KategorieNaturalna pielęgnacja

Urban Coco czyli przepis na kokosowy płyn do demakijażu (z kokosową płukanką)

Nie wiem jak to jest i czemu tak jest… No ale jest! Jest tak, że czasami jeździmy pod Dobczyce na wieś (mamy tu kogoś z Dobczyc?), a wtedy zatrzymujemy się w Dobczycach w jednym z dwóch marketów Jan, żeby zrobić tam zakupy. I każdorazowo jestem tymi Janami zachwycona, bo w Krakowie nigdy nie zdarza mi się trafić na tak dobre i świeże wędliny, sery, pierogi, naleśniki, paszteciki, ciasta i ciasteczka. No czemu tak jest? Kraków gorszy czy właściciele sklepów przykładają mniejszą wagę do jakości? A w tych Janach zawsze jest jeszcze duży wybór produktów ze świata i ekologicznych. Do oglądania. Do wypróbowania. I tam właśnie ostatnio po raz pierwszy natknęłam się na wodę kokosową. A że o niej dużo dobrego słyszałam, to i się skusiłam.
Próbowaliście kiedyś wodę kokosową? Ja już tak. I już wiem, że dobra to ona nie jest. Niestety… Ale za to bardzo bardzo zdrowa. Nie smakuje kokosem tradycyjnym. Wydobywa się ją bowiem z bardzo młodych, jeszcze zielonych orzechów. Pełna jest witamin, pełna magnezu, potasu, wapnia i fosforu. Co jest jednak najciekawsze, to fakt, że jest bardzo podobna do osocza krwi ludzkiej. Niegdyś ponoć nawet, w czasie wojny, kiedy brakowało krwi, przetaczano tę wodę wprost z kokosów żołnierzom rannym w walkach na Pacyfiku. Takie cuda!
Woda pita regularnie reguluje metabolizm i gospodarkę wodną organizmu. Często wykorzystuje się ją w czasie treningów jako naturalny izotonik. My jednak skupimy się dzisiaj na jej zastosowaniu zewnętrznym! Ważne tu jest to, że woda posiada właściwości antyseptyczne, antyalergiczne i przeciwzapalne. Posiada dosyć istotny składnik o nazwie kinetyna, który jest roślinnym hormonem wzrostu i który opóźnia procesy starzenia się skóry. Jest antyoksydantem, który wzmacnia dodatkowo odporność skóry. Woda znana jest jako skuteczny kosmetyk w pielęgnacji włosów, wzmacnia je i odżywia cebulki. Na tropikalnych wyspach stosuje się ją jako tonik. Ja proponuję Wam dzisiaj wykorzystanie jej do demakijażu!
Do przygotowania płynu do demakijażu wykorzystałam:
  • 4 części wody kokosowej
  • 1 część frakcjonowanego oleju kokosowego
Wodę i olej przelewamy do niewielkiej buteleczki. Przed każdym użyciem dobrze wstrząsamy, aby płyny się połączyły. Nawilżamy nimi wacik i zmywamy makijaż. Taki płyn przechowujemy w lodówce przez tydzień. Nie możemy zatem wykonać go od razu dużo. Ważne aby był świeży – wtedy skóra nam się odwdzięczy. 
Co zrobić z pozostałą wodą? Albo wypić albo wykorzystać jako kokosową płukankę do włosów! Płuczemy nią umyte, mokre włosy. Pozostawiamy ją na nich, chyba, że włosy mają tendencję do obciążania. Płukankę najlepiej stosować regularnie, przynajmniej raz w tygodniu.

kinetyna – naturalny roślinny hormon wzrostu

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/woda-kokosowa-wlasciwosci-i-wartosc-odzywcza-zalety-wody-kokosowej_36574.html

kinetyna – naturalny roślinny hormon wzrostu

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/woda-kokosowa-wlasciwosci-i-wartosc-odzywcza-zalety-wody-kokosowej_36574.html

kinetyna – naturalny roślinny hormon wzrostu

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/woda-kokosowa-wlasciwosci-i-wartosc-odzywcza-zalety-wody-kokosowej_36574.html

W roli głównej: RevitaLash + wygraj odżywkę do rzęs!

