5 marek najpiękniejszych tapet i fototapet

Całkiem niedawno zostałam ogromną wyznawczynią tapet i fototapet!

Weszłam bowiem, tylko troszkę, w ten świat i odkryłam prawdziwe cuda! Niezwykłe perełki, w których można się zakochać! I wierzcie mi, nie zdawałam sobie sprawy, że tapeta lub fototapeta może tak pięknie wyglądać. Część z tych najładniejszych pokazywałam Wam już we wpisie o przedpokoju – wpadajcie TUTAJ. I choć koncepcja się już oczywiście nieco zmieniła, tamte ananasy nadal tkwią w moim sercu!

Postanowiłam więc tym razem zaprezentować kilka marek, które najbardziej mnie urzekły. Podziwiajcie, odkrywajcie i przyklejajcie. Stwórzcie sobie niesamowite, oryginalne wnętrza!

I wiecie co?

W naszym przyszłym mieszkaniu pojawią się dwie z poniższych fototapet. Ciekawa jestem, oj bardzo ciekawa, efektu! Wszystko oczywiście dokładnie Wam pokażę!

A tymczasem zaczynamy od…

REBEL WALLS

To za tymi fototapetami aktualnie szaleję najbardziej. Są po prostu przepiękne. Te delikatne nieraz kreski, które łączą się w drzewa, krzewy czy dżungle tworzą wyjątkowy charakter wnętrza, nieco botaniczny, ale wciąż taki… subtelny. Widuję je co jakiś czas na zagranicznych blogach i każdorazowo się zachwycam.

Tapety kupuje się na wymiar, w pełni dopasowane do naszych potrzeb. Marka ma siedzibę w Szwecji, ale na szczęście jest też strona po polsku i bez problemu można zrobić zamówienie.

>>  Rebel Walls

 

 

DEKORNIK

Oj, jakże spodobały mi się nowe pomysły naszej polskiej marki, o której już Wam wielokrotnie pisałam – DEKORNIK. A dokładniej chodzi o całą kolekcję DEKORNIK kocha Kasię! Coś wspaniałego po pokojów wszystkich małych dziewczynek i chłopców. W kolekcji są i tapety i urocze naklejki. Oj, podbiją niejedno serce!

No czy nie urocze??

>> DEKORNIK

 

Kliknij poniżej, aby zobaczyć kolejne marki i ich tapety!

Słodkie babeczki-masełka do ciała – kawowe i kokosowe

Tym razem zrobiłam coś mega słodkiego! Coś z mojej ukochanej kategorii słodyczy kosmetycznych. I wierzcie mi, bardzo żałuję, że tych babeczek- masełek do ciała nie ma w mojej książce Cukiernia kosmetyczna. Stały by się doprawdy jej gwiazdami!

A co to te babeczki?

Samo dobro! Genialne, leciutkie, pachnące, naturalne masełka do ciała! W podstawie ciemniejszej babeczki mamy masło kawowe, zrobione po prostu z kawy, a w tych jasnych mamy sporo oleju kokosowego. Krem to połączenie właśnie jego z masełkiem shea. Całość jest dosyć miękka, choć spokojnie trzyma formę. Po nałożeniu na dłonie bardzo szybko się roztapia i zamienia w odżywczy olejek, który możemy wmasować w wilgotną skórę po kąpieli albo sięgać po niego, kiedy tylko nam potrzeba – kiedy mamy suche dłonie, spierzchnięte usta czy szykujemy komuś masaż 🙂

Wstawione do małego pudełeczka zamienią się w cudowny prezent!

Ach, babeczki udekorowałam po swojemu – kokardkami z wosku pszczelego i różowej miki. Możecie jednak dekorować je na różne sposoby – lekko oprószyć kakao czy cynamonem, dodać czekoladowe serduszko czy wsadzić ususzony kwiat. Niechaj wyobraźnia Wam podpowie!

