KategorieNaturalna pielęgnacja

Alternatywa dla higieny jamy ustnej

Alternatywa dla zębów… no dobra, dla higieny jamy ustnej. Ale samo określenie jama ustna wydaje mi się tak dziwacznie zabawne, że zwyczajnie nie lubię go używać. Trudno. Mam nadzieję, że i tak doskonale rozumiecie. Chciałabym bowiem przedstawić Wam dzisiaj bardzo ciekawą alternatywę do pielęgnacji właśnie owej jamy! W roli głównej wystąpią dwa produkty znanego dobrze Sylveco – Naturalna pasta do zębów oraz Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej.

Dlaczego to alternatywa? Oba produkty, głęboko w to wierzę, spodobają się wszystkim, którym daleko do past drogeryjnych, do fluoru zwłaszcza, do ich mocnej mięty i braku pielęgnujących ziołowych ekstraktów. Wszystkim, którym, tak jak mnie, płyny do płukania wydają się okropnie mocne i całkowicie sztuczne Zwłaszcza z tą ich niebieskością i zielonością. Tutaj niebieską mamy jedynie buteleczkę! Bo prawdziwy płyn do płukania jamy ustnej nie potrzebuje mieć krzykliwego koloru, a jedynie dobry skład.

 

Zacznijmy jednak od pasty. Przyznaję, że sama zazwyczaj sięgam po te zwykłe sklepowe. Pasta Sylveco w niczym im nie ustępuje. No… może w kolorze, bo koloru pięknego to ona nie ma. Ma naturalny wygląda pasty, co w żaden sposób nie wpływa negatywnie na jej używanie. Poza tym producent pisze: „hypoalergiczna, naturalna pasta, przeznaczona do codziennego mycia zębów u dorosłych i dzieci. Nie zawiera fluoru ani jego pochodnych. Jest bogata w ekstrakty ziołowe (szałwia, mięta, rozmaryn, goździki), ksylitol, który zapobiega próchnicy i łagodzącą alantoinę. Dokładnie i bezpiecznie oczyszcza dzięki niskocząsteczkowym składnikom ścierającym, a olejki eteryczne z mięty pieprzowej i eukaliptusa mocno odświeżają oddech.” Skład mamy bardzo dobry, jest tu wszystko, co w naturalnej paście znaleźć się powinno. Wszystko, co służy naszym zębom i dziąsłom, co pielęgnuje je w ten tradycyjny, naturalny sposób. Pasta ma łagodniejszy zapach od swoich drogeryjnych odpowiedników, ale wciąż mocny, dobrze wyczuwalny i wspaniale odświeżający. Jest to po prostu prawdziwa mięta z prawdziwym eukaliptusem.

 

Bardzo spodobał mi się Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej. Ta mini buteleczka (dostępna jest także duża wersja) jest idealna do zabrania ze sobą wszędzie, czy to w podróż czy po prostu choćby do pracy, kiedy potrzebujemy odświeżyć oddech. Jak dla mnie moc płynu, jego intensywność, smak i zapach są idealne. Boję się jednak, że dla osób przyzwyczajonych do tych sklepowych, ten może nie przypaść do gustu, nie będzie wystarczający. Ma to jednak być łagodniejsza alternatywa i taką jest na pewno.

Cytując za producentem: „hypoalergiczny, naturalny płyn przeznaczony do codziennej higieny jamy ustnej, bogaty w ziołowe ekstrakty (szałwia, mięta, rozmaryn, goździki) oraz łagodzącą alantoinę. Szybko i skutecznie oczyszcza z resztek pokarmowych, a dzięki zawartości olejku eterycznego z mięty pieprzowej mocno odświeża oddech i zapobiega powstawaniu osadu. Jest preparatem bez dodatku alkoholu, nie podrażnia błony śluzowej, wrażliwych dziąseł i zębów. Ksylitol (cukier brzozowy) wspomaga remineralizację szkliwa, pozwala utrzymać prawidłowe pH, dzięki czemu płyn jest pomocny w profilaktyce próchnicy.” Ponownie mamy więc prosty naturalny skład, który tworzy pięknie pachnący olejkiem miętowym i, co ważne – przeźroczysty płyn, który świetnie sprawdza się w codziennej pielęgnacji jamy ustnej.

Cóż więc? Skłaniamy się ku ziołowym ekstraktom i ksylitolowi! Bardzo polecam!

