Posts Tagged‘przepisy’

Domowe odświeżacze-zapachniacze powietrza

Kochani, 

Natknęłam się dzisiaj na bardzo ciekawy pomysł! Jest to przepis na domowe odświeżacze-zapachniacze powietrza! Nie musicie kupować już tych sklepowych, sztucznych żelowych i mało atrakcyjnych wizualnie odświeżaczy. Zróbcie swoje własne. Cudne dla alergików. Kto by pomyślał, że to takie proste… Pomysł znalazłam na TASTY KITCHEN.

Do wykonania odświeżaczy-zapachniaczy powietrza przygotujcie:

  • 30g żelatyny
  • łyżeczka soli
  • 20-30 kropelek olejków eterycznych
  • opcjonalnie – barwniki spożywcze
  • dekoracyjny słoiczek
Zagotujcie szklankę wody i dokładnie rozpuśćcie w niej żelatynę. Jak już nie będzie widać żadnych grudek, dodajcie sól i szklankę zimnej wody. Pozostawcie do ostygnięcia. Na spód słoiczka wlejcie olejki eteryczne i dodajcie barwnik. Następnie wlejcie ciepłą ciecz żelatynową i dokładnie wymieszajcie. Zostawcie do osiągnięcia temperatury pokojowej i cieszcie się cudownym zapachem.
Na TASTY KITCHEN podane były też przykładowe mieszanki olejków eterycznych. Mi najbardziej spodobała się mieszanka Esencja Prowansji – 20 kropli olejku lawendowego, 5 kropli olejki tymiankowego, 2 krople olejku cytrynowego. Albo – zapach pomarańczowo-rozmarynowy – 25 kropelek olejku pomarańczowego i 5 kropelek olejku rozmarynowego. Brzmi cudownie! Musze wypróbować:) I Wam polecam!
Zdjęcie pochodzi z TASTY KITCHEN.

Płyn po goleniu dla Pani i Pana

Kochani,

Ciekawi Was, co znajduje się w buteleczce z posta poniżej? Tej ozdobionej zawieszkami od serca? Otóż jest to płyn po goleniu! I to płyn przeznaczony zarówno dla panów, jak i dla pań – po depilacji. Czy zdarzyły Wam się podrażnienia spowodowane goleniem? Wrastające włoski, krostki, zaczerwienienia? Płyn Wam z pewnością pomoże! Zdezynfekuje, przyspieszy gojenie i regenerację!



Do przygotowania płynu potrzebujecie:

  • 200 ml wody oczarowej – hydrolatu
  • małą łyżeczkę spirytusu
  • 8-10 kropelek olejku lawendowego
Woda oczarowa jest to dosyć popularny hydrolat, pochodzący z bagiennej rośliny o nazwie oczar wirginijski. Ma bardzo przyjemny, delikatny zapach i cudowne właściwości pielęgnacyjne. Odznacza się wybitnie silnym działaniem ściągającym, przeciwkrwotocznym, przeciwzapalnym, przeciwbakteryjnym i antyoksydacyjnym.  Woda ta jest doskonałym środkiem w pielęgnacji cery tłustej, zanieczyszczonej i problematycznej. Poprawia ukrwienie i koloryt skóry oraz zmniejsza wydzielanie sebum. Przyspiesza proces regeneracji podrażnionej skóry, co oznacza, że jest idealnym środkiem przy depilacji, goleniu czy nawet poparzeniach słonecznych. Dodatkowo zmniejsza prawdopodobieństwo wrastania włosków.
Ten właśnie cudowny hydrolat mieszamy ze spirytusem (ewentualnie, jeżeli nie możemy dostać, z czystą wódką) oraz z olejkiem lawendowym. Dla bardziej męskiego zapachu, możemy wzmocnić wodę jeszcze kilkoma kropelkami olejku np. z drzewa sandałowego lub bergamotowego. Całość przelewamy do szklanej buteleczki i dokładnie nią wstrząsamy. Paniom polecam użycie butelki z atomizerem i spryskiwanie podrażnionych miejsc mgiełką. Płyn taki świetnie sprawdza się jako własnoręcznie wykonany prezent dla pana:)

Sól i kartka kwiatowa na poprawę nastroju

Kochani,

Wygląda na to, że jesień zaczyna pokazywać swoją drugą, smutną twarz. Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał prognozy pogody, ostrzegam, że robi się zimno i chmurno. Czas zatem wyciągnąć domową artylerię do walki z chandrą! W takich przypadkach jak nic pomaga kwiatoterapia! Od razu robi się słoneczniej i letnio! Zaczynamy więc od soli do kąpieli, a kończymy na karteczce do wykorzystania wszelakiego!

