W Lili lubimy proste, a fajne pomysły, prawda? Coś co można zrobić w chwilkę, a przynosi radość. Czy to nam, czy bliskim obdarowanym osobom!
Tak i spieszę do Was z kolejnym świątecznym pomysłem. Świątecznym, choć spokojnie można go wykorzystać o każdej porze dnia i roku. Ale jakże cudownie nadają się nasze dzisiejsze śniadaniowe miodki smakowe na prezent!
Miody są inspirowane tymi z Pasieki Rodziny Sadowskich, które kupowałam w zeszłym roku na prezent świąteczny. Zajrzyjcie koniecznie na stronę Pasieki – TUTAJ, bo ofertę mają przepiękną.
Moje miodki ukręciłam z córcią i zapakowałam w słoiczki 30 ml (z Allegro), a następnie w kartonik. Wyglądają i smakują pysznie!
Postawiłam na trzy smaki – miodki z kakao (moja córka uwielbia), piernikowe i z mielonymi orzechami włoskimi. Spokojnie jednak możecie tutaj kombinować! Tak jak ja! Wymieszajcie miód z mielonymi liofilizowanymi owocami, z cynamonem czy imbirem lub z całym bogactwem nasion czy orzechów. Wszystko na pewno będzie smakowało pysznie!
Śniadaniowe miodki smakowe
Na każdy smak wykorzystałam 80 ml miodu (wybierzcie po prostu Wasz ulubiony rodzaj), do którego dodałam
do miodu kakaowego – 1 dużą łyżeczkę kakao (czasami dodaję więcej specjalnie dla córki)
do miodu piernikowego – 1 łyżeczkę przyprawy piernikowej
do miodu z orzechami – 4 łyżeczki mielonych orzechów włoskich
Wszystkie miody należy dokładnie, długo i intensywnie wymieszać, aby nie było żadnych grudek. Potem przelewamy je do słoiczka i gotowe.
Miody stosujemy do czego nam się podoba! Do herbatek, na kanapki, na naleśniki i pankejki, do ciast, croissantów i drożdżówek i po prostu – do wyjadania łyżką.
Złe rzeczy się dzieją, straszno i smutno na świecie. Całym sercem jestem dzisiaj z Wami wszystkimi, którzy wyjdziecie na stołeczne ulice, bronić naszych przekonań. I aż dziwnie w takich czasach pisać o czymś tak przyziemnym, jak… jedzenie.
No, ale jeść też trzeba. I kiedy takie zawieje i smutki, to właśnie pyszny obiad może choć na chwilę pokrzepić!
Spieszę więc z czymś, co na pewno chociaż trochę poprawi Wam nastrój! Szybko się je robi (choć trzeba chwilę wcześniej się przygotować), a efekt… no… pycha!
Bo w zasadzie od razu wiadomo, że jak się połączy bakłażana z mozzarellą to musi być pysznie, prawda?
Roladki z bakłażana z mozzarellą, migdałami i szałwią
Składniki:
2 bakłażany
mozzarella – jedna duża kulka lub 4 małe
garść migdałów
puszka pomidorów krojonych
olej
sól, pieprz, cukier
listki świeżej szałwii
kilka piórek cebuli (użyłam czerwonej)
2 ząbki czosnku
suszone lub świeże oregano i tymianek
Bakłażany myjemy, odcinamy końcówkę i kroimy na cienkie plastry ok 5-8 mm. Przekładamy je na dużą tackę i porządnie solimy z każdej strony. Odstawiamy całość na godzinę, aby bakłażany puściły soki i straciły goryczkę. Po tym czasie dokładnie je myjemy i osuszamy ściereczką lub ręcznikiem papierowym.
Bakłażany grillujemy z każdej strony na patelni grillowej z niewielką ilością oleju, do miękkości. Solimy do smaku (uwaga, mogło pozostać nieco soli po zasoleniu).
Przygotowujemy szeroką blachę. Na jej spód lejemy około 2 łyżki oleju. Na to wylewamy puszkę pomidorów, posypujemy całość solą, pieprzem, odrobiną cukru, oregano i tymiankiem. Rozkładamy równomiernie niedużą ilość piórek z cebuli i drobno pokrojone ząbki czosnku.
Mozzarellę kroimy na mniejsze kawałki lub odrywamy je ręcznie. Migdały kroimy na drobne kawałeczki.
