NapisałaAdriana Sadkiewicz

Nowe w portfolio: Rosa. Panna Poranna

Cieszę się bardzo, bo w końcu mogę Wam zaprezentować projekt, nad którym pracowałam ostatnie kilka miesięcy. Poznajcie nową markę – Rosa. Panna Poranna.

Markę Moniki, którą być może znacie z bloga Wielki Kufer. Markę, która, choć nie moja, jest mi już tak bliska i trzymam mocno kciuki za jej wspaniały rozwój!



Zacznę jednak od tego, że zapraszam serdecznie do całego mojego portfolio na:

>>> LILI CREATIVE <<<


Dla Rosy stworzyłam identyfikację wizualną, prowadziłam też szeroki konsulting przy tworzeniu marki. Stworzyłam etykiety i kolaże produktowe dla wszystkich kosmetyków w ofercie – tych, które już są dostępne i zupełnie nowej serii, która swoją premierę będzie miała już w sierpniu. Będą to naprawdę świetne produkty, które pokażę Wam później!

Tymczasem w ofercie marki znajdziecie pełne wiosenno-letniej energii oleje i hydrolaty z zaskakujących owoców i kwiatów. Są też glinki, sok z aloesu, peelingi z pestek i kwas hialuronowy. Czyli składniki do stworzenia w pełni naturalnej, tak zwanej – prostej pielęgnacji. Albo do jej codziennego uzupełnienia.

Monika tak opisała swoją Rosę:

Rosa to boginka piękna, która uwielbia otaczać się tym co naturalne. To Panna Poranna, która spaceruje skoro świt wśród sadów, łąk i lasów w poszukiwaniu naturalnych składników do pielęgnacji twarzy i ciała. Uwielbia prostotę i nie uznaje kompromisów. Dlatego jej produkty są wysokiej jakości i wytworzone z naturalnych składników.

Zajrzyjcie więc koniecznie na stronę marki na PannaPoranna.pl!



Tak i powstała nam panna poranna – delikatna boginka stąpająca po rosie i wchodząca w poranek z nową energią. Uzupełniają ją rysunki roślin i owadów z dawnych rycin. Całość ma lekko tajemniczy wydźwięk, przepełniony subtelnym mistycyzmem i dawną ludową mądrością. W logo pojawia się wymiennie sama boginka lub graficzny kwiat skomponowany z kropel rosy, który wykorzystujemy także we wzorze widocznym na wszystkich etykietach produktowych.



Sama ostatnio stosuję kilka produktów Rosy i już Wam mogę zaręczyć, że są świetne!

Mam dwa cudownie letnie hydrolaty – z pomidora i jabłkowy, olejek także z jabłka i peeling a pestek czarnej porzeczki.

Te pierwsze stosuję wymiennie, jako lekkie mgiełki kiedy tylko mam ochotę i jako tonik, do przemywania twarzy. Moje serce skradł hydrolat jabłkowy. Genialny! Pachnie bowiem bardzo orzeźwiająco świeżym jabłkiem. Woda pomidorowa nie ma niestety zapachu pomidora, świetnie się jednak sprawdza w codziennej pielęgnacji. Odświeża i koi skórę. Oba hydrolaty bardzo dobrze przygotowują ją do chociażby peelingu.

Tutaj najlepiej wziąć odrobinę pestek i wymieszać je z kilkoma kroplami olejku jabłkowego. Ja tak robię! Zwracam tylko uwagę, że pestki z porzeczki są jednak dosyć grubo zmielone i taki peeling nie nada się do wszystkich rodzajów cer. Ja masuję nim twarz bardzo delikatnie i tak sprawdza się naprawdę dobrze. Mimo to wolę stosować go do ciała. Tu jest po prostu genialny! łączę go z naturalnym mydłem lub żelem pod prysznic, czasami z olejkiem. Skóra jest potem mięciutka i świetnie oczyszczona!

