Posts Tagged‘przepisy’

Róża w kosmetykach naturalnych

Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Ekoistka.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.ekoistka.pl!

Symbol kobiecości. Kwiat subtelny, delikatny, ale także silny, z kolcami. Róża ma wiele odmian, lecz zawsze pozostaje oznaką piękna. Co takiego w niej jest, że od wieków uznawana jest za doskonały afrodyzjak, kosmetyk i lekarstwo? Dzisiaj poznamy tajemnice róży, które pomogą nam nie tylko zadbać o cerę, ale także o relacje z najbliższą osobą.

Uważa się, że to róża była pierwszym kwiatem, z którego wydestylowano olejek eteryczny około X wieku w Persji. Jego autorstwo przypisuje się wielkiemu arabskiemu lekarzowi Awicennie, choć prawdopodobnie był to po prostu wypadek przy pracy. Różę w tych czasach wykorzystywano jako składnik alchemicznych eksperymentów, skierowanych na przemianę metali w złoto. Być może jeden z takich eksperymentów skończył się właśnie tak aromatycznie.

Olejek różany należy do najdroższych na świecie. Spowodowane jest to ogromną ilością płatków różanych (oraz pracy ludzkiej) potrzebnych do wyekstrahowania jednej kropli olejku. Dokładniej, są to wielkości na poziomie: 4 tony płatków na 1 kg olejku! Jest on jednak bardzo skoncentrowany i niewielkie ilości wystarczają, aby w pełni docenić wagę jego zalet. Do produkcji olejku wykorzystuje się najczęściej trzy odmiany róż: różę stulistną, różę damasceńską i różę francuską. Za najlepszy i najdroższy olejek uważany jest ten produkowany z róż bułgarskich.

Róża jest kwiatem bardzo kobiecym i taki też jest olejek różany. Oddziaływuje bowiem leczniczo na kobiece drogi rodne, a zwłaszcza na macicę. Oczyszcza, reguluje i tonizuje. Pomocny jest w przypadku osłabienia mięśni macicy, skłonności do poronień, reguluje cykl miesięczny i zmniejsza krwawienie. Do tego jest łagodnym i skutecznym antydepresantem. Szczególnie poleca się go w kłopotach emocjonalnych powiązanych ze sferą intymną kobiet. Sprawia on, że kobieta potrafi się otworzyć, rozluźnić i wydobyć na wierzch własne pragnienia. Ta właściwość olejku znana była już od wieków – uważany jest on za doskonały afrodyzjak.

Olejek różany jest także cenionym produktem do pielęgnacji cery. Świetnie sprawdzi się w przypadku cery suchej, wrażliwej i starzejącej się, ale poleca się go właściwie do każdego rodzaju skóry. Tonizuje i ściąga naczynia włosowate. Ta jego właściwość sprawia, że usunięte zostają zaczerwienienia spowodowane rozszerzonymi naczynkami. Kuracja przynosi bardzo dobre efekty, ale wymaga sporo czasu.

O wiele łatwiej dostępna jest woda różana. Jest to hydrolat powstały w wyniku destylacji parą wodną kwiatów róży. Posiada dokładnie te same właściwości co olejek, ale w znacznie bardziej rozrzedzonej formie, co czyni ja bezpieczną i łatwą w użyciu. Sprawdzi się świetnie jako tonik do przemywania twarzy lub odświeżająca mgiełka. Ma działanie kojące, lekko antyseptyczne i tonizujące. Polecana zwłaszcza do pielęgnacji skóry wrażliwej, jest na pewno dobrym uzupełnieniem każdej kosmetyczki.

W naszym kraju w celach leczniczych, kosmetycznych i kulinarnych hoduje się dziką różę (Rosa canina L.). Rośnie ona u nas w pobliżu wiejskich dróg, zarośli i lasów, zatem warto czasem zebrać i wysuszyć płatki róży i jej owoce. Te ostatnie zbierane są w sierpniu i wrześniu i od razu suszone. Owoc róży jest niezwykle bogatym źródłem witaminy C, ale obecne są tu także witamina P, K, E, z grupy B i prowitamina A oraz bioflawonoidy, karotenoidy, garbniki, cukry, pektyny i kwasy organiczne (cytrynowy i jabłkowy). To właśnie z owoców dzikiej róży pozyskuje się olej, który zawiera witaminę E, sterole i nienasycone kwasy tłuszczowe. Stosuje się go w stanach zapalnych skóry, oparzeniach i trudno gojących się ranach. Warto zauważyć, że witamina C pochodząca z tych owoców jest 3-5-krotnie bardziej aktywna w organizmie niż jej syntetyczny odpowiednik, właśnie ze względu na towarzyszące jej flawonoidy i kwasy organiczne.

