Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9466
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9474
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9479
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9485
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9495
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9498
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9518
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9523
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9544
Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9551
Tak, tak… Wiem dobrze, że cały Facebook, wszystkie blogi, internet cały, ba – świat wielki zalewa Was ostatnio przepisami na zupę dyniową. Wiem. Widziałam. I zapewne wszystkie są bardzo dobre.
Nieskromnie jednak napiszę, że moim zdaniem ta moja jest najlepsza!
I uzależniłam się od niej w pełni! I tylko się boję, że mi się przeje, zanim sezon się skończy…
Ach, i dodam też, że syn sąsiadów po zjedzeniu miseczki mojej zupy powiedział, że gdyby to był konkurs kulinarny, on dałby mi pierwsze miejsce!
No, jemu to można zaufać!
Spróbujcie! Pycha! Zdrowa, wzmacniająca odporność, sycąca. I ten kolor!
Moja najlepsza zupa z dyni
Składniki:
1 zgrabna dynia – taka 1,5-1,6 kg
włoszczyzna na wywar (1 litr warzywnego bulionu)
2 gruszki (z tych naszych brzydkich, a pysznych)
2 łyżki oleju (używam z pestek winogron)
1 puszka mleka kokosowego
1 łyżeczka przyprawy garam masala
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka kminu rzymskiego
pół łyżeczki chili
1 łyżeczka imbiru (mielonego)
sól, pieprz do smaku
do przybrania
twardy ser – lubię kaszkawał, starty na tarce o dużych oczkach
czerwony pieprz roztarty z odrobiną oleju
Rozpoczynamy nastawiając warzywa-włoszczyznę na wywar. Gotujemy aż zmiękną – potrzebujemy uzyskać około 1 litra bulionu warzywnego.
Dynię obieramy i wydrążamy. Kroimy na mniejsze kawałki i układamy je na basze wyłożonej papierem do pieczenia. Gruszkom usuwamy środki – gniazda nasienne, kroimy je na mniejsze kawałki i rozkładamy razem z dynią do pieczenia. Całość skrapiamy olejem i wkładamy do piekarnika na 180-200 stopni, aż wszystko ładnie zmięknie.
Dynię i gruszki przekładamy do garnka, zalewamy bulionem i mlekiem kokosowym. Dodajemy przyprawy i blendujemy całość na kremową zupę. Gotujemy ją jeszcze przez chwilę na małym ogniu i gotowe!
Lubię podawać ją z twardym serem kaszkawał lub pleśniowym i odrobiną czerwonego pieprzu w oleju. Świetnie sprawdzi się też z grzankami.
To jeden z tych przepisów, które potrafią zadziwić. I Was i Waszych gości. Bo niby wszystko znajome, a jednak tak zupełnie inne!
Widziałam kiedyś podobne ziemniaczki na Instagramie. Mignęły mi ledwo, ale od razu wiedziałam, że spróbuję je zrobić. We własnej wersji oczywiście. I wiecie co? Są przepyszne!
Zrobiłam więc te moje ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej w ilości mocno sporej na urodziny mojej Róży. Zniknęły błyskawicznie! Czyż nie jest to najlepsze polecenie?
Tego typu danie określane jest po angielsku jako side dish czyli przystawka, albo po prostu dodatek do dania głównego. My jednak chętnie traktujemy je jako obiad sam w sobie. Wystarczy dodać nieco świeżych warzyw – pomidorów, papryki czy rzodkiewki i gotowe. Spokojnie też mogą funkcjonować jako sałatka ziemniaczana – choćby w wersji dla gości na przyjęcia. Jestem pewna, że znajdziecie na nie sposób!
Skład to wiem? Bo nie można im się oprzeć! Są aromatyczne, mają bardzo głęboki bukiet smaków, pachną tymiankiem, rozmarynem i czarnuszką. I tym, co chyba każdy lubi – pieczonymi ziemniaczkami w mundurkach. Do tego mają zaskakującą formę. Znajomy nawet zapytał mnie jak ja to zrobiłam, że jednocześnie są jakby ubite i nie ubite. Oto jak!
Ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej
Składniki:
1,5 kg małych ziemniaków
1 opakowanie wędzonego boczku
1 cebula
1 łyżka suszonego rozmarynu
olej do ziemniaków (użyłam z pestek winogron)
sól, pieprz
łyżka czarnuszki
Na emulsję tymiankową:
spory pęczek świeżego tymianku (jak na zdjęciu)
2 łyżki miodu
2 łyżki musztardy dijon
2 łyżki musztardy francuskiej (tej z całą gorczycą)
4 łyżki dobrego oleju (polecam lniany lub ekologiczny rzepakowy)
1 łyżeczka startej skórki z cytryny
sok z połowy cytryny
2 ząbki czosnku
sól i pieprz do smaku
Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Każdy ziemniak po kolei dociskamy łopatką kuchenną, tak, aby go zmiażdżyć, ale aby wciąż miał stałą zwartą formę. W ten sposób zmiażdżone ziemniaki przekładamy na blachę wyłożoną papierem. Polewamy je lekko olejem, posypujemy rozmarynem i solimy. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, na około 20-30 minut, aż się zarumienią (z termoobiegiem będzie szybciej).
Boczek kroimy na małe kawałeczki, cebulę w kostkę. Całość przysmażamy na patelni, do zarumienienia.
Przygotowujemy emulsję tymiankową. Wszystkie składniki przekładamy do blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Do dużej miski przekładamy ziemniaki i boczek z cebulką, polewamy emulsją i posypujemy czarnuszką. Delikatnie mieszamy i odstawiamy na chwilę przed podaniem.
Wymyśliłam niedawno taką pyszną zupę, że muszę się z Wami nią podzielić.
Jest to bardzo w sumie prosta zupa, więc prawdopodobnie nie tylko ja ją wymyśliłam, ale nie czepiajmy się szczegółów! Ważne, że jest pyszna, wręcz przepyszna, prosta i efektowna.
Zrobimy dzisiaj, moi drodzy, gęsty krem z pieczonych buraków i ziemniaków w mundurkach, przesycony aromatem rozmarynu i tymianku. Podawany z prażonymi pestkami, aby coś przyjemnie chrupało. Sycący, aromatyczny, no, nie można przestać jeść 🙂
Zupa kram z pieczonych buraków i ziemniaków
Składniki:
10 średnich buraków
6 średnich ziemniaków
łyżka rozmarynu
łyżka tymianku
ok.2-2,5 l bulionu warzywnego
2 serki topione bez dodatków (prostokątne kostki)
olej (używam z pestek winogron)
sól, pieprz
do podania – mix pestek (dyni, słonecznika, sezam, siemię lniane)
Moje kremy zaczynam od przygotowania bulionu – tradycyjnie przez dłuższy czas na małym ogniu gotuję warzywa na rosół, aż stanie się on wypełniony smakiem, a warzywa zmiękną.
Buraki obieramy, kroimy na ćwiartki. Ziemniaki myjemy i także kroimy na ćwiartki (bez obierania). Całość rozkładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Polecamy lekko olejem, posypujemy solą i hojnie rozmarynem. Wstawiamy do piekarnika na 200 stopni, aż warzywa zmiękną i przyrumienią się z wierzchu (ok. 40 minut).
Gotowe przekładamy do garnka i zalewamy całość bulionem (można też wrzucić z jedną marchewkę z rosołu). Jego ilość dopasujcie do własnych preferencji co do gęstości kremów. Całość gotujemy przez ok. 15 minut. W między czasie przyprawiamy tymiankiem, solą i pieprzem, a na końcu dodajemy serki topione. Ściągamy z ognia i miksujemy na krem.
Na patelni podrażamy pestki. Krem podajemy posypany pestkami.
No dobra… Włochy to mają tyle smaków, że ciężko to opisać!
Ale jeden z nich szczególnie utkwił mi w pamięci.
Byłam kiedyś na stażu we Włoszech, trzy miesiące w okolicach Sorrento. W tak niezwykłym miejscu, że mocno, oj mocno zapadło mi w sercu. Próbowałam wtedy bardzo wielu tamtejszych smakołyków, ale przed oczami mam to bogactwo cytryn, gajów cytrusowych, stoisk wypełnionych słynnym, słoneczno-żółtym likierem limoncello. A w głowie wciąż układa się melodia słów, wypowiadanych wtedy jakże często przez moje włoskie koleżanki – mandorle dolci. Słodkie migdały. Wypowiedzcie to sobie na głos. Niczym piosenka, która nie chce nas opuścić.
W tamtejszych cukierniach królowały migdały. Och, i tarty czekoladowe! Ale o tym kiedy indziej. Szczególnie polubiłam małe, niepozorne, ale pełne smakowych uniesień – pasticcini di mandorle – ciasteczka migdałowe, które sama nazywam właśnie mandorle dolci!
