KategorieNaturalna pielęgnacja

O niszowych, polskich markach kosmetyków naturalnych – 3 najciekawsze z nich

Pomna na kilka dziwnych sytuacji z ostatniego czasu, dotyczących rodzimych marek kosmetyków naturalnych i ich pomysłu na swój marketing, zrobiłam ich mały przegląd. Temat ten zajmuje mnie od dawna, odkąd sama sobie podobną manufakturę wymarzyłam. Śledzę na bieżąco nasz rynek, wszelkie nowości, wzloty i upadki ciekawych lub mniej ciekawszych marek. Jak to z nimi jest? Bo, że nie jest im łatwo, to wiadomo. Czy marka, która jest niszowa, ma szansę się utrzymać? Czy mamy wystarczająco dużą grupę odbiorców zdolnych docenić dobry, naturalny produkt o niestety wyższej niż drogeryjnej cenie? Czy mała manufaktura zrodzona z pasji wytrzyma dłużej niż dwa lata?

Załóżmy, że sam produkt jest dobry. Najlepiej cała linia. Sprawdzony, skuteczny, przebadany i zgłoszony do odpowiednich instytucji. Pierwsza bariera za nami, pierwsze ogromne koszty poniesione. Teraz trzeba to sprzedać. Wróć… opakowanie i etykiety musimy już mieć przed zgłaszaniem. Pomysł na marketing więc też. Proces opracowania receptur i przygotowania kosmetyków do sprzedaży jest trudny i długotrwały. Dobrze, aby cała energia jaka została mu poświęcona nie poszła na marne.

Mamy w Polsce niespełna 40 milionów mieszkańców. Jednak target naturalnych manufaktur jest znacznie, znacznie mniejszy. Celujemy w kobiety, zazwyczaj zamieszkujące duże miasta, dobrze sytuowane lub na tyle świadome i praktykujący zdrowy tryb życia, że zdolne przeznaczyć większą kwotę na dobry kosmetyk. Są aktywne, młode, mają mniej więcej pomiędzy 25-45 lat, są zadbane, poszukujące, ciekawe świata. To konsumentki, oczekujące wysokiej jakości i doskonałej obsługi. Płynące z trendami, posiadające swój styl i ugruntowane poglądy. Grupa nam się więc mocno zawęża.

O ileż łatwiej jest tworzyć niszową naturalną markę w takich Stanach! Już sama liczba mieszkańców – ponad 300 mln brzmi imponująco. Rynek jest duży, moda na naturalną pielęgnację przyszła tam znacznie wcześniej, więc i odbiorców jest więcej. A do tego język angielski jest językiem światowym, angielskojęzyczna marka może więc szybko stać się globalną. A my musimy kombinować w tej naszej Polsce… Lub odpowiednio wcześnie podjąć decyzję o ekspansji i tym samym znacznie powiększyć sobie rynek zbytu. I to nie koniecznie na Zachód! Co ciekawe, popularnym kierunkiem staje się tu Daleki Wschód, zwłaszcza Chiny i Japonia. Regiony te mają swoje własne tradycje i niezliczone receptury na naturalne kosmetyki. My jednak możemy podbić ich serca jako marki egzotyczne, pełne ekstraktów z roślin nadbałtyckich, co ma, przyznajmy, swój północny urok.

Załóżmy raz jeszcze, że produkt jest dobry. Jak go sprzedać? Równie istotną rolę w podejmowaniu decyzji o zakupie, jak sam produkt, ma jego opakowanie. Konsumenci kierują się bodźcami wizualnymi i trudno im się dziwić, bo opakowanie może świadczyć o jakości produktu. Zwłaszcza, jeśli marka jest nowa i nieznana. Istnieją pewne trendy w tym ekologicznym światku dotyczące opakowań, związane głównie z ich dostępnością. Najpopularniejsze więc są słoiczki i butelki z brązowego lub kobaltowego szkła i aluminiowe puszki. Jeśli tylko gdzieś w oddali zobaczymy tak opakowany kosmetyk, mamy niemal pewność, że jest to produkt jakiejś naturalnej manufaktury.