Polubiłam się też z samym olejkiem jabłkowym! Ma przyjemny słodki pestkowy zapach. Nie wiem czy wiedzieliście, ale „jest bogatym źródłem siarki, co czyni go skutecznym w leczeniu trądziku, łuszczycy i innych problemów skórnych. Obecność naturalnej siarki poprawia detoksykację skóry i zwiększa produkcję kolagenu.” Wspomagam nim wieczorną pielęgnację, nakładając odrobinę wraz z żelem hiauronowym. Cudo!

Raz jeszcze zachęcam gorąco do zajrzenia na stronę Rosy – Panna.Poranna.pl!



Nie mogę się oprzeć, więc dołączam jeszcze trochę grafik i zdjęć Rosy!

Mam nadzieję, że Wam spodobają się tak bardzo, jak mnie!


Zabawy farbą we wnętrzach

Oj, marzy mi się odrobina kolorowego szaleństwa w naszym mieszkaniu! To znaczy – odrobinę to mam, trochę się udało. Ale gdyby tak nieco śmielej… nieco bardziej… Widoków specjalnych niestety na to nie mam, bo mieszkam tu nie tylko ja, ale także mój mąż, który stanowczo preferuje nieco więcej spokoju i opanowania wnętrzarskiego. Cóż… może kiedyś…

Ale już teraz można się inspirować, prawda?

Mam więc dzisiaj i dla Was garść kolorowych inspiracji! Czasami wystarczy tylko pomysł i pędzel z farbą, aby wnętrze nabrało charakteru. Jeden pastelowy lub przygaszony łuk może stworzyć zupełnie nowe wrażenie, prawda?

A może bardziej poszaleć i zaprosić do wnętrza więcej koloru? I wzorów przy okazji! Aby codziennie ładować się dawką kolorowej energii, której tak bardzo brakuje nam w nasze jesienie i zimy.

Co wybieracie?


Zdjęcie na górze – moje ulubione! Schody, które zapewne kiedyś były całkiem zwyczajnymi, typowymi dla Londynu smutnymi, wąskimi schodami. A teraz? Aż chce się wchodzić na górę! I w dół! I na górę!

Schody należą do brytyjskiej artystki i designerki Anny Jacobs. Cały jej dom jest magicznie kolorowy, może nawet i jak na mnie – nieco za bardzo. Ale te schody! No – przepadłam! / Zdjęcie via Audenza



Ile w tym słońca! Ile optymizmu! Aż chce się usiąść z książką! Bardzo podoba mi się pomysł i wykonanie Jo z @retrojo5, a porady i sposób wykonania znajdziecie The Interior Editor.



Pozostajemy w podobnym klimacie i kolorystyce. A także wciąż jesteśmy w temacie geometrii i w zasadzie – modernizmu. W takim lekko boho wydaniu.

Po prawej stronie obłędne londyńskie mieszkanie Oli Zwolenik – koniecznie zobaczcie więcej na jej Instagramie – @thistimeincolour.

Po lewej – kolorki z mieszkania Lucii z @proyectopasillodeco.



No, czyż nie jest to cudowny pomysł? Odrobina marokańskiej magii we własnej sypialni. No… albo tej na Brooklinie…. Podoba mi się och-jakże-bardzo! Instrukcję wykonania znajdziecie na One Kings Lane.



A może kolorowy sufit? Widziałam już trochę takich w internetach i coraz bardziej i do mnie przemawiają! Tutaj w pastelach, bo czemu nie? / Paper & Stitch



Są i łuki! Te bardziej stonowane, ale jakże istotne we wnętrzu. Ten tutaj wraz z komodą i półką tworzy całość. Idealną całość.

Instrukcję wykonania znajdziecie na Carla Natalia.



Kolejne przykłady prostych łuków. Leciutkich, delikatnych, niemal ledwie widocznych, a jednak! Jednak robią robotę, nie sądzicie? Czy bez nich nie byłoby tak nijako?

