Lili Alfabet Roślinny

Tak mi w głowie utkwił pomysł zrobienia własnego roślinnego alfabetu… i świdrował… i świdrował… że się w końcu wczoraj zmobilizowałam i przygotowałam pierwszą wersję:) Jeszcze nie idealną, ale za to bardzo słoneczną i kolorową. I już wiem, że będę dalej kombinować! A potem będę sobie pisać…
Jak Wam się podoba mój mały roślinny alfabet?

Po-Weekendowe Cuda no41

Która z nas, kobietki drogie, nie byłaby zachwycona, gdyby  ktoś na wypełnił całego przedniego siedzenia Waszego samochodu kwiatami (1)? Cudnie!
Roślinne literki wyglądają uroczo (2). Moje nowe wyzwanie! 🙂
Zaprosiłabym takie lampki grzyby do siebie do domu (3). I to nie tylko do pokoju Róży. Sama taką chce przy łóżku!!
Pomysł na dekoracje stołu? Nie, to pomysł na stół (4). Po prostu. Z trawą 🙂 Jak dla mnie bomba, choć zapewne w mojej wersji po środku byłoby sianko…
To zdjęcie (5) mnie zahipnotyzowało. Kompilacja startów samolotów na lotnisku w Hannoverze. Niesamowite! Autorstwa Ho-Yeol Ryu.
Podglądam sobie ostatnio begaja art na decobazaar. I tak na przykład ta patera indiańska (6) skradła moje serce! 
Bardzo prosty sposób na stworzenie rustykalnej traperskiej świecy dla Waszego faceta (7). Sama może zrobię:)
Moja miłość do wszelkich silikonowych foremek właśnie się dosyć mocno odzywa! I wzywa! I serce kwili, bo zobaczyło te babeczkowate kształty (8)… A przecież już w tym miesiącu kupiłam i robaczki i lody-plastry miodu… Poczekam…
Na koniec… czasami marzenia, które się spełniają to te, o których istnieniu nie miałeś pojęcia.(9)

Wyniki + Jakość warsztatu

Najwyższa pora na ogłoszenie mydełkowych zwycięzców Uśmiechniętego Konkursu! Wspaniali jesteście wszyscy – śmiałam się całym sercem i całą sobą czytając Wasze komentarze. Wybrałam jednak w końcu cztery zwycięskie, a oto ich autorzy i ich nagrody:
  1. Mydło marsylskie Winni’s + Soapylove Mydlane lody na patyku Flower Power – Paulina Gad
  2. Mydło marsylskie Winni’s + Soapylove Perfumki w roll-onie Berry Blossom – Niciutka
  3. Mydło marsylskie Winni’s + Soapylove Perfumki w roll-onie Sugared Vanilla – Agnieszka Matysek
  4. Mydło marsylskie Winni’s + Soapylove Mydlane lody na patyku Citrus Twist – dezemka
Dziewczyny – poproszę o dane do wysyłki nagród na lilinatura@lilinatura.pl!!!! Dziękuję!
A teraz coś niecoś warsztatowego. Wiecie zapewne, że prowadzę czasem warsztaty kosmetyki naturalnej. Lubię je bardzo, choć trzeba przyznać, że często wymagają dużo pracy włożonej zarówno w przygotowania materiałów i półproduktów, ale też tych całych godzin spędzonych na douczaniu się pod temat warsztatu. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze dają mi ogromnego kopa do dalszego działania. Wracam całkowicie nakręcona, a jednocześnie jakby wypompowana, bo całą energie wkładam w warsztat. Choć i tak nie jest już źle, bo kiedyś, na początku, dawno temu, jak wracałam po warsztatach to kładłam się na łóżku i nie mogłam ruszyć 🙂 
Tymczasem, przeglądając ostatnio ulubione amerykańskie blogi natknęłam się na relację z warsztatu florystycznego organizowanego przez autorkę DesignLoveFest. Swoją drogę – świetną dziewczynę, którą wręcz uwielbiam 🙂 W każdym razie – pomyślałam sobie, że tak właśnie powinny wyglądać warsztaty. Taką jakość mieć powinny. Tak dopracowane powinny być szczegóły, otoczenie, miejsce. A do tego taki być powinien catering – smaczny, uroczy, prosty, ale z klasą.
Zawsze staram się, aby moje warsztaty były jednocześnie atrakcyjne, pełne różnorodnych półproduktów, ale też stosunkowo tanie. Tymczasem marzą mi się takie spotkania, jak to na zdjęciach. Z przerwami na pyszne jedzonko. I zakończone niespieszną kawą z uczestniczkami. W niezwykłym otoczeniu, z pięknymi opakowaniami, miseczkami, tekstyliami. Tylko czy nas aby stać? Czy byłybyście chętne na coś bardziej… fancy?