Słyszeliście o RevitaLash? Przyznam, że do niedawna sama nazwa gdzieś mi tam po głowie krążyła i nic bliższego nie znaczyła. Ot, zapewne z reklam w magazynach. Aż tu nagle mamy temat na kolejny post z serii „w roli głównej”. Mam dzisiaj też dla Was też niespodziankę! Czeka na końcu! Tymczasem, pora na tusz i primer RevitaLash.

Wszystko zaczęło się jakiś czas temu, podczas konkursu Cosmopolitanu. Poznałam wtedy polską dystrybutorkę marki, która przekazała uczestniczkom podarunki. Uśmiechnęłam się wtedy do siebie. Pomyślałam, że czasy się zmieniają, bo zamiast standardowej mascary teraz muszę mieć trzy osobne kosmetyki. Otrzymałam bowiem odżywkę do rzęs, primer i tusz.
I wiecie co? Naprawdę można się przyzwyczaić do tych trzech rzeczy na raz! Dzisiaj polecam Wam głównie primer i tusz, ale i z odżywki byłam bardzo zadowolona. Najgorszy z nią problem był taki, że notorycznie zapominałam jej użyć. Moja wina… I zapewne efekt byłby lepszy. Ale i tak zauważalnie polepszyła mi się jakość i gęstość rzęs. Mam nadzieję, że i Wy to zaobserwujecie, bo mam dla Was 4 takie odżywki!
Bardzo zadowolona cały czas jestem z dwóch pozostałych kosmetyków, mam już kolejne opakowania. Czemu? Naprawdę lubię efekt, jaki dają razem!

Najpierw na rzęsy nakłada się primer. Ma cudowny, głęboki, niebieski kolor. Jego zadaniem jest pogrubienie rzęs, nadanie im obfitości. Podoba mi się, że kolor ten współgra z kolorem moich oczu. Bo chociaż zakrywamy go potem mascarą, lekki niebieski odcień pozostaje.
Tusz świetnie się rozprowadza, nie klei rzęs, nie kruszy się. Wydawałoby się, że wspólnie stworzą poważna masę obciążającą dla tak delikatnych włosków, ale nic z tego. Zachowują lekkość i świetnie wtapiają się w siebie. Co ważne – utrzymują się na długo, a zmywają bez problemu. Czego chcieć więcej? Chyba tylko kociego spojrzenia 🙂 No… robi się kocie i kuszące. To na pewno 🙂

Kochani, teraz Wy możecie wypróbować odżywki RevitaLash. Dokładnie te ze zdjęcia! Mam je cztery, więc powędrują do czterech osób. Ufundowała je firma Plazanet, która zaprasza także do polubienia RevitaLash na Facebook’u – TUTAJ!

Aby wygrać jedną z odżywek, należy w komentarzu pod tym postem przesłać mi nieco uśmiechu!

Spośród wszystkich zgłoszeń wylosuję 3 osoby, do których powędrują odżywki. Pamiętajcie – nie bądźcie anonimami!

Czwartą odżywkę możecie wygrać na Facebooku, udostępniając post konkursowy (TO zdjęcie)! Szczegóły na FB.

Na Wasze zgłoszenia czekam do środy 15 października 2014, do północy. Wyniki zostaną ogłoszone w przeciągu kilku następnych dni na blogu. Na zgłoszenie zwycięzców z adresami będę czekała 10 dni. Wysyłka na terenie Polski!

Zapraszam!

W roli głównej: Naturalny Krem do Suchej, Pękającej Skóry Rąk WISE

Dbacie o dłonie? Tuż przed okresem rękawiczkowym mam dla Was bardzo fajny pomysł na ich pielęgnację! Dzisiaj w roli głównej Naturalny Krem do Suchej, Pękającej Skóry Rąk znanej nam już marki WISE.