Opakowania muszą być ekologiczne, poddające się recyklingowi, mające w sobie coś z ducha dawnych aptek czy zielarni. Czasami zdarza się ciekawszy pomysł – albo minimalistyczny, surowy, albo bardziej hipsterski, designerski, z poczuciem humoru. Ważne aby był praktyczny, możliwie oryginalny, ale też sprawiał wrażenie profesjonalizmu. Jeśli konsument ma kupić kosmetyk, musi mieć pewność (a przynajmniej wrażenie pewności), że powstał on w czystych, odpowiednio przygotowanych i sterylnych warunkach, pod okiem doświadczonej, wyedukowanej osoby. A nie wszystkie znane mi marki takie wrażenie sprawiają. Ba… niektórych kosmetyków bałabym się zakupić, nawet jeśli sam produkt jest dobry.

Etykieta oczywiście musi zawierać wszystkie niezbędne informacje, które są prawnie przykazane. Sama natomiast całkiem niedawno miałam kosmetyki bez daty przydatności czy symbolu słoiczka, choć stanowczo powinny je mieć. Czasami zdarzają się na etykietach błędy ortograficzne i stylistyczne. Czasem etykiety są nieostre. O samym ich projekcie graficznym nawet nie wspomnę. Czasami odchodzą z opakowania już po pierwszym użyciu i pomoczeniu. To wszystko buduje markę. Nawet jeśli sam producent nie jest tego świadomy.

Są marki, które źle oszacowały swoje możliwości. Zamarzyły im się produkty luksusowe, zostały opatrzone odpowiednią ceną (krem za 170 zł), ale sam produkt i jego otoczka nie wykazują żadnych znamion luksusu lub jest to luksus na siłę. Rozumiem, ze kosmetyki naturalne muszą kosztować więcej, bo same ich składniki kosztują więcej. Rozumiem też, że często płaci się za markę i to, co ona sobą reprezentuje. Konieczna jest jednak odpowiednia proporcja pomiędzy tym, jak się kreujemy, a tym co klient dostaje. Znam przykłady marek, które mają stosunkowo tanie, bardzo dobre kosmetyki i takie, które są bardzo drogie i jakościowo także świetne. Obie drogi mogą odnieść sukces, ale pod warunkiem dobrego zaplanowania strategii i spójności marki.

Wybrałam dzisiaj dla Was trzy niszowe naturalne marki, które uważam za najlepsze na naszym rynku i najlepiej rokujące na przyszłość. Nie uważam już takich marek jak Sylveco czy Orientana za niszowe, ponieważ udało im się wyjść szerzej i doskonale sobie radzą w zdobywaniu rynku. Sylveco znajdziemy w prawie każdym sklepie zielarskim, Orientana weszła nawet w sieciowe drogerie. Marki, o których dzisiaj napiszę są zupełnie inne. Wybrały więc na przykład inne kanały dystrybucji, jak choćby firmowe butiki. Cechują się dobrą komunikacją z odbiorą, przejrzystą filozofią i doskonałym pomysłem. Są spójne w każdym aspekcie swojej działalności.

Znacie je już?

 

marki3

Ministerstwo Dobrego Mydła

Najmłodsza z przedstawionych marek. Bardzo świeża, dosłownie i w przenośni. Dziewczyny, którym zamarzyła się mydlarnia, konsekwentnie dążą do swojego celu. Tworzą małe cuda! Na swoim Facebooku opisują historie z życia mydlarni, które sama uwielbiam czytać. Pokazują siebie, swoje troski i marzenia. Mamy więc całą historię stojącą za marką, a taka historia jest dobrem sama w sobie. Ministerstwo co chwile dodaje nowości, wychodzi też poza tradycyjną sferę kosmetyczną, nawiązując ciekawe kooperacje i oferując np. cudne mydelniczki. Wszystko tu do siebie pasuje. W prostocie ich produktów, filozofii i identyfikacji wizualnej tkwi ich największa siła.

