Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9466

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9474

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9479

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9485

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9495

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9498

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9518

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9523

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9544

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9551

KategorieInspiracje

Nowości Lili in the Garden

Drodzy moi, w Lili in the Garden mamy ostatnio sporo nowości! Spieszę więc i Wam je pokazać. Muszę też dodać, że sama zachwycona jestem wszystkimi!

Jeśli mielibyście ochotą sprawić przyjemność sobie lub bliskiej osobie zapraszam na zakupy z 10% rabatem ważnym do końca kwietnia. Podczas zamówienia wpiszcie kod rabatowy „wiosna”!

I jeszcze jedna ważna rzecz! Wyjeżdżamy w końcu na krótkie wakacje, jak to w kwietniu często bywa – do Hiszpanii. Nie mogę się doczekać! Ale też, w związku z wyjazdem, musimy ogłosić przerwę urlopową w dniach 21-28 kwietnia.

Wszystkie zamówienia opłacone do 20 kwietnia zostaną wysłane w normalnym trybie. Zamówienia opłacone pomiędzy 21 a 28 kwietnia, będą wysyłane od środy 29.04. Przepraszam za niedogodności… ale sami rozumiecie. Trzeba się wyrwać od codzienności! Do słońca!

Zapraszam do sklepu – TUTAJ!

 

 

 

 

 

Studencie, pora pomyśleć o pracy wakacyjnej – czyli moje doświadczenia i porady

 

Wprawdzie studia skończyłam już niestety dłuższy czas temu, jednak temat moich wakacyjnych prac ostatnio wrócił do mnie kilka razy. Pomyślałam więc, że warto podzielić się z Wami moimi doświadczeniami w tym względzie. Mam nadzieję, że zainteresują zwłaszcza studencką brać. Mamy marzec, wakacje zbliżają się wielkimi krokami, najwyższa więc pora pomyśleć o jakiejś ciekawej pracy na lato. Skorzystać warto, bo trzy miesiące wakacji to jednak… aż trzy miesiące wakacji!

Studiowałam dziennie, mieszkałam z rodzicami, nie musiałam więc pracować w trakcie semestrów. Pracowałam regularnie jedynie na piątym roku. W każde lato jednak starałam się robić coś, po pierwsze ciekawego, po drugie – przynoszącego trochę grosza do mojej studenckiej portmonetki. Co roku kończyło się na czymś innym, jednak każdą z tych prac uważam teraz za wspaniałą przygodę. A chyba nie ma lepszego czasu w życiu na takie przygody, niż właśnie okres studiów.

Kiedy kończyłam pierwszy rok, akurat otwierały się dla nas zachodnie rynki pracy. To był ten pierwszy boom na wyspy, jeszcze nie było tam aż tak dużo Polaków jak rok – dwa lata później. Warto więc było spróbować. Wybrałyśmy z koleżanką Irlandię – bo to takie romantyczne miejsce, legendarne wręcz, w sam raz dla studentek geografii. No, a poza tym koleżanka, z którą jechałam, miała jakichś znajomych znajomych siostry w miasteczku o nazwie, której nie umiałyśmy wypowiedzieć, u których mogłyśmy się chwilę zatrzymać na początek. Wyjechałyśmy więc całkowicie podekscytowane z walizkami warzącymi tonę, bo wypełnionymi konserwami, kupionymi przez rodziców w ilościach hurtowych (całe wakacje je jadłam…). Szczęście uśmiechnęło się do nas po tygodniu poszukiwań pracy, całkowicie przypadkowo. Wypełniałyśmy jakieś aplikacje o pracę w centrum handlowym i podeszła do nas pewna pani, która przedstawiła się jako żona właściciela supermarketu w miasteczku oddalonym o 20 km. Szukał on podobno właśnie nowych osób do pracy. Pani poleciła, abyśmy przyjechały tam następnego dnia na rozmowę. No to pojechałyśmy. Było wprawdzie trochę zamieszania, bo pani zapomniała poinformować kierownictwo marketu, ale się udało. Dostałyśmy pracę w supermarkecie wraz z możliwością zamieszkania w domu pracowniczym na przeciwko z dwoma Litwinkami i Portugalczykiem. To były wspaniałe wakacje, w magicznym miejscu na wybrzeżu Irlandii, pośród wspaniałej przyrody, w naprawdę fajnym towarzystwie.

Rok później, z dwojgiem innych znajomych wybraliśmy się również w ciemno w inną część wyspy. Po tygodniu jednak zdecydowaliśmy wyruszyć do znajomych do Anglii, którzy dosyć szybko znaleźli pracę. Ruszyliśmy więc autostopem (i promem oczywiście) i wylądowaliśmy z całkiem sporą grupą przyjaciół na polu campingowym, w sadzie, pod namiotami. Mieliśmy na te kilka osób do dyspozycji jedną małą przyczepkę z czajnikiem i tosterem 🙂 To akurat była fajna sprawa. Gorzej, że ostatecznie skończyliśmy pracując w fabryce mrożonego indyjskiego jedzenia dla Tesco, po 12 godzin, od 4 rano. I to było już okropne, choć, nie powiem, całkiem w sumie zabawne. Niestety te wakacje zniszczyły mi kręgosłup, który szwankuje do tej pory…

O magii

O magii… Nie, nie tej świątecznej, ale nie mogłam oprzeć się temu iglaczkowi….

Jestem osobą bardzo emocjonalną. Potrafię w jednej chwili wspinać się na szczyty radosnej euforii, aby za chwilę wpaść w otchłań rozpaczy. Jedno złe słowo może zniszczyć cały mój dzień. Bardzo często dopada mnie rezygnacja, brak wiary w siebie, zwątpienie i czarna rozpacz. Bo tak bardzo by się chciało, a tak trudno to osiągnąć. A innym dobrze idzie, lepiej, zawsze lepiej.  Bo porównując się, wychodzę blado. We wszystkich aspektach życiowych.

Zwłaszcza teraz, kiedy tak zimno i szaro. A ja nie cierpię zimy (chyba że na gwiazdkę i w górach). Zwłaszcza, kiedy moje pomysły nie wychodzą, trzeba z czegoś rezygnować lub czemuś nie można podołać. Zwłaszcza jak się uświadomi, że tak wiele się nie umie.

Zawsze byłam z siebie dumna, że potrafiłam dostrzec i cieszyć się drobiazgami, które daje nam natura – kwiatami na drzewach, spadającymi liśćmi czy kolorami chmur przy zachodzącym słońcu. Jakoś w liceum jeszcze będąc, pamiętam, że obiecywałam sobie nawet nigdy nie przestać zauważać tych drobiazgów. Bo one strasznie szybko przemijają i zanim człowiek się nie obejrzy – drzewa przekwitną, liście spadną a słońce zajdzie.

No i gdzieś to czmychnęło… Bo tak zimno i szaro. A ja nie cierpię zimy… Bo tak bardzo by się chciało, a tak trudno to osiągnąć, etc., etc.

I wyszłam wczoraj rano z psem na spacer. I nagle wiatr zawiał tak jakoś inaczej, mocniej. I ptak przeleciał. I kolejny podmuch zwiał z pobliskiej choinki chmurę delikatnego śniegu i mnie tym śniegiem otulił. A potem taka biała cała patrzyłam jak te śnieżynki tańczą. Nie opadają, nie uciekają. Tylko tańczą w powietrzu, w górę, w dół, wokół siebie. I uderzyła mnie w głowę jak obuchem znowu ta magia.

I tak, wiem, zabrzmi to banalnie, ale dodała mi siły i wiary we własne możliwości. I śmiać mi się zachciało. I dobrze mi było.

Macie tak? Zaskakuje Was czasem ta niezwykła magia? Kiedy wszystko staje się takie oczywiste, normalne i na swoim miejscu. Kiedy wszechświat Wam mówi: uśmiechnij się głupia babo?

10 ulubionych polskich blogów

Bardzo często zaglądam na różne blogi. Zazwyczaj angielskojęzyczne, ale i do rodzimych lubię wpaść i zobaczyć, co tam nowego. Oj, sporo tego, więc moje wizyty zazwyczaj są sporadyczne. Jest jednak kilka blogów, które odwiedzam regularnie. Które przyciągają mnie swoją atmosferą, klimatem, humorem, ciekawymi treściami lub zdjęciami. Każdy z tych blogów jest inny, różnią się tematyką i charakterem. Każdorazowo jednak, całkowicie i stanowczo, lubię ich autorów, choć tylko w kilku przypadkach osobiście poznałam.

Część już Wam kilkukrotnie linkowałam, więc może znacie? Lubicie?
Jakie są Wasze typy?

Oto moja top lista!

Szafa Tosi

Taki blog, co to przy każdym jednym poście, płacze się ze wzruszenia! Taki co uskrzydla i sprawia, że wszystko jest jakieś takie bardziej sensowne! Ciepły i przyjazny. Uwielbiam!

Edyta Zając

Edyta mnie motywuje, bardzo motywuje. Do działania, planowania, systematyczności. Dodaje energii i pomaga rozumieć świat. No i z Edytą współorganizujemy super warsztaty!

My Pink Plum

Uwielbiam Magdę i jej artystyczne spojrzenie na świat! Można się tu wspaniale zainspirować i nacieszyć oczy. Całość bardzo ciepła, pełna uśmiechu i tego elektryzującego spojrzenia!

Mammamija

Stanowczo – jeden z najpiękniejszych blogów ever! Piękne zdjęcia, piękna rodzina, piękne podróże. Do pozazdroszczenia, do wracania często.

Love to Work

Blog freelancerek – dwóch, niezwykle sympatycznych sióstr, które zapewne znacie z innych projektów. Pokazują, jak pracować bez etatu, jak lubić to, co się robi. Pełno tu świetnych porad i dobrej energii.

Stay Fly

Co tu dużo pisać – śmieję się czasem do rozpuku! Zabawny blog fajnego chłopaka z Krakowa. Życiowy taki 😀

Black Dresses

Mądry, zabawny blog, pełen przemyślanych, ciekawych tekstów. Autorka potrafi wspaniale motywować, zaintrygować i inspirować. Jeden z najbardziej kobiecych blogów jakie znam.

Panna Mi i jej zabawki

Uwielbiam obie te dziewczyny – i mamę i córcię w wieku Róży. Obie tak piękne, obie zabawne i mądre. No i zawsze wiem, jaką książeczkę kupić Różyczce!

Ubieraj się klasycznie
Podziwiam autorkę! Za jej przemyślane analizy, wyczucie stylu i za to, że odkrywam coraz to nowsze odcienie kolorów!

Candy Company

Jakże słodki blog o słodkościach! Pełen niezwykłych pomysłów, pięknych zdjęć i przepisów. Sprawdzałam też sama – wypieki z Candy są przepyszne!

Warto być miłym vol.2 – edycja noworoczna

Zastanawiałam się długo, jak przywitać na blogu ten nasz Nowy Rok. Zupełnie nie miałam ochoty na podsumowania. Wolę ostatnio kierować się ku nowemu i planować. Padło więc na noworoczne przesłanie. Całkiem spontanicznie sponsoruje je literka m – miło jest być miłym. Po raz kolejny muszę o tym napisać. Bo chyba trzeba.
Pamiętacie TEN tekst o tym, że warto być miłym w relacjach biznesowych, że to się opłaca, że karma wraca? Wraca do mnie od czasu do czasu ten tekst. W różnych sytuacjach, które niestety łączy jego niezrozumienie.
Ale zacznę po raz kolejny od przykładu z życia, nie związanego akurat z tamtym materiałem. Wiecie zapewne, że posiadam sklep Lili in the Garden. Nieodłącznym aspektem prowadzenia tego typu działalności z necie są maile i wiadomości fejsbukowe od blogerek organizujących coś lub nawiązujących współpracę (cóż, sama tak działam 😀 ). Tak się jakiś czas temu złożyło, że napisała do mnie pewna blogerka, która planuje większe spotkanie z pytaniem, czy go nie wesprę. Nie zdecydowałam się i grzecznie odmówiłam. Ona odpisała, że się jeszcze przypomni. Wtedy niestety ja całkowicie pomyłkowo przesłałam jej wiadomość skierowaną do klientki, zupełnie nie związaną z tamtą konwersacją, o biżuterii, o tym, że pozostały nam z kolekcji dream ostatnie sztuki, że planujemy dostawę w nowym roku, ale modele będą już inne i że zapraszam. Mój błąd, przyznaję się. Zorientowałam się dopiero, kiedy blogerka napisała do mnie trzy dni temu, czy mogę coś powiedzieć w sprawie spotkania. Ponownie więc odmówiłam, przeprosiłam za moją pomyłkę, życzyłam udanej zabawy. Przykro mi się jednak zrobiło dziewczyny, że ją wprowadziłam w błąd, więc już chciałam jej coś zaproponować, kiedy dostałam następującą odpowiedź: „No to pasuje być slownym a nie pomyłka się zasłaniać. Tragedia kto pracuje na tym FB. Pozdrawiam.”.
I już jej nic nie zaproponowałam. I nie zaproponuję. Raz jeszcze przeprosiłam i raz jeszcze życzyłam udanej zabawy. Tylko powiedzcie mi – po co sobie zamykać drzwi na przyszłość? Gdyby była miła, może bym ją zapamiętała dobrze i kiedy ruszymy z promocją na blogach – odezwała się do niej.
Drodzy moi, wracając do tamtego starszego tekstu – już kilka razy zdarzyło mi się, że ktoś się na niego powoływał, a następnie w bardzo nie miły sposób wypowiadał się o firmie/marce, która względem niego w zachowała się w ten czy inny sposób. I to publicznie, w necie. To tak, jakby przyjąć, że to wszystko ma być jednostronne – firma ma być dla mnie miła, mnie to nie dotyczy. A wcale tak nie jest.
W firmach też pracują ludzie! Też się mylą, też o czymś zapomną. Jak każdy. Mówi się, że kto nie pracuje ten się nie myli. Czasem ktoś ma zły dzień, czasem ewidentnie przesadzi, czasem będzie naprawdę niemiły względem Was i potraktuje Was źle. Cóż… jego strata. Dziękujemy i żegnamy się. Czasem stanowczo piszemy, co nam leży na sercu. Ale wszystko w granicach przyjętych zasad dobrego wychowania. Nawet jeśli nie miło, to grzecznie. Po co sobie niszczyć humor? Po co sobie robić wrogów? Żeby komuś udowodnić, że jest gorszy? Nie – wcale nie jest! 
Bądźmy mili w tym nowym roku! Uśmiechajmy się. W mailach, w wiadomościach i tak po prostu – do ludzi. Tych swoich i tych obcych. Do pani na poczcie (tak… mi też to z trudem przychodzi), do pani w warzywniaku i do pana mechanika, który znowu coś schrzanił. Chociażby tylko po to, żeby nie schrzanił więcej 🙂 Do starszej pani, która kolejny raz się z czymś wtrąca, do innych kierowców stojących w korku i do pracowników firm, z którymi współpracujecie (dawniej lub być może w przyszłości).
To się opłaca. I to nie tylko materialnie – biznesowo, służbowo, zawodowo. Ale zwyczajnie – dzień będzie milszy, słońce wyjdzie, kogoś poznacie. I uśmiechniecie się sami do siebie.
Facebook