Zdjęcia DesignLoveFest, woodnote photography

O masażu igłami na bóle kręgosłupa

Oboje z mężem mamy problemy z kręgosłupem. Mnie na szczęście (odpukać!) od jakiegoś czasu (lub chwilowo) nie dokucza za bardzo. Staszek niestety od kilku miesięcy boryka się ze stałym bólem. Kiedy więc zaproponowano nam serię masaży wieloigłowymi wałkami i matami, pomyślałam od razu o nim. W sumie z dwóch powodów – żeby mu nieco ulżyć, ale też dlatego, że mnie osobiście te igły przerażały.
Wspominałam Wam już o wałeczku do twarzy (TUTAJ), który polubiłam i który używam sobie od czasu do czasu. Tutaj w grę wchodziło jednak znacznie więcej igieł i znacznie więcej ciała… A że męża mam dzielnego, to się zgodził. Nawet z chęcią, bo akurat kończył mu się urlop i z tym bólem miał wracać do pracy. Muszę też zaznaczyć, że razem wypróbowaliśmy już wiele metod rehabilitacji – od masaży po krioterapię.
Pierwsze pozytywne wyniki igłowej kuracji mąż zaczął odczuwać już po kilku zabiegach. Kiedy zbliżała się do końca, był już niemal zachwycony efektami. Wtedy to postanowiłam, że o tym dziwie niesłychanym napiszę w Lili, co podchwyciła Pani Irena – dystrybutor aplikatorów i namówiła mnie na masaż. Żeby poczuć to na własnej skórze. Żeby wiedzieć o czym pisać.
Poszłam więc, a przyznam, że szłam prawie jak na skazanie, bo wiedziałam już mniej więcej czego się spodziewać. Zabieg bowiem zaczyna się od 20 minutowego leżenia na wieloigłowej dużej macie, ułożonej, w moim przypadku, głównie na dole pleców. Zastanawialiście się kiedyś jak się czuje fakir? Ja już wiem! Położenie się na tych igłach boli. I ból ten trzeba wytrzymać przez pierwszych kilka minut, po czym przestaje… Tak jakoś magicznie. Najpierw przechodzi w dziwne rotacyjne wibrowanie, a następnie po ciele rozchodzi się ciepło. Wszystko byłoby już dobrze, gdyby nie fakt, że zejście z tej maty boli bardziej niż położenie się na niej…
Potem jest już tylko lepiej. Masaż wałeczkami z igłami wcale nie jest straszny, a następujące po nim naciski masażerem ręcznym to już czysta przyjemność. Tak samo jak końcówka zabiegu – masaż ręczny aromaterapeutyczny. Wybrałam do niego olejek bergamotowy i długo jeszcze ten energetyzujący zapach unosił się wokół mnie.
Ciężko mi samej stwierdzić efekty po jednym masażu w chwili, gdy w zasadzie bardzo ten kręgosłup mi nie dokucza. Może o nich zaświadczyć jednak mój mąż, którego przestały boleć plecy. A męczyły go już bardzo… Przeszedł on serię takich zabiegów i sam na ból spowodowany naciskiem na maty bardzo nie narzekał. Stwierdził wręcz, że można się do igiełek przyzwyczaić. A ja stwierdzam, że igiełki naprawdę coś w sobie mają! I jak mnie znowu dopadnie, to się do Pani Ireny zgłoszę 🙂

Maty i wałeczki dostaniecie w Zdrowolandia.pl

A wszelkie pytanie polecam kierować do dystrybutora –  Aplimedica.

Kilka letnich porad

Wszystkie kosmetyczne pomysły, które akurat krążą mi po głowie wymagają obniżenia temperatury. I nie tylko one, bo tak samo moje chęci do pracy kuchennej. Postanowiłam więc dzisiaj zaserwować Wam coś bardzo na czasie – kilka prostych letnich porad. Mam nadzieję, że się przydadzą! Choć pewnie już je wszystkie znacie 🙂

Zauroczona: The Little Flower Soap Co.

Jak zapewne już wiecie, lubię wyszukiwać i podglądać małe, zachodnie, kosmetyczne i do tego naturalne manufaktury. I podziwiać je i jej twórczynie. Uczyć się i inspirować. Tym razem pokażę Wam jedną z ciekawszych, jakie widziałam – The Little Flower Soap Co. Zwróćcie uwagę na te dyskretne urocze opakowania. Jak dla mnie – idealne!
Najbardziej zaciekawiły mnie małe rescue balms czyli balsamiki ratunkowe w aluminiowych puszkach. Jeden na skórę, pełen dobroczynnych masełek i olejów, a drugi na mięśnie – z cynamonem i mentolem. Oba z dziurawcem i arniką. Ciekawa jestem bardzo ich receptur i pewnie kiedyś pokuszę się na przygotowanie podobnych. Z największą przyjemnością wypróbowałabym też te kuszące balsamy do ust, sole do kąpieli czy mydła. A jak pięknie wyglądają w zestawie, jako prezent!

Przed Wami więc The Little Flower Soap Co.

Zdjęcia The Little Flower Soap Co.

Facebook