KategorieNaturalna pielęgnacja

YOPE w szronie

„Ta historia zaczyna się od mycia rąk. Kilka razy dziennie, kilkadziesiąt razy w tygodniu, kilkaset razy w miesiącu. Zastanawialiście się dlaczego czasem po umyciu są po prostu czyste, a czasem już chwilę później skóra na dłoniach robi się nieprzyjemnie sucha i napięta? My tak.”

To fragment historii twórców nowej polskiej marki mydeł w płynie YOPE. Zachwyciła się nią najpierw właścicielka BliskoNatury.pl, z którą współpracuję na co dzień. Podesłała więc mydła i mi. I teraz razem trwamy w zachwycie. Bo przy tym całym szaleństwie nowych naturalnych marek, które skupiają się na pielęgnacji, pojawiło się coś niezwykle oryginalnego. Ot, kilka mydeł. Niby nic wielkiego. A jednak!

Poznajcie zatem YOPE w pięknych okolicznościach listopadowego szronu.

SONY DSC

SONY DSC

 

YOPE to sześć produktów. Sześć mydeł. Przynajmniej na razie. Zamknięte w bardzo prostych, praktycznych butelkach z pompką. Dużych, 500 ml. Na szczęście. I w końcu! Bo jak już mydełko zakupimy, to przynajmniej na chwilę nam wystarczy. Pomimo swej prostoty są to produkty bardzo charakterystyczne. Wyróżniają je etykiety w uroczym stylu retro ze zwierzaczkami. Od kiedy mydła zagościły u nas w domu, Róża lubi ustawiać je koło siebie i nazywać umieszczone na nich zwierzątka. Taki to miły dodatek to sedna, jakim jest samo mydło.

 

SONY DSC

Mydło brzmi banalnie? Hmm? Po co jakieś tam specjalne mydło? Ma czyścić i się zmyć. Nic bardziej mylnego. Dłonie to nasza wizytówka. Powinny być miękkie, delikatne, przyjemne w dotyku. Dobre mydło nie niszczy nam skóry, a wręcz ją odżywia i nawilża. Używanie dobrego mydła do rąk sprawia przyjemność, taką samą jak relaksująca kąpiel. No, tylko krótszą. Czemu mamy sobie nie umilać nawet najprostszych codziennych czynności?

Nasi bohaterowie, cali w szronie, to prawdziwe gwiazdy w świecie mydeł. Mamy tu więc trzy mydła określone mianem „kuchennych” i trzy, jak mniemam, codzienne. Wszystkie szczycą się tym, że aż 92% ich składu to produkty pochodzenia naturalnego lub o niskim stopniu przetworzenia. Mnie najbardziej zachwyca fakt, że jeśli już mydło ma określony zapach, np. figowy, to wewnątrz znajduje się po prostu najprawdziwszy ekstrakt z fig. I to dlatego są tak wyjątkowe.

 

SONY DSC

SONY DSC

Mam swoich ulubieńców. Najbardziej do gustu przypadło mi właśnie mydełko figowe. Jest cudne! Pachnie pięknie! Zaraz po nim plasuje się Miód & Bergamotka. Co jest niesamowite, jeśli zamknie się oczy i powącha to mydło, to właśnie miód i bergamotka przyjdą pierwsze na myśl. Wspaniały aromat – ciepły, słodki, ale energetyzujący.

Wanilia i cynamon – to już pełna rozpusta. Cynamon dba, aby nie było za słodko i mdło. Dodaje wanilii męskiego twista. I jest po prostu… przytulnie. Goździk – mocno goździkowy, świetny, dominujący zapach. Idealny do mydła kuchennego, bo dzięki zawartości naturalnego olejku z goździka, ma dodatkowe działanie antybakteryjne i przeciwgrzybicze.

Dwa ostatnie mydła najmniej wpasowały się w mój gust. Ze wszystkich zapachów, określanych mianem cytrynowych, najmniej lubię werbenę, a najbardziej po prostu cytrynę. Niemniej jednak, trzeba przyznać werbenie, że jest orzeźwiająca.

Na koniec – największe zaskoczenie, które podpatruję w zachodnich manufakturach – mydło mineralne z wyciągiem z kompleksu minerałów. Znajdziemy w nim więc ekstrakt z glinu, chloru, miedzi, manganu, potasu, magnezu, sodu i cynku, który „stymuluje metabolizm skóry i reguluje jej wymianę jonową”. Pomysł niezwykle ciekawy, ale zapach nieprzyjemny, zbyt drogeryjny.