Dzika róża ma działanie nawilżające, zmiękczające i wygładzające naszą skórę. Jest to wynikiem właśnie jej składu, a w głównej mierze zawartości kwasów owocowych. Przyczyniają się one do rozluźnienia komórek naskórka w warstwie rogowej. Dzika róża będzie pomocna w przypadku zmian trądzikowych i potrądzikowych. Polecana jest szczególnie do cery tłustej. Dzięki obecności witaminy A i kwasu askorbinowego, dzika róża rozjaśnia skórę i zapobiega powstawaniu plam pigmentacyjnych.

Spośród kosmetyków naturalnych, zawierających róże chciałabym wam tym razem w szczególności polecić sama wodę różaną. Znajduje się ona w ofercie m.in. marki Florame czy manufaktury Lavea. Zalety róży wykorzystuje ponadto Lavera – w dwóch wersjach. W serii Faces są to produkty do pielęgnacji cery z dziką różą, a jako Body SPA pod nazwą Rose Garden kryją się cudnie pachnące balsamy do ciała, wody toaletowe czy sole i żele do kąpieli. Warto także wspomnieć o marce Logona i jej serii do cery suchej z dziką różą. Na bazie wody różanej powstały kremy fridge by yDe – 1.2 water coat i 1.3 faceguard. Polecam ponadto wspaniale pachnący peeling solny Rose z płatkami róż marki Salco au Naturel.

Zrób to sam(a)

Tym razem zachęcam was do romantycznych uniesień. Aby stworzyć różaną kąpiel wystarczy dodać kilka kropelek olejku różanego do wanny wody. Doskonale sprawdzą się tu także świeże lub suszone płatki róży oraz dwie szklanki tłustego mleka.

Warto udoskonalić codzienny krem do pielęgnacji twarzy – zwłaszcza, jeśli macie problemy z rozszerzonymi naczynkami lub chcielibyście rozjaśnić cerę. Do kremu dolejcie dwie krople olejku różanego i delikatnie je wmieszajcie. Prawdziwy olejek jest bardzo drogi, ale ze względu na to jak małe ilości są wam tu potrzebne – warto zainwestować!

Na koniec polecam tonik różany na bazie octu. Garść suszonych płatków róży zalejcie 200 ml octu owocowego i w szklanej buteleczce odłóżcie na dwa tygodnie w suche, ciemne miejsce. Po tym czasie odcedźcie ocet i rozcieńczcie go wodą różaną w proporcji 1 do 3. Takim tonikiem przemywajcie twarz rano i wieczorem. Warto także dodać dwie łyżki octu do kąpieli – wyrówna on odczyn pH skóry i zmiękczy wodę.

WODA KRÓLOWEJ WĘGIER

Woda Królowej Węgier to złotobrązowy, aromatyczny eliksir, pierwsze alkoholowe perfumy, które swą nazwę zawdzięczają Elżbiecie Królowej Węgier (1305-1381). Była ona córką Władysława Łokietka, żoną Karola Roberta Andegaweńskiego i matką króla Polski Ludwika Andegaweńskiego. Ponoć zachowała ona urodę i zdrowy, piękny wygląd do późnych lat starości. Zgodnie z legendą, recepturę wody przekazał Elżbiecie pewien tajemniczy mnich, choć uważa się także, że stworzył ją nadworny alchemik. Początkowo woda ta stanowiła destylowana nalewkę na spirytusie z rozmarynem i tymiankiem Późniejsze receptury łączą ją także z lawendą, miętą, szałwią, majerankiem, kostusem, kwiatem pomarańczy i cytryną.

Ja chciałabym wam zaproponować bardzo przyjemny przepis, który z łatwością można wykonać w domu.

Będzie potrzebowali:

  • 50g rozmarynu
  • 1/2 cytryny
  • 1/2 pomarańczy
  • 1 łyżkę mięty
  • 20g alkoholu 70-procentowego
  • 100g wody destylowanej
  • wodę różaną według preferencji

Cytrynę i pomarańczę sparzamy wrzątkiem lub kupujemy z ekologicznych upraw, niepryskane. Następnie obieramy jedynie ich zewnętrzną, tą „woskową” warstwę skórki. Siekamy ją na drobne kawałeczki i wkładamy do szklanej lub porcelanowej miseczki. Do tego dodajemy miętę i rozmaryn. Całość zalewamy alkoholem i dopełniamy wodą. Miseczkę zakrywamy folią lub ściereczką i odstawiamy na noc do naciągnięcia. Następnego dnia przecedzamy płyn przez filtr do kawy lub gazę. Woda jest mocno skoncentrowana, więc, według gustu i preferencji, możemy ją rozcieńczyć wodą różaną.
Woda jest szczególnie polecana do cery tłustej, ze skłonnością do niedoskonałości. Wygładza, tonizuje i usprawnia ukrwienie skóry. Należy stosować jako tonik, do przemywania twarzy rano i wieczorem. Po oczyszczeniu twarzy regeneruje kwasowy płaszcz ochronny skóry i łagodnie oczyszcza pory. Pozwoli zachować promienny i zdrowy wygląd cery!