marki1

Fridge by Yde

Marka o 180 stopni inna od Ministerstwa, ale równie ciekawa. Od kilku dobrych lata oferuje luksus z lodówki zamknięty w prostych, a przez to niezwykle ciekawych opakowaniach. Fridge nawet stworzyło całkowicie nową kategorię „kosmetyków świeżych”, które mają jedynie 2,5 miesiąca okresu przydatności. To marka ekskluzywna, nie tyle nawet warszawska, co wręcz światowa. Data przydatności może sprawiać dosyć spore problemy z dystrybucją, ale coś za coś. Świadomość, że dostajemy tak świeży produkt, sprawia, że możemy zapłacić za niego więcej.

Zadzwoniono do mnie kiedyś, kiedy jeszcze oferowałam kosmetyki Fridge we własnym sklepie, z małej manufaktury kosmetyków w klimacie lat 90-tych z zapytaniem, jak to możliwie, że kosmetyki o dosyć prostym składzie sprzedają się w tak wysokiej cenie. Oni przecież mogą takie zrobić i sprzedawać za te „kilka” złotych. Cóż… Talent właścicielki Fridge do tworzenia marki i komunikacji z klientem jest ogromny. Tutaj także mamy całą historię stojącą za marką. Zupełnie nową filozofię, własną plantację kwiatów, designerską lodówkę, genialne torby i naprawdę dobre produkty. Za to się płaci i za to płacić będą.

marki2

Phenomé

Największa z dzisiejszych marek, mająca sieć własnych butików i naprawdę rozległą ofertę. Marka, która ma największą szansę na podbicie świata i którą już zaczęła wykorzystywać – w samym Hong Kongu mają 4 sklepy! Opakowania i etykiety w zachodnim stylu, w języku angielskim. Przemyślana struktura i nomenklatura. Mamy tu wysoką jakość, przejrzystość i sprawny marketing. Marka skutecznie wykorzystuje media, chwali się nagrodami z prasy i opiniami blogerek. Wszystko tu jest profesjonalne i zachęcające do wypróbowania. Nic, tylko trzymać kciuki za rozwój.

Czy więc marka, która jest niszowa, ma szansę się utrzymać? Oczywiście. Musi jednak konsekwentnie trzymać się dobrego pomysłu, być aktywną, cechować się wysoką jakością samych produktów i całej identyfikacji wizualnej. A co równie ważne i o co niniejszym apeluję – niech osoby zajmujące się marketingiem myślą. To bardzo pomaga 🙂

Relaks z zieloną herbatą czyli przepisy na cudowne herbaciane zabiegi

Zielona herbata. Taki zapach miała moja pierwsza w życiu kupiona woda toaletowa. Uwielbiałam ją. Zawsze będzie kojarzyła mi się z młodością i beztroską. Nawet niedawno mój były chłopak zdradził mi, że jeśli gdzieś poczuje zieloną herbatę, od razu to ja staję mu przed oczami.

Jest w tym aromacie coś energetyzującego, ale jednocześnie ciepłego, nieoczywistego, kobiecego. Czy idealny rytuał pielęgnacyjny nie powinien właśnie tak pachnieć? Połączenie tego zapachu z prawdziwą zieloną herbatą i jej niesamowitymi właściwościami to przepis na najlepsze domowe SPA.

SONY DSC

 Zaczynamy od kuchni, od półki z herbatami. Sięgamy po tą czystą, liściastą, zieloną, dobrej jakości. To ona stanie się pogromcą oznak starzenia się skóry. Jest bowiem cennym źródłem polifenoli, które są silnymi antyutleniaczami, zwalczającymi wolne rodniki i pozwalającymi utrzymać nam zdrową i młodą cerę. Wzmacniają naczynia krwionośne i tkankę łączną skóry, a dzięki temu wzmagają jej odporność na czynniki zewnętrzne i chronią ją przed promieniowaniem UV.