SONY DSC

Wszystkie mydełka są przyjemnie gęste, myjąc, lekko oblepiają skórę. Radzą sobie bardzo dobrze, nie wysuszają. Wszystkie pielęgnują dzięki glicerynie roślinnej, witaminie B5 i allantoinie. Po użyciu wszystkich, zwłaszcza tych, które najbardziej mi się spodobały, chce się więcej. Chce się myć dalej!

Cieszę się, że marka pojawiła się na rynku i trzymam za nią mocno kciuki. Bardzo polecam Wam wypróbowanie mydełek, zwłaszcza, że w BliskoNatury.pl jest akurat na nie promocja. Za tą cenę, taki ilość i taka jakość – bomba! (nawet bez promocji, cenę uważam za bardzo dobrą).

A może już znacie mydła YOPE?

 

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

3 ulubione, najprostsze toniki na wodach kwiatowych

W prostocie tkwi moc! Mam zatem dla Was dzisiaj trzy moje ulubione, najprostsze, szybkie i skuteczne, no…w zasadzie wręcz cudne toniki na wodach kwiatowych. Używacie hydrolatów? Mi towarzyszą na co dzień. Kocham je! Za ich piękne zapachy, uniwersalność, kojące i antyseptyczne działanie na skórę. Wybrałam dzisiaj wodę różaną, oczarową i lawendową, czyli jedne z najpopularniejszych hydrolatów. Do nich dobrałam naprawdę proste dodatki, które nam toniki wzbogacą i wzmocnią ich działanie. Do dzieła!

SONY DSC

 

Tonik różany w różowej buteleczce

Skład

  • 25 ml wody różanej z róży damasceńskiej
  • 5 ml octu śliwkowego

Mieszamy wodę z octem. Kolor różowy to zasługa właśnie octu – wyrobu regionalnego, w którym się niedawno zakochałam i który już Wam opisywałam. Możecie oczywiście zastąpić go octem jabłkowym lub winnym. Tonik wspaniale i delikatnie odświeża skórę, reguluje jej odczyn, lekko zakwasza i doskonale przygotowuje do przyjęcia substancji aktywnych z kremu. Zapobiega odwodnieniu skóry, lekko napina. Nadaje się do każdego rodzaju skóry. Pachnie – cudownie! Różami oczywiście.

Tonik oczarowy w zielonej buteleczce

Skład

  • 25 ml wody oczarowej
  • 5 ml gliceryny
  • 6 kropelek olejku bergamotowego

Całość mieszamy, przed użyciem wstrząsamy. Coś wspaniałego! Woda oczarowa działa ściągająco i antyoksydacyjnie, gliceryna nawilża, a olejek bergamotowy dodaje energii, działa silnie antyseptycznie, zapobiega trądzikowi i wszelkim wypryskom. Całość idealna, zwłaszcza dla osób o skórze mieszanej i tłustej. Zapach – lekkie połączenie oczaru i mocna bergamota – jest po prostu piękny. Uśmiech na twarzy gwarantowany.

Tonik lawendowy w niebieskiej buteleczce

Skład

  • 25 ml wody lawendowej
  • 5 ml oleju z czarnuszki / czarnego kminu

To nawet nie tyle tonik, co lekki płyn oczyszczający. Dodatek tłustego oleju pozwala bowiem doskonale oczyścić silniejsze zanieczyszczenia na skórze, nawet makijaż. Olej z czarnego kminu idealnie łączy się tu z hydrolatem lawendowym – oba regulują funkcjonowanie skóry, działają antyseptycznie, regenerują i zapobiegają powstawaniu niedoskonałości. Tonik wygładza, zmiękcza i odżywia. Zapach lawendowy dodatkowo ukoi zmysły. Ważne – przed użyciem wstrząsnąć!

Polecam!

SONY DSC

Przepis na magicznie-fioletowe musujące ważki do kąpieli

Jest w ważkach coś magicznego. Nie z tego świata. Jakby przylatywały do nas z tajemnej krainy, przysiadywały na chwilę, podglądały i ponownie znikały w sobie tylko znanym czasie i przestrzeni. To właśnie ważki dzisiaj zrobimy. Uchwycimy je w tym ich niesamowitym locie. Przyobleczemy w elfi fiolet i…. utopimy….

