Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9466

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9474

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9479

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9485

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9495

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9498

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9518

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9523

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9544

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9551

Posts Tagged‘kulinarnie’

Kuleczki karmelowo-sezamowe

Lubicie sezamki? Ja je zawsze uwielbiałam. Kiedy byłyśmy z siostrą małe, dziadek zostawiał nam albo sezamki albo gumy rozpuszczalne na szafce. Tak, abyśmy po przebudzeniu się mogły je tam odnaleźć i zjeść jeszcze przed śniadaniem. Uwielbiam ten smak. Postanowiłam więc zrobić małą sezamkową wariację. Słodziutką, bo z sosem karmelowym. Idealną na przyjęcie dla dzieci. Polecam Wam dzisiaj kuleczki karmelowo-sezamkowe.
Do ich wykonania przygotujcie
  • szklankę sezamu
  • pół szklanki mleka zagęszczonego
  • pół szklanki cukru białego
  • pól szklanki cukru brązowego
  • dużą łyżkę masła
  • łyżeczkę aromatu np. migdałowego
Do garnka o grubym dnie wlejcie mleko i wrzućcie cukry i masło. Całość gotujcie na małym ogniu, co chwilę mieszając, do rozpuszczenia się składników, a potem jeszcze przez kilka minut, do lekkiego zgęstnienia. W między czasie dolejcie też aromat. Masa będzie się gotować, więc pamiętajcie o mieszaniu! Sos zdejmijcie z ognia i odstawcie w chłodne miejsce, do ostudzenia, a potem na godzinkę-dwie do lodówki. Dzięki temu będzie chłodny i gęsty.
Do miski wsypcie sezam i dodajcie do niego kilka łyżek sosu karmelowego. Po zmieszaniu całość ma mieć gęstą konsystencję, idealną do formowania kulek. Odrywajcie kawałki sezamowego ciasta i w rękach twórzcie małe kuleczki. Włóżcie je w papilotki na pralinki. I gotowe! Najlepiej przechowywać je w chłodzie. Pozostały sos karmelowy dodajcie do lodów 🙂

O szczęściu, jagodziankach i lodach morelowych

Moja Róża jest szczęśliwa, a ja to jej szczęście często podglądam. I zachwycam się nim. I zazdroszczę jednocześnie. Drobne rzeczy, lody, piaskownica, gołębie, sprawiają, że cała promienieje. Ale nie tak zwyczajnie, nie tak jak my. Ona promienieje całą sobą, zachwyca się i chłonie wszystko, co napotyka na swojej drodze. I zoo i łąkę, i osiedlowy plac zabaw, i las, i supermarket… Po czym w jednej chwili potrafi przejść ze stanu pełnego szczęścia do całkowitej beznadziei, aby po kolejnej krótkiej chwili znowu cieszyć się w najlepsze. I niby to kobiece i normalne, ale jest w tym coś… hmm… organicznego… naturalnego… prawdziwego. I pięknego. Też chciałabym tak intensywnie przeżywać każdy moment, być stale w ruchu, w zachwycie, w poznaniu (nie, nie – nie w Poznaniu!).
Róża śmieje się do rozpuku. Śmieszą ją doprawdy głupoty, ale jak się śmieje to cała, calutka. Każdą częścią swojego ciała. Głęboko, radośnie i z pasją. Nie pamiętam, kiedy ja się aż tak śmiałam… Choć nie, przepraszam, faktycznie – było tak, kiedy przyszły pierwsze upały i postanowiłam ulżyć nieco naszej kudłatej Misi. Chwyciłam więc za nożyczki i bardzo nieudolnie zabrałam się do strzyżenia. Kiedy już skończyłam i popatrzyłam na biednego zdziwionego psa i jego szramy i szlaczki i wystające gdzie nie gdzie kłaczki, wybuchłam tak wielkim śmiechem, że aż się popłakałam. I śmiałam się i śmiałam… Aż mój mąż nie naprawił wszystkiego maszynką do włosów. Ale kiedy, poza tą sytuacją, opanowała mnie taki śmiech? Nie wiem.
Chciałabym mieć w sobie tyle radości. I tak intensywnie emanować szczęściem.