Jak smakują Włochy? Moje włochy smakują właśnie tym słodkim połączeniem migdałów i cytryn. Bardzo prostym połączeniem, ale to właśnie proste jedzenie we Włoszech jest najlepsze.
Moje ciasteczka wprawdzie wyglądają nieco inaczej. Robię je zazwyczaj, kiedy pozostaje mi sporo zmielonych migdałów z moich warsztatów tworzenia słodyczy kosmetycznych. Problem w tym, że te nasze, dostępne w sklepach zmielone migdały, nie są aż tak bardzo zmielone, jak te, z których się te ciasteczka robić powinno. Te moje przypominają bardziej ciastka owsiane. Ale to nic! Wykorzystajcie więc te gotowe opakowania mielonych migdałów albo sami zmielcie migdały na faktycznie delikatniejszą mączkę!
Przy okazji ostatnich pozostałości z warsztatów, kiedy to postanowiłam od razu i Wam zaprezentować migdałowe ciasteczka, zabierałam się akurat za moją ulubioną zapiekankę brokułową. A dokładniej brokułowo-twarogową. Nie mogłam się więc oprzeć, żeby przy okazji i tego przepisu Wam nie zdradzić!
Zapiekankę tę robię od niepamiętnych czasów. Pamiętam, że na studiach jeszcze będąc, organizowałam koledze urodziny i wymyśliłam, że zrobię mu nieco inny tort – tort brokułowy z tej właśnie zapiekanki. Oczywiście – wtedy mi ten jeden jedyny raz nie wyszła… Ale od tamtej pory zawsze się udaje. Najwyższa więc pora, aby i tutaj się pojawiła!
Polecam Wam więc bardzo oba przepisy! Jakże letnie! Idealne w czerwcu, ale potrafią przywołać lato także w środku zimy.
Najlepsze ciasteczka migdałowe – pasticcini di mandorle – mandorle dolci
Z tego przepisu wychodzą idealne! Chrupkie na wierzchu, miękkie i lekko gumowe w środku. Mają cudowny aromat cytryn i migdałów – aromat Włoch!
Składniki:
300 g zmielonych migdałów
200 g cukru pudru
starta skórka z dużej, porządnie wyszorowanej cytryny
2 rozbełtane uprzednio widelcem jajka
W dużej misce mieszamy wszystkie składniki, pozostawiając nieco cukru do późniejszego oprószania. Ręką lub widelcem wyrabiamy jednolite ciasto. Formujemy z niego ciasteczka – najlepiej kulki wielkości dużego włoskiego orzecha. Aby łatwiej było formować kulki, warto oprószyć dłonie cukrem pudrem. Gotowe kuleczki przekładamy na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Każdą po środku dociskamy palcem i lekko oprószamy cukrem pudrem.
Ciasteczka pieczemy w 180 stopniach około 20 minut. Pod koniec warto uruchomić termoobieg. Wyjmujemy jak lekko się zabrązowią. Odstawiamy do wystygnięcia i dopiero wtedy przekładamy je z papieru na talerz – wcześniej mogą się połamać.
Podobno spokojnie wytrzymują miesiąc. Nie wiem… nigdy nie doczekały…. 🙂
Zapiekanka brokułowo-twarogowa
Składniki:
2 średnie brokuły
1 duża śmietana 12%
twaróg – opakowanie 250 g
1 szklanka mąki
2 jajka
2 łyżki tymianku
2 ząbki czosnku
sól i pieprz
masło do smarowania formy
Brokuły dzielimy na małe różyczki i gotujemy do miękkości w osolonej wodzie. Muszą być na tyle miękkie, aby spokojnie dało się je zmiażdżyć widelcem, ale jednak nie rozgotowane.
Do dużej miski przekładamy twaróg, śmietanę i jajka. Ucieramy wszystko na jednolitą masę. Dodajemy brokuły, mąkę, tymianek, sól i pieprz do smaku i zgnieciony przez praskę czosnek. Całość mieszamy widelcem tak, aby część brokułów została dobrze ugnieciona, a z części dało się jeszcze rozróżnić różyczki.
Formę do zapiekania smarujemy masłem. Na to wykładamy masę brokułową. Pieczemy około 40 minut w 180 stopniach (również na koniec polecam na chwilę włączyć termoobieg). Góra zapiekanki ma się lekko zarumienić, a środek sprawdzamy wykałaczką – wkładamy ją, a po wyciągnięciu ma być czysta.