Pamiętacie może, że przepiękne kwiaty ślazu zmieniają kolor wody w kąpieli na fioletowy? Jeśli dodamy do tego odrobinę fioletowej miki – fioletowa magia gwarantowana! Zróbcie koniecznie takie ważki swoim dzieciom. Zróbcie też je sobie. Musujące, odżywcze, pachnące. Mocno relaksujące. A przyjemność fioletowego pływania w kwiatach – nieoceniona!

SONY DSC

Magicznie-fioletowe musujące ważki do kąpieli

Składniki

  • 10 łyżek sody oczyszczonej
  • 5 łyżek kwasku cytrynowego
  • 2 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • 3 łyżki drobnych suszonych kwiatów ślazu (w każdym sklepie zielarskim)
  • 1,5 łyżki fioletowej miki (wybrałam Vivid Violet z kolorowka.com)
  • 1,5 łyżki oleju z pestek winogron
  • 20 kropelek olejku zapachowego Porzeczka na procentach (wybrałam Craft’n’Beauty, ale świetnie sprawdzi się tu też np. lawenda)
  • foremki silikonowe w kształcie ważek
  • woda w spryskiwaczu

Sodę, kwasek, skrobię, kwiaty i olej mieszamy w misce. Dolewamy olejek zapachowy i ponownie mieszamy. Teraz rozpoczynamy wyrabiać nasze „ciasto”, spryskując je delikatnie co chwilę wodą i na bieżąco ugniatając i gasząc pojawiające się musowanie. Dodajemy, powoli i delikatnie, tyle wilgoci, aż mieszanina przybierze konsystencję piasku do lepienia zamków. Sprawdzamy to, ściskając nieco masy w dłoni. Po rozłożeniu palców powinien pozostać ich ściśnięty kształt.

Na dno foremek sypiemy szczyptę kwiatów. Nakładamy masę, dokładnie i mocno ją uklepując. Jeśli całość zacznie rosnąć, oznacza to, ze dodaliśmy za dużo wilgoci. Należy wtedy cierpliwie masę ugniatać do foremki, aż wzrost ustanie. Masy wystarczy na 2-3 ważki.

Ważki wyciągamy z foremek nazajutrz, kiedy będą już całkowicie twarde. Do kąpieli dodajemy jedną i… relaksujemy się na fioletowo!

PS Ślaz nie brudzi ciała, jedynie barwi wodę! Jedynym problemem może być wyławianie kwiatów z odpływu, ale wierzcie mi – warto!

SONY DSC

SONY DSC

 

Przepis na myjący krem pomarańczowy z nutką rozmarynu

Zrobimy dzisiaj coś nie do końca oczywistego! Puszysty, pachnący, nawilżający krem… myjący! Jest to po prostu nieco inna forma mydełka, o miękkiej, kremowej konsystencji. Coś wspaniałego, szczególnie dla dzieci, które (wiem to dobrze!), aż garną się do mycia rączek. A i starszym pod prysznicem taki krem sprawi dużo przyjemności.

Nasze mydełko-krem pachnie cudownie, mocno energetyzującą pomarańczą, z lekko wyczuwalnymi nutami rozmarynu. Jest to idealne połączenie na jesień. Olejek pomarańczowy doda nam radości, to przecież naturalny antydepresant, a olejek rozmarynowy zadziała antyseptycznie na skórę i stymulująco na mózg. Do tego dodałam odżywczy olej ryżowy i prawdziwy sok pomarańczowy w proszku! Całość idealna na co dzień i na prezent.

