Konkurs: Wygraj lilinaturalną torbę pełną niespodzianek!

Mam dzisiaj dla Was coś specjalnego!!! Bardzo kobiecą, bardzo lilinaturalną, bardzo praktyczną i ekologiczną torbę na zakupy i na co dzień. Z lili kwiatami! A w środku moc niespodzianek!

Niespodzianki pozostaną niespodziankami! Bo niespodzianki cieszą zupełnie inaczej! Ciekawi jesteście co tam znajdziemy? Podpowiem tylko, że będzie bardzo naturalnie i…
…coś do rąk…
    ….i coś do wody…
      …i coś pachnącego…
         …i coś tłuściutkiego…
            …i jeszcze inne cosie!
Jeśli chcielibyście wygrać lilinaturalną torbę, proszę Was tym razem tylko o
  • udostępnienie tej informacji albo na Waszym blogu (w postaci podlinkowanego banerka)
  • albo na Facebooku (nawet przyjaciółki, siostry czy mamy – poprzez udostępnienie publiczne posta konkursowego z profilu Lili – TUTAJ). 
  • w komentarzu pod tym postem pozostawcie swój uśmiech i informację o tym, gdzie udostępniliście konkursową notkę (najlepiej w postaci linka)..
Na Wasze zgłoszenia czekam do niedzieli 8 września 2013 do północy. Spośród wszystkich osób, które pozostawią powyższe komentarze, wylosuję tą, do której powędruje torba. Zwycięzcę ogłoszę na blogu do 11 września 2013.
Na zgłoszenie zwycięzcy z adresem do wysyłki będę czekała 10 dni od ogłoszenia wyników. Wysyłka jedynie na terenie Polski. W konkursie można wziąć udział tylko raz.
Zapraszam!!!!

Zauroczona: The Rubish Revival

Jak niesamowite, cudowne i piękne rzeczy można stworzyć z tego, co wyrzuciło na brzeg morze! A w szczególności ze szkła, które toń morska tak przemieniła, że przestało być groźne i ostre. Te morskie kamyczki przeobrażają się w The Rubbish Revival w biżuterię, w magiczne mieniące się mobile oraz w to, co osobiście podoba mi się najbardziej – magnesy!
Odrobina kreatywności, nieco umiejętności i spojrzenie na świat i tak naprawdę zwykłe odpadki z innej strony. To jest The Rubibsh Revival. Boskie!

Zdjęcia The Rubibsh Revival na Etsy.com

Jej Świat: Happyholic

Zaglądam do niej, kiedy mi źle… Kiedy dopada mnie chandra, pustka. Kiedy brakuje motywacji i chęci. I zawsze jakoś tak lepiej się robi. Zawsze coś mądrego się dowiem. I zawsze uśmiech się pojawi. Jeśli potrzebujecie czasem takiego pozytywnego kopa, całej mocy wspaniałych inspiracji i po prostu zwyczajnej radości – wpadnijcie do Happyholic!
Justyna, autorka i prawdziwa happyholiczka pokaże Wam dzisiaj swój świat! A ja już zapraszam do jej bloga – TUTAJ!
Muszę przyznać, że już od samego
zastanawiania się nad rzeczami, bez których nie mogę żyć, zrobiło mi się
naprawdę przyjemnie! Postanowiłam wybrać spośród nich siódemkę, która
towarzyszy mi praktycznie codziennie:

1.  Książki o pozytywnym stylu życia – tak, tak jestem
prawdziwym maniakiem książek o szczęściu. Gdyby ktoś wszedł do mojej
sypialni i spojrzał na regał, prawdopodobnie stwierdziłby, że mam
poważne problemy z własnym nastrojem. Ale dla mnie jest to po prostu
masa radosnych, motywujących inspiracji! Nie wyobrażam sobie tygodnia,
bez przeczytania chociaż jednego rozdziału takiej książki. To mój
osobisty pokarm dla duszy.

2. Sukienki – przez większą część życia nie lubiłam
sukienek, aż do czasu gdy stały się dla mnie porannym zbawieniem. Zawsze
stawałam przed szafą i zmagałam się z odwiecznym problemem większości
kobiet, pod tytułem: nie mam się w co ubrać. Odkąd stopniowo zaczęłam
wypełniać garderobę sukienkami, z ulgą zauważyłam, że codzienny problem
ze skompletowaniem pasującego do siebie stroju zwyczajnie zniknął.

3. Lody z bitą śmietaną i czekoladową posypką –  pewnie
nie ma się czym chwalić, ale stałam się okropnym maniakiem lodów. Jem
je codziennie, czasem nawet po kilka razy! Myślałam, że to kwestia
upałów, ale mimo iż na zewnątrz się oziębiło, miłość do lodów pozostała.
Nawet gdy to piszę, mam ochotę przyrządzić sobie mały deser. Aaaa!