Przy okazji Różanych refleksji naszła mnie jeszcze jedna. A mianowicie taka, że wiele szczęśliwych chwil obraca się wokół jedzenia. A samo jedzenie jest jedną z najprostszych, a jednocześnie największych radości. Najprzyjemniej wspominam kosztowanie nowych smaków na wakacjach czy zapiekanki na Kazimierzu po spotkaniu z przyjaciółmi. Pamiętam jak jednego lata, kiedy byłyśmy jeszcze z siostrą małymi dziewczynkami i spędzaliśmy trzy tygodnie w domkach kempingowych, rodzice kupli największe, jakie do tej pory widziałam, hot dogi. Kukurydza wysypywała się na plastikową tackę, a keczup i majonez irytująco brudziły ubrania. Jakże one smakowały…
Z innych wakacji pamiętam jagodzianki. Trzeba było biec po nie rano, przed śniadaniem, do budki w ośrodku wczasowym. Szybko się kończyły, więc nie często udawało się je zdobyć. I nigdy później nie jadłam już tak dobrych jagodzianek, tak pełnych jagód, tak puszystych. Choć pewnie nieco koloryzuję, bo dzieckiem wtedy byłam…

Zrobiłam więc te jagodzianki w końcu sama. Pierwszy raz, dla Róży. Takie mini jagodzianki. Żeby jej też się z wakacjami kojarzyło. I z mamą. Pierwszą turę pochłonęłam głównie ja, ale tak to już jest, jak człowiek jest z siebie dumny i poszukuje smaków dzieciństwa. I lody postanowiłam sama robić. Takie kombinowane, z produktów, które akurat mnie zainspirują. Mam w końcu bzika na punkcie foremek wszelakich, więc jak zauważyłam nową biedronkową dostawę, musiałam się zaopatrzyć w takie w kształcie plastrów miodu. Ktoś też je kupił? No, a jak już te pszczółki były na nich obecne, to i lody musiały być z miodem. I z morelami, bo sezon przecież. I Róża była taka szczęśliwa!

Mini jagodzianki
Składniki:
  • dwie garście jagód
  • 2-3 łyżki cukru
  • pół opakowania drożdży
  • 150 ml mleka
  • 3 szklanki mąki
  • cukier puder
  • 2 łyżki miękkiego masła
W wysokim naczyniu mieszamy rozdrobnione drożdże z mlekiem (które powinno mieć temperaturę pokojową), łyżeczką cukru oraz mąką – do konsystencji śmietany. Całość odstawiamy w ciepłe miejsce i przykrywamy suchą ściereczką, aż mniej więcej podwoi swoją objętość. Wtedy przelewamy drożdżową mieszaninę do dużej miski i stopniowo dodajemy mąkę oraz około 2-3 łyżki cukru pudru, wyrabiając ciasto. Kiedy jeszcze lekko się lepi do rąk, dokładamy miękkie masło i ponownie wyrabiamy, aż powstanie zwarta kula. Ciasto w misce przykrywamy ściereczką i ponownie odstawiamy do urośnięcia w ciepły kąt. Jagody mieszamy z cukrem. Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę wysypaną mąką, rozwałkowujemy na grubość około pół centymetra i wykrawamy nieduże koła. Lepimy małe pierożki z nadzieniem z jagód z cukrem, które odkładamy na blachę wyłożona papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika na 180 stopni, aż się lekko zarumienią – około 20 minut. Gotowe posypujemy obficie cukrem pudrem.
Lody morelowo-miodowe
Składniki: 
  • 5-6 moreli
  • duży serek waniliowy
  • 2-4 łyżki miodu – do smaku
Morele myjemy i wyciągamy z nich pestki. Miksujemy je razem z miodem na owocowy mus. Część wylewamy na spód foremek, a resztę mieszamy z serkiem waniliowym i uzupełniamy mieszaniną foremki. Gotowe ostawiamy na kilka godzin do zamrażalnika. Kiedy stwardnieją, lody są gotowe i… pyszne!

Kulinarnie: Pomysły na pomidory

Sezon pomidorowy w pełni! Pomidory w końcu wyglądają i smakują. Czas najwyższy eksperymentować! Ja mam dzisiaj smak na poniższe cuda!

Swoją drogą, gdzie, no gdzie ja się pytam, są te wszystkie kolorowe, małe i duże odmiany pomidorów? Bo na moim straganie najwyżej znajduję dwie. I to obie czerwone! Na pobliskich podobnie. No to gdzie one są?