Zdjęcie z lewej @sweetbungalow / z prawej @helloimaubs



A teraz łuki w nieco innym wydaniu. A dokładniej – w nieco bardziej pomysłowym i kreatywnym!

Zwykłe stare drzwi? Teraz już totalnie niezwykłe! / Dominomag

Jaśniejszy akcent na ciemnej ścianie? Otwierający poniekąd pomieszczenie na świat. Cudo! / Dulux w The Design Files



Główny punkt salonu? Okrągła instalacja z półkami i efektem ombre. To jest dopiero kreatywny pomysł! Więcej u Emily Henderson (image via domino | design by laura lane)



I jeszcze jeden pomysł na półki! Tym razem pojedyncze i kolorowe. Bardziej boho, ale równie pozytywne! / Meu Estilo Decor

A może skusicie się na takie kolorowe akcenty? Świetne! / Clem Around the Corner



I znowu łuki, i znowu inaczej! Kolory ciepłe i energetyczne, jakże wakacyjne. Jakieś to też wszystko oryginalne. Cudne!

Oba zdjęcia Banyan Bridges!



Tak tu niby zwyczajnie, tak tradycyjnie wręcz, a tu…. pomarańczowy sufit! I jakże on tam pasuje! Jak cudnie współgra ze spokojnym wnętrzem! A wręcz dopełnia je! / Remodelista



Tym razem coś dla wielbicieli nieco większego szaleństwa! Och, jak tu kolorowo! Dla wielu pewnie nieco za bardzo, ale przyznajcie, że jest w tych wnętrzach coś ekstra! Coś wyjątkowego! Mają charakter. I na pewno nie są sztampowe!

Zdjęcie z lewej / zdjęcia z prawej


Na koniec – ponownie schody! Ale musicie zobaczyć cały proces przemiany zwykłych smutnych schodów w to energetyczne cudo!

Ponownie z Banyan Bridges!

Z ogródka – grillowane młode pory z pastą z pieczonej papryki

Znowu zapraszam Was na obiad prosto z ogródka! Takie są najlepsze, prawda? A że u nas to w pełni naturalnie, w zasadzie nie ingerujemy w rośliny, bo i się na tym jeszcze nie znamy , to przynajmniej zdrowo i ekologicznie. Tak i zabieramy tym razem do kuchni piękne młode pory!



Wyczekałam się na te pory! W zasadzie, to na nie czekałam najbardziej. A to za sprawą Jamiego Olivera, którego program oglądałam sobie kiedyś w czasach największej izolacji. On tam właśnie robił takie młode pory i zaintrygował mnie tym tak bardzo, że postanowiłam koniecznie kiedyś zrobić coś podobnego.

I zrobiłam! W końcu mi te pory wystarczająco podrosły. I wiecie co? Pycha!

Polecam więc bardzo dzisiejszy przepis inspirowany tym oglądanym niegdyś u Jamiego Olivera. Nowe smaki, ale jakże letnie, dobre, świeże, kolorowe! Prosto z ogrodu!


Grillowane młode pory z pastą z pieczonej papryki


Składniki:

  • 6 młodych porów
  • 3 czerwone papryki
  • garść płatków migdałów
  • garść listków świeżego oregano
  • olej
  • sól, pieprz do smaku
  • kawałek ulubionego twardego sera
  • 2 ząbki czosnku



Paprykę myjemy, przekrawamy i usuwamy nasiona. Wkładamy do piekarnika na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 220 stopni, aż skórka mocno się przypali. Paprykę wyciągamy, odczekujemy chwilę, aż ostygnie i ściągamy z niej skórkę. Do blendera wrzucamy obraną paprykę, dwa ząbki czosnku, garść płatków migdałów, garść startego ulubionego sera, dwie łyżki oleju. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Całość miksujemy na jednolitą pastę. (pycha!)