Zielona herbata ma właściwości antyseptycznie i przeciwzapalnie. Łagodzi stany zapalne, koi i pobudza do regeneracji. Zmniejsza podrażnienia, zaczerwienienia i wypryski. Obkurcza naczynka, niweluje obrzęki i opuchnięcia. Zawarta w niej kofeina stymuluje krążenie i ułatwia usuwanie toksyn z organizmu, dzięki czemu odnajdujemy są w preparatach antycellulitowych.

Ekstrakt z herbaty działa ściągająco, tonizująco i ochronnie. Wspomaga leczenie skóry trądzikowej, reguluje nadmierną aktywność gruczołów łojowych. Te jej właściwość wykorzystuje się także w kosmetykach do pielęgnacji włosów przetłuszczających się i skórnych do łupieżu.

SONY DSC

Mamy więc w kuchennej szafce prawdziwy skarb. Polecam Wam dzisiaj bardzo prosty herbaciany zabieg. Buzia po nim jest niesamowicie miękka, rozjaśniona i odżywiona. Wierzcie mi, nie będziecie mogły przestać jej dotykać! Połączyłam bowiem zieloną herbatę z pełnym witamin miodem i niewielką ilością oleju ryżowego. Powstał dosyć mocny peeling do twarzy, który zamienimy od razu w maskę. Całość uzupełnimy delikatnym herbacianym tonikiem z dodatkiem octu jabłkowego.

Efekty – cudowne!

Peeling-maska do twarzy z zielonej herbaty

Składniki

  • 6 łyżek drobnej zielonej herbaty
  • 1 łyżka oleju ryżowego
  • 4 łyżki płynnego miodu

Składniki mieszamy, aż do uzyskania gęstej pasty. Peeling odkładamy do lodówki na kilka godzin, aby wydobyć z herbaty jej najlepsze właściwości. Wieczorem nakładamy nieco pasty na dłonie, delikatnie rozrabiamy ją z małą ilością wody i masujemy lekko twarz. Pozostawiamy ją na twarzy na 10 minut. Zmywamy letnią wodą. Peeling można przechowywać w lodówce przez tydzień.

SONY DSC

Tonik herbaciany z octem jabłkowym

Składniki

  • 2 łyżki zielonej liściastej herbaty
  • 150 ml gorącej wody
  • 1 łyżka octu jabłkowego

Herbatę zalewamy gorącą, ale nie wrzącą wodą i odstawiamy na 15 minut, aż napar nieco ostygnie. Po tym czasie odcedzamy go, przelewamy do buteleczki i dodajemy ocet. Tonikiem na waciku przemywamy twarz po naszym peelingu oraz codziennie rano i wieczorem. Można go przechowywać dwa dni w lodówce i na bieżąco dorabiać nowy. Pozostałą ilość najlepiej użyć jako płukankę normalizującą i lekko zakwaszającą włosy (polewamy nią włosy po ich umyciu). Wypróbujcie – warto!

Po wykonaniu peelingu-maski i przemyciu twarzy tonikiem, nakładamy na nią ulubiony krem nawilżający.

A potem cieszymy się miękką, nawilżoną buzią!

SONY DSC

Podczas gdy o twarz zadbają nam nasze domowe kosmetyki, do ciała polecam te gotowe nowej, rodzimej marki Scandinavia. W tym cudownym zapachu zielonej herbaty serii ujędrniającej zakochałam się od razu. Jest wspaniały, długo utrzymuje się na skórze i towarzyszy mi na co dzień.

W serii znajdziemy peeling solny i cukrowy oraz balsam do ciała. Sama nie wiem, który peeling jest lepszy. Oba mają podobną konsystencję i prawie nie różnią się składem. Poza cukrem-solą mamy tu więc olej kokosowy, palmowy, ze słodkich migdałów, wosk pszczeli i ekstrakt z rozmarynu. Całość uzupełniona o herbaciany aromat. Peelingi dosyć mocno i skutecznie rozprawiają się z martwym naskórkiem i wspomagają ujędrnianie – stymulują krążenie krwi i odżywiają skórę.