Produkty znajdziecie w sklepie Sylveco.

 

Przepis na puszyste masełko herbaciane do ciała z maliną i bławatkiem

Wiecie dobrze, że uwielbiam proste pomysły, łatwe przepisy i szybkie efekty. Uwielbiam też, jeśli wychodzi z tego jest coś całkowicie genialnego! Tak będzie i teraz! Od dłuższego czasu bowiem cieszę się pewnym wspaniałym puszystym masełkiem do ciała, które z łatwością przyrządzicie w domu. Wasza skóra będzie wdzięczna! Bardzo wdzięczna! Zwłaszcza w taką smutną jesień, jaką teraz mamy, pełną chłodu i wiatru na zewnątrz, a suchego powietrza w domach. Z takim masełkiem każde domowe SPA stanie się luksusowym przeżyciem.

Ale do rzeczy! Nasze masełko jest masłem herbacianym, jest bowiem pełne tego wspaniałego, niwelującego procesy starzenia się skóry dobra, które nam właśnie zielona herbata oferuje. To też ona nadała mu ten lekko zielony kolor! I zapach, cudny zapach. No, może nie ona sama… Postanowiłam bowiem stworzyć masełko z gotowej mieszanki herbacianej, w której poza liśćmi herbaty znajdują się także maliny, płatki bławatków, jabłka i hibiskus. Jest też trochę aromatu, który jest wyczuwalny w masełku i zupełnie nie trzeba dodatkowo go aromatyzować. Mamy więc owocowo-kwiatowo-herbaciane cudo oparte na maśle shea i oleju jojoba. Takie połączenie gwarantuje nam doskonałą pielęgnację ciała, odżywienie, regenerację i ochronę.

Zadbałam o to, żeby masło było bardzo puszyste, dzięki czemu łatwo się je nabiera i szybko się roztapia. Bardzo polecam wmasować go w całe ciało, ale uwaga – tuż po kąpieli, na wilgotną, ale osuszoną skórę. Wtedy działa najlepiej. Warto też mieć je zawsze pod ręką – do rąk, do spierzchniętych ust, na buzią dzieci, które wychodzą na mróz. Jest po prostu totalnie wielofunkcyjne i zwyczajnie – praktyczne.

Ach, masełko zaliczam do grona innych maseł opartych na shea, na które przepisy znajdziecie w mojej Cukierni kosmetycznej! Mamy tam masło truskawkowe, waniliowe i kawowe. Boskie!

 

 

Puszyste masełko herbaciane do ciała z maliną i bławatkiem

Składniki:

  • 100 g masła shea rafinowanego (BliskoNatury.pl)
  • 25 ml oleju jojoba (BliskoNatury.pl)
  • 20 g zielonej herbaty z malinami, jabłkiem, bławatkiem i hibiskusem (mieszanka Big-Active, w marketach)

 

 

 

Wszystkie składniki przekładamy wo ceramicznej miseczki, którą wkładamy do kąpieli wodnej.

 

 

Czekamy aż masło się rozpuści, a potem przez około godzinę, na najmniejszym ogniu, macerujemy tłuszcze w zielonej herbacie, co jakiś czas całość mieszając.

 

 

Po tym czasie odcedzamy płynne masło przez sitko lub gazę i przelewamy do wysokiego naczynia. Kiedy ostygnie, miksujemy je przez ok. trzy minuty. Pozostawiamy ponownie na chwilę, aż zacznie twardnieć i ponownie miksujemy. Czynność powtarzamy 2-3 razy, dzięki czemu masło będzie puszyste. Gotowe przekładamy do wyparzonego słoiczka.

 

 

Polecam!

A po inne Lili-przepisy na kosmetyki zapraszam TUTAJ!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

W roli głównej Wzmacniająca seria Vianek

Jakiś czas temu pisałam Wam o serii normalizującej naszej znanej już dobrze marki Vianek (TUTAJ). Byłam wtedy pewna, że to seria dla mnie. Myliłam się. Odkryłam bowiem, że produkty z tej fioletowej, wzmacniającej serii są dla mnie znacznie lepsze! I choć w założeniu stworzono je do cery naczynkowej, sami producenci mówią, że warto wypróbować je także w przypadku innego rodzaju skóry. Moja, która jest niestety dosyć podrażniona, chłonie wszystko co seria oferuje!

