KategorieNaturalna pielęgnacja

Moc kamieni

Kiedyś prowadziłam sklep z biżuterią z naturalnych kamieni. Pewnie wiele z Was o tym pamięta. Wtedy to kilkukrotnie zabierałam się do zgłębienia tematu mocy, którą mają w sobie te kamienie. Ich energii, która oddziałuje na nasz organizm. Przyznam się bez bicia, że nie odrobiłam wtedy tego domowego zadania. I bardzo żałuję, bo temat jest niezwykle ciekawy i mocno intrygujący.

A co szczególnie istotne, powoli staje się światową modą! Trendem, który przenika także do kosmetyki i powoli na Zachodzie staje się codzienną rutyną pielęgnacyjną.

Energia kamieni… Czemu by nie spróbować? Nie wejść choć trochę w ten niezwykły świat?

Zwłaszcza, że co rusz napotykam ostatnio w internecie produkty, które z tej mocy energetycznej czerpią. A że bywają przy tym wyjątkowo piękne, nie mogłam ich Wam nie pokazać.

Oto więc kilka ciekawostek, zagranicznych, które zapewne lada moment trafią do naszego kraju!

 

 

1.No dobra… te kamienne masażery – rollery są zwyczajnie piękne! Wystarczyłoby, że posłużą za dekorację łazienki! A tak serio, to jest to jeden z największych hitów na Zachodzie – bajeczne masażery do twarzy zrobione z naturalnych kamieni. Wywodzą się z tradycji medycyny chińskiej i mają służyć przeciwzmarszczkowo i relaksacyjnie. Dzięki nim wykonujemy drenaż limfatyczny twarzy. Można też stosować do innych części ciała. Pierwszy – z różowego kwarcu / I Am Natural Store

2. „Meet the Jade Roller. This Chinese skincare tool will cool, tighten, and de-puff your face in seconds.” Vogue.com / Czyli kolejny roller – jadeitowy! / Herbivore

3. I przepiękny, ponoć wyciszający i kojący – roller ametystowy / Aquarian Soul

4. Aby mieć je zawsze przy sobie! Torebeczka wypełniona energetycznymi kamieniami / Nordstrom

5. Do energetyzowania wody do picia – butelka z kamienną wkładką Wellness ViA Water Bottle – piękna! / Nordstrom

6. Kryształy do kąpieli – takie kamyczki należy wrzucić do wanny z wodą, aby ją natchnąć ich energią / Aquarian Soul

7. Urocze jadeity do masażu twarzy. Jadeity reprezentują mądrość, równowagę i pokój. Są to kamienie o działaniu kojącym, szczególnie polecane do podrażnionej skóry. / Aquarian Soul

 

 

Tym razem to coś jedynie inspirowanego kamieniami, ale tak pięknego, że musicie to zobaczyć! Rozświetlające olejki do ciała o nazwie różowy kwarc, pełne delikatnie różowej miki i samych naturalnych dobroci, o zapachu różano – waniliowym. / Herbivore

 

Zestaw do oczyszczania aury – zawiera suszoną szałwię do spalenia i uzyskania dymu szałwiowego (taki dym z olejkami eterycznymi wspaniale oczyszcza powietrze), drewno palo santo, rozmaryn i lawendę, świecę, pióro do rozwiewania dymu, olejek cytrynowy i kamienie – selenit i kwarc / Nordstrom

 

1.Olejek Lapis Lazuli Crystal Face Serum – naturalne serum olejowe wzmocnione energią kamieni lapis lazuli / Zephorium

2. Olejek do ciała Full Moon Body Oil – rozświetlający olejek inspirowany fazami księżyca, wzmocniony energetycznie kwarcem / Aquarian Soul

3. Själ Saphir Concentrate – Anti-Aging Face Oil – odmładzający olejek wypełniony kompleksem roślinnych składników oraz energią kamieni – himalajskich szafirów i akwamarynów / Själ 

4. De Mamiel Brightening Cleanse & Exfoliate – puder do oczyszczania twarzy, zawierający kojące glinki, ekstrakty roślinne i sproszkowane różowe kwarce i jaspisy / de Mamiel

5. Rozświetlający, lekko koloryzujący naturalny balsam do twarzy wypełniony energią truskawkowych kwarców / Aquarian Soul

6.Therapie Himalayan Detox Salts – detoksykująca sól do kąpieli z drobinkami ametystów / Cult Beauty

 

Aksamitna pomarańczowa maska z kurkumą i miodem

To jeden z ciekawszych kosmetyków, które stworzyłam. Idealnie sprawdza się w przypadku mojej cery. No, w zasadzie tej pomarańczowej maski z kurkumą i miodem używam do całego ciała! Bardzo się polubiliśmy!

