NapisałaAdriana Sadkiewicz

Projekt Kobiety / Nadia Linek

„If you are always trying to be normal, you will never know how amazing you can be.”

Takie mam szczęście, że co rusz natykam się w tym szalonym internetowym świecie na prawdziwe perełki!

Tym razem los sprawił, że odkryłam wspaniałą kobietę i… jej wspaniałe kobiety! A dokładniej Nadię Linek, która ruszyła niedawno ze swoim kobiecym projektem inspirujących ilustracji. Zakochałam się w nich! I wróżę im szeroki rozgłos – zasługują na to. Są pełne energii, mocy, mówią do nas mądrością kobiet wybitnych, silnych, które odbiły swoje piętno w naszej kulturze i które każdy z nas zna. A jeśli jeszcze nie zdążył poznać, koniecznie polecam nadrobić. Często bowiem brakuje nam dobrych wzorów, kobiecych autorytetów. Albo o nich zapominamy…

Dobrze, że jest ktoś, kto nam o nich przypomina!

Poprosiłam więc Nadię o napisanie kilku słów o swoim projekcie.

” Projekt i pomysł na kobiecy ”Parnas”, jak go nazywam narodził się już jakiś czas temu, ale jego realizację rozpoczęłam z początkiem nowego roku. Zaczęło się zupełnie niewinnie od kliku ilustracji kobiecych postaci, bez wielkich słów i planów typu ”projekt”. Bieżące wydarzenia, czarny protest i silny głos kobiet na pewno miały duży wpływ na jego rozwój. Jestem kobietą, otaczam się kobietami, kobiety są mi bliskie, są obiektem fascynacji, inspiracji, więc temat cyklu wypłynął zupełnie naturalnie.

„Beauty begins the moment you decide to be yourself.”
Pierwszą kobietą, którą narysowałam była Virginia Woolf, pod ilustracją zamieściłam cytat i sama zauważyłam, że to połączenie ma niesamowitą moc. Potem przychodziła do mnie kolejna i kolejna. W notesie na boku zapisywałam kolejne nazwiska, aż utworzył się spory korowód, obecnie niemal stu postaci czekających na swoją kolej. W którymś momencie zrobiło ich się tak dużo, że postanowiłam umieścić je na osobnej stronie, aby tam – no właśnie – tworzyły powoli kobiecy parnas, babiniec, galerię osobowości.

Celowo napisałam, że one do mnie ”przychodzą”, bo dosłownie tak jest! Kiedy zrozumiałam, że tworzę ważny dla mnie cykl, zaczęłam te niesamowite kobiety zauważać dookoła: wyskakiwały z artykułów, książek, wystaw. To niesamowite jak wiele ich jest! Jestem pewna, że tematu starczyłoby na długie lata. Ale nie chodzi mi tylko o portretowanie rozpoznawalnych ikon, w dłuższej perspektywie, zależy mi na tym, aby w galerii pojawiły się bohaterki dnia codziennego: matki, siostry, babki, sąsiadki, przyjaciółki. To byłoby piękne, gdyby się tak wymieszały.

„Colour can raise the dead.”
Wyboru dokonuję zawsze dość emocjonalnie i wrażeniowo: czasem zafascynuje mnie po prostu twarz, innym razem biografia, historia, dzieło; to są impulsy, za którymi idę. Piękną przygodą jest to, że dla mnie osobiście niektóre kobiety jeszcze do niedawna były tylko mniej, bądź bardziej znanymi postaciami. W trakcie pracy podążam za nimi, poznaję je.

Kiedy pracuję z daną postacią staram się czytać i oglądać jak najwięcej na jej temat, aby w tym nie-portrecie zawrzeć esencję osobowości, to coś, co powoduje, że nie mamy wątpliwości, że to Vivienne Westwood, czy Iris Apfel. Nie zależy mi na odwzorowywaniu podobieństwa, dlatego nazywam je nie-portretami, bądź portretem pogłębionym. Zależy mi na tym, by były prawdziwe, sugestywne, mocne, w punkt. Dlatego czasem jedna ilustracja, to jeden szkic, innym z kolei poświęcam aż dwadzieścia.

„I am very selfish, really. I lived for love.”
Bardzo ważnym czynnikiem w powstawaniu ilustracji jest wybór. Począwszy od postaci, poprzez wybór tego jednego cytatu, aż po środki plastyczne. Szukam: koloru, gestu, faktury, ujęcia. To nie są przypadki! Dlatego Iris Apfel torpeduje kolorem, Coco Chanel pozostaje achromatyczna, a Maya Angelou otacza wzór batiku. Ogromnie mnie to wciąga!

