KategorieNaturalna pielęgnacja

Historia kosmetyków DLA

Lubię, kiedy za marką stoi historia. Marka bez historii w tle jest jakby niepełna, smutna… Nie umiem jej aż tak zaufać. Historia jest więc potrzebna. Sprawia, że marka ma twarz, konkretną, namacalną twarz, za którą, jeśli tylko historia osiądzie w sercu, można podążać w ciemno. Wtedy bez namysłu sięgamy po nowości, bo wiemy kto za nimi stoi. Wiemy ile są warte, ile czasu i pasji poświęcono, aby je stworzyć.

Tak właśnie jest z kosmetykami DLA. Słyszałam o nich już wcześniej, nawet kiedyś wpadły w moje ręce. Dopiero jednak kiedy poznałam ich historię, stały mi się bliższe. Dopiero teraz świadomie po nie sięgam, bo wiem że skrywają nie tylko gruntownie przemyślaną i zbadaną recepturę, że zamykają w swoich pojemniczkach to, co w naszym polskim ziołolecznictwie najlepsze, ale wiem też, że ich twórczynie oddały w nich całe swoje zaangażowanie, wiedzę i serce.

Bo nie mogło być inaczej…

 

 

Za marką stoją dwie niezwykłe kobiety – Marta Remplewicz i Zofia Marciniak. Znały się od zawsze. Co wakacje jeździły do wspólnej cioci na wieś i po kryjomu kręciły z jej kremów różne kosmetyczne cuda. Kiedy dorosły, ich drogi wciąż się splatały. Choć różnią się bardzo – jedna to energetyczna, działająca ekspresowo, pełna pomysłów optymistka, druga potrzebuje spokojnej analizy i chłodnego spojrzenia na temat. Pomimo tego, a może właśnie dzięki temu, wciąż trwają razem. Skończyły studia chemiczne i wylądowały w niewielkim zakładzie kosmetycznym w Płocku. Kiedy ten został zamknięty, nie chciały już pracować dla innych. Marzyły o dobrych, działających, skutecznych produktach, które stworzą same.

Mniej więcej w tym czasie wydarzyły się dwie sytuacje, które stały się właściwym motorem do otworzenia manufaktury. Po pierwsze, Marta od dawna cierpiała na przewlekłą infekcję gardła, związaną z ciągłym bólem. Pomógł dopiero lekarz, który postanowił zastosować medycynę niekonwencjonalną, tradycyjną. Nakazał dietę z kaszy jaglanej oraz stosowanie naparu z podbiału i babki lancetowatej. I to był strzał w dziesiątkę. Wtedy to Marta uwierzyła w moc ziół. Zaczęła zgłębiać ich chemiczne składy i oddziaływanie na nasz organizm.

 

 

Kiedy więc zadzwoniła do niej zrozpaczona siostrzenica, która borykała się problematyczną cerą, Marta postanowiła działać. Nie tylko radą, ale i czynem. Wpadła na pomysł, aby wodę w kremie zastąpić zbawiennym naparem ziołowym. Jej pierwszym pomysłem była kora wierzby, która zawiera związki salicylowe, a te z kolei złuszczają naskórek, nie wysuszając go. Kojącego i przeciwzapalnego krawawnika podpowiedziała jej już Zosia. Na tej bazie Marta ukręciła krem, który przekazała siostrzenicy. Minęło trochę czasu, już pojawiła się obawa, że krem nie spełnił oczekiwań. Wtedy właśnie do Marty wpadła szczęśliwa siostrzenica, u której gołym okiem można było stwierdzić poprawę stanu skóry.

I tak to się zaczęło! Marta namówiła Zosię na skok do głębokiej wody. Stworzyły własną markę i kosmetyki, które zaczynają zdobywać rynek i serca ich użytkowników. I choć na początku nie było łatwo, bo ich kremy nie mają idealnie białego koloru i syntetycznego zapachu, bo w tamtych czasach, w 2011 roku, zioła były w odwrocie, one nadal robią swoje i wierzą w to, co tworzą. Same zbierają zioła, zgłębiają zapomnianą zielarską wiedzę, tworzą receptury, konsultują je z fitoterapeutą i dermatologiem, poddają czasochłonnym badaniom. Wszystko po to, aby uzyskać możliwie najlepsze rezultaty.

 

 

Na szczęście powróciła moda na to, co naturalne. Zioła trafiają znowu na sklepowe półki. Odchodzi się od produktów wielkich koncernów i powraca do małych, rodzinnych manufaktur. Wierzę więc, że i kosmetyki DLA czeka dobra, pełna kolorowych ziół i zadowolonych użytkowników przyszłość.

Jeśli i Wy w to wierzycie, zajrzyjcie do sklepu kosmetyków DLA. Odkryjecie wtedy, że właśnie się zmieniają. Znałam DLA, jako markę o charakterze minimalistycznym, laboratoryjnym, bardziej aptecznym. I choć doceniam minimalizm, to teraz jestem zachwycona nowymi opakowaniami. Są przyjazne dla oka, zgodne z trendami, profesjonalne, czytelne i po prostu – bardzo ładne. Oby tak dalej!

 

 

Mam jeszcze dla Was kilka słów od samej Marty. Słów wyjątkowych, bo w świątecznym klimacie końca roku!

Mijający rok, to przede wszystkim szaleństwo nowych produktów – serum pod oczy, ziołowy krem wybielający na przebarwieni, wegańskie mydło nagietkowe. Najważniejsze, że są produkty stworzone na potrzeby naszych Klientów i przy współpracy z nimi! Dzięki temu nie musimy się martwić o sprzedaż, rozchodzą się jak świeże bułeczki. To jest dla nas olbrzymia satysfakcja. Bo jeśli tworzymy nowe produkty jak najlepiej potrafimy, wkładając w to serce i całą naszą chemiczną i zielarską wiedzę, to produkty działają. Są prawdziwe! I to jest gwarancją 100% satysfakcji. Nie ma nic piękniejszego, niż wiadomości od naszych wspaniałych i zadowolonych Klientów.