W roli głównej zaprezentuje się Wam dzisiaj pięć produktów Vianek – Wzmacniający krem na dzień, Krem na noc, Serum do twarzy, Płyn micelarny i tonik 2w1 oraz Enzymatyczny żel do mycia twarzy. Zaczęłam używać ich równolegle i mam wrażenie, że tak właśnie działają najlepiej. Uzupełniają się, dopełniają i tworzą prawdziwe, nie tylko wzmacniające, ale po prostu świetnie pielęgnujące kombo.

 

 

Moim zdecydowanym faworytem stał się krem na dzień. „Zawiera ekstrakt z owoców borówki brusznicy, który wpływa korzystnie na rozszerzone naczynka, zwiększając ich odporność na uszkodzenia, a w połączeniu z olejem z czarnej porzeczki działa silnie antyoksydacyjnie. Tlenek cynku oraz zielony pigment wyrównują koloryt skóry, maskują “pajączki”, chroniąc jednocześnie przed promieniowaniem UV.” Uwielbiam tę jego zieloność! I zawartość tlenku cynku, który bardzo pomaga w przypadku cery problematycznej. Wszystkie lekkie zaczerwienienia ładnie się maskują, a zieloność po chwili znika. Krem można stosować punktowo, na pojawiające się niedoskonałości. Bardzo ładnie je wysusza, jednocześnie regenerując i zmniejszając ich widoczność. Ma przy tym odpowiednią konsystencję – jest lekki, ale nie za lekki. Dobrze odżywia i nawilża, szybko się wchłania. Bardzo polecam jako codzienny krem do zadań specjalnych.

 

 

Jego wręcz genialnym uzupełnieniem jest wieczorny duet – serum plus krem na noc. Serum zamknięto w małym praktycznym opakowaniu. Wygląda bardzo niepozornie, również na dłoni, tuż przed wklepaniem w skórę. Ale nie dajmy się zwieść! „Zawiera kompleks ekstraktów (z owoców borówki brusznicy, nasion kasztanowca i kwiatów czarnego bzu) o działaniu wzmacniającym i uszczelniającym kruche naczynka, niwelując jednocześnie skutki codziennego stresu oksydacyjnego. Serum posiada aktywny składnik – azeloglicynę – w stężeniu 3%, wykazujący właściwości rozjaśniające, regulujące i uelastyczniające.” Mamy więc porządną dawkę antyoksydantów, wzmocnioną pochodną kwasu azelainowego, która rozjaśnia przebarwienia i działa przeciwtrądzikowo. Moja skóra chłonie serum bardzo chętnie! Jest niesamowicie leciutkie i zaraz go nie widać, ale faktycznie działa.

Zaraz po serum nakładam krem na noc. Tutaj już mamy prawdziwie nocną historię – krem jest wyraźnie mocniejszy, gęstszy, tłustszy, ale nadal lekki. Ewidentnie chroni nam skórę i odżywia. W nim także znajdziemy dodatek powyższej azeloglicyny, a także: „ekstrakt z nasion kasztanowca, źródło flawonoidów, antyoksydantów oraz escyny, wzmacnia skórę, zapewniając elastyczność naczynkom i zmniejszając ich widoczność. Składniki łagodzące (alantoina, panthenol) przynoszą ukojenie i przyspieszają nocną regenerację.” Mam wrażenie, że krem świetnie uspokaja skórę, wycisza ją i przygotowuje na nowy dzień.

 

 

Czymże jednak były same kremy, bez skutecznego i odpowiedniego oczyszczenia i przygotowania skóry? Tutaj z pomocą przychodzą nam dwa kolejne produkty serii, które również bardzo polubiłam. Zaczynam więc wieczorny rytuał od mycia twarzy Enzymatycznym żelem. Przyznam, że na początku trochę denerwował mnie jego zapach, ale na tyle się już przyzwyczaiłam, że i zdążyłam go polubić. „Bromelaina – enzym proteolityczny z ananasa delikatnie złuszcza martwy naskórek i wygładza. Ekstrakt z owoców czarnej porzeczki to źródło witaminy C, dzięki której skóra jest odporniejsza na skutki działania czynników zewnętrznych. Żel skutecznie myje, nie naruszając naturalnej bariery lipidowej, a olejek rumiankowy przynosi ukojenie.” Czy nie jest to idealne połączenie? Tego właśnie oczekuję od kosmetyku do oczyszczania skóry! Czasami pozostawiam go jeszcze na niej przed spłukaniem na dosłownie dwie minutki, aby ananas mógł lepiej zadziałać złuszczająco. Buzia pozostaje po takim myjącym masażu czysta i czeka niecierpliwie na przyjęcie pozostałych kosmetyków.