1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8
i…rodzaje pomidorów

I jeszcze polecam zeszłoroczny post pomidorowy – o przeciwsłonecznym ich działaniu – TUTAJ!

Follow on Bloglovin

Wiśniowe SPA Sielskie i najwspanialsze ciasto wiśniowe

Gdybym miała własne SPA, jak to kiedyś sobie marzyłam (choć miało się znajdować na wyspie Puka Puka w archipelagu wysp Tuamotu w Polinezji Francuskiej…) serwowałabym swoim gościom menu sezonowe. Zupełnie jak w restauracjach. Z tą różnicą, że tam karmimy się od środka, a tutaj karmimy nasza skórę. W sezonie wiśniowym proponowałabym zabiegi bardzo wiśniowe!
Albo inaczej… Wyobraźcie sobie siebie w małej wiejskiej pobielanej chatce, pośród pól, łąk i sadów. Nazbierałyście kosz wiśni, od rana drylujecie je, słuchając radia. Potem na małym ogniu smażycie z nich konfitury, przelewacie je do słoiczków. W między czasie pieczecie ciasto z wiśniami, spoglądając co rusz przez okno na powoli przesuwające się po niebie chmury. Zmęczenie dopada? Sięgacie do lodówki po maślankę od zaprzyjaźnionej gospodyni, na półkę po cukier i… maszerujecie do łazienki… na chwilę relaksu! Wydobyć z wiśni to, co w nich najlepsze. Dać odetchnąć zmysłom i ciału. Serwujecie sobie wspaniałe Wiśniowe SPA Sielskie!

Przegryzając najlepszym pod słońcem wiśniowym ciastem!

U teściów w ogrodzie rosną dwie wiśnie. Jedna niestety już ogłosiła koniec sezonu, druga natomiast wdzięczyła się ostatnio w swym pełnym i bujnym rozkwicie! I jak tu tego nie wykorzystać? Nazbierał więc mąż cały kosz wiśni i zawieźliśmy to dobro do domku. Efekty? Nastawiona nalewka, nasmażone konfitury, ciasto upieczone. No i wiśniowe SPA zaliczone! A takie jest przyjemne, że polecam Wam wszystkim!!

Wiśniowe SPA Sielskie

Składniki

Krok 1 – tonik wiśniowy

  • 2-3 łyżki soku z wiśni – najlepiej powstałego podczas drylowania wiśni, jako efekt uboczny

Krok2 – peeling wiśniowy

  • 5 łyżek cukru
  • 2 łyżki konfitury wiśniowej
  • 1 łyżka ulubionego oleju

Krok3 – lotion wiśniowy

  • 200ml maślanki
  • garść świeżych wiśni
  • 1 łyżka płynnego miodu

Przygotujcie sobie trzy miseczki. Do jednej nalejcie soku z wiśni. Możecie, choć nie musicie rozcieńczyć go wodą kwiatową lub zieloną herbatą. W drugiej zmieszajcie cukier, konfiturę i olej tak, aby uzyskać jednolitą konsystencję pillingu (jeśli dostaną się do niego całe wiśnie, lepiej je zjeść lub wyrzucić). 
Garść wiśni wymyjcie i wydrylujcie, a następnie zmiksujcie je np. w blenderze. Wiśniowy miąższ połączcie z maślanką i miodem i wlejcie taki lotion do ostatniej miseczki. Teraz przenieście je do łazienki, zamknijcie się w niej i stwórzcie przyjemny, kameralny nastrój.

Wasz  wiśniowy rytuał zacznijcie od przemycia sokiem wiśniowym na waciku twarzy. Dajcie mu się delikatnie wchłonąć, a pozostałość spłuczcie letnią wodą. Następnie w wannie lub pod prysznicem wymasujcie całe ciało peelingiem. Możecie także bardzo delikatnie wykonać peeling twarzy. Na koniec sięgnijcie po lotion i myjcie nim całe ciało niczym żelem pod prysznic, ale  nie spłukując go od razu. Dajcie mu się wchłonąć. Pamiętajcie także o twarzy. 
Po chwili spłuczcie wszystko letnią wodą, zawińcie się w szlafrok i przejdźcie do wygodnego fotela, gdzie czekać na Was powinna herbatka z najwspanialszym pod słońcem wiśniowym ciastem…