Świetny na nadchodzący weekend. Świetny na nadchodzącą zimę. Cóż… po prostu bardzo przyzwoity krem do rąk!
Z marką mieliśmy okazję nieco bliżej się ostatnio poznać. Mam nadzieję, że się Wam spodobała, bo chętnie ją polecam. Z prostych powodów – kosmetyki są dobrej jakości, ekologiczne, bezpieczne i skuteczne. Tak też jest w przypadku tego kremu do rąk.
Niezwykle praktyczny, stoi mi na co dzień na ławie w pokoju. Jest zawsze pod ręką. Kiedy tylko poczuję taką potrzebę, sięgam po niego i wmasowuję nieco w dłonie. Ale nie tylko – i stopom się dostanie, i nogom i nawet ustom. Nie widzę ku temu żadnych  przeciwwskazań.
Jest to bowiem mieszanina naturalnych olejów, dosyć gęstych, wysyconych, jak awokado, sezamowy czy oliwa z oliwek. Mają one zabezpieczać nam skórę na co dzień, zapewniać jej barierę ochronną. Dodają naprawdę mocnej dawki nawilżenia i natłuszczenia, ale, co ważne,  nie pozostawiają uczucia tłustości! Krem szybko się wchłania. Mam wrażenie, że te oleje wypełniają mi skórę, wygładzają ją, a prze to i zmiękczają.
Dosyć charakterystyczny mamy tu zapach. Jest to specyficzna woń różnych całkowicie naturalnych zapachów – z olejków eterycznych. Wyczujemy tu więc lawendę, geranium i rozmaryn. Cóż… takie zapachy trzeba lubić. Kojarzą się mocno ziołowo, ale ja właśnie takie lubię (między innymi oczywiście).
Krem polecam! Zwłaszcza, że jesienią i zimą dobry krem do rak to absolutne must have!

Krem z WISE Polska / Sklep Svea

Przepis na suchy szampon do włosów ciemniejszych II

Pamiętacie najprostszy na świecie przepis na suchy szampon do włosów? Jeśli nie, to wpadnijcie TUTAJ! Tak, tak, to najzwyczajniejsza skrobia ziemniaczana! Dzisiaj zrobimy coś odrobinę bardziej zaawansowanego i praktycznego! Zwłaszcza dla osób o ciemniejszych włosach!

Do jego przygotowania wykorzystałam:

  • 4 łyżki skrobii ziemniaczanej
  • 1 łyżeczke białej glinki
  • 1 łyżkę kakao ciemnego
  • 3 kropelki olejku lawendowego
  • 3 kropelki olejku rozmarynowego
  • pojemniczek na sól 

Całość mieszamy w miseczce i przesypujemy do pojemniczka na sól. Taki, jak ten na zdjęciu jest bardzo praktyczny – dawkuje niewielkie ilości i ma zamykanie, chroniące przed wilgocią. Niewielką ilość proszku należy delikatnie palcami wetrzeć we włosy, a następnie je rozczesać.
 
Co ważne:
  • Skąd to kakao? Bardzo nie lubię efektu nagłego ataku siwizny po użyciu szamponu suchego – czy to kupnego, czy samej skrobi. Kakao sprawdza się tu idealnie, bo zmienia kolor proszku, który od razu „gubi” się we włosach! Do tego nie tyle nie szkodzi włosom, a wręcz ma korzystny wpływ na ich stan. 
  • Kakao można dodać znacznie więcej, niż ja to zrobiłam. Szampon będzie miał wtedy ciemniejszą barwę. Włosom jaśniejszym poleca się, zamiast kakao, użycie niewielkiej ilości cynamonu.
  • Dodane olejki lawendowy i rozmarynowy znane są ze swoich właściwości pielęgnujących włosy i skórę głowy. Regulują je, zapobiegają łojotokowi i łupieżowi, działają antyseptyczne.  Poza tym pachną! Wiem, że nie wszyscy lubią zapach olejku rozmarynowego. Dodajcie wtedy samą lawendę albo pozostawcie mieszaninę bez olejków. Zapach kakao też jest przecież piękny!
Polecam 🙂

