdy w wersji różowej i pomarańczowej. I jeśli ja miałabym wybierać ten lepszy kolor, od razu powiem – zakochałam się tych drugich właśnie, określanych mianem Energy. Jej, jak one pachną! Energetycznie, cytrusowo! I doprawdy chce się je mieć na ustach. Non stop!

Różowy zapach jest słodszy. Subtelniejszy, kobiecy, także niezwykle przyjemny, choć tych cytrusowych aromatów nie przebija. Oba jednak kolorki cechują się tym samym – balsamy cudownie nawilżają i zabezpieczają usta, a scruby delikatnie je przy tym złuszczają. Są idealne jako wieczorny zabieg pielęgnacyjny, zwłaszcza teraz, kiedy nasze usta wymagają szczególnej dbałości. Warto więc trzymać je w łazience i wieczorkiem, albo też rano – jak wolicie, delikatnie pomasować takim peelingiem usta. Nie dość, że złuszczy i wygładzi nam spierzchniętą skórkę, to jeszcze przy okazji mocno ją odżywi. A cukrowy nacisk lekko pobudzi krążenie i wymasuje nam usta, które jakże chętnie będą potem chciały być całowane!

Zarówno balsamy, jak i peelingi, wypełnione są naturalnymi olejami i woskami, które to właśnie mają za zadanie pielęgnować nasze usta. Do scrubów dodano jeszcze po prostu sporą dawkę cukru trzcinowego – może więc być pewni, że usta po takich zabiegach będą… słodkie!

Dodam jeszcze jedno, tak na wszelki wypadek, żeby nie zmyliły Was kolorki. Balsamy nie barwią ust, kolor na nich nie pozostaje. Ot, znika. Sprawia jednak wrażenie używania prawdziwych słodyczy!



Zwróćcie uwagę jeszcze na jedną rzecz – na opakowania. Balsamy i peelingi zamknięto bowiem tubkach, które spodobały mi się ogromnie! Są w dużej części papierowe i zadrukowane pięknymi wzorami, które przywodzą na myśl tropikalne wakacje. Jednocześnie mam wrażenie, że są też bardzo eleganckie, a już na pewno – idealnie wpisują się w obecne trendy.

Balsamy cudownie uzupełnią codzienną torebkę, a peelingi staną się ozdobą łazienki!

Ja, w każdym razie, przepadłam!

Nowości znajdziecie na stronie Orientana.


W roli głównej: Naturalny Krem Odżywczy z Gardenią i Rabarbarem Hagi

Czy to kolejna gwiazdka na Lili niebie? Och, stanowczo! Coś, co aż chce się polecać! I to tak bardzo cieszy – ta radość dzielenia się zachwytami!

Bo dzisiaj w roli głównej Naturalny Krem Odżywczy z Gardenią i Rabarbarem Hagi!



Hagi znam, oczywiście, że znam od dawna. To jedna z tych marek, które się po prostu zna. Choć ja śledziłam ją chyba od jej samych początków. I z nieukrywanym podziwem śledzę dalej i obserwuję jej ciągły rozwój. Jakże profesjonalna, jakże światowa się staje! Jak trafnie podąża za trendami i potrzebami konsumentów. A już najbardziej zachwycam się grafikami jej nowym produktów – żeli do mycia ciała, całego zestawu Momenty czy serii dziecięcej opatrzonej w urocze holograficzno-pastelowe zwierzaczki. I jest to doprawdy jakieś niedopatrzenie, że Hagi nie miało jeszcze swojego specjalnego miejsca w Lili! Już zatem nadrabiam!

Przygodę z marką postanowiłam rozpocząć od kremu. Mam wrażenie, że to kremy są bowiem takim największym sprawdzianem dla marek. Świadczą dosyć mocno o jakości i działaniu produktów. Zamówiłam więc Naturalny Krem Odżywczy z Gardenią i Rabarbarem Hagi. Czemu? Przejrzałam sobie skład i opis wszystkich trzech kremów marki i ten wydał mi się dla mnie najlepszy. Poza tym, sami rozumiecie, mało co tak przemawia do wyobraźni, jak to soczyste połączenie rabarbaru i aromatycznej gardenii. Poszukiwałam też czegoś treściwego i kojącego na jesienno-zimowe noce. Wybór był oczywisty!