Jest to rok wielu pomysłów, inspirowany rozmowami z  Klientami. Obiecujemy, że będziemy je sukcesywnie realizować.

Naszym wielkim marzeniem jest eksport naszych ziołowych kosmetyków. Wiemy, że jeśli coś jest naprawdę dobre, stworzone zgodnie ze sztuką i w zgodzie z naturą, to działa, sprawdza się i śmiało można rozszerzać sprzedaż na inne rynki.
Im więcej pięknych cer, tym serce nasze rośnie 🙂

 

 

Mamy też niespodziankę!

Tylko do niedzieli 17 grudnia 2017 możecie skorzystać z rabatu aż 20% na kosmetyki DLA z kodem „lili_2017”!

Zapraszamy na stronę kosmetyków DLA!

 

Wpis powstał w wyniku miłej współpracy z marką kosmetyków DLA.

Sosnowy zestaw dla Niego – balsam na żywicy i peeling z sosnowymi igłami

Szukacie dobrego pomysłu na prezent dla Niego? Wolicie nie kupować gotowców i zdać się na to, co w naturze najlepsze? Mam dzisiaj dla Was świetny pomysł! Zrobimy zestaw, bardzo sosnowy zestaw do męskiej pielęgnacji! Zakochacie się w nim i Wy i Wasi Panowie!

Bo jak to pachnie! Jak las! Dziki, gęsty, tajemniczy las! I całe to leśne dobro koi zmysły i doskonale pielęgnuje skórę. W zestawie znajdziemy sosnowy balsam uniwersalny na sosnowej żywicy i igliwiu. Pełen odżywczego masła shea, oleju kokosowego, wosku pszczelego, a do tego wzbogacony najlepszym pod słońcem, łagodzącym maceratem z ekologicznych nagietków porastających jeszcze tego ostatniego lata warmińskie pagórki (już Wam o nim pisałam, macerat pochodzi z ekofarmy Giławy 71).

Jest to balsam wielofunkcyjny, tłusty, ale nie w taki męczący sposób. Dzięki zawartości żywicy i nagietka ma silne właściwości regenerujące i kojące. Stanowi rodzaj naturalnego plastra na twardszą i surowszą męską skórę . Polecam go panom jako balsam do brody, jako codzienny krem, do przemęczonych dłoni, do wsmarowania w podrażnioną, szorstką skórę. Niechaj służy wszędzie tam, gdzie akurat panowie poczują potrzebę. Przy okazji leśny zapach sosny, jodły i cedru pozwoli się zrelaksować i uciec choć na chwilę, choć tylko myślami z zimowego miasta.

Skąd wziąć żywicę? Ano trzeba znaleźć sobie sosnę, którą trochę los doświadczył. W pobliżu widocznych śladów po odcięciach gałęzi znajdziecie charakterystyczny, bursztynowy osad. Zbierzcie sobie choć trochę – warto taką żywicę dodać do balsamu i wykorzystać jej regenerujące działanie.

 

Do balsamu dokładamy mocny zdzierak – solny peeling do ciała z igłami sosnowymi, ze wspomnianym powyżej maceratem z nagietka i z odżywczym miodem. Nadaje się idealnie do mycia z jednoczesnym masażem ciała podczas wieczornego lub porannego prysznica. Pozwala zrzucić z siebie cały ten niechciany ciężar dnia codziennego, pył, kurz i pot.

Polecam – mój osobisty mąż, którego prawdopodobnie w Święta już nie będzie, bardzo się ucieszył!

 

Uniwersalny balsam na żywicy sosnowej

Składniki:

  • 15 g oleju kokosowego rafinowanego
  • 25 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego żółtego
  • 10 ml oleju rzepakowego dobrej jakości
  • 40 ml maceratu z nagietka na ulubionym oleju (wykorzystałam ten z ekofarmy Giławy 71, możecie wykorzystać swój lub dowolny, ulubiony inny olej)
  • 10 – 15 g żywicy sosnowej
  • 6 kropelek olejku jodłowego
  • 6 kropelek olejku z cedru
  • gałąź sosny

 

Do miseczki przekładamy olej kokosowy, masło shea, wosk i olej rzepakowy. Do tego wkładamy żywicę i około garść pociętych nożyczkami igieł sosnowych. Całość przekładamy do kąpieli wodnej i pozostawiamy w niej na małym ogniu na minimum 2 godziny, co jakiś czas mieszając. Zależy nam na tym, aby powstał sosnowy macerat, a żywica się rozpuściła. Pod koniec dolewamy macerat z nagietka, dokładnie mieszamy i ściągamy z ognia. Tłuszcze przecedzamy przez gazę lub sitko i przelewamy do wyparzonego pojemniczka. Dodajemy olejki eteryczne i mieszamy. Odkładamy do stwardnienia. Stosujemy – jak pisałam powyżej.

 

 

Solny peeling do ciała z igłami sosnowymi

Składniki:

  • 150 g soli morskiej drobnoziarnistej
  • garść igieł sosnowych
  • duża łyżka miodu
  • 20-30 ml maceratu z nagietka lub innego, ulubionego oleju
  • 10 kropelek olejku jodłowego
  • 10 kropelek olejku cedrowego

 

Igliwie przekładamy do blendera i rozdrabniamy na możliwie najdrobniejsze części. Do miseczki wsypujemy sól, rozdrobnione igły sosny i miód. Mieszamy i dolewamy tyle oleju, aby uzyskać ulubioną konsystencję. Dodajemy olejki eteryczne, mieszamy i przekładamy całość do wyparzonego pojemniczka. Peelingiem myjemy i masujemy ciało pod prysznicem.

