NapisałaAdriana Sadkiewicz

Szwedzkie mieszkanie pracowni Linie w przestrzeni

Mam Wam dzisiaj do pokazania przepiękne mieszkanie! A dokładniej projekt wnętrza, które zauroczyło mnie w pełni. Jest to mieszkanie w szwedzkiej Uppsali, które zaprojektowała pracownia Linie w przestrzeni.

Zwróćcie uwagę jak pięknie zagrały tutaj kolory. Wszystkie te powracające, ciepłe beże, kolory ziemi, brązy i zgaszone zielenie. Tworzą razem to specyficzne ciepło i przytulność.

Jak podaje Magazif, wnętrze utrzymane jest w stylu eklektycznym, w którym odnajdziemy inspiracje stylem japandi, mid century modern oraz retro i vintage. Mi samej pierwsze w oczy rzuciło mid century, które uwielbiam. Lubię tu te charakterystyczne łuki, które tak doskonale dzielą przestrzeń i sprytnie przechodzą i pojawiają się w całej przestrzeni. Nie zabrakło najmodniejszych akcentów w stylu lastriko, rattanu czy mocnych wizualnie lamp, traw pampasowych i doniczek z twarzą. Jest oryginalnie, ale elegancko. Jest spójnie, ciepło i po prostu pięknie.

Zwróćcie też uwagę na niezwykłe płytki na podłodze w kuchni i łazience, na cudną kabinę prysznicową, sprytnie zamontowane lustra i piękny okrągły stół. Ponownie za Magazif, zacytuję autorkę projektu: –Wnętrze miało być ponadczasowe, pobudzać wyobraźnię, dawać poczucie wolności i swobody. Jako, że w stylu eklektycznym nie ma ściśle ustalonych zasad mogłam pozwolić sobie na dużą swobodę i kreatywność w łączeniu różnych materiałów, faktur oraz detali. Zależało mi aby wnętrze było plastyczne, podkreślało artystyczne dusze inwestorów i wyrażało ich upodobania – mówi Dagmara Magnowska z pracowni Linie w przestrzeni, odpowiedzialnej za powstanie tego projektu.

Na koniec odsyłam Was na Instagram pracowni Linie w przestrzeni, a po więcej informacji na stronę Magazif.

Projekt i wizualizacje: Linie w przestrzeni, Dagmara Magnowska


Jesienne nowości Rosy

Pamiętacie, że niedawno przejęłam Instagram Rosy? A dokładniej świeżutkiej marki Rosa. Panna Poranna. Chodźcie TUTAJ, do wpisu, o którym o tym pisałam. I koniecznie zajrzyjcie i polubcie profil Rosy – TUTAJ!

Tak się składa, że ostatnio Rosa wypuściła swoje jesienne nowości, a że zrobiłam im już pierwsze zdjęcia, a także przygotowałam im i etykiety i kolaże produktowe, pomyślałam, że to świetna okazja, aby Wam je tutaj zaprezentować.

Zobaczcie więc, jakie cudownie nastrojowe, jesienne produkty tu mamy!

Najwspanialsze, naprawdę – najlepsze, z jakimi miałam do tej pory kontakt hydrolaty ze śliwki, z gruszki i z dyni! Brzmi bardzo intrygująco, czyż nie? Sama byłam ich bardzo ciekawa. I okazało się, że przerosły oczekiwania. Kiedy tylko spryskuje się tymi mgiełkami twarz, obejmują nas słodkie, owocowe aromaty. Do zakochania! I do tej pory nie wiem, który najlepszy! Bo nawet ta dynia taka świetna, słodka jakby!

Wśród nowości znajdziecie także bardzo jesienne olejki – z pestek śliwek, z orzechów laskowych i nerkowca oraz skwalan z oliwek. Można więc spokojnie podążać z pielęgnacją zgodnie z naturalnym rytmem pór roku. Więcej o nowościach znajdziecie na stronie Rosy. Zajrzyjcie koniecznie!

A oto i one!


Botanicznie

Dobrze wiecie, że uwielbiam wszelkie motywy botaniczne. Zwłaszcza te starodawna, botaniczne i zoologiczne. Często wykorzystuję je w swoich projektach, są też dla mnie ogromną inspiracją.

Natknęłam się ostatnio na kilka wspaniałości, które właśnie opierają się na na tychże botanicznych motywach. Jak więc mogłabym Wam ich nie pokazać?