W roli głównej: Mio Skincare – Boob Tube i Lucky Legs

Mamma mia! Oto i Mio! I do tego jeszcze Mama Mio! Dzisiaj w roli głównej mamy dwa produkty marki jeszcze do niedawna mi nie znanej, ale, trzeba przyznać, stanowczo wartej poznania! Oto i  Boob Tube – krem na piękne i jędrne piersi oraz Lucky Legs – energetyzujący i chłodzący żel do nóg (ponoć dla przyszłych mam).

Słyszeliście o tej marce? Przyznam, że dopiero odkąd od niej w czerwcu usłyszałam, zaczynam wychwytywać gdzieniegdzie w mediach nieliczne o niej informacje. Marka jest u nas nowa. Towarzyszy produktom do rzęs Revitalash, więc towarzystwo dystrybucyjne ma całkiem dobre. Przybyła ze Stanów i mam nadzieję, że się u nas zadomowi! Pozycjonuje się jako czysta, przejrzysta oferta produktowa dla osób aktywnych, a także dla kobiet w ciąży, pragnących zachować zdrowe, jędrne ciało.
Przyjrzałam się odrobinę bliżej dwóm produktom. Pierwszy z nich to mój ulubieniec! Lucky Legs – energetyzujący i chłodzący żel do nóg z serii ciążowej. Z pewnością przyszłym mamom bardzo się przyda, polecam go jednak każdemu. Przyniósł mi całą masę ukojenia w trakcie upałów, które jeszcze tak niedawno panowały. Wystarczy niewielka ilość leciutkiego preparatu o konsystencji mleczka. Wmasowujemy je w nogi, w powietrzu zaczyna rozchodzić się orzeźwiający zapach mięty. Po chwili zaczynamy czuć wspaniałe uczucie chłodu, natychmiastową lekkość. Odpoczywają. Nabierają energii. Bardzo to przyjemne. 
Warto sięgnąć po ten żel (nie wiem czemu nazywa się żelem), także w chłodniejsze miesiące. Po pracy, w domowym zaciszu. Mentol w połączeniu z olejkiem miętowym, cytrynowym i lawendowym, ekstraktem z imbiru, mandarynki i arniki, z masłem murumuru, olejem kokosowym i rumiankiem cudownie zrelaksują. Wiem coś o tym!
Drugi kosmetyk to Boob Tube (fajna nazwa, prawda?) czyli krem na piękne i jędrne piersi. Nie uzyskamy tu tak ekspresowych efektów, jak w przypadku żelu do nóg. Niestety. Nawet na opakowaniu napisane jest, że „podziękujesz nam za 20 lat”. Nikt się w sumie po kremie nie powinien spodziewać cudów. Mogę tylko napisać, że jest to świetny produkt pielęgnujący i nawilżający. Zapewne równie dobrze nada się do całego ciała, nazwa jednak mobilizuje do szczególnej dbałości o dekolt i piersi. I faktycznie skóra w tych okolicach staje sie bardzo przyjemna, miękka i wygładzona. 
Krem jest leciutki i wydajny. Wchłania się szybko, nie pozostawia uczucia tłustości. Lekko pachnie, całkiem przyjemnie. Co jednak najważniejsze, krem daje podwaliny do długoterminowej walki. Konieczna jest więc tu rutyna i czas. W składzie znajdziemy silne nawilżacze i antyoksydanty. Mamy więc koenzym Q10, coś o dziwnie brzmiącej zastrzeżonej nazwie – Seppicalm Dg, co ma rozjaśniać przebarwienia, wyciągi z mniszka, ostropestu i dzięgla, kwas hialuronowy, wyciąg z liści gotu koli, kory białej malwy, kwiatu hibiskusa i nasion ogórka. Do tego dodano masło shea, olej z wiesiołka, awokado, słodkich migdałów i oliwę z oliwek. Tyle dobra na raz 🙂
Polecam Mio. Polecam Mama Mio. Podoba mi się filozofia firmy, składy, opakowania i zabawne nazwy poszczególnych kosmetyków. 