Zdjęcia: Wikimedia Commons

SÓL w kosmetykach naturalnych

Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Ekoistka.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.ekoistka.pl!

Nazywamy ją białą śmiercią i przyczyną chorób cywilizacyjnych. Sól należy jednak do tej kategorii produktów, które – jeśli używane w odpowiedni sposób, z umiarem oraz rozwagą – niosą nieocenione właściwości lecznicze i kosmetyczne, o czym przekonały się już nasze babcie i prababcie. Spójrzmy zatem do solniczki…

Sól towarzyszy nam od zarania dziejów, a dokładniej od czasów prehistorycznych. Uważa się, że na terenach dzisiejszej Polski pierwsze warzelnie, które wytwarzały sól z solanek, powstały już ok. 3500 lat p.n.e. Natomiast pierwsze pisemne wzmianki o soli datuje się na 3000 lat p.n.e., a pochodzą one z egipskich dokumentów, w których mowa o konserwacji mięsa.

Sól zawsze stanowiła wartość samą w sobie. Służyła nie tylko jako przyprawa, ale konserwowała żywność. Tą jej cechę doceniano niemalże wszędzie, a zwłaszcza tam, gdzie nie istniała możliwość wykorzystania lodu do przechowywania jedzenia podczas głodu i nieurodzaju. Służyła także jako środek płatniczy – swoisty ekwiwalent pieniężny. W starożytnym Rzymie powstało nawet określenie „salarium”, pochodzące od sal – sól, które stało się podstawą angielskiego słowa „salary”, czyli pensja. Po dzień dzisiejszy w niektórych częściach świata nadal stosuje się handel wymienny – sól za inne codzienne dobra.

Sól może być jednak bardzo niezdrowa. Według opinii WHO powinno się spożywać maksymalnie 6 gramów soli dziennie, co stanowi około jednej łyżeczki do herbaty. My tymczasem, stosujemy jej nawet kilka razy więcej! I często nieświadomie. Pełne soli są gotowe dania do odgrzania, zupy instant, kostki rosołowe, wędliny, a nawet pieczywo! Nie wspominając już o fast foodach. Nadmiar soli prowadzić może do nieodwracalnych zmian w organizmie – otyłości i chorób naczyniowo-sercowych. 

Warto tu także wspomnieć o rodzajach soli dostępnych na rynku i w spożywanej żywności. Sól kuchenna, czyli chlorek sodu, jest najbardziej popularna. Często wzbogaca się ją związkami jodu. Sama posiada makro (sód, magnez, wapń) i mikroelementy (jod, mangan, żelazo, fluor i in.). Oczyszczoną wersją soli kuchennej jest sól warzona, która w 99proc. stanowi chlorek sodu. Jest stanowczo solą o niższej jakości, natomiast cechuje się bardziej słonym smakiem, jest bielsza i często drobniejsza. W wyniku odparowania wody morskiej powstaje sól morska. Jest ona najcenniejsza z punktu widzenia zawartości ważnych dla zdrowia składników. Muszę też zaznaczyć obecność we wszystkich żywych organizmach i w pożywieniu – soli mineralnych. Nie o nich jednak tu mowa.

Jak racjonalnie używać soli? Po prostu solić mniej! Zamiast niej można stosować inne, aromatyczne przyprawy. Co ciekawe, aby odzwyczaić się od znanego słonego smaku, nasz organizm potrzebuje zaledwie 2-3 dni! A różnica w nastroju psychicznym i fizycznym może być ogromna. W ciągu dwóch tygodni spadnie nam ciśnienie krwi, schudniemy też o około 1-2 kg (sól zatrzymuje wodę w organizmie). No i oczywiście – sól, którą w ten sposób zaoszczędzimy, możemy stosować jako kosmetyk!

Właściwości pielęgnacyjne i kosmetyczne soli są bardzo duże. Oczyszcza ona organizm z toksyn. Pozwala skórze pozbyć się zbędnych produktów przemiany materii. Poprawia krążenie krwi. Leczniczo sól stosowana jest przy schorzeniach alergicznych, łuszczycy, problemach dermatologicznych, reumatyzmie, bólu mięśni, rekonwalescencji po złamaniach kości, chorobach dróg oddechowych. Sól skutecznie redukuje stres i silne wyczerpanie nerwowe. Jest pomocna przy przemęczeniu – zarówno tym fizycznym, jak i psychicznym. Kąpiel w soli ma działanie wyszczuplające, redukujące cellulitis, przeciwzapalne i odkażające. Pomocna jest także w walce z rozstępami i polecana dzięki temu np. kobietom po przebytej ciąży. Najbardziej cenna jest sól z Morza Martwego. To właśnie w jego wodach znajduje się 21 minerałów, z czego 12 nie występuje w żadnych innych.

