Tak i dopadło mnie kolejne zauroczenie… Ale znacie mnie już dobrze i wiecie, że od czasu do czasu tak mnie po prostu dopada. No bo jak tu się nie zachwycić czymś takim? No jak?
A dokładniej cudownymi po prostu ilustracjami chilijskiej, choć zamieszkałej w Anglii artystki- Carli Llanos!
Ileż w nich kobiecej energii! Ile spokoju i dobra! W tej jednolitej palecie barw Carla, w jakiś dziwny, magiczny sposób, zamknęła pełnię kobiecości. Codzienne czynności przemieniła w celebrowanie szczęścia. Pokazuje jak bardzo się wszystkie różnimy, ale jak przy tym nam do siebie blisko.
Mam wrażenie, że te ilustracje podnoszą na duchu. Poprawiają nastrój. Wprawiają w dobry humor. Zgadzacie się?
Zajrzyjcie do sklepiku Carli na Etsy – carlallanosprints – można tam znaleźć ilustracje naniesione także na koszulki czy etui na telefon. Aby mieć je zawsze przy sobie!
Jestem ogromną miłośniczką hydrolatów. Wszelkich. Kosmetyków, które podarowała nam natura, a które możemy wykorzystywać na wszelakie sposoby. Wód kwiatowych wysyconych roślinnymi ekstraktami. Tym, co w danej roślinie najlepsze.
Jestem też ogromną miłośniczką lata. Celebruję je w pełni, każdego dnia, doświadczam wszystkimi zmysłami. Chcę się nim nasycić, na ile się da. Aby wystarczyło mi tej letniej energii na całe te lutowo-marcowe szarości.
I tak te moje pasje i zamiłowania łączą się idealnie, bo doprawdy nie ma nic lepszego latem niż dobra roślinna mgiełka!
Cóż nam lepiej i przyjemniej odświeży skórę w każdym momencie, kiedy tylko tego odświeżenia ona wymaga?
Trzymam te moje ulubione letnie hydrolaty i mgiełki zawsze pod ręką. Są i w łazience, i przy biurku, przy którym pracuję, czasem znajdę je także w kuchni, niekiedy zawędrują do salonu lub zakotwiczą w ogrodzie przy hamaku.
Czemu? Jeżeli jeszcze nie mieliście tej przyjemności doświadczania letniej mgiełki, to po prostu – zaufajcie mi. Sprawdźcie sobie nowy hydrolat lub stwórzcie naszą dzisiejszą genialną wodę (poniżej). A potem, kiedy upał zacznie Wam doskwierać, spryskajcie się po prostu taką mgiełką. Całą twarz. Albo i całe ciało. Bo czemu nie?
Wtedy doświadczycie tej magii! Wtedy zrozumiecie!
Spieszę więc z poleceniami moich ulubionych letnich hydrolatów! To OLEIQ – marka córka znanych nam dobrze kosmetyków Sylveco, całkiem niedawno wprowadziła na rynek taki idealnie letni zestaw. Mamy więc rośliny, które są po prostu są synonimem wakacyjnego orzeźwienia i ukojenia – aloes, werbenę, ogórek i miętę. Słoneczny kwartet!
Hydrolaty zamknięto w szklanych kobaltowych buteleczkach, z którymi tak pięknie korespondują etykiety w stylu dawnej apteki, opatrzone pięknymi botanicznymi rysunkami. Wiecie dobrze, jak bardzo takie lubię! Z resztą, pokazywałam Wam już całą ofertę marki, przy okazji sesji produktowej, którą jakiś czas temu dla niej robiłam. A spośród wszystkich tych produktów najchętniej wracam właśnie do hydrolatów. Zwłaszcza latem!
Który wybrać na początek? Trudna decyzja… Ale gdybym miała polecić jeden, który na pewno warto mieć przy sobie latem, postawiłabym na aloes! Z oczywistej przyczyny – aloes jest znanym remedium na poparzenia słoneczne. A nawet jeśli skóra nie jest za bardzo zaczerwieniona po wakacyjnych szaleństwach i tak na pewno prosi się o te odrobinę ukojenia. I aloes właśnie ją zapewnia. Łagodzi i regeneruje. Spryskajcie nim całe ciało lub zmieszajcie z jogurtem i taką mieszaninę nałóżcie na chwilę na skórę. Najlepsza kojąca maska!
Aloes znajdziecie także w hydrolacie z ogórka, który stanowi jakby połączenie ekstraktów aloesowych i ogórkowych. A przy tym pachnie jak świeży ogórek! A wiem, że sporo osób uwielbia ten zapach! „Hydrolat zawiera sok z ogórka, który posiada dużą wartość odżywczą oraz działa nawilżająco. Działa przeciwzapalnie, leczy wypryski a skóra po zastosowaniu staje się delikatna i gładka. Delikatni rozjaśnia przebarwienia. Sok z ogórka polecany jest do cery tłustej, szorstkiej i zmęczonej oraz wrażliwej z tendencją do wyprysków.” Mamy więc podwójne ukojenie o jakże ujmującym wakacyjnym zapachu!