Czemu aksamitna? To jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl, kiedy po nią sięgam. Maska wygląda, jakby była płynna, ale konsystencję ma pasty. Nabieram ją na dłoń właśnie jak pastę, a ona po sekundce znowu staje się miękka. A jeśli dłużej poczekamy, jeśli odrobinę bardziej zaschnie, wystarczy tylko lekko nawilżyć ją wodą pod prysznicem i znowu jest cudownie półpłynna.

 

Maska nadaje skórze blasku i energii. Odżywia ją, regeneruje i nadaje zdrowy koloryt. Delikatnie złuszcza i reguluje. Działa też odkażająco – to dzięki cudownym antybakteryjnym właściwościom miodu i kurkumy. Te dwa składniki bardzo poleca się w pielęgnacji cery problematycznej. Niwelują niedoskonałości i zapobiegają ich tworzeniu. Porządna dawka soku z pomarańczy leciutko nam skórę spulchni i przywróci jej piękny wygląd. Duża zawartość skrobi ziemniaczanej pomoże nam cerę zmatowić. A to wszystko w połączeniu z cudownym aromatem pomarańczy, który nie tylko sama skóra przyjmuje, ale i na nas działa energetyzująco i antydepresyjnie.

Sami przyznajcie, czego nam więcej trzeba?

Przygotowuję sobie taką porcję maski, kiedy szykuję się pod prysznic. Nakładam wtedy jej część na umytą buzie i pozostawiam na niej. Resztą myję skórę na całym ciele, dzięki czemu staje się ona maską do ciała. Uwielbiam!

 

Aksamitna pomarańczowa maska z kurkumą i miodem

Składniki:

  • ćwierć pomarańczy
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • łyżeczka kurkumy
  • 5 kropelek olejku z pomarańczy
  • 4 łyżki skrobi ziemniaczanej

Do miseczki wlewamy miód i wyciskamy sok z ćwierci pomarańczy. Dosypujemy kurkumę, dolewamy olejek i mieszamy. Sukcesywnie dosypujemy skrobię, mieszając, aby nie powstały grudki. Dosypujemy jej około 4 łyżki lub do uzyskania konsystencji pasty, która pozostanie nam na buzi.

Maskę używamy jak wyżej, a jeśli wolicie nie być akurat pod prysznicem, to nałóżcie po prostu na czystą buzię. Maskę warto w trakcie używania spryskać wodą lub hydrolatem (podobnie jak z maseczkami glinkowymi). Po 10-15 minutach spłukujemy ją wodą i zmywamy żelem do mycia twarzy, aby dokładnie zmyć kurkumę. Maskę zużywamy najlepiej tego samego dnia – zawiera świeży sok.

Miłego używania!

 

Kosmetyki, które używam zupełnie inaczej

Chyba każda z Was ma takie kosmetyki, których wcale nie używa zgodnie z przeznaczeniem, hmm? A może się mylę? Może trzymacie się dokładnie tego, co jest napisane na etykiecie?

Dzisiaj mam dla Was przykłady rodem z mojej łazienki (i torebki) na kosmetyki, które idealnie sprawdzają się w mojej codziennej pielęgnacji, stosowane zgoła inaczej niż to zaplanowali ich twórcy. Kosmetyki, które uwielbiam, choć stosuję przewrotnie. Bez których ciężko byłoby mi się już obejść.

Będą to więc nieco inne kosmetyczne porady, takie cosmetic hacks. Oby i Wam się przydały!