SONY DSC

SONY DSC

Moim faworytem jest jednak balsam do ciała. Leciutki, pachnący, szybko się wchłania i pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia. Znajdziemy w nim olej kokosowy (także ten frakcjonowany), glicerynę, olej sojowy, sok z liści aloesu, mocznik, masło shea i panthenol. A wszystko zamknięte w bardzo praktycznym, bo dużym opakowaniu o pojemności 300 ml (tak jak peelingi).

SONY DSC

SONY DSC

 

Na koniec muszę wspomnieć o jeszcze jednym produkcie marki – świecy do masażu. Jest fantastyczna! W małym słoiczku z drewnianą pokrywką skryło się połączenie jedynie oleju kokosowego w żółtym woskiem pszczelim i różanym aromatem. Cóż więcej trzeba? Pachnie zniewalająco – intensywnie różami z lekkim dodatkiem ciepłego aromatu wosku. Do romantycznego masażu jest wprost idealna!

SONY DSC

Kosmetyki znajdziecie na stronie marki Scandinavia.

Konsultantki2

Marka Scandinavia poszukuje konsultantek!

Poszukujesz pracy, w której to Ty ustalasz sobie godziny oraz to ile i jak długo pracujesz? Dołącz do grona konsultantek Scandinavia, posiadających wyłączność na sprzedaż kosmetyków marki!

Zgłoszenia pod adresem rekrutacja@scandinaviacosmetics.pl.

W razie jakichkolwiek pytań wątpliwości zapraszamy do kontaktu mailowego lub telefonicznego -602 402 211.

Więcej szczegółów na stronie scandinaviacosmetics.pl

SONY DSC

SONY DSC

pasek

Warsztaty kosmetyki naturalnej dla firm i instytucji

Zbliża się powoli początek jesieni – sezon firmowych wyjazdów i spotkań integracyjnych. Serdecznie więc zapraszam organizatorów takich imprez, agencje, biura podróży i firmowe działy marketingu wewnętrznego do współpracy. Warsztaty tworzenia kosmetyków naturalnych, które prowadzę od 2010 roku, są idealną okazją do integracji i zacieśniania więzi. To niezwykle twórczy, kreatywny i inspirujący czas, zarówno dla Pań, jak i Panów (o tak – panowie także chętnie sami tworzą kosmetyki!).

Poniżej kilka informacji na temat warsztatów, zapraszam też do warsztatowej zakładki, po więcej informacji i zdjęć – TUTAJ! Przykładowe i konkretne oferty z przyjemnością prześlę droga mailową (lilinatura@lilinatura.pl).

warsztaty logo

Warsztaty stworzone są dla osób ciekawych świata, poszukujących i otwartych. Uczestnicy nauczą się, w jaki sposób z produktów dostępnych w kuchni lub okolicznych sklepach stworzyć niezwykłe kosmetyki pielęgnacyjne i niebanalne prezenty dla bliskich lub dla siebie. Poznają sekrety naturalnych źródeł piękna i radości. Stworzą własne kosmetyki, dostosowane do potrzeb i preferencji. Będą mieli okazję i sposobność do zabawy zapachem, kolorem, a nawet smakiem. Po warsztatach z Lili głowa pełna jest inspiracji, pomysłów i wiedzy, a ciało zrelaksowane!

Warsztaty są doskonałą okazją do budowania relacji w zespole. Przy wspólnym stole warsztatowym tworzą się relacje integrujące grupę, wzmagające naturalną kreatywność, dodające energii i chęci do działania. Zajęcia wymagają często współpracy i wzajemnej akceptacji. Jednocześnie warsztaty sprzyjają głębokiemu relaksowi. Uczestnicy otrzymują wiedzę na temat naturalnych technik relaksacji, które z powodzeniem można wykorzystywać w codziennej pracy. Poprzez proste czynności wytwarzają namacalne dobra, co pozwala im na wzmocnienie wiary we własne możliwości, wzmaga poczucie dumy i zadowolenia z siebie.