 

 

 

Co Święty zostawił…

Trochę do mnie wcześniej ten Święty zawitał w tym roku. Był jednak nader łaskawy. I doprawdy, jak nigdy, trafił w moje gusta! Od dawna bowiem doceniam zapachy w kosmetykach, potrafię je też mocno zganić… Tym razem jednak jestem zachwycona jak jeszcze nigdy! Bo nowa rewitalizująca i przeciwzmarszczkowa seria Vianek pachnie przecudownie! To idealny na zimowe wieczory, przytulny, otulający, rozkoszny zapach wiśniowo-cynamonowej herbatki! Tak, tak właśnie kojarzy mi się z moją młodością, kiedy to przesiadywaliśmy ze znajomymi w krakowskich kawiarniach i herbaciarniach, popijając  herbatę wiśniową z bardzo fantazyjnych imbryczków. Uwielbiam!

 

 

Czy czerwony Vianek powinien się znaleźć pod choinką?

Tak! Polecam każdej dziewczynie, a zwłaszcza wszystkim trzydziestolatkom, które zauważają już oznaki starzenia się skóry, a i jeszcze potrzebują sobie poprawić humor. Sama zanurzam się w tym zapachu viankowym od jakiegoś czasu.  Namiętnie! Uwielbiam brać prysznic z wiśniowym żelem, uwielbiam masować skórę wiśniowo-cynamonowym (a co równie ważne – ujędrniającym) olejkiem, uwielbiam sięgać w każdej wolnej chwili po wiśniowy krem do rąk i sprawiać, że stają się one miękkie i odżywione. No, bo jak tu tego nie uwielbiać?

 

 

Przedstawiam Wam więc nową serię Vianek z ogromną przyjemnością. W świątecznej aurze i z czystym sumieniem!

A wybór jest… oj… szeroki! Seria jest imponująca i zawiera produkty do pielęgnacji całego ciała. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zwłaszcza, że producent zadbał o różne potrzeby trzydziestoletniej skóry i na przykład przygotował krem na dzień w wersji do skóry suchej i tłustej. Oba dobrze nawilżają, szybko się wchłaniają i przywracają cerze miękkość i jędrność, ale ten pierwszy jest delikatnie tłustszy i gęstszy. Uważam, że jest to naprawdę dobry pomysł Vianka.

 

 

Jeśli spytacie mnie, czy widzę w ofercie serii jakiś wyjątkowy hit, odpowiem – tak! Z pewnością będzie nim przeciwzmarszczkowy Eliksir do twarzy z witaminą C. Już go uwielbiam! Jest to kosmetyk o „bezolejowej formule, z dużą zawartością składników aktywnych: 5% witaminy C w stabilnej postaci (MAP – Magnesium Ascorbyl Phosphate), ekstrakty miłorzębu japońskiego, koniczyny, lukrecji, kwas hialuronowy, proteiny pszenicy, alginian sodu, olejek z drzewa różanego, kwasy mlekowy, fitowy”. Ma konsystencję lekkiego żelu i jest doprawdy genialny! Skóra po jego użyciu jest widocznie gładsza i taka miła w dotyku! Jeśli więc zastanawiacie się od czego rozpocząć testowanie serii – zacznijcie od eliksiru. Albo kupcie go bliskim kobietom pod choinkę!

Osobiście lubię aplikować eliksir na oczyszczoną buzię w towarzystwie olejku. Mieszam odrobinę jednego i drugiego na dłoni i całość wklepuję w skórę. Idealnie się tu sprawdza kolejny kosmetyk z serii – Serum do twarzy z olejami z pestek malin i truskawek oraz koenzymem Q10. Zawarte w nim olejki zabezpieczają nas przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym i poprawiają jędrność i elastyczność skóry.

 

 

Dobra, ale co tu wybrać na prezent?

Mam dla Was kilka propozycji!

  • Po pierwsze – wspomniany powyżej zestaw – Eliksir z witminą C wraz z Serum olejowym do twarzy. Nie wierzę, aby obdarowana osoba się nie ucieszyła!
  • Bardzo polecam zestaw do pielęgnacji dłoni! Sprawdza się w trakcie spokojnego, zimowego wieczoru, kiedy to serwujemy przesuszonym, wymęczonym dłoniom domowe SPA. Zestaw skonstruujemy z Kuracji do rąk, w której zawarto maskę do dłoni z masłem shea, avocado i mocznikiem wraz z bawełnianymi rękawiczkami, które wzmocnią efekt kuracji, a do tego dodamy peeling do rąk, który wygląda trochę jak wiśniowa konfitura! Znajdziemy w nim sól himalajską, pumeks, masła i oleje oraz kwas salicylowy, który rozjaśni przebarwienia i plamki. Całość zwieńczymy Kremem do rąk z ekstraktem z morwy białej, olejem lnianym i z wiesiołka oraz mocznikiem i gliceryną.

 

  • Bardzo spodobał mi się także nowy zestaw o nazwie Gładkie Ciało. To właśnie w nim znajdziemy wspomniane powyżej – Ujędrniający żel pod prysznic o wiśniowo-cynamonowym zapachu oraz Rozgrzewający olejek, w którym trochę bardziej przebija cynamon. Do tego dodano naturalne, ujędrniające mydło Sylveco oraz prawdziwą ciekawostkę –  narzędzie Celustoper, które służy do intensywnego masażu ciała elastycznymi pręcikami, co z kolei redukuje komórki tłuszczowe i stymuluje mikrokrążenie. Z takiego zestawu ucieszy się każda, młodsza i starsza dziewczyna, która dba o swoje ciało.

 

 

  • A może postawicie na pełną pielęgnację twarzy? Dobierzcie więc Krem na noc z ekstraktem z miłorzębu japońskiego, do niego wybierzcie Krem na dzień – do skóry suchej lub tłustej, dodajcie krem pod oczy z ekstraktem z miłorzębu i kofeiną oraz maski – albo w saszetce albo połączoną z delikatnym peelingiem w tubce – z mielonymi pestkami malin i owocami truskawek (pycha, prawda?).
  • Nie zapominamy tu  zestawie oczyszczającymi i tonizującym czyli super czwórce! A w niej – genialny Żel myjący do twarzy z ekstraktem z owoców truskawek i kwasem migdałowym, Mleczko do demakijażu z ekstraktem z owoców tarniny, Rewitalizujący tonik do twarzy z ekstraktem z koniczyny czerwonej oraz Płyn micelarny z ekstraktem z miłorzębu japońskiego i owoców tarniny.

