NapisałaAdriana Sadkiewicz

Zmienną jest…

Zdjęcie kobiety / Bert Stern. Vogue, 1962

Varium et mutabile semper femina. Już Wergiliusz w Eneidzie (choć przed nim zapewne jeszcze wielu innych) zauważył, że niestałą i zmienną jest zawsze kobieta.  I choćbyśmy nie wiem jak się zapierały, drogie panie, żeśmy ostoją spokoju, stałości czy wierności swym przekonaniom (w bardziej zaawansowane rozważania już nie wchodźmy), to niestety, ale nie… Wystarczy, że zbliża się nam okres i świat wywraca się do góry nogami.

Miałam ostatnio jeden z tych dni, które nazywam sobie roboczo – dziś-jestem-piękna. Zdarzają mi się na szczęście co jakiś czas. Na pewno macie tak samo – stajecie przed lustrem i podoba Wam się to, co w nim widzicie. I nawet trochę zszokowane jesteście tym faktem. A tu oczy się śmieją, włosy układają, skóra jakby ładniejsza, kreska nad okiem równo narysowana, piegi wyszły, bluzka dobrze leży, itp. Same rozumiecie, można wychodzić z domu i podbijać świat.

A potem przychodzi wieczór, coś tam idzie nie po myśli i… koniec. I nagle czarna otchłań rozpaczy. I żale i smęty i wyrzuty sumienia (nieodłączny element funkcjonowania każdej matki). I stajecie przed lustrem, a tam zmęczona, poszarzała, nie pierwszej świeżości mamuśka z oklapniętą fryzurą i nadmiarem centymetrów w biodrach.

A to cały czas jeden, ten sam dzień!

I co robicie? No, co robię ja? Siadam przed komputerem z kieliszkiem wina i paczką chusteczek i piszę litanię smutków do męża mojego biednego, z którym chwilowo, przez jakieś 10 dni nie mam kontaktu… Kiedy więc wpadnie w końcu pod zbawienny zasięg światowej sieci, zaleje go nadmiar moich rozemocjonowanych wiadomości.

Już mi go szkoda…

No i jak tu, no powiedzcie mi proszę, jak tu żyć z tymi naszymi babskimi nastrojami? Może macie na nie sposoby? Może umiecie je ogarnąć?

A może one po prostu muszą być? Może z nich właśnie wypływa cała nasza wrażliwość i wyjątkowość?

 

Buziaki dziewczyny najdroższe!

Creative work

Po raz kolejny szukałam porządnego polskiego tytułu dla wpisu i nic, zupełnie nic mi nie pasowało. Pozostajemy więc przy angielskim, bo czemu by nie! Zwłaszcza dlatego, że język angielski towarzyszy mi ostatnio często, zgłębiam bowiem tajniki pracy graficznej na zagranicznych stronach i kursach. I chłonę przy okazji moc ogromną inspiracji i pomysłów.

Będę się z Wami dzieliła tymi, które szczególnie przemawiają mi do serca i grają w duszy. W ten sposób mi nie umkną i, mam nadzieję, cieszyć będą Wasze oczy.

…no dobra, tak naprawdę to zawsze dzielę się z Wami moimi odkryciami, tymi najciekawszymi, ale tym razem mocno nastawiam się na design, grafikę, kreację, barwy, struktury, itp. Odkrywam doprawdy cudowny świat!

1. Ogromnie spodobał mi się i zaintrygował mnie plakat promujący nowe perfumy marki Agonist – White lies. Mam więc równie ogromną ochotę poczuć ich zapach. Uwielbiam tego typu graficzne, nieoczywiste kreacje, pełne poczucia humoru i nieszablonowego myślenia, a jednocześnie tak świetnie wpisujące się w trendy – pismo ręczne, elementy botaniczne, duże zbliżenie, kolaż, motyw oka + dobre hasło. Całość wspaniała! / Agonist

2. Zakochałam się w ptakach! Odkryłam bowiem ich najpiękniejsze portrety. Ich autorka – Leila Jeffreys, przedstawia swoje ptaki w tak szlachetny, pełen spokoju i harmonii sposób, że przestają przypominać zwierzęta, a na wierzch wyłania się ich jakby drugie, ludzkie, myślące oblicze. Magia! / Leila Jeffreys

3. Odpowiednio dobrana paleta barw to klucz do najlepszych kreatywnych projektów. Nie tylko tych graficznych oczywiście. Tutaj mamy przykład palety przygotowanej pod kątem aranżacji wnętrz. A przykładów tych znajdziecie na Pintereście Studio David Thulstrup całkiem sporo! Sama już nie wiem, który z tych nieco innych kolaży jest najlepszy? Podoba mi się bardzo sam pomysł na palety i jego realizacja! / Our Material Moods: Studio David Thulstrup via decor8

4. Pochłonęło mnie ostatnio specjalne wydanie Kukbuka! Ma podtytuł „podróże i dizajn” i muszę przyznać, że całość, okraszona sporą dawką kulinariów, nie tylko świetnie ze sobą współgra, ale doprawdy ogromnie inspiruje. Nie wspominając już o wkładce z kolażami do wycięcia i oprawienia Oli Morawiak (Liquid Memory), o której to niedawno Wam pisałam! / Kukbuk