Obecnie drukuję te grafiki w dwóch różnych wersjach, aby kobiety miały możliwość zabrać je ze sobą w ważne dla nich miejsca. Najbardziej jednak jestem podekscytowana tym, że jedna z serii będzie miała charakter kompletnie kolekcjonerski i limitowany. Marzy mi się wystawa, wielki kilim, kobiecy parnas, wspólnie, na jednej wielkiej ścianie. To miałoby moc niesamowitą!

” The most erotic zone is the imagination.”
Reakcje na projekt są piękne. Kobiety piszą do mnie, że coś je poruszyło, zmotywowało, ale fajne jest też to, że każda z nich ma swoją ulubioną ”patronkę”! W perspektywie mam współpracę z kilkoma bardzo pro-kobiecymi organizacjami. Zaistnienie projektu w takim kontekście byłoby po prostu genialne. Powoli zaczynam też nawiązywać kontakty z wydawnictwami i magazynami, szukamy pomysłu na formę współpracy.

Mój kobiecy projekt trafił w moim życiu we właściwy moment, nie tylko zawodowy, ale też życiowy. Łączę w nim wszystkie doświadczenia, jakie udało mi się zebrać: doświadczenie graficzki, ilustratorki, przedsiębiorcy, córki, przyjaciółki, siostry, wnuczki – KOBIETY! Dlatego jest taki osobisty. Jest w nim coś z zachwytu i wdzięczności jednocześnie.

Zajrzyjcie koniecznie na stronę Nadii z pozostałymi ilustracjami – TUTAJ oraz śledźcie realizację projektu na Facebooku!

„When you sing always tell the truth.”

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Wielofunkcyjne masełko na dobry dzień

Masełko zrobiłam, doprawdy jedno z najlepszych! Masło gęste, odżywcze, pełne genialnych masełek i olejów, mocno regenerujące. Masło na każda potrzebę – do ciała po prysznicu, do rąk w każdej chwili, do ust, do mycia buzi nawet (masujemy wilgotną skórę, a potem zmywamy żelem do mycia twarzy), do skórek przy paznokciach i do paznokci, żeby silne były i piękne.

Ale wiecie co w nim jest najnajlepsze? To olejki eteryczne, które dobrałam tak, żeby masełko faktycznie pomagało nam rozpocząć dobry dzień! Mamy więc energetyzującą bergamotę, rozjaśniające umysł i sprzyjające koncentracji rozmaryn z odrobiną tymianku oraz nieco orzeźwiającej mięty! Wierzcie mi – masełko stanie się Waszym codziennym przyjacielem. Lepszym nawet od kawy!

Wielofunkcyjne masełko na dobry dzień

Składniki / na słoiczek 120 ml

  • 15 g masła kakaowego
  • 30 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 25 ml oleju z nasion papai
  • 20 ml oleju jojoba
  • 3 ml olejku bergamotowego
  • 2 ml olejku rozmarynowego
  • 3 kropelki olejku tymiankowego
  • 3 kropelki olejku miętowego

 

W kąpieli wodnej roztapiamy masła i wosk. Dolewamy do nich oleje, mieszamy i ściągamy z ognia. Cały czas mieszając, dolewamy olejki eteryczne. Całość przelewamy do słoiczka i odstawiamy w chłodne miejsce do stwardnienia.

Zapisz

Zapisz

33

No i stuknęło… Niniejszym oświadczam, że weszłam wczoraj w zacny zaiste wiek trzydziestu trzech skończonych lat. Wierzcie mi lub nie, ale jeszcze całkiem niedawno ta liczba wydawała mi się całkowicie nierealna.

A tu stuknęło…

I zastanawiałam się cały wczorajszy dzień (no, nie cały, ale kilka razy mi przemknęło przez myśl), czy nie zrobić z tej okazji nieco bardziej poważnego wpisu. Takiego, wiecie, z podsumowaniem. O tym, że się zmieniamy, oceniamy, porównujemy… Ale nie! Smędzić nie będę!

Bo tak naprawdę miałam wczoraj niezwykle przyjemny dzień. Okraszony babskimi smuteczkami, wizją rychłej starości, niespełnionych marzeń i innych durnych durnotek, które na szczęście mijają. Ale w sumie naprawdę przyjemny. I to tym dniem, dobrym dniem, się z Wami dzielę.