Oto kilka roślinnych (i nieco zwierzęcych) inspiracji! Same cuda!



  1. Album Rośliny i zwierzęta. Atlasy historii naturalnej w epoce Linneusza wydany przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie – przez pandemię nie udało mi się zebrać na wystawę, ale z pewnością ten album z rysunkami roślin i zwierząt do mnie kiedyś trafi! „Na ponad 240 stronach albumu zaprezentowano barwne ilustracje z atlasów historii naturalnej stworzone wprawną ręką dawanych rysowników i kolorystów w okresie, gdy rodziła się dopiero nowoczesna systematyka roślin i zwierząt. Znajdziemy tu reprodukcje w skali jeden do jeden oraz wielkoformatowe powiększenia mikroskopijnych szczegółów fauny i flory, które w czasach przed wynalezieniem fotografii karmiły ludzki głód piękna. Grafiki pochodzą ze zbiorów Gabinetu Rycin Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie oraz Biblioteki Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN.” / mck.krakow.pl
  2. Lekkie liściaste kimono / Parfois
  3. Duża Torba Miejska w Tropikalne Liście – Dzień dobry Kakao / Sunlovers
  4. Raspberries Earrings – piękne kolczyki ze szklanymi malinami z kolekcji “THE ART OF CHOICE” / 10Decoart
  5. Serwetki z botanicznym nadrukiem / Zara Home
  6. Ciemna sukienka z pięknym wzorem z flamingami / Medicine
  7. Raspberry Pendant – kolejny z kolekcji “THE ART OF CHOICE” – naszyjnik ze szklaną maliną / 10Decoart


  1. Czy nie cudna? Poszwa na kołdrę w motyle i kwiaty / Zara Home
  2. Kolczyki pozłacane Magical Forest – sami wybieramy kamienie i jesienne symbole/blaszki. I tak tworzy się magia! / Animal Kingdom
  3. Żywy obraz GLIXIA Plants On Wall – minimalistyczny roślinny dekor, nie wymajający żadnej opieki / Pakamera
  4. Przepiękny notes w płótnie „Ziołowy ogród” Rifle Paper Co, / Rzeczownik
  5. Cała nowa kolekcja marki Looks by Luks – The Roots jest cudowna! Cała botaniczna! Ale to to zdjęcie ujęło mnie najbardziej! Maluszek i wzór Oli Morawiak o nazwie Smells Like Nature. Bajka! Botaniczna, pachnąca bajka! A sprawdźcie też turbany, opaski i kimona! / Looks by Luks
  6. Limitowana edycja szklanej butelki o pojemności 600 ml od projektantki Anny Rudak, której towarzyszą etui termiczne w dwóch wzorach/ Waterdrop

W roli głównej: SYLVECO Nagietkowa pianka myjąca do twarzy

To pierwsza z serii nowości, którymi zaskakuje nas ostatnio znana nam wszystkim marka Sylveco – Nagietkowa pianka myjąca do twarzy. Dzisiaj to jej przyjrzymy się lepiej, jest naszą małą gwiazdką. Będę Wam jednak co jakiś czas pokazywać kolejne z nowych kosmetyków marki. Po okresie stawiania na coraz to nowsze marki córki, tym razem w Sylveco szykuje się rewolucja prawdziwych perełek!



Zacznijmy od opisu kosmetyku na stronie marki:

Pianka do mycia twarzy zawiera bardzo łagodne środki myjące, które skutecznie oczyszczają i nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry.  Ekstrakt z nagietka lekarskiego (INCI: Calendula Officinalis Flower Extract), łagodzi podrażnienia, a dodatek kwasu mlekowego (INCI: Lactic Acid) gwarantuje utrzymanie fizjologicznego pH i równowagi bariery hydrolipidowej. W produkcie zastosowano cytrusowe olejki eteryczne, dzięki którym pianka posiada naturalny, świeży zapach.



Brzmi dobrze? To teraz napiszę Wam, że to jedna z najlepszych pianek myjących, jakie miałam!

Opakowana jest w praktyczną butelkę z pompką, z bardzo charakterystyczną dla Sylveco etykietką. No, nie da się jej pomylić! Ma idealną konsystencję gęstej chmurki, nie za lekkiej, takiej – w sam raz. A wręcz po prostu treściwej W trakcie mycia sprawia bardziej wrażenie delikatnej emulsji niż wodnistej piany. I to właśnie jest super, bo dzięki temu dokładnie oczyszcza!