 

 

Który zestaw znalazłybyście pod swoją choinką?

A może Mikołaj już Wam przyniósł któryś z kosmetyków z nowej serii?

Polecam wszystkie!

Całą serię znajdziecie na Sylveco.pl

 

Wpis powstał w wyniku miłej współpracy z marką Sylveco  / Vianek

Poznajcie La-Le

O marce La-Le usłyszałam po raz pierwszy, kiedy odwiedziłam krakowską ekoDrogerię Kopalnia-Zdrowia.pl. Robiłam wtedy dla Was relację z wizyty. Jeśli jej nie pamiętacie, zajrzyjcie TUTAJ. W każdym razie, przywitała mnie uśmiechnięta od ucha do ucha właścicielka – Edyta, która z ogromną pasją i radością opowiadała o swoim sklepie i markach, które do niego wybrała.

Właśnie wtedy wspomniała mi o La-Le. Nie mogła się nachwalić! A ja nadziwić – że marki jeszcze nie znam. Wspominała, że zależy jej na tym, aby w jej drogerii dostępne były właśnie takie niszowe, wartościowe, w pełni naturalne produkty małych, polskich manufaktur. A wiecie dobrze, że co jak co, ale małe polskie manufaktury to ja bardzo lubię!

Zapraszamy Was więc dzisiaj wraz z Edytą, do poznania nowej marki La-Le!

 

 

A dlaczego warto? O tym, już opowie Wam sama Edyta…

La-Le to polska marka kosmetyków naturalnych, która narodziła się z pasji do ziół, naturalnej medycyny, pięknych zapachów i determinacji pomysłodawczyni marki – Nataszy. Pierwsze kremy powstały, aby ulżyć mamie w uporczywych dolegliwościach związanych z przewlekłą chorobą. Pomimo absorbującej pracy w korporacji, Natasza zaczęła eksperymentować w wolnym czasie z kremami i różnymi recepturami. Potem weszła w świat mydeł, żeby uszczęśliwiać innych pięknymi zapachami i niestandardowymi  formami. Równoległe uczęszczała na studia podyplomowe z chemii kosmetycznej, które pozwoliły jej na usystematyzowanie swoich umiejętności, wiedzy kosmetycznej i chemicznej.

La-Le to wytwarzane ręcznie naturalne produkty, o wyjątkowo prostym składzie i przepięknych zapachach. Twórczyni marki, podczas tworzenia swoich produktów myśli przede wszystkim o tym, jak będą one pachnieć. Według niej taka produkcja kosmetyków to nic innego jak twórczość, czyli oddanie jakiegoś ciekawego pomysłu w kreatywny sposób. Natasza twierdzi, że gotowe kosmetyki zawsze powinny obronić swoje wnętrze konsystencją i zapachem.

Ideą marki jest powrót do korzeni i natury, poprzez wykorzystywanie takich surowców jak np. soda oczyszczona, skrobia, maceraty roślinne i ziołowe, odwary i napary. Bazą kosmetyków są zioła, rośliny, kwiaty i substancje pochodzenia naturalnego.

Marka bazuje na maceratach z własnych pól, jakie posiada w ekologicznych użytkach jury krakowsko-częstochowskiej i Podbeskidzia, starając się dostosowywać je do pór roku.

La-Le szybko się rozwija, chcąc nadążać za potrzebami rynku. W najbliższym czasie pojawią się także  coraz bardziej popularne kosmetyki naturalne dla panów, w tym pomady do brody i wąsów, mydło dębowe z ałunem do golenia, nowe suflety do ciała dla Pań i kilka ciekawych wiosennych niespodzianek.

 

Osobiście nie mogę się tych nowości doczekać! Ciekawa jestem bardzo! Tymczasem spójrzcie, które produkty La-Le spodobały mi się najbardziej!

 

1. Duży zestaw świąteczny La-Le, a w nim Krem kokosowy + Masło mango + Masło pomarańczowe + Hydrolat borowinowy + Dezodorant Lemongrass / cena: 99 zł

2. Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy ze złotym pyłem i olejem arganowym do skóry dojrzałej, pozbawionej jędrności i elastyczności, z pierwszymi oznakami starzenia – złoto kosmetyczne 23 karatowe przeciwdziała procesom starzenia oraz przyczynia się do spłycenia lub zniknięcia już istniejących bruzd i zmarszczek. Ponadto wspomaga proces oczyszczania skóry, wpływa ne jej gojenie i szybszą regenerację. Działanie przeciwstarzeniowe kremu jest wzmocnione dodatkiem oleju arganowego. / cena: 55 zł

3. Potasowe mydło w piance do twarzy i ciała – Świąteczna Edycja Limitowana – naturalne mydło potasowe w piance do twarzy i ciała powstało na bazie oleju kokosowego, oliwy z oliwek i alg morskich. Mydło, ze względu na odpowiedni dobór składników aktywnych, posiada działanie antycellulitowe, oczyszczające i uelastyczniające. / cena: 14,99 zł

4. Dezodorant ekologiczny w kremie z olejkiem z zielonej herbaty, olejem kokosowym i sodą oczyszczoną – dzięki olejkowi eterycznemu z zielonej herbaty dezodorant przyjemnie pachnie i odświeża. Zawarty w dezodorancie olej kokosowy z jednej strony nawilża, a w ostatniej fazie wysusza skórę.

