Pomysł: Zioła z puszki!

Pomysł świetny! Na szybki, oryginalny prezent z poczuciem humoru. Dla miłośników gotowania, dla zapalonych ogrodników, ale też dla leniuszków roślinnych, dla tych, którzy dokładnie to nie wiedzą co z czym zamieszać, aby roślinka powstała. Zioła z puszki! A jakże! A czemu nie? Dostaje się to to taką, otwiera i ustawia na oknie. Co jakiś czas nawadnia, byle tylko wodą… I zioła home made gotowe. A wystarczy porządnie zutylizować dajmy na to… zielony groszek czy takie na przykład… pomidory w całości. Wnętrze zjadamy, puszkę myjemy, sypiemy ziemię i nasionka, a wieczko doklejamy klejem. Do tego dodajemy osobista etykietę i genialny prezent gotowy!

Pomysł pochodzi z Handmade Charlotte, autorstwa FUNKYTIME.

W roli głównej: Femi Olejek słoneczny Cocoa Samba

Iście wakacyjny! I o wakacje proszący. Pragnie wygrzewać się w słońcu na rozgrzanej skórze i rozkoszować urokami lata. Ten bezwstydnik to nasz dzisiejszy bohater! W roli głównej bowiem przed Wami Olejek słoneczny Cocoa Samba od Femi!

Kosmetyk nieco kontrowersyjny. Kiedy bowiem wspomniałam o nim pierwszy raz na Facebooku pojawiła się opinia, że ma okropny zapach, a zaraz za nią dwie kolejne, że jest on jednak wspaniały. I otóż to – ciężko aromat olejku jednoznacznie określić. Kiedy trafił w moje ręce w zupełności nie przypadł mi do gustu. Przypominał raczej stare apteczne specyfiki. W miarę jednak używania stał się intrygujący i fascynujący. Im dłużej stosuję olejek, tym bardziej mi się podoba! Ot, takie to to dziwo.
Ale co to właściwie jest ten olejek słoneczny? Cytuję: to kompozycja egzotycznych olei roślinnych w tym kokosowego, z masłosza i masła kakaowego. Oleje te dzięki zawartości cennych substancji odżywczych, w tym niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminy E i karotenoidów wywierają korzystny wpływ na skórę w postaci nawilżenia, regeneracji i wzmocnienia bariery ochronnej skóry. Olejek Cocoa Samba nadaje opaleniźnie piękny koloryt o złotym odcieniu. 
Jest to zatem taka mieszanina, która ma nam skórę odpowiednio do opalania przysposobić i jednocześnie to opalanie lekko przyspieszyć i poprowadzić we właściwym kierunku, którym jest zdrowy naturalny odcień opalenizny. O czym należny pamiętać, to to, że olejek nie posiada filtru chroniącego przez promieniowaniem UV, co oznacza, że podczas kąpieli słonecznych konieczne jest stosowanie innych preparatów.
Osobiście polecam go bardzo do wmasowania w skórę jeszcze w domu, w chłodzie, przed opalaniem. Tak, aby spokojnie miał szansę się wchłonąć. Czynność tą można powtórzyć potem jeszcze w trakcie plażowania. Wasza skóra z pewnością będzie Wam wdzięczna. Olejek bowiem doskonale ją pielęgnuje, wygładza i odżywia.
Ma intensywną żółto-pomarańczową barwę i jest dosyć tłusty. Pomimo tego naprawdę szybko się wchłania, nie pozostawiając nieprzyjemnej bariery na skórze. Dzięki wygodnej buteleczce z pompką, aplikacja jest wygodna i praktyczna.

I jak Wam się taki olejek podoba?

Po olejek wpadajcie do Laboratorium Femi.

Etykiety do ściągnięcia

Spójrzcie kochani w jak genialny sposób Ez autorka bloga Creature Comforts przeobraziła klimat i barwy ubrań w kolorowe etykiety do prezentów! Wyszło naprawdę uroczo! A co najważniejsze – te etykietki możecie sobie ściągnąć, wydrukować, wyciąć i używać na co dzień! Doprawdy, bardzo lubię takie inicjatywy! I te kolory i wzory! Zwłaszcza wyszywano-kwiatowe!
Po etykiety z kwiatami wpadnijcie więc TUTAJ i kliknijcie pasek z napisem download.
Po etykiety wzorzyste w odcieniach morskim i melonowym wejdźcie TUTAJ i także kliknijcie sobie w jeden z pasków z napisem download.

Zauroczona: Prace Jenny Tiffany

Jenny Tiffany to moje najnowsze odkrycie! Jej prace są przecudne! Jednocześnie proste, bardzo kolorowe, może trochę nieco bajkowe i oryginalne. Motyw trójkątnych gór w nachodzących na siebie barwach najbardziej mnie zauroczył. Wszystko jest spójne i zabawne. A każdą z tych grafik powiesiłabym u siebie w domu. Ot, taka górsko-leśna baśń dla dużych i małych dzieci z lekko retro klimatem.

Prawda, że urocze?

Grafiki Jenny Tiffany dla Society6

Pozdrowienia z Turcji

Kochani, jeśli śledzicie Lili na Facebooku wiecie pewnie, że od wtorku przebywamy z rodzinką na wakacjach w Turcji. Posty, które Wam w tym tygodniu serwuję przygotowałam specjalnie wcześniej, a wycieczkę wykupiliśmy dosłownie w poniedziałek:) Jest cudownie, pięknie i słonecznie. Wszystko dokładnie opowiem, jak już wrócimy, a tymczasem przesyłam gorące pozdrowienia!!!!!

Zapach wspomnień

Odkryłam to już dłuższy czas temu. I tak się zastanawiam czy to aby nie jest oznaka starzenia się. Bo czy zauważyliście, że latem każdy wieczór pachnie innym wspomnieniem? Każdy dzień. I każdy podmuch wiatru. Być może mam już po prostu na tyle wspomnień, że zaczynają mnie w dziwnych momentach atakować. Znienacka. Wracamy ze spaceru i akurat zbiera się na burzę i już mam przed oczami ten deszczowy dzień kilka lat temu… Niekiedy ciepły wiatr przywieje aromat upalnych dni i chwil spędzonych na żaglach, na dworcach, na polnych drogach czy dalekich wyprawach. Nawet niespecjalnie piękne zapachy smażących się fast foodów potrafią przenieść mnie w czasie.

Bo w lecie dzieje się więcej. W lecie przeżywamy. I te przeżycia tworzą nasze wspomnienia i zapisują się w pamięci kształtami, kolorami, uśmiechami i właśnie zapachami. Zapach zimy? Śnieg i Boże Narodzenie. Zapach lata? Cała feria najdziwniejszych aromatów, od tych subtelnych, łagodnych, po wykrzywiające nozdrza śmierdziele. Latem dzieje się nasze życie. Nie zamykamy się w kokonie mieszkań w wielkiej płycie,  chcemy współistnieć i być. I za to kocham lato.

I kocham wspomnienia. I to, że co lato tworzymy nowe. Staram się więc wdychać zapach Róży, bo wiem, że nigdy już taka malutka nie będzie i nigdy nie będzie tak wyjątkowo pachnieć. Chłonę woń sezonowych potraw, lasu o poranku, powietrza po burzy, truskawek i czereśni. Chłonę nawet krakowskie spaliny… Może kiedyś, kiedy będę daleko od Krakowa, właśnie ten specyficzny zapach mi o nim przypomni?
Ale najbardziej lubię chłonąć woń dalekich nowych nieodkrytych przeze mnie jeszcze krain!

Facebook