Niemoc twórcza mnie dopadła…. Okrutna…. Cały zeszły tydzień nic mi nie szło, choć pójść powinno sporo…
I tutaj pustki, choć obiecałam sobie po urlopie przysiąść i pokazać Wam trochę pięknych rzeczy i inspiracji.
Zaczynam więc łagodnie. Och, jakże łagodnie. Zaczynam małym wspomnieniem z wakacji. Naszych niezwykle dziwnych wakacji z przełomu sierpnia i września. Dziwnych, bo w dziwnych czasach. Przesyconych obawą, ale mimo to pięknych i dobrych.
Zostawiam Was z taką pocztówką z Chorwacji końca lata. Choć dobrze wiem, że być może sporo z Was także odwiedziło Chorwację w tym roku. Polakami ponoć stała! I trudno się dziwić – pięknie i pusto, spokojnie i naprawdę bezpiecznie.
Byłam tam pierwszy raz i wiem już na pewno, że kiedyś wrócę. Kiedy już będzie normalniej.
Mam coś dla tych wszystkich, którym nie dane było w tym roku dotrzeć nad morze! A jeśli spędziliście cudownie czas na którejś z plaż, to mam też sposób, jak to morze zaprosić do własnej łazienki!
Dzisiaj chciałabym bowiem zaprezentować Wam nową serię produktów Rosa. Panna Poranna – Morskie Historię! Serię, która została opatrzona w moją grafikę – począwszy od identyfikacji marki, a skończywszy na tym, co tak pięknie wygląda w łazienkach – na etykietkach!
Więcej moich prac, a także pozostałe grafiki dla Rosy znajdziecie w moim portfolio:
Przyznam, że te morskie etykietki najbardziej przypadły mi do serca! Znajdziecie na nich rośliny i żyjątka morskie wyciągnięte wprost z dawnych rycin. No, uwielbiam je! Choć nie wiem, czy tak można uwielbiać własne pomysły 😀
Dobra, tymczasem wracamy nad nasze niezwykłe morze!
W serii docelowo będą 4 produkty, na jeden więc musimy jeszcze chwilę zaczekać. Myślę, że bardzo Wam się spodoba – wiem co to będzie, bo grafikę już ma. Pozostawię Was jednak w niepewności!
Dostępne na stronie Rosy są już – olej algowy czyli macerat spiruliny w oleju słonecznikowym, czystą spirulinę i to, co pokochałam od pierwszego spojrzenia – peeling bursztynowy! Bursztyny! Prawdziwy pyłek z bursztynów z naszego morza. No, jakby złoto zamknięte w małym słoiczku!
Zacytuję Wam na początek kilka słów o samych produktach, które pochodzą ze strony Rosy.
Peeling bursztynowy pochodzi z bursztynów z Morza Bałtyckiego wyłowionych na polskich plażach. Jest niezwykle luksusowym surowcem. Nazywany złotem Bałtyku ma wiele dobroczynnych właściwości na ciało i duszę. Litoterapeuci uważają, że bursztyn ma działanie uspokajające i dodające twórczej energii. W kosmetyce naturalnej pomaga w regeneracji naskórka, dodaje energii, poprawia koloryt oraz zdolności immunologiczne, ukrwienie i dotlenienie skóry.
Spirulina Platensis to szmaragdowozielona mikroalga, posiadająca wspaniałe właściwości. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Bogata w wiele cennych składników była ceniona już przez Rzymian. Obecnie nazywana jest „mlekiem Matki Ziemi” ze względu na bardzo duże stężenie kwasu gamma-linolenowego (GLA).
Jest także bogatym źródłem protein, witamin z grupy B oraz witamin, A, E, aminokwasów, kwasów tłuszczowych: kwas gamma-linolenowy (GLA), minerałów (potas, wapń, magnez, cynk, selen, fosfor), kompleksów cukrowych i enzymów.
Spirulina ma właściwości regeneracyjne, nawilżające, wzmacniające naczynia krwionośne i zmniejszające rumień, łagodzące stany zapalne, poprawiające koloryt skóry, wspomagające gojenie.
Olej algowy powstaje poprzez macerowanie alg spirulina platensis w tłoczonym na zimno delikatnym oleju z nasion słonecznika. Algi są bardzo dobrym surowcem do modelowanie sylwetki. Rozbiją tkankę tłuszczową, poprawiają krążenie krwi i limfy. Działają napinająco i ujędrniająco na naskórek. Mają działanie przeciwzmarszczkowe i odżywcze. Olej algowy stosuje się do masażu skóry mało elastycznej, z cellulitem, słabo nawilżonej.