W każdy plasterek bakłażana zawijamy kawałki mozzarelli i przekładamy całość na blachę z pomidorami. Gotowe roladki posypujemy migdałami (oj, one robią robotę), pozostałymi kawałkami sera i szałwią. Ja jeszcze z boku zawsze kładę te boczne kawałeczki bakłażana, które także zgrillowałam. Szkoda mi ich, a nie da się ich zawinąć w roladki.
Roladki zapiekamy około 15 minut w temperaturze 200 stopni z termoobiegiem. Ser ma się roztopić, a całość lekko zarumienić. Podajemy udekorowane listkami szałwii.
Znowu zapraszam Was na obiad prosto z ogródka! Takie są najlepsze, prawda? A że u nas to w pełni naturalnie, w zasadzie nie ingerujemy w rośliny, bo i się na tym jeszcze nie znamy , to przynajmniej zdrowo i ekologicznie. Tak i zabieramy tym razem do kuchni piękne młode pory!
Wyczekałam się na te pory! W zasadzie, to na nie czekałam najbardziej. A to za sprawą Jamiego Olivera, którego program oglądałam sobie kiedyś w czasach największej izolacji. On tam właśnie robił takie młode pory i zaintrygował mnie tym tak bardzo, że postanowiłam koniecznie kiedyś zrobić coś podobnego.
I zrobiłam! W końcu mi te pory wystarczająco podrosły. I wiecie co? Pycha!
Polecam więc bardzo dzisiejszy przepis inspirowany tym oglądanym niegdyś u Jamiego Olivera. Nowe smaki, ale jakże letnie, dobre, świeże, kolorowe! Prosto z ogrodu!
Grillowane młode pory z pastą z pieczonej papryki
Składniki:
6 młodych porów
3 czerwone papryki
garść płatków migdałów
garść listków świeżego oregano
olej
sól, pieprz do smaku
kawałek ulubionego twardego sera
2 ząbki czosnku
Paprykę myjemy, przekrawamy i usuwamy nasiona. Wkładamy do piekarnika na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 220 stopni, aż skórka mocno się przypali. Paprykę wyciągamy, odczekujemy chwilę, aż ostygnie i ściągamy z niej skórkę. Do blendera wrzucamy obraną paprykę, dwa ząbki czosnku, garść płatków migdałów, garść startego ulubionego sera, dwie łyżki oleju. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Całość miksujemy na jednolitą pastę. (pycha!)
Pory myjemy i odkrawamy białą końcówkę i sporą część zielonych liści. Wrzucamy je do gotującej się osolonej wody na dosłownie 3-4 minuty, aby lekko zmiękły. Następnie wyciągamy i lekko osuszamy ręcznikiem papierowym. Przekładamy je na grill lub rozgrzaną patelnię grillową, lekko zwilżoną olejem. Grilujemy, aż z obu stron będą widoczne ładnie zarumienione paski.
Pory podajemy przykryte pastą paprykową, posypane płatkami migdałów i ulubionym twardy startym serem.
Ja je jeszcze podałam z makaronem w szałwiowym maśle – 1/3 kostki masła roztapiamy na małym ogniu z kilkoma listkami szałwii i dwoma pokrojonymi ząbkami czosnku. Dorzuciłam jeszcze nieco suszonego oregano, świeżo zmielony pieprz i garstkę płatków migdałów. Do tego wsypałam makaron, całość wymieszałam. Też pycha!
Rośnie nam w naszym mini ogródeczku wszystko ładnie i dorodnie. Bez naszej specjalnej ingerencji, bo nie znamy się na tym zupełnie. Jest przynajmniej dzięki temu ekologicznie. A każda roślinka, każda dojrzała cukinia, każda truskawka – cieszą tak bardzo, bardzo!
Cieszymy się więc od jakiegoś czasu własnymi plonami. Zjadamy je z radością wielką. Mąż już robił takie smakołyki jak gołąbki z liści winogron, pesto z liści rzodkiewki czy nadziewane kwiaty cukinii. Ja natomiast spieszę do Was z moimi ogrodowymi smakołykami!
Mówię Wam – pycha! Zrobimy bowiem cukiniowe naleśniki z czosnkowym szpinakiem, fetą i bardzo ziołowymi pomidorami!