Więcej na Plazanet.

DIY / Przepis na Olejek Morela-Cytryna

Pogoda nie rozpieszcza… Delikatnie mówiąc… Jesień w pełni; pokazuje nam swoje nieokiełznane oblicze. Mam więc dla Was kilka pomysłów jak ja okiełznać, które sama od kilku dni praktykuję!
  • Czy piekarnie Buczka są tylko w Krakowie? Przyznam się, że nie wiem! Ale kto ma Buczka gdzieś w zasięgu spaceru, jako żyw niech biegnie po kruche ciasto z truskawkami i masą budyniową! Pychota!
  • Zaczytałam się! Zaoglądałam! I rozmarzyłam! Wejdźcie na Family in Asia. A jak już wejdziecie, to przeczytajcie całość, jak ja, od razu! Rodzina z dziećmi, właściciele portalu Dziecisawazne.pl, rozpoczęła niedawno swój 2-letni pobyt w Azji. Na pół roku zatrzymali się w Indiach. Posty są krótkie, wciągają, rozśmieszają. Autorzy w prosty, zabawny sposób pokazują tamtejszą rzeczywistość. Zazdroszczę odwagi, ciepła i wspaniałej przygody!
  • Gdzieś w między czasie, zróbcie sobie koniecznie olejek morelowo-cytrynowy!
 Nazwa może mylić, więc wyjaśnię – nasz niezwykle prosty i całkowicie naturalny olejek powstał z oleju z pestek moreli i cytryn! Wybrałam akurat morelkę, ale oczywiście możecie dobrać tutaj inny ulubiony olej bazowy. Lubię ten, za to, że jest niezwykle lekki, uniwersalny, bezpieczny, bezzapachowy, łatwo się wchłania, przyjemnie koi i pielęgnuje, a do tego nie należy do drogich olejów! A cytryna? Cóż… mało co dodaje tyle pozytywnej energii co świeży, soczysty, słoneczny zapach olejku cytrynowego prosto z cytrynowej skórki!
Do wykonania olejku przygotujcie:
  • cytryny
  • olej z pestek moreli
Dowolną ilość cytryn wyszorujcie dokładnie gąbeczką w wodzie. To bardzo ważne, aby oczyścić je z tych wszystkich świństw, którymi są pryskane. Obierzcie je obieraczką do warzyw. Tak, aby uzyskać możliwie jedynie tą żółtą woskową część skórki. 
Skórki wrzućcie do naczynia i zalejcie je olejem tak, aby w całości je zakrywał. Naczynie ustawcie w kąpieli wodnej (w większym naczyniu, wypełnionym wodą, na ogniu/palniku). Ogień ustawcie na najmniejszy płomień i dajcie się wodzie zagotować. Wyłączcie palnik i odczekajcie pół godziny. Powtórzcie tę czynność dwa-trzy razy. Chodzi o to, aby olejek miał szanse macerować się w cieple, ale żeby przypadkiem nam się sam nie zagotował, bo straci swoje właściwości, kolor i zapach. Naczynie odstawcie w spokojne miejsce na minimum jedną noc, najlepiej na trzy dni, co jakiś czas nim wstrząsając. Po tym czasie przecedźcie olej do butelki.
Wygląda cudownie żółciutko, pachnie świeżo cytryną i idealnie nadaje się np. na prezent. Stosujcie go jako olejek nawilżający do ciała, wieczorem, na wilgotną skórę, jako dodatek do kąpieli lub innych kosmetyków.

Facebook