Znane są uzdrowiskowe kuracje solne z Ciechocinka, Zabłocia, Iwonicza czy z Bochni. Chciałabym wam przy tej okazji polecić bocheńską Solankę Jodowo-Bromową marki Salco au Naturel. Solanka ta stanowi doskonały dodatek do kąpieli czy inhalacji. Jest wodą bogatą w minerały i zawierającą ponad 15g na litr chlorku potasu, jodu, bromu i innych pierwiastków. Kąpiel w takiej solance pozwala skórze otworzyć pory i stymuluje proces wymiany jonowej. Solanka jest bezzapachowa, w pełni bezpieczna i zapewnia wszystkie walory pielęgnacyjnej kąpieli solnej.


W kosmetyce naturalnej sól stanowi często główny składnik soli do kąpieli i peelingów solnych. Szczególnie polecam sole marki Lavera z serii Body SPA. Mają one uwodzicielskie zapachy pomarańczy, mleka i miodu, wanilii i kokosa czy lawendy. Warto zapoznać się także z szeroką ofertą naturalnych soli dostępnych na wagę, w tym soli z Morza Martwego. Wspomnę też o dwóch peelingach solnych: Absolute Organic Scrub Solny z oliwą z oliwek i fridge by yDe Pelling do ciała – Sól z lini Professional.

Zrób to sam(a)

Własna sól do kąpieli to kwestia jedynie naszej wyobraźni i gustu! Przygotujcie szklankę soli morskiej – grubo lub drobnoziarnistej. Dodatkami do soli mogą być – suszone kwiaty, zioła, przyprawy zimowe (imbir, cynamon, goździki), suszone pomarańcze czy otręby. Zmieszajcie sól z wybranymi dodatkami i do tego dolejcie kilka kropel ulubionego olejku eterycznego. Dobrze, aby tak przygotowana sól postała w zamkniętym słoiku kilka dni. Sól będzie świetnym pomysłem na prezent lub doskonałym dodatkiem do odprężającej kąpieli.

Jeśli macie przetłuszczające się włosy podgrzejcie lekko dwie łyżeczki soli i wcierajcie ją we włosy przez kilka minut. Następnie owińcie głowę ręcznikiem na ok. 10 minut i dokładnie wymyjcie włosy.

Własny peeling solny stworzycie mieszając cztery łyżki soli morskiej drobnoziarnistej z łyżką oliwy z oliwek i łyżką miodu płynnego. Do tego dolejcie dwie kropelki olejku lawendowego lub pomarańczowego i możecie już delikatnie masować całe ciało. Pozostanie ono potem nie tylko oczyszczone, ale także odżywione i lekko natłuszczone.

KAKAO w kosmetyce naturalnej


Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Ekoistka.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.ekoistka.pl!

Po czekoladę sięgamy w chwilach zwątpienia, złego nastroju i smutku. Robimy to często podświadomie, zwabieni jej smakiem, aromatem i tą niezwykłą przyjemnością, jaką daje, gdy się ją je. Czekolada to znany od wieków afrodyzjak, przydający się nie tylko w kontekście Walentynek. Przyjrzyjmy się jej i kakao, z którego powstała.

Kakao pochodzi z Ameryki Południowej, gdzie było przysmakiem Majów i Azteków. Ci drudzy uznali go nawet za pokarm bogów. Łacińska nazwa kakao – theobroma, właśnie to oznacza. Śmiertelnikom zostało ofiarowane kakao przez boga o imieniu Quetzalcoatl. Aztekowie bardzo sobie ziarna kakaowca cenili za właściwości dodające energii i odwagi, ale przede wszystkim jako skuteczny afrodyzjak. Legenda głosi, że król Montezuma II pijał specjalnie preparowaną czekoladę w swoim haremie, który liczył nawet kilkaset kobiet! Podobno wypijał około 50 filiżanek dziennie, dzięki czemu mógł zaznać rozkoszy z tyloma właśnie kochankami.

Do Europy kakao trafiło dzięki Krzysztofowi Kolumbowi i hiszpańskim konkwistadorom. Trunek nie od razu zyskał uznanie. Zakazała go nawet święta inkwizycja, która stanowczo nie podzielała wierzeń Azteków w kwestii boskiego pochodzenia czekolady. Dużą sławę kakao zyskało w XVII i XVIII wieku, także dzięki temu, iż zaczęto eksperymentować z dodatkami w postaci wanilii czy cukru. Jego prawdziwa kariera rozpoczęła się kiedy hiszpańska kucharka prze przypadek wrzuciła nieco kakao, zamiast do wody – do mleka. Kochanka Ludwika XV, Madame du Barry, karmiła swoich zalotników właśnie czekoladą, aby rozpalić ich żądze. Stosowali ją także Casanova i markiz de Sade.