Takie naleśniki jadłam kiedyś, oj dawno temu, podczas wyprawy do Chin. Tak, tak, do Chin. Tam właśnie, na jakiejś uliczce w Pekinie, jeśli mnie pamięć nie myli, siedziała sobie pani, która na bieżąco takie naleśniki smażyła. Skusiłam się więc, a smakowały mi tak bardzo, że chodziły potem za mną długo. A jak już tak za mną chodziły i wyjść z tej mojej głowy nie mogły, to wiele lat później postanowiłam sama je zrobić. Nie wiem wprawdzie czy skład jest taki sam jak tamtych, ale też są pyszne!
I nawet specjalnej filozofii w nich nie ma. Ot, ciasto naleśnikowe z tartą cukinią i ziołami. Proste, a takie dobre! Podaję je z rzuconym na chwilę na olej z czosnkiem szpinakiem. Och, jak to pachnie! I z jedną z wariacji na temat konfitury pomidorowej, czyli świeżymi pomidorami podsmażonymi z miodem i dużą ilością ogrodowych ziół – z oregano, tymiankiem i szałwią. Całość okraszam sporą dawką sera feta (czy tam typu feta). I tak idealny, wakacyjny, lekki obiad gotowy!
Cukiniowe naleśniki z czosnkowym szpinakiem, fetą i ziołowymi pomidorami
Składniki:
1 średnio-duża cukinia
1,5 szklanki mleka
1 szklanka wody
2 szklanki mąki
3 jajka
sól, pieprz do smaku
1 łyżka suszonego oregano
1 łyżka suszonego tymianku
kilka łyżek oleju – jedna do ciasta, reszta do smażenia
3 pomidory
garść świeżych ziół – zebrałam z ogrodu oregano, szałwię i tymianek
olej
sól i pieprz
1 łyżka miodu
2 garści świeżego szpinaku
3 ząbki czosnku
ser feta lub typu feta
Cukinię ścieramy na tarce o dużych oczkach. Do dużej miski przekładamy cukinię, mąkę, mleko, wodę, jajka. Dodajemy soli i pieprzu do smaku, zioła i łyżkę oleju. Całość dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji ciasta naleśnikowego. Ma być na tyle płynne, aby spokojnie dało się rozlać naleśniki. Naleśniki smażymy na patelni na niewielkiej ilości oleju.
Pomidory nakrawamy i zalewamy wrzątkiem. Po chwili obieramy je ze skórki, odkrawamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Przekładamy je do rondelka z niewielką ilością nagrzanego oleju. Dodajemy sól i pieprz do smaku, pokrojony na drobno ząbek czosnku oraz miód. Dusimy przez kwadrans, aby nieco odparować wodę. Dodajemy poszatkowane zioła i jeszcze przez chwilę gotujemy na małym ogniu.
Dwa ząbki czosnku kroimy na drobne kawałeczki i wrzucamy na małą patelnię z rozgrzaną niewielką ilością oleju. Po chwili dodajemy liście szpinaku (polecam najpierw oderwać twardsze łodygi). Dodajemy sól i pieprz do smaku. Mieszamy przez dosłownie 2 minuty i ściągamy z ognia.
Naleśniki podajemy z fetą, konfiturą pomidorową i szpinakiem w dowolnej formie – tradycyjnie zawinięte, albo tak, jak na zdjęciach. Osobiście wolę podawać je osobno, bo wtedy wszystko pięknie się prezentuje. Kawałkami naleśnika nakładamy sobie wtedy dodatki. Palcami oczywiście. W końcu mamy lato!
Och, czerwcowe pomidory… W ogóle – letnie pomidory! Już zaczęły kusić swą jędrną czerwienią i żółcią. Tak soczyste, tak pełne smaku! Mogłabym je zjadać same, w całości. Ale stanowczo wolę zrobić z nimi naszą dzisiejszą tartę twarogową.
Bo jest pyszna!
Ma nieco inne, niż tradycyjne kruche ciasto, bo wypełnia je także spora porcja twarogu. Dzięki temu jest wyrazistsza i treściwsza. A jeśli dodamy do tego te cudne kolorowe pomidory, nieco dobrego sera i świeży tymianek, to sami rozumiecie – trzeba zrobić!
Tarty twarogowe nauczyłam się robić dzięki niezastąpionej Kwestii Smaku. Grzecznie więc uprzedzam, że przepis na samo ciasto będzie w pełni nawiązywał do tamtejszych.
To co? Robimy? Robimy!
Twarogowa tarta z czerwcowymi pomidorami
Składniki:
Ciasto:
250 g twarogu
150 g miękkiego masła
250 g mąki
1 jajko
łyżeczka soli
Wierzch:
kolorowe pomidory – według uznania
1-2 łyżki oliwy lub dobrego oleju
kilka gałązek tymianku
1 cebulka dymka
ser feta lub kozi
sól, pieprz
łyżeczka miodu
opcjonalnie – kilka listków świeżego szpinaku dla ozdoby
Zaczynamy od ciasta. Wszystkie składniki łączymy i ugniatamy zwarte ciasto. Formujemy kulę i wkładamy ją na około godzinę do lodówki. Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto i przekładamy do formy lub wykładamy formę papierem do pieczenia i palcami lepimy spód i brzegi tarty. Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni i zapiekamy do 30 minut, aż się nieco zarumieni.
W między czasie kroimy pomidory i cebulkę na plasterki. Ciasto wyciągamy z piekarnika. Spód polewamy lekko oliwą. Następnie układamy warstwami na przemian pomidory. Przy brzegach można dodać dla ozdoby kilka listków świeżego szpinaku. Pomidory doprawiamy do smaku, polewamy odrobiną miodu. Gdzieniegdzie dodajemy ser i cebulkę według uznania i oprószamy całość gałązkami tymianku.
Tartę wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 220 stopni na około 10 minut. Podajemy jako dodatek np. do świeżej sałaty lub samodzielnie.
Prosty ratatauj! A właściwie ratatouille, bo tak w zasadzie nazywa się to danie, którego moją szybką wersję Wam dzisiaj zaserwuję! Wszyscy znamy je z bajki o wesołym szczurze, a ja osobiście bardzo polecam jako przepyszny dodatek do dania głównego albo danie główne samo w sobie – tak właśnie my je zajadamy.
Przepisów na podobne dania znajdziecie w sieci mnóstwo, wszystkie jednak wywodzą się z francuskiej tradycji śródziemnomorskiej i bazują na pomidorach, cukinii, bakłażanie, cebuli i papryce, której u mnie brak. Jak podaje Wikipedia – podobne potrawy znane są w całym basenie Morza Śródziemnego, są to np. caponata i peperonata, pisto, briam, bohemienne, samfaina, tumbet i kapunata. Trudno się dziwić, bo jest i pysznie i zdrowo i naprawdę szybko!
Ratatuj / Ratatouille
Składniki:
1 bakłażan
1 cukinia
2 duże pomidory
cebulka dymka (lub szalotka lub czerwona cebula)
ulubiony olej / oliwa z oliwek
sól, pieprz
świeży lub suszony tymianek i oregano
własnoręcznie zrobione lub gotowe pesto ze słoiczka lub sos pomidorowy
Bakłażana myjemy i kroimy na cienkie plastry. Zasypujemy je solą z dwóch stron i odstawiamy na godzinę, aby puścił soki i stracił swoją goryczkę. Po tym czasie dokładnie go płuczemy i osuszamy ściereczką.
Cukinię kroimy w plasterki. Z pomidorów można ściągnąć skórę, choć sama zazwyczaj tego nie robię. Kroimy je na połówki wykrawamy gniada nasienne i potem także na plasterki. Cebulki tak samo – kroimy na plastry lub – jeśli jest duża – na piórka.
Na spód naczynia żaroodpornego wylewamy odrobinę oliwy lub oleju i mieszamy go z około dwoma łyżkami pesto lub wylewamy równomiernie sos pomidorowy. Następnie układamy kolejne warstwy możliwie pionowo – bakłażany, cukinie, pomidory i nieco cebulki. Poszczególne warstwy można doprawiać do smaku solą i pieprzem. Kiedy wypełnimy warstwami całe naczynie, oblewamy je lekko oliwą/olejem, posypujemy tymiankiem i oregano. Tutaj także polecam rozłożyć na powierzchni warzyw nieco pesto.
Całość wkładamy do piekarnika nagrzanego na 200 stopni na około 40-50 minut, aż warzywa zmiękną i się zarumienią.
Podajemy z ulubionym serem i pieczywem. Lub – jak chcecie!