Kochani, z tych właśnie trzech cudownych składników możemy sobie wyczarować prawdziwie luksusową morską pielęgnację!
Monika, twórczyni Rosy, motywuje nas do pewnej zabawy pielęgnacyjnej. Do tego, abyśmy same komponowały spoje kosmetyki i rytuały według aktualnych potrzeb i ochoty. Tak dobiera swoje produkty, żeby one mogły się wzajemnie uzupełniać. Siebie wzajemnie lub inne, tradycyjne kosmetyki! I tak pyłek bursztynowy możemy wymieszać z odrobiną oleju algowego, ale równie dobrze sprawdzi się, jeśli dodamy go do codziennej porcji żelu do mycia twarzy lub odżywczej maseczki. Spirulinę możemy mieszać doprawdy z mnóstwem rzeczy – z olejami, z jogurtem, z miodem, z glinkami czy właśnie także – z gotowymi maskami czy kremami, które posiadamy. Trzeba po prostu uruchomić wyobraźnię!
Ja sama proponuję Wam mój pomysł na morski zabieg odżywczy! Jest to autorski cudowny rytuał, który bardzo polecam! A do tego oczywiście – jakże prosty!
KROK I – złoty peeling bursztynowy! W zagłębieniu dłoni mieszamy mniej więcej płaską łyżeczkę bursztynowego pyłku i tyle samo oleju algowego. Powstaje coś wspaniałego! Bursztynowo pomarańczowa mikstura, jakby faktycznie płynne złoto, które niesie ze sobą echo morskich historii! Tęże miksturą masujemy oczyszczoną, wilgotną buzię przez dobrych kilka minut. Spokojnie, łagodnymi ruchami. Niech ten masaż przyniesie nam ukojenie, a bursztyn uruchomi swe bursztynowe moce! Całość można pozostawić na buzi na kolejne 3 minutki, a potem spłukujemy skórę chłodną wodą.
KROK II – potwór z morskich głębin! A dokładniej – zielona algowa maseczka! Postanowiłam połączyć czystą spirulinę z gotową morską maseczką – kolagenową maską Cafe Mimi z ekstraktami z alg – morszczynu i listownicy (dokładnie TĄ). Mieszam w dłoni płaską łyżeczkę spiruliny ze standardową ilością maski, aż powstaje zielona papka, którą rozsmarowuję na twarzy. Pozostawiam ją na 15-20 minut i zmywam. Spryskuję jeszcze twarz hydrolatem jabłkowym i nakładam krem lekko koloryzujący Cosnature (taki typu BB). I jest, oj jest, to uczucie „och-ach”, kiedy to nie możesz przestać dotykać skóry, taka jest miękka i przyjemna!
Jestem pewna, że w miarę poznawania produktów Rosy, sami odkryjecie swoje na nie sposoby. Stworzycie własne rytuały. Będzie odkrywać każdy z tych jakże prostych kosmetyków wciąż na nowo.
I to jest super!
Wszystkie produkty Rosy znajdziecie na stronie PannaPoranna.pl
Są takie książki i są takie filmy, które zostają w człowieku na dłużej. Nie ma ich za wiele, niestety, jeśli więc się na takie napotykamy, trzeba się nimi dzielić.
Dzielę się więc dzisiaj z Wami jedną taką książką i jednym takim filmem. Być może ktoś uzna je za „babskie”, ale wiem dobrze, że mogą spodobać się wszystkim. Jedno jest pewne – są idealne na te cudne letnie wieczory, kiedy namiętności i emocje odczuwa się jakby bardziej, kiedy zmysły są wyostrzone i całym sobą chcemy chłonąć to, co świat przynosi dobrego.
Sierpień
Julia Rozumek
Być może znacie blog Julii (JuliaRozumek.pl), być może zaglądacie tam co jakiś czas, tak jak ja, żeby nasycić oczy pięknymi zdjęciami i przemyślanymi tekstami. Ja sama śledzę ten blog od kiedy był jeszcze Szafą Tosi. Może nie regularnie, ale powracam tam co jakiś czas, kiedy nachodzi mnie potrzeba, albo ochota, kiedy jakaś ciekawa zajawka pojawi się w social mediach. Lubię, no lubię, bo jak tu nie lubić?