SONY DSC

Zorganizuj swoim pracownikom lub kontrahentom

chwilę inspirującego relaksu przy dobrej zabawie!

Dołącz warsztaty do programu wyjazdu integracyjnego!

Zaplanuj ciekawy wieczór w gronie przyjaciół!

Podczas warsztatów

stworzysz własny rytuał rodem ze SPA

zakochasz się naturalnej pielęgnacji

dowiesz się, jak z pozoru zwyczajnych składników, stworzyć prawdziwie luksusowe kosmetyki

odkryjesz moc aromaterapii i ziołolecznictwa

a także sztuki afrodyzji…

wykonasz niezwykłe prezenty od serca

zabawisz się zapachami i kolorami

przekonasz się, że warto!

a co najważniejsze…

wykonasz własne indywidualne,
dopasowane do Twoich potrzeb kosmetyki,

które zabierzesz do domu!

Przykładowa tematyka warsztatów

  • Egzotyczne SPA – warsztat rodem z dalekich krajów Azji, prawdziwe rytuały piękna
  • Body & Soul – Piękne ciało i spokój ducha! Warsztat dla zapracowanych
  • Wieczór we dwoje? – warsztat afrodyzujących kosmetyków naturalnych
  • So Sweet! – warsztaty słodkiej kosmetyki naturalnej, w programie m.in. babeczki do kąpieli
  • Twój eko-krem – zrób krem dostosowany do potrzeb Twojej skóry!
  • Aromaterapia na co dzień!
  • Kwiatowe uniesienia – warsztat kwiatowo-kolorowy
  • Najpiękniejsze prezenty –  naturalne cuda, które możesz sam zrobić dla bliskich
  • Kąpielowe Love – czyli wspaniałości do kąpieli
  • Warsztaty świąteczne – pachnące Gwiazdką, cytrusami i korzeniami
  • Terapie północne – piękno z dalekich zimnych krain
  • oraz wiele, wiele innych!

 

Zapraszam do kontaktu!

Adriana Sadkiewicz

SONY DSC

 

W roli głównej: Serum nawilżające Pure Hydration Serum Herbfarmacy

Myślałam, że nie ma wad… Myliłam się… Ma jedną, bardzo, bardzo dużą – jest bardzo, bardzo małe! Bo stanowczo Serum nawilżające Pure Hydration Serum Herbfarmacy powinno być w buteleczce więcej niż 15g. Bo to ledwie się człowiek uzależnia, a to to zaraz się kończy… Zwłaszcza teraz latem, kiedy pokusiłam się na zastępowanie nim kremu na dzień.

Znacie Harbfarmacy? To brytyjska, rodzinna marka, której filozofia i pomysł na siebie bardzo mi się podobają. Jej historia zaczęła się 30 lat temu, kiedy to małżeństwo Paul i Carol Richards założyło plantację ziół. Stworzyli oni cały wachlarz produktów pielęgnacyjnych, które w Wielkiej Brytanii cieszą się bardzo dobrą sławą. Marka dotarła więc i do Polski i bardzo powolutku podbija rynek. A powinna szybciej. Bo jej produkty są naprawdę fajne.

Serum nawilżające spodobało mi się od razu. Jeszcze zanim do mnie dotarło – po samej lekturze jego składu. Przepełnione jest bowiem ekstraktem z kojącego prawoślazu i wysyconej antyoksydantami gryki, a także cudowną wodą różaną i neroli. Mamy tu nieco olejku z wiesiołka i słonecznika oraz masło shea, trochę aloesu, gliceryny, kwasu hialuronowego i bisacharydów. Lista składników jest długa, mamy jednak pewność, że są to wysokiej jakości produkty, a aż 85% z nich jest pochodzenia organicznego.