SONY DSC

Myjący krem pomarańczowy z nutką rozmarynu

Składniki

  • szklanka pokrojonej w małą kostkę transparentnej bazy mydlanej (ja wybrałam ekologiczną, oliwkową)
  • 4 łyżki sody oczyszczone
  • 2 łyżki kwasku cytrynowego
  • 1 łyżka sproszkowanego soku pomarańczowego (ZielonyKlub.pl)
  • 2 łyżki oleju ryżowego
  • ok. 4 kropelki pomarańczowego barwnika do mydeł
  • łyżeczka olejku pomarańczowego
  • 6 kropelek olejku rozmarynowego

W ceramicznej miseczce, w kąpieli wodnej lub mikrofali, roztapiamy bazę mydlana, nie doprowadzając jej do wrzenia. Sprawnie przelewamy ja do wysokiej miski, dosypujemy proszki, dolewamy olej ryżowy i energicznie mieszamy. Dodajemy barwnik i dalej mieszamy. Na końcu dolewamy olejki eteryczne i cały czas mieszamy, aż do uzyskania jednolitej konsystencji kremu. Zacznie on nieco rosnąć, nie przejmujemy się i jeszcze chwilę mieszamy. Gotowy krem odstawiamy na noc w suche, chłodne miejsce, aby sobie spokojnie opadł. Nazajutrz przekładamy do czystego słoiczka. I gotowe!

SONY DSC

SONY DSC

Pielęgnacja skóry jesienią & odkrycie – Saisona

Lato minęło już całkiem dawno. Zima puka do drzwi (niemal dosłownie). Wraz z nadejściem jesieni zmienia się i aura i potrzeby naszej skóry. O tej porze roku konieczne jest szczególne podejście do codziennej pielęgnacji. Musimy sprawić, aby skóra nabrała blasku i energii, a jednocześnie przygotować ją na nadejście zimy.

Minione lato pozostawiło nam zapewne nie tylko przebarwienia, ale też suchą skórę, pogłębione zmarszczki, czy jej matowy odcień. Nawet naskórek, walczący z intensywnym promieniowaniem słonecznym stał się twardszy i trudniejszy w pielęgnacji. Jak więc przywrócić jej blask i zdrowy wygląd?

Zaczynamy od peelingów! Złuszczenie zrogowaciałego naskórka sprawia, że skóra najzwyczajniej odżywa! Staje się miękka, elastyczna, z łatwością wchłania aktywne składniki nakładane na nią w późniejszym etapie. W ten sposób pobudzamy ją do regeneracji. Peeling pomoże także rozjaśnić skórę i wyrównać jej koloryt. Warto sięgnąć tutaj po owoce tropikalne, takie jak papaja czy ananas, zmiksować je i nałożyć na twarz na 10 minut. Zawarte w nich naturalne enzymy delikatnie złuszczą i spulchnią skórę. Polecam też łagodne peelingi mechaniczne, najlepiej ze zmielonych płatków owsianych, orzechów czy migdałów. Wystarczy dodać do nich odrobinę oliwy lub miodu i lekko masować twarz.

Skóra po lecie wykazuje mocne oznaki przesuszenia, a suchość skóry objawia się jej szybszym starzeniem. Słońce bowiem bezpośrednio wpływa na niszczące działanie wolnych rodników. Stawiamy więc na intensywne nawilżenie i odżywienie. I to nie tylko od zewnątrz. Pijemy dużo wody, dbamy o bogatą w mikro i makroelementy dietę. Na twarz nakładamy nawilżające maseczki przynajmniej dwa razy w tygodniu, a codziennie wieczorem kremy o silnym działaniu zarówno odżywczym, jak i nawilżającym. Możemy wzmocnić je naturalnymi masłami i olejami, które świetnie sprawdzą się także w pielęgnacji całego ciała. Polecam tutaj proste olejowe sera, zawierające witaminy C i E, z olejów z dzikiej róży, papai, acai, żurawinowego, z pestek kiwi czy innych wakacyjnych owoców.

Im chłodniej na zewnątrz tym mocniej odżywiamy skórę i chronimy ja przed czynnikami zewnętrznymi. Warto wtedy sięgnąć bo gęstsze – masło shea, olej z krokosza czy czarnuszki. Pozostawiają one warstwę ochronną na skórze, tzw. film, który nam ją zabezpiecza i utrzymuje odpowiedni poziom wilgotności. Przypominam tylko, że czyste masła i oleje najlepiej nakładać na zwilżoną skórę, np. tuż po prysznicu. W przeciwnym wypadku mogą mieć działanie wręcz wysuszające.

Aby nadać skórze promienny blask, podkreślić kolor jej letniej opalenizny, usunąć objawy zmatowienia i poszarzenia musimy jeszcze postawić na kosmetyki o działaniu rozjaśniającym. Taki efekt rozświetlenia zapewnią nam preparaty zawierające witaminę C, kofeinę czy kwasy owocowe. Idealnie sprawdzą się tutaj wspomniane już wyżej maseczki z owoców tropikalnych.