Po dokładnym umyciu twarz sięgam po tonik. A dokładniej tonik i płyn micelarny 2w1! Sprawdza się dobrze zarówno do tonizowania skóry przed nałożeniem kremu, jak do zmywania makijażu czy przemywania twarzy po powrocie do domu z naszego krakowskiego smogu (który już daje się we znaki…). Używam go więc dosyć często, muszę więc szybko uzupełnić zapas. Bo lubię go bardzo. Ładnie pachnie i dobrze się spisuje. „Ekstrakt z kwiatów czarnego bzu, zawierający m.in. rutynę i witaminę C, chroni kruche naczynka włosowate, działa antyoksydacyjnie, a w połączeniu z pozostałymi składnikami lipidowymi (skwalan, olej ze słodkich migdałów) zwiększa poziom nawilżenia w skórze. Dodatek kwasu migdałowego pobudza komórki skóry do szybszej regeneracji, ujednolica koloryt i spłyca drobne zmarszczki.” Jest jednocześnie delikatny i skuteczny, a na tym właśnie zależy mojej podrażnionej skórze.

Nie muszę chyba wspominać, że kosmetyki Vianek są bardzo przystępne cenowo i dostępne już prawie wszędzie (widziałam je nawet w Rossmanie, nie wspominając o drogeriach Natura, Hebe czy wszystkich sklepach z kosmetykami naturalnymi i zielarskich). Dodam tylko na koniec, żeby nie ograniczać się do tego, co napisane na etykiecie. Bo ja naprawdę nie mam cery naczynkowej, a właśnie ten zestaw, zaraz po serii regulującej, stał się moim ulubionym (zaznaczam, że inne także przewinęły się przez moją łazienkę).

Bardzo polecam!

Kosmetyki Vianek dostępne na Sylveco.pl

Zapisz

Zapisz

W roli głównej: Balsamy Figa i Wanilia YOPE

Że lubię, bardzo lubię słodycze kosmetyczne, to już wiecie. Było więc prawie pewnym, że zakocham się w słodkich zapachach balsamów do ciała i rąk YOPE! No i się zakochałam. Nie tylko ja, bo co ktoś przychodzi do mnie i sobie trochę na dłonie weźmie, też przepada. A jak Róża je lubi! Dzisiaj zatem w roi głównej słodkie balsamy dwa czyli Naturalny balsam do rąk i ciała Figa oraz Wanilia z cynamonem.

YOPE jest jedną z naszych polskich marek, za którą trzymam najmocniej kciuki. Czemu? Ogromnie mi z nią dobrze, gra mi w duszy! Uwielbiam ją za te jej magiczne zwierzątka, za prostotę, jasny, przejrzysty przekaz, za kolory i szaleństwo wzorów i barw w identyfikacji. Za ciągłe i częste premiery. A przede wszystkim za jakość produktów. Lubię ją po prostu!

I wiecie za co jeszcze? No bo wytłumaczcie mi, czemu większość dostępnych na rynku balsamów, tudzież innych produktów,  jest w tak małych opakowaniach? Owszem do kosmetyczki to to spakujesz, ale za chwilę znowu trzeba zamawiać i kolejne opakowanie marnować… A tutaj trzymasz sobie w łazience dwa takie wielgachne balsamy po 500 ml, z szalenie praktyczną pompką, która rozwiązuje wiele problemów w trakcie użytkowania i starcza ci to to na dłuuuuuugo! Nawet jeśli wszyscy w koło trochę podbierają.

Można więc długo i całościowo pachnieć! Moim zdecydowanym faworytem jest figa. Zapach doprawdy boski! Przyzywający, sprawiający, ze chce się trzymać dłonie cały czas w pobliżu nosa… Ale wanilia z cynamonem także wspaniale przyciągają, otulają takim słodkim, przytulnym aromatem. Takim wiecie – do schrupania! Doprawdy – genialne!