Wszystko na raz tworzy bardzo delikatną emulsję o naturalnym kolorze i lekko ziołowym aromacie. Nałożona na buzię, wchłania się od razu i pozostawia niezwykle przyjemne uczucie nawilżenia bez jakiegokolwiek obciążenia. Jak już wspominałam, czasami stosowałam serum zamiast porannego kremu. Idealnie sprawdzało się takie rozwiązanie podczas upałów. Powinno się je jednakże nakładać w małej ilości, na stonizowaną skórę, pod krem. Genialnie go wtedy wspomoże. Ukoi, wesprze regenerację i sprawi, że skóra będzie miękka i elastyczna. Coś w sam raz dla osób, które muszą szczególnie mocno zadbać o odpowiedni poziom nawilżenia cery.

Bardzo polecam! Serum z Iwos.pl

 

SONY DSC

SONY DSC

 

Przepis na balsam do ust na opryszczkę i silne podrażnienia

Przeniesiemy się dzisiaj do XIX wiecznej apteki, kiedy to zielarstwo było znacznie bliżej medycyny niż jest teraz. Zdamy się na mądrość natury i wykorzystamy jej najwspanialsze dary do stworzenia prawdziwie-retro pomady, która w bezpieczny, ale co jednak najważniejsze – bardzo skuteczny sposób pomoże osobom, zmagającym się z opryszczką oraz silnymi podrażnieniami i pierzchnięciem ust. Z czterech całkowicie naturalnych składników powstanie cudowny balsam o wspaniałych właściwościach. Zaglądamy więc do ogródka, odwiedzamy sklep zielarski i bierzemy się do pracy!

SONY DSC

W balsamie skryła się moc dwóch niezwykle istotnych składników, polecanych do walki z opryszczką – nagietka i olejku z drzewa herbacianego. Ten drugi to olejek eteryczny, który powinien znaleźć się w każdym domu. Jest na tyle bezpieczny, że można stosować go bezpośrednio na skórę, a przy tym ma silne działanie antybakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybiczne i antyseptyczne. Nagietek z kolei wykazuje działanie zwalczające wirusa opryszczki, ważne tylko, aby kurację rozpocząć już z pierwszymi objawami. Ponadto kwiaty nagietka cudownie koją skórę, wspomagają jej regenerację, łagodzą podrażnienia. Goją ranki, poparzenia, pęcherze i wypryski, delikatnie przy tym odkażając. Całość wzbogaciłam o mocno odżywcze masło shea i żółciutki wosk pszczeli, które sprawią, że usta będą miękkie, nawilżone i zabezpieczone przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych.

SONY DSC

Balsam do ust na opryszczkę i silne podrażnienia

Składniki:

  • 2 łyżki masła shea rafinowanego
  • 1/2 łyżeczki żółtego wosku pszczlego
  • 4 łyżki kwiatów nagietka, najlepiej świeżego
  • 10 kropelek olejku z drzewa herbacianego

Przygotowujemy ceramiczną miseczkę, którą umieszczamy w kąpieli wodnej. Wkładamy do niej masło, wosk i nagietka. Pozostawiamy na małym ogniu przez około dwie godziny, co chwilę mieszając i dodając wody do kąpieli wodnej. Nie dopuszczamy do wrzenia. Zależy nam, aby nagietek spokojnie, pod wpływem ciepła, oddał swoje najcenniejsze substancje tłuszczom. Po tym czasie przecedzamy całość przez kilka razy złożoną gazę. Gotowy olej przelewamy do wyparzonego pojemniczka. Po chwili, kiedy wszystko nieco ostygnie, dolewamy do niego olejek z drzewa herbacianego i powoli mieszamy. Balsam odstawiamy na godzinę do stwardnienia.

Balsamem smarujemy usta kilka razy dziennie. Używamy także profilaktycznie. Balsam można stosować jako wielofunkcyjną maść ratunkową na podrażnienia, ukąszenia czy zadrapania.

SONY DSC

SONY DSC

 

Sprawdź też inne Lili Przepisy na domowe kosmetyki!