Najwspanialsze pod słońcem wiśniowe ciasto

Składniki

  • 700-800g wiśni
  • 125 g masła + nieco do nasmarowania foremki
  • 125g trzcinowego cukru
  • laska wanilii
  • 3 jajka
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 200g mąki
  • nieco soku z cytryny
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • cukier puder do posypania

Wiśnie myjemy i drylujemy. W dużej misce ucieramy na jednolitą masę miękkie masło, cukier oraz nasionka z przekrojonej laski wanilii. Do tego dodajemy jajka i ponownie dobrze ucieramy. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i przesypujemy do ciasta. Całość dobrze łączymy i przekładamy do nasmarowanej masłem foremki. Na wierzchu układamy wiśnie, które skrapiamy sokiem z cytryny i polewamy delikatną strużką płynnego miodu. Ciasto wkładamy do piekarnika na 180 stopni na około 50 minut. Gotowe posypujemy obficie cukrem pudrem. Świetnie się sprawdzi w towarzystwie waniliowych lodów lub świeżo ubitej śmietany.

Różane 2. urodziny Róży

W końcu się urodzinki odbyły! Moja córeczka dwa latka skończyła 17 czerwca, ale ze względu na różne nasze rozjazdy jej urodzinowe przyjęcie odbyło się dopiero w tą niedzielę. Pogoda niestety nie dopisała, ale za to nastroje bardzo! Róży towarzyszyło troje małych przyjaciół, w tym dwóch kandydatów na przyszłego męża! Było wesoło i kolorowo!
W przygotowaniach wykorzystałam coś niecoś z wyszukanych inspiracji. Sprawdziły się chociażby melony i arbuzy z fetą i ziołami. Bardzo polecam! Smak zaskakujący i orzeźwiający. Po części jednak kierowałam się własnymi pomysłami i własnymi przepisami. Bardzo lubię tak kolorowo kombinować!
Motywem przewodnim były różyczki. A jakże! Chyba najprostszy, w tym wypadku, motyw do wymyślenia. Dzień wcześniej mój mąż skoro świt pojechał na giełdę kwiatową i zaopatrzył nas w śliczne małe różowe róże. Doskonale komponowały się z mandarynkami, do których część z nich była przyczepiona. Pozostałe znalazły swoje miejsce w filiżankach.
Nad tortem pracowała moja siostra i trzeba przyznać, że wyszło jej różane arcydzieło! Tort bowiem miał różany zarówno smak jak i wygląd. Był elegancki i pyszny. Szczerze polecam!
Tych z Was, którzy nie mieli okazji, zapraszam do wglądu w zeszłoroczne urodzinki pod znakiem wesołej chmurki – TUTAJ! A poniżej kilka sprawdzonych tegorocznych przepisów!

Różany Tort Ali

Składniki:
biszkopt: 
3 jajka,
szklanka mąki,
szklanka cukru pudru,
3 łyżki wody,
cukier wanilowy,
proszek do pieczenia,
sól

Żółtka należy oddzielić od białek, a następnie utrzeć żóltka z cukrem i cukrem wanilowym do białości, dodać mąkę i wodę. Ubić białka ze szczyptą soli i delikatnie połączyć. Całość trzeba piec w ok 180 stopniach przez ok 30-40 minut.

krem:
serek mascarpone,
półtora tabliczki białej czekolady,
250 ml śmietanki 30%,
pól słoika marmolady o smaku różanym
Serek mascarpone trzeba utrzeć i dodać 2/3 rozpuszczonej w kąpieli wodnej czekolady, a następnie całość zmiksować i podzielić na 2 części. Do jedenej dodać marmoladę, do drugiej resztę czekolady i zmiksować obie. Następnie należy ubić śmietankę i podzielić na 2 części, które wymieszamy z oboma kremami.

Kolejny krok to przecięcie biszkoptu, napączowanie go np. kilkoma łyżkami wody różanej i przełożenie różaną masą. Na wierzch i boki nakładamy masę białą.
Na to idzie polewa z pół kostki masła, ok 3 łyżek kakao i 2 łyżeczek cukru, rozpuszczone na ogniu i zmiksowane, a następnie fantazyjnie polane na wierzchu tortu.

Tarty Ady

Spód – ciasto kruche
Na przykład STĄD!
Nadzienie nakładamy na upieczone ciasto.