4. Rozmowy z ludźmi – mimo, iż z całą pewnością jestem
introwertykiem, jednocześnie jestem totalnie uzależniona od spotkań z
ludźmi. Nawet nie pamiętam już takiego dnia, który spędziłabym
całkowicie sama. Ludzie dodają mi energii, inspirują, umożliwiają
spojrzenie na różne sprawy z zupełnie innej perspektywy.  Są to przede
wszystkim chwile z najbliższymi – moim chłopakiem, przyjaciółkami,
bliskimi znajomymi. Ale często masę radości sprawia mi także rozmowa z
kimś nowym, poznawanie nowych twarzy. Kontakty z ludźmi to największy
sekret szczęścia i chyba nic nie jest w stanie tak poprawić niezbyt
udanego dnia, jak rozmowa z kimś, kto nas rozumie.

5. Pięcioletni dziennik – ponad rok temu zaczęłam
zapisywać codziennie odpowiedź na jedno pytanie w pięcioletnim
dzienniku. Początkowo nie sprawiało mi to aż tak ogromnej frajdy, czasem
ciężko było się przemóc wieczorem, wziąć pióro i zapisać to krótkie
zdanie. Ale teraz, gdy kilka miesięcy temu minął pełny rok tych zapisków
i widzę odpowiedzi sprzed 12 miesięcy wiem, że to cudowna forma
przechowywania wspomnień. Oprócz dziennika z pytaniami, prowadzę także
dziennik, w którym zapisuję jedno zdanie charakteryzujące miniony dzień.
Nawet nie mogę sobie wyobrazić, jaką przyjemność będą sprawiać mi te
notatki w dalszych latach, gdy będę mogła zobaczyć jak zmieniało się
moje życie w takim okresie czasu!

6. Kosmetyki o zapachu wanilii – jeśli tylko znajdę w
drogerii cokolwiek, co ma zapach wanilii (oprócz typowo chemicznych
aromatów, które mnie odrzucają) z całą pewnością kupię taki kosmetyk. To
mój ulubiony zapach wszech czasów. Kilka lat temu nawet poznałam pewną
osobę, która powiedziała mi, że już wcześniej, odkąd pierwszy raz obok
mnie usiadła, kojarzyłam jej się z zapachem ciastka. To mówi samo za
siebie!   

7. Robienie przeróżnych zapisków – o tak! Uwielbiam
tworzyć różnego rodzaju plany, projekty, notatki, listy! Praktycznie
codziennie zapisuję różne pomysły, przemyślenia, rzeczy, które
chciałabym zrobić. To dla mnie niesamowicie inspirujące zajęcie, które
jednocześnie pozwala poukładać w głowie różne sprawy i myśli. 

Happyholic

 

Zdjęcia: archiwum autorki / 1 / 2 / 3

W roli głównej: The Body Shop Masło do ciała Honeymania

Dzisiejszy post nie jest takim całkowicie zwykłym postem… No tak… staram się, aby żaden z moich postów zwykłym nie był, ale ten jest jeszcze bardziej niezwykły! Jest to bowiem post konkursowy. Wzięłam udział w zabawie The Body Shop z okazji premiery nowej serii kosmetyków – Honeymania. I marzy mi się zwycięski weekend na moich ukochanych Mazurach, w miejscu, o którym już nawet zawodowo sporo dobrego słyszałam – w Siedlisku Morena. 

Dzisiaj zatem przed Wami masełko Honeymania z The Body Shop!

Masełko jest częścią konkursu i jego niezwykle przyjemnym elementem. Przywędrowało do mnie w 50-mililitrowym pojemniczku, który zapewne służy do celów promocyjnych, ale ma bardzo dużą zaletę – mieści się świetnie do torebki lub niedużej kosmetyczki na krótkie wyjazdy. Zawędrowało ze mną więc na kilka dni na wieś i sprawdziło się tam świetnie!
Ale od początku… The Body Shop wprowadza całą linię kosmetyków, których przewodnim motywem jest miód. Zalicza się tu wspomniane masełko, ale także żel pod prysznic, balsam do ust, mydło, peeling, miód do kąpieli i woda toaletowa. Kuszą mnie teraz najbardziej te dwa ostatnie. Bo jak to wspaniale brzmi – miód do kąpieli?! A z wodą toaletową mogłabym zatrzymać ten niesamowity zapach na dłużej.
Bo to zapach jest właśnie główną zaletą kosmetyków Honeymania. Po użyciu masełka jeszcze długo pozostaje na skórze. I poprawia humor. Nie wiem wprawdzie czy kiedykolwiek połączyłabym go z miodem, ale nie zmienia to faktu, że bardzo przypadł mi do gustu. Lekko słodki, lekko kuszący, może lekko odchodzi ku cytrusom…
Masełko wyglądem przypomina serek waniliowy. Jest miękkie, maślane i aksamitne. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. A co najważniejsze naprawdę przyjemnie nawilża skórę. Staje się ona miękka i lekko błyszcząca. Na powierzchni nie pozostają tłuste ślady, więc doskonale sprawdzi się, kiedy mamy mało czasu. No i ten zapach, który unosi się z każdym ruchem…
Głównymi składnikami kosmetyku są moje ulubione i chyba najbardziej uniwersalne masła: kakaowe i shea. Sama często je łączę i wykorzystuję w swoich przepisach. Znajdziemy tu też olej sezamowy i z orzechów brazylijskich, które to znane są ze swych właściwości pielęgnacyjnych. Skład jednak idealny całkowicie nie jest… A miodu, który ma być hitem serii, który pochodzi ze sprawiedliwego handlu z Etiopii, jest w nim niestety bardzo nie dużo. Szkoda. Ale od pszczół mamy jeszcze wosk, więc są dobrze reprezentowane!
Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z mojego konkursowego masełka. Ja, moja skóra i zmysły moje. I wiem na pewno, że kiedyś miodowa mania mnie jeszcze dopadnie. Najprawdopodobniej w postaci wody toaletowej 🙂
Jeśli chcielibyście śledzić konkurs i inne opinie o masełku – wpadajcie na FB – TUTAJ!

