Przepis na puderek łagodzący

Prosty i szybki przepis na najlepszy łagodzący puderek, z jakim mieliście do czynienia! Wystarczą trzy składniki, aby stworzyć w pełni naturalną, łagodną i bezpieczną zasypkę do wszelkiego rodzaju otarć, zatarć, potówek, krostek powstających po wysiłku fizycznym w miejscu otarć czy po depilacji. Sprawdzi się też doskonale w pielęgnacji najmniejszych maluszków, a wręcz koniecznie trzeba zastąpić nią talk, jeśli takowy był używany.

Wykorzystamy naszą swojską skrobię ziemniaczaną o świetnych właściwościach kojących i absorpcyjnych. Zmieszamy ją z tlenkiem cynku, znanym ze swojego działania gojącego i przeciwzapalnego, stosowanego w licznych produktach dla niemowląt. Całość zwieńczymy jednym z olejków – lawendowym lub rumiankowym. Oba doskonale łagodzą, wspierają regenerację, przyspieszają gojenie się ranek, działają antyseptycznie i regulująco. Całością wystarczy oprószyć skórę, lekko wklepać i pozwolić jej wrócić do stanu normalnego.

 

Puderek łagodzący

Składniki

  • 50 g skrobi ziemniaczanej
  • 20 g tlenku cynku (ZielonyKlub)
  • 10 kropelek olejku lawendowego lub rumiankowego

Wszystkie składniki zamykamy w słoiczku lub pudełeczku, wstrząsamy nim, aby się połączyły i odstawiamy na noc. Gotowy puder aplikujemy na zmienione miejsca.

SONY DSC

SONY DSC

5 pięknych DIY

Weekend przed nami, mam więc dla Was przepiękne inspiracje do wypróbowania. Idealne weekendowe projekty, które dodadzą blasku i Wam i Waszym domom. Cały czas tkwię w zachwycie!

1. Żyrandol boho z frendzlami

Cudowny! Wymaga trochę pracy i poszukiwań, ale z pewnością warto. Kiedyś się zaprę i zrobię do swojego domu! Zobaczcie koniecznie na The Jungalow autorstwa Justiny Blakeney.

 

20

 

2. Stojaczki na pierścionki

Widziałam już podobne, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że można takie zrobić z… rolki po papierze toaletowym! Wyobraźcie sobie ich kilka na Waszej toaletce. Cuda! Wejdźcie na From Gold

 

21

 

3. Torba z pomponami w stylu hippie

Kolejny piękny pomysł naszej Haukotelli. Pompony są w tym sezonie gorącym must have, a tak prosto z nich coś genialnego wyczarować! Zobaczcie na Haukotella.

 

22

 

4. Namiot do zabawy dla dzieci

Czyż nie wygląda świetnie? Praktyczny, niewielki, naprawdę ładny i jeszcze te chwościki! Jestem pewna, że i pompony świetnie by się tu sprawdziły. Instrukcja wykonania na Farm Fresh Therapy

 

24

 

5. Sukulenty na ścianie

Coś dla coraz liczniejszego grona wielbicieli sukulentów. Doniczka na… ścianę. Wisząca. Pionowo. Wygląda obłędnie. Ciekawe tylko jak się sprawuje, jak roślinki zaczynają się rozrastać, myślę jednak, ze spokojnie wtedy możemy ją po prostu położyć na stole. Aby stworzyć takie cudo wejdźcie na Homedit, autorstwa Chelsea Mohrman.

 

23

Lawendowy Ślub

Pokazywałam Wam już fragmenty tej sesji, ale kiedy tylko zobaczyłam jej pełne efekty, wiedziałam, że muszę pokazać Wam nieco więcej! Jej motywem przewodnim był ślub w lawendowych odcieniach, nieco więc inny, ale, trzeba przyznać, przepiękny. Jestem zachwycona tymi różami i fioletami i jedynie prawdziwej lawendy mi tu brakuje. Ale to jeszcze nie jej czas.

Zwróćcie koniecznie uwagę na nasze lawendowe agaty – w naszyjniku i bransoletce. Sama je uwielbiam! Znajdziecie je oczywiście na www.LiliGarden.pl.

A cała sesja to dzieło utalentowanej Elżbiety Kociędy – Kocięda na Ślubach FB i strona.

Miejsce : Karma House Gościeńczyce
Modelka : Izabela Sipko
Model : Daniil Krivenchenko
Kwiaty, dodatki, nieoceniona pomoc : Patrycja Patiflora
MUA, fryzura, dodatki, pomoc, aranżacja : Joanna Mieszkowska-Kalich
Suknia : Marta Trojanowska Suknie Boho
Biżuteria Lili in the Garden
Zaproszenia : Love Prints Studio – Zaproszenia Ślubne

9 800 10 800 11 z 12 23 800 13 800 14 800 15 800 16 800 17 800 18 800 24 800 20 800 19 800 21 800 22 800

Wiatr od morza

Co roku, kiedy tylko dni zaczynają robić się tak ciepłe, serce moje wyrywa się ku morzu. I chociaż nie zawsze uda je mi się nad nie wyrwać, pozostaje mym stałym pragnieniem i marzeniem. I nawet bezwiednie, moją uwagę przyciągają morskie motywy i dekoracje. Tak jest i tym razem. Czerwiec dopiero się zaczął, a ja już natknęłam się na tyle pięknych morskich rzeczy, że musiałam i Wam je pokazać!