5. Naturalny krem kokosowy do twarzy i ciała do wszystkich rodzajów skóry – został stworzony z myślą o osobach, którym tłusta konsystencja oleju kokosowego nie do końca odpowiada. Powstał na bazie wysokiej jakości nierafinowanego oleju kokosowego. Olej kokosowy znany jest ze swojego słodkiego zapachu i niezwykle dobroczynnego wpływu na ludzką skórę – głęboko nawilża, regeneruje i odżywia skórę. / cena: 44 zł

6. Hydrolat borowinowy z lipą do skóry problematycznej, trądzikowej, z wypryskami – frakcja lotna borowiny posiada właściwości kojące dla podrażnień, pomaga walczyć z niedoskonałościami skóry (np. wypryski, trądzik). Lipa jednocześnie działa kojąco i łagodzi podrażnienia. / cena: 27 zł

7. Dwufazowy płyn do demakijażu – Hydrolat borowinowy z lipą + Olej migdałowy – Ze względu na właściwości składników aktywnych kosmetyk szczególnie polecany jest do cery problematycznej, z podrażnieniami, a także do skóry dojrzałej, wymagającej wygładzenia. / cena: 29 zł

8. Masło kawowe pod oczy z kofeiną – jest naturalnym produktem zawierającym kofeinę oraz olej z ziaren zielonej kawy,  ma działanie osłaniające i ochronne na skórę, posiada właściwości regenerujące, nawilżające, wygładzające. Redukuje zmarszczki i zmniejsza opuchliznę wokół oczu. / cena: 32 zł

 

1. Krem do rąk 5 ziół – werbena, rumianek, pokrzywa, nagietek i ślaz – doskonale nawilżający i natłuszczający preparat do dłoni, który idealnie sprawdza się szczególnie porą jesienną i zimową. Swoje właściwości krem zawdzięcza przede wszystkim dużej zawartości naturalnych olei (migdałowy i avocado) oraz masła shea. / cena: 27,50 zł

2. Hydrolat z kwiatu rumianku i bławatka do skóry zmęczonej, wrażliwej, podrażnionej, alergicznej – posiada wyjątkowe właściwości kojące i łagodzące. Ze względu na swoje działanie może być bezpiecznie stosowany przez osoby z cerą wrażliwą i alergiczną, a także w przypadku alergii skórnych wywołanych egzemą lub pokrzywką. / cena: 27 zł

3. Balsam – pomadka do ust Truskawka z woskiem pszczelim, masłem shea, olejem kokosowym i czekoladą – pomadka w słoiczku o smaku przepysznej, soczystej truskawki to idealny kosmetyk pielęgnacyjny do ust, szczególnie w okresie jesienno – zimowym. / cena: 15,50 zł

4. Maść nagietkowa z ekologicznie uprawianych kwiatów nagietka do skóry suchej, podrażnionej, szorstkiej, pękającej –  nawilża i natłuszcza oraz pozostawia na skórze miły i przyjemny zapach. Nagietek lekarski przyspiesza gojenie się ran. Jest wykorzystywany zarówno w formie maści w łagodzeniu i leczeniu otarć i urazów skóry. / cena: 25 zł

5. Balsam – pomadka do ust Pomarańcza z woskiem pszczelim, masłem shea i olejem kokosowym – Balsam doskonale nawilża, natłuszcza i odżywia skórę ust, dodatkowo zabezpieczając ją przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych (wiatr, mróz, promienie słoneczne). / cena: 15,50 zł

6. Masło winogronowe do ciała z olejem z pestek winogron – zostało stworzone z myślą o pielęgnacji całego ciała. Delikatnie rozpływa się na skórze pod wpływem ciepła tworząc aksamitny olejek o wspaniałym zapachu czarnych winogron. / cena: 27 zł

7. Przeciwzmarszczkowe serum do twarzy i dekoltu ze złotym pyłem i olejem arganowym do skóry dojrzałej, pozbawionej jędrności i elastyczności, z pierwszymi oznakami starzenia – Zawarte w serum złoto kosmetyczne 23 karatowe przeciwdziała procesom starzenia oraz przyczynia się do spłycenia lub zniknięcia już istniejących bruzd i zmarszczek. Działanie przeciwstarzeniowe serum jest wzmocnione dodatkiem maceratu z zielonej herbaty oraz oleju arganowego. / cena: 79 zł

8. Masło pomarańczowe do ciała z cynamonem – Świąteczna Edycja Limitowana – nadaje skórze przyjemną miękkość i gładkość, a także regeneruje, dogłębnie odżywia i doskonale nawilża skórę. Energetyzująca, soczysta nuta zapachowa orzeźwia i pobudza do działania. / cena: 27 zł

Po produkty marki La-Le, a także całe mnóstwo innych fantastycznych kosmetyków, zapraszamy do ekoDrogerii Kopalnia-Zdrowia.pl!

 

Mamy też dla Was niespodziankę!

– 15% rabatu na kosmetyki La-Le z kodem SWIETAZLILI!

Do 31.12.17!

 

Wpis powstał w wyniku miłej współpracy z Kopalnia-Zdrowia.pl

Lily Lolo Winter Wonderland czyli makijaż mineralny zimą

Doprawdy mało co jest tak wdzięcznym tematem do sfotografowania jak produkty jednej z najciekawszych marek kosmetyków mineralnych – Lily Lolo! Uwielbiam ich minimalistyczną prostotę i niezwykłą wprost fotogeniczność. Ale nie tylko prezentują się dobrze – lubię je też na sobie! Zaprzyjaźniłam się już z wieloma, ale największymi moimi hitami stały się zestaw do brwi, błyszczyk (cały czas ze mną!), podkład mineralny, krem BB oraz idealny dla mnie – podwójny prasowany róż, który używam także jako rozświetlacz i cień do powiek.