 

 

Oba balsamy są bardzo lekkie, dobrze i szybko się wchłaniają. Oba też mają naprawdę dobre składy, pełne naturalnych maseł, jak shea czy murumuru i olejów – takich jak arganowy, ze słodkich migdałów, kokosowy, makadamia czyli oliwa z oliwek. Co ważne – w balsamie figowym znajdziemy ekstrakt z fig, a w waniliowym – ekstrakty z wanilii, kory cynamonu i jeszcze na dodatek – aloesu.

Uwielbiam je oba. Najlepiej zaraz po kąpieli, kiedy skóra jest jeszcze wilgotna i chętnie chłonie. Albo w każdym momencie, kiedy czuję suchość dłoni. Śmigam wtedy do łazienki, podkładam ręce pod jedną z pompek i po problemie.

No i ten zapach…

Co tu dużo pisać…

Ale, ale! Muszę, no wprost zwyczajnie muszę, pokazać Wam ostatnie nowości YOPE! Są to płyny do mycia naczyń, które przyozdobią każda kuchnię oraz coś, co szczególnie skradło moje serce – świece! Naturalne, ekologiczne, pachnące. No i te opakowania! Całkowicie piękne, prawda?

/ Produkty YOPE znajdziecie w BliskoNatury.pl

Zapisz

Najlepsze jesienne słodkie balsamy do ust

W zeszłym tygodniu prowadziłam jedne z bardziej niezwykłych warsztatów w całej mojej warsztatowej historii. Nie były to bowiem takie zwyczajne warsztaty, uczestnikami nie byli pracownicy firm podczas wyjazdów integracyjnych czy spotkań służbowych, ani też osoby zwyczajnie zainteresowane tematem. Były to dwie serie warsztatowe podczas prezentacji nowej kolekcji zegarków SWATCH dla dziennikarzy modowych z najlepszych krajowych magazynów!

Takie warsztaty zamykam w mojej osobistej zakładce z napisem „premium”. Wszystko musiało być idealne, eleganckie i pozbawione jakiegokolwiek brandingu. Trzeba też było włożyć nie lada wysiłku z zainteresowanie tematem zabieganych dziennikarzy, którzy zazwyczaj dysponowali niewielką ilością czasu, a i zegarki musieli obejrzeć, porozmawiać z przedstawicielami marki i popróbować smakowitego cateringu.

Na szczęście wszystko udało się wspaniale. Dzień był niezwykle intensywny, ale szalenie satysfakcjonujący!

 

Tymczasem mam dla Was przepis, który zaproponowałam także uczestnikom warsztatów. Zrobimy dzisiaj coś całkowicie genialnego, a niezwykle prostego – miodowy i czekoladowy balsam do ust!

Balsamy do ust pojawiają się w Lili dosyć często, ale jeśli nie wiecie, od którego zacząć – zacznijcie od tych! Są genialne na jesień! Smakowite, mega odżywcze, regenerujące i pięknie pachnące. Wasze usta je pokochają!

 

 

Najlepsze jesienne słodkie balsamy do ust / miodowy lub czekoladowy

na 2 słoiczki 15 ml

Składniki:

  • 1 łyżka masła shea rafinowanego
  • 1 łyżka masła kakaowego
  • 1 łyżka wosku pszczelego bielonego
  • 20 ml wybranego oleju (polecam z pestek winogron, ryżowy, ze słodkich migdałów, z pestek moreli, brzoskwini lub jojoba)
  • 1 łyżeczka płynnego miodu – do balsamu miodowego
  • lub 1 kostka ciemnej czekolady – do balsamu czekoladowego
  • 10 kropelek olejku zapachowego (ja do czekoladowego dodałam mango (MEGA!) do miodowego zieloną herbatę z granatami)

 

Do zlewki lub miseczki przekładamy masła, wosk i olej oraz czekoladę. Przekładamy do kąpieli wodnej, mieszając co chwilę, aż do całkowitego roztopienia i połączenia się tłuszczów. Ściągamy z podgrzewacza. Jeśli wybraliśmy miód, dodajemy go teraz i sprawnie mieszamy. Dolewamy olejki zapachowe i ponownie mieszamy. Całość przelewamy do dwóch słoiczków. Balsamy odstawiamy do stwardnienia.