Tarta szpinakowa
Składniki:
opakowanie szpinaku liściastego
dwa małe albo jeden duży serek brie
serek śmietankowy typu Ostrowia
jajko
2 ząbki czosnku
pieprz, sól
odrobina oleju
suszone pomidory z czosnkiem i bazylią

Na patelni rozgrzewamy olej i na to wrzucamy lekko rozmrożony szpinak. Gdy zmięknie dodajemy rozdrobniony czosnek, sól i pieprz do smaku. Cały czas mieszamy. Po 3 minutach przekładamy do miski, do której dokładamy także pokrojony ser brie, serek śmietankowy i jajko. Całość mieszamy i przekładamy na spód tarty. Na wierzch sypiemy mieszankę przypraw –  suszonych pomidorów, bazylii i czosnku. Zapiekamy w 180 stopniach przez ok. 20 minut, aż stwardnieje.

Tarta porowa
Składniki:
por
15 dag szynki
duża śmietana 12%
jajko
zielony pieprz
zioła prowansalskie
sól, peprz
odrobina oleju

Pora myjemy i kroimy na paski, a szynkę w kosteczkę. Na rozgrzanym oleju na patelni smażymy pora z szynka aż por zmięknie. Dodajemy przypraw do smaku. Całość przekładamy na spód tarty. Śmietanę dokładnie mieszamy z jajkiem, przyprawiamy i wylewamy na nadzienie tarty. Na wierzchu układamy nieco zielonego pieprzu. Zapiekamy w 180 stopniach przez ok. 20 minut, aż stwardnieje.

Polecam też…
Bagietki z dodatkami
Bagietki kroimy na 3-centymetrowe kawałki. Do nich podajemy:
  1. W małych foremkach na tarteletki zapiekłam rozdrobnioną fetę zalaną przetartym, obranym ze skórki pomidorem i posypaną świeżymi ziołami.
  2. Na patelni podsmażyłam pokrojonego w kosteczkę bakłażana z cebulą i czarnuszką. Do miękkości. Przed krojeniem należy plastry bakłażana posolić i odstawić na godzinę, a następnie dokładnie wymyć, aby pozbyć się goryczki.
  3. Masło zmieszałam z kilkoma ząbkami czosnku, solą, pieprzem oraz dwoma plasterkami kremowego serka z pomidorami. Pycha!
A w słoiczkach znalazły się  kolorowe galaretki z bananami i owocami leśnymi, poukładane warstwowo. Wyglądały obłędnie! Ot, taka nowa odsłona tradycyjnej galaretki. Gotowa do zabrania do domu!

Bardzo groźne dinozaurowe lodki orzeźwiające

Wiem, wiem… aura za oknem nie sprzyja orzeźwianiu, ani ochładzaniu, ani nawet myśli o lodkowym szaleństwie… Ale warto się przygotować! A akurat lodki, o których dzisiaj mowa, powstały w czasie ostatnich okrutnych upałów. I wierzcie mi – mają zbawienny wpływ na rozgrzany organizm! I na zmęczony umysł, bo od razu pojawia się uśmiech na twarzy. Zarówno dziecięcej jak i tej bardziej dojżałej!
Polecam Wam zatem dzisiaj pomysł na dinozaurowe bardzo groźne lodki orzeźwiające! Można je przygotować wcześniej i trzymać w zamrażalniku na wszelki wypadek. Mogą stać się ciekawym uzupełnieniem letnich przyjęć i spotkań. Mogą zachęcić dzieciaki do zdrowego owocowego picia! Bo lodki takie w dowolnej konfiguracji wrzucamy do szklanki z wodą  i cieszymy się kolorowym soczystym napojem! A jak takie lodki zrobić? Nic prostszego!
Dinozaur czerwony
Miksujemy garść umytych truskawek i wlewamy je do silikonowych foremek na lód.
Dinozaur pomarańczowy
Obraną pomarańczę miksujemy i taki sok z miąższem wlewamy do foremek.
Dinozaur żółty
Postępujemy jak wyżej, ale z obraną cytryną.
Dinozaur zielony
Garść lisków mięty kroimy lub miksujemy na drobniejsze części. Wkładamy je do foremek i zalewamy małą ilością przegotowanej wody.
Foremki oczywiście wkładamy do zamrażalnika. Gotowe wrzucamy do szklanki z wodą w dowolnej ilości w dowolnych kolorach! 

Facebook