SONY DSC

Osobiście polecam jednak sięgnąć po moje ostatnie odkrycie – kosmetyki Saisona – z seriami dostosowanymi do potrzeb skóry w konkretnej porze roku!

SONY DSC

Odkrycie dla mnie niemal epokowe, bo dawno nie zachwyciłam się aż tak bardzo kosmetykami. Ale zacznijmy od początku, od przedstawienia Wam samej marki.

Saisona jest to pierwsza marka fitokosmetologiczna, która dba o piękno kobiety o każdej porze roku i w każdych warunkach klimatycznych. Stworzona została w 2006 roku przez Charlotte Béraud. Wszystkie kosmetyki marki powstały przy współpracy Laboratorium Saisona, doświadczonego dermatologa (Dyrektora wydziału dermatologii Szpitala Uniwersyteckiego) i przy wsparciu Francuskiej Agencji Innowacji. Marka posiada szeroki asortyment produktów zaprojektowanych do ochrony i uwydatnienia piękna skóry przez wszystkie cztery pory roku.

Produkty Saisona to nie tylko francuskie, organiczne i certyfikowane kosmetyki, ale to przede wszystkim: innowacja w pomyśle, składnikach i produktach.

  • Innowacja w pomyśle: Laboratorium Saisona przeprowadziło szereg badań dotyczących powiązań między kondycją skóry, a surowymi czynnikami klimatycznymi oraz zmianami w pogodzie. Badania te umożliwiły zdiagnozowanie i zdefiniowanie kondycji skóry o każdej pory roku, a zarazem potwierdziły konieczność dostosowania pielęgnacji do poszczególnych pór.
  • Innowacja w składnikach: Saisona wykorzystała aktywny składnik stewii, jako główny element formuły nawilżającej. Stosuje go we wszystkich produktach liftingujących przeciwko starzeniu się skóry. Badana kliniczne potwierdziły funkcje nawadniające stweii, a także blokujące – co oznacza, iż ogranicza ona niewyczuwalną utratę wody, a co za tym idzie odwodnienie skóry. Wyjątkowe właściwości napinające sprawiają natomiast, iż stewia jest niezwykłym składnikiem aktywnym opóźniającym procesy starzenia.
  • Innowacja w produktach: Saisona stworzyła formułę Aktywnej Wody. Bogata w aktywne składniki, wstępnie nawilżająca, sprawia, że zewnętrzna warstwa skóry jest bardziej przepuszczalna i chłonna.

 

SONY DSC

Zaintrygowani marką? To bardzo dobrze! Sama cały czas trwam w zachwycie nad produktami stworzonymi do pielęgnacji skóry jesienią. Jest to seria Naprawa, skupiająca się na nawodnieniu, odnowie komórek i działaniu przeciwko starzeniu się skóry. Jest to też seria o silnym efekcie rozjaśniającym i przywracającym skórze idealną kondycję. Tak właśnie kosmetyki te zadziałały w moim przypadku. Już po 2-3 dniach stosowania widać wspaniałe efekty – buzia jest promienna, odżywiona, miękka, prawie nie powstają na niej niedoskonałości, uregulowane jest wydzielanie sebum. Cóż – nie mogę nie być zachwycona!

W serii jesiennej znajdziemy Rozjaśniającą piankę złuszczającą, Aktywną Wodę dla zmęczonej skóry, Krem regeneracyjny przeciwko ciemnym plamom oraz Regenerujący olejek do ciała. Sama nie wiem, który z tych kosmetyków jest najlepszy, bo najlepsze są po prostu stosowane jako cała linia.

SONY DSC

Zachwyćmy się więc najpierw złuszczającą pianką, która na początku wydaje się być bardzo delikatna, lekka, pięknie pachnąca. Jej właściwe działanie odkryjemy, pozostawiając ją na twarzy na kilka chwil. Zawiera bowiem złuszczający składnik, łagodniejszy od kwasów owocowych, który eliminuje martwe komórki, nie uszkadzając skóry. Efekt wybielający potęguje także ekstrakt z paproci wodnej oraz woda jeżynowa (!) i wyciąg z hibiskusa. Wierzcie mi – zakochacie się. Pianka idealnie oczyszcza i peelinguje, a jej stosowanie to czysta przyjemność.