Przyznam się przy okazji, że nie lubię ryb! Nie lubię jeść ryb, oglądać, dotykać. Nie wiedzieć jednak czemu, uwielbiam rybne ozdoby, a w szczególności – naczynia z rybami. Jest w nich coś radosnego i totalnie zakręconego, czyż nie?

 

sea

1. Komplet 2 obłędnych pojemników „Sea Urchin” / Westwing, cena: 139 zł

2. Talerz rybka / Live Beautifully, cena: 179 zł

3. Zestaw mierniczych łyżeczek rybek / Anthropologie, cena: 20 £

4. Latarenka / H&M Home, cena: 59,90 zł

5. Girlanda turkusowa / Fun with Mum, cena: 79 zł

6. Bransoletki sznurkowe z agatami w niezwykłych morskich kolorach / Lili in the Garden, cena: 59 zł

7. Świeca ośmiornica / Anthropologie, cena: 24 £

8. Rybny talerzyk z melaminy / Zara Home, cena: 23,90 zł

9. Ściereczka z homarem / Anthropologie, cena: 28 £

10. Ozdobna figurka koralowca / Zara Home, cena: 139 zł

4 dziury w brzuchu

No i mam cztery dziury w brzuchu.

W piątek miałam operację. Technicznie rzecz biorąc zabieg wykonywany laparoskopowo, teoretycznie nic poważnego. W moim odczuciu była to jednak duża operacja, usypiano mnie, ze wszystkich stron podłączono różnego rodzaju rurki. Przez dobę byłam totalną dętką, nie mogącą się ruszać – ze względu na osłabienie i te okropne rurki. Przez tę do intubacji, której na szczęście nie pamiętam, do teraz ledwo mówię i boli mnie gardło. No i mam te cztery nieszczęsne, bolące dziury w brzuchu…

Los był dla mnie na tyle łaskawy, że po raz pierwszy doświadczyłam tego typu hospitalizacji (poza oczywiście porodem, który przyznam, wspominam lepiej, ale mogę być nieobiektywna, przez te całe endorfiny, które się po nim wydzielają). Jestem straszną panikarą, zwłaszcza w przypadku ran wszelkich, krwi i tego typu horrorów, było więc to dla mnie ogromne przeżycie. Mogę je zakwalifikować, jako najgorszą dobę w życiu.

Niesamowitym jest, jak bardzo nasze ciało jest kruche. Jak bardzo nie jest nasze. Jaki mały mamy na nie wpływ, kiedy coś się w nim zepsuje. I jak bardzo zależymy w takich przypadkach od innych. Całą swoją godność, cały wstyd, którego uczono nas od małego, trzeba w takiej sytuacji odłożyć na bok i zdać się na pomoc zupełnie obcych ludzi. Nagość i intymność przestają cokolwiek znaczyć. Leżysz tylko taka słaba, nie mogąc ręki podnieść, pozycji zmienić, po telefon sięgnąć. Wykonujesz polecenia, odsłaniasz się kiedy trzeba, lub ciebie odsłaniają, coś podłączają, coś zmieniają, coś wycierają. I tylko czekasz, żeby to się już skończyło, żeby twoje ciało, znowu było twoim ciałem. Żeby znaleźć się w bezpiecznym domu, daleko od tego całego szaleństwa.

Przeraża mnie to. Do teraz. A to tylko zabieg taki, co to po dobie cię już wypisują.

Muszę Wam też powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem pracy pielęgniarek (w szpitalu Św.Rafała w Krakowie). Są tak cudowne, tak kochane, tak w tym wszystkim ludzkie i delikatne. Nie byłam tam długo, ale to dzięki nim czułam się lepiej i pewniej. I bardzo im za to, także tutaj, dziękuję.

Drodzy moi Czytelnicy, jeżeli jesteście akurat w podobnej sytuacji, na krótko lub, nie daj Boże, na dłużej, życzę Wam z całego serca dużo siły. Bardzo dużo siły i spokoju ducha. Oby to minęło, oby wszystko dobrze i szybko się skończyło. Bądźcie dzielni, bardzo Was gorąco pozdrawiam!

W roli głównej: Femi Kremy odmładzające CITISIME

Mam dzisiaj dla Was małe polecenie. No… może nie małe – dzisiaj mamy dwie, bardzo ciekawe gwiazdy. W roli głównej zaprezentują się nowości polskiej marki Femi – Krem odmładzający CITISIME 24h i Krem odmładzający pod oczy CITISIME. Słyszeliście już o nich?