 

 

Suchy szampon bywa zbawieniem w przypadku moich przetłuszczających się niestety włosów. Uwielbiam też ten efekt podnoszenia i puszystości, które on zapewnia. Bardzo go polecam jednak wszystkim osobom, które cierpią katusze w ciepłych miesiącach związane z ocieraniem się skóry czy to podczas aktywności fizycznej czy nawet codziennych zajęć. Wystarczy spryskać nim newralgiczne miejsca, czyli np. pachy, pachwiny czy wewnętrzną stronę ud, aby zapewnić im matowość, poczucie suchości i dobrego poślizgu. Zabezpiecza nam on skórę, jak dobre posypki i zapobiega nieprzyjemnym otarciom. Genialnie się tu sprawdzają małe opakowania szamponów, które możemy trzymać po prostu w torebce i używać, kiedy tylko czujemy potrzebę. Pamiętajcie tylko, aby dokładnie całość wieczorem zmyć.

Co ważne, sięgajcie po szampony, które mają w składzie naturalną skrobię np. ryżową lub kukurydzianą, a nie aluminiową. Możecie też oczywiście wybrać domowy sposób i stosować skrobię ziemniaczaną, którą warto zamknąć w pojemniczku na posypki.

 

 

Dobra, naturalna odżywka do włosów to najlepszy „krem” do golenia nóg i pach. Kto raz spróbował, nigdy już nie sięgnie po piankę czy mydło. Odżywka cudownie wspomaga golenie, jest świetnym poślizgiem. Nie wysusza przy tym skóry, nie podrażnia jej, a wręcz przeciwnie – delikatnie odżywia i zapewnia uczucie komfortu po goleniu. Najbardziej tu polecam odżywkę Biolaven – sama stosuję na co dzień.

 

 

Mam teraz dwa ulubione olejki – ujędrniający Vianek o cudownym zapachu wiśni i cynamonu oraz orzeźwiający olejek Willow Organics, pachnący egzotyczną werben. Przyznam, że nie bardzo lubię stosować je tradycyjnie, do ciała. To nie dla mnie. Świetnie sprawdzają się wprawdzie jako poślizgi do masażu, ale akurat nie mam na długo męża… Oba więc olejki stosuję jako oleje do demakijażu! I tutaj są genialne! Masuję nimi wilgotną skórę, zmywając z niej makijaż, a potem domywam całość używając żelu do mycia twarzy. I delektuję się tymi niesamowitymi aromatami! Takie olejki doskonale rozpuszczają kolorowe kosmetyki, pozostawiając przy tym buzię miękką i gładką.

 

 

Mam też swój własny sposób na serum olejowe! Pod krem zazwyczaj wybieram te lżejsze, nietłuste, np. eliksir Vianka lub serum z kwasem kojowym z Ecospa.pl. Te olejowe jednak uwielbiam i nie wyobrażam sobie, żeby ich nie stosować do… oczyszczania cery. Bo o ile wyżej wspomniane olejki do demakijażu najchętniej stosuję wieczorem pod prysznicem, o tyle prawie codziennie, popołudniu czy wczesnym wieczorem sięgam po prostu po wacik z płynem micelarnym, który skrapiam kilkoma kropelkami olejku i taką mieszaniną przemywam skórę. Jeszcze nie na wieczór, jeszcze nie do spania, ale po to, aby ją odświeżyć i ściągnąć nadmiar sebum, zanieczyszczeń i makijażu, a potem pobyć jeszcze takim odświeżonym w domu. Bardzo tu polecam sera Iossi i Vianka!

 

 

Powiem Wam, że kremy pod oczy Vianka mają po prostu genialne opakowania, aby trzymać je… w kosmetyczce w torebce! Oczywiście zmieniają wtedy swoją funkcję z kremu pod oczy na krem do zastosowania wszelakiego, do czego świetnie się nadają. Są niewielkie i podłużne, mieszczą się więc zawsze i wszędzie. Nieraz mnie ratowały, kiedy trzeba było szybko zrobić czy odświeżyć makijaż lub nadać mu odrobinę blasku – wystarczy wtedy odrobinę kremu wklepać w skórę, nad kości policzkowe i na czoło. Od razu lepiej! Służy mi też w potrzebie za krem do rąk czy do ust. Bardzo polecam!