Sierpień jest pierwszą książką Julii, która postanowiłam sobie sprawić. Przekonały mnie opisy i opinie innych, które sobie przed zakupem poczytałam. Choć w zasadzie… od razu wiedziałam, że będzie to udany zakup. Czasem tak po prostu – ma się przeczucie.
Sierpień jest dobrą książką. W sensie…. jest książką dobrą w ogólnie znanym tego słowa znaczeniu, oj jest. Chodzi mi tu jednak o to, że ona niesie ze sobą dobro. Jest książką, którą specjalnie się przerywa w trakcie czytania, żeby za szybko nie skończyć, żeby przytulić ją do siebie i na spokojnie przemyśleć to, co się właśnie przeczytało. Jest książką, którą się człowiek delektuje. Jest mądrą książką. Aż zastanawia, skąd w tak młodej osobie tyle mądrości, która zdawałaby się wpisywać w dojrzałe życie.
Jest też książką, która uświadamia ci, że szczęście wcale nie jest daleko, Że nie trzeba go szukać nie wiadomo gdzie. Że ono jest tuż obok. Trzeba je tylko zauważyć. Zatrzymać się i zauważyć. A potem – docenić.
O czym jest Sierpień? To historia mieszkańców małe wsi, polskiej wsi początku lat 70-tych. To historia rodziny – rodziców i pary nastolatków u progu dorosłego życia i ich przyjaciół. To historia pewnego sierpnia, dzień po dniu, upalnego sierpnia, pachnącego zrywanymi z drzewa jabłkami i pierogami z borówkami (czy tam jagodami, jak niektórzy wolą:)). Wierzcie mi lub nie, ale ten upał i te zapachy i te smaki nawet wydobywają się z tych prostych kartek. Czuć je tak intensywnie!
Każdy dzień tego szczególnego sierpnia to osobny obrazek. Wszystkie jednak tworzą całość. Splatają się w niej historie i tych młodych ludzi i tych starszych, i bliskich sąsiadów i tych dalszych, zza góry, ze Śląska. W każdej z tych historii, w każdym z tych obrazów pobrzmiewa jakaś prawda o życiu. Jakiś morał, który zgrabnie wydobywa się z tych miniatur.
Jest tam też miłość. Ta pierwsza miłość, zaklęta w prawie niewidoczne gesty, spojrzenia i dotyk. Tak piękne!
I jest też zabawnie. Bywa wesoło i ciepło. Ale też bywa tak smutno, że sama zapłakałam. I to też jest piękne.
Przeczytajcie Sierpień. Teraz w sierpniu, bo to idealna wakacyjna lektura. A potem jeszcze raz. Kiedy będzie już szaro, smutno i zimowo. Aby znowu znaleźć się w środku lata, znowu poczuć w sercu ten upał i dobro.
Na koniec muszę jeszcze zwrócić Waszą uwagę na jedna niezwykle ważną rzecz. Spójrzcie, jak Sierpień jest cudownie wydany! Jakby żywcem był wyjęty z tamtych dawnych już czasów! Mamy twardą, płócienną okładkę, mamy prosty szkicowany snopek zboża i mamy jeszcze coś zwyczajnie cudnego – wstążkę, która rozwiązuje odwieczny problem zakładek! No czad!
Książkę znajdziecie w sklepie blogowym Julii – TUTAJ.
Pokuta
Atonement, reż. Joe Wright
Jakże rzadko używa się teraz słowa melodramat. Jakże bowiem rzadko to słowo pasuje, do opisywanego nim obrazu. Tym właśnie słowem określono „Pokutę” i co jak co – ale tutaj pasuje ono idealnie. Ale nie bójcie się tego słowa. Wiem, że wiele z Was z góry przekreśla ten typ filmów. Obejrzyjcie Pokutę choćby dlatego, że jest to po prostu świetny film!
Na Pokutę natknęłam się niedawno na Netflixie. A musicie wiedzieć, że jeżeli uda mi się znaleźć brytyjskie kino, jeżeli mamy na początek jedną z tych starych angielskich posiadłości, jeżeli akcja toczy się dawno temu, to ja taki film od razu włączam. Uwielbiam brytyjskie kino i brytyjskich aktorów, A ten obraz tylko mnie w mym uwielbieniu utrwalił.
Zacytuję najpierw za Wikipedią, abyście mieli szersze rozeznanie – brytyjsko-francuski film z 2007 roku w reżyserii Joe Wrighta. Melodramat na podstawie książki Ian McEwana pod tym samym tytułem. Zwycięzca Złotych Globów 2007 za najlepszy film dramatyczny oraz zdobywca nagrody BAFTA w kategorii najlepszy film, a także Oscara za najlepszą muzykę Dario Marianelliego.