Marka tak opisuje swój krem: Przyszedł czas na ożywienie. Przyszedł czas na trening Twojej skóry. Naturalny krem do twarzy o działaniu odżywczo-nawilżającym powstał z potrzeby pielęgnacji suchej skóry, której brakuje blasku. Zawiera kompleks z korzenia rabarbaru, który działa jak trener aktywizujący własne mechanizmy ochronne. Codzienna pielęgnacja uruchomi procesy tworzenia odpowiedniego nawilżenia i natłuszczenia. Ponadto starannie dobrane składniki odżywcze: olej z awokado, z orzechów makadamia i słodkich migdałów, masło mango, olej monoi, skwalan utrwalają dobrą kondycję zarówno młodej, jak i dojrzałej skóry. Woda różana, sok z aloesu i ekstrakt z zielonej herbaty wzmacniają działanie nawilżająco-odżywcze. Kwiatowy zapach róży damasceńskiej i gardenii thaitańskiej daje poczucie komfortu naturalnej pielęgnacji.

Zacznę może od małego zawodu. Bardzo liczyłam na zapachowe kwiatowe uniesienia, bo po prostu kocham zapach gardenii thaitańskiej w oleju monoi. A tu jeszcze miała być połączona z aromatem róży. I bardzo, ale to bardzo mi szkoda, że tego połączenia właściwie nie czuć… Krem owszem, pachnie delikatnie i całkiem przyjemnie, ale tych kwiatów tam nie wyczuwam. Jestem jednak mu to skłonna wybaczyć. Czemu?



Po pierwsze – zawsze bardzo doceniam kremy, w których fazy wodnej nie stanowi sama woda, a hydrolat. Tutaj skład rozpoczyna woda różana, co już jest wielkim plusem. Potem mamy całą wyliczankę naturalnych olejków i maseł, które właśnie mają mi tę moją umęczoną jesienią skórę w nocy odżywiać i regenerować. Do tego dochodzi łagodzący aloes i ekstrakty roślinne z herbatki, rabarbaru i owej gardenii. Połączenie najwyraźniej bardzo trafne.

Wszystkie te składniki twórcy zamienili w bielutką, kremową, gęstą, ale przy tym wciąż lekką konsystencję. Powstał kosmetyk idealny na noc, ale spokojnie można go używać także na dzień. Wchłania się bowiem sprawnie i szybko, pozostawiając skórę mięciutką i gładką. W nocy działa natomiast jak kojący kompres!



Krem sprawdził się przy mojej mieszanej cerze, ze skłonnościami do przesuszeń. Zapewnił jej odpowiednie nawilżenie, dzięki czemu funkcjonuje ona po prostu lepiej. Mam też wrażenie, że dzięki takiej mocnej dawne olejków, jest ona chroniona przed zewnętrznymi bodźcami czy jesiennymi zanieczyszczeniami.

Tak więc wiosenny rabarbar będzie mi towarzyszył także w zimnych miesiącach. I całkiem mi z tym dobrze!

Krem Hagi i inne kosmetyki marki znajdziecie w perfumerii Douglas – przychodzą wtedy do Was do domu w tym uroczym niebieskim pudełku!

Ach, mydełka też cudne! Jedne z najlepszych, jakie miałam!



Wpis powstał w ramach bardzo miłej współpracy z perfumerią Douglas.

Słów kilka o Make Me Bio


Trudno jest mi się nie cieszyć, pisząc te słowa, bo oto udało mi się znaleźć kosmetyk idealny! A przynajmniej – idealny dla mnie. Poszukiwałam takiego, ba – sama tworzyłam podobne, ale jak widać – ideału nie pobiły. O co chodzi?

Zaraz Wam powiem, zacznę jednak od początku…



A początkiem jest sama marka – Make Me Bio. Znacie ją już? Być może tak, bo już długo funkcjonuje na naszym rynku. Sama kiedyś używałam kilku jej kosmetyków i zawsze ceniłam ich jakość i wspaniałe zapachy. Śledzę też od dawna jej postępy i nowości. Ostatnio Make Me Bio zaskoczyło chociażby trafionym rebrandingiem, który usystematyzował opakowania różnych linii produktów i zaopatrzył je w proste, ale charakterystyczne i całkiem ładne ilustracje. Muszę tutaj zwrócić Wam szczególną uwagę na kartoniki – ich jasny, klarowny design, wytłoczony zarys tubki, który zauważyłam na kartonie peelingu, czy lekki pobłysk połączony z elegancką czernią na kartonikach makijażowych – wszystko to wynosi markę na wyższy poziom i znacznie ułatwia decyzje zakupowe. Daję tutaj duży plus!