 

 

Pisałam Wam już kilka razy o soli Epsom. To takie wcale nie słone, a wręcz gorzkie cudo magnezowo-siarkowe, które świetnie się sprawdza, jako dodatek do kąpieli. Zwłaszcza dla osób o problematycznej skórze. U mnie na wannie stoi zawsze kilogramowy pojemnik z taką solą. Owszem, dodajemy ją czasem po prostu do wody, najczęściej jednak jest moim ekspresowym, najlepszym pod słońcem peelingiem! Biorę garść soli w dłoń i w zależności od nastroju i potrzeby, dodaję do tego trochę żelu pod prysznic, łagodnego mydełka w płynie, soku z limonek lub pomarańczy albo olejku do ciała, a potem masuję mieszaniną skórę (to peeling do ciała, nie do twarzy!). Doskonale oczyszcza skórę, zapobiega wrastaniu włosków po depilacji, działa też antybakteryjnie i odkażająco. Polecam!

Małe manufaktury: Willow Organics

Rzadko kiedy aż tak podoba mi się pomysł na markę. I to markę, którą została stworzona z marzeń. Malutką markę pewnej przemiłej blogerki (Le Bleuet), która postanowiła zaryzykować i wypuścić w świat trzy, na razie, szczególne kosmetyki. Nazwała tę swoją markę Willow. Czemu? Opowie Wam sama poniżej. A potem pięknie przyzdobiła ją identyfikacją wizualną, która wybitnie porusza moje serce. Uwielbiam tego typu motywy botaniczne! Z pełnym przekonaniem polecam więc Waszej uwadze tę uroczą manufakturę i jej kosmetyczne dzieła.

 

Każdy produkt Willow to nasze małe, spełnione marzenie zamykane w szklanym opakowaniu. Kosmetyki od początku do końca przygotowywane są ręcznie. Z sercem i pasją ich autorki.

 

 

W ofercie Willow znajdziemy Balsam do twarzy i ciała Fruity Mousse, Peeling do ciała Fruity Sugar Scrub oraz Olejek do ciała Yellow Rose Buds. Wszystkie pachną całkowicie i totalnie energetyzująco, a to za sprawą olejku may chang – werbeny egzotycznej. Jest to bardzo charakterystyczny, cytrusowy zapach, w którym łatwo się zakochać. Mi osobiście kojarzy się bardzo pozytywnie, wypełnia umysł dobrą energią i chęcią do działania. Szczególnie więc polecam kosmetyki Willow zimą, zwłaszcza, że wszystkie bazują na masłach i olejach, których zimą skóra wybitnie potrzebuje.

 

Nasze kosmetyki powstają z zamysłem, by wspierać naturalne funkcje ochronne i regeneracyjne skóry. Są czyste i surowe – pozbawione niepotrzebnych substancji syntetycznych.

 

 

Najbardziej do gustu przypadł mi owocowy mus. Ma leciutką, przyjemną konsystencję musu właśnie i słoneczny kolor.  Składa się w głównej mierze z masła mango, shea i olejów z krokosza i moreli. Uwielbiam nabierać go na dłonie i rozsmarowywać na skórze. Koniecznie – po kąpieli lub prysznicu. Chyba, że akurat poczuję, że mam spierzchnięte usta. Albo moje dłonie potrzebują ratunku. Zawsze można po niego sięgnąć. Ze względu na swoją tłustą formuję, jest bardzo wydajny. Przyznaję, że nie używam go twarzy, mam problematyczną cerę, ale jest zawsze w pobliżu i ratuje mnie w potrzebie. Jedyny minus – po pewnym czasie tworzą się w nim drobne grudki, co jest wprawdzie częste w przypadku naturalnych połączeń maseł i olejów o różnej temperaturze topnienia, ale odrobinę utrudnia aplikację. Niemniej jednak ten właśnie mus uważam za jeden z najciekawszych kosmetyków na rynku.

 

Nasze formuły są Self-Preserving. Swoją trwałość zawdzięczają antybakteryjnym właściwościom olejów, maseł i olejków eterycznych. Dzięki temu nie stosujemy konserwantów.

