Targi Rzeczy Fajnych

Wybraliśmy się z przyjaciółmi w ostatnią sobotę na krakowski Kazimierz na Targi Rzeczy Fajnych. Jako, że rzeczy fajnych fanką jestem, a pogoda zwiastowała piękny dzień, zapowiadał się przyjemny spacer. Tako też było! Cieszę się, że miałam przyjemność przyjrzeć się bliżej kilku przedstawicielom młodego polskiego designu. Podziwiam pasję, kreatywność i niesamowite pomysły. Czasem też coś podpatrzę, czymś się zainspiruję… Zazwyczaj przez internet… Więc jak tylko jest okazja zobaczyć coś na żywo, trzeba skorzystać!
Targi z pewnością mają spory potencjał. Potencjał, bo są jeszcze niewielkie. Organizatorzy zapowiadają kolejne edycje, za które trzymam kciuki. Nie zmienia to faktu, że i tak było kolorowo, radośnie i tak… młodo! Osobiście jestem bardzo zadowolona, bo udało mi się upolować cudowny kubeczek od Kalvy, który Wam jeszcze pokażę. Skusiliśmy się też na hummus od Amamamusi. Stwierdzam bez wahania, że jest to najlepszy hummus, jaki w życiu jadłam!
Poniżej mam dla Was kilka targowych migawek, z rzeczami, które najbardziej przykuły mój wzrok. Choć nie… Ciekawych rzeczy było znacznie więcej! Ale nie wszystko udało mi się sfotografować!
Zainteresowanych odsyłam na fejsbukową stronę targów TUTAJ.

Po-Weekendowe Cuda no38

Po tygodniowej przerwie wakacyjnej cuda powracają!!!

Uroczy mały sklepik ze świetnymi ubraniami i jeszcze lepszymi zdjęciami, które je pokazują (1). Oby więcej takich Emes Shop-ów i u nas!
Zielony tort z piankowymi grzybami (2)? Czemu nie! I nawet mimo wszystko wygląda smakowicie. Na urodziny poproszę!
Bransoletki Semper Modum skradły moje serce (3) 🙂 Stanowczo – do kupienia!

Świetne mydełko z bazy mydlanej, soli morskiej i wosku pszczelego (4). A jakie wakacyjne! Zrobicie?
Zauroczyło mnie to zdjęcie (5)… Nie wiem czemu, ale mogę się w nie wpatrywać… i wpatrywać…
Spodobały mi się bardzo torby South2 West8 (6) i spodobał mi się wybitnie ich katalog! I te żółwie… I ten klimat…
WSAKE – przeniosło mnie w inny świat! Po pierwsze mają wspaniałą, oryginalną biżuterię – ja te koralowe naszyjniki (7)… A po drugie podziwiam kreatywność i umiłowanie do natury! Bo jak inaczej powstałyby te roślinne czcionki (8). Może chwilkę zajmuje ich odszyfrowanie, ale i tak jestem pod wrażeniem! A te karty – „sam nie wiesz jak wspaniały jesteś” i „jesteś totalną gwiazdą”… Boskie!

Suchy olejek do ciała Arabska Noc – w dobre ręce oddam!