Pory myjemy i odkrawamy białą końcówkę i sporą część zielonych liści. Wrzucamy je do gotującej się osolonej wody na dosłownie 3-4 minuty, aby lekko zmiękły. Następnie wyciągamy i lekko osuszamy ręcznikiem papierowym. Przekładamy je na grill lub rozgrzaną patelnię grillową, lekko zwilżoną olejem. Grilujemy, aż z obu stron będą widoczne ładnie zarumienione paski.

Pory podajemy przykryte pastą paprykową, posypane płatkami migdałów i ulubionym twardy startym serem.

Ja je jeszcze podałam z makaronem w szałwiowym maśle – 1/3 kostki masła roztapiamy na małym ogniu z kilkoma listkami szałwii i dwoma pokrojonymi ząbkami czosnku. Dorzuciłam jeszcze nieco suszonego oregano, świeżo zmielony pieprz i garstkę płatków migdałów. Do tego wsypałam makaron, całość wymieszałam. Też pycha!



Letnią nocą inspirowane

Cóż no… kto ich nie kocha?

Letnie noce – te spędzane na tarasie, na hamaku, spokojnie, po cichu. I te z przyjaciółmi, głośne i wesołe, gdzieś w plenerze. Te z szumem morza, dalekie, pachnące kwiatami i rozgrzanym piaskiem. I te pod domkiem w lesie, z nietoperzami i szczekaniem psów. Wszystkie uwielbiam. Każdą jedną. Każda otula ciepłym wiatrem i koi spadającymi gwiazdami.

Żeby jeszcze tylko udało się zobaczyć tę kometę…



To właśnie letnie noce zainspirowały mnie do stworzenia tych trzech grafik, które tutaj Wam dzisiaj prezentuję. Ot, taki letni mini cykl.

Dobrych nocy :*


Beach day

Choć na urlop wybieram się pod sam koniec wakacji, już teraz wprawiam się w plażowy nastrój! Nasze pobliskie jeziorka też w końcu zobowiązują!

Przesyłam Wam więc trochę plażowej energii i kolorowych inspiracji!

Znowu – same cuda! A jakże!



  1. Piękny kolorowy kostium kąpielowy / imprm
  2. Opaska we wzory Monica Peres / Promod
  3. Długa sukienka z odkrytymi plecami / H&M
  4. Piękna torba z haftem w palmy / Zara
  5. Idealna wakacyjna sukienka / H&M
  6. Pomarańczowe klapki / H&M
  7. Szalona torba z nadrukiem kobiet DESIGNED BY MIRANDA MAKAROFF / Desigual
  8. Rozszerzana sukienka eco projektu Mirandy Makaroff / Desigual
  9. Kolorowe lekkie wdzianko na plażę i deptaczek / Oysho


  1. Piękna sukienka o głębokim kolorze / Oysho
  2. Wielokolorowa tunika / Parfois
  3. Modelujący kostium kąpielowy / H&M
  4. Naszyjnik z drewnianymi koralikami i kamieniami / Zara
  5. Kostium kąpielowy w palemki / H&M
  6. Okulary przeciwsłoneczne Izipizi Sun #H Blue Tortoise / Pan Pablo
  7. Duze Kolczyki-Kola Wild Color / Parfois
  8. Espadryle Damskie Toms Alpargata Woven Rope Global Natural / Pan Pablo
  9. Żakardowa pojemna torba / Zara
  10. Tunika w bananowe liście / H&M

Z ogrodu – cukiniowe naleśniki z czosnkowym szpinakiem i ziołowymi pomidorami

Rośnie nam w naszym mini ogródeczku wszystko ładnie i dorodnie. Bez naszej specjalnej ingerencji, bo nie znamy się na tym zupełnie. Jest przynajmniej dzięki temu ekologicznie. A każda roślinka, każda dojrzała cukinia, każda truskawka – cieszą tak bardzo, bardzo!

Cieszymy się więc od jakiegoś czasu własnymi plonami. Zjadamy je z radością wielką. Mąż już robił takie smakołyki jak gołąbki z liści winogron, pesto z liści rzodkiewki czy nadziewane kwiaty cukinii. Ja natomiast spieszę do Was z moimi ogrodowymi smakołykami!