Podajemy z sosem pomidorowym.
(Mój najszybszy sos: pokrojoną w kostkę jedną cebulę podsmażamy na oleju. Do tego dolewamy odrobinę wody i passatę pomidorową i gotujemy na małym ogniu przez ok. 10 minut. W między czasie dodajemy dwa przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, sól, pieprz, cukier, dużo oregano i tymianku. I gotowe :))
Walentynki spędzam w tym roku sama. Mąż daleko, jak to często z nim bywa. A jak się nie ma co się lubi, to się robi dużo szybkiego walentynkowego deserku i zaprasza na niego przyjaciół, prawda?
Podsyłam więc i Wam przepis na ekspresowy, przepyszny deser w klimacie walentynkowym!
Mamy tu sporo gorącej czerwieni, mamy truskawki, maliny, bezy i śmietanę! Czyli wszystko to, co w zasadzie lubi każdy! Szczypta lata w środku zimy!
Szybki walentynkowy deser
Składniki:
mrożone truskawki + cukier
śmietana 36% lub ubita 30% + nieco cukru pudru
maliny
bezy z dobrej piekarni (w Krakowie polecam bezy z Buszka!)
Nic więcej – bo po co! Proporcje dopasujcie po prostu do własnych potrzeb.
Truskawki wrzucamy na patelnię i smażymy na konfiturę przez około 15-20 minut, dodając cukru do smaku (mają pozostać lekko kwaskowe) i mieszając co chwilę. Odkładamy do ostudzenia.
Śmietanę ucieramy lub ubijamy z niewielkim dodatkiem cukru pudru (do smaku).
Do pucharków lub szklanek przekładamy świeżą konfiturę z truskawek, polewamy ją śmietaną, dekorujemy bezami i malinami.
Kiedyś brukselka kojarzyła mi się tylko z mdłą zupą jarzynową w szkolnej stołówce. Zawsze była rozgotowana i bez smaku.
Jakże się kiedyś zdziwiłam, kiedy odkryłam, że brukselka jest dobra!
Trzeba ją tylko dobrze przyrządzić!
Mam więc dla Was dzisiaj mój sposób na pycha brukselkę. Oj, naprawdę pycha! Duszoną z groszkiem cukrowym, cebulką, czosnkiem i marchewką. Podawaną z kaszką kukurydzianą, która pasuje do niej idealnie.
Jest prosto, szybko, aromatycznie, lekko i smacznie. Zróbcie koniecznie!
Brukselka z groszkiem cukrowym i kaszą kukurydzianą
Składniki:
ok. 300 g brukselki
ok. 150 g groszku cukrowego
1 mała cebula
2-3 ząbki czosnku
1 średnia marchewka
2 łyżki płatków migdałów
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka ostrej papryki
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1 łyżeczka czarnuszki
1 łyżka sosu sojowego
sól, pieprz do smaku
olej
1 szklanka kaszki kukurydzianej
3,5 szklanki wody
2 łyżki masła
Brukselkę myjemy, odkrawamy brzydkie końcówki i przekrawamy na pół. Groszek myjemy, marchewkę obieramy, a następnie obieraczką dalej obieramy cienkie paski.
Cebulę kroimy na małą kosteczkę i podsmażamy do lekkiego zrumienienia na oleju. Do tego dodajemy pokrojony w cienkie paseczki czosnek. Po chwili dodajemy brukselkę, groszek i marchewkę. Całość podsmażamy przez około 3-4 minuty, dodając po kolei przyprawy – sos sojowy, tymianek, paprykę, kmin, czarnuszkę oraz sól i pieprz.
Następnie dolewamy 1,5 szklanki wody, dusimy i redukujemy całość przez około 10 minut, aż brukselka nieco zmięknie, ale wciąż będzie przyjemnie chrupać. Powinno pozostać trochę aromatycznego sosu.
Na końcu dodajemy łyżkę masła, mieszamy i ściągamy z ognia. Wtedy posypujemy całość płatkami migdałów.
Kaszkę kukurydzianą robimy według przepisu na opakowaniu. Jedną szklankę kaszki dodajemy do garnka z dwoma szklankami osolonej, gotującej się wody, razem z łyżką masła. Gotujemy przez chwilę, cały czas mieszając, aż kaszka wchłonie całą wodę.
Brukselkę podajemy razem z kaszą kukurydzianą. Smacznego!