Zauroczona: kwiatowe wyzwanie The House that Lars built

To jedna z tych rzeczy, od których nie można oderwać wzroku! Całkowicie zauroczyło mnie rysunkowe wyzwanie z bloga, który jest moim nowym odkryciem – The House that Lars built. Jego wspaniała autorka postanowiła pomóc nam nauczyć się rysować kwiaty i każdego majowego dnia udostępniała filmik z nowym instruktażem. Całość opatrzyła w totalnie przepiękne zdjęcia, które to właśnie przykuły moją uwagę i którymi się z Wami dzisiaj dzielę.

Jeśli więc macie chęć na kwiatowe rysowanie, a do tej pory nie wiedzieliście jak się za nie zabrać, albo jeśli po prostu chcecie popatrzyć na coś ładnego – sprawdźcie majowe (i nie tylko) posty z Flower Drawing Challenge na The House that Lars built.

anemone bird-of-paradise ranunculus sweet-pea-day-6

 

Co nowego?

Miałam Wam trochę ponarzekać. Że maj się już kończy, że cały długi weekend przeleżałam chora w domu, że pracy dużo, że chciałoby się gdzieś daleko, a jest się cały czas tu blisko. Nawet coś tam napisałam. I wyjrzałam za okno, na napuchnięte od liści drzewa, pyłki unoszące się między nimi, które zawsze przypominały mi małe wróżki, na zbierające się powoli burzowe chmury. No i, jeju, tyle było czekania na ten świat zielony, na to, aby można było z domu wyjść tak jak się stoi, na zapach gorącego betonu, który uderza w nozdrza zaraz po wyjściu z domu. No i czy to można tak narzekać? Skoro maj wprawdzie za pasem, ale cały czerwiec przed nami? Lato całe!

No więc nie narzekam, a uprzejmie donoszę, że się uśmiecham. Że pomimo bolącego gardła udało nam się umknąć z miasta na niedzielę i znaleźć magiczne, zapomniane miejsce. I że dzieje się sporo.

To będzie pracowity czerwiec. Szykuje się kilka warsztatów podczas imprez firmowych – czerwiec to środek sezonu. W najlepsze trwają też prace nad książką. Mam cały sztab ludzi, którzy zajmują się jej poszczególnymi częściami. Tekst już oddany, poprawiony przez korektorkę. Sporo natomiast zostało zdjęć do zrobienia, co jest dla mnie dużym wyzwaniem. Muszę bowiem sprostać wysokim wymaganiom grafików z wydawnictwa, co wierzcie mi, nie jest łatwe. Zwłaszcza dla kogoś, kto wszystko robi w sumie intuicyjnie. W tej sytuacji kurs fotografii staje się jednym z priorytetów na najbliższy rok. Tymczasem będę się jeszcze trochę fotograficznie gimnastykować. Oby tylko efekty były… no ładne po prostu. 🙂

Cóż poza tym? Standardowa praca z Lili in the Garden, któremu to muszę poświęcić więcej czasu. Chciałabym też bardzo więcej publikować tutaj, zwłaszcza, że pomysłów mam sporo. Uda się, prawda? Kurs organizacji czasu zrobię zaraz po kursie fotografii 🙂

Poza tym życie trwa w najlepsze, zwłaszcza w maju i czerwcu. Bo to dla nas miesiące świętowania. W maju urodziłam się ja, w czerwcu Róża. Mamy też Dzień Matki i Dzień Dziecka. Całkiem w sumie niedawno wrócił do domu mój mąż po trzech miesiącach nieobecności. Świętowania mamy więc sporo. I chyba to jest najpiękniejsze, co?

Co tam u Was kochani? Jak Wam minął maj?

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Pod lupą: Kubeczek menstruacyjny Lady Cup

kubeczki lili 1

Zostałam niedawno zaskoczona przedziwną propozycją. Zaproponowano mi bowiem przetestowanie czegoś nowego – kubeczka menstruacyjnego. W pierwszym odruchu miałam odmówić. Po pierwsze – sam produkt wywołał jedynie przerażenie. Po drugie, te sprawy wydały mi się jednak zbyt intymne, aby opisywać swoje wrażenia na blogu. Z ciekawości jednak weszłam na stronę, zobaczyłam filmik, przyjrzałam się bliżej zagadnieniu i pomyślałam, że przeprowadzę z Wami, drogie dziewczyny, po prostu małe śledztwo. Spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie czy spróbować czy nie? Czy używanie takiego wielkiego czegoś w te trudne dni to dobry pomysł. A jeśli dobry, to w czym lepszy od naszych tamponów i podpasek.

Zacznijmy od tego, co to właściwie jest? Bo wygląda, pomimo swych pięknych kolorów, nieco złowieszczo. Kubeczek menstruacyjny to nic innego jak ekologiczny zamiennik tradycyjnych tamponów, wykonany z bezpiecznego, certyfikowanego silikonu medycznego, który umieszcza się w czasie okresu w pochwie. Jak się tam mieści? Ano ponoć bez problemu. Pochwa jest bowiem bardzo elastyczna, tak samo jak kubeczek. Należy go zgiąć, zaaplikować, a on już tam wewnątrz się otworzy i w naturalny sposób dopasuje. Dzięki temu jest ponoć niewyczuwalny lub prawie niewyczuwalny. Komfort użytkowania, chodzenia, wykonywania codziennych czynności jest więc spory. Co więcej, kubeczek może znajdować się wewnątrz nawet do 12 godzin, ale najlepiej opróżniać go i oczyszczać 2-5 razy na dobę.