Mogliście nie słyszeć, bo samo Laboratorium Femi, chociaż działa na naszym rynku od 1991 roku, nadal pozostaje małą marka niszową. Wiem jednak dobrze, że ma swoje liczne i wierne fanki, a jego siła tkwi w wysokiej jakości produktów. I w tym, że one wszystkie są takie… dopieszczone. Femi niedawno przeszło małe zmiany wizerunkowe, zmieniło się logo, na lepsze oczywiście. Znacznie lepiej reprezentuje markę, jako dobro butikowe. Bardzo też podobają mi się opakowania nowości, nie tylko naszych dzisiejszych gwiazd (te złocenia – ach!), ale także buteleczki i kartoniki serum – ceramidowego i passiflora (TUTAJ).

Przejdźmy jednak do samych kremów. Stanowią duet idealny do codziennej pielęgnacji, zwłaszcza kobiet w moim wieku. Zacytuję przeznaczenie ze strony: „cera pozbawiona witalności, wymagająca regeneracji i dotlenienia, dojrzała, z objawami pierwszych zmarszczek, często narażana na stres oksydacyjny”. Odnalazłyście się na tej liście? W takim razie wypróbujcie CITISIME.

SONY DSC

Miałam pewne trudności z zaprzyjaźnieniem się z kremem. Po pierwsze, tak samo jak w przypadku wszystkich kosmetyków Femi, które do tej pory stosowałam, tak i tutaj,  zapach mi niestety nie odpowiada. Bo o ile bardzo lubię użyty tu olejek różany, to ten z geranium słabo toleruję. Zwłaszcza w połączeniu z intensywnym ylang ylang. Ale niech Was to nie zniechęca. Wiem, że dokładnie ten zapach podoba się wielu paniom, a i warto wspomnieć, że wymienione olejki są olejkami niezwykle kobiecymi, wpływającymi pozytywnie nie tylko na stan naszej cery, ale także samopoczucie i funkcjonowanie organizmu.

Poza tym, jest to ponoć krem całodobowy, dokładniej określony mianem „24h”, sama jednak zakwalifikowałabym go bardziej na odżywczy krem na noc. Jest bowiem dosyć tłusty i chwilę trwa, zanim się wchłonie. Trochę mnie rano irytowała ta konieczność czekania, ale rozwiązałam ten problem w niezwykle prosty sposób – o poranku wystarczy nakładać go znacznie mniej! I tak ładnie się sprawdzi.

Czemu warto odczekać tą chwilę na wchłonięcie? Zacytuję może ze strony listę aktywnych składników: ekstrakty z alg Halymenia durvillei, Empetrum nigrum – czarna bażyna, z liści drzewa oliwnego, aktywny ekstrakt z korzenia lukrecji w postaci: trójterpenoid soli potasowej kwasu glicyryzynowego, koenzym Q10, kwas hialuronowy, roślinna hydroksyprolina, aktywna i stabilna japońska lecytyna, skwalan, organiczne oleje: arganowy, z passiflory, kokosowy tłoczony ze świeżych owoców kokosa, z masłosza i sezamu, organiczna woda różana (food grade certficate), naturalna witamina E (d-alfa, d-gamma, d-delta – tokoferole), olejki eteryczne; z róży damasceńskiej, geraniowy – Bourbon, ylangowy – pierwszej frakcji. Dużo, oj dużo dobra ukryło się w tym małym słoiczku. Skóra je chłonie i już po chwili staje się miękka, elastyczna, gładka, niezwykle przyjemna w dotyku, a dzięki temu – jakby młodsza.

Pielęgnację CITISIME uzupełniamy uroczym maleństwem – tak dokładnie wygląda w swoim małym słoiczku krem pod oczy. Ma znacznie łagodniejszy zapach (bez geranium i ylang ylang) i równie bogaty skład. Tutaj z kolei znajdziemy: skoncentrowany sok z róży stulistnej, ekstrakty z alg Halymenia durvillei, z liści drzewa oliwnego, aktywny ekstrakt z korzenia lukrecji w postaci: trójterpenoid soli potasowej kwasu glicyryzynowego, koenzym Q10, kwas hialuronowy, roślinna hydroksyprolina, aktywna i stabilna japońska lecytyna, fitosterole, skwalan, organiczne oleje: arganowy, z passiflory, sezamu, organiczna woda różana (food grade certficate), polisacharydy, naturalna witamina E (d-alfa, d-gamma, d-delta – tokoferole), olejki eteryczne: z róży damasceńskiej. Kremik jest fantastyczny, bardzo polubił się z moją skóra wokół oczu. Mam wrażenie, że jest teraz mocniejsza, silniejsza, łatwiej stawia opór ciągłemu mrużeniu oczu wystawionych na słońce, jest gładsza i milsza w dotyku.

Kremy są niestety dosyć drogie, ale mamy za to gwarancję wysokiej jakości. Bardzo je polecam.

Dostępne na stronie Femi – Krem 24h / Krem pod oczy

SONY DSC

SONY DSC

Facebook