 

 

Z pewnością spodoba Wam się olejek wypełniony prawdziwymi pąkami róż. Olej je konserwuje, więc o nic nie musicie się martwić. Najbardziej spodobało mi się tu nieoczywiste połączenie mniej znanych, ale świetnych i cennych olejków – z nasion bawełny, z krokosza i moreli. Jest to idealny olejek do romantycznego masażu, którego zadaniem jest także poprawić nastrój i pobudzić. Sama używam go także jako olejek do demakijażu, myjąc nim twarz, a następnie zmywając go żelem do mycia twarzy. Pomijając już fakt, że po prostu pięknie się prezentuje w łazience!

Na koniec peeling! Bardzo przyzwoity, dobrze ścierający scrub, którego używanie to czysta przyjemność. Jest to jeden z tych tłustszych peelingów, które pozostawiają na skórze tłuściutką warstwę. Samo w sobie bywa to zbawienne i wiele osób już na tym kończy, ciesząc się ochroną i nawilżeniem. Mi jednak najlepiej tego typu peelingi sprawdzają się, jeśli zmyję je potem naturalnym żelem pod prysznic. Skóra nadal pozostaje odżywiona, ale pozbywamy się tłustości. Sami musicie znaleźć najlepszy sposób dla siebie. Dodam tylko, że piękny zapach pozostaje, a skóra jest oczyszczona i po prostu – odżywa!

 

 

Warto więc, oj warto wypróbować Willow!

Na deser mam jeszcze dla Was kila słów od Mariki – twórczyni marki:

Wiedziałam, że w pewnym momencie będę chciała zacząć własny biznes. Marzyła mi się produkcja kosmetyków, ale nie sądziłam, że dam radę przebrnąć przez wszystkie regulacje, więc postrzegałam to raczej w kategoriach bardzo odległych. Pierwszorzędnym planem było założenie salonu groomerskiego, z miłości do futrzaków. W ostatnim momencie stwierdziłam jednak, że wolę przedrzeć się przez stosy zapisów prawnych, niż ogarnąć swoją panikę wobec perspektywy nieumyślnego uszkodzenia jakiegoś piesa 😀 Poza tym pomyślałam, że jak nie teraz to pewnie nigdy! Tak oto powstało Willow!

Dlaczego Willow (ang.wierzba)? Bo od początku mojej fascynacji pielęgnacją naturalną wpadłam po uszy w ziółka i roślinki. Od tego się zaczęło, więc chciałam, żeby i nazwa marki jakoś nawiązywała do tego etapu, żeby było roślinnie.  A wierzba, prócz tego, że można ją wykorzystywać w pielęgnacji, dodatkowo kojarzyła mi się przemiło – nie wiem czy widzieliście kiedyś film Willow? 😀 Zresztą miałam takie swoje przyjemne miejsce, pod wierzbą właśnie, w rodzinnym mieście… No i pięknie brzmi po angielsku!

Moje wytwarzanie kosmetyków rozpoczęło się od balsamu. To jedyna rzecz, która pomogła mojej wiecznie przesuszonej skórze na tyle, że obecnie nie miewam z tym już kłopotów! Uznałam więc, że skoro mi pomógł, to być może i dla kogoś innego będzie pomocą! Podobnie było z peelingiem i olejkiem – to wyniki mojego zmęczenia codziennym balsamowaniem ciała. Powstały dla urozmaicenia codziennej pielęgnacji i zwiększenia jej skuteczności. Wszystko z olejkiem May Chang, który dodatkowo nastraja pozytywnie 😀 Zakochałam się w nim od pierwszego spotkania! Więc.. tak. Wszystko to tworzyłam na potrzeby swojej dość wymagającej skóry, ale na rynek wprowadzałam już z myślą o osobach w podobnej sytuacji i wszystkich tych, którzy cenią sobie prostotę i pełną naturalność składów. I choć nie jest to największa grupa odbiorców.. ten drugi aspekt pozostanie regułą!

Zapraszamy na stronę Willow Organics.