Kusi… Bardzo kusi… Uwodzi i wyostrza zmysły. Odpręża, odżywia, regeneruje. Przywraca chęć do życia i… miłości! Przenosi w odległe, tajemnicze krainy. Do haremu pełnego wschodnich piękności, wonnych olejków i płatków jaśminu. Widzicie już te ogromne czarne oczy spoglądające na Was zza przykrywającego twarz miękkiego muślinu?
Dzisiaj zrobimy orientalny olejek rodem z krajów Maghrebu. Pełen wschodniego pielęgnacyjnego dobra. Z olejkiem arganowym, migdałowym i z czarnuszki. Pachnący jaśminem i bergamotką. Jednocześnie relaksuje i dodaje energii życiowej. Jest też doskonałym afrodyzjakiem! Pomaga skórze walczyć z oznakami starzenia i stymuluje naturalne procesy regeneracyjne. 
Jest olejkiem suchym, czyli wchłania się natychmiastowo i nie pozostawia tłustej warstwy. Ma głęboki intensywny kolor. I ten zapach…Uwielbiam go!
Do wykonania oleju przygotujcie:
Wszystkie oleje i olejki ze sobą dokładnie mieszamy. Gotowy olejek wmasowujemy  w ciało. Najlepsze efekty przynosi zaraz po kąpieli, kiedy skóra jest jeszcze mokra.
Kochani, jeśli ktoś miałby ochotę wypróbować to wschodnie cudo, mam do dyspozycji tą buteleczkę ze zdjęć! Chętne oddam ją w dobre ręce:) I mam nadzieję, że się spodoba tak samo jak mi! Połączenie zapachów czarnuszki, jaśminu i bergamotki bardzo przypadło mi do gustu!
Chęć przygarnięcia olejku zgłaszajcie w komentarzach do końca poniedziałku 22 lipca 2013! Spośród zgłoszeń wylosuję osobę, która zaopiekuje się olejkiem. Wysyłka tylko na terenie Polski 🙂

Z morską bryzą

Nie mogę wyjść z tematu wakacji… I morza… I ciepłego Południa… Mam zatem dzisiaj dla Was mały marynistyczny przegląd rzeczy, które uwiodły mnie swoim morskim klimatem. Kolory biały i niebieski, z domieszką czerwieni, złota czy szarości. Klasyczna letnia mieszanka. Zawsze modna, zawsze pasująca. Coś do ubrania, coś do domu. 
Dzisiaj uniesie nas morska bryza!

Na zdjęciach:
1. Ceramiczna donica w kolorze AQUA, jakby z morza wyjęta! Z potrzeby piękna, cena: 59zł
2. Boja morska Gdynia, jako oryginalna ozdoba wnętrza; Future Home Design, cena: 60zł
3. Notes Coral – idealny, z rozgwiazdą, rybką i koralowcami! Zara Home, cena: 45,90zł
4. Góra od kostiumu – jakby z toni morskiej wyjęta! H&M, cena: 79,90zł
5. Cudowna bransoletka Bleumoo, proj. Gunia13, Decobazaar, cena: 39zł
6. Złota muszla w domu – czemu nie! Playa Marine! Zara Home, cena:  45,90zł
7. Torebka w stylu żeglarskim do letnich kreacji, PULL&BEAR, cena: 49,90zł
8. Delfinkowy top pasiaty, Reserved, cena: 19,90zł
9. Duża latarnia Nettie, idealna do nadmorskiej daczy…, Z potrzeby piękna, cena: 98zł
10. Morskie magnesy na wakacyjną lodówkę! proj. Ewuwka, Decobazaar, cena: 36zł

Kosmetyczne hity lata czyli wakacyjne odkrycia!

Pewnie każda z Was ma takie hity! Kosmetyki, które dopiero co odkryłyście, a okazały się niezwykle przydatne podczas wakacji, skuteczne lub po prostu doskonale umilały Wam letni czas. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać pięć moich największych odkryć kosmetycznych, które doskonale sprawdziły się w Turcji. Cieszę się, że miałam je ze sobą i że będą ze mną jeszcze w te lipcowo-sierpniowe polskie dni.

Oto przed Wami Lili Hity Lata!

Bo co robi blogerka na wakacjach? Foci kosmetyki 😀
Zaczynamy więc od wspaniałego…

Vedara Mus Intensywnie Wygładzający do Biustu i Dekoltu z 24 karatowym złotem
Cena: 58zł
Do kupienia TUTAJ

Vedara to nowa polska marka kosmetyków naturalnych. W moje ręce wpadł na razie tylko ten mus, ale już wiem, że chcę wypróbować więcej!! Jest cudowny! Pachnie owocową gumą do żucia, którą pamiętam z dzieciństwa. Zawiera 24-karatowe złoto i drobinki brokatu, które pozostają na skórze i delikatnie się mienią. Jeśli chcecie zabłyszczeć – polecam! 