Jeżeli natomiast w upalne dni ślęczycie długie godziny nad komputerami, zaopatrzcie się w miętę i werbenę! Na pierwsza pachnie wspaniale – energetycznie miętowo! Mięta ma działanie lekko pobudzające, więc nie tylko odświeży skórę, ale i pobudzi umysł do działania. Tak, że nawet w te gorące dni będzie nam łatwiej pracować. „Hydrolat przywraca równowagę skóry oraz usuwa oznaki zmęczenia. Cera pozostaje odświeżona i rozjaśniona. Doskonale radzi sobie z rozszerzonymi porami oraz reguluje wydzielanie sebum.„
Równie orzeźwiające działanie ma werbena, chociaż muszę tutaj uprzedzić, że niestety nie posiada ona tego charakterystycznego werbenowego zapachu. Niestety nie wszystkie hydrolaty pachną tak, jak ich rośliny matki, ale nie zmienia to faktu, że wciąż posiadają wyjątkowe właściwości! „Werbena była ceniona już w starożytnościi. Przypisywano tej roślinie niezliczone własności lecznicze, znana jest również jako “zioło na każde zło”. Działa uspokajająco i uśmierzająco. Posiada własności przeciwzapalne i antybakteryjne oraz doskonale reguluje wydzielanie sebum. Skóra po zastosowaniu pozostaje nawilżona i odświeżona.„
To który wybieracie? Wszystkie znajdziecie np. w Hebe lub na stronie Sylveco.
Ach, muszę tylko jeszcze uprzedzić, że hydrolaty zawierają konserwanty – sami już zdecydujcie, czy to Wam odpowiada czy wolicie inne, w pełni czyste.
A jeśli nie macie pod ręką akurat hydrolatu, polecam Wam bardzo, oj jak bardzo, ogrodową, magiczną wręcz mgiełkę, którą z łatwością zrobicie sami! Aby w pełni korzystać z lata i czerpać z natury, która obdarowuje nas swoimi cudownościami w naszych własnych ogródkach lub na okolicznych łąkach!
Przepis na tę mgiełkę wyobrażam sobie tak… W ciepłą letnią noc, kiedy księżyc jest w pełni lub do pełni właśnie wzrasta, kiedy odżywcze soki krążą najmocniej, a ziele wypełnia się kojąca mocą, zerwij kilka listków mięty i kilka kwiatów nagietka. Zalej je wodą z jurajskiego wywierzyska, które od wieków łączy zbłąkane serca kochanków. Miksturę odstaw na noc, aby czerpała z księżycowej energii. Wraz z brzaskiem zlej miętowo-nagietkową wodę do buteleczki i zużywaj wedle uznania w czasie godzin upalnych.
A jeśli wyobrażenia moje wydają się nazbyt skomplikowane, nic się nie martwcie! Po prostu wieczorem odwiedźcie ogródek, zerwijcie nieco listków mięty i kwiatów nagietka i faktycznie zalejcie je wodą, po czym odstawcie całość na noc. Nie róbcie takich wód na zapas, jedynie małe ilości, które zużyjecie podczas upalnego dnia. Ewentualnie – woda wytrzyma nieco dłużej, przechowywana oczywiście w lodówce.
Rano wystarczy taki wodny macerat przelać do buteleczki ze spryskiwaczem, a potem… wierzcie mi… będziecie się spryskiwać taką miętowa mgiełką co chwilę. Taka jest przyjemna!
Jeździmy tam co roku. Od wielu już lat. Z przyjaciółmi.
Na wieś prawdziwą. Najprawdziwszą. Taką sielską o tej porze roku.
Na sam koniec świata, na sam koniec drogi. Gdzie dzieci mogą biegać w pełni wolne. Gdzie czasem ktoś tylko podjedzie, popatrzeć jak mu rośnie kapusta. Gdzie siada się popołudniami na werandzie, wpatruje w bujne pola i śmieje do rozpuku, do utraty tchu.
I czeka się na ten wyjazd całą długą kwarantannę. I doczekać się nie może. I tęskni się do tych śmiechów i wariactw. A potem on nadchodzi i jest dokładnie tak, jak miało być.
I wraca spokój.
Przesyłam Wam dzisiaj trochę tej sielskiej wsi. Tego spokoju.
A najlepsze jest to, że całe lato wciąż przed nami!
I znowuż znalazłam kilka cudnych rzeczy, wokół których nie mogłam tak po prostu obojętnie przejść!