Przy okazji zbliżających się Świąt postanowiłam przenieść Was w taki mały Winter Wonderland! A to za sprawą zestawu prezentowego Lily Lolo, który mnie zainspirował, a który bardzo chciałam Wam pokazać. Trudno bowiem o większy zachwyt, niż ten jaki wywołuje to niewielkie różowe pudełko ze złotym logo i kokardą. Jest wprost idealne do postawienia pod choinką. Jestem pewna, że każdemu sprawi tyle radości, co właśnie mi – już samo otwieranie jest niezwykłym przeżyciem. W moim pudełeczku znajdował się zestaw o kuszącej nazwie Days of Decadence Collection, a w nim paletka Pure Indulgence Eye Palett, szminka Love Affair Lipstick oraz róż Clementine Mineral Blush. Całość w jednolitej tonacji, która sprawdzi się równie dobrze podczas romantycznego wieczoru, ale także na zbliżające się zimowe okazje – na Święta i Sylwestra!

 

Ale wracając do zimy! Chciałabym opowiedzieć Wam trochę o tym, jak stosować makijaż mineralny w tym trudnym czasie w roku, kiedy skóra wymaga wyjątkowej uwagi i dbałości. Być może wiecie, że kosmetyki mineralne są niestety trochę trudniejsze w stosowaniu, trzeba znaleźć sobie na nie sposób, zaprzyjaźnić się z nimi, a co najważniejsze – dopasować je w możliwie najlepszy sposób do potrzeb własnej skóry. Kiedy jednak przebrniemy ten okres, kiedy je sobie oswoimy, kiedy staną się częścią codzienności, odwzajemnią się  i to po stokroć. Skóra Wam podziękuje, będzie promienna i naturalna. I nawet właścicielki cery problematycznej lub przesuszającej będą zadowolone. Zwłaszcza te pierwsze – bo makijaż mineralny jest znacznie zdrowszy, delikatniejszy, nie zatyka porów, a wręcz pomaga łagodzić niedoskonałości. Wierzcie mi – jako osoba o takiej właśnie skórze, wiem co mówię.

 

 

Jak więc przygotować skórę pod makijaż mineralny zimą? Jakie są moje sposoby na to, aby wyglądał on najlepiej?

Oto kilka najważniejszych rzeczy:

  • Odpowiednia pielęgnacja – dotyczy to nas wszystkich, bez względu na rodzaj skóry i jest stanowczą podstawą stosowania wszystkich kosmetyków kolorowych, a już w szczególności makijażu mineralnego. Ten bowiem potrafi niestety wręcz jeszcze bardziej uwidocznić wszelkie możliwe niedoskonałości, suche skórki i podrażnienia (choć i na to mam mały sposób, o którym napiszę na końcu!). Codzienna rutyna jest tu kluczowa! Połączona z cotygodniowymi rytuałami, które mogą stać się miłą chwilą relaksu! Przede wszystkim więc:
    1. Oczyszczamy skórę – codziennie, rano i wieczorem. Usuwamy dokładnie resztki makijażu, zanieczyszczenia, smog, przetłuszczenia i pot. Wszystko to, co zimą pokazuje nam swoje nieładne oblicze. Dobieramy tu najbardziej odpowiedni dla siebie kosmetyk – żel, piankę lub mleczko.
    2. Tonizujemy cerę – nie zapominamy o tym! Przygotowujemy skórę do nałożenia nawilżających, odżywczych składników i przywracamy jej odpowiedni odczyn.
    3. Nawilżamy i odżywiamy – to niezwykle istotne przy makijażu mineralnym. Wygląda on najlepiej na odpowiednio nawilżonej skórze, która jest miękka i elastyczna. Co ważne, o ile na noc nakładamy preparaty nieco tłustsze, bardziej odżywcze, o tyle pod makijaż wybieramy te znacznie lżejsze, ale wypełnione emolientami. Dobry krem nawilżający to najlepsza baza pod kosmetyki mineralne. Muszę przy tej okazji dodać swoje dwa słowa o kremie nawilżającym Lily Lolo, jestem bowiem bardzo mile nim zaskoczona. Jest leciutki, ale bardzo treściwy. Szybko się wchłania, ale pozostawia skórę widocznie chronioną, wygładza ją, zmiękcza i mocno koi. Przygotowano go zapewne z myślą właśnie o nakładaniu zaraz po nim makijażu Lily Lolo, sprawdza się więc tu świetnie. Jest przy tym naturalny i pełen bardzo dobrych olejków i ekstraktów (olej jojoba, arganowy, słonecznikowy, aloes, olejek geranium oraz komórki macierzyste mikołajka nadmorskiego). Polecam!
    4. Jakiś czas temu poznałam i też przyznam, czasami stosuję inny ciekawy sposób na odpowiednie nawilżenie i zabezpieczenie skóry pod makijaż mineralny. Zamiast kremu mieszamy delikatnie na dłoni po kilka kropelek ulubionego oleju (ja najczęściej sięgam po ten z czarnuszki lub jojoba), kwasu hialuronowego i żelu aloesowego, a następnie wklepujemy całość w skórę. Nadmiar mikstury ściągamy przykładając do twarzy ręcznik papierowy.
    5. Pamiętajcie tu także o tym, że zbyt ciężkie kosmetyki pielęgnacyjne lub zbyt gruba ich warstwa spowodują ważenie i zbieranie się podkładu mineralnego. Nie wygląda to dobrze, warto więc zawczasu odpowiednio przygotować skórę. Szczególnie uczulam na to właśnie zimą, kiedy w naturalny sposób sięgamy po większe ilości cięższych i tłustszych kosmetyków.
    6. Jeśli natomiast borykacie się z przetłuszczaniem skóry i rozszerzonymi porami, można rozważyć nawilżający kosmetyk w formie żelu. Warto też po nałożeniu kremu, a przed podkładem mineralnym, zmatowić skórę delikatnym, drobniutkim pudrem. Takim samym pudrem oprószamy skórę także po nałożeniu podkładu. Dzięki temu makijaż będzie znacznie trwalszy, a wrażenie zmatowienia utrzyma się na długo.
    7. Złuszczanie – to, zaraz po nawilżaniu, druga podstawa stosowaniu makijażu mineralnego! Złuszczamy skórę regularnie, np. raz w tygodniu, dzięki czemu pozwalamy jej się regenerować i niwelujemy ryzyko nadmiernej ilości suchych, wystających skórek. Pozwala to też znacznie lepiej przylegać do skóry kosmetykom mineralny. Polecam tutaj peelingi enzymatyczne lub kwasowe, a jeśli nie borykacie się z problemami skórnymi, serwujcie sobie krótkie masaże buzi np. glinką, mączką owsianą lub migdałową.
    8. Dwa razy w tygodniu robimy kosmetyczne rytuały i nakładamy na twarz mocniejsze, bardzo odżywcze i nawilżające maski.