A co mamy w środku? Wybrałam trzy produkty, które od dawna chciałam wypróbować. Postawiłam więc na Orange Energy – Peeling do Twarzy z Kwasami Roślinnymi, Aqua Light – Lekki Krem dla Skóry Tłustej i Mieszanej oraz MAKE UP! Naturalną pomadkę i róż 04. Który z nich stał się moim ideałem? Stanowczo jest to ten mały słoiczek, skrywający delikatny kolor, z którym już się nie rozstaję!



MAKE UP! Naturalna pomadka i róż 04


Długo zastanawiałam się, który odcień pomadki wybrać. Mamy trzy do wyboru, a dobrze wiecie, jak to ciężko wybrać odpowiedni kolor jedynie na podstawie zdjęć w internecie. Przeszukiwałam więc Google, aby znaleźć zdjęcia, na których widać możliwie najlepiej różnicę w odcieniach. I w końcu zdecydowałam się ten środkowy, z numerem 04. I świetnie trafiłam!

To nie jest jedynie pomadka i róż – dla mnie to kosmetyk 3w1, bo spokojnie możemy nakładać go odrobinę na powieki. I naprawdę ładnie tam wygląda. W małym słoiczku zamknięto niewielką ilość kosmetyku w formie gęstego mazidła. Jest to jednak tak wydajny produkt, że pomimo tego, że stosuję go codziennie od dłuższego czasu, wciąż jest prawie pełny.



Kosmetyk jest mieszaniną genialnych, dobrze skomponowanych składników – mamy olejek rycynowy, masło shea, wosk pszczeli, oleje: arganowy, jojoba, makadamia i z pestek malin, mamy też ekstrakt z czarnej porzeczki, witaminę E i glicerynę. Dzięki takiemu składowi kosmetyk nie jest tylko kolorkiem – jest pełnowartościowym masełkiem, chroniącym nam usta i policzki przed tą pogodą, która aktualnie atakuje nas niemiłosiernie. Zapewnia odpowiednie odżywienie i nawilżenie skóry czy ust, nie będąc przy tym nazbyt tłustym ani ciężkim.

Pomadka jest w sam raz napigmentowana. Wystarczy naprawdę odrobina, aby usta, policzki i powieki nabrały lekko różowego, ale wciąż bardzo naturalnego odcienia. Ja osobiście czuję się z nim na twarzy wspaniale. Jest to produkt idealny dla osób, które na co dzień nie malują się jakoś bardzo. Sama pracuję w domu, wyskakuję z niego na zajęcia dziecka, zakupy czy do rodziny, zazwyczaj nakładam więc po prostu krem lekko koloryzujący typu BB oraz nieco tuszu i czarnej kreski na oczy. I to właśnie ta pomadka nadaje całości odpowiedni wygląd, letni rumieniec, dziewczęcy blask. I za to ją uwielbiam!


Orange Energy – Peeling do Twarzy z Kwasami Roślinnymi


Jak pisze producent: naturalne kwasy pochodzące z Ekstraktu z Kwiatów Hibiskusa delikatnie złuszczają naskórek, a olejek mandarynkowy zapewnia działanie zmiękczające i antyseptyczne. Dodatkowo olejek jojoba zapewnia działanie nawilżające.

Mi jednak najpierw, a jakże, spodobało się opakowanie. Lubię te aluminiowe tubeczki! Potem zauroczył mnie zapach! Cudownie, no cudownie pomarańczowy! Dosłownie Orange Energy! Coś, co poprawia nastrój w pierwszej sekundzie, a potem można się tylko uśmiechać.

