Wish list: Na słonko

Wakacje!!! Opalamy się i zabezpieczamy! Ciałko marzy zatem o bezpiecznych, naturalnych i skutecznych filtrach. Moje marzy o tych poniższych. Jeden już znalazł się w walizce!!

Krem na słońce faktor SPF 20 Eco Cosmetics 

Kombinacja rokitnika i oliwki z oliwek w kosmetykach eco cosmetics na słońce chroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem i jednocześnie zapobiega jej odwodnieniu.
Skuteczny, ekologiczny i całkowicie bezpieczny dla morskiego ekosystemu
Zawiera egzotyczne olejki pielęgnujące skórę, doskonale nawilża, nie pozostawiając białych śladów.
Organiczne masło shea i organiczny granat intensywnie pielęgnują skórę. Chroni przed utratą wilgoci i zapobiega oznakom starzenia.
Z olejem z bio-słonecznika i bio-karotenem, zapewnia mineralną, trwałą ochronę przed promieniami słonecznymi.
Wyciąg z zielonej herbaty, masło shea i olejek z jojoby nawilżają i regenerują skórę dostarczając jej witamin i minerałów. 

 

Jej Świat: Edyta Zając

Zagłębimy się dzisiaj choć na chwilę w niezwykły wyjątkowy świat pięknej, mądrej i kreatywnej kobiety. Znacie może blogi The Body. Naturally lub Life Skills Academy? Jeśli nie, to zajrzyjcie tam koniecznie. Ich autorka – Edyta Zając – niezmiennie imponuje mi swoją organizacją, pomysłowością, poukładaniem i wspaniałymi pomysłami. Polecam Wam też jej niezwykły sklepik ze smakowitymi limanowskimi produktami – TUTAJ!
A kiedy już się naczytacie i zainspirujecie – wstąpcie do świata Edyty i poznajcie ją! Jej słowami!
Jest tyle rzeczy, bez których nie mogę żyć 🙂
1. Fotografia. Uwieczniona chwila. Nie mogłabym żyć bez tych tysięcy zdjęć, które zatrzymują zwykłe życie na dłużej. Wcześniej to ja byłam fotografowana, dziś sama biegam z aparatem wszędzie, gdzie mogę. Uwielbiam to, ostatnio nawet zostałam poproszona o zrobienie sesji zdjęciowej dla maluszka przyjaciółki. Duma 🙂
2. Kosmetyki i perfumy. Mam ich mnóstwo, cały czas testuję, poszukuję i sprawdzam. Najbardziej lubię firmę Yves Rocher (od lat jestem konsultantką), Bielendę, Flos Lek i kosmetyki, które ma u siebie Mydlarnia u Franciszka. Oprócz tego, że produkty mają być dobre, muszą być też śliczne – o wiele przyjemniej się nakłada krem, który leży sobie w ładnym pudełeczku. Czym zwykle pachnę? Moje ulubione zapachy to Amour Amour Cacharel (najpiękniejszy!) i Live! Jennifer Lopez (to mój ślubny zapach).
3. Gdybym miała znaleźć się na końcu świata z kilkoma ulubionymi rzeczami, z pewnością zabrałabym książki. Książki, książki, książki – wciąż marudzę, że nie mam za dużo czasu na czytanie, cały czas tonę w opowieściach i bez przerwy obiecuję sobie, że nie kupię żadnej książki do momentu, aż przeczytam wszystkie, które mam u siebie. Pewnie. Kupuję książki w księgarniach w Krakowie, czasem zamawiam przez internet, ale bardzo często mój mąż nie może odciągnąć mnie od stosów książek na wyprzedażach w sklepach. Koszmar. Zbieram się teraz do mojej osobistej wyprzedaży – czas zrobić miejsce na nowe książki 😉
4. Kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami, nie gotowałam w ogóle. Moja mama jest mistrzynią, dlatego na mnie zawsze czekały STOSY naczyń do umycia i CAŁA kuchnia do wysprzątania. W głębi duszy myślałam, że będzie kiepsko – nie umiałam nic upiec, a przygotowanie rosołu to była dla mnie czarna magia. Gdy jednak przyszedł czas na studia, zamieszkałam w Krakowie i miałam dość noszenia ciężkich słoików z zupami od mamy, wyjęłam książki kucharskie, przeglądałam gazety i totalnie pokochałam gotowanie. Muszę przyznać, że mama jest w nieustającym szoku od kilku lat, a ja sama zastanawiam się, jak mogłam tego wszystkiego nie umieć. Gotuję codziennie, nawet kilka razy, bawię się tym, eksperymentuję i poczułam, jak cudownie jest karmić ludzi 🙂
5. Odkąd zauważyłam, jak ważne jest zapisywanie myśli i co zmienia w życiu, zawsze mam przy sobie notes. Trzymam się zasady: jeden notes w jednym czasie. Kiedyś w każdej torebce miałam osobny zeszyt, mnóstwo karteczek i w rezultacie zapominałam o wielu rzeczach lub przestały być aktualne. Teraz jest idealnie: wiele pięknych rzeczy zrealizowałam dzięki tej metodzie. 
6. Staram się minimalistycznie podchodzić do życia – ograniczam ilość kupowanych i posiadanych rzeczy. Odgruzowałam nasz dom, swój pokój w domu rodziców, zrobiłam porządki. Niestety jednak wciąż nie mogę się powstrzymać przed posiadaniem biżuterii. Ostatnio kupiłam sobie piękny pasek typu mirror belt – jest szeroki (6,5 cm), metalowy i podkreśla talię idealnie. Pasował do mojej sukienki 🙂 Kiedy mam na sobie urzekające mnie rzeczy, czuję się… urzekająco 🙂 To mój sposób na nagradzanie siebie za codzienny wysiłek. Tak, do takiej wyprzedaży też się przygotowuję. 
7. W ciągu minionych kilku lat uzależniłam się od planowania różnych rzeczy – planuję pracę, działania w ramach blogów, rysuję pomysły na firmę, planuję podróże, to, jak będzie wyglądał kolejny tydzień, wyjścia, zabawy rozwojowe dla mojej córeczki, wygląd ściany w jadalni, balkonowy zielnik. Dużo planuję – dzięki temu mam wrażenie, że moje życie jest w miarę przewidywalne. Czuję, że korzystam z niego tak jak tylko się da i nie pozwalam sobie na smętne spędzanie najpiękniejszych lat mojego życia (chociaż kto wie, które będą najpiękniejsze…). Gdybyś dzisiaj weszła do mojego mieszkania  zobaczyłabyś (oprócz stosów zabawek, które są dosłownie wszędzie i kawałków brokułów na podłodze) flipchart z wynikami mojej ostatniej burzy mózgów, notes z nowymi sprawami firmowymi, który jest tuż obok laptopa, nad biurkiem tablicę magnetyczną z rozpisanymi dniami tygodnia i konkretnymi planami na ten czas. Oczywiście jest też kalendarz. Planowanie jest wspaniałe i dzięki niemu przeprowadzam wiele inspirujących zmian w moim życiu. Tak, Lili, nie mogłabym żyć bez zmian. 
8. Podoba mi się taka myśl, że ile znasz języków, tak wiele razy żyjesz. Piękne. Uwielbiam języki obce – chcę rozmawiać z innymi ludźmi, czując smak ich słów, a nie tylko tłumaczyć wszystko na angielski. Dlatego kocham uczyć się języków obcych i uwielbiam podróżowanie. Na wyprawę do innego kraju lub miasta wydałabym ostatnie pieniądze. Cieszę się, że M. kocha zwiedzać świat tak, jak ja 🙂
Mam tendencję do rozpisywania się dlatego na koniec wspomnę tylko o tym, że mój świat budzi się i zasypia dzięki mojemu mężowi i Hani, która ma już prawie rok 🙂

Marchewkowo-kakaowe masło poprawiające koloryt skóry

Słońce słońcem… Ale nie zawsze o to słońce tak łatwo. Wtedy trzeba się posiłkować, najlepiej naturą! Mam zatem dzisiaj dla Was bardzo prosty przepis na świetne masełko, które poprawia koloryt skóry. Będzie więc świetne, jeśli jeszcze nie zdążyliście się ładnie opalić. Ale, ale! Nie tylko! Bo masełko kakaowe, na którym oparty jest przepis przyspiesza opalanie i nadaje opaleniźnie ładny brązowy odcień.
Dzisiejsze masło może być więc cudowną bazą wakacyjną! Przed, w trakcie i po opalaniu. Cudownie bowiem odżywa i nawilża skórę. A jak pachnie!! Bosko! Intensywną, pobudzającą kawą! Naturalny olejek kawowy stosowany jest do leczenia depresji, do wzmocnienia organizmu i jego ożywienia. Jest też cenionym antyutleniczem, czyli niweluje nam oznaki starzenia się skóry. 
W masełku znajdziecie pielęgnacyjne dobro prosto z marchewki! A jak marchewka to i kolor! Zdrowy kolor. Masełko nie farbuje skóry, ono jedynie nadaje delikatny zdrowy odcień. Blada sucha skóra nabierze blasku i lekkiego muśnięcia słońcem. Tak przygotowana z przyjemnością wystawi się na promienie słoneczne.
Do wykonania masełka przygotujcie:
  • 50g masła kakaowego (np. z bliskonatury.pl)
  • 40g oleju ze słodkich migdałów
  • pół średniej marchewki
  • 6-8 kropelek naturalnego olejku z kawy (np. z zielonyklub.pl)
Marchewkę obierzcie i zetrzyjcie na tarce o małych oczkach. W kąpieli wodnej roztopcie masło kakaowe. Do niego dodajcie olej ze słodkich migdałów, a po chwili starta marchewkę. Całość dokładnie wymieszajcie i pozostawcie w kąpieli wodnej na małym ogniu przez około godzinę. Co jakiś czas mieszajcie i dolewajcie wody do naczynia w którym umieściliście pojemnik lub miseczkę z tłuszczami. Po tym czasie przelejcie oleje przez gazę lub sitko o bardzo małych oczkach do czystego pojemniczka. Kiedy temperatura przyszłego masełka nieco spadnie, dodajcie olejek kawowy i ponownie wszystko wymieszajcie. Całość odstawcie w chłodne spokojne miejsce do stężenia na kilka godzin. Masełko ma dosyć twardą konsystencję, ale pod wpływem ciepła rąk natychmiast się roztapia i łatwo rozprowadza na ciele.
PS w tle pojawiły się długo oczekiwane Mapy, wydawnictwa Dwie Siostry. Zależało mi bardzo na tej pozycji nie tylko dlatego, że skończyłam geografię, ale po prostu dlatego, że przenosi ona w nieznane dalekie i bliskie światy zarówno dzieci, jak i dorosłych. Róża jest jeszcze troszkę na nią za mała, ale ja sama już kilka razy wsiąknęłam oglądając te cudowne obrazki, kraje, kontynenty, ludzi, zwierzęta, kwiaty, itp., itd…. Bardzo polecam!

Po-Weekendowe Cuda no37

Kostki lodu z żelkami (1)? Tego bym nie wymyśliła! Genialny pomysł w szczególności dla dzieci. Te z kwiatami też oczywiście!
Jak ta kobieta coś wymyśli to zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem! Tym razem również zadziwiła niesamowitą kreatywnością! Oto orzeźwiające gazpacho w lodowo-kwiatowych miseczkach (2) z La Receta de la Felicidad!
Na emalie olkuską (3) natknęłam się dzięki Magdzie z Krainy Szczęśliwości. I przepadłam…
Kilka pomysłów na przeobrażenie kuchni (4). Pięknych pomysłów!
Szybkie last minute za niespodziewane przyjęcie – kolorowe taśmy klejące czyli washi tape (5)! Niesamowita pożywka dla wspaniałych pomysłów!
Znalezione na plaży drewienka i muszle pomalowane w genialny optymistyczny neonowy sposób (6). Cudne!
Czyż ten zegarek nie jest uroczy (7)? proj. Ewa Saj

Taki pokrowiec na siodełko (8) zaserwowałabym swojemu rowerowi. Wprawdzie daleko mu od miejskiego uroku, bo jest najzwyklejszym kilkuletnim rowerem górskim, ale z pewnością pokrowiec dodałby mu szyku i gracji! proj. Pan Pompka

Wspaniałe są te stroje kąpielowe (9)! Kobiece, oryginalne i zakrywają to co trzeba 🙂 Wada? Cena oczywiście…

Inaczej: Kwiatowe bomby

Słyszeliście o guerrilla gardening? Jest to swoista partyzantka, która walczy o przeobrażenie zapomnianych, zaniedbanych i po prostu brzydkich przestrzeni miejskich w kwitnące ogrody! Ci którzy to niezwykłe ogrodnictwo uprawiają zasadzają rośliny na obszarach, które do nich nie należą, na skwerach, ulicach, zarośniętych chwastami klombach. Grupy ludzi zwołują przez internet i zwyczajnie – sadzą! Po to aby na ziemi było ładniej, po to aby pokazać, że się da lub po to, aby zwrócić uwagę na większe światowe problemy, takie jak marnowanie żywności i głód. Różne mogą być motywy, ale efekt jest ten sam – kwiaty, warzywa, owoce… Zieleń, Kochani, zieleń! Ja jestem za, a Wy?
Jak Wam się podobają takie bomby pełne ziaren? Dla mnie bomba! Wystarczy taką zamoczyć i rzucić niczym granatem. Albo wsadzić sobie do doniczki na balkonie i czekać, aż wyrosną kwiaty! I cieszyć się nimi!
Taką bombą mogłabym dostać nawet w głowę! Mogłyby spadać na nas
codziennie. Na te nasze blokowe osiedla, zaschnięte klombiki i wystające
w środku miasta ruiny!

Wybrałabym chabrową, a Wy?

Więcej na Seedbom.

Zdjęcia: Seedbom i FB.

W roli głównej: Anthyllis Balsam do pielęgnacji ciała z fitokompleksem z czerwonych winogron i olejem z pestek winogron

Jaka szkoda, że się skończył… Że go już ze mną niema… Nie uśmiecha się do mnie wieczorami spoglądając spośród innych kosmetyków i nie koi mojej skóry. Jaka szkoda… Godnie zatem go choć przedstawię! W roli głównej dzisiaj Anthyllis Balsam do pielęgnacji ciała z fitokompleksem z czerwonych winogron i olejem z pestek winogron!

Bardzo winogronowy! Z olejem z pestek winogron i wyciągami z owoców i liści winogron.

Słyszeliście już może o winoterapii? Nie, nie – nie chodzi tutaj o leczenie winem. Nic bardziej mylnego! Winoterapia to pielęgnacja oparta na dobroczynnych właściwościach winogron właśnie! Ich miąższu, pestek, skórki, liści. Zaserwowałam sobie zatem przyjemną dawkę winoterapii!
Winogrona i kosmetyki stworzone na ich bazie doskonale nadają się dla skóry zmęczonej, przesuszonej, dojrzałej. Odżywiają i odmładzają. Owoce te znane są ze swej bogatej zawartości polifenoli, które chronią przed działaniem wolnych rodników czyli zapobiegają procesowi starzenia się skóry. Są antyutleniaczami, a dodatkowo działają przeciwzapalnie i redukują szkodliwe działanie promieni UV. Winogrona są też źródłem pobudzającej krążenie taniny. Skórki owoców sprzyjają redukcji tkanki tłuszczowej. Samo dobro!

Dlatego też polecam balsam Anthyllis! Ale nie tylko dlatego. Jest po prostu bardzo przyjemnym nawilżającym kosmetykiem, który dobrze się wchłania i subtelnie pachnie. Jest doskonały do codziennego użytku, do całego ciała. Jest bezpieczny, ekologiczny i certyfikowany. Jego odżywcze i pielęgnacyjne działanie gwarantują także oleje ze słodkich migdałów, ryżowy, oliwa z oliwek oraz masło shea. I ponownie stwierdzam – samo dobro!
Cena nie jest wygórowana, jak na kosmetyk tej jakości. Balsam opakowano dosyć klasycznie, w prostą tubkę. Bez ochów i achów, ale praktycznie. Polecam!

Prosto z ItalBioEco.pl

Facebook