 

 

  • Ochrona przeciwsłoneczna – słońce jest szkodliwe, zawsze i wszędzie. Pamiętamy o tym latem, ale często zapominamy zimą. Oczywiście można pod makijaż nakładać kosmetyki z filtrem przeciwsłonecznym, ale niestety łatwo przesadzić tu z ilością, przez co makijaż stanie się ciężki i mocno nienaturalny. Dobra wiadomość jest taka, że podkłady mineralne Lily Lolo posiadają już filtr – SPF 15, dzięki czemu odpowiednio chronią nam skórę zimą.
  • Nawilżamy skórę od środka – o ile nakładanie kremów nawilżających jest podstawą w przypadku makijażu mineralnego, o tyle równie istotne jest nawilżanie skóry od środka. Zimą także pijemy, moi drodzy, pijemy duuużo wody. Właśnie teraz skóra narażona jest na ciągłe wysuszanie – klimatyzacja, ogrzewanie, zwłaszcza to centralne, w blokach, działa na nią naprawdę źle. Pijmy więc wodę, a do tego jeszcze – nawilżajmy powietrze w domach!
  • Szczególnie chrońmy usta – dobrze wiecie, jak delikatne one są i jak ciężko znoszą mrozy, wiatr i smog. Polecam co jakiś czas wykonywać domowe peelingi choćby samym cukrem, a zwłaszcza masowanie ust odżywczym miodem. Nie mogę tu też nie wspomnieć o błyszczykach Lily Lolo, które poza tym, że słodko pachną i pięknie wyglądają na ustach, to jeszcze dzięki zawartości naturalnych olejów, chronią nam je, odżywiają i pielęgnują. Wiem – używam na co dzień! Równie dobre są szminki Lily Lolo – jako nieliczne nie wysuszają, a wręcz nawilżają usta!
  • Utrwalajmy zimowy makijaż odpowiednią mgiełką utrwalającą, która poza wodą ma w składzie także składniki nawilżające i wiążące makijaż. W przypadku skóry suchej poleca się nawet nakładanie podkładu mineralnego metodą na mokro, przy użyciu nawilżającej mgiełki i gąbeczki. Dzięki temu podkład lepiej się trzyma suchej skóry, lepiej do niej przylega i wygląda naturalniej. Pamiętajmy jednak, aby nie przesadzić z ilością mgiełki, którą spryskujemy gotowy makijaż – zbyt duża jej ilość może spowodować ważenie się podkładu.

 

 

  • Aby tchnąć w zimowy makijaż życie biegniemy przynajmniej 100 m w mrozie, dzięki czemu zyskamy zdrowe rumieńce… lub sięgamy po róż mineralny! Nic tak nie dodaje zimowego blasku jak odrobina dobrze dobranego różu na kościach policzkowych! Do tego szczypta rozświetlacza powyżej i na łuku brwiowym! I jest magia!
  • Na koniec zdradzę Wam jeszcze mój najlepszy sposób na przykrycie wszelkich niedoskonałości i suchych skórek tak, aby zimowy makijaż ich jeszcze nie uwydatnił. Jest to… krem BB! Formuła łącząca w sobie nawilżanie, ochronę i kolorowy pigment sprawdza się tu idealnie. Nakładam odrobinę kremu BB (Ten z Lily Lolo świetnie się tu sprawdza) opuszkiem palca na niedoskonałość i delikatnie wklepuję. Dzięki zawartości emolientów, skóra nam się tu dodatkowo nie wysuszy. Dopiero na tak przygotowaną skórę nakładamy podkład mineralny, a potem puder wykańczający (tu polecam bardzo puder Flawless Silk – cudowny, a do tego dodatkowo ochrania skórę przed czynnikami zewnętrznymi).
  • A jeśli już wiemy, jak odpowiednio nakładać makijaż mineralny zimą, można poszaleć! Zwłaszcza w Święta i w karnawał! Bo kosmetyki mineralne to nie tylko zdrowa alternatywa tych drogeryjnych. To także ogromna gama kolorystyczna i możliwości dopasowania do wszystkich możliwych okazji. Ja mój zestaw z różowego pudełeczka – Days of Decadence zamierzam nałożyć na naszą coroczną wigilię z przyjaciółmi i na sylwestrową noc! Będzie się działo!

 

Kosmetyki wykorzystane do makijażu ze zdjęć: Zestaw Days of Decadence Collection: paletka Pure Indulgence Eye Palett, szminka Love Affair Lipstick oraz róż Clementine Mineral Blush, podkład mineralny – Warm Peach, naturalna maskara – czarna, naturalny krem na dzień – Hydrate Day Cream, naturalny zestaw do brwi – Eyebrow Duo Dark, Puder wykańczający Flawless Silk, Zestaw do modelowania twarzy (rozświetlacz) Sculpt & Glow Contour Duo, pędzel Super Kabuki, pędzel do różu – Blush Brush, pędzel do brwi – Angled Brow – Spoolie Brush.

Wszystkie kosmetyki Lily Lolo dostępne są w sklepie Costasy.

 

 

 Materiał powstał w wyniku miłej współpracy z Costasy.

Dzika Figa z o!Figa

Jakiś czas temu napisała do mnie koleżanka blogerka – Patrycja. Może ją kojarzycie jako SmykuSmyk. Napisała mi w każdym razie, że wypuszcza w świat swoje nowe dziecko. No, może nie dosłownie tak, ale ogólnie chodziło o to, że chciałaby mi podesłać swoje dzieło – serum olejowe. Jak Patrycję lubię, tak musiałam jej wtedy odmówić – moja skóra przechodziła dziwny okres nietolerancji olejków do twarzy. Życzyłam więc sukcesów i przekazałam, że trzymam mocno kciuki.