Czekolada stanowi mieszankę kakao z masłem kakaowym. Tłuszcz ten jest całkowicie naturalnym produktem, powstałym poprzez proces obróbki cieplnej i fizycznej nasion kakaowca. Nasiona te charakteryzują się bardzo bogatym i niezwykle cennym składem. Poszczególne składniki mają właściwości tonizujące, nawilżają i regenerują skórę. Dzięki zawartości flawonoidów opóźniają procesy starzenia się skóry. Ponadto czekolada zawiera wapń, żelazo, magnez i fosfor oraz witaminy z grupy B, A i E. Najciekawszymi składnikami są jednak dwie substancję, sprawiające, że czekolada jest tak wyjątkowa. Pierwsza z nich tryptofan, dzięki któremu w organizmie wytwarza się serotonina, dająca nam poczucie szczęścia i spokoju. Druga to fenyloetyloamina, która zwana jest „czekoladową amfetaminą” i wywołuje uczucie podekscytowania! 

Czekolada jest także lekarstwem. Zawarte w niej katechina, epikatechina i procyjanidyna pomagają w dolegliwościach kardiologicznych – zapobiegają miażdżycy i zakrzepom krwi. Są to także naturalne przeciwutleniacze, przez co tłuszcz zawarty w czekoladzie nie jełczeje. Dzięki polifenolom z ziaren kakaowca, poprawiamy pracę naszego układu krążenia i neutralizujemy działanie tzw. złego cholesterolu. Należy pamiętać, że jedna tabliczka gorzkiej czekolada dziennie chroni nas przed chorobami serca. Warto tu także przytoczyć badania japońskich naukowców, którzy stwierdzili, że czekolada zawiera substancje, które zapobiegają, o dziwo, próchnicy!

W kosmetyce wykorzystuje się w głównej mierze masło kakaowe, ale także samą czekoladę. Znane są już doskonale czekoladowe terapie SPA. Pamiętajmy jednak, że w takiej czekoladzie kosmetycznej zawarte są także inne składniki. Miazga kakaowa to jedynie około 50% produktu. Pozostałą część stanowią np. oleje – ze słodkich migdałów, oliwa z oliwek czy olej winogronowy. Często dodawane są także: kofeina, algi, odżywczy miód, imbir lub orientalne przyprawy i owoce. Masaż czekoladowy doskonale odpręża, odżywia i stymuluje skórę. Ma działanie modelujące i antycellulitowe.

Wiele firm na świecie proponuje eko-kosmetyki, których głównym składnikiem jest certyfikowane ekologicznie masło kakaowe (np. krem Cocoa Butter firmy Janson, Cacao Butter firmy Styx, czy krem odżywczy do suchej skóry firmy Themis). Spośród kosmetyków naturalnych dostępnych w Polsce chciałabym szczególnie polecić Krem z Masłem Kakaowym firmy Sante. Jest wielofunkcyjny, ale wyjątkowo zadowolone będą z niego młode mamy, którym pomoże w walce z rozstępami. Poza tym warto wspomnieć o marce Madara oraz jej Kremie Modelującym Sylwetkę i Kremie Antycellulitowym, które w składzie mają także masło kakaowe. Także o marce Raw Gaia i jej Ekologicznej Czekoladowej Maseczce do Twarzy, która zawiera mielone ziarno kakaowca, czerwona glinkę, proszek z korzenia kurkumy oraz proszek z owoców amla. Warto wypróbować!

Zrób to sam(a)

Aby przyciągnąć do siebie wymarzonego partnera polecam samemu wykonać czekoladowy balsam do ust. W tym celu przygotujcie 1 łyżeczką masła kakaowego, 1 łyżeczkę oleju kokosowego oraz ¼ łyżeczki startej gorzkiej czekolady. Wszystkie składniki stopcie razem w kąpieli wodnej i przelejcie do małego pojemniczka. Gdy ostygnie, balsam jest gotowy do czarowania.

Aby samemu w domu stworzyć czekoladowe SPA kąpielowe wystarczy przygotować pół szklanki czekolady w proszku, ¼ szklanki sody oczyszczonej, ¼ szklanki zmielonych na proszek otrębów i ¼ szklanki mleka w proszku. Wszystko dokładnie mieszamy i dosypujemy do wanny pod strumień wody. Zapalmy w łazience kilka świeczek i relaksujemy się w czekoladowej odżywczej wodzie.

Podczas kąpieli możemy wykonać kakaowy peeling. W tym celu 1/4 szklanki kakao mieszamy z 1/4 szklanki cukru (najlepiej brązowego). Do tego dolewamy trzy łyżki oliwy w oliwek i delikatnie masujemy ciało.

Po chwili relaksu nałóżmy czekoladową maseczkę łagodząco-odżywczą na twarz. Łyżeczkę kakao zmieszajmy z łyżeczką płynnego miodu i łyżeczką jogurtu naturalnego. Taką mieszaninę nakładamy na twarz na 15 minut i dokładnie zmywamy wodą. Polecam!