Nie było dużego świętowania. Nie wczoraj w każdym razie, świętowanie było w weekend. Wczoraj natomiast co rusz zaskakiwał mnie ktoś jakimś miłym słowem, telefonem, smsem, mailem, massengerem i nawet zwykłymi facebookowymi życzeniami. Co rusz zaskakiwał mnie ktoś pamięcią o mnie. I to tak bardzo, ale to bardzo, bardzo doceniam. Po każdym takim zaskoczeniu czułam się dobrze, lepiej, ba – wspaniale. I nawet nie wiecie, ile we mnie jest wdzięczności za to, że mam ten zaszczyt istnieć w tych życiach cudzych, raz bliższych, raz bardzo już dalekich. Że jestem tam gdzieś, w historii, w świadomości, w nieświadomości. Że mam z kim świętować takie w sumie małe i niespecjalnie dużo znaczące moje święto.

Ach, i była jeszcze wisienka na torcie!

Otóż dzień wcześniej mój mąż wypłynął z zasięgu i miało z nim nie być żadnego kontaktu przez wiele dni. A wiecie jak to jest – zawsze lepiej te urodziny przeżywać razem, nawet jeśli tylko klikając sobie w klawiaturę. Aż tu nagle, wybija 22, a moja komórka wydaje ten charakterystyczny dźwięk messengerowej wiadomości. I co ja tam widzę? No, już wiecie co ja tam widzę! Udało się zdobyć internet!

Tak, to był dobry dzień !

I korzystając z sytuacji, bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam, ze jesteście cały czas ze mną!

Nowości i ciekawostki ze świata kosmetyki naturalnej 04

Dużo się dzieje w tym coraz większym świecie kosmetyki naturalnej. Co rusz napotykam na nowości, na ciekawe inicjatywy, na małe manufaktury lub intrygujące serie u kosmetycznych gigantów.

Najwyższa więc pora na kolejny już post z kosmetycznymi nowościami, które szczególnie mnie zaciekawiły!

1. Alkemie

Już Wam pokazywałam jeden z kosmetyków nowej polskiej marki twórców tak już popularnych MommMe Cosmetics. Cały czas pozostaję w zachwycie i uznaniu dla pomysłu na markę i identyfikacji wizualnej. Charakteryzuje ją słowiański, tajemny czar, przyciąga, intryguje i kusi. Same kosmetyki wydają się być bardzo przemyślane. Ciekawa ich jestem bardzo! Z resztą, zajrzyjcie na stronę – to już światowy poziom. Brawo! / Alkemie

 

 

2. Konjac Rainforest

Marka naturalnych gąbek do mycia twarzy Konjac co jakiś czas wypuszcza swoje produkty w bardzo ciekawych opakowaniach. Tym razem zachwyciła mnie kolekcja rodem z głębi lasów tropikalnych! Które zwierzątko wybieracie? Mi podobają się stanowczo wszystkie! / BioEkoDrogeria

 

4. Sylveco

Sylveco nie przestaje zaskakiwać nowościami. Już dawno zastanawiałam się, czemu marka nie ma w ofercie jakichkolwiek mydeł. I proszę! Oto są! Naturalne, wyrabiane metodą na zimno, pełne olei i maseł. Do wyboru, do koloru. / Sylveco

5. Achae

Oto i kolejna nowa, polska marka o przedziwnej nazwie. Zadebiutowała bardzo prostymi w składzie peelingami, które niestety stanowczo za bardzo przypominały mi BodyBoom. Choć na ich korzyść działają znacznie lepsze, kolorowe etykiety. Na niekorzyść – cena za mieszaninę soli, oleju i olejków eterycznych. Marka niedawno wypuściła także produkty do ciała i ust. Ciekawa jestem bardzo dalszych jej losów. Podoba mi się świeżość, kolorystyka i dobór zdjęć. Dajcie koniecznie znać, jak się kosmetyki sprawdzają w praktyce! / Achae

6. Organic Life

O tej marce także Wam już wspominałam. To „botaniczne” dziecko ATW. Jestem zachwycona delikatną, przejrzystą, bardzo kobiecą, pełną roślinnych elementów stroną. Podobają mi się serie kosmetyczne, opakowania, grafika. Ale bardzo nie podoba mi się fakt, że marka, która chce mieć naturalny wizerunek, nie podaje na stronie składów kosmetyków. Są wymienione jedynie zawarte ekstrakty, emolienty, składniki aktywne, itp., ale niestety brak całości. A tak być nie powinno, zwłaszcza, że coraz więcej mamy dociekliwych, świadomych klientów, którzy dwa razy się zastanowią, zanim wydadzą 65 zł na krem. / Organic Life

7. Hagi Multikrem

Jeśli ktoś nazywa swój nowy krem „Wakacje na Bali” to ja muszę go u siebie pokazać! No przyznajcie – kusi! „Nasz multikrem to wakacyjna odpowiedź na kompleksową pielęgnację skóry oraz limity bagażowe! Krem zawiera bogatą mieszankę naturalnych składników. Specjalnie dobrane oleje, ekstrakty i substancje czynne są odpowiednie do pielęgnacji twarzy, rąk i ciała, szczególnie w okresie letnim.” / Hagi