I kiedy przez mojego Facebooka zaczęła się przewijać pewna kolorowa o!Figa, Patrycja napisała mi tak:

Może jednak zechciałabyś przetestować moje serum? Skład jest naprawdę genialny, bardzo długo go „projektowałam”, a surowce ściągam osobiście z całego świata„.

Cóż mogłam na takie dictum odpowiedzieć? Zgodziłam się wypróbować serum Dzika Figa od o!Figa.

I wiecie co? Nie żałuję! Zupełnie nie żałuję. A wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę, bo po dłuższym okresie odstawienia olejów, ten właśnie moja skóra przyjmuje z największą radością! Ale, ale! Żeby nie było – nie jest to takie zwykłe serum olejowe. Zacznijmy więc od początku…

A tu nie pozostaje mi nic innego, jak zacytować sprawczynię całego tego figowego zamieszania:

„Bazą kosmetyku jest wyjątkowy olej z opuncji figowej, nazywany również naturalnym botoksem. Do wyprodukowania litra oleju potrzeba około miliona pestek wydobytych z blisko pół tony owocu! Ogromna zawartość NNKT (blisko 90%!) wyróżnia ten olej na tle innych półproduktów kosmetycznych naturalnego pochodzenia i sprawia, że posiada on niezwykłe wręcz właściwości antyoksydacyjne i wygładzające. Jest również olejem całkowicie niekomedogennym, co oznacza, że doskonale nadaje się do cer problematycznych z tendencjami do wyprysków i zaskórników. Posiada również właściwości nawilżające i regenerujące.

Kolejnym, wyjątkowym olejem w składzie „Dzikiej figi” jest olej z nasion cedru syberyjskiego. Ten bardzo trudno dostępny olej to prawdziwa bomba witaminowa: witamina F (około 70%) E, P, A i B. Doskonale sprawdza się w pielęgnacji cer problematycznych, z tendencjami do wyprysków, działa przeciwstarzeniowo i regeneracyjnie.

Olej z owocu dzikiej róży  to bardzo wysoka zawartość witaminy C i karotenoidów, ma właściwości neutralizujące przebarwienia, łagodzące oraz regenerujące.

W oleju z lnianki siewnej, podobnie jak w oleju z opuncji figowej, występuje ogromne stężenie niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, dzięki czemu jest prawdziwym remedium w walce ze schorzeniami skóry jak łuszczyca czy egzema. Ponadto bardzo wysoka zawartość naturalnych tokoferoli powoduje, że olej ten jest prawdziwym pogromcą wolnych rodników.

Tetraizopalmitynian askorbylu, to najnowsza i najnowocześniejsza olejowa forma witaminy C. Charakteryzuje się wyjątkową stabilnością, niweluje przebarwienia, pobudza produkcję kolagenu i elastyny i ma silne właściwości antyoksydacyjne.

Nadkrytyczny ekstrakt z dzikiej róży to ponadprzeciętnie wysoka zawartość witaminy A i kwasu Omega 3, doskonały w pielęgnacji cery wrażliwej.”

 

 

Brzmi dobrze, prawda? Brzmi nawet bardzo dobrze i dokładnie odpowiada na potrzeby mojej skóry – sprawdza się do cer problematycznych, regeneruje, wygładza, rozjaśnia przebarwienia. Stosuję go codziennie – niewielką ilość wmasowuję w oczyszczoną, wilgotną jeszcze od toniku skórę. Nie czekam jednak do całkowitego wchłonięcia, jak to sugeruje twórczyni. Już dawno odkryłam, że tego typu produkty znacznie lepiej mi się stosuje, jeśli od razu nałożę krem nawilżający i całość podczas masowania lekko się zemulguje i ładnie wchłonie. Polecam więc wzmacniający krem Vianka jako uzupełnienie pielęgnacji Figą.

Skóra po takiej figowej kuracji jest ewidentnie bardziej elastyczna i jakby zwarta. Miękka w dotyku i uspokojona. Zauważyłam też widoczne rozjaśnienie przebarwień, co jest dla mnie ogromnym plusem kosmetyku. Mam wrażenie, że buzia dzięki niemu jest chroniona przed całym tym szarym, smogowym złem, czającym się na nas, gdy tylko przekroczymy próg domu. Kosmetyk jest przy tym bardzo wydajny, potrzeba bowiem dosłownie kilku kropelek na jedno użycie. Buteleczka więc wystarcza na bardzo długo.

Serum ma też swoje wady, odkryłam dwie. Po pierwsze – etykieta. Po samym spojrzeniu na nią widać, że są to dopiero początki działalności Patrycji. Niestety jest nieczytelna i się odkleja, choć doceniam opuncjowy pomysł. Muszę tu jednak dodać, że jestem na bieżąco i wiem, że od niedawna rozpoczęta jest już współpraca z nową drukarnią, która specjalizuje się w etykietach na kosmetyki. Trzymam za nią kciuki. Wiem też, że Patrycja planuje jakieś specjalne pudełeczka na kosmetyki, których jestem bardzo ciekawa.

Trochę też przeszkadza mi zapach olejku. Jest on wynikiem naturalnych zapachów składników serum. Określiłabym go jako orzechowo-ziemisty. Jak dla mnie niestety nieładny. Bardzo brakuje mi tu dodatku jakiegoś ciekawego olejku eterycznego, może jakiejś mieszanki. Nie za dużo, tak żeby współgrało z dosyć mocnym już zapachem, a jednocześnie było tą pielęgnacyjna wisienką na figowym torcie!

Niemniej jednak jestem z serum bardzo zadowolona i równie bardzo polecam go i Waszej uwadze. Z pewnością warte jest swojej ceny.

Serum o!Figa znajdziecie TUTAJ.

Facebook