Zdjęcia: seria Honeymania Wizaz.pl / pszczoła

Przegląd malinowy

Natchnęły mnie maliny, którymi ostatnio zajadamy się w domku. I przegląd malinowy powstać musiał. Bo warto malinami odżywić ciało i od środka i na zewnątrz!

 

Na zdjęciach:

1. Lavera Pasta do zębów dla dzieci z wyciągiem z truskawek i malin

Już o niej kiedyś pisałam, ale zasługuje na kolejne wzmianki, bo ją z Różą uwielbiamy. Kiedyś mała ją w większości zjadała, teraz coraz sprawniej nam już mycie wychodzi. A pasta wygląda jak soczysty owocowy mus! 
Lavera.com.pl, cena: 13zł

Odkąd Kivvi spróbowałam i zobaczyłam, bardzo markę lubię. A olejek malinowy i ekstrakt jabłka kuszą, zaklęte w uroczym kremiku. 
BeeEco.pl, cena: 106zł

Ta marka to dla mnie całkowita nowość. Aromatyczny szampon do włosów na bazie naturalnych wyciągów z żurawiny i
maliny, doskonale nawilża i pielęgnuje włosy zniszczone zabiegami
fryzjerskimi.
be natural, cena: 26,77zł

Bez soku nie mogło się obejść! Naturalne źródło witaminy C, wspomaga odporność, rozgrzewa.
NATURAiJA, cena: 26,50zł
Dosyć długa nazwa…  Jagodowe mydło Babci Agafji, przygotowano na wodzie zmrożonej o właściwości miękkiej „deszczówki”, nasycono ekstraktem zbieranej w tajdze borówki brusznicy, naturalnymi olejami z szałwii i liści maliny. 
Lawendowa Szafa, cena: 16zł
Z ekstraktem malinowym. Kwiatowo ziołowy krem głęboko nawilża, ujędrnia i zmiękcza skórę.
Przywraca równowagę przetłuszczającym się i suchym partiom twarzy. 
Matique, cena: 79,90zl
Kolejna nowość. Ta oryginalna formuła łączy w sobie ekstrakty z prawoślazu lekarskiego,który zmiękcza i ekstraktu z malin o działaniu odżywczym i antyoksydacyjnym. Mleczko oczyszcza i jednocześnie przyjemnie nawilża, pozostawiając skórę miękką i aksamitną w dotyku.
Tygiel Natury, cena: 36,80zł

Po-Weekendowe Cuda no43

Cudowne nożyczki (1) 🙂 Ich funkcja użytkowa nieco się zatraca, ale co tam. Ozdobą mogą być wspaniałą.
Dzikie poduszki z leśnymi i wiejskimi krajobrazami (2) z miłą chęcią przygarnełabym i poukładała na kanapie. I za każdym razem, kiedy kładłabym na nich głowę, przenosiły by mnie w inny świat…
Tą okrągłą półkę (3) widzę na ścianie pośród moich kolorowych tamborków. Pasowałaby wręcz idealnie.
Do zrobienia! Na przykład na ślub bliskiej osoby – kwiatowy napis LOVE (4).
BOSKIE i IDEALNE opakowanie na kąpielowe „czekoladki” (5), które w wodzie się roztopią i nawilżą skórę. Tak… takie chcę robić 🙂
Niesamowita biżuteria z węgla z Pracowni bro.Kat (6). Mnie zauroczył ten mały pierścionek.
Wazony-lampy czy lampy-wazony (7)? Pomysł świetny. Chciałabym zobaczyć jak świecą na żywo!
Cudne drewniane miseczki w pastelowym różowym kolorze (8). Chcę 🙂
Inspiracja na późno-letni obiad na specjalną bądź całkowicie codzienną okazję (9). I wszystko smakuje lepiej. Stylizowała Heather Bullard.
Facebook