Wyjątkowe miejsce: Kopalnia-Zdrowia.pl

Zaproszono mnie do odwiedzenia pewnego ciekawego miejsca – całkiem jeszcze nowego sklepu w Krakowie, w Podgórzu – Kopalnia-Zdrowia.pl. Zaproszenie przyjęłam z ogromną ciekawością. Wychowałam się w niedaleko, znałam więc okolice dosyć dobrze. Mimo tego, przyznaję, miałam pewne obawy w kwestii dojazdu… Kierowcą jestem takim sobie, parkuję po babsku, a sklep mieści się w budynku Buma Square przy Wadowickiej. Jechać więc samochodem czy autobusem? Czy ja tam gdzieś zaparkuję?

Kobiety kochane, baby drogie, jeśli i Was dopadają czasem takie wątpliwości, to już na początku tego wpisu po prostu muszę napisać – nie ma obaw! I dojazd super łatwy i miejsc do zaparkowania pod samym sklepem sporo. Jeśli więc mieszkacie w Podgórzu, jeśli dojeżdżacie z Borku Fałęckiego, Ruczaju, Łagiewnik i wszystkich południowych miejscowości – w końcu macie miejsce, w którym zaopatrzycie się w prawdziwe, naturalne cuda!

Tak i dojechałam… I weszłam do niewielkiego sklepiku prosto z ruchliwej, szarej wtedy ulicy. I przeniosłam się w jednej chwili w inny świat (na chwilkę wprawdzie tylko, bo minutę później wygonił nas z tego zielonego świata próbny alarm przeciwpożarowy… Spokojnie, tylko na 15 minutek, mogłyśmy więc szybko wrócić!). Sklepik Kopalnia-Zdrowia.pl nie jest duży. Cóż, jest wręcz całkiem mały. Ale na tej niewielkiej powierzchni znalazło się wszystko to, co jest potrzebne i co tworzy tak przytulny klimat. A co najważniejsze – powitały mnie dwa wielkie uśmiechu – właścicielki Edyty oraz świeżo upieczonej pracownicy – Justynki.

O samym sklepie opowie Wam co nieco właśnie Edyta. Ja od siebie dodam jeszcze, że jeśli daleko Wam do Krakowa, zajrzycie do sklepu internetowego – Kopalnia-Zdrowia.pl. A jeśli jesteście z Krakowa, przyjedźcie tu koniecznie. Po poradę, po pięknie pakowane prezenty, po bardzo szeroki wybór i tych znanych naturalnych marek, i tych niszowych, i tych uprzyjemniających kąpiel, i nawet po ekologiczną żywność. Warto!

Powróćmy do historii sklepu…

 

Zacznijmy banalnie – skąd pomysł na naturalne kosmetyki? Podobno zaczęło się wszystko od czystka, czy to prawda? Jakie były początki sklepu?

Pasja do kosmetyków naturalnych narodziła się raczej w niebanalny sposób 🙂 Wszystko zaczęło się od problemów zdrowotnych i długofalowego spadku odporności spowodowanego dużą ilością stresu i problemów. Infekcja za infekcją, ciągłe wizyty u lekarzy, a poprawy brak. Niby zdrowotnie wszystko było w porządku, wyniki badań wychodziły niemalże idealnie, a jednak cały czas atakowały mnie różne infekcje bakteryjne i wirusowe. Wtedy moja przyjaciółka wpadła do mnie z kilkoma książkami o medycynie naturalnej oraz….opakowaniem czystka. Na początku sceptycznie podchodziłam do tego, że czystek może zdziałać cuda. A jednak! Po kilku miesiącach regularnego picia naparu z czystka zdarzył się cud – odzyskałam siły i witalność oraz wróciła moja odporność. Przez kolejne 2,5 roku ani razu nie chorowałam. Powiem więcej – w przeciągu ostatnich 5 lat dopadły mnie jedynie 2 infekcje i to w bardzo łagodny sposób. Medycyna naturalna, a co za tym idzie – kosmetyki naturalne stały się przedmiotem mojej hobbystycznej edukacji. Od kilkunastu lat borykałam się z cerą problematyczną – zaczęłam szukać także naturalnych sposobów na walkę z trądzikiem. I znów się udało! Stał się kolejny cud! Jak po tym wszystkim miałam nie pokochać wszystkiego, co zdrowe, nieinwazyjne i naturalne? 🙂

Sklep stacjonarny w Krakowie działa od całkiem niedawna. Dlaczego zdecydowałaś się go otworzyć? I czemu w tak nieoczywistym miejscu, jakim  jest biurowiec na Wadowickiej na krakowskim Podgórzu?