Słodkie babeczki-masełka do ciała

kawowe i kokosowe

 

Składniki:

Kokardki:

  • odrobina bielonego wosku pszczelego
  • odrobina różowej miki
  • silikonowe foremki

Spód kawowy 1 szt. – masełko kawowe (przepis nieco inny niż ten z Cukierni kosmetycznej)

  • 30 g masła shea rafinowanego
  • 2 g wosku pszczelego bielonego
  • 5 g kawy mielonej
  • gaza do przecedzenia

Spód kokosowy 1 sz.

  • 25 g oleju kokosowego bio nierafinowanego (pachnącego)
  • 2 g wosku pszczelego bielonego

Krem

  • 25 g masła shea rafinowanego
  • 25 g oleju kokosowego bio nierafinowanego
  • 2 g wosku pszczelego bielonego
  • 15 kropelek olejku o zapachu lodów kokosowych (lub innego dowolnego, można tez pominąć)
  • woreczek lub rękaw cukierniczy

 

Rozpoczynamy od przygotowania kokardek. W kąpieli wodnej lub w mikrofali roztapiamy nieco wosku – jego ilość dostosowujemy do wielkości foremek, jakimi dysponujemy. Do roztopionego dodajemy nieco miki, do uzyskaniu preferowanego koloru, mieszamy i przelewamy do foremek. Po 15 minutach wyciągamy kokardki. Jeśli nieco wosku nam się wylało i kokardki nie mają odpowiedniego kształtu, modelujemy je za pomocą wykałaczki.

Robimy masełko kawowe. Do miseczki przekładamy masło shea, wosk i kawę, wstawimy ją do kąpieli wodnej. Roztapiamy masło i wosk, co jakiś czas mieszając. Pozostawiamy całość na niewielkim płomieniu na 20 minut, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie przelewamy roztopione masło przez gazę do małej foremki na muffinkę – odcedzamy zmieloną kawę. Masełko w foremce odstawiamy do stwardnienia na około godzinę.

 

 

Zabieramy się za spód kokosowy. Roztapiamy w kąpieli wodnej olej kokosowy z woskiem, dokładnie mieszamy i przelewamy do drugiej foremki na muffinkę. Odstawiamy do stwardnienia w chłodne miejsce na około godzinę.

Gdy oba spody będą twarde, wyciągamy je delikatnie z foremek. Warto wcześniej wsadzić je na chwilę do zamrażalnika. Spody nacinamy delikatnie nożem, ale krem lepiej się trzymał.

 

 

Robimy krem. W kąpieli wodnej roztapiamy masło, olej i wosk. Gdy będą płynne, ściągamy z ognia, przelewamy do wysokiego naczynia do miksowania i odstawiamy do wystudzenia. Kiedy lekko zmętnieją, dolewamy olejek zapachowy i miksujemy na niewielkich obrotach, aby stały się puszyste. Odstawiamy do lodówki (lub za okno) na kilka minut, aż ponownie całość lekko stwardnieje i ponownie miksujemy. Mieszaninę przelewamy do woreczka lub rękawa cukierniczego i znowu odkładamy, aż całość uzyska konsystencję kremu. W między czasie warto zamieszać lub pouderzać o stół woreczkiem, aby masła twardniały równomiernie.

Kiedy osiągną konsystencję kremu (trzeba dobrze wyczuć odpowiedni moment), odkrawamy róg woreczka i nakładamy krem na babeczki. Mi same jeszcze daleko tu do perfekcji, ale kto powiedział, że musi być idealnie? Pamiętajcie tylko, aby zacząć od środka. Gotowe babeczki dekorujemy kokardkami (lub tym, co wybierzecie) i odkładamy w chłodne miejsce na godzinę do stwardnienia.

Jak ich używać? Tak jak pisałam we wstępie – są wielofunkcyjne. Wystarczy oderwać kawałeczek, który zaraz w dłoniach się roztopi.

No cudo!