Wiem o czym myślicie – czy nic się nie wyleje podczas noszenia i wyciągania? Tutaj również media, a zwłaszcza miła pani z filmiku Drogerii Ekologicznej Better Land uspokajają. Można z nim ponoć nawet spokojnie uprawiać aktywność sportową, a co do wyciągania – robimy to w pozycji pionowej, przytrzymując odpowiednio palcami, dzięki czemu zapobiegamy wylewaniu.

Pojawiło się poza tym kilka ciekawych argumentów przemawiających za kubeczkiem. Po pierwsze – jest ekologiczny, co zrozumiałe. Nie produkujemy tony śmieci, mamy jeden produkt, wielokrotnego użytku. Dodatkowo jego kupno, w dłuższym okresie czasu jest bardzo ekonomiczne. Sam kubeczek to koszt powyżej 100 zł, ale w porównaniu z comiesięcznymi niezbędnymi zakupami, bardzo szybko się zwraca. No a jego żywotność to nawet 15 lat!

kubeczki lili 2

Odsyłam Wam też na stronę Dziecisawazne.pl. Znajdziecie tam bardzo ciekawy wpis dziewczyny, która na co dzień (no, w każdym razie co miesiąc) stosuje kubeczek od dłuższego czasu. W jej wypowiedzi najbardziej zaciekawił mnie aspekt zdrowia. Pisze ona bowiem, że „kubeczki nie są wykonane z toksycznych substancji (jak tampony), ale z materiału neutralnego, który dodatkowo uniemożliwia rozwój bakterii. Tampony wchłaniają wydzieliny błon śluzowych a ich porowata konstrukcja sprzyja rozwojowi drobnoustrojów. Kubeczek nie ma tych wad, pozwala pochwie oczyszczać się w sposób naturalny.” Dzięki więc kubeczkowi na swoim miejscu pozostaje nasza naturalna wydzielina, która pozwala zapobiegać niechcianym infekcjom i zapewnia odpowiedni poziom pH.

I jeszcze jeden cytat z powyższego artykułu, który zwrócił moją uwagę: kubeczek „zmienia pojmowanie miesiączki i krwi menstruacyjnej. Zwykłyśmy kojarzyć krew miesiączkową jako substancję wchłanianą przed podpaskę czy tampon o niezbyt estetycznym wyglądzie i nieprzyjemnym zapachu. Tymczasem kobieca krew zebrana w kubeczku nie pachnie (zapach powstaje właśnie w połączeniu z podpaską) i ma żywy, czerwony, naturalny kolor.” Ciekawe, prawda?

Na koniec – rozmiary. Bo i owszem, kubeczki mają różne rozmiary. Te marki Lady Cup, które z tego co się zorientowałam faktycznie uchodzą na rynku za najlepsze, mają dwa – mały S dla dziewczyn do 25 roku życia i tych, które jeszcze nie rodziły, oraz większy L – dla reszty, np. dla mnie. Szczegóły i rozmiary znajdziecie w poście na blogu Better Land, do którego niniejszym Was odsyłam – TUTAJ. Warto przeczytać przed zakupem.

I jeszcze jedno warto – warto zobaczyć filmik, o którym powyżej wspominałam. Myślę, że rozwieje wiele wątpliwości. Oto on:

No i tak, dziewczyny, próbujemy? Hmm? Piękne kolory i jeszcze piękniejsze woreczki kuszą, co?

Przyznam się Wam, że z początku bardzo niechętna, podczas przygotowywania się do napisania tego tekstu, oswoiłam się z kubeczkami na tyle, że zdecydowałam się jeden z nich wypróbować. Jeśli się sprawdzi, z pewnością Wam o tym napiszę!

Ale to nie koniec! Bo i jedna z Was może wypróbować kubeczek. Zapraszam do konkursu na Facebooku!

konkurs kubeczek2

Kubeczki dostępne są w Drogerii Ekologicznej Better Land.

 

Day & Night 4 (Medium)

11194large (Medium)

Post powstał we współpracy z Drogerią Ekologiczną Better Land.

Majowy misz masz

Mały misz masz nie jest zły, prawda? Cóż tam więc ciekawego chciałabym Wam dzisiaj przekazać…

Zacznijmy od krótkiego, ale niesamowitego filmiku. Warto zobaczyć (jeśli jeszcze nie widzieliście na FB).

Ach, jeżeli jesteście wrażliwi, przygotujcie koniecznie chusteczki!