8. Coco Glam

Pasta do butów? Nie! Nowy polski produkt do wybielania zębów! Przekornie – totalnie czarny, bo oparty na węglu aktywnym, do którego dodano glinkę, miętę i ekstrakt z pomarańczy. Nie tylko ma wybielać, ale także zapobiega próchnicy i rozwojowi bakterii. Świetnie sprawdza się ponadto w formie maseczki węglowej. Podoba mi się pomysł i nowoczesne, modne wykonanie. Widziałam już też produkt w sklepach, domyślam się więc, że dosyć prężnie podbija rynek. Dajcie znać, jak efekty? Jak Wasze uśmiechy po zastosowaniu takiego węgla! / Coco Glam

9. Miya Cosmetic

Musicie przyznać, ze coraz lepiej te nasze polskie marki się prezentują! Kolejną, na którą warto zwrócić uwagę jest Miya Cosmetics, z jej flagowymi kremami – myWONDERBALM!

„myWONDERBALM został stworzony z myślą o Twojej wygodzie i przyjemności. Używaj go, gdziekolwiek jesteś, kiedy potrzebujesz lub kiedy  masz ochotę na chwilę przyjemności.” I to mi się bardzo podoba, ta wielofunkcyjność kremów, zamkniętych w pięknych tubkach. Wszystko, prosto, przejrzyście, bardzo kobieco podane, w dobrych cenach, z poczuciem humoru, dopasowane do potrzeb współczesnych, zabieganych, poszukujących, pięknych pań. Super! / Miya Cosmetics

10. Vigor

Na koniec sięgniemy odrobinę dalej, bo na Ukrainę. Wywiódł mnie ostatnio internet na stronę dystrybutora kosmetyków Vigor. Pierwsze wrażenie było dobre, intrygujące to to, ciekawe, ładne. Potem pomyślałam, że tenże dystrybutor to jednak będzie miał spore trudności na naszym runku. Nie sądzę bowiem, aby nasi polscy klienci mieli tyle odwagi, żeby zaufać ukraińskiej produkcji i zakupić kosmetyk w tak wysokiej cenie. Z rosyjskimi markami, które są tak dobrze znane, jest o tyle łatwiej, że choć z zaufaniem marnie, że krążą plotki, że to co na etykiecie nijak się nie ma do tego, co w kosmetyku, to są jednak tanie i spokojnie można próbować. Nie będzie więc lekko, ale kciuki trzymam! I jeszcze uwaga – byłoby dobrze jednak dodać na stronę pełen łaciński skład! / Vigor

Zauroczona: Jaime Hayon

Nie wiem czy można to w ogóle nazwać zauroczeniem. Toż raczej jest to pełne, gorące, szczere zakochanie. I to takie od pierwszego wrażenia!

Całkiem niedawno natknęłam się w internecie na prace Jamiego Hayona. Było to zaledwie jedno zdjęcie dwóch figurek. Od razu wiedziałam, że będę szperać dalej i dalej, aż znajdę więcej. Od razu też nawet moje całkowicie niewprawne oko stwierdziło, że ich twórca musi pochodzić z Hiszpanii. I nie myliłam się! I odkryłam takie cuda, że nie mogę wyjść z wrażenia!

Jamie Hayon jest artystą-designerem urodzonym w 1974 roku w Madrycie. Ma niesamowity, charakterystyczny, rozpoznawalny na całym świecie styl. Tworzy sztukę użytkową, meble, akcesoria, tkaniny, wzory. Zajmuje się projektowaniem wnętrz, w tym najbardziej znanych hoteli, restauracji czy flagowych butików wielkich marek. Niezwykłe miejsca przepełnione jego wizją znaleźć można od Hiszpanii, przez Genewę, Kuwejt, New Delhi, po Tokio. Jego prace prezentowały największe galerie i muzea świata.

Nie można przejść obok jego sztuki obojętnie. Mnie całkowicie zachwyca! Te formy, linie, to poczucie humoru, ta radość, ta prostota, która tak różni się od tego, co znamy, tak zaskakuje. Te barwy, te pomysły, ta niesamowita oryginalność. Uwielbiam!

Sprawdźcie więcej na Hayon Studio.

Poniżej wspaniały hotel Barceló Torre de Madrid.

Poniżej Studio i Discovery Space w Groninger Museum, Holandia.

Jak odświeżyć cerę?