 

 

Śnieżne bałwanki do kąpieli lawendowo-tymiankowe

Do Krakowa właśnie przyszła zima. Temperatura oscyluje wokół zera i śnieży! Oj, śnieg sypie jak szalony. Nie pociesza mnie to, bo mieszkamy w starym mieszkaniu z równie starymi oknami, przez które wiatr hula jak mu się podoba. A wczoraj właśnie padła mi moja farelka, bez której nie wyobrażam sobie zimy…

Cóż, trzeba się rozgrzewać! Najlepiej gorącymi kąpielami! A jeszcze lepiej w towarzystwie uroczych śnieżnych bałwanków!

A nasze dzisiejsze bałwanki to same cuda! Wypełnione są naturalnymi olejkami – lawendowym i tymiankowym, mają więc silne działanie antyprzeziębieniowe, antybakteryjne i wzmacniające odporność. Ułatwiają oddychanie i pomagają się zrelaksować.

Ale to nie wszystko! W bałwankach ukryłam jeszcze masę odżywczego mleka i masła shea, które doskonale pielęgnują skórę podczas kąpieli. Taki bałwanek, wrzucony do wanny z wodą lekko musuje, rozpuszczając przy okazji masełko i mleko i uwalniając olejki eteryczne. No, czysta przyjemność! I gwarantowana zabawa dla każdego dziecka. Bardzo polecam!

 

Śnieżne bałwanki do kąpieli lawendowo-tymiankowe

Składniki / 4 bałwanki:

  • 50 g mleka w proszku
  • 40 g sody oczyszczonej
  • 20 g kwasku cytrynowego
  • 50 g masła shea rafinowanego
  • 30 g wiórków kokosowych + duża garść do obtaczania
  • 30 kropelek olejku lawendowego
  • 10 kropelek olejku tyminakowego
  • 4 wykałaczki
  • ziarna pieprzu na oczy i gałązki tymianku na miotełki

 

Masło shea roztapiamy w kąpieli wodnej. W misce mieszamy mleko, sodę, kwasek i wiórki, dolewamy masło shea i wyrabiamy ręką lub łyżką do uzyskania jednolitej konsystencji. W między czasie dolewamy olejki eteryczne. Do osobnej miseczki przekładamy pozostałą garść wiórków kokosowych. Z naszego ciasta wyrabiamy 4 większe kuleczki i 4 mniejsze. Każdą obtaczamy sowicie w wiórkach kokosowych i odkładamy na chwilę. Jeśli masa będzie za miękka, kuleczki mogą opadać i zmieniać kształt. Wtedy po chwili ponownie trzeba je uformować w dłoniach. Wykałaczki ucinamy mniej więcej do 2/3 ich długości. Kiedy kuleczki zaczną twardnieć i przestaną się odkształcać wbijamy wykałaczkę ostrą stroną do góry w większą kulkę i nabijamy na nią mniejszą – w ten sposób powstaje nam bałwanek. W boki bałwanków wbijamy gałązki tymianku. W głowie bałwanka pozostałymi końcówkami wykałaczek tworzymy małe otwory na oczy i wbijamy w nie ziarenka pieprzu. Na koniec delikatnie wbijamy końcówkę wykałaczki, która tworzy nam coś, na podobieństwo marchewki. Wszystkie te czynności należy wykonywać dosyć sprawnie, bo bałwanki twardnieją.

Bałwanka wrzucamy do wanny z ciepłą wodą. Działa jak powyżej opisałam. UWAGA! Przed lub po roztopieniu bałwanka należy usunąć z wody wykałaczki!

 

Lili Hity kosmetyczne 2017

Śledzę sobie i podczytuję wiele z moich koleżanek – blogerek i podziwiam ich noworoczne wpisy. Zwłaszcza te z ulubieńcami roku minionego. A że i ja bardzo chciałam pokazać Wam moje kosmetyczne hity 2017, dołączam niniejszym do tak licznych rankingów.

Zobaczcie więc, co zachwyciło mnie w zeszłym roku i co chętnie odkryję w 2018!

A może macie swoje typy? Albo zgadzacie się z moimi wyborami?

Dajcie koniecznie znać!