Poza tym pełen jest marchewkowego dobra, które dba o koloryt wrażliwej skóry dekoltu i szyi. Ponoć „złoto stymuluje wzrost komórek doprowadzając do efektu napinającego i
liftingującego, a jednocześnie rozjaśnia i rozświetla skórę”. Stosowałam go wieczorem, po kąpieli, a rano lekki błysk witał mnie każdego dnia. Minus? Delikatnie barwi piżamę… Pomimo tego, bardzo polecam!

ITALCHILE Żel do zmęczonych nóg Elicrisia Relax 
Cena: 39,50zł
Do kupienia TUTAJ

Pierwszy dzień w Turcji… W zasadzie pierwsza noc, bo przyjechaliśmy około północy, po podróży do Katowic, potem lot do Izmiru i jeszcze godzina drogi do hotelu. Zmęczenie dopadło mnie okrutne, a nogi potrzebowały głębokiego relaksu. I wtedy z pomocą przyszedł ten cudny kosmetyk! Przyniósł wyczekiwane ukojenie i natychmiastowy chłód. Przydawał się też po wycieczkach w upalnym słońcu. Doprawdy – tego właśnie było mi wtedy trzeba!
Ma ziołowy aromat, konsystencję mleczka i certyfikat ekologiczny. Cytuję – pobudza krążenie krwi w nogach,eliminując poczucie ciężkości. Odżywia i zmiękcza naskórek. – Naprawdę! Do tego dochodzi świetna proporcja ceny do pojemności (150 ml). Polecam!


Olivaloe Masło do ciała
Cena: 45zł
Do kupienia TUTAJ

Prosto z greckiej Krety, czyli w sumie powróciło w prawie swoje rejony. Zawiera odżywczą oliwę z oliwek i bardzo łagodzący aloes. Doskonale sprawdza się podczas wakacji w ciepłych krajach. Koi przegrzaną, wystawianą zbyt długo na słońce skórę. Nawilża i pozostawia przyjemny letni zapach.
Charakterystyczny lekko zielony preparat o konsystencji gęstego kremu bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Określiłabym to masełko jako – rodzinne.

Planeta Organica Szampon Aleppo – odżywczy – do wszystkich rodzajów włosów
Cena: 18,50 zł
Do kupienia TUTAJ 

Ten uwodzący, tajemniczy, wschodni zapach idealnie komponuje się z urlopem w ciepłym kraju muzułmański. I chociaż do Aleppo zbyt blisko nie było, w Turcji sprawdził się idealnie. Rosyjski kosmetyk, podbijającej nasz rynek marki jest niedrogi, naturalny i skuteczny. Zawiera oliwę z oliwek, ekstrakt z fig, czarnuszkę i różę damasceńską, czyli wszystko to co lubię i cenię. Włosy myje bardzo dobrze, a w połączeniu z odżywką z granatem Alterry sprawdził się idealnie.

Zwróćcie też uwagę na opakowanie! Bardzo mi się spodobało, jest oryginalne i eleganckie. A do tego niezwykle praktyczne, dzięki dozującej pompce. Zaczynam zabierać się za rosyjskie kosmetyki!
Femi Olejek słoneczny Cocoa Samba
Cena: 101zł
Do kupienia TUTAJ
Dopiero Wam o tym olejku pisałam! Jeśli przegapiliście – zapraszam TUTAJ. Dodam tylko, że podczas wakacji jest doskonały! Wmasowywałam go co rano, po porannym prysznicu. Tak, aby przygotować skórę na opalanie i przy okazji nadać jej lekki błysk natłuszczenia. Po raz pierwszy podczas wyjazdowych wakacji moja opalenizna nie przybrała w żadnym miejscu czerwonego koloru, a ma to w zwyczaju. Od razu wchodziła w delikatny brąz. Być może przyczyniła się do tego także moja dbałość o odpowiedni filtr, ale przecież filtrów używałam zawsze… Polecam!
Znacie te kosmetyki? Lubicie je? A może macie własne typy na kosmetyczny hit lata??