A potem dochodzi ten zapach! Energetyczne połączenie cytryny, grejpfruta i bergamotki. No, jest moc! Cytrusowa, letnia moc, którą uwielbiam! Już sam ten zapach mnie kupił!

Pianka oparta jest na betainie kokamidopropylowej. Wiem, że części z Was może to przeszkadzać, bo ten łagodny detergent miewa ostatnio złą sławę – pojawią się bowiem osoby, na których skórę źle on wpływa. Nie da się jednak ukryć, że jest to jeden z najdelikatniejszych dostępnych łatwo na rynku detergentów. Sama chętnie go używam do tworzenia np. szamponów i tutaj też sprawdza mi się bardzo dobrze. Cóż, jak ze wszystkim – musicie same wypróbować, sprawdzić na sobie, dopasować do potrzeb własnej skóry.

Lubię więc, bardzo lubię tę piankę. Lubię jak orzeźwia mnie rano i jak łagodnie zmywa ze mnie cały dzień wieczorem. Uwielbiam ją za kojące nagietki i porządną dawkę olejków cytrusowych. Lubię za dobrą cenę, dużą pojemność i świetną wydajność. A najbardziej lubię za to, jak przyjmuje ją moja buzia, jak staje się miękka i czysta, nie ma w ogóle uczucia ściągnięcia, za to chętnie przyjmuje kolejne etapy pielęgnacji.

No, lubię ją, lubię.

Piankę znajdzie np. na stronie Sylveco.


Mydełka agatowe

Kamienie? Plastry agatów? Nie – mydła agatowe!

Czyli zapraszam dzisiaj na kolejny przepis i obrazkową instrukcję na jakże oryginalne mydełka! Nieco wyobraźni, chwila czasu, otwarty umysł i porządna dawka kreatywnej chęci tworzenia – i gotowe! Wyczarujemy kamienie z mydła! Z drobnymi kryształkami, które podczas mycia cudownie pobłyskują i sprawiają, że każda kąpiel staje się magicznym przeżyciem.

To co? Zrobicie ze mną takie mydlane plasterki agatów?



Wierzcie mi, to naprawdę nie jest trudne. A wręcz taka zabawa okrutnie wciąga! I chciałoby się tak lać te warstwy kolejne i lać. Wystarczy tylko wczuć się w technikę, a zaraz odkrywamy, że zaczynamy rozumieć tę mydlaną masę, jej potrzeby i wymagania. I nagle wszystko staje się jasne. Wiemy jaką musi mieć temperaturę, jaką gęstość, aby dobrze się rozlewało. Trzeba tylko zacząć!

Dzisiejsze agaty nie są moim autorskim pomysłem – to jedynie moja jego wersja czy interpretacja. Natknęłam się na nie na Youtubie – tutaj -i od razu wiedziałam, że takie zrobię! Nieco inaczej, po swojemu, ale mają wyjść agaty. Przy pierwszych, tych niebieskich, bardzo się starałam, aby wyszło wszystko równo. I co? I wygląda nienaturalnie! Nie ma więc co się specjalnie starać czy wysilać. Im dziwniejsze kształty, im więcej nierówności i wypukłości, tym efekt prawdziwszy. Natura w końcu idealna nie jest. Albo inaczej – jest idealna w swojej różnorodności.



Mydełka agatowe


Składniki:

Celowo nie podają gramatur – nie mają tutaj najmniejszego sensu. Każde mydełko jest inne, każda warstwa inna – musimy kierować się wyobraźnią i starać się na oko oszacować ilość niezbędnych składników, dopasowując je do naszego zamysłu czy foremki.

  • baza mydlana biała – użyłam Forbury Direct Goat’s Milk/Kozie Mleko
  • baza mydlana przeźroczysta – Forbury Direct Delicate Clear
  • peeling cynamonowy (ewentualnie zmielony cynamon)
  • miki błyszczące i kolorowe
  • zapachy do mydeł (użyłam zapachów Johnny i Amalia o przyjemnym męskim aromacie)
  • można wykorzystać także barwniki do mydeł
  • karton po mleku, taśma klejąca
  • opcjonalnie – alkohol izopropylowy do pozbywania się bąbelków z poszczególnych warstw

Po składniki odsyłam Was do sklepu ZróbMydełko – znajdziecie tam wszystko, czego potrzeba do tworzenia mydeł!