MIÓD w kosmetyce naturalnej

Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Ekoistka.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.ekoistka.pl!

Lipowy, gryczany, spadziowy, akacjowy czy może wrzosowy – jaki miód najbardziej lubicie? Niezastąpiony przy słodzeniu herbaty albo jako dodatek do wiejskiego twarożku, może mieć zbawienne działanie również zewnętrznie – jako kosmetyk do każdego rodzaju skóry. Polecam zatem wypróbować tę słodką pszczelą substancję i przekonać się, jak nieocenione może mieć wpływ na zdrowy i promienny wygląd cery.
Jak większość naturalnych dobroczynnych substancji, miód także wykorzystywany był w celach leczniczych i kosmetycznych od zarania dziejów. Znane nam już Kleopatra czy piękna Poppea, żona Nerona, dodawały miód do swoich kąpieli mlecznych. Dzięki temu zachowywały promienną, jedwabistą skórę. Uczniowie Hipokratesa, zwanego ojcem medycyny, stosowali i opisali ponad 300 przepisów leczniczych opartych na miodzie. Ciekawostką jest, że miód w starożytnym Egipcie był stosowany jako środek antykoncepcyjny, po zmieszaniu go z utartą korą akacji i daktylami. Od początków istnienia produkcji masowej kosmetyków, miód stanowił istotny ich składnik. Do dziś producenci chętnie powracają do tej niezwykłej substancji. 
Patrząc od strony naukowej, miód jest stężonym roztworem cukrów, takich jak glukoza i fruktoza. Stanowi cenne źródło enzymów, kwasów organicznych, witamin takich jak A, B1, B2, B5, B6, C, D, PP i K, soli mineralnych, białek, związków azotowych, pierwiastków mineralnych i olejków eterycznych. Miód zawiera także substancje bakteriobójcze. Pomaga w usuwaniu toksyn, ma działanie przeciwzapalne, antybiotyczne i przeciwbólowe. Łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie ran i likwiduje obrzęki. Jednocześnie nawilża, odżywia zmęczoną skórę i pozwala zachować odpowiedni stopień jej wilgotności. Zawarte w nim katechiny opóźniają proces starzenia się komórek, a rutyna pomaga wchłaniać witaminę C i poprawia ukrwienie. Stosowanie zewnętrzne miodu sprzyja także usuwaniu martwego naskórka, dzięki czemu jest substancja oczyszczającą i istotną w walce z rozszerzonymi porami.

Właściwości lecznicze miodu zależą w głównej mierze od roślin, z których powstał. I tak, miód lipowy działa uspokajająco i lekko nasennie. Dla kontrastu, wielokwiatowy poprawia odporność organizmu i dodaje energii. Miód spadziowy stosuje się w leczeniu chorób dróg oddechowych i cukrzycy, a akacjowy – przy chorobach układu trawiennego i nadkwaśności. Miód wrzosowy przynosi ulgę cierpiącym na schorzenia dróg moczowych czy zapalenia gardła, a rzepakowy pomaga na schorzenia związane z krążeniem i sercem.

Warto tu także wspomnieć o innych substancjach pochodzenia pszczelego, które także posiadają właściwości odżywcze i lecznicze. Kit pszczeli, czyli propolis, poprawia wzrok, łagodzi stany zapalne jelit, poprawia koncentrację i kondycję psychiczną. Dodatkowo leczy dolegliwości dermatologiczne, takie jak łuszczyca, egzema, oparzenia czy wypryski i podrażnienia. Pyłek pszczeli wspomaga przemianę materii, wzmacnia organizm, zapobiega anemii, ma silne działanie antydepresyjne i detoksykacyjne. Stosując go na skórę, odżywia ją i odmładza. Wosk pszczeli natomiast stanowi cenny składnik wielu kremów i maści. Delikatnie zmiękcza i uelastycznia skórę. Leczniczo stosuje się go w przypadku wielu chorób skórnych.

Delikatny aromat miodu doskonale łączy się z wanilią czy mlekiem. Taka kompozycja często występuje w kosmetykach naturalnych. Przykładem może być seria Lavery – Body SPA Honey Moments. Właściwości miodu połączono z zaletami mleka, tworząc balsam do ciała, olejek do kąpieli, żel pod prysznic czy wodę toaletową. Polecam też pomadkę ochronną do ust Kiss of Honey oraz szampon miodowo-mleczny do włosów zniszczonych marki Neobio. To, co najlepsze ze zbóż, bawełny i właśnie miodu odnajdziemy w kremie odżywczym Delikatny Skarb Equavie. A do codziennego stosowania niezastąpione będzie mydło z miodem i płatkami owsianymi marki Essential Care.