 Stworzyłam ostatnio taki kwiatowy misz masz! Jest to sól do kąpieli, która miała na celu wywołać uśmiech, odstresować i zrelaksować! Macie ochotę na kwiatowe zawirowania? Przygotujcie:
  • szklanka soli morskiej gruboziarnistej
  • Łyżka kwiatów nagietka
  • Łyżka kwiatów wrzosu
  • Łyżka płatków róży
  • olejek zapachowy bzowy
Nie chodzi tu tym razem o rozsądne łącznie składników. Bawimy się kwiatami!  Macie pod ręką akurat inne? Też je wykorzystajcie! Nie lubicie zapachu bzu, który ja osobiście uwielbiam? Wykorzystajcie inne olejki! Najlepiej oczywiście te czyste eteryczne, ale dowolność jest tu mile widziana. Wystarczy wszystkie składniki dokładnie wymieszać i dodać kilka-kilkanaście kropelek zapachu. A potem tylko moczyć się i moczyć w wannie!
A na deser mam dla Was karteczkę, którą możecie sobie swobodnie wykorzystać! Wyślijcie ją bliskiej osobie na urodziny, imieniny lub bez okazji – jako znak, że o niej pamiętacie! Kwiatoterapia doda jej otuchy!

Pastylki jaśminowo-kolorowe do kąpieli

Kochani,

Tak, tak… znowu będą pastylki musujące do kąpieli… Ale tym razem całkiem nowy kolorowy pomysł! I ostrzegam – już mam kilka nowych! Szczegóły wkrótce. Tymczasem polecam Wam zrobić taki bajeczny pachnący prezent dla siebie lub bliskich! Tak naprawdę wykonanie pastylek tylko na pierwszy rzut oka może wydawać się trudne. Są bardzo proste. A dla wszystkich tych, którzy nie mają silikonowych foremek na pralinki czekoladowe, podpowiem, że spokojnie mogą wykorzystać foremki na lód! Zatem zaczynajmy!

 Przygotujcie:

  • 100g sody oczyszczonej
  • 50g kwasku cytrynowego
  • 40g mleka w proszku
  • wodę oczarową (hydrolat) w spyskiwaczu
  • suszone kwiaty: nagietek, płatki róż, chaber-bławatek, ślaz
  • olejek jaśminowy
  • foremki silikonowe na pralinki czekoladowe lub na lód

Suche składniki dokładnie mieszacie i dodajecie kilkanaście kropelek olejku jaśminowego. Zapach ma być wyczuwalny, ale nie bardzo intensywny. Całość spryskajcie kilka razy hydrolatem oczarowym (z oczaru wirginijskiego), aż konsystencja naszego proszku zacznie przypominać piasek, z którego lepi się zamki na plaży. Można to łatwo sprawdzić ściskając w pięści trochę mieszaniny. Jeśli się nie rozsypie i pozostanie w stałej formie to już jest gotowa.


Foremki rozłóżcie sobie na tacce i do każdej wsypcie odrobinę suszonych kwiatów. Przypominam, że cudnie fioletowe kwiaty ślazu, spowodują nam, że woda zabarwi się na fioletowo! Do tak przygotowanych foremek wsypujemy nasze pastylkowe ciasto i bardzo dokładnie ubijamy. Pozostawmy troszeczkę miejsca od góry w foremkach, na wypadek gdyby pastylki nam odrobinę urosły. Pozostawmy je teraz na minimum 6-7 godzin do całkowitego wysuszenia. Po tym czasie pastylki są gotowe! Musują, zmiękczają skórę, pielęgnują i przepięknie pachną:)

Śliwkowa Panda – Masełko do ciała

Kochani,

Zrobiłam zwierzaczka:) Cudnie śliwkowego i przyjemnie tłustego. Tak tak, wzrok Was nie myli – to miś panda! I ten właśnie miś jest przyjemnym pielęgnującym masełkiem do ciała z dodatkiem masła shea i oleju awokado! Jest w zasadzie balsamem w kostce. Wygląda intrygująco, pachnie śliwkowo i natłuszcza suchą, zmęczoną, podrażnioną skórę. Serdecznie Wam polecam!