Za hit hitów i mój stanowczo najulubieńszy kosmetyk ostatnich czasów uważam Nawilżający lekko koloryzujący krem z nagietkiem Cosnature! Ma idealny kolor i konsystencję, przyjemnie, delikatnie kryje, a przy tym nawilża i regeneruje skórę. / Hebe

Bardzo polubiłam się w 2017 roku z kosmetykami mineralnymi Lily Lolo! Za stanowczo najfajniejsze uważam: Róż prasowany do policzków Naked Pink, Zestaw do brwi razem z pędzlem Angled Brow, błyszczyk Scandalips oraz Jedwabny sypki puder Flawless Silk. Same perełki! Na co dzień i od święta! / Costasy

Vianek na co dzień gości w mojej łazience w wielu postaciach. Ale i tutaj mam swoich faworytów! Ostatnimi czasy zachwycił mnie lekki, ale treściwy Eliksir do twarzy z witaminą C. Ogromną i czystą wręcz przyjemność gwarantują Żel pod prysznic i Olejek do ciała z czerwonej serii, ujędrniające. Jeju, jak one cudownie, wiśniowo-cynamonowo pachną! To teraz jeden z moich ulubionych zapachów! Nie mogę też nie wspomnieć o kremie z serii fioletowej – Wzmacniającym kremie do twarzy na dzień – o zielonym kolorze, z ekstraktem z borówki, olejem z czarnej porzeczki i tlenkiem cynku. / Sylveco

 

Coś mam ostatnio do figi… Przyciąga mnie! I to ta zwykła i w postaci opuncji figowej! I tak zachwyciły mnie figowe kosmetyki! Bardzo, oj bardzo, więc polecam jeden z moich ulubionych kremów – Wygładzający krem do twarzy Mokosh, genialny i pojemny balsam do rąk i ciała Figa marki YOPE oraz jedno z najlepszych – serum olejkowe Dzika Figa z o!figa pełne samych wyjątkowych składników! Uwielbiam!

 

 

Zachwycam się nie tylko nowymi, pięknymi opakowaniami kosmetyków DLA. Bardzo też polecam, bo i polubiliśmy się niedawno – zestaw Niszcz Pryszcz. Pełen ziołowego dobra, pojemny płyn do mycia twarzy oraz krem, który moja skóra świetnie przyjmuje i bardzo lubi. Krem z ekstraktem z wierzby i krwawnika, z kwasami AHA i pełny naturalnych olejków to flagowy kosmetyk marki. Trudno się dziwić! Polecam! / Kosmetyki DLA

 

Te maski zachwyciły mnie, kiedy jeszcze miały stare opakowania. Bardzo się cieszę, że zmieniły oblicze! Maski Rapan Beauty to glinkowe dobra z najdziwniejszymi, ale działającymi składnikami – śluzem ślimaka, owocami yuzu czy smoczą krwią. Zaintrygowani? Świetne są! / Cobest

Dwie włosowe miłości! Nieco droższa i… bardzo tania! Od niedawna używam kosmetyków z nowej linii Aura Botanica marki Kerastase. Nie tylko przepięknie pachną i wspaniale wyglądają, ale także bardzo dobrze przyjmują je moje włosy. Bardzo też polecam jedną z tak licznych i tak fajnych saszetek Kąpiel Agafii – Ekspresową maskę do włosów – naprawdę ekspresowo zmiękcza, odżywia i wygładza włosy! / Triny / Kerastase

Dwa ulubione mydełka! Nagietkowa nowość marki Kosmetyki DLA oraz węglowe detoksykujące mydło Sylveco!

 

 

 

A oto i nowości na naszym rynku, których jestem ciekawa, a i  bardzo dobrze się zapowiadają! Chętnie więc w 2018 roku wypróbowałabym:

  • Regulującą Esencję z Ekstraktem Wierzby Białej Tonik do Cery Tłustej i Mieszanej marki Polny Warkocz
  • FLOWER BeautyPower Aktywną esencję w lekkiej mgiełce Miya Cosmetics
  • Snow White Wonderful glow Neurokosmetyczne serum rozjaśniające od Alkemie
  • Luksusowy Eliksir do twarzy od Manna Kosmetyki Naturalne

 

To jak? Zgadzacie się z moimi wyborami?

Facebook