Niby tylko drobiazgi, niby nic specjalnego, ale mocno w to wierzę, że to właśnie te drobiazgi tak wspaniale poprawiają nam nastrój i dokładają swoje małe cegiełki do takiego zwyczajnego codziennego szczęścia.
Cóż tam zatem takiego do zakochania ostatnio Wam znalazłam?
Jestem ogromna wielbicielką wszelkich skorupek – ceramiki, porcelany i szkła. No, uwielbiam! I właśnie takie dwa urocze wazoniki znalezione ostatnio w Tigerze cieszą mnie tak bardzo. Zwłaszcza z czerwcowymi kwiatami! / Flying Tiger – stacjonarnie
Sol – opaska jedwabna – cudna! – opaska z jedwabiu naturalnego drukowanego w autorskie wzory. Wykonana ręcznie z materiałów najwyższej jakości / Ora Studio
Jakże oryginalny i zabawny portfelik Cycki studia SHOF – zamszowy portfel-saszetka w kolorze łososiowym, wykonany ze skóry tapicerskiej z odpadów zakładu szyjącego tapicerki samochodowe / Pakamera
Co za cudowny, głęboki kolor nowych Glamoursów Good Mood! Piękne! I idealne na lato! / Glamoursy
Lampa Pastelowa Orchidea Moniki Madejek – lampa z tykwy w pastelowej kolorystyce. Abażur wykonany ręcznie z niezwykłą precyzją i starannością o szczegóły. Całość malowana nietoksycznymi wodnymi farbami akrylowymi. Podstawa lampy wykonana z marmuru z dodatkiem elementów w złotym kolorze. – jakże oryginalna! A jakie piękne daje światło! Zobaczcie na stronie MonikaMadejek.pl
Kupiłam ostatnio siostrze takie cudnie turkusowe talerze Lubiana i autentycznie walczyłam z sobą, czy ich jednak nie zostawić. Czy nie przesyłają od razu myślami na Capri? I do tego ręcznie malowane! Na szczęście sprawiły dużo radości, a ja kiedyś sprawię sobie takie talerzyki deserowe! / kupiłam na Allegro
Najsłodsza lama na domowe skarby! Czyli idealny stojaczek na biżuterię. No, zakochałam się! / Anthropologie
W morskich klimatach – haftowana poduszka z aksamitu z wypełnieniem Lobster HD Collection / Westwing Now
Długie kolczyki Watercolor z drobnymi kamyczkami / Parfois
Cała nowa kampania H&M Home bardzo przypadła mi do serca. Uderza po prostu w czułe struny – marzenie o wakacjach w jakichś ciepłych krajach. Zobaczcie koniecznie – H&M Home
CAFE MIMI – Żel pod prysznic GUJAWA i TRUSKAWKA – o owocowym, słodkim aromacie zawiera ekstrakt z gujawy, sok z truskawki, mleko migdałowe i olej z Babassu / Blisko Natury
We Love The Planet – Sztyft przeciwłoneczny 30 SPF – jest naturalny i wodoodporny. Łatwo się go nakłada i rozprowadza na skórze. Pozostawia skórę odpowiednio nawilżoną / Blisko Natury
To jest chyba najbardziej pozytywna kolorystycznie marka, jaką znam! I to polska marka! Poznajcie moje nowe zauroczenie: imprm!
Czy nie idealne na lato? Stroje kąpielowe, kimonka, spodnie ogrodniczki, lekkie lniane sukienki, wielkie pojemne torby, szorty i spódnice. Wszystko opatrzone w energetyczne nadruki pełne słońca lub przeciwnie – jednokolorowe tkaniny, wciąż jednak w tej wakacyjnej palecie barw.
Założycielki imprm poznały się na studiach, a następnie przez kilka kolejnych lat każda z nich doskonaliła swoje umiejętności podczas pracy w branży m.in. dla Zimmermann. Współpracowały w jednej z wiodących polskich marek, w której Sonia projektowała ubrania, a Sue wzory na tkaniny. Wiedziały, że doskonale się uzupełniają, a poza tym mają podobny gust, dlatego postanowiły stworzyć firmę zgodną z ich wartościami – dbałością o ekologię, etycznym stosunkiem do świata i potrzebą piękna. Bazą do wszystkich ich działań projektowych jest bezkompromisowa troska o środowisko.
I to jest tak piękne! Nie tylko efekty działań marki zachwycają, urzekło mnie także to, jak dziewczyny podchodzą do aspektów ochrony środowiska i jakości materiałów. Zajrzyjcie TUTAJ, aby poczytać o materiałach, z których powstają cuda imprm, a TUTAJ – po kilka ciekawostek o opakowaniach.
Pozostawiam Was ze zdjęciami imprm – niechaj zainspirują Was wakacyjnie!