Znacie to uczucie, kiedy macie wrażenie, że Wasza cera straciła wszelkie oznaki żywotności, młodości, radości i energii? Wracacie po pracy, patrzycie w lustro i widzicie, że jest poszarzała, zmęczona, zanieczyszczona… Jak odświeżyć taką skórę? Szybko i skutecznie? Jak dodać jej blasku, sprężystości i energetycznego kopa?

Oto moje sprawdzone sposoby!

jeden / waciki + woda kwiatowa

Zaczniemy od prostego sposobu, do wykorzystania przy wszelkich wyjściach, w pracy, w terenie czy przed ważnymi spotkaniami. Moja cera dosyć szybko się świeci i produkuje nadmiar sebum. Kiedy więc dyskretnie odchodzę na chwilę do łazienki, nie chcę przykrywać tej tłustej warstwy kolejną porcją pudru. Sięgam więc do torebki, w której w małym woreczku trzymam zwykłe waciki i małą buteleczkę ze spryskiwaczem, w której znajduje się woda kwiatowa. Bardzo polecam różaną, oczarową lub rumiankową. Nawilżam waciki hydrolatem i delikatnie przyciskam je do najbardziej świecących partii twarzy. W ten sposób nie zmywam makijażu, a jedynie łagodnie odświeżam cerę i zbieram nadmiar sebum. Znacznie bardziej wolę taki sposób niż zwykłe spryskiwanie się mgiełką. Jeśli nie macie w zanadrzu wody kwiatowej, sięgnijcie po mineralną!

 

dwa / miętowa maseczka

Kiedy potrzebuję natychmiastowego odświeżenia w domu, wieczorem, ale także przed wyjściem na spotkania, sięgam po moją ulubioną miętową Ekspresową maseczkę odświeżającą Bania Agafii. Uwielbiam ją! Ma lekką, żelową konsystencję, zawiera sporo doba –  oliwę z oliwek, ekstrakty ziołowe i olejek miętowy, no i jest naprawdę w dobrej cenie. Już po chwili skóra odzyskuje blask i energię. Bardzo polecam! / BliskoNatury.pl

 

trzy / lód

To jeden z najstarszych i najbardziej znanych sposobów na natychmiastowe odświeżenie skóry! Masaż kosteczką lodu zawiniętą w lekką ściereczkę lub chusteczkę w ekspresowy sposób rewitalizuje cerę, poprawia jej krążenie, likwiduje opuchnięcia i zaczerwienienia. Polecamy bardzo do podkrążonych, zmęczonych oczu oraz podrażnionej wiatrem, słońcem czy klimatyzacją, poszarzałej skóry. Wystarczy wykonać lekkim masaż okrężnymi ruchami w kierunku zewnętrza twarzy, na oczyszczonej skórze. Sprawdźcie koniecznie!

 

cztery / maska miodowo-korzenna

Kiedy widzę, że skóra potrzebuje nieco mocniejszej mobilizacji, sięgam po jeden z moich ulubionych kosmetyków – sporządzam prostą maskę miodowo-korzenną, o której już Wam kiedyś pisałam. Wystarczy łyżkę dobrej jakości miodu zmieszać ze szczyptą cynamonu, gałki muszkatołowej i sproszkowanego imbiru, można dodać także kilka kropel soku z cytryny. Taką mieszaninę nakładamy na oczyszczoną, wilgotną skórę. Już po krótkiej chwili czuć, jak przyprawy rozgrzewają, poprawiają krążenie i usuwanie toksyn. Maska działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, wzmaga regenerację, odżywia i dodaje tego właśnie wyczekiwanego blasku! Pozostawia skórę lekko zaczerwienioną, ale efekt ten szybko znika po nałożeniu kremu nawilżającego. Maskę nakładamy na 10 minut, jeśli jednak przyprawy będą Was za bardzo piekły, zmyjcie ją wcześniej. Uważajcie też na wrażliwą skórę – dodajcie wtedy znacznie mniej przypraw.

 

pięć / rozświetlacz

A kiedy po wszystkich energetyzujących zabiegach, chcę jeszcze wzmocnić efekt odświeżenia, sięgam po rozświetlacz! Efekt blasku natychmiastowy i niesamowity. Polecam tutaj zwłaszcza Zestaw do modelowania twarzy Sculpt & Glow Contour Duo Lily Lolo, który niedawno pojawił się w Lili. Odrobinę rozświetlacza palcem nakładam pod łuki brwi, na grzbiet nosa, nad kości policzkowe, nad usta, na tak zwany łuk kupidyna i odrobinkę na środek brody. Uwielbiam to! / Costasy.pl

Zapisz

Facebook