 

O ulubionych kosmetykach do włosów Sylveco

Poszukujecie idealnego zestawu do codziennej pielęgnacji włosów? Ja go znalazłam! I z przyjemnością i Wam polecam. Dzisiaj przed Wami po raz kolejny marka Sylveco, ale jak tu o niej nie pisać, skoro co jeden kosmetyk to lepszy? Ale zatrzymajmy się na samych włosach i sięgnijmy po Balsam myjący z betuliną, Wygładzającą odżywkę i Lnianą maskę.

 

SONY DSC

 

Poznałam wszystkie trzy szampony marki (w tym jeden z serii Biolaven) i Balsam myjący jest moim faworytem. Najlepiej i najskuteczniej myje i pielęgnuje moje włosy. Najlepiej się pieni i jest najbardziej wydajny. Ma przyjemną konsystencję mleczka i biały kolor, dzięki czemu faktycznie sprawia wrażenie balsamu lub myjącej odżywki. W składzie znajdziemy takie dobra, jak ekstrakt z brzozy, masło shea, olej jojoba, miód, panthenol i olejek rozmarynowy. To przez to ostatnie szampon pachnie rozmarynowo, niezwykle ciekawie. Warto zwrócić uwagę, że to właśnie olejek rozmarynowy stosuje się często w pielęgnacji włosów, więc i tu sprawdza się idealnie. Włosy po jego użyciu stają się miękkie i błyszczące, choć przyznam, może to być zasługa wszystkich trzech produktów naraz.

O ile zapach czystego rozmarynu w szamponie wydał mi się ciekawy, to sosna, która wyłania się z odżywki całkowicie mnie zaskoczyła. Nie jest to jednak nieprzyjemne. Jeśli znacie zapach prawdziwego olejku sosnowego, wiecie jak cudownie pachnie lasem. Zawsze więc, kiedy sięgam po odzywkę Sylveco, przenoszę się właśnie do lasu. I bardzo mi z tym dobrze. A odżywka? To uczucie, kiedy włosy już pod Waszymi rękami, w trakcie masowania, stają tak przyjemne w dotyku… Ach… Tak, to że odżywka je wygładza to szczera prawda. Zawdzięczamy to ekstraktowi z korzenia łopianu, olejowi z pestek winogron, oliwie z oliwek, olejowi arganowemu, a nawet cukrowi. Odżywka sprawdzi się dobrze w przypadku włosów problematycznych, skłonnych do łupieżu, ale polecana jest tak naprawdę do wszystkich rodzajów włosów.

 

SONY DSC

Co jakiś czas zastępuję odżywkę lnianą maską. Maską… w zasadzie jest to rodzaj kojącego okładu na sponiewierane przez wiatr i słońce włosy. W masce połączono najbardziej cenione ludowe metody pielęgnacji włosów z naszego kręgu kulturowego i z Dalekiego Wschodu – mamy tu więc kombinację ekstraktu z nasion lnu z olejem kokosowym. A do tego jeszcze kilka innych składników, jak olej z pestek winogron, cukier czy panthenol. Poleca się ją do włosów suchych i łamliwych, osobiście rozszerzyłabym nieco ten target, na wszystkie osoby, potrzebujące intensywnej regeneracji. Maskę można stosować w dwojaki sposób – albo po umyciu włosów, jak odżywkę, albo jako kompres, wcierając ją na pół godziny we włosy, przed myciem. Przyznaję, ze wybieram tą pierwszą opcję, głównie zapewne z lenistwa. Doskonale jednak wystarcza. Włosy są silniejsze, lśnią, a co ważne, znacznie mniej wypadają, a miałam ostatnio z tym problem.

Na koniec dodam, że wszystkie trzy kosmetyki są zapakowane praktycznie i ładnie, cena nie odstrasza, a jakość jaką za nią dostajemy warta jest nawet więcej.

Polecam! Kosmetyki z Sylveco

SONY DSC
SONY DSC
Facebook