Gotowi? To zabieramy się do pracy! Przygotujcie najpierw pusty karton po mleku, który zamienimy w prostą formę. Wystarczy przeciąć go nożyczkami tak, aby stworzyć prostokątną foremkę o głębokości około 2 centymetrów. Posłuży nam ona do stworzenia kamiennej bazy czyli okrągłej ramy mydełka.



Nasza rama będzie się składała z dwóch warstw – jednej cynamonowej, imitującej skałę, drugiej białej, która ostatecznie stanie się wnętrzem agatowej bazy.

Białą bazę mydlaną kroimy na mniejsze kosteczki i przekładami do zlewki/kubka/ceramicznej miseczki. Ilość ustalamy oczywiście „na oko” – potrzeba nam wypełnić foremkę niezbyt grubą warstwą mydła i jeszcze drugie tyle – posłuży nam ona za klej (o tym później), a i będzie mogła z niej powstać jedna z kolejnych warstw. Kosteczki mydlane roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali. Ja zawsze wybieram to drugie rozwiązanie, bo jest ekspresowe. A wręcz trzeba uważać, bo mydełka roztapiają się bardzo szybko, a jak będą w mikrofali za długo, zaczną się gotować, a tego nie chcemy. Baza ma się tylko roztopić.

Płynną bazę wyciągamy z mikrofali, dodajemy do niej według uznania 1-2 łyżeczki peelingu z cynamonu i całość dokładnie mieszamy. Mydło wylewamy na foremkę tak, aby równomiernie ją pokryło. Warstwę możemy lekko spryskać alkoholem izopropylowym, który zapobiega powstawaniu bąbelków.



Teraz czekamy cierpliwie, aż warstwa zastygnie, ale wciąż będzie lekko ciepła (a dzięki temu plastyczna). W między czasie przygotowujemy kolejną, białą warstwę. Znowuż roztapiamy nieco więcej mydła, z myślą o kolejnych warstwach. Do płynnego dodajemy zapach – ilość według uznania (wlejcie nieco, zamieszajcie i sprawdźcie, czy pachnie wystarczająco intensywnie). Kiedy warstwa cynamonowa nieco zastygnie, patyczkiem lub wykałaczką rysujemy na niej trochę rys, które sprawią, że kolejna warstwa lepiej się do niej przyklei.

Sprawdzamy, czy nasze białe roztopione mydło nie jest za gorące, jeśli bowiem takie będzie, rozpuści dolną warstwę i lekko się wymieszają, zamiast stworzyć osobne kolory. Mam tutaj naprawdę dobry sposób – wystarczy sprawdzić na skórze – palcem lub na dłoni. Jeżeli mamy wrażenie, że nas trochę parzy, odczekujemy chwilę. Mydło ma mieć temperaturę ciepłą, ale neutralną dla skóry, pokojową. Może też odrobinę zgęstnieć. Takie mydło wylewamy na poprzednią warstwę – ma ją całą pokryć na około 2-3 mm. I znowuż – czekamy aż całość stwardnieje, ale wciąż będzie leciutko ciepła, a przez to – plastyczna.



Kiedy całość stwardnieje, wyciągamy nasz plaster z foremki i powolnymi ruchami zaokrąglamy go, aż powstanie mydlany rulon. Wcześniej roztopioną bazę mydlaną z cynamonem znowuż delikatnie podgrzewamy, aby stała się płynna i sklejamy nią łączenie rulonu, cały czas lekko dociskając go palcami. Nie żałujemy płynnego mydełka, aby całość dobrze się skleiła. Jego nadmiar możemy potem wyrównać nożem.



Dno naszego mydlanego rulonu zalepiamy taśmą klejącą. Nie musi się trzymać idealnie – zapewne coś niecoś z pierwszej wylanej tam warstwy mydlanej się rozleje, ale jednocześnie zatka nam ewentualne dziury. Na końcu znowuż możemy całość wyrównać nożykiem, aby nic zbędnego nie było widoczne.

Przygotowujemy bazę mydlaną na nasze dalsze warstwy. Do roztopionego mydła dodajemy według uznania barwniki lub miki (sama polecam bardzo kolorowe miki) oraz każdorazowo wybrany zapach. Całość dokładnie mieszamy. Tutaj wybrałam mikę w kolorze róż i złotą. Pozostałe warstwy są takie jak nasz rulon – cynamonowe i białe. Możecie jednak eksperymentować do woli – z kolorami i grubością poszczególnych warstw.