 

Sprawdź też inne lili-przepisy!

>>> TUTAJ <<<

 

Nowości kosmetyczne do wypróbowania

Zauważyłam ostatnio kilka bardzo ciekawych nowości na naszym kosmetycznym naturalnym rynku. Część z nich faktycznie niedawno dopiero weszła do sprzedaży, część jest zapewne nowa tylko dla mnie. Łączy je wszystkie to, że mam na nie chrapkę!

A może już któryś z tych kosmetyków znacie?

 

1.Krem brązujący do twarzy PULPE DE VIE – nawilżający krem z kwasem hialuronowym, oliwą z oliwek oraz pigwą, marchewką i lnicznikiem siewnym nadający skórze zdrowy wygląd. Krem nawilża, działa kojąco i dodaje skórze złocistego koloru naturalnej opalenizny dzięki roślinnym składnikom brązującym. Przeznaczony do każdego rodzaju skóry, szczególniej tej suchej i wrażliwe / Marsylskie.pl

2. Naturalne mydło dla dzieci Nagietek YOPE – zawiera 94% składników pochodzenia naturalnego. Ekstrakt z kwiatów nagietka pobudza proces regeneracji naskórka, przyspiesza gojenie się ran i podrażnień. Działanie łagodzące ma także żel z aloesu, który dodatkowo doskonale nawilża. Mydło ma neutralne dla skóry pH, dzięki czemu nie narusza jej naturalnej bariery ochronnej / YOPE

3. MIST N’ROSES Różane serum w płynie Be The Sky Girl – „Jestem jak bukiet pachnących róż z lawendą, rozmarynem, kokosem i aloesem. Zabierz mnie na trening, do samolotu, do biura lub na plażę – spryskaj mną skórę, a ja zadbam o jej ukojenie, nawilżenie i ujędrnienie. Używaj mnie tak często, jak tylko masz ochotę. Jak pachnę? Jak Królowa! Cudowny różany aromat z nutką delikatnej lawendy, zmysłowy, kobiecy, otulający, pełen dobrej energii zapach” / Be The Sky Girl

4. Naturalne perfumy do włosów Brume Fruitée – La Brûmée – duet pikantnej moreli oraz świeżego granatu – słodki, owocowy i soczysty zapach naturalnych perfum do włosów, wykonanych z certyfikowanych, organicznych składników. Dzięki zawartości soku z aloesu nawilżają włosy, certyfikowane eteryczne olejki niwelują wchłanianie się nieprzyjemnych zapachów / Organicall

5. KREM DO UST (papierowy sztyft) Jan Barba – chroni usta przed warunkami atmosferycznymi, przyspiesza proces gojenia się spękanych ust dzięki ekstraktom ziołowym, nadaje im jędrność i blask. Zapobiega podrażnieniom, odżywia i pielęgnuje / Jan Barba

6. Mydło z węglem i propolisem Ajeden – delikatnie usuwa zanieczyszczenia, nadmiar sebum i martwe komórki naskórka. Wykazuje działanie złuszczające i antybakteryjne. Mydło dodatkowo zostało wzbogacone o propolis, który ma szereg drogocennych właściwości dla naszej skóry: skutecznie regeneruje podrażnienia, działa przeciwzapalnie i przeciwtrądzikowo, zapobiega nadmiernemu przetłuszczaniu się skóry, przyspiesz gojenie ran, łagodzi zaczerwienienia / Ajeden

7. Delikatny peeling enzymatyczny Clochee – Enzymy pozyskane z owoców posiadają silne właściwości złuszczające i wygładzające skórę. Oczyszczają bez konieczności pocierania, dzięki czemu peeling nadaje się do skóry wrażliwej i naczyniowej. Rozjaśnia przebarwienia potrądzikowe i posłoneczne. Skóra staje się wygładzona, rozjaśniona i przygotowana do dalszych zabiegów kosmetycznych  / Clochee