5. Zauroczyła mnie identyfikacja wizualna czekoladek Sweet Virtues. Podoba mi się tu wszystko – logotyp, wzór pełen elementów geometrycznych i botanicznych, sposób przedstawienia różnych smaków, dobór barw. No, kupiłabym te czekoladki! / Packaging of the World

6. Na koniec jedna z moich ostatnich prac, a zarazem małe zaproszenie. Miałam przyjemność projektować plakaty i banery do bardzo ciekawych warsztatów i kursów ceramicznych w Krakowie. Bardzo je Wam polecam – cena kusząca, a prowadząca przemiła!

Cukiernia kosmetyczna -konkurs, prezenty, rabaty

Kochani, mam dla Was „słodką” niespodziankę!

Bardzo bym chciała, aby ta wiosna, która jakoś nas nie rozpieszcza, stała się dla Was cudownym, kreatywnym czasem tworzenia! I to jakiego tworzenia – kosmetycznego! Pod znakiem mojej Cukierni kosmetycznej!

A może już macie swój egzemplarz mojej książki? Może już eksperymentujecie i czarujecie w swoich kuchniach wszystkie te „smakowite” babeczki kąpielowe, lody mydlane, masełka do ciała, peelingi owocowe, itp? Pochwalcie się! Będzie mi ogromnie miło, jeśli podeślecie zdjęcia swoich dzieł!

 

Tymczasem w ramach niespodzianki przygotowaliśmy wraz z Wydawnictwem Publicat:

 

Konkurs

KONKURS na Facebooku, w którym do wygrania jest 5 egzemplarzy Cukierni kosmetycznej! Wpadajcie koniecznie —–>  TUTAJ!

Rabat 40%

40% zniżki na Cukiernię kosmetyczną! Rabat nie do przegapienia! Jest to zniżka łączna w sklepie Wydawnictwa Publicat – TUTAJ, naliczy się po wpisaniu kodu „cukiernia”. UWAGA zniżka obowiązuje tylko 10 dni, czyli do 3 maja 2017!

Prezenty!

Do pierwszych 25 zamówień Cukierni kosmetycznej w sklepie wydawnictwa, dodany zostanie prezent od patrona medialnego – sklepu BliskoNatury.pl! W zestawie znajduje się olejek ze słodkich migdałów, mydełko, bon rabatowy i zakładka do książki!

Zapraszamy na stronę sklepu – BliskoNatury.pl

 

Mam nadzieję, że podobają Wam się niespodzianki!

Zapraszam bardzo gorąco! Do wykorzystania przepisów z mojej książki, do modyfikowania ich według tego, co podpowiada Wam wyobraźnia, do wspaniałej zabawy!

 

 

Te poniższe babeczki – masełka do ciała zróbcie koniecznie!

Te poniższe ciasteczka to mydełka! I to naprawdę bardzo proste do przygotowania! Polecam!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Musujące kąpielowe pralinki rozkwitające

A gdyby tak dodać wieczornej, relaksującej kąpieli szczyptę… magii? Bardzo polecam mój dzisiejszy pomysł na musujące kąpielowe pralinki! Co sprawia, że są tak wyjątkowe? Moi drodzy, one rozkwitają w wodzie!

No dobra, nie same pralinki, ale te urocze kuleczki, które do nich włożyłam. Jest to po prostu rozkwitająca herbata, która w wodzie ukazuje swe prawdziwe piękno – zamienia się w morski kwiat! Tak właśnie mi się kojarzy jej rozkwitły kształt, ale muszę tu też dodać, że sam proces rozkwitania jest fascynujący i obserwuję go zawsze z zaciekawieniem. No, a poza tym jest to przecież zielona herbata, która zaczaruje tę naszą kąpiel w mały herbaciany napar, zawierający przeciwutleniacze, więc dodatkowo pielęgnujący skórę.

Mamy więc magiczne musowanie, uwalnianie zapachu, ukojenie dla skóry i rozkwitanie. I teraz właśnie kąpiel staje się idealnym rytuałem!

Musujące kąpielowe pralinki rozkwitające

Składniki:

  • 100 g sody oczyszczonej
  • 50 g kwasku cytrynowego
  • 20 g skrobi ziemniaczanej
  • 50 ml oleju ryżowego (BliskoNatury.pl)
  • woda w spryskiwaczu
  • 5 ml olejku zapachowego lub eterycznego (użyłam różanego)
  • kuleczki herbaty rozkwitającej (herbaciarnie)

Do wykonania moich pralinek użyłam nieco większych niż standardowe foremek silikonowych na pralinki. Możecie oczywiście wykorzystać takie foremki, jakie akurat macie w kuchni, nawet zwykłe na muffinki – tylko wtedy nie wypełniamy ich w całości.

W misce mieszamy suche składniki, dolewamy do nich olej i olejek. Wyrabiamy całość ręką, niczym ciasto, co chwilę delikatnie spryskując wodą. Zależy nam tym razem na tym, aby tej wody była minimalna ilość – jej zawartość może spowodować delikatne odbarwienia pralinek przez herbatę. Nasza masa ma przybrać konsystencję piasku, z którego budujemy zamki na plaży, lub, inaczej mówiąc, po ściśnięciu jej w dłoni ma pozostać zwarty kształt.

Przygotowujemy foremki – ich ilość dostosowujemy do ich wielkości. Na spody przesypujemy niewielką warstwę masy. Ubijamy ją palcami. Na nią kładziemy po kuleczce herbaty, po środku, dookoła uzupełniając masą, którą ubijamy do takiego poziomu, aby część kuleczek wystawała. Całość odkładamy na kilka godzin do stwardnienia. Wyjmujemy z foremek i dodajemy 1-2 do kąpieli.

UWAGA kuleczki dobrze rozkwitają w bardzo ciepłej wodzie. Trochę to też trwa – najpierw pralinka zakończy musowanie, a dopiero po chwili, kiedy kulki dobrze namokną, rozkwitną.

 

 

W roli głównej Kivvi Pianka do oczyszczania twarzy Ribes Nigrum Linea

Art of nature. To hasło jest częścią logotypu kosmetyków Kivvi. I pasuje do nich, trzeba przyznać, świetnie. Sztuką jest bowiem zrobić dobry naturalny kosmetyk i jeszcze większą sztuką – zapakować go w… sztukę.

O marce pisałam Wam już wielokrotnie i cały czas tkwię w zachwycie nad jej identyfikacją wizualną. Uwielbiam te wszystkie delikatne rysunki, te niezwykłe dzieła pełne kobiecości, kolorów i pasji. Sprawiają, że kosmetyki Kivvi stają się ozdobą łazienki, że chce się na nie patrzeć, trzymać zawsze blisko siebie i tak po prostu – cieszyć się nimi.

Tak właśnie jest z naszą dzisiejszą gwiazdą – Pianką do oczyszczania twarzy Ribes Nigrum Linea. Polubiłam ją jeszcze zanim zdążyłam jej użyć – za opakowanie! Choć przyznać muszę, że markę znam już na tyle, że wiedziałam, że można jej zaufać. I nie myliłam się!.

Jeśli więc poszukujecie porządnego kosmetyku z dobrym składem, który nie zrobi Wam krzywdy (no i przy okazji pięknie się zaprezentuje) to trafiliście doskonale. Pianka jest niezwykle leciutka, niczym chmurka, jakby jej nie było. Ale niech Was to nie zwodzi, oczyszcza wspaniale. Używam jej rano i wieczorem z ogromną przyjemnością. Nie wywołuje uczucia ściągniętej skóry, dobrze się rozprowadza, lekko pieni. Pozostawia skórę czystą i gotową na dalsze działania pielęgnacyjne.

Sekretem serii Ribes Nigrum jest, jak sama nazwa wskazuje, ekstrakt z czarnej porzeczki. Jest to ponoć owoc bardzo popularny na Łotwie, z której to marka się wywodzi. Zacytuję tu producenta: „Ekstrakt z czarnej porzeczki zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, gdyż redukuje tempo tworzenia się zmarszczek i naprawia uszkodzenia tkanek. Jest nieodzowny dla skóry zmęczonej i zmatowiałej, jak również rozjaśnia i wyrównuje cerę.”

Ekstrakt znajdziemy więc w naszej piance, choć domyślam się, że nie ma go tam za dużo. Poza nim mamy tu także sporo innego dobra, chociaż na samym czele znajduje się po prostu woda i składnik myjący – Cocamidopropyl betaine. Zaraz jednak po nim plasuje się aloes, gliceryna czy oliwa z oliwek, później znajdujemy wanilię, rumianek, babkę, kiwi, nagietka, dziurawca i w końcu ekstrakt z jabłka. Całość ma więc bardzo delikatnie złuszczać, wygładzać, rozjaśniać i jednocześnie koić i sprzyjać regeneracji. Warto też tu zaznaczyć, że 99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego.

Kosmetyk jest bardzo wydajny, z pewnością więc warto zainwestować te około 30 zł. W serii, która przeznaczona jest do pielęgnacji cery suchej i normalnej, powyżej 25 roku życia, znajdziemy także peeling, tonik i kremy. Przyznam, ze kuszą mnie bardzo!

Polecam!

Piankę znajdziecie TU.

Kolory #1

Mam ostatnio ogromną potrzebę zabaw kolorami. Łączenia ich, dopasowywania, sprawdzania, jak ze sobą współgrają. Będę więc od czasu do czasu zabawy te zamieniać w małe modowe inspiracje.

Dzisiaj zaczynamy bardzo stonowaną paletą. Bo w całym tym szaleństwie panujących wszędzie haftów, wzorów i naszywek (który skądinąd bardzo lubię), postanowiłam na chwilę się uspokoić… Ale nie tak do końca, odrobina szaleństwa jest zawsze potrzebna!

 

 

kolczyki / okulary / zegarek / bluzka / spodnie / torba / buty

Facebook