Aby stworzyć warstwy wlewamy do naszego rulony niewielką ilość wybranej roztopionej bazy z kolorem i zapachem (jeśli będzie za mało, zawsze może ją znowu podgrzać i dolać). Jej temperatura znowuż nie może być za gorąca – sprawdzamy na dłoni, jeżeli jest pokojowa, a całość lekko zgęstniała, możemy wlewać do rulonu.

Mamy dwa sposoby tworzenia warstw. Pierwszy polega na powolnym, spokojnym obracaniu rulonu pod niewielkim kątem – dzięki temu mydło powoli rozlewa się po ściankach rulonu. Zawsze trochę się wyleje, kiedy chcemy, aby mydełko objęło cały rulon i doszło do krawędzi, ale to nie szkodzi. I tak, aż wszystko osadzi się na ściankach. Drugi sposób polega na malowaniu pędzelkiem ścian rulonu. Tak samo – wlewamy trochę roztopionej bazy i znowuż powoli kręcąc rulonem, równomiernie rozprowadzamy mydełko pędzelkiem po ściankach. Na koniec zbieramy łyżeczką lub patyczkiem to, co pozostało na dnie, przyklejone do taśmy.



Tu na zdjęciu widać, jak wygląda wnętrze rulonu po rozprowadzeniu złotej warstwy, a po prawej stronie – na sam koniec, kiedy wszystkie warstwy są już gotowe. Zostawiamy bowiem specjalny otwór na nasze małe mydlane kryształki. Pamiętajcie – bawimy się zarówno ilością, jak i grubością czy kolejnością warstw.



Do stworzenia mydlanych kryształków potrzebujemy niedużą ilość przeźroczystej bazy mydlanej, którą kroimy na drobną kosteczkę. Całość przekładamy do miseczki lub woreczka, wsypujemy nieco srebrnej, błyszczącej miki lub brokatu i mieszamy wszystko, aby mika oblepiła kosteczki.

W osobnej zlewce lub kubeczku roztapiamy niewielką ilość przeźroczystej bazy. Do rulonu wsadzamy mydlane kryształki – najpierw mniej więcej do 1/3 wysokości mydła i powoli, łyżeczką zalewamy je płynną bazą w temperaturze pokojowej. Dokładamy kolejne i ponownie je zalewamy. Ostatnią warstwę kryształków zalewamy bazą, aż do górnej krawędzi rulonu.



Mydełko odstawiamy na godzinę do stwardnienia. Po tym czasie odklejamy taśmę, odkrawamy brzegi rulonu dużym nożem i ewentualnie wyrównujemy ścianki nożykiem, ściągając z nich to, co się w miedzy czasie na nie wylało. Tak przygotowany mydło kroimy na mniejsze mydełka. I gotowe!


Przejęłam Instagram Rosy

Kochani, spieszę donieść, że całkiem niedawno przejęłam pieczę nad wizerunkiem na Instagramie marki, którą już zapewne trochę znacie – Rosa. Panna Poranna!





Cieszę się tym bardzo, bo marka jest bliska mojemu sercu. Pewnie dobrze już wiecie, ale na wszelki wypadek przypomnę, że stworzyłam jej identyfikację i na bieżąco tworzę dalsze grafiki, etykiety na nowości, kolaże produktowe etc. Tym bardziej więc z radością czuwam nad przeniesieniem mojego zamysłu na to, jak odbieracie Rosę przez tak popularne medium, jakim stał się Instagram.

Jest więc ciepło i botanicznie. Jest energia poranka i ciepłe promienie zachodzącego słońca. Są kolaże, z którymi mogę poszaleć i są zdjęcia tych wyjątkowych produktów, które Rosa ma w swojej ofercie.

Koniecznie więc zajrzyjcie na Instagram i zostańcie z Rosą na dłużej!

>>> @rosa.pannaporanna


Zachęcam tez oczywiście do zajrzenia do mojego portfolio – Lili Creative oraz na stronę Rosy – PannaPoranna.pl

Zostawiam Was z opublikowanymi już zdjęciami i grafikami. Po nowe wpadnijcie na Instagram!



Na koniec zapraszam Was jeszcze ponownie na mój nieco bardziej służbowy Instagram – na Instagram Lili Creative z moimi grafikami i fragmentami sesji produktowych!

>>> @lilicreative.pl


Facebook