Od kilku lat miałam przyjemność pracować w krakowskich korporacjach. Nie narzekam – praca tego typu ma zarówno swoje plusy, jak i minusy. Znasz swój zakres obowiązków, masz poczucie bezpieczeństwa, jest w miarę przewidywalnie i stabilnie, czujesz się specjalistą na swoim stanowisku. Po jakimś czasie zrozumiałam jednak, że potrzebuję czegoś więcej. W moim umyśle, na przestrzeni lat, rodziło się mnóstwo pomysłów, jak połączyć pasję do zdrowego stylu życia, medycyny alternatywnej i kosmetyków naturalnych z biznesem. Czasem miałam wrażenie, że mój mózg eksploduje – miałam dużo wewnętrznej energii, chęci i wiele pomysłów, a nie miałam jak ich spożytkować. Przełom nastąpił w sylwestrową noc, a dokładniej nad ranem 1 stycznia 2017 r. Spisałam swoje plany osobiste i zawodowe na nowy rok 2017 i zakopałam w ziemi wraz z butelką. 3 stycznia, idąc do pracy, zauważyłam w Bumie Square ciekawy lokal do wynajęcia. Zaświeciła się lampka, czy to nie jest przypadkiem dobre miejsce na fajną, nowoczesną, ekologiczną drogerię. Nadszedł czas na analizę rynku i sklepów podobnego typu na krakowskim Podgórzu. Okazało się, że poza kilkoma ekologicznymi delikatesami (głównie ze zdrową żywnością) i sklepami zielarskimi nie ma podobnego miejsca w pobliżu! Ulica Wadowicka to głównie biurowce, ale powstaje w jej okolicy coraz więcej osiedli. Wkrótce nawet pojawi się park! Niby wszędzie stąd blisko, a jednak daleko. Dlatego chciałam umożliwić szybki dostęp do ciekawych, znanych, wysokiej jakości zdrowych kosmetyków i środków czystości wszystkim tym, którzy mieszkają w południowej części Krakowa. To już przecież nie czasy, kiedy trzeba jechać do centrum czy na drugi koniec miasta, aby kupić takie produkty!



Jak wyglądały przygotowania do otwarcia? Jak decydowałaś się, które produkty, które marki się tu pojawią?

Do otwarcia sklepu przygotowywaliśmy się 2 miesiące. Najpierw malowanie ścian, potem dobór mebli i dodatków oraz zatowarowanie. Zależało nam na tym, aby urządzić wnętrze w ciepły i domowy sposób – ale pozostający w zgodzie z identyfikacją wizualną sklepu internetowego, który funkcjonował już w sieci od 3 lat i dynamicznie się rozwijał. Stąd w sklepie dominują barwy zielono-białe, postawiliśmy na domowe meble z podświetlonymi półkami oraz relaksującą, chilloutową muzykę. Okazało się, że ze względu na niewielką powierzchnię sklepu nie jesteśmy w stanie wyeksponować w nim wszystkich marek, które oferujemy w sklepie online. Zdecydowałam, że w sklepie stacjonarnym pojawią się po pierwsze popularne, dobrej jakości kosmetyki naturalne typu Resibo, Clochee, Make Me Bio, Lilla Mai, Orientana, Iossi, Planeta Organica, Babcia Agafia czy Ecolab. Z drugiej strony zależy mi również na promowaniu niszowych, manufakturowych kosmetyków naturalnych, które są świetnej jakości, ale jeszcze mało znane – stąd decyzja o wprowadzeniu np. kosmetyków naszej krakowskiej firmy La Le czy produktów aJeden na bazie mleka koziego. Oczywiście nie mogło również zabraknąć wybranych kosmetyków koreańskich Mizon, Holika Holika czy It’s Skin. Stale poszerzamy też asortyment ekologicznych środków czystości, o które coraz częściej pytają nasi Klienci. W tym momencie mamy w swojej ofercie m.in. produkty Yope, Sonett, EkoMama, Zero czy Feel Eco.

Co wyróżnia Kopalnię-Zdrowia.pl? Dlaczego akurat tutaj warto podjechać na zakupy?