Nie czytałam książki. Być może także jest dobra. Ale gdybym ją przeczytała, nie zaskoczyłby mnie tak bardzo sam film. A zwłaszcza jego zakończenie. Bo to film z gatunku tych z całkowicie zaskakującym zakończeniem. Takim, które pozostawia cię z tą dziwną miną mówiącą – ale jak to?
Choć w sumie cała historia wprawia w ten właśnie stan „ale-jak-to-?”. A przy tym porywa za serce. Dosłownie. A potem się płacze. Lubicie płakać po filmach? Czasem dobrze sobie tak zwyczajnie popłakać.
Mamy więc angielski dworek. Mamy wojnę i Dunkierkę. Mamy Keire Knightely, która idealnie się w te klimaty wpasowuje. Mamy młodziutką Saoirse Ronan, której bohaterka tak bardzo zmieni życie dwojga młodych ludzi. Mamy też w końcu Jamesa McAvoy, którego jakoś specjalnie wcześniej nie znałam, ale którego postać, w tak dziwny sposób wplątana w historię, pozostaje w sercu.
Nie będę Wam więcej pisać o samym filmie, o jego fabule, żeby nie niszczyć Wam przyjemności z oglądania. Napiszę jeszcze tylko wszystkim romantyczkom – obejrzyjcie koniecznie!
Te letnie noce, kiedy tak wystajesz z głową zadartą do góry i wgapiasz się w wielki księżyc, co rusz przysłaniany przez sunące chmury, to te letnie noce działają na mnie specjalnie inspirująco. Niosą z sobą ogromne pokłady magii i mistycyzmu, splecenia z naturą i pradawną wiedzą, którą czujesz, że możesz odkryć, już, już prawie, ale za każdym razem ci umyka…
Dzisiejszy wpis jest zainspirowany takimi nocami! I cudami, na które co rusz natrafiam, a które tak wspaniale w te noce mi się wpisują!
Sami zobaczcie!
Purnama Rituals Zestaw Beginner- zawiera: Białą szałwię, Palo Santo, ceramiczny burner w kolorze Night Sky – Podstawowy zestaw do pozbywania się złej energii z otoczenia, pogłębiania medytacji lub praktyki jogi. Rozpocznij swoją przygodę z okadzaniem i tworzeniem wspomagających uważność rytuałów / Purnama Rituals
Hagi Naturalny żel do mycia ciał ZIOŁOWO MI – Wyobraź sobie, że chodzisz po niezwykłym ogrodzie pełnym pachnących ziół, krzewów i kwiatów. Otulają Cię zielone zapachy, które relaksują i wyciszają. Naturalne olejki eteryczne z drzewa herbacianego i różanego, patchouli, geranium, goździka i sosny zamienią Twoją łazienkę w ogród, a Twoją kąpiel w rytuał pielęgnacyjny / Hagi
Mata do jogi ILLUMINATION inspirowana jest koncepcją dotyczącą istnienia tzw. Trzeciego Oka / Moonholi
Beauty Powder Cosmic Pantry – Mieszanka ziół ashwagandha oraz superowoców schisandra, triphala i lucuma. Idealnie dobrane połączenie składników wspomagających odporność na stres z bombą antyoksydantów, które razem pomagają uwydatnić Twoje piękno, działając holistycznie na najgłębszym poziomie organizmu / Cosmic Pantry
Naszyjnik Karme Moon – Magiczny naszyjnik z zawieszką z motywem księżyca, otoczoną ozdobnymi żłobieniami. Tarcza pokryta jest plastrem z naturalnego kamienia-chryzokoli w kwarcu. Symbolizuje on moc kobiecej energii – Golden Rules
Green Witch Starter Kit – Ten zestaw ma w sobie wszystkie produkty, w których zaczynając naszą magiczną przygodę z kamieniami i kadzidłami zakochaliśmy się od pierwszego spotkania, a przez lata temperatura naszych uczuć do nich pozostała gorąca. Duży Ametyst, który zachwyca swoim kolorem i blaskiem, Fluoryt o hipnotyzującym zielono-fioletowym kolorze, połyskujący Piryt i osławiony kamień miłości Kwarc Różowy. W zestawie znajdziesz też pęczek Szałwii Białej i 2 drewienka Palo Santo. Całość zapakowana w prezentowe pudełko przewiązane wstążką / Glowdust