A dopiero na końcu spodobało mi się samo działanie peelingu. Nakładamy go na wilgotną, oczyszczoną skórę i masujemy nim buzię przez dłuższą chwilę. Cieszymy się przy tym tymi pomarańczowymi aromatami, które sprawiają, że używanie peelingu jest zwyczajnie przyjemne. Sam kosmetyk ma konsystencję gęstego kremu z niewielką ilością peelingujących drobinek. Ja jeszcze zawsze pozostawiam go na chwilkę, aby kwasy mogły zdziałać swoje czary. Potem zmywam go wodą i… nie mogę przestać dotykać buzi. Jest faktycznie, widocznie gładsza, ale do tego dochodzi efekt maseczki – bogactwo olejków i ekstraktów również tutaj robi swoje, pozostawiając skórę miękką i odżywioną. I ten zapach… Ach!



Aqua Light – Lekki Krem dla Skóry Tłustej i Mieszanej


Zdecydowałam się na ten krem, bo poszukiwałam czegoś leciuteńkiego na dzień, pod makijaż lub jako wsparcie mojego kremu koloryzującego BB. A sami przyznajcie, że nazwa Aqua Light przemawia do wyobraźni, prawda?

I faktycznie, krem ma konsystencję niemal lejącej się emulsji. Nie jest jednak rzadkim mleczkiem, a raczej wręcz przeciwnie – pomimo swej konsystencji wyczuwamy mocną dawkę naturalnych olejów. Jest więc nieco tłustszy niż sądziłam, dzięki temu jednak, stosuję go z powodzeniem także na noc.

Twórcy marki postawili tutaj na dosyć mało znany olej z orzechów laskowych, który połączyli z olejkiem morelowym i jojoba. Całość przeobrażona w krem znowuż cudownie pachnie i znowuż – cytrusowo. I ponownie – za ten zapach go uwielbiam. Bo nic tak nie dodaje energii o poranku jak nieco cytrusowych olejków! Mam to już od dawna sprawdzone!

Krem, pomimo wysycenia olejami, całkiem przyjemnie się wchłania i po chwili można nakładać na niego makijaż lub po prostu naszą pomadkę 3w1. Jak już wspominałam, świetnie sprawdza się także jako kosmetyk nocny, gwarantując dobre nawilżenie w czasie snu. Jest więc kremem bardzo uniwersalnym i sama poleciłabym go do wszystkich rodzajów cer, nie tylko do tłustej i mieszanej. Z resztą, najlepiej sprawdźcie same!


Wszystkie produkty znajdziecie na stronie Make Me Bio!

Jeśli wejdziecie do sklepu klikając w TEN LINK – otrzymacie rabat 5% na cały asortyment!



Wpis powstał w wyniku bardzo miłej współpracy z Make Me Bio.

Jesienne nowości Rosy

Pamiętacie, że niedawno przejęłam Instagram Rosy? A dokładniej świeżutkiej marki Rosa. Panna Poranna. Chodźcie TUTAJ, do wpisu, o którym o tym pisałam. I koniecznie zajrzyjcie i polubcie profil Rosy – TUTAJ!

Tak się składa, że ostatnio Rosa wypuściła swoje jesienne nowości, a że zrobiłam im już pierwsze zdjęcia, a także przygotowałam im i etykiety i kolaże produktowe, pomyślałam, że to świetna okazja, aby Wam je tutaj zaprezentować.

Zobaczcie więc, jakie cudownie nastrojowe, jesienne produkty tu mamy!

Najwspanialsze, naprawdę – najlepsze, z jakimi miałam do tej pory kontakt hydrolaty ze śliwki, z gruszki i z dyni! Brzmi bardzo intrygująco, czyż nie? Sama byłam ich bardzo ciekawa. I okazało się, że przerosły oczekiwania. Kiedy tylko spryskuje się tymi mgiełkami twarz, obejmują nas słodkie, owocowe aromaty. Do zakochania! I do tej pory nie wiem, który najlepszy! Bo nawet ta dynia taka świetna, słodka jakby!

Wśród nowości znajdziecie także bardzo jesienne olejki – z pestek śliwek, z orzechów laskowych i nerkowca oraz skwalan z oliwek. Można więc spokojnie podążać z pielęgnacją zgodnie z naturalnym rytmem pór roku. Więcej o nowościach znajdziecie na stronie Rosy. Zajrzyjcie koniecznie!

A oto i one!


Facebook