Wchodząc do naszego sklepu podobno można poczuć się jak w domu 🙂 Wnętrze jest przytulne, a zakupy umilamy relaksującą muzyką. Stawiamy przede wszystkim na wysoką jakość obsługi klienta – nasze konsultantki zawsze pozostają do dyspozycji klienta, doradzamy, pomagamy w doborze właściwych produktów pielęgnacyjnych. Są u nas dostępne testery, chętnie dzielimy się próbkami i osobistymi doświadczeniami na temat stosowanych kosmetyków naturalnych. Staramy się osobiście testować dostępne u nas produkty, aby służyć pomocą kompetentnie i fachowo. Jeśli okazuje się, że któreś z produktów nas zawodzą, wycofujemy je z naszej oferty – nie chcemy, aby nasi Klienci kupowali coś, z czego same jesteśmy niezadowolone i nigdy byśmy osobiście danego produktu nie poleciły. Ponadto pakujemy prezenty, dlatego warto zajrzeć do nas, jeśli chcemy obdarować kogoś bliskiego czymś ładnym i uroczym. Zapraszamy też rodziców z dziećmi – jest u nas wystarczająco dużo miejsca, aby pozostawić wózek, a w międzyczasie spokojnie zrobić zakupy. Jak wspomniałam, chcemy być nowocześni i innowacyjni, dlatego umożliwiamy naszym Klientom zrobienie zakupów w sklepie online www.kopalnia-zdrowia.pl z opcją szybkiego, bezpłatnego odbioru na ul. Wadowickiej 🙂

 

 



Jakie są Twoje ulubione marki? Które kosmetyki lubisz sama najbardziej?

Nie ukrywam, że uwielbiam polskie produkty i to je obdarzam największym sentymentem. Z czystym sumieniem polecam kosmetyki Resibo, Make Me Bio, LillaMai, GoCranberry, Orientana, Your Natural Side, Anwen czy Annabelle Minerals – próbowałam i testowałam większość kosmetyków tych marek i uważam, że spora ich część zasługuje na rekomendację. Ważne jest natomiast, aby pomóc wybrać Klientowi te produkty spośród sprawdzonych kosmetyków, które będą dostosowane do problemu dermatologicznego czy rodzaju posiadanej cery i włosów.

Mimo zamiłowania do polskich produktów lubię też niektóre marki zagraniczne – np. kosmetyki do pielęgnacji włosów Planeta Organica. Warto wspomnieć też o niemieckich środkach czystości Sonett, które według mnie cechują się dużą skutecznością w usuwaniu uporczywych plam i zabrudzeń.

Po kilku latach testów różnych preparatów przeznaczonych do szeroko rozumianej skóry problematycznej znalazłam kilku swoich ulubieńców: olejek do demakijażu Resibo, srebro koloidalne Pro Aktiv, rumiankowy żel do mycia twarzy Sylveco, tonizujący krem Featherlight, dezodoranty z ałunem LillaMai czy żel pod prysznic z balsamem nawilżającym GoCranberry. Na liście ulubionych produktów umieściłabym dużo więcej pozycji, ale obawiam się, że może braknąć tutaj miejsca 😉

Podobno znajdziemy Was niedługo na Targach Kosmetyków Naturalnych EKOtyki (30 września, Forum Przestrzenie) w Krakowie?  Czy to prawda? Czy planujecie jakieś atrakcje?

Oczywiście, będziemy 30 września na EKOtykach w Forum Przestrzenie. Bardzo lubimy tego typu inicjatywy i planujemy pojawiać się już wkrótce także na innych targach promujących zdrowy styl życia i kosmetyki naturalne. Co do EKOtyków, planujemy sporo atrakcji 😉 Każdy, kto nas odwiedzi i zrobi zakupy powyżej 50 zł, będzie mógł przebić balonik i wylosować kosmetyczny gratis-niespodziankę. Dodatkowo będziemy udzielać rabatu -5% na cały asortyment dla wszystkich, którzy nas polubią na FB lub są już naszymi fanami. Będziemy też dodawać do każdego zakupu kartę stałego klienta oraz kupon rabatowy -10% na zakupy w naszym sklepie stacjonarnym/internetowym. 🙂

 

Na pytania odpowiadała Edyta Starzyk

Zapraszamy na Kopalnia-Zdrowia.pl i do sklepu w Krakowie!

 

Facebook