Mówię Wam – pycha! Zrobimy bowiem cukiniowe naleśniki z czosnkowym szpinakiem, fetą i bardzo ziołowymi pomidorami!



Takie naleśniki jadłam kiedyś, oj dawno temu, podczas wyprawy do Chin. Tak, tak, do Chin. Tam właśnie, na jakiejś uliczce w Pekinie, jeśli mnie pamięć nie myli, siedziała sobie pani, która na bieżąco takie naleśniki smażyła. Skusiłam się więc, a smakowały mi tak bardzo, że chodziły potem za mną długo. A jak już tak za mną chodziły i wyjść z tej mojej głowy nie mogły, to wiele lat później postanowiłam sama je zrobić. Nie wiem wprawdzie czy skład jest taki sam jak tamtych, ale też są pyszne!

I nawet specjalnej filozofii w nich nie ma. Ot, ciasto naleśnikowe z tartą cukinią i ziołami. Proste, a takie dobre! Podaję je z rzuconym na chwilę na olej z czosnkiem szpinakiem. Och, jak to pachnie! I z jedną z wariacji na temat konfitury pomidorowej, czyli świeżymi pomidorami podsmażonymi z miodem i dużą ilością ogrodowych ziół – z oregano, tymiankiem i szałwią. Całość okraszam sporą dawką sera feta (czy tam typu feta). I tak idealny, wakacyjny, lekki obiad gotowy!


Cukiniowe naleśniki z czosnkowym szpinakiem, fetą i ziołowymi pomidorami


Składniki:

  • 1 średnio-duża cukinia
  • 1,5 szklanki mleka
  • 1 szklanka wody
  • 2 szklanki mąki
  • 3 jajka
  • sól, pieprz do smaku
  • 1 łyżka suszonego oregano
  • 1 łyżka suszonego tymianku
  • kilka łyżek oleju – jedna do ciasta, reszta do smażenia

  • 3 pomidory
  • garść świeżych ziół – zebrałam z ogrodu oregano, szałwię i tymianek
  • olej
  • sól i pieprz
  • 1 łyżka miodu
  • 2 garści świeżego szpinaku
  • 3 ząbki czosnku
  • ser feta lub typu feta


Cukinię ścieramy na tarce o dużych oczkach. Do dużej miski przekładamy cukinię, mąkę, mleko, wodę, jajka. Dodajemy soli i pieprzu do smaku, zioła i łyżkę oleju. Całość dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji ciasta naleśnikowego. Ma być na tyle płynne, aby spokojnie dało się rozlać naleśniki. Naleśniki smażymy na patelni na niewielkiej ilości oleju.

Pomidory nakrawamy i zalewamy wrzątkiem. Po chwili obieramy je ze skórki, odkrawamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Przekładamy je do rondelka z niewielką ilością nagrzanego oleju. Dodajemy sól i pieprz do smaku, pokrojony na drobno ząbek czosnku oraz miód. Dusimy przez kwadrans, aby nieco odparować wodę. Dodajemy poszatkowane zioła i jeszcze przez chwilę gotujemy na małym ogniu.

Dwa ząbki czosnku kroimy na drobne kawałeczki i wrzucamy na małą patelnię z rozgrzaną niewielką ilością oleju. Po chwili dodajemy liście szpinaku (polecam najpierw oderwać twardsze łodygi). Dodajemy sól i pieprz do smaku. Mieszamy przez dosłownie 2 minuty i ściągamy z ognia.

Naleśniki podajemy z fetą, konfiturą pomidorową i szpinakiem w dowolnej formie – tradycyjnie zawinięte, albo tak, jak na zdjęciach. Osobiście wolę podawać je osobno, bo wtedy wszystko pięknie się prezentuje. Kawałkami naleśnika nakładamy sobie wtedy dodatki. Palcami oczywiście. W końcu mamy lato!


Facebook