Miód stanowi niezwykłą inspirację oraz produkt stosowany do zabiegów w salonach SPA. Coraz częściej oferowane są miodowe masaże, oparte na naturalnym miodzie. Do tego proponuje się kąpiele parowe z wykorzystaniem właśnie miodu. Jednym z pomysłów na specjalizację hotelowego SPA bywa apifitoterapia, czyli leczenie i kuracje wykonywane przy pomocy produktów pochodzenia pszczelego – zarówno w kontekście kulinarnym, jak i kosmetycznym.

Zrób to sam(a)

Na początek proponuję bardzo łatwą w przygotowaniu, a jednocześnie skuteczną wodę do przemywania twarzy. Wystarczy rozpuścić łyżkę miodu w dwóch litrach przegotowanej ciepłej wody i przemywać nią twarz rano i wieczorem.

Wspaniałą odżywczą kuracją dla cery będzie maseczka różano-miodowa. Dwie łyżki płynnego miodu należy dokładnie połączyć z dwoma łyżkami oleju ze słodkich migdałów i 5 kroplami olejku eterycznego różanego. Taką miksturę wmasowujemy w twarz i relaksujemy się prze ok. 15 minut. Po tym czasie twarz opłukujemy lub oczyszczamy za pomocą toniku.

Osobną kategorią są kąpiele miodowe. Polecam wam np. kąpiel lawendowo-miodową. Do jej wykonania potrzebujemy dużą garść suszonych kwiatów lawendy, jedną filiżankę pełnego mleka lub śmietanki oraz 1/2 filiżanki płynnego miodu. Kwiaty lawendy mielimy w blenderze na drobny proszek, który następnie mieszamy razem z mlekiem i miodem, a następnie dodajemy do wanny pełnej wody.

Warto także wypróbować maskę do włosów zmęczonych i matowych. Dwie łyżki płynnego miodu mieszamy z dwoma łyżkami oliwy z oliwek. Taką maź wcieramy w wilgotne włosy i nakładamy na nie ręcznik. Po 30 minutach dokładnie je myjemy. Maska doskonale odżywi, wygładzi i doda blasku włosom.

MASŁO SHEA w kosmetykach naturalnych

Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Ekoistka.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.ekoistka.pl!

Masło shea, masło karité, olej z masłosza, masło galam – wiele nazw na jedno niezastąpione naturalne masło. Tym razem przyjrzymy się produktowi, który staje się coraz bardziej popularny w Polsce w swojej czystej postaci, a jego wartość doceniają kobiety na całym świecie.

Jeśli szukacie masła shea w kosmetyku, kryje się ono pod łacińską nazwą Butyrospermum parkii. Imię swe zawdzięcza szkockiemu podróżnikowi Mungo Park’owi, który w XVIII w. jako pierwszy przyjrzał się roślinie od strony naukowej. Pierwszy człon nazwy jest połączeniem słów: butyro czyli masło oraz spermum – nasienie. Nazwa angielska „shea” być może pochodzi z języka afrykańskiego bambra i znaczy „święty”. Faktycznie, dla tamtejszych ludów, wydaje się ono niemal święte – jego owoce stanowią pożywienie, leczą i używa się ich do rytualnych namaszczeń.

Masłosz Parka, zwany również drzewem masłowym, porasta region centralnej Afryki i jest drzewem dorastającym do 25 m wysokości. Uprawia się go na przemysłową skalę m.in. w Sudanie. Co ciekawe, owoce, z których powstaje masło shea, drzewo to rodzi dopiero po dwudziestu latach istnienia. Największe plony osiąga po półwieczu od posadzenia. Orzechy wyglądem i wielością przypominają znajome nam małe śliwki lub oliwki. W odróżnieniu od nich jednak zawierają aż 50 proc. tłuszczu. Na sawannach Afryki sezon zbierania plonów jest wielkim świętem. Według tradycji rozpoczyna go wspólny posiłek i zabawa, a owoce tego świętego drzewa mogą zbierać jedynie kobiety.

Tłuszcz masłosza, w zasadzie nie posiada zapachu i stanowi białą, dosyć twardą masę. Duża zawartość kwasów i katechin zabezpiecza go przed jełczeniem. Dzięki temu jego trwałość przekracza nawet dwa lata. Wykorzystywany jest zarówno w celach kosmetycznych, jak i spożywczych. Aby go rozsmarować na skórze, należy go najpierw lekko ogrzać w dłoniach. Wartość energetyczna masła to 9000 kcal/kg.