8. MÁDARA SMART ANTI-POLLUTION Regenerująca maska Węgiel & Błoto – oczyszcza i wspomaga regenerację komórkową. Usuwa nieczystości i nagromadzone toksyny. Dostarcza super dawki przeciwdziałającej starzeniu witaminy A, korygującej skórę witaminy B3 (niacyny), 17 aminokwasów i cennych minerałów których działanie redukuje pierwsze oznaki starzenia oraz napełnia energią i blaskiem / Matique

9. Hydrokuracja z KURKUMĄ Orientana – intensywna hydrokuracja w formie żelowej na dzień i na noc do cery tłustej i mieszanej, do cery tłustej i mieszanej.
Ekstrakty roślinne zostały dobrane według zasad indyjskiej Ajurwedy. Wysoka zawartość hydrolatu z kwiatów róży została wzmocniona aktywnymi składnikami roślinnymi: kurkumą, aloesem i lukrecją / Orientana

Zauroczona: Houtique

Kiedy tylko natknęłam się na projekty hiszpańskiego studia rodem z Walencji – Houtique, od razu wiedziałam, że je Wam pokażę! Zawierają w sobie dokładnie to, co mi w duszy gra i już bardzo żałuję, że nie będę miała takich krzeseł czy lamp we własnym mieszkaniu… Tak w ogóle muszę stwierdzić, że hiszpański, współczesny design jest tak cudowny, tak charakterystyczny, tak bardzo zapada w pamięć! Uwielbiam!

Houtique to marka, specjalizująca się profesjonalnych projektach, które mają w zamyśle stać się jednocześnie kultowe i ponadczasowe, z nutą dobrego nastroju i powiewem świeżości. Mają zmieniać przestrzeń w wyjątkowe przeżycie.

Sami przyznajcie, że poniższe projekty właśnie takie są. Zwróćcie uwagę na piękną ich aranżację, zapadające w serce kolory i tę ogromna radość tworzenia, która bije z każdego detalu. Na to, jak autorzy bawią się formą i znanymi, industrialnymi wręcz materiałami, zamieniając je w sztukę użytkową o niezaprzeczalnych walorach artystycznych, jednocześnie nie tracąc na praktyczności.

Do zakochania!

Polecam Wam stronę houtique.es!

 

W roli głównej Herbs & Hydro

Nie jest to tak zupełnie nieznana marka. Ba… mam wrażenie, że jest o niej coraz głośniej. Wiem też, że wiele z Was miało już przyjemność wypróbować naprawdę ciekawe mydła naszej dzisiejszej gwiazdy – Herbs & Hydro. Uznałam więc, że pora najwyższa, aby zagościły także w Lili.

Czy i mnie zachwyciły?

No… nie wszystkie.

Ale, po kolei…

 

Nasze mydła powstają na podstawie starych, tradycyjnych receptur. Historia niektórych sięga nawet XVII wieku! Nie zawierają konserwantów, chemicznych wybielaczy i wypełniaczy.

 

Mam wrażenie, że zamysłem twórców marki było połączenie tradycji z nowoczesnością. A dokładniej tradycyjnej sztuki wyrabiania naturalnych mydeł z bardzo współczesnym designem i identyfikacją. I to mi się tu zgadza. Mam historię, idącą za marką, zamkniętą nawet w samej nazwie domeny firmowej „tradycyjne mydło” (choć obawiam się, ze może to być pozostałość po wcześniejszym koncepcie), mamy proste, ekologiczne opakowania z brązowego kartonu, ale mamy też mocno osadzone w trendach współczesno-minimalistycznych logo oraz idące za nim etykiety, pełne mieszanki angielsko-polskich słów. Całość wygląda nawet profesjonalnie – co jak co, ale lubimy się w tych angielszczyznach, a może też marka planuje światową ekspansję? Brakuje mi jednak tego słynnego efektu wow. Tego czegoś, co by trafiło w serce i w nim pozostało. Kawałka czyjejś duszy, czegoś osobowego. Nie umiem tego nazwać… ale właśnie tego mi w marce brakuje.

Abstrahując od całej tej opakowaniowej otoczki, muszę donieść, że wewnątrz znajdują się całkiem fajne i warte polecenia produkty. Mam wśród nich swoich faworytów. Zdecydowanie wygrywa tu czarne marokańskie mydło savon noir konopne z trawą cytrynową. Kto miał okazje kiedyś po podobne sięgnąć, ten wie – albo się je kocha, albo nienawidzi. Osobiście je uwielbiam, nawet pomimo okropnego, charakterystycznego zapachu, do którego wmieszał się jeszcze aromat konopny. Jednak wersja z tym właśnie dodatkiem wydaje mi się najlepszą, z jaka miałam do czynienia. „Czarne mydło, czyli savon noir to stosowane od stuleci w tradycyjnym tureckim hammamie mydło, które powstaje w procesie połączenia zmydlonej oliwy z oliwek z pastą z czarnych oliwek. Ma konsystencję gęstej pasty, która w połączeniu z wodą zaczyna lekko się pienić i rozmydlać.” (fragment z bloga marki). Jest to wyjątkowy produkt, używany od wieków podczas rytuału hammam. Pozostawiony na skórze lekko ją złuszcza i odżywia. Sprawdza się jako poślizg do golenia, a także do mycia twarzy (pamiętamy o jej tonizowaniu po takim myciu!). Jest cenione i przez panie i przez panów. A takie niewielkie opakowanie 50 g idealnie nadaje się do zabrania w podróż.

 

 

Dzięki stosowanej technologii wyrabiania mydła „na zimno”, nasze produkty zawierają maksymalną ilość substancji aktywnych na granicy możliwości technologi bez użycia sztucznych utwardzaczy.

 

Niezwykle też spodobało mi się mydło w piance. Miałam mydło perłowe, z ekstraktem z pereł. Osobiście takie cuda, jak ekstrakty właśnie z pereł traktuję bardziej jako chwyty marketingowe. Producent jednak zapewnia, że jest to bogactwo białek, aminokwasów oraz składników mineralnych, które działają odżywczo, nawilżająco i przeciwstarzeniowo. Urzekła mnie sama konsystencja kosmetyku. Płyn zamienia się bowiem w przyjemnie tłustą i treściwą piankę. Nie jest to taki lekki puszek, którym trudno coś domyć, ale całkiem poważna mydlana piana o przyjemnym, choć delikatnym zapachu. Świetne na co dzień, na prezent i od święta. Całkiem też wydajne. A co najważniejsze – pozostawiające skórę oczyszczoną, ale nie wysuszoną czy napiętą. Polecam, choć niestety nie widzę tego dokładnie mydła na stronie marki…

Nieco mniejsze wrażenie zrobiło na mnie mydło w płynie z konopiami. Ma przyjemną gęstą konsystencję, ale pachnie dosyć charakterystycznie dla oleju konopnego. No… ciężko. To mydełko polecane jest osobom z problemami skórnymi, z łojotokiem, trądzikiem, łuszczycą czy azs. Zgadzam się z tym w pełni. Jest łagodne i pielęgnujące. Skóra je lubi i dobrze przyjmuje. Minusem jest opakowanie, z którego niestety ciężko to mydełko wydobyć…

Zacytuję tu producenta, bo warto: „Przekonaliśmy się „na własnej skórze”, że ekstrakt konopny posiada silne właściwości przeciwzapalne, przyspieszające regenerację skóry. Doskonale nawilża i ujędrnia. Ekstrakt konopny, którego używamy, pochodzi z polskich konopi (cannabis sativa) – to dla nas ważne i lubimy podkreślać, że konopie siewne są rośliną z naszej strefy klimatycznej. Ekstraktu nie zmydlamy dodatkowo w procesie tworzenia – łączymy go z bazą mydlaną i dzięki temu nie zmieniamy jego struktury chemicznej.”

Z płynnych mydełek mogę też polecić to z zieloną herbatą, które pachnie wprost cudownie. Całkiem przyjemne jest też to propolisowe. Te akurat miałam w małych buteleczkach, które wydają mi się idealnymi rozmiarami podróżnymi. Koniecznie się w nie zaopatrzcie przed wakacjami!

 

 

Najmniejsze wrażenie zrobiły na mnie mydła w kostkach. Używałyśmy razem z Różą tego z czarnuszką, konopnego i bursztynowego. Są to kolorowe kosteczki o niezbyt ciekawym zapachu. Brakuje im też tego czegoś, co sprawia, że chce się do mydła powracać, choć oczywiście muszę napisać, że są całkowicie przyzwoite. Najbardziej spodobało nam się mydełko z bursztynami, w którym zatopiono 3 większe kawałeczki bursztynu. Wydobywałam je specjalnie dla Róży i przez dłuższą chwilę miało dziecko uciechę. Lubie je też za bursztynowy puder, który delikatnie peelinguje skórę.

To, co jest najbardziej warte uwagi, to dołączony do mydeł specjalny woreczek. No że tez nikt na to wcześniej nie wpadł? Choć może wpadł, ale ja o tym nie słyszałam… Albo czemu sama tego nie wymyśliłam? Do takiego woreczka chowa się mydełko na tak zwanym wykończeniu. Takie wiecie – połamane, co się często już wyrzuca. I ono tam odżywa! Myjemy się bowiem tym woreczkiem, co jest samo w sobie świetne – tworzy nam bowiem rodzaj mydlanej rękawicy do peelingu. No genialne!

 

Ogólnie więc przyznaję marce duży plus, wciąż jednak wydaje mi się, że musi ona popracować nad czymś ekstra. Czymś co całkowicie skradnie serca.

 

Wszystkie mydła dostępne na tradycyjnemydlo.pl

 

Wnętrzarskie aktualności i zachwyty 02

Zbiera mi się… Oj, zbiera mi się szybko i dużo pięknych rzeczy, które tak bardzo chcę Wam pokazać!

Nadeszła więc pora na kolejne wnętrzarskie aktualności i zachwyty. Dziś w głównej mierze te drugie, ale także coś niecoś z naszych własnych planów też znajdziecie.

Oto więc to, na co się natknęłam i przejść obojętnie nie mogłam…

 

1.Bajkowe krzesła Dinner Lounge od Nordal / Loftbar

2. Stolik Kawowy BELLING 50 / Super Studio

3. Stolik Kawowy BELLING 75 / Super Studio

4. Zawieszka Tondo od BLOOMINGVILLE / Loftbar

5. Geometryczny gazetownik / Oliver Bonas

6. Marmurowo-mosiężny świecznik / Oliver Bonas

7. Czyż nie genialna lampa Flyder Ceiling Lamp / Oliver Bonas

8. Cudne plakaty ze złotym nadrukiem, które planuję zawiesić w naszej granatowej sypialni / Złote Plakaty

9. Piękna komoda Emi S Bizotto / Meble.pl

10. Lampa stojąca Black & Brass MADAM STOLTZ / Loftbar

11. Bardzo ciekawe, choć nieduże lustro / H&M Home

12. Niesamowite lustro Ayo Mirror by Justina Blakeney / Jungalow

13. Zestaw stolików kawowych, lite drewno mango / VidaXL

14. Wzorzysty talerzyk / H&M Home

15. i filiżanka do kompletu / H&M Home

16. Stolik kawowy z szufladami, drewno mango / VidaXL

17. Krzesło TEO C teal / Exitodesign

18. Krzesła do jadalni z czarnym wykończeniem / VidaXL

19. Zestaw naklejek Wielka podróż nocą – śliczne! / Dekornik

Facebook