MASTERTOUCH. Body Balm Resibo – Rozświetlona i zdrowa skóra, jak po najlepszym zabiegu kosmetycznym. Odmienisz jej wygląd dosłownie jednym pociągnięciem dłoni. Skóra przepięknie mieni się w każdym świetle. Doskonale wygląda też na zdjęciach / Resibo
Niezwykła kartka pop-up „niebo” – urodzinowa kartka z kopertą amerykańskiej marki UWP Luxe / Rzeczownik
Regulowany pierścionek z tanzanitem Why so Sirius – Syriusz to gwiazda, która świeci najjaśniej na naszym południowym niebie / Iluzja
MOI Notes z wegańskiej skóry, black – Wykonany z jedwabiście gładkiej, przyjemnej w dotyku wegańskiej skóry. W środku znajdziesz 192 wytrzymałe kartki w linie, złotą wstążkę — zakładkę oraz holograficzne złote krawędzie. Wszystko, czego potrzebujesz, żeby utrzymać swoje myśli i intencje w jednym, wyjątkowym miejscu. To notes nasycony magią i intencją celebrowania życia / Glowdust
BRANSOLETKA | OPAL + PERŁA + TURKUS – na jedwabnej nici, nawlekana różowym opalem, turkusem i perłami słodkowodnymi o nieregularnych kształtach / Tambourine & Co.
Balsam do ciała CZEKOCYNAMON z Ministerstwa Dobrego Mydła – mówią, że najlepszy, przebadany dermatologicznie, kompaktowy i higieniczny w użytkowaniu. Wygodnie się aplikuje i lubi podróżować. Ponoć także uzależniający / Ministerstwo Dobrego Mydła
Mellow Mango – Nawilżający Krem dla Skóry Normalnej i Wrażliwej – ma działanie nawilżające, odżywcze i regenerujące. Delikatny zapach mango pochodzi z naturalnych składników aktywnych / Make Me Bio
Kosmetyki DLA – DZIEWANNOWA WŁOSOMYJKA szampon do włosów farbowanych, suchych, zniszczonych – włosy stają się gładkie, lśniące i pełne połysku / Blisko Natury
Claré Blanc Puder rozświetlający MAGIC DUST – WARM GOLD – Magiczny brokatowy pył, który pozwoli zamienić każdy makijaż w dzieło sztuki / Minti Shop
Lakier do paznokci 07 RECYCLING ECO KABOS – SIMPLY to linia lakierów klasycznych do paznokci opartych na składnikach pochodzenia naturalnego / BIOECO
Cedr i gorzka pomarańcza naturalny żel do ciała w płynie YOPE – Ma wytrawny, świeży zapach ze słodką i kwiatową nutą pomarańczy / YOPE
Żel do ciała z drobinkami złota Couleur Caramel – pachnie delikatnymi nutami świeżych owoców, a sama jego kompozycja oparta jest na organicznym oleju arganowym i maśle shea, które jednocześnie chronią i zmiękczają skórę / Couleur Caramel
ILIA Color Haze – Before Today – Róż w płynie – Skoncentrowana formuła organicznych, roślinnych składników i naturalny makijaż. Odcień Before Today – delikatny, przydymiony odcień różu / Organiall
Plakat Głęboki oddech autorstwa Aleksandry Birch / Milk & Sun
Przez te kilka lat pokazywałam Wam już podobne olejki. Maceraty tworzę sobie od dawna, na różne potrzeby. Tym razem jednak zainspirował mnie mój własny ogród i postanowiłam stworzyć taką letnią wersję kojącego balsamu dla duszy!
Powstał olejek o cudownym zapachu. Lekko lawendowym, ale ze świeżą ziołową nutą. I doprawdy mam wrażenie, jakby wtopiło się w niego lato!Już samo to powinno podziałać na Was kojąco, kiedy nadejdą jesienie i zimy.
Niemniej jednak w głównej mierze chodzi tutaj o kojące i uspokajające działanie olejków eterycznych – tych, które do olejku dodałam i tych, które on sam sobie wyciągnął z roślin. Olejek pomaga wyłączyć się ze stresujących sytuacji, łagodzi zmęczony umysł, pozwala uspokoić się i zasnąć, jednocześnie dodając witalnej energii. Po prostu – balsam dla duszy!