Kolejnym krokiem w codziennej pielęgnacji jest Aktywna woda, czyli niezwykły tonik na wodzie jeżynowej z dodatkiem stewii, gliceryny, ekstraktów z alg i hibiskusa. Pachnie zabójczo! Dzięki temu, że jest dosyć gęsty, mogę zmywać nim także makijaż. Wspaniale odświeża i tonizuje, lekko nawilża. Pozostawia bardzo przyjemne uczucie na buzi.

Zwieńczeniem rytuału jest magiczny wręcz krem. Na początku zdziwiło mnie to, że w składzie, tuż po wodach (z jeżyn, a jakże!), jest kwas mlekowy! Do tego dodano m.in. olej z orzechów makadamia, z pestek winogron, ekstrakt z dzikiego akantu, alg – paproci wodnej, oczywiście stewię, hibiskus i olej słonecznikowy. Krem doskonale odżywia, reguluje i zapobiega niedoskonałościom. Najważniejsze, że mocno nawilża i widocznie rozjaśnia. Jest lekki, ale pozostawia delikatną warstwę na skórze. Idealny i na dzień i na noc.

SONY DSC

SONY DSC

Ostatnim kosmetykiem serii jest Regenerujący olejek do ciała. Pierwszy plus należy się tu za opakowanie – atomizer bardzo ułatwia rozprowadzanie produktu na ciele. Olejek jest lekki, suchy, co zawdzięczamy dużej ilości frakcjonowanego oleju kokosowego. Do niego dołożono odżywcze oleje – słonecznikowy, makadamia, sacha inchi, konopny, z owoców dzikiej róży i arganowy. To z kolei uzupełniono ekstraktem ze stokrotki i olejkami may chang, geranium, z drzewa sandałowego i mandarynkowym. Całość pachnie cudnie, lekko i orzeźwiająco. Olejek szybko się wchłania, pozostawia skórę miękką i elastyczną.

Tak przygotowane ciało może z promienną dumą wkroczyć w jesień!

Bardzo polecam – produkty dostępne na stronie Saisona.

SONY DSC

SONY DSC

Post powstał we współpracy z marką Saisona.

Przepis na lekki puder oczyszczający

Lekki, delikatny, łagodny. Ale to nie wszystko. Najważniejsze, że w swej lekkości, jest też skuteczny. Albo inaczej – pomimo swej lekkości, sprawdza się bardzo dobrze nawet w przypadku trudniejszych, problematycznych cer. Nasz dzisiejszy puder oczyszczający bardzo łatwo i szybko zrobić. Warto więc spróbować – pierwszy raz według mojego przepisu, a kolejny – modyfikując go według własnych potrzeb i… zaopatrzenia Waszej kuchni!

Puder oczyszczający to nic innego jak dobroczynny proszek, który rozrabiamy w dłoni z wodą na nie za gęsta papkę, a następnie masujemy nim twarz. Dzięki swoim składnikom kosmetyk wspaniale oczyszcza cerę ze wszelkich zanieczyszczeń. Biała glinka absorbuje nadmiar sebum, płatki owsiane i migdały odżywiają, soda wygładza skórę, a bergamotka ją reguluje, działa antyseptycznie i wprawia w dobry nastrój.  Warto pozostawić go na buzi na 10 minut, jako glinkową maseczkę.

 

SONY DSC

SONY DSC

Lekki puder oczyszczający

Składniki:

  • 2 łyżki białej glinki
  • 2 łyżki zmielonych migdałów łuskanych
  • 2 łyżki zmielonych płatków owsianych
  • 2 łyżki sody oczyszczonej
  • 15 kropelek olejku bergamotowego

 

Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i zamykamy w czystym pojemniczku. Aby długo nam posłużył, dbamy o to, aby nie docierała do niego wilgoć. Około łyżki pudru, jak już wyżej wspomniałam, rozrabiamy w dłoni z wodą na papkę i masujemy nim twarz. Całość zmywamy wodą, choć najlepiej pozostawić go na skórze jeszcze na 10 minut. Na koniec przemywamy twarz tonikiem (najlepiej sprawdzi się tu taki kwaśny z dodatkiem octu) i nakładamy krem. Polecam!

 

SONY DSC

Facebook