Do wykonania misia pandy potrzebujecie:

  • łyżkę masła shea
  • łyżkę wosku pszczelego białego
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • łyżeczkę oleju awokado
  • łyżeczkę oliwy z oliwek
  • kilkanaście kropelek kompozycji zapachowej – śliwka
  • foremkę z misiem pandą (ja swoją upolowałam razem z lewkiem na allegro)
Masło shea, wosk i olej kokosowy roztapiacie na kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. Do tego dolewacie oliwę i olej awokado i dokładnie mieszacie. Jak lekko ostygnie dolewacie olejek zapachowy w takiej ilości, żeby to Wam odpowiadało. Całość przelewacie do foremki o odstawiacie w chłodne miejsce do stężenia na kilka godzin. Ja trzymałam misia w lodówce, dzięki czemu łatwo było go wyciągnąć z foremki. Taki chłodny miś jest dosyć twardy. Im cieplej tym łatwiej odrywać jego kawałki i smarować nimi ciało. Bardzo szybko też roztapia się pod wpływem ciepła dłoni. 
Balsamik będzie doskonały na zimowe dni, jako krem ochronny! A na koniec dodam, jeśli nie pamiętacie, że zarówno masło shea, jak i oliwa czy olej awokado to nieocenieni pomocnicy w pielęgnacji podrażnionej, suchej, poszarzałej skóry!

Indonezyjskie stemple do masażu

Kochani,
Chcielibyście czasem zrobić ogromną przyjemność komuś bliskiemu, a nie macie pomysłu jak? Mam dla Was rozwiązanie! Zróbcie masaż! To spodoba się każdemu, a im bardziej wyrafinowany, tym wrażenie będzie lepsze! Ja Wam dzisiaj polecam masaż stemplami! W wydaniu indonezyjskim. Bo egzotyczna, azjatycka rozkosz w polskie zimowe wieczory to doprawdy bajka:)

Masaż gorącymi stemplami ma bardzo długą tradycję. Podobno powstał w Tajlandii, ale znany jest już dobrze na terenie całej Azji Południowo-Wschodniej i Południowej. I tak – jego ajurwedyjskie wydanie nosi nazwę Pinda Sveda, a indonezyjskie Pantai Luar. Działanie masażu opiera się na trzech aspektach stempli – aromatycznym, termicznym, a także, co najważniejsze, na bezpośrednim oddziaływaniu na organizm substancji zawartych w ziołach.
Bo stempelki to nic innego jak odpowiednio dopasowane mieszaniny ziół i innych składników zawinięte w bawełniany materiał! Obecnie tworzy się różnorakie wariacje na temat stempli azjatyckich – dodaje się do nich czasem algi, sól, kakao, guaranę, itp. Tradycyjnie stemple zawierały bogactwo roślin azjatyckich, takich jak imbir, cynamonowiec, gałkę muszkatołową, kurkumę, trawę cytrynową, kokos, liście eukaliptusa czy limonkę kaffir. Odpowiednio dobrana mieszanka ma moc leczniczą, która do teraz jest ceniona wśród mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej.

Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam stemple do masażu, które bez problemu wykonacie sami w domu! Przygotujcie tylko
  • gazę niejałową metrową (w każdej aptece)
  • sznurek i nożyczki
  • garść wiórków kokosowych
  • 2 łyżki mielonej gałki muszkatołowej
  • 2 łyżki mielonego imbiru
  • 2 łyżki trawy cytrynowej (dostępna w lepszych hipermarketach i w sklepach z żywnością ekologiczną)
Wszystkie składniki dokładnie wymieszajcie w miseczce, a następnie umieśćcie na środku podwójnie złożonej gazy. Zaciśnijcie gazę wokół naszej mieszanki, formując w ten sposób swoisty mieszek – czyli stempelek. Materiał mocno skręćcie, tak aby zawartość nie mogła się wysypać. Teraz odmierzcie dwie długości zwiniętej w garść dłoni i odetnijcie pozostałą część gazy. To co zostanie po docięciu zagnijcie do dołu. W ten sposób powstaje nam uchwyt do trzymania stempla – w sam raz na wielkość Waszej dłoni.