Do tego zapach ma tak uniwersalny, że z pewnością polubią go i panowie i panie. Jeżeli więc tęsknicie za spokojnymi wieczorami i spokojnym snem, zróbcie go koniecznie. W wersji dla najmniejszych maluszków polecam pozostać jedynie przy lawendzie. Starszym dzieciom możemy już nasz olejek aplikować w czasie trudniejszych dni czy niespokojnych nocy.
Idealnym pojemniczkiem na olejek jest szklana butelka z roll-onem. Nie stosujemy go bowiem dużo. Jest bardzo intensywny i wydajny. Wystarczy wmasować kilka kropel (lub takie roll-onowe maźnięcie) w nadgarstki lub odrobinę za uszy – jak perfumy. Zapach i zawarte w nim olejki eteryczne będą się wokół nas unosić i rozpoczną swoją kojącą magię.
Letni olejek uspokajający czy ogrodowy balsam dla duszy
Mój olejek zrobiłam od razu w buteleczce z roll-onem – po pierwsze dlatego, że ładnie prezentuje się wtedy na zdjęciach, po drugie – można wtedy stosować olejek już podczas macerowania, co przydało mi się kilak razy. Polecam jednak wybrać po prostu słoik – jest znacznie praktyczniejszy. Zwłaszcza, że olejek tak czy siak, trzeba po dwóch tygodniach zlać, przecedzić i wlać do finalnej buteleczki. Dzięki temu nie zepsuje się za szybko i spokojnie wykorzystamy go w zimowe trudne wieczory.
W przypadku naszego olejku proporcje oleju do świeżych roślin, które tu wykorzystujemy powinny być 1:1. Rośliny muszą swobodnie pływać w oleju i być dokładnie nim zakryte. Pamiętamy też, że taką buteleczką lub słojem codziennie wstrząsamy, aby mieć pewność, że olej obleka każdą z roślin i nie narażamy jej na zepsucie.
Do mojego olejku zebrałam kwiaty lawendy, gałązki tymianku, kwiaty macierzanki i zwieńczyłam całość kwiatem czarnuszki. Możecie mieszać te roślinki w dowolny sposób. Warto też dodać igły rozmarynu, który świetnie rozjaśnia umysł i wzmaga koncentrację.
Jako bazę olejową wybrałam tym razem frakcjonowany olej kokosowy, ze względu na to, że praktycznie od razu się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy – jest to tzw. olejek suchy. Z łatwiej dostępnych olejów najlepiej sięgnąć po olej słonecznikowy lub z pestek winogron.
Suche rośliny zalewamy podgrzanym do około 40 stopni olejem – jak wspominałam powyżej w proporcji 1:1 . Dzięki temu mamy większą pewność, że rośliny nam się w trakcie macerowania nie zepsują, zachowując jednocześnie ich olejki eteryczne, które ulatniają się w wysokiej temperaturze. Olejek odstawiamy na dwa tygodnie, codziennie nim wstrząsając. Po tym czasie przecedzamy go przez gazę lub ręcznik papierowy i przelewamy do buteleczki z roll-onem.
Do buteleczki, która ma 60 ml dolewamy 30 kropelek olejku lawendowego i 10 kropelek olejku neroli – z kwiatów gorzkiej pomarańczy i ponownie odstawiamy całość na jeden, a najlepiej na kilka dni. Jeżeli Wasze buteleczki będą miały inna pojemność, najlepiej zapamiętać, że na każde 5 ml oleju dodajemy około 3 kropelki olejku eterycznego. Olejek lawendowy jest łatwo dostępny, jeżeli macie trudności ze znalezieniem olejkiem neroli, możecie pozostać przy samej lawendzie lub dodać do niej olejek geranium lub bergamotkowy.
Po więcej informacji na temat tworzenia maceratów odsyłam Was na blog Ziołowej Wyspy – znajdziecie tam masę ciekawych i praktycznych porad.
Olejek stosujemy, jak opisywałam powyżej tj. kilka kropel lub maźnięcie roll-onem na nadgarstki lub za uszy. Według potrzeby – kiedy czujemy się znużeni, zestresowani, niespokojni. Kiedy nie możemy zasnąć lub mamy niespokojny sen. Kiedy potrzeba nam lata.
Olejek przechowujemy w suchym i ciemnym miejscu, ale wciąż pod ręką. Byłoby idealnie aby roll-on był z ciemnego szkła.
Ach, może jeszcze dodam na wszelki wypadek, że te kwiaty i roślinki wyglądają tak ładnie i kolorowo w olejku tylko na początku. Potem tracą barwę, ale wypełniają olejek swoimi właściwościami!