 

 

Piękne, prawda? To teraz małe przejście do innego świata! Moja ulubiona blogerka Cocorrina, która mieszka na bajecznej Kefalonii otworzyła właśnie swój mały sklepik, pełen ducha jeszcze bardziej bajecznej Santorini. Zdjęcia zapierają dech! Już choćby dla nich warto wejść! Wszystko w sklepiku jest urocze i takie całkowicie – jej. Trzymam kciuki!  – Cocorrina

 

Cocorrina-Shop-4-tile

 

Wracamy do kraju! Muszę Wam pokazać bowiem efekty niedawnej sesji, w której pojawiła się również biżuteria Lili in the Garden! No, piękne! Całość bardzo ciepła, pastelowa i po prostu – urocza!

Fotograf: Elżbieta Kocięda

Miejsce : Karma House Gościeńczyce
Modelka : Izabela Sipko
Model : Daniil Krivenchenko
Kwiaty, dodatki, nieoceniona pomoc : Patrycja Patiflora
MUA, fryzura, dodatki, pomoc, aranżacja : Joanna Mieszkowska-Kalich
Suknia : Marta Trojanowska Suknie Boho
Biżuteria : Lili in the Garden
Zaproszenia : Love Prints Studio – Zaproszenia Ślubne

 

13249527_1004855159607525_203998597_n-tile

 

A skoro już jesteśmy przy biżuterii, to oto i kilka nowości Lili in the Garden – prostych i pięknych (papuga totalnie skradła moje serce!). Wszystkie oczywiście w sklepie!

 

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

dzień mamy

 

Na koniec, życzę Wam i sobie takiej sałatki! Uwielbiam pomidory!

Przepis na The Pretty Blog

Lets-Celebrate10-st

Cudownego dnia!!!

Pomysł na czekoladowy zabieg dłoni

A gdyby tak w tym roku podarować na Dzień Mamy coś innego? Zaserwować jej totalnie rozkoszny czekoladowy zabieg dłoni? Odrobina relaksu i rozpieszczenia dla tej najważniejszej osoby, połączona z cudowną pielęgnacją. Ot, dobry pomysł!

Wierzcie mi, że po takiej czekoladzie skóra dłoni będzie miękka, nawilżona i w oczach odmłodnieje! Mamy tu bowiem połączenie cukrowego peelingu z odżywczą mocą czekolady, energetyzującymi sokami świeżej pomarańczy, odmładzającą witaminą E i olejem z pestek winogron. Samo, samo dobro! Jeśli połączymy je z długim, kojącym masażem dłoni, wierzcie mi, mama będzie w siódmym niebie!

SONY DSC

Czekoladowy zabieg dłoni

Składniki

  • 50 g / pół tabliczki ciemnej czekolady 70% kakao
  • 20 ml oleju z pestek winogron
  • 5 ml witaminy E
  • pomarańcza
  • 7-8 łyżek brązowego cukru

W kąpieli wodnej w ceramicznej miseczce roztapiamy czekoladę, co chwilę mieszając. Ściągamy ją z ognia, dolewamy olej i mieszamy. W czasie kiedy ona lekko stygnie, ścieramy do niej skórkę z połowy czystej pomarańczy i dolewamy łyżkę świeżo wyciśniętego z niej soku. Do tego dolewamy witaminę E i dosypujemy cukier, całość ucieramy na jednolitą masę.

Peelingiem masujemy wilgotne dłonie przez minimum 10 minut, powolnymi, relaksującymi ruchami. Po tym czasie zmywamy czekoladę ciepłą wodą, a dłonie zawijamy w czysty, ciepły ręcznik i pozwalamy im chwilę odpocząć.

SONY DSC

SONY DSC

Kwiatowe karty do druku – na Dzień Mamy i każdą inną okazję

karty do druku all

Nie da się ukryć, że Dzień Mamy stał się okazją do wysypu naprawdę przepięknych kart do druku na wielu blogach. Wiem, że będziecie mieli zatem bardzo ciężki wybór, ale co tam – dorzucam swoje! Z tym, że bardziej uniwersalne! Na specjalną okazję i tak po prostu – do zawieszenia na ścianie. Dla Mamy z okazji jej święta, dla przyjaciółki, dla babci, dla siostry. Piękne kwiaty zawsze sprawia przyjemność!

A wybrałam te naprawdę przepiękne! Mam dla Was 4 urocze ryciny, które przygotowałam do wydruku w formacie A5. Możecie sobie ściągnąć albo pojedyncze, albo już gotowe do wydruku, podwójnie ułożone na kartce A4.

Są to prawdziwe ilustracje z wydanego w Paryżu w 1820 roku Études de fleurs et de fruits: peints d’après nature autorstwa Madame Henriette Antoinette Vincent. Mam nadzieję, że ustawione przy biurku, powieszone nad łóżkiem lub wbite w mood-boardową tablicę sprawią dużo radości!

Ściągnij karty, klikając w poniższe linki!

Karta kwiatowa 1 [download id=”4933″]

Karta kwiatowa 2 [download id=”4935″]

Karty 1 i 2 na kartce A4 [download id=”4937″]

Karta kwiatowa 3 [download id=”4948″]

Karta kwiatowa 4 [download id=”4950″]

Karty 3 i 4 na kartce A4 [download id=”4952″]

Karty jedynie do użytku osobistego.

Miłego dnia!

Facebook