Teraz całość musimy związać sznurkiem. Owijamy go zatem tak, żeby usztywnić materiał tuż przy jego zetknięciu z mieszkiem. Pamiętajcie, aby początek sznurka pozostawić dłuższy pionowo i przylegający do materiału. W ten sposób, jak już obwiniemy cały stemple i gdy sznurek będzie się już kończył, w łatwy sposób zwiążemy oba końce. Nadal nie jesteście pewni jak to wykonać? Spójrzcie na obrazek i wszystko stanie się łatwe!
Dodam jeszcze słowo o składnikach – trawa cytrynowa w kulturze azjatyckiej doceniana jest głównie za swoje działanie orzeźwiające, relaksujące, uspokajające i antybakteryjne. Kokos od zawsze porasta wybrzeża Indonezji. Zazwyczaj wykorzystuje się olej kokosowy. Tym razem wykorzystamy wiórki, aby wygładzić i zmiękczyć ciało. Gałka muszkatołowa ma działanie przeciwbólowe oraz odświeżające. Prawdziwym skarbem jest imbir. Rozgrzewa, pobudza, wyszczupla i modeluje. Posiada także antyutleniacze, dzięki czemu spowalnia procesy starzenia się skóry. Wzmacnia naczynia krwionośne, zapobiega ich pękaniu. Również działa przeciwbólowo oraz wzmaga sprawność umysłu.
Stemple przygotowujemy bezpośrednio przed masażem i wykorzystujemy tylko raz, ponieważ tracą one cenne olejki eteryczne. Aby wykonać masaż musimy takie stempelki jeszcze podgrzać. Standardowo umieszcza się je w parowniku, do momentu aż będą ciepłe. Jeśli nim nie dysponujecie, zmoczcie stempel i włóżcie na chwilę do mikrofalówki, w ostateczności do piekarnika. Można także podgrzać lekko olej bazowy (np. ze słodkich migdałów, jojoba, a nawet oliwę) i zanurzyć stempel w ciepłym oleju. Pamiętajcie tylko, aby przed użyciem stempla, sprawdzić czy nie jest za gorący, bo możemy zrobić komuś krzywdę… Warto przygotować dwa stemple. Gdy tylko jeden traci ciepło, sięgamy po drugi, który, na przykład,  spoczywa w ciepłym olejku lub kompresie.

I zaczynamy cudowny, aromatyczny masaż! Mam dla was dwie wersja – pierwsza dotyczy tylko twarzy… Zaczynamy od akupresury twarzy, czyli delikatnie przykładamy stemple punktowo. To cudownie odpręża i pozwala rozkoszować się orientalnym aromatem. Na twarz, szyję, kark oraz dekolt nanosimy olejek bazowy – jeden ze wspomnianych.  Nie stosujemy olejków eterycznych, gdyż zakłóciłoby to działanie naszych ziołowych składników. Następnie przykładamy gorące stemple do naoliwionej skóry i rozpoczynamy masaż. Delikatnie dotykamy czoła oraz głaszczemy stemplami skórę.  Masaż kończymy na dekolcie. Masujemy wykonując okrężne ruchy, głaszcząc oraz uciskając punktowo skórę począwszy od czoła i zmierzając ku dekoltowi. Nie zapomnijmy także o karku. Po wymasowaniu wnętrza oraz grzbietu dłoni pozostawiamy ciepłe stemple w rękach naszego lubego.
A może masaż całego ciała? Osoba masowana leży na początku na brzuchu, a my przesuwamy stemplami od podstawy łydki poprzez pośladek, tam i z powrotem. Wraz ze spadającą temperaturą ziół spowalniamy ruchy, które stają się zarazem mocniejsze. Pamiętajmy, że używając po raz pierwszy stempla, należy wykonywać zamaszyste ruchy przesuwając zioła po dużej powierzchni. Pojedyncze partie nóg masujemy osobnymi ruchami oraz głaszczemy je przesuwając stemple po ich całej powierzchni. Następnie głaszczemy ziołami podeszwy stóp oraz punktowo je dotykamy. Kolejnym krokiem jest masaż pleców. Głaszczemy w dość szybkim tempie skórę oraz wykonujemy okrężne ruchy, także po bokach tułowia, zmieniając co chwila stronę. Masujemy drobnymi ruchami grzbiet. Następnie masujemy zamaszystymi ruchami raz jeszcze całe ciało.
Po masażu warto chwile odpocząć, wyciszyć się. Po tym czasie bierzemy relaksującą kąpiel lub wykonujemy delikatny peeling ciała, który pomoże nam usunąć toksyny.  Przeciwwskazania w przypadku masażu stemplami to: choroby skóry, rozszerzone naczynka, rany, infekcje, stany zapalne, gorączka, kaszel, astma, alergie, rany, żylaki, obfita menstruacja, ciąża, skłonność do tworzenia się zakrzepów.
Polecam!
Sposób wykonania masażu pochodzi z tekstu państwa Carena Zuleger i Heinz-G. Joeken.
Facebook