Ale właściwie dlaczego masło shea jest tak cenione? W jego składzie odnajdujemy m.in. kwasy tłuszczowe (oleinowy, stearynowy, palmitynowy i linolenowy), witaminy E i F, nienasycony kwas oleinowy, trójglicerydy, woski, alkohole trójterpenowe czy allantoinę. Surowe masło jest bogate w katechiny, kwas galusowy i kwas cynamonowy, które mają właściwości antybakteryjne, przeciwzapalne i chronią skórę przed promieniami UV, co ma duże znaczenie w gorących krajach Afryki. Masło jest idealnie tolerowane przez skórę, ponieważ kombinacja kwasów tłuszczowych w nim zawartych przypomina skład kwasów warstwy rogowej naskórka. Wśród mydlarzy masło karité jest szczególnie cenione, gdyż, w porównaniu z innymi znanymi nam tłuszczami, zawiera duży procent tzw. niezmydlanych trójglicerydów. Jest to o tyle istotne, że ta niezmydlona część w mydle ma właśnie działanie pielęgnacyjne i natłuszczające skórę. W Afryce masło stanowi uniwersalny lek, łagodzący podrażnienia, pomagający w stanach zapalnych skóry oraz na wszelkie problemy dermatologiczne.

Drążąc ten temat, dodam także, że masło shea powinniśmy wszystkie posiadać w swojej łazience, dokładnie tak samo jak np. olejek lawendowy! Dzięki swojemu działaniu pielęgnacyjnemu w pełni zastąpi markowe balsamy do ciała. Zawiera naturalne przeciwutleniacze, co opóźnia procesy starzenia. Nawilża, wygładza, odżywia i regeneruje. Przywraca skórze jędrność i elastyczność. Pomaga w walce z rozstępami i bliznami. Chroni przed niekorzystnymi działaniami bodźców zewnętrznych i pogody, w tym promieni słonecznych. Wykorzystuje się go także w przypadkach poważnych zaburzeń dermatologicznych, ale także przy reumatyzmie, bólach mięśniowych i stawów. Doskonale nadaje się do pielęgnacji wrażliwej skóry niemowląt.

 Producenci kosmetyków naturalnych w pełni doceniają zalety masła shea. Masło to (w czystej postaci, z eko-certyfikatem) sprzedawane jest np. przez francuskie marki Cattier czy L’Occitane. Stanowi ono także składnik wielu kremów, balsamów, lotionów i produktów pielęgnacyjnych. Jest ich tak dużo, ze polecę tylko kilka. Zacznę od świetnych brytyjskich kosmetyków Balm Balm. Masło karité jest głównym tłuszczowym składnikiem m.in. balsamów do twarzy tej marki – bezzapachowego, różanego i z drzewem herbacianym, a także bezzapachowego balsamu dla dzieci i niemowląt. Marka Figs & Rouge produkuje retro balsamy do ust, zawierające spory procent naszego masłosza i będące wyjątkowym, niezbędnym elementem torebki każdej z pań. Polecam także zawierające masło shea: Equavie Krem Odżywczy Soft Treasure, Lavery – Fluid do twarzy Neutral z bio-wiesiołkiem i bio-rokitnikiem, Neobio Cherry Bossom Krem na dzień i noc czy Sante Lotus Krem 24h.

Zrób to sam(a)
Na szaroburą zimę najlepsza będzie spora dawka mocnego antydepresanta, jakim jest olejek pomarańczowy. Aby wykonać domowy balsam pomarańczowy do ust i rąk, należy dwie łyżki masła shea roztopić na kąpieli wodnej. Do tego dodajemy łyżeczkę oleju ze słodkich migdałów. Gdy odrobinę ostygnie, dodajemy 5 kropel olejku pomarańczowego i dokładnie mieszamy. Następnie przelewamy do małego słoiczka i czekamy aż stężeje.

Na łamliwe i pozbawione blasku włosy, szczególnie w okresie zimowych, niekorzystnych warunków pogodowych, z pewnością pomoże maseczka z masła shea. Wystarczy je lekko zwilżyć i rozprowadzić na całej długości niewielką warstwę tłuszczu. Następnie włosy zawijamy ręcznikiem na 20 minut i po tym czasie dokładnie myjemy głowę. Włosy będą gładkie i odżywione oraz odzyskają wigor i elastyczność.

Jeśli mamy problemy z paznokciami i skórkami wokół nich, przesuszone, szorstkie dłonie, twardą skórę na łokciach i kolanach, spierzchnięte usta, wrażliwą, skorą do podrażnień skórę na nogach po goleniu, lekkie zaczerwienienia, ranki, oparzenia czy ukąszenia – stosujmy masło shea naturalne, w postaci nieprzeobrażonej. Jest ono dostępne w większości sklepów z kosmetykami naturalnymi i żywnością ekologiczną (nie musi to być jakaś wielka marka, wystarczy sprawdzić na opakowaniu czy mamy do czynienia ze 100proc. masłem, najlepiej gdyby posiadało ono ekocertyfikat). Masło shea stanowi także świetne rozwiązanie w przypadku skóry alergicznej. Osobiście proponuję masełko przetopić do własnego, wygodnego pojemniczka i trzymać je zawsze pod ręką!

Facebook