W Turcji zakochana

Tak, tak… wróciliśmy…

Uwielbiam ten moment całkowitej beztroski i pełnego, świadomego, przyziemnego szczęścia, kiedy płynę w ciepłym Morzu Śródziemnym, w lazurowej przeźroczystej wodzie i mrużę oczy od ostrego słońca. Powolnymi posuwistymi ruchami przedzieram się przez spokojną toń. Uwielbiam ten moment. Chłonę go w całości, ilekroć się zdarza. Zapisuję w pamięci każdy jego szczegół, aby pozostał ze mną na długo. I dodawał energii.
W Turcji się zakochałam. Choć może tydzień to za mało na prawdziwą miłość… Polowaliśmy na ciekawą ofertę last minute i w końcu przydarzyła się idealna. Wykupiliśmy wycieczkę w poniedziałek, a we wtorek siedzieliśmy już w samolocie. Mieliśmy szczęście, bo oferta pojawiła się dosyć nagle. Hotel 4-gwiazdkowy z all inclusive z Tui był tańszy od tych z trzema gwiazdkami i dwoma posiłkami. Los nam sprzyjał.
Wiem, wiem… pewnie wiele z Was teraz pomyśli, że o wiele lepiej zwiedzać świat samemu niż z biurem turystycznym, że lepiej planować na własną rękę i poznawać kulturę we własnym tempie. Ja to rozumiem, bo my też tak jeździliśmy. Zalety zorganizowanych wycieczek poznałam w sumie niedawno i nie mogę ich nie docenić. Może to kwestia wieku? I dziecka? A może robimy się wygodni? W każdym razie po raz pierwszy skorzystaliśmy z oferty all inclusive i jesteśmy zachwyceni! Doprawdy – tygodniowa bajka! Wspaniałe jedzenie, napoje na zawołanie, pyszne drinki. Tego nam było trzeba!
Mieszkaliśmy niedaleko Çeşme, w hotelu Kaya Prestige. Tuż nad morzem, do którego można było wejść z pomostu. Bo plaża, moi drodzy, była usytuowana na pobliskiej wyspie, do której dowoziła gości hotelowa łódka kilka razy dziennie. Cudownie wspominam te rejsy! Nieraz spokojne, ale czasem mocno wiało i łódka z trudem pokonywała fale. A na wyspie? Na wyspie mieszkały urocze kozy, które ochoczo przechadzały się pośród leżaków, podpijając nam napoje (nawet piwo!) i wyjadając arbuzy! Dla nas, a zwłaszcza dla Róży, była to niesamowita atrakcja!
W hotelu przeważali Turcy. Są to wspaniali, sympatyczni, uśmiechnięci ludzie. W odróżnieniu od Polaków. Niestety… Trochę to przykre, ale to Polacy byli głośni, niegrzeczni, hałasowali do późna… Cóż… Może to się z czasem zmieni? Turcy w każdym razie bardzo przypadli nam do gustu. Róża co wieczór tańczyła razem z tureckimi dziećmi – swoimi nowymi przyjaciółmi na mini dyskotekach. Do teraz, jak usłyszy „kaczuszkę” to wariuje ze szczęścia!
Pobliskie miejscowości zwiedziliśmy pieszo i busikiem. Miasteczka są naprawdę urokliwe. Najbardziej spodobało nam się Alaçatı z wąskimi uliczkami, kawiarniami, restauracjami i sklepami z, o dziwo, ciekawym pamiątkami. Odkryliśmy tam cudowny sklepik z przetworami, winami, oliwą, mydłami i ceramiką. Idealny. Klimatyczny. Taki z przyjemnością sama bym prowadziła!
Smaki Turcji? Bakłażany na wszystkie sposoby! Wspaniałe sery i jogurty. Arbuzy. Pomidory. Czarnuszka. Uwielbiam czarnuszkę, a po raz pierwszy próbowałam jej dodanej do serów. Ostra papryczka. Mięsne kofty. I znowuż bakłażany! A na deser? Najdziwniejsze najsłodsze pod słońcem ciasteczka, baklawy, leguminy i babeczki. Po jednym gryzie tej słodkości odpadaliśmy 🙂
Polecam Turcję. Wrócę do niej. Nie wiem kiedy. Kiedyś na pewno…

 

 

Na koniec zdjęcie, które już Wam przesyłałam, ale je uwielbiam 